Nie planowałam publikować w tym tygodniu, ale za sprawą pewnej konkretnej osoby, która niczym tsunami (w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu) wtargnęła na mój profil na wattpadzie, postanowiłam, że podzielę ten przydługawy rozdział, nad którym siedzę już drugi tydzień (i nadal nie widzę końca) i opublikuję jego pierwszą część. Miłego czytania!

...

Z dedykacją dla W.O.

Głośne okrzyki i ogólne poruszenie rozległo się w lokalu, gdy w jego progu pojawiła się wysoka sylwetka przystojnego blondyna. Stojąca tuż obok niego nieco niższa postać wtórowała radosnym głosom przyjaciół, wprowadzając Ash'a w jeszcze większe osłupienie i szok. Spojrzenia wszystkich klientów z zaciekawieniem ulokowały się na tym jakże wyróżniającym się i pięknym i z całkowitym niezrozumieniem czekały na dalszy ciąg wydarzeń.

- Eiji – odezwał się, uciekając do niego spojrzeniem – co to ma być?

- Świętowanie twojego sukcesu – odpowiedział wesoło, prowadząc go w stronę hałaśliwej grupki.

Podstępem wyciągnięty z wygodnego łóżka, w którym to w błogim spokoju czytał wypożyczoną dwa dni temu książkę uległ niemożliwym do zignorowania namowom Eijiego by wyjść z domu i zjeść na mieście. I teraz oto stoi w klimatyzowanym, ekskluzywnie wyglądającym lokalu z rzędem krzeseł wzdłuż długiego blatu, gdzie na gorącej płycie mistrz kuchni prezentował swoje niezwykłe umiejętności. Hałaśliwa grupka zajmowała osobne, nieco bardziej prywatne miejsca rozmieszczone w kształcie litery L, gdzie w centralnym ich punkcie bardzo wysoki jak na Japończyka mężczyzna z szerokim uśmiechem na ustach czekał na rozpoczęcie pokazu.

- Gratulacje, Ash! - pierwsza zbliżyła się Mayumi i zarzuciwszy mu ręce za szyję sprawiła, że poziom szoku osiągnął kolejny, wyższy poziom.

- Dzięki... Mayumi – odparł zaskoczony, po raz kolejny zerkając błagalnym wzrokiem na swojego chłopaka. Kontakt fizyczny z kimkolwiek poza Eijim był dla niego dość dużym wyzwaniem, nawet pomimo oczywistych intencji, a raczej ich braku ze strony inicjującego to całkiem niegroźne zbliżenie.

Nieme wołanie Ash'a dotarło do niego natychmiast. Rozumieli się bez słów, wystarczyło spojrzenie, wystarczył gest by wiedzieć jaki powinien być ich następny krok. Wspierająca dłoń Eijiego wylądowała na jego plecach i delikatnie poruszyła się w cudowny sposób rozluźniając jego napięte mięśnie.

- Nawet nie wiesz jak się cieszę, Ash – kolejna była Junko. Słodki zapach szamponu dotarł do zmysłów Ash'a, gdy objąwszy go jej gęste włosy znalazły się tuż przy jego twarzy.

- Dzięki Junko... w zasadzie jestem twoim dłużnikiem.

- Spoko, nie będę tak zachłanna jak mój brat. Wystarczy że postawisz mi piwo – zaśmiała się, klepiąc go w ramię.

- Ok, da się zrobić – rzucił, odwzajemniając uśmiech.

- Gratuluję, Ash – usłyszał stojącego obok Jamie'go. Uścisnąwszy jego dłoń pochylił się i dodał ciszej – cieszę się nie tylko ze względu na ciebie, ale również ze względu na Eijiego.

W odpowiedzi Ash porozumiewawczo skinął głową, a kąciki jego ust delikatnie powędrowały w górę i całkowicie akceptując swój los, skierował wzrok na roześmianą twarz Ryosuke, która była ostatnią, z którą przyszło mu się zmierzyć.

- Akihiko mówił, że nie dałeś najmniejszych szans konkurencji – odezwał się wesoło i bez najmniejszych oporów objął go ramieniem.

- No cóż bywam bezwzględny – wyznał z dzikim błyskiem w oczach.

- Zapamiętam – rzucił ze śmiechem i odsunąwszy krzesło wskazał mu miejsce by usiadł.

Sam zająwszy sąsiednie zwrócił się po japońsku do cierpliwie czekającego mistrza kuchni i zgrabnie przełączywszy się na angielski ponownie zwrócił się do Ash'a.

- Ash, nie miałeś jeszcze okazji poznać najwspanialszego mistrza rozgrzanej płyty w całej Japonii – oznajmił, w ostatniej chwili unikając ciosu od samego bohatera owego komunikatu i kontynuując, oparł się dłońmi o blat stołu – no więc Ash, dzisiaj o twoje kubki smakowe zadba sam mistrz Furo.

- Witaj Ash – przyjemny, niski głos dobył się z gardła mężczyzny. Spod wysokiej, białej czapki wystawały krótkie, czarne włosy, a widoczne na twarzy delikatne zmarszczki sugerowały, że przekroczył już czterdziestkę – wiele o tobie słyszałem. - Szeroki uśmiech odzwierciedlało również spojrzenie jego brązowych oczu.

Ash spiął się mimowolnie, słysząc ostatnie słowa. Nie miał ku temu powodów, nie w tym życiu, które wiedzie teraz, nie w tym kraju, nie wśród tych ludzi. Rozumiejąc to wszystko, zawierzył zdrowemu rozsądkowi i zebrał się w sobie by sprostać zasadom savoir-vivre.

- Chciałbym powiedzieć to samo, ale z przykrością przyznaję, że żaden z nich nie wspominał mi o tobie. Przypuszczam, że kryje się za tym jakiś konkretny powód.

- Śmiem twierdzić, że jestem główną składową niespodzianki, którą dla ciebie szykowali. Obym nie zawiódł – zakończył z jeszcze szerszym uśmiechem na ustach i niespodziewanie chwycił szklaną buteleczkę z olejem, polewając nim płytę. Buch pary wzniósł się przed oczami zebranych gości by po chwili dobiegł ich również charakterystyczny dźwięk smażonych warzyw.

- Taki sposób smażenia nazywa się teppan-yaki – odezwał się Eiji, obserwując jak poczynania Furo zaabsorbowały Ash'a.

- Jest świetny – powiedział, nie odrywając oczu od jego dłoni, które w niesamowicie widowiskowy sposób posługiwały się szeroką metalową łopatką i sporych rozmiarów nożem wykonując niesamowite operacje na skwierczącym pożywieniu.

- Jest cokolwiek czego za żadne skarby nie przełkniesz? - zwrócił się do niego mistrz kuchni.

- Natto – odpowiedział krótko i bez zastanowienia. W jego głowie rozbrzmiewało jeszcze jedno słowo, podkreślające jego jakże oczywistą odpowiedź i było nim najzwyklejsze - oczywiście.

- Obcokrajowcy – skomentował Ryosuke, przewracając oczami i zerkając znacząco to na Jamie'go to na Ash'a.

- Próbowałeś z jogurtem? - zapytał Furo w najmniejszym stopniu niezdziwiony odpowiedzią.

- Zapomnij – wtrącił z westchnieniem Eiji – w żadnej postaci nie przejdzie.

- Rozumiem, beznadziejny przypadek – zaśmiał się, zgrabnie podrzucając gruby plaster mięsa, który wcześniej wyłożył na płytę.

- Mam ten sam problem – wtrąciła Mayumi – do tego stopnia, że nawet nie pozwala mi go jeść, gdy jest w domu.

- Mi też nie pozwalał – pożalił się Eiji.

- A ty miałeś to gdzieś – przypomniał z lekkim wyrzutem Jamie, biorąc do ręki piwo, które przed chwilą dostarczył kelner. - A teraz skoro wszyscy mamy już odpowiednie płyny proponuję wznieść toast – zmienił temat, unosząc wyżej szklankę.

- Twoje zdrowie, Ash! - zawołał Ryosuke, przybliżając swoje szkło do Ash'a.

Pozostali jak na zawołanie uczynili to samo, wprawiając samego zainteresowanego w swoiste zmieszanie i niepewność.

- Ciężko na to pracowałeś, Ash – cichy głos Eijiego tuż przy jego uchu wywołał na jego skórze dreszcz. Opanowując narastające emocje, spojrzał na swojego chłopaka, którego oczy zdradzały w tej chwili jak dumny jest z tego co osiągnął, z tego gdzie doprowadziły go wszystkie poprzednie doświadczenia, z tego że pomimo tego co go spotkało, miał siłę podnieść się i walczyć o swoje życie.

- Nie osiągnąłbym tego bez ciebie, Eiji – powiedział równie cicho i chwyciwszy szklankę stuknął nią o pozostałe, czekające na jego własną.

Gdy pierwszy głód został zaspokojony, a druga runda alkoholu wjechała na stół, zadowolone towarzystwo prowadziło ożywioną rozmową, a ich śmiechy wypełniały przytulne i stosunkowo nieduże pomieszczenie.

- Podoba ci się życie w Japonii? - mistrz kuchni zwrócił się do Ash'a.

- Bardzo, niczego bym nie zmienił, jest idealne – odpowiedział szczerze. Odrobinę zaskoczony swoją prostolinijną odpowiedzią splótł dłonie i oparł je na udach.

- W takim razie tym bardziej zasłużyłeś na najlepszy kawałek – odparł, podrzucając idealnie przysmażony plaster mięsa, który celnie wylądował na talerzu Ash'a.

- Cholera, dobry jesteś – roześmiał się, sięgając po pałeczki.

- Akihiko! - usłyszał po swojej prawej Junko.

Jak na automacie wszystkie głowy odwróciły się w stronę wejścia, gdzie wysoki, przystojny mężczyzna zamykał za sobą drzwi lokalu. Spojrzenie jego ciemnych oczu ulokowało się na tym wyróżniającym się, szmaragdowym, gdy odwiesiwszy płaszcz na wieszak ruszył w stronę znajomych mu twarzy. Średniej długości czarne włosy związane były nieco powyżej karku, a pojedyncze przednie pasma delikatnie opadały na czoło i policzki.

- Spóźniłeś się – mruknęła Junko.

- Wybaczcie, drzemka przeciągnęła się w czasie – odezwał się, posyłając jej przepraszające spojrzenie.

- Ponieważ znowu nie nastawiłeś budzika, prawda? - odparowała.

- Prawda – przyznał, uśmiechając się z wyraźnym rozbawieniem. - Ale widzę, że nie czekaliście na mnie, to dobrze, czuję się teraz mniej winny.

- Od razu założyliśmy, że się spóźnisz, więc oczywiście, że nie czekaliśmy na ciebie – powiedział Ryosuke, zezując na niego bokiem.

- Jak się masz Furo? – zignorowawszy komentarz przyszłego szwagra zwichrował mu włosy i zajął miejsce obok Eijiego.

- Wspaniale! Piękna pogoda za oknem, doborowe towarzystwo, a u ciebie?

- W porządku. Zjadłem dzisiaj croissant'a z konfiturą z mango na śniadanie, w końcu pozbyłem się gratów spod łóżka, a gdy wrócę do domu, w lodówce czeka na mnie schłodzone kakao i Dostojewski na nocnej szafce.

- Dostojewski? - zainteresował się Ash.

- Tak, ostatnio mam fazę na rosyjskich pisarzy.

- W takim razie pewnie na twojej liście jest też Bułhakow.

- Jasne! Mistrz i Małgorzata pozycja obowiązkowa.

- Podobnie jak u Dostojewskiego Zbrodnia i Kara czy Bracia Karamazow – dopowiedział Ash.

- O tak! Już przeczytałem, trzeci w kolejności jest Idiota.

- Czyli podsumowując, w domu czeka na ciebie schłodzone kakao i Idiota? - odezwał się Ryosuke, nie przerywając jedzenia. Jego włosy nadal były w nieładzie, ale najwidoczniej nie zamierzał nic z tym robić.

- Dokładnie tak – przyznał zadowolony.

- Serio, Aki... - westchnął zrezygnowany.

- Ja tam myślę, że to całkiem przyjemny plan na wieczór, prawda Ash? - wtrącił Eiji. W końcu jego wrażliwość i niebywała umiejętność odczytywania ludzkich emocji nie pozwoliły mu siedzieć cicho.

Słodki Eiji – pomyślał Ash, gdy jego duże, lśniące oczy wwiercały się w jego własne, szukając wsparcia.

- Co za sens pytać Ash'a? Założę się, że musiałeś siłą lub podstępem wyrwać go ze szpon jakiejś powieści zanim tu dotarliście – twarz Ryosuke wykrzywił ewidentny grymas, podkreślający jego dokuczliwy ton głosu.

- Założę się, że jedynie siłą lub podstępem owe szpony są w stanie cię dopaść – odgryzł się Ash ze złośliwym uśmieszkiem na ustach.

- Uczepiliście się jednego, a nikt nie pochwalił go, że w końcu odzyskał przestrzeń pod łóżkiem. Przecież od roku się do tego zbierał! - Furo poczuł się w obowiązku podzielić się swoją opinią.

- Zamiast sprzątać i sączyć kakao, mógłby wyjść do ludzi. Siedząc w domu, nie jesteś w stanie nikogo poznać – Ryosuke był najwyraźniej innego zdania.

- To nieprawda. Zapomniałeś o możliwościach internetu? - bronił go Furo.

- Nie rozumiem skąd takie nagłe zainteresowanie moją osobą – roześmiał się Akihiko, ale w jego śmiechu brak szczerości był wręcz namacalny. Ewidentnie ukrywał swoje prawdziwe emocje, nie chciał się nimi dzielić. - Myślałem, że spotkaliśmy się tutaj w innym celu.

Ash przyglądał mu się z zaciekawieniem, całkowicie ignorując fakt, że swoim spojrzeniem pogarsza już i tak mało komfortowe położenie młodego mężczyzny.

- No właśnie – odezwała się Mayumi, kolejna zaraz po Eijim najbardziej empatyczna osoba w towarzystwie. - Furo, co mamy jeszcze w karcie?

Odciągając uwagę od nowo przybyłej osoby, całkowicie skupiła ją na tym co ma jeszcze do zaoferowania mistrz kuchni.

- Jak samopoczucie Ash? Gotowy na nowe wyzwania? - zagadał do niego Akihiko, wykorzystując chwilę wytchnienia, którą ofiarowała mu Mayumi.

- Nadal trochę nie dowierzam. Chyba nie dotarło to jeszcze do mnie.

- Dotrze gdy zjawisz się w poniedziałek w biurze. Wzbudziłeś spore zainteresowanie, więc nie zdziwiłbym się gdybyś już pierwszego dnia miał dosyć – odparł z wyraźnym rozbawieniem.

Ash wydał z siebie cichy, gardłowy pomruk, zdradzający niezadowolenie tym faktem i poczuł jak dłoń Eijiego delikatnie zaciska się wokół jego własnej.

- Nie pomagasz, Akihiko – mruknął Eiji.

- Spokojnie, nie dam go skrzywdzić. Jeżeli zajdzie taka konieczność, osłonię go własną piersią – oznajmił z szerokim uśmiechem na ustach i dostrzegłszy ich złączone dłonie, skryte pod blatem stołu zapytał – długo jesteście razem?

Eiji wyprostował się gwałtownie i siedząc jak naciągnięta struna, zerknął na swojego chłopaka, którego twarz nie zdradzała najmniejszych nawet oznak zmieszania czy obaw.

- Za 9 dni minie 4 miesiące – głos zabrał Ash, ani myśląc puszczać dłoń Eijiego, która w wyraźny sposób próbowała odzyskać wolność.

- Ale znacie się znacznie dłużej, prawda?

- Tak, poznaliśmy się w Nowym Jorku... kilka lat temu.

- Tak, słyszałem co nieco... Przyjechałeś tutaj z zamiarem zostania na stałe?

- ...Tak, ale wyjechałbym, gdyby właśnie tego chciał Eiji.

- Ash... dobrze wiesz, że nigdy nie powiedziałbym ci, że masz wracać – zareagował Eiji, jego palce wzmocniły uścisk, a oczy wpatrywały się w niego z niezaprzeczalnym uczuciem.

- To wspaniale, że było wam dane spotkać się ponownie – odezwał się Akihiko, powoli obracając szklankę na gładkiej powierzchni stołu. Jego wzrok utkwiony był w słomkowym płynie, który po chwili spłynął po ściance jego gardła, gdy uniósł naczynie i zbliżył je do ust.

- To prawda – przyznał cicho Eiji – coś co uważałem za niemożliwe, przynajmniej nie w tym życiu... urzeczywistniło się. Wraz z pojawieniem się Ash'a odzyskałem wszystko to co zdawało się być stracone na zawsze... Może zabrzmi to banalnie, ale nigdy nie wiesz co przyniesie przyszłość, być może ta właściwa osoba wcale nie jest tak daleko jak się nam wydaje, wcale nie jest nieosiągalna i czeka na ciebie podobnie jak ty czekasz na nią.

Akihiko nie czuł się na siłach by ciągnąć dalej ten temat. Po raz kolejny ogromnie wdzięczny za jego zmianę, tym razem wdzięczność tą ulokował w swoim niedawnym sojuszniku. Furo zgrabnie dołączył do ich rozmowy, zmieniając zasadniczo jej tor i całkiem naturalnie skierował ich uwagę na pozostałe towarzystwo.

- Wspominałem wam, że dołączyłem do ekipy na Shinjuku? Jeżeli chcecie posmakować mojego sushi, zapraszam w poniedziałki i czwartki – pochwalił się Furo.

- Współczuję twojej żonie, czy jest w ogóle z ciebie jakikolwiek pożytek gdy wracasz do domu? - westchnął Ryouske. - I w ogóle która to już twoja praca? Trzecia?

- Czwarta – poprawił go z delikatnym uśmiechem na ustach. - I zapewniam cię, że moja rodzina czerpie ze mnie nieocenione korzyści.

- Inne niż finansowe? - cięty język Rysouke nie odpuszczał dzisiaj nikomu.

- Naślę na ciebie Reiko i Michiko, nie pozbierasz się gdy cię dopadną – zagroził, niewzruszenie manewrując między smażonymi kawałkami owoców morza i warzyw.

- Cholera, toć to diabły wcielone – mruknął, spoglądając na niego spode łba.

- Tylko dla ciebie i to w tym wszystkim jest najzabawniejsze – zaśmiał się Furo.

- Co za ojciec wysługuje się własnymi dziećmi.

- Taki, który wierzy, że poradzą sobie lepiej niż on – odpowiedział, nie przestając się uśmiechać.

- W jakim są wieku? - rozległ się zaciekawiony głos Ash'a.

- 5 lat, choć Reiko jest starsza o 8 minut od swojej siostry.

- Bliźniaczki? - dopytał, choć odpowiedź była oczywista.

- Tak, jednojajowe.

- Uwielbiam je, są takie słodkie – odezwał się Eiji. Jego radosne spojrzenie przeskakiwało między Furo a Ash'em. - Jestem przekonany, że oczarowałyby cię w równym stopniu co mnie.

- Powodzenia – wtrącił Jamie. - Eiji jest chyba wyjątkiem, nawet Mayumi nie przypadła im do gustu.

- Wcale im się nie dziwię, nie mam dobrego podejścia do dzieci – przyznała niechętnie.

- Wychodzi na to, że rzucili ci wyzwanie Ash – roześmiał się Akihiko. - Okiełznać i rozkochać w sobie pięciolatki.

- Nie byłbym sobą, gdybym je zignorował – odpowiedział, czując na sobie spojrzenie Eijiego. - Jeżeli to wyzwanie, to oczywiście, że je podejmę – zakończył, zerkając na niego z delikatnym uśmiechem na ustach.

Eiji nie mógł pozbyć się wrażenia, że za tym uśmiechem kryje się coś więcej, czuł, że to całkiem niepoważne wyzwanie, które z taką łatwością przyjął było dla niego kolejnym krokiem ku normalności. Jego coraz śmielsze działania, pozbawione nie opuszczającego go do niedawna uczucia, że nie zasługuje na to by całkowicie odrzucić przeszłość i skupić się na teraźniejszości, na tym co może przynieść przyszłość uświadamiały mu jeszcze bardziej, że spełnienie życzenia by ofiarować mu spokojne, pełne nieznanej mu do niedawna szeroko pojętej normalności życie, było na wyciągnięcie ręki, rozgrywało się dokładnie w tej chwili, nieśmiało rozpoczynając swoją drogę gdy po raz pierwszy przekroczył próg jego mieszkania.

...

"Musisz sam sobie zaufać, aby zaufali ci inni."

Pitagoras

Jako taz zagorzała fanka xD nie mogłabym nie podzielić się z Wami, że od 12 do 23 lipca będą odbywały się eliminacje do Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego. Poranna sesja od 10, wieczorna od 17. Polecam w szczególności wystąpienie jutro 12.07. o 11:30 i 17.07. o 17:30 (czasu środkowoeuropejskiego; każdy występ trwa ok. 30 min). Stream na żywo . na YouTube, na kanale ChopinInstitute 🎼