Czas na drugą część poprzedniego rozdziału. Zajęło mi to dłużej niż przewidywałam... Jest to chyba trzeci taki rozdział, nad którym spędziłam dłuuugie godziny, skrobiąc poprawki i zarzucając sobie, że prawdopodobnie straciłam zdolność przelewania myśli na arkusz edytora tekstu.
Cel osiągnięty, rozdział opublikowany, miłego czytania!
...
- Coś się zmieniło - rzucił Ryosuke, wpatrując się w odbicie Ash'a w dużym lustrze zawieszonym nad rzędem umywalek, gdzie myli ręce. Coś mu nie pasowało, ale zmiana była tak subtelna, że nie do końca zawierzał własnej intuicji. Rzucił ten niejednoznaczny komentarz, mając nadzieję że Ash połknie haczyk i sam rozwieje jego wątpliwości, potwierdzi lub obali jego bądź co bądź niepewną hipotezę.
- Co takiego?
- No właśnie, może ty mi powiesz - odparł z premedytacją, skrupulatnie realizując swój plan.
Ash posłał mu niezrozumiałe spojrzenie, umieszczając dłonie w suszarce do rąk.
- Wszystko trzeba z ciebie wyciągać, skryta blond księżniczko - udało mu się usłyszeć mimo hałasu wydawanego przez urządzenie.
Ash przewrócił teatralnie oczami i nie zaszczycając go żadną inną reakcją, bez słowa ruszył w stronę wyjścia.
- Cholera, Ash! Co jest z tobą? - Teraz już ewidentnie popłynął, zakładając że przecież nic nie straci próbując.
- A co ma być? - odparował, czując narastającą irytację. Przystanąwszy spojrzał na niego wyraźnie zmęczony tą dziwną wymianą zdań.
- Ostatnio Eiji też się dziwnie zachowuje... - powiedział tym razem zupełnie szczerze i zgodnie z prawdą. W jego przypadku był tego niemal pewien, ale gdy zapytał o to Jamiego, ten jedynie wzruszył ramionami, mówiąc że to pewnie zmęczenie przez nadgodziny, które przez miniony tydzień zdarzały się dość często. Sceptycznie podchodził do takiego wytłumaczenia, wiedząc doskonale, że Jamie nie zdradziłby prawdziwego powodu bez wyraźnej zgody ich przyjaciela. Sam Eiji odprawił go z niczym, zarzekając się, że wszystko jest w porządku, więc jedyną opcją by dowiedzieć się prawdy była rozmowa z Ash'em.
- Jak to dziwnie? - ton głosu Ash'a sugerował, że odwrót jest niemożliwy, że nie odpuści dopóki nie usłyszy satysfakcjonującej go odpowiedzi.
- Sam nie wiem... inaczej?
- W złym tego słowa znaczeniu?
- N-nie, raczej nie. Choć... nie wiem, może?
Ash westchnął głośno, przeczesując ręką włosy i oparł się plecami o chłodne kafelki.
- Słuchaj, jeżeli nie chcesz, nie musisz mi się zwierzać. Nie to było moim celem... to znaczy w pewnym sensie było, ale... Ok, powiem wprost - zależy mi na was obojgu, na tobie i Eijim i może moje przeczucie jest mylne, szczerze - mam nadzieję, że tak jest, ale... - nie dokończył, gdy cichy śmiech Ash'a rozległ się w niewielkim pomieszczeniu i niczym uderzenie dotarł do jego uszu. Szczerze zdziwiony i zdezorientowany całkowicie zapomniał jakie miały być jego kolejne słowa. - Co w tym takiego śmiesznego?
- Szczerze? Wszystko, każda jedna rzecz, każde twoje słowo było tak cholernie dziwne i nieprawdopodobne - wyznał, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Przyzwyczajaj się, jeżeli ty bywasz bezwzględny, ja bywam dociekliwy i nieugięty - odparł, stopniowo rozluźniając swoje napięte mięśnie. Dopóki się nie odezwał, nie był tego świadomy.
- Jednym słowem upierdliwy - spuentował Ash, w odpowiedzi otrzymując szczery śmiech swojego... chłopaka przyjaciela. Nie był jeszcze gotowy nazywać go swoim własnym.
- No więc jako ten upierdliwy zapytam inaczej - pokłóciliście się? - Podejrzewał, że szansa na to jest niewielka, ale uznał, że będzie to dobrym punktem startowym.
- Nie, wręcz przeciwnie - rzucił bez zastanowienia.
Oczy Ryosuke rozszerzyły się do granic możliwości i dokładnie w tym samym momencie Ash zrozumiał swój błąd.
- Och... - udało mu się powiedzieć.
- Zapomnij o tym, wracajmy.
- ...Początki zawsze są najtrudniejsze, takie rzeczy wymagają... czasu - odezwał się, gdy Ash odepchnął się od ściany, zmierzając do wyjścia. Zatrzymał się jak trafiony jakąś nieznaną mu siłą, a z jego gardła po raz kolejny wydobył się cichy śmiech. Nie dowierzał, że właśnie przed chwilą otrzymał poradę odnośnie jego związku z Eijim, w dodatku dotyczącą tak trudnego pod jednym konkretnym względem tematu, oddalonego o lata świetlne od istoty owej porady. Nie chciał o tym rozmawiać. Eiji był jedyną osobą, z którą był gotów dzielić się swoimi myślami, tymi konkretnymi, pełnymi bólu i żalu wspomnieniami.
- Dzięki, ale... - nie dokończył. Gwałtowne otwarcie drzwi powstrzymało go od dalszego komentarza. - Wracajmy - rzucił cicho, nie oglądając się już za siebie.
Zbliżała się godzina 21, gdy opuszczali tętniący jeszcze życiem lokal i wyszli na nieodbiegające pod tym względem ulice Shibuya. Wieczór był wyjątkowo przyjemny, co jeszcze bardziej sprzyjało spędzaniu czasu poza domem, poza murami własnych czterech kątów. Ulica, którą podążali, niezwykle rozświetlona i zatłoczona przypomniała Ash'owi o tych, którymi przechadzał się na co dzień. I jak zwykle na myśl o tamtym miejscu, bliskim i tak dobrze mu już znanym, w jego sercu zakiełkowało coś w rodzaju tęsknoty. Choć nie był to pierwszy raz, odrobinę zdezorientowany poruszył ręką, odnajdując ciepłe palce Eijiego i delikatnie splótł je ze swoimi.
- Nie przeszkadza ci to? - zapytał cicho by tylko on go usłyszał.
W odpowiedzi Eiji pokręcił głową i starając się ukryć swoje zaczerwienione policzki odwrócił ją w stronę mijanych witryn sklepowych. Tęsknota za domem, za miejscem, gdzie obydwoje mogli być w pełni sobą coraz wyraźniej zataczała krąg, obejmując kolejne jej składowe. Jedyną stałą, jedynym pewnym elementem był Eiji. Od jakiegoś czasu Ash łapał się na tym, że niezależnie od tego jak długo nie ma go przy nim, tęsknota jest równie silna, równie nieznośna. Jego obecność była niezbędna, jej brak sprawiał, że jego myśli błądziły w najbardziej odległe i nieprzyjazne rejony umysłu, te które pragnął zastąpić nowymi, wypełniając ich przestrzeń Eijim, wszystkim tym co pomagało mu zapomnieć o istnieniu poprzednich. Jednak było coś jeszcze, tęsknota miała swoje drugie dno, odrębne i równie istotne znaczenie. Ash czuł się winny. Winny tego, że w głębi serca mimo wielokrotnych zaprzeczeń, Eiji obwinia się o to co się stało. Pragnął mieć go zawsze przy sobie by w razie konieczności odegnać od niego wszelkie wyrzuty sumienia, pokazać, że jest najlepszym co go w życiu spotkało, że niczego nie żałuje, a nawet pragnie więcej.
- Furo jest niesamowity, prawda? - beztroski jedynie z pozoru głos Eijiego dobiegł Ash'a, gdy rozwiązywał sznurówki swoich czerwonych trampek. Nie czekając na niego, ruszył w stronę łazienki, ale zostawił drzwi otwarte by móc usłyszeć jego odpowiedź.
Ash nie odpowiedział od razu. Odwiesiwszy kurtkę na wieszak dopiero po chwili dołączył do niego i stanąwszy bardzo blisko pochylił się, opierając czoło na jego ramieniu.
- Ash...?
- Tak, jest niesamowity - przyznał beznamiętnym głosem.
- ...Coś się stało?
- Jeżeli zadam ci pytanie, obiecujesz że odpowiesz szczerze?
- ...Tak...?
- Nie zabrzmiało to zbyt przekonująco.
- Czasami prawda nie jest tym co chcemy usłyszeć.
- Ja chcę, Eiji. Chcę usłyszeć od ciebie prawdę.
- ...Dobrze, Ash. Obiecuję, że odpowiem szczerze.
Ash wyprostował się, odnajdując niepewne spojrzenie ciemnych oczu swojego chłopaka i dotknąwszy delikatnie jego policzka zapytał:
- Ufasz mi?
- C-co? - nie był pewien czy dobrze usłyszał.
- Czy ufasz mi? - powtórzył powoli.
- Oczywiście! Dlaczego pytasz mnie o coś co sądziłem nie podlega żadnym wątpliwościom?
- Skoro mi ufasz, dlaczego nie dzielisz się ze mną swoimi wątpliwościami?
- Nie rozumiem... dlaczego sądzisz, że...
- Miałeś być ze mną szczery - przerwał mu łagodnie. - Nie uciekaj, Eiji.
- Nie wiem co sobie ubzdurałeś Ash, ale... - głośne westchnienie jego chłopaka przerwało kolejną próbę ucieczki.
- Wiesz o mnie wszystko. Znasz moje wszystkie grzechy, nie ma ani jednej rzeczy, którą nie chciałbym się z tobą dzielić. Obydwoje wiemy, że moja przeszłość odcisnęła na mnie swoje piętno, ale ty Eiji... nie należysz do niej, mój umysł interpretuje twoje istnienie w zupełnie osobnych kategoriach. Do tego stopnia, że był w stanie pozwolić byś zbliżył się do mnie jak nikt nigdy wcześniej, w nieznany mi do tej pory sposób. Dlatego... nie pozwolę byś porównywał się do tych pozbawionych człowieczeństwa kreatur, nie waż się stawiać siebie na równi z nimi! - przerwał na moment, starając się uspokoić. Nie planował tego, nie chciał by to ostatnie zdanie, które wypowiedział zabrzmiało jak wyrzut, by nacechowane było gniewem. Rozluźnił zaciśniętą pięść i odezwał się, tym razem kontrolując brzmienie swojego głosu - mój umysł i ciało zaakceptowało cię, Eiji... To co miało miejsce później nie jest twoją winą, dlatego proszę cię, przestań się zadręczać, przestań podważać moje słowa. Sam mówiłeś, że nie ma ciebie lub mnie, że jesteśmy razem i razem stawimy czoła wszelkim problemom, więc dlaczego próbujesz poradzić sobie z jednym z nich w pojedynkę?
- ...Przepraszam - powiedział cicho, w jego oczach pojawiły się pierwsze ślady łez.
- Nie chcę, żebyś mnie przepraszał. Chcę, żebyś ze mną porozmawiał - wyjaśnił spokojnie, kładąc drugą dłoń na jego ciepłym policzku.
- ...Obiecałem sobie, że zrobię wszystko byś był szczęśliwy i wiem, że tamta noc... że nie żałujesz tego, jednak czy warte to było tego co nastąpiło później? Wyrzucam sobie, że mój egoizm, że gdyby nie ja... - drżący głos utrudnił mu dalsze mówienie. Zamknąwszy oczy delikatnie pochylił głowę i poczuł jak silne ramiona oplatają jego ciało.
- Gdyby nie ty... nawet nie chcę wyobrażać sobie jak wyglądałoby moje życie bez ciebie. Nie chcę pamiętać jak wyglądało zanim cię poznałem, zanim zrozumiałem, że ja również mam szansę stać się dla kogoś kimś ważnym i być zdolnym odwzajemnić to uczucie. Nie sądziłem, że jestem zdolny do miłości, a przynajmniej nie takiej... Jesteś moim wszystkim, Eiji - wyznał, odsuwając go delikatnie od siebie. Trzymając dłonie na jego ramionach, starał się wychwycić jakąkolwiek zmianę w jego lśniącym od łez spojrzeniu. - Jesteś wart wszystkiego. Uwierz mi, proszę... uwierz, że niczego nie żałuję.
- Wierzę, Ash - przyznał cicho, z trudem panując nad kotłującymi się łzami w kącikach jego oczu. - Przepraszam, to ja powinienem cię wspierać, nie odwrotnie - dodał, ścierając pierwsze, które spłynęły po policzkach. Wiedział, że akurat ta walka nie zakończy się sukcesem.
- Czy nie lepiej wspierać się nawzajem? Nie obawiaj się prawdy, to na niej powinniśmy budować naszą przyszłość. Dlatego... możesz zadać swoje pytanie. Obiecuję, że odpowiem szczerze.
Eiji wpatrywał się w niego załzawionymi oczami, próbując poukładać myśli, które w chaotyczny sposób kiełkowały w jego umyśle. Nie chciał by jego następne słowa zostały źle odebrane, by Ash pomyślał, że się poddał.
- Pragnę ci pomóc Ash, ale boję się, że poniosę klęskę, że moje starania nic nie wnoszą. Zacząłem wątpić w swoją siłę, swoje możliwości. Czy poza mentalnym wsparciem i obecnością jestem w stanie cokolwiek ci zaoferować?
- To więcej niż śmiałbym prosić.
Zacisnąwszy usta pokręcił głową na znak, że jest innego zdania.
- ...Zastanawiałem się, że może... zwrócenie się o pomoc do specjalisty byłoby najwłaściwszą decyzją.
- Nie - zareagował od razu, a w jego stanowczym tonie Eiji nie potrafił doszukać się możliwości sprzeciwu.
- Wiem, że trudno jest ci o tym mówić, ale...
- Przestań Eiji - przerwał mu stanowczo.
- Nie - ton jego głosu wcale nie odstawał od Ash'a. - Nie przestanę. Pozwól mi chociaż dokończyć - wziął głębszy wdech i oplótłszy swoimi ciepłymi palcami jego obie dłonie powiedział spokojniej - do niczego nie zamierzam cię zmuszać, chcę jedynie zaproponować jedną z możliwości. To czy się na nią zgodzisz będzie zależeć tylko i wyłącznie od ciebie. Czy posiadając te informacje, wysłuchasz mnie, Ash?
Oszołomiony reakcją Eijiego, jego determinacją i niezbitą wiarą w słuszność swoich racji skinął nieznacznie głową, posłusznie czekając na jego dalsze słowa.
- Dziękuję - powiedział z wyraźną ulgą, wypuszczając głośniej powietrze. - Przeszukałem internet i znalazłem psychoterapeutkę, która specjalizuje się w tego typu... przypadkach. Przepraszam, nie wiem czy to właściwe określenie... W każdym razie ma bardzo dobre opinie, pomogła wielu swoim pacjentom i wierzę, że tobie również byłaby w stanie pomóc.
- Nie chcę - cichy głos Ash'a dotarł do Eijiego.
- Dlaczego? - zapytał równie cicho.
- Nie chcę dzielić się z jakąś obcą osobą tym co mnie spotkało. Nie sądzę bym potrafił o tym mówić komukolwiek innemu poza tobą.
- Rozumiem. W takim razie obiecaj mi jedno - obiecaj mi, że zastanowisz się nad tym. Jeżeli twoja odpowiedź nadal będzie negatywna, poradzimy sobie z tym inaczej.
- ...Przepraszam.
- Nie masz za co. Nie przepraszaj za coś co nie jest i nigdy nie będzie twoją winą. Nigdy mnie za to nie przepraszaj, Ash. Nie zasługujesz na to by czuć się winnym.
- A ty nie zasługujesz na to by trwać w związku, w którym twój chłopak jest cholerną tykającą bombą i nie jest nawet w stanie zaspokoić twoich potrzeb! - nie wytrzymał, po raz kolejny tracąc kontrolę. Czuł się bezsilny, czuł frustrację i złość na samego siebie.
- Ash... nie jestem z tobą ze względu na twoje ciało, jestem z tobą ze względu na to co kryje się tutaj - wyznał cicho, przykładając otwartą dłoń do jego niespokojnej piersi. Lśniące oczy Ash'a, które niemal nieruchomo wpatrywały się w jego własne wyrażały niedowierzanie, a zarazem wdzięczność, że miał to szczęście spotkać go na swojej drodze, stać się częścią jego życia, stać się dla niego osobą, bez której wszystko inne traci na wartości.
- Eiji... - wypowiedział bardzo cicho jego imię. Przez ciało Eijiego przeszedł dreszcz. - Nie zasługuję na ciebie... zasługujesz by być z kimś kto nie złamie się po wspólnie spędzonej nocy, nie wywoła poczucia winy i nie będzie zmuszony prosić cię byś czekał aż łaskawie pozwoli ci się zbliżyć ponownie.
- Ash... - zaczął, pragnąc zatrzymać jego tok myślenia, błędny i krzywdzący. Jednak Ash kontynuował jakby zupełnie nieświadomy brzmienia jego głosu.
- Czy nie lepiej budzić się przy kimś kto nie ucieknie w popłochu, gdy zechcesz go dotknąć? Przy kimś komu widok niechlujnie naciągniętego prześcieradła nie sprawi dyskomfortu, a zamiast tego przypomni jedynie o tym co do tego doprowadziło?
- Ash - spróbował raz jeszcze, tym razem delikatnie unosząc głos by mieć pewność, że tym razem zwróci na niego uwagę. - To co nas łączy znacznie wykracza poza sferę czysto cielesną. Jesteś dla mnie nieporównywalnie ważniejszy niż jakieś pozbawione miłości pieprzenie. Jak w ogóle możesz porównywać to z tym co do ciebie czuję? Jak możesz mówić, że nie jesteś dla mnie odpowiednią osobą? Ja również nie chcę wyobrażać sobie życia bez ciebie. Już to przerabiałem i uwierz mi, nigdy więcej nie chcę się tak czuć, więc proszę cię przestań tworzyć nic nieznaczące dla mnie scenariusze.
- ...Gdybyś nie przyjechał do Nowego Jorku, gdybyś nie wszedł wtedy do tego baru, gdybyśmy nie mieli okazji się poznać...
- Proszę cię, nie mów nic więcej - odezwał się błagalnym tonem. Nie mógł znieść jego nacechowanych bólem i wyrzutami sumienia słów. - Wierzę, że naszym przeznaczeniem było spotkać się i zakochać w sobie. Czy tak trudno w to uwierzyć? W to, że jesteśmy sobie przeznaczeni?
Pełne łez oczy Ash'a odnalazły równie lśniące Eijiego i po raz kolejny uległy ich szczerej i pełnej skrywanej miłości formie. Oczywiście, że pragnął w to wierzyć, nie wątpić w swoją rolę w jego życiu, nie podważać tej rzekomej prawdy, którą Eiji tak wytrwale mu narzucał i którą z taką nadzieją i czającą się w oddali niepewnością pragnął zaakceptować.
- To dlatego jesteś dla mnie tak dobry i wyrozumiały? - zapytał szeptem, całkowicie zawierzając jego słowom.
- Nie wiem... zwyczajnie przyjmij, że twoje szczęście i poczucie bezpieczeństwa są dla mnie priorytetem. Wszystko inne może zaczekać.
- Nie chcę czekać bezczynnie. Chcę... by każda noc wyglądała jak tamta.
- K-każda? - zapytał zaskoczony, nieomal zachłystując się powietrzem.
- ...Lub podobnie. By wyglądała podobnie - sprostował, rozumiejąc że to za wiele, że to raczej niemożliwe.
- Mamy czas, Ash. To nie jest... nieosiągalne - powiedział, a łagodne i pełne zrozumienia brzmienie jego głosu rozległo się ponownie, gdy wypowiedział kolejne słowa - ale jeżeli nie uda nam się, niczego to między nami nie zmieni, nadal będę cię kochał i trwał przy tobie.
- Ale... ja chcę... by się nam udało - wyznał, starając się zapanować nad drżącym głosem. - Jak możesz mówić, że to w porządku? To wcale nie jest w porządku. Nie chcę tego, Eiji... nie chcę byś bał się mnie dotknąć.
Oczy Eijiego rozszerzyły się, gdy dotarły do niego ostatnie słowa Ash'a. Czy ostrożność w jego zachowaniu była aż tak oczywista? Mimo iż, podyktowane to było troską, nie chciał by Ash to zauważył, by wychwycił tą subtelną w jego mniemaniu różnicę.
- Ja też tego chcę, Ash - przyznał cicho. - Chcę by się nam udało.
Ash skinął nieznacznie głową i oddychając spokojniej, przyjrzał się uważnie jego twarzy.
- Więc nie dystansuj się, Eiji. Nie obawiaj się do mnie zbliżyć, ja również tego potrzebuję, a jeżeli... nie będzie to najlepszy moment, powiem ci o tym. Dlatego nie uciekaj. Pozwól mi próbować.
Wpatrując się w niego zagubionym, pełnym sprzecznych emocji wzrokiem ostatecznie poddał się temu co głęboko skrywał w swoim rozdartym sercu.
- Dobrze, Ash. Przepraszam, nie chciałem byś tak to odebrał. Wiesz, że... zrobiłbym dla ciebie wszystko i... oczywiście, że obiecuję wycofać się, gdy tylko mnie o to poprosisz.
Momentalnie jego twarz znalazła się tuż przy Eijiego, zmniejszając tą i tak pomijalną już odległość. Eiji wstrzymał powietrze, w napięciu czekając na jego kolejny ruch.
- W takim razie... dziękuję, Eiji.
- Nie ma za co, Ash - odparł, posyłając mu delikatny uśmiech.
Mijały kolejne długie sekundy, kolejne jeszcze dłuższe minuty, gdy w końcu ich głuchą wędrówkę przerwał cichy głos Ash'a.
- Wiesz... Ryosuke udzielił mi dzisiaj porady w sprawie seksu - odezwał się, nie odrywając od niego oczu. Uważnie przyglądał się zmianom zachodzącym na jego twarzy i wcale nie zdziwił się, że jedyne co wychwycił to szok i rosnące w siłę zawstydzenie, które dodatkowo potwierdzał intensywny odcień czerwieni na jego policzkach.
- P-porady? D-dlaczego?
- Podobno zarówno ty jak i ja zachowujemy się co najmniej inaczej.
- I... co? Tak po prostu powiedziałeś mu, że...
- Nie, nie po prostu - przerwał mu, nerwowo zaciskając palce na krawędzi jego koszulki. - Zwyczajnie domyślił się... z moją pomocą - dokończył niechętnie.
- Ash... - Eiji zupełnie nie wiedział co powiedzieć.
- Nie chcesz usłyszeć jaką uwagą się ze mną podzielił? - zapytał, nie przestając gnieść cienkiego materiału ubrania swojego zszokowanego chłopaka i nie czekając na jego odpowiedź, oznajmił - powiedział, że takie rzeczy wymagają czasu.
- Czasu... - powtórzył cicho. - Ale...
- Wiem, w naszym przypadku ten czas potrzebujemy na coś innego - po raz kolejny wszedł mu w słowo - w końcu to ja jestem problemem.
- Ash - wyraźnie zaakcentował jego imię, jego głos zdradzał zdenerwowanie. Odnosił wrażenie, że kręcą się w kółko, że temat ten ciągle powraca mimo iż zdawało się, że chwilę temu został zamknięty. - Nie jesteś problemem, przestań myśleć o sobie w ten sposób.
- Więc... problem tkwi we mnie? Czy tak lepiej brzmi?
- Nie chodzi o to jak to brzmi, tylko o to, że stawiasz siebie po niewłaściwej stronie. Źródłem problemu nie jesteś ty sam, tylko to co cię spotkało, to pozbawione człowieczeństwa kreatury, do których jeszcze przed chwilą nie pozwalałeś mi się porównywać, to one winne są wszystkiego, nie ty... Ty jesteś niewinny Ash, nic co wydarzyło się w przeszłości nie jest twoją winą, więc proszę cię po raz kolejny - przestań myśleć o sobie w ten sposób.
- Naprawdę tak uważasz? - zapytał bardzo cicho, tak cicho, że gdyby nie ta wyjątkowo niewielka przestrzeń, którą dzielili, jego głos nie dotarłby do Eijiego.
- Oczywiście, że tak - odpowiedział stanowczo, nie odrywając od niego oczu.
- Dziękuję - powiedział jeszcze ciszej, pochylając głowę i rozluźniwszy palce uwolnił pognieciony materiał koszulki i zachłannym ruchem chwycił go za rękę. - Zamierzam czytać dzisiaj do późnej nocy - oznajmił zdeterminowany by maksymalnie zminimalizować powagę nastroju, który zawisnął nad ich głowami.
- A ja zamierzam użyć twojego brzucha jako poduszki.
Ash wyprostował się, odnajdując spojrzenie jego ciemnych oczu i sterowany nieznaną mu do niedawna siłą uniósł dłoń, przykładając ją do jego policzka.
- Akceptowalny kompromis - uśmiechnął się tuż przy jego ustach by po chwili powtórzyć swój zachłanny ruch kierowany niepohamowanym pragnieniem zapomnienia, zatracenia się w tej chwili, w jego dotyku, smaku, zapachu, we wszystkim tym co pomagało mu uwierzyć, że nie ma podstaw by wątpić w jego istnienie. Jego obecność tu i teraz nie była ułudą, była stanem faktycznym, któremu nie śmiał się przeciwstawiać. Stanem jedynym prawdziwym i słusznym.
...
"Wiemy również, jak okrutna bywa często prawda, i zastanawiamy się, czy życie w urojeniu nie jest bardziej pocieszające."
Henri Poincaré
