Wybitnie niesprzyjająca pogoda zawisła nad Tokio i ani myślała zlitować się nad skulonym pod niewielkim zadaszeniem blondynem. Klnąc cicho pod nosem, wznowił bieg opuszczając swoje dotychczasowe schronienie. Nie zwracając uwagi na spojrzenia ukrytych pod parasolami przechodniów, przemknął szybko wąski chodnik i wbiegł po schodach, zatrzymując się przed znajomymi, metalowymi drzwiami. Sięgnął do kieszeni spodni i wyjąwszy klucz umieścił go w zamku. Całkowicie przemoczony zamknął za sobą drzwi i z ciężkim westchnieniem oparł się o nie plecami. Z jasnych, długich włosów sięgających już linii szczęki spływały krople deszczu, który lunął niespodziewanie, nie dając nawet najmniejszej szansy na ucieczkę. Przeczesał je niedbale ręką i odkleiwszy się od chłodnej powierzchni, zrobił to samo z czarną koszulą, która dosłownie stopiła się z jego skórą. Schylił się, rozwiązując sznurówki swoich nowych czarnych butów, które zakupił w zestawie z pasującymi charakterem spodniami i leżącą już na podłodze koszulą i w samych skarpetkach ruszył w stronę łazienki. Mokre ciuchy wrzucił do kosza by po chwili znaleźć się pod strumieniem ciepłej wody, o której z utęsknieniem marzył biegnąc pomiędzy rozległymi kałużami. Czuł jak powoli wraca mu czucie w kończynach, siłą rzeczy wydłużając czas spędzony na niskim krzesełku. Rozgrzany i w pełni usatysfakcjonowany wciągnął przez głowę białą koszulkę i słysząc dźwięk wibracji, spojrzał na wyświetlacz telefonu.

- Co tam, Eiji?

- To ja się pytam 'co tam'? - usłyszał po drugiej stronie, zdradzający zniecierpliwienie głos.

- Totalnie przemokłem, nie wiem jakim cudem telefon przetrwał tą powódź - wyżalił się, gasząc światło w łazience.

- Później zajmiemy się przejawem twojej niesubordynacji, mów jak było na rozmowie. - Mógłby się założyć, że w tej chwili Eiji znacząco przewraca oczami.

- W porządku, ale nie mam pewności czy dobrze wypadłem. Wiesz, że z reguły ludzie nie czują się komfortowo w moim towarzystwie - powiedział, przeszukując zawartość lodówki.

- Nie przesadzaj, ja z tobą jakoś wytrzymuję, nawet sam się proszę o więcej. - Dźwięczny śmiech Eijiego przyjemnie rozległ się w słuchawce, docierając do Ash'a.

- I to mnie właśnie zawsze zastanawiało, ale chyba nie ma innego wytłumaczenia jak to, że jesteś po prostu równie dziwny co ja. Jest to może trochę inny rodzaj dziwactwa, ale przyznasz chyba, że nie jesteś w pełni normalny, prawda? - droczył się z nim włączywszy uprzednio tryb głośnomówiący by móc swobodnie korzystać z obu dłoni, które w tej chwili wykorzystywał do krojenia arbuza.

- Owszem, przyznaję i powiem nawet, że jestem z tego dumny.

Ash roześmiał się, układając owoc na prostokątnym talerzu i chwyciwszy telefon odstawił wszystko na niski stolik w kuchnio-salonie.

- A tak serio, Ash - ponownie rozległ się głos Eijiego - jestem pewien, że dałeś z siebie wszystko i zachwyciłeś ich swoją elokwencją i znajomością tematu. W dodatku jesteś cholernie inteligentny, co czasami bywa... w każdym razie na pewno nie pozwoliłeś im o sobie zapomnieć.

- Czasami co, Eiji? - zainteresował się, wyłapując jego wahanie i ewidentny brak kontynuacji.

- Jesteś inteligentny, domyśl się.

- Zrobione - rzucił, przełykając kawałek arbuza.

- Zbyt łatwo ci poszło, ale ok to akurat nie było trudne - przyznał z rozbawieniem.

- Nie było - potwierdził, odłamując kolejny ostrosłup wydrążony z soczystego i słodkiego owocu.

- Jesz arbuza? Zostaw mi chociaż ćwiartkę!

- Zostawiłem połowę, jest cała twoja.

- Dzięki, marzę by go zjeść od momentu, gdy wysiadła nam w biurze klimatyzacja i dosłownie nie ma czym oddychać - westchnął na wspomnienie warunków, w których przyjdzie mu spędzić jeszcze dwie godziny.

- Ej, ale ja też tu czekam - zareagował, wzbudzając w Eijim znajome już uczucie rozczulenia.

- Ale ciebie nie mogę zjeść, Ash.

- W pewnym sensie możesz.

Cisza po drugiej stronie wydłużyła się i Ash przez chwilę pomyślał, że może przesadził, że może nie powinien w ten sposób żartować, bo przecież pomimo tego, że ich związek jest już na zdecydowanie innym etapie zażyłości, są sprawy które wymagają pracy, zwłaszcza z jego strony. On sam nie chciał przed tym uciekać, chciał zmierzyć się z tym co głęboko siedzi w jego umyśle, czego desperacko pragnie pozbyć się jego serce. Od niedzielnego poranka ani razu nie poruszyli tego tematu, nie mieli możliwości skupić się na tym co obydwoje postanowili przezwyciężyć, ofiarowując mu zasłużoną wolność i spokój duszy.

- Nie prowokuj mnie, Ash - odezwał się w końcu, ale słowa które wypowiedział zaskoczyły go. Nie tego się spodziewał.

- Mój błąd. Zapomniałem, że potrafisz gryźć - odpowiedział konsekwentnie, w końcu nie zamierzał uciekać.

- Ash... jestem w pracy i... to nie jest najlepsze miejsce na... takie przepychanki słowne - zakończył, wyraźnie ściszając głos.

- W takim razie wracaj szybko do domu, bo w przeciwnym razie nie obiecuję, że zastaniesz swoją połówkę.

- Dość niejednoznaczne stwierdzenie, którą połówkę masz na myśli?

- Po prostu nie ociągaj się, Eiji - uśmiechnął się, wrzucając do buzi ostatni kawałek.

Chwilę później gdy połączenie zostało zakończone, Ash odchylił się do tyłu, z wyraźnym westchnieniem zapadając się w miękkim oparciu kanapy. Naglące pragnienie by Eiji znalazł się obok, by jego wzrok mógł zarejestrować zmiany zachodzące na jego twarzy, będące uroczą reakcją na jego słowa i gesty, które cechowałaby jeszcze większa odwaga, gdyby nie podświadomy strach przed tym co może nadejść później, gdy wszystko co piękne przeminie i euforyczny stan ugnie się pod naporem niszczącej siły przeszłości. Siedząc tak przez jakiś czas i rozmyślając nad tym co do tej pory udało mu się osiągnąć, doszedł do wniosku, że osiągnął więcej niż kiedykolwiek spodziewał się osiągnąć i że sukces ten nie miałby racji bytu gdyby nie Eiji. Kolejne westchnięcie opuściło jego usta i z wyraźną niechęcią otworzył oczy by sprzątnąć ze stołu i rozpocząć przygotowania do kolacji. Dzisiaj w menu był ramen, a dokładniej jedna z jego prostszych i szybszych wersji - Tan-men. Wyjąwszy mięso z lodówki wyłożył je na drewnianą deskę i pokroił w podłużną kostkę. Z racji tego, że obydwoje bardziej smakowali się w wersji z kurczakiem aniżeli z wieprzowiną, na gorącym oleju kokosowym, który wcześniej podgrzał w średnim rozmiarze garnku wylądowały kawałki uda z kurczaka. Podsmażył je przez chwilę i dodał pokrojone marchew, dymkę i posiekane liście pak choi. Zalał wszystko wodą i sięgnąwszy po niewielką miseczkę, w której od wczoraj moczyły się dwa shiitake wlał jej całą zawartość do garnka. Zmniejszył płomień i przykrył naczynie pokrywą. Po niespełna 30 minutach, gdy to w międzyczasie ugotował makaron, umieścił go w sporych rozmiarów miseczkach i polał niewielką ilością oleju sezamowego. Zamieszał pałeczkami, rozprowadzając olej i sięgnął po miseczkę, gdzie w sosie sojowym z dodatkiem cukru trzcinowego, czosnku i imbiru, które to uprzednio podgrzał w rondelku, marynowały się (również od wczoraj) dwa jajka. Przekroił je na pół, podziwiając idealną konsystencję żółtka, którą uzyskał umieszczając je w zimnej wodzie i gotując przez 1 minutę i 45 sekund od momentu zagotowania się wody. Spojrzał na zegarek chcąc ocenić czy może przystąpić do końcowego etapu gotowania, ale dokładnie w tej samej chwili usłyszał szczęk przekręcanego zamka w drzwiach. Wyłączył płomień pod gotującą się zupą i ruszył powitać Eijiego.

- Mmm... ale zapachy - zachwycił się, uśmiechając do idącego w jego stronę Ash'a.

- A gdzie twoje tadaima? - zapytał, ściągając z jego ramion plecak i nie czekając, aż zsunie buty przyciągnął go do siebie, oplatając ramionami jego ciało.

- ...Tadaima - powiedział, opierając się policzkiem o jego pierś. Cudowne brzmienie serca Ash'a wnikało w niego, pobudzając jego własne.

- Okaerinasai - cichy głos rozległ się tuż przy jego uchu.

- ...Już wiem, że jedna z połówek czekała na mnie w domu, ale czy mogę liczyć również na tą drugą? - zapytał, wtulając się w niego mocniej. Za mało, zdecydowanie za daleko - przewijało się w jego umyśle. Zapętlona zdarta płyta.

- Sam się przekonaj - odparł, zanurzając twarz w jego miękkich włosach.

- ...Ok.

Żaden z nich nie chciał tego przerywać. Z pozoru zwyczajna chwila, którą nie raz już było im dane doświadczyć wydawała się być wyjątkowa, miała w sobie coś czego oboje nie do końca jeszcze rozumieli, a przynajmniej nie świadomie. Ich podświadomość znacznie wykraczała poza ich świadome zrozumienie. A była to tylko kwestia czasu, gdy ta druga zrówna się z tą pierwszą, kwestia minut, kwestia sekund.

- Tęskniłem... Ash - świadomość Eijiego wyszła na prowadzenie by po chwili ta Ash'a nie chcąc zostać w tyle, uczyniła dokładnie to samo.

- Zastanawiam się kto w takim razie bardziej.

- Myślę, że z czystym sumieniem możemy ogłosić remis.

Ash oderwał się od bujnej czupryny swojego chłopaka i dotknąwszy jego podbródka złączył ich usta w delikatnym pocałunku. Niespieszne ruchy bardzo powoli zmieniały swój charakter. Przyspieszając zdradzały zniecierpliwienie i w pełni obnażały tęsknotę, która przez cały dzień narastała w ich oddalonych od siebie sercach.

- Ok, remis brzmi całkiem rozsądnie - uśmiechnął się na jego ustach. - ...Głodny?

- Tak - przyznał, muskając swoim nosem o jego. Ash uśmiechnął się szerzej i delikatnie przygryzł jego czubek. - A podobno to ja jestem z tych co potrafią gryźć - roześmiał się Eiji, żartobliwie odpychając go od siebie. Wykorzystał tą nieznośną chwilę rozłąki by zdjąć buty i wsunąć stopy w swoje szare kapcie.

Dając Eijiemu czas na niezbędne po przyjściu działania w łazience, wrócił do kuchni i ściągnąwszy pokrywę garnka rozprowadził w parującym wywarze czubatą łyżkę pasty miso, a następnie przelał jego zawartość do oczekujących na blacie miseczek. W każdej z nich umieścił dwie połówki przekrojonego jajka, garść kiełków fasoli mung i na koniec posypał wszystko prażonym sezamem.

Cierpliwie czekając na powrót Eijiego, usadowił się na swojej poduszce i sięgnął po leżący na stoliku telefon. Nie zdążył go nawet odblokować, gdyż w tej samej chwili Eiji otworzył drzwi i jego uśmiechnięta twarz pojawiła się w polu jego widzenia, całkowicie odrywając jego myśli od trzymanego w dłoni urządzenia.

- Zaraz się przekonamy czy moje lekcje nie poszły na marne - odezwał się, zmierzając pewnym krokiem w stronę Ash'a, którego intensywne spojrzenie zdawało się przyciągać jego całkowicie należące do niego ciało.

- Śmiem twierdzić, że już niedługo uczeń przegoni mistrza.

- Czekam na to - zaśmiał się, sięgając po łyżkę, gdy tylko usadowił się wygodnie na sąsiedniej poduszce. - ...Chyba mamy kolejny remis - przyznał, zerkając na niego z uśmiechem i sięgnąwszy pałeczki zgrabnie chwycił makaron.

Ash odwzajemnił uśmiech i chcąc przekonać się na własnych kubkach smakowych czy werdykt Eijiego jest słuszny skosztował przygotowane przez siebie danie.

- Myślę, że trochę jeszcze brakuje, ale jestem całkiem blisko - stwierdził, doskonale pamiętając smak ramenu przyrządzonego przez jego chłopaka.

Eiji szturchnął go lekko w ramię i nie przestając się uśmiechać, powiedział:

- Opowiadaj jak było na rozmowie.

- ...Na początku były zasadniczo ogólne tematy dotyczące tego jak wygląda ich system pracy, struktura zespołu, warunki zatrudnienia i tym podobne. Po przydługawym w moim odczuciu wstępie przeszliśmy do meritum, czyli tego co ode mnie oczekują i czym właściwie miałbym się zajmować - przerwał na moment, biorąc kolejny łyk zupy i chwycił pałeczkami sporą ilość mięsa i warzyw. Eiji cierpliwie czekał na ciąg dalszy. - Był też test i zadania praktyczne...

- Co zapewne było dla ciebie najciekawszym punktem spotkania - wtrącił z uśmiechem Eiji.

- ...I na koniec, czyli po jakiś dwóch godzinach - wznowił Ash, odwzajemniając uśmiech. Brak komentarza był oczywistą odpowiedzią potwierdzającą jak zwykle trafne wtrącenie jego chłopaka - oprowadzili mnie po dziale, gdzie miałbym pracować.

- I jak? Podobało ci się?

- Czy ja wiem, nie miałem jakiś specjalnych wymagań czy wyobrażeń. Wyglądało ok, mnogość stanowisk komputerowych, spora kuchnia i stołówka, no i mieszanka ludzi, co dla niektórych może być minusem.

- A dla ciebie?

- Dla mnie każde obce towarzystwo jest minusem - uśmiechnął się bez cienia wesołości.

- Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem, a przynajmniej nie w stu procentach. To prawda, że na początku trudno się do ciebie przebić, wycofujesz się, odgradzasz wysokim murem, nie pozwalając się poznać, ale z czasem to mija i powoli otwierasz się, pozwalasz by inni zbliżyli się do ciebie, na swoich warunkach wprowadzasz ich w swój własny świat. Nie trzeba daleko szukać, Ryouske jest świetnym tego przykładem. Z resztą z pozostałą trójką też masz dobry kontakt.

Z całej czwórki bliskich przyjaciół Eijiego, Ryouske był osobą, z którą Ash znalazł kolokwialnie mówiąc wspólny język. Jego pozytywne nastawienie, bezpośredniość i brak jakichkolwiek hamulców mimo jawnych czasami znaków by zwyczajnie dał mu spokój, paradoksalnie sprawiły, że Ash czuł się swobodnie w jego towarzystwie. Nie musiał przy nim udawać, silić się na uprzejmości czy zwracać uwagę jak powinien się zachować, zareagować na jego słowa czy działania. Był sobą, był osobą, która bliższa była tej za czasów jego przyjaźni z Shorter'em. Choć okoliczności, sceneria otaczającego ich świata, w którym ma tą cudowną możliwość egzystować, całkowicie różniły się od tych nowojorskich, miały w sobie element wspólny i tym razem elementem tym był on sam. Mimo iż on również nie był już tą samą osobą, nadal potrafił doszukać się pewnych podobieństw, elementów wspólnych, które nie pozwalały uciec mu myślami od jego najlepszego przyjaciela. Przyjaźń, która całkiem naturalnie rozwijała się pomiędzy nim a Ryosuke przypominała mu o tej którą stracił, która na zawsze pozostanie w jego pamięci.

- A widziałeś się z Akihiko? - zapytał Eiji nie doczekawszy się żadnej odpowiedzi.

- Tak, zagadał do mnie jak wychodziłem. Rozmawialiśmy dosłownie chwilę, podziękowałem mu i poniekąd wymusił na mnie obiad.

- Cały Akihiko - roześmiał się Eiji - jedzenie to jedna z jego głównych przyjemności. Odwiedził chyba wszystkie sushi bary w Tokio, nie ma chyba żadnej budki z ramenem, której by nie zaliczył, nie wspominając o tym, że jest świetny w gotowaniu, więc Junko i Ryouske stołują się w zasadzie u niego.

- Mieszka sam? - zainteresował się Ash.

- Tak i z tego co mi wiadomo nie jest z nikim związany - w głosie Eijiego Ash wyczuł wyraźne obniżenie nastroju. - ...Nie ma nikogo kto czekałby na niego w domu - dodał ciszej, spoglądając w piękne oczy swojego chłopaka.

Przyglądając się mu przez chwilę, Ash dotknął jego policzka i przesunąwszy dłoń dalej zacisnął palce na jego karku, przyciągając go delikatnie do siebie.

- Ja zawsze będę na ciebie czekał, Eiji - wyszeptał, pocierając policzkiem o jego włosy - w końcu moje miejsce jest przy tobie, nigdzie indziej nie pasuję... ja również należę do ciebie, Eiji... jestem cały twój.

Dłonie Eijiego zacisnęły się mocniej na jego koszulce, a lśniące oczy napotkały te drugie, zdradzające w tej chwili więcej niż jakiekolwiek słowa. Oboje należeli do siebie - to niepodważalne stwierdzenie coraz głębiej drążyło ślad w ich umysłach, torowało drogę, której kres miał jedyne słuszne zakończenie.

...

"Ludzie budują za dużo murów, a za mało mostów."
Isaac Newton

Opisy kulinarne, które czasami umieszczam są poniekąd wariacją na temat kuchni japońskiej. Zawierają elementy, które nie do końca zgodne są z klasykiem. Wspaniałego dnia niezależnie od pory! ❤️