- Akihiko-sensei! - nacechowany jawnym droczeniem się głos Ash'a przemknął cudownie brzmiącą barwą, pobudzając zmysły skupionych na pracy współpracowników.

- Tak, Ash? - odezwał się z wyraźnym rozbawieniem i przekonaniem, że tym razem również zaskoczy go swoją trafną i niezbyt łaskawą uwagą.

- Zapis jest chaotyczny, ale jeżeli skorzystamy z tej funkcji, wynik zapytania będzie taki sam – poinformował go, wskazując na ekranie odpowiedni fragment kodu.

Akihiko w milczeniu i z najwyższym skupieniem wpatrywał się w rozbudowany i wyjątkowo niezgrabny zapis, którego cholera musiał po raz kolejny przyznać – był autorem. Na swoje wytłumaczenie mógł powiedzieć jedynie tyle, że stworzył go na początku swojej drogi zawodowej, czyli jakieś trzy lata temu, więc był wtedy jeszcze nieopierzonym, początkującym programistą bez odpowiednich nawyków i wyuczonych technik.

- Pokaż mi jak działa z tą funkcją – powiedział w końcu, przysuwając krzesło by usiąść bliżej i mieć lepszy widok na ekran.

- Tak samo jak twój zapis, jak już mówiłem na początku – przypomniał, odpalając swój kod.

- Dlaczego zakładasz, że ja go stworzyłem? - zapytał, udając zdziwienie.

- Masz charakterystyczny styl kodowania, z łatwością mogę wskazać, które należą do ciebie.

- Ach tak... ok – rzucił, przechwytując jego myszkę. Przeszukał bazę ze skryptami i wyświetliwszy jeden z najnowszych zapytał – a ten?

- Nie jest twój.

- Jak...

- Tylko Marta stosuje takie wcięcia i komentarze – dodał, wchodząc mu w słowo.

- Co ja? - kobiecy głos dobiegł ich z prawej strony, gdzie dwa stanowiska dalej siedziała jego ciemnowłosa właścicielka. Nieznanej Ash'owi długości włosy związane były czerwoną wstążką w wysoki, niechlujny kok, a niebieskie oczy łypały w tej chwili z zaciekawieniem na ich twarze, oczekując wyjaśnień.

- Ash komplementował twój styl kodowania – wyjaśnił Akihiko. – Prawda, Ash? Dobrze zrozumiałem twoją uwagę?

- Tak, bardzo trafnie ją odczytałeś.

- Dziękuję, Ash – uśmiechnęła się, zerkając na niego zza siedzącego obok kolegi z ogromnymi słuchawkami na uszach, które zdawały się całkowicie izolować go od otoczenia. - Twój również przypadł mi do gustu, jak tak dalej pójdzie wasze role się odwrócą – zakończyła, mrugając do niego i z zadziornym wyrazem twarzy spojrzała na Akihiko.

- Co za czarny scenariusz mi przepowiadasz, a sądziłem, że dobrze mi życzysz – odparł, zabarwiając swój głos udawaną powagą.

- Cóż poradzić, czuję się rozdarta – westchnęła, wzruszając ramionami i nie przestając się uśmiechać, wróciła do swoich zajęć znikając z pola ich widzenia.

- Ok Ash, sam słyszałeś, raczej długo tu nie pociągnę. Daję ci wolną rękę, zmieniaj wedle uznania, ale przy zapisie opisz krótko co zrobiłeś – zdecydował, klepiąc go lekko po plecach.

- Świetnie – rzucił krótko i dodał z zaczepnym uśmiechem na ustach – obiecuję, że zadbam by godnie cię pożegnali.

- I ty przeciwko mnie? – roześmiał się, odsuwając krzesło by po chwili wstać i wrócić na swoje kierownicze, przynajmniej na razie stanowisko.

Dochodziła druga po południu, gdy Ash oderwał skupiony na ekranie komputera wzrok i skierował go na swój wibrujący telefon. Wyłączył budzik, który nastawił by nie przegapić pory obiadowej jak to miało miejsce kilka dni temu, gdy zaabsorbowany zapomniał o czymś tak przyziemnym jak jedzenie i przeciągnąwszy się oparł głowę o zagłówek fotela. Chwycił telefon i włączywszy Line'a zaczął pisać do Eijiego:

- Co powiesz, żebyśmy kolację zjedli poza domem?

Odpowiedź nadeszła niemal natychmiast:

- Tak! Masz jakieś konkretne miejsce na myśli?

- Może.

- Tajemnica?

- Powiedzmy. Czyli pasuje ci?

- Bardzo! Ash... czy to randka?

- Może...

- Aaaash!

- Nie ekscytuj się tak, bo nie doczekasz wieczora.

Wczoraj tuż przed snem gdy Eiji już zasnął i leżąc z głową na jego piersi, jego spokojny oddech kołysał go do snu dotarło do niego, że przez te 4 miesiące żadne z ich wyjść nie można by zaklasyfikować do kategorii klasycznej randki z kolacją w roli głównej. Choć nigdy na żadnej nie był i wyobrażenie mógł jedynie opierać na wiedzy zaczerpniętej z książek i filmów, głowiąc się przez pół nocy ostatecznie zdołał ustalić plan działania.

- Co tym razem kryje twoje bento? - zainteresował się Akihiko, gdy Ash usiadł obok i wyłożył swoje czerwone pudełko owinięte równie czerwoną, bawełnianą chustą na stół.

- Resztki z wczorajszej kolacji – odparł, rozplątując rogi furoshiki.

- Krucho z czasem? - dopytał, pamiętając jego poprzednie posiłki przygotowane przez Eijiego.

- Nie. Przekonałem Eijiego, że zamiast tracić czas na przygotowywanie posiłku, lepiej wykorzystać te kilkadziesiąt cennych minut na sen.

- Na sen powiadasz? - powtórzył z głupkowatym wyrazem twarzy, unosząc znacząco brwi.

Ash spojrzał na niego martwym wzrokiem i sięgnąwszy pałeczki zapytał:

- Ile masz lat, Akihiko?

- Dwadzieścia osiem... Co chcesz powiedzieć, że mężczyźnie przed trzydziestką nie przystoi w ten sposób żartować?

- Nie, wiek nie ma nic do rzeczy. Byłem zwyczajnie ciekawy.

- ...Dlaczego?

- Ty wiesz ile mam lat, ja nie wiedziałem, więc przyznasz że to raczej normalne pytanie?

- Myślałem, że... nawiązujesz do tego co powiedział Ryosuke.

- Jestem chyba ostatnią osobą, która chciałaby z tobą o tym rozmawiać.

- Oh! Serio?

- Serio. Nie sądzę bym wiedział jak się zachować, gdybyś nagle się rozkleił lub co gorsza prosił mnie o radę.

- ...Więc istnieje duża szansa, że jeżeli zdradzę ci swój sekret, nie będziesz próbował mnie pocieszać lub przekonywać do zmiany myślenia?

Dłoń Ash'a, trzymająca pałeczki znieruchomiała tuż przy jego ustach, a jego twarz z wahaniem zwróciła się w kierunku Akihiko.

- Wolałbym uniknąć powierzania mi sekretów. Poza tym obiecałem sobie, że nie będę miał żadnych tajemnic przed Eijim, a z racji tego, że potrafi czytać ze mnie jak z otwartej księgi, twój sekret raczej długo się nie uchowa.

- Jak słodko – zaśmiał się, nalewając wody do wysokiej szklanki.

- Więc? Jestem uratowany? Oszczędzisz mi zwierzeń?

Akihiko chwycił szklankę w obie dłonie i uśmiechnąwszy się ponuro powrócił spojrzeniem do Ash'a.

- Przykro mi, ale nie – przyznał cicho. - Możesz potraktować to jako polecenie służbowe.

- ...Ok, w takim razie miejmy to już za sobą – westchnął, odkładając pałeczki na podstawkę.

- Tutaj? Nie ma opcji – zareagował przerażony na samą myśl rozmowy w takich warunkach. - Znajdziesz dla mnie czas dzisiaj po pracy?

- Dzisiaj odpada, umówiłem się z Eijim.

- Ok, a jutro?

- Jutro pasuje... To znaczy, że nie masz nic przeciwko by Eiji również został wtajemniczony?

- ...Nie. Wiem, że Eiji jest godny zaufania plus wierzę, że nie oceni mnie źle, a zamiast tego będzie starał się wytłumaczyć w jakiś sposób moje zachowanie.

- Co ty ukrywasz? Brzmi jakbyś popełnił jakąś zbrodnię w co wyjątkowo trudno byłoby mi uwierzyć.

- Zbrodnię...? Hmm... poniekąd łapię się pod to określenie, w końcu poczucie winy to jedno z konsekwencji moich działań. Ale nie pytaj, nic więcej nie powiem, nie tutaj, nie dzisiaj.

- Ok...

Zgodnie z ustaleniami Ash czekał na Eijiego w połowie drogi, na stacji Kuramae. Podekscytowany Eiji wybiegł z klimatyzowanego wagonu, przedzierając się przez gęsty tłum i dostrzegłszy tuż przy bramkach znajomą blond czuprynę przyspieszył kroku, wymijając zwalniającą co chwilę grupkę młodych uczniów. Odbił kartę i widząc szeroki uśmiech na twarzy swojego chłopaka, całkowicie zignorował fakt gdzie się znajdują. Chwyciwszy go za rękę, drugą dłoń umiejscowił na jego policzku i zwyczajnie złączył ich usta w jakże naturalnym już dla nich pocałunku. Ash zaskoczony całkowicie zapomniał zamknąć oczy i na jego nieszczęście nie zdołał uniknąć zszokowanych spojrzeń przechodniów.

- To gdzie dalej? - zapytał wesoło Eiji zupełnie nieświadomy tego co dzieje się wokół.

- Bez zbędnych pytań – odparł, mocniej złączając ich palce i ignorując stan swojego chłopaka, którego zmysły zdawały się powracać do rzeczywistości, ruszył ku wschodnim bramkom.

Ich zachowanie cechowała coraz większa odwaga. Naturalność w ich gestach i ruchach coraz wyraźniej górowała nad powściągliwością, poczuciem, że to nie jest miejsce i czas.

- Wiesz, że gdybyś nie miał jasnych włosów i nie wyglądał jak wyjęty z okładki czasopisma... – zaczął Eiji, podążając za Ash'em do wypełnionego po brzegi wagonu.

- Jak wyjęty z okładki? - powtórzył, patrząc na niego z politowaniem.

- To większość nie zwracałaby na nas uwagi – dokończył, świadomie ignorując jego pytanie.

- Sugerujesz, że gdyby dwóch Japończyków zaczęłoby okazywać sobie jawne uczucie tu i teraz, większość pasażerów zignorowałaby to i nie zaszczyciła ich nawet spojrzeniem?

- Zależy co masz na myśli, mówiąc jawne – powiedział ciszej, gdy drzwi zostały zamknięte i pociąg ruszył, opuszczając stację.

- Wolisz, żebym ci powiedział czy pokazał? - zapytał równie cicho tuż przy jego uchu. Przez ciało Eijiego przeszedł charakterystyczny dreszcz i na wpół świadomie zmrużył oczy, przysuwając się bliżej.

- Pokazał... ale nie tutaj.

Ash posłał mu przeszywające, wyjątkowo intensywne spojrzenie, jednocześnie zastanawiając się od kiedy to ich rozmowy zaczęła cechować ukryta treść, ukryta a zarazem uderzająco oczywista i prowadząca ich w równie oczywistym kierunku. Minęły cholernie długie 28 dni od pamiętnej, sobotniej nocy. Ash zdawał sobie sprawę, że to co najmniej dziwne by przez ten czas nie wydarzyło się między nimi nic co przynajmniej nawiązywałoby do tamtych wydarzeń. Wiedział, że dla większości ludzi, którzy się kochają zbliżenie jest czymś naturalnym i pożądanym, że jest to jeden ze sposobów na okazanie uczuć, powiedzenie 'kocham cię' bez wyrażania tego słowami. Doskonale rozumiał to wszystko, ponieważ tamta chwila, w której Eiji z taką ufnością i przekonaniem ofiarował mu siebie zrodziła w nim bardzo podobne uczucia. To czego doświadczył nie było jedynie aktem czysto cielesnym, przyjemnością z pogranicza czystej hedonii, było czymś więcej. Czuł jedność z Eijim na znacznie wyższym poziomie i pragnął by Eiji wzniósł się równie wysoko, by nie było to jednostronne, by poczucie jedności nie ogarniało tylko ich splątanych ciał, by objęło również ich duszę i umysł. Ale mimo iż doskonale pamiętał emocje, które mu wtedy towarzyszyły, nie mógł pozbyć się również tych, które nawiedziły go następnego dnia. Te niechciane i bezlitosne, pod naporem których złamał się jak spróchniała gałąź. Tamten pamiętny poranek uświadomił mu, że każda jego słabość, każdy jego upadek nie jest już czymś co oddziałuje tylko i wyłącznie na niego samego. Obecność Eijiego zmieniła wszystko, jego upadek pociąga go za sobą, zmusza do działania, reakcji, podjęcia kroków, które pomogą mu wstać i ruszyć dalej. Ich wzajemna zależność stała się powodem, dla którego nie poddał się, dla którego zapragnął oczyścić swoje naznaczone bliznami przeszłości wnętrze i ofiarować mu wszystko co w nim najlepsze, nawet pomimo niezgasłego zwątpienia w swoją wartość.

- Powiesz coś Eiji? Cokolwiek? - odezwał się niecierpliwie, gdy Eiji uparcie milczał odkąd wjechali na Skytree i stanęli przed wejściem do restauracji, w której to z rzędu wysokich, prostokątnych okien roztaczał się cudowny widok na Tokio.

- Nie wiem... nie wiem jakie słowa będą odpowiednie by wyrazić to co w tej chwili czuję.

- W tej chwili... twoje spojrzenie wyraziło wszystko to co nie potrafiłeś ubrać w słowa... cieszę się, że podoba ci się to miejsce.

Pociągnąwszy go lekko za rękę skierował się do obsługi w celu wskazania im zarezerwowanego wcześniej stolika. Eiji stojąc nieco z boku, w milczeniu wpatrywał się w nieskazitelnie czyste szyby, zza których widok ogromnego, rozświetlonego miasta przyciągał jego nienasycone spojrzenie.

- Nie skomentujesz, że tak ładnie poradziłem sobie podczas rozmowy z kelnerem? - zapytał Ash, otwierając kartę, gdy usiedli we wskazanym im miejscu.

- Przepraszam Ash – zaczął, mrugając kilkakrotnie jak wybudzony z głębokiego snu. - Zamyśliłem się, przepraszam.

- Zdradzisz mi o czym tak intensywnie myślałeś?

- O tym, że chyba nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać... o tym, że potrafisz sprawić, że czuję się wyjątkowy... o tym, że nigdy nie pozwolę ci odejść.

- Myślisz, że byłbym do tego zdolny?

- Nie, ale wolałem żebyś wiedział.

- Jestem strasznym tchórzem, jeżeli chodzi o ciebie Eiji.

- Dopóki oznacza to strach przed odejściem, nie przeszkadza mi to.

- Strach, panikę, zgrozę... wymieniać dalej?

- Nie... - powiedział cicho, przesuwając rękę by chwycić jego ściśniętą w pięść dłoń. - Wiesz, że to wszystko to synonimy? - uśmiechnął się lekko, wodząc palcem po jasnej skórze.

- Czepiasz się Eiji – odparł równie cicho, odwzajemniając uśmiech.

- ...Skąd pomysł by tutaj przyjść?

- Uświadomiłem sobie, że nigdy tak naprawdę nie byliśmy na randce, no wiesz takiej klasycznej z kolacją i...

- I...?

- Kolejny punkt wieczoru niech pozostanie na razie tajemnicą.

- Zaplanowałeś coś jeszcze?

- ...Spójrz lepiej w kartę i wybierz coś zanim wróci kelner.

Eiji posłał mu najsłodszy uśmiech jaki Ash kiedykolwiek miał okazję podziwiać i sięgnął po menu, niezbyt uważnie wertując kolejne strony, zbyt pochłonięty przez niegasnące emocje, które ogarnęły go, gdy ta jakże wspaniała myśl rozkwitła w jego umyśle. Przekonany, że w zasadzie była ona tam od zawsze, to znaczy odkąd Ash pojawił się w jego życiu, zrozumiał, że słowo 'rozkwitła' nie jest odpowiednie, należałoby powiedzieć 'przebudziła się'. Czasami coś co zdaje się być oczywiste nabiera zupełnie nowego znaczenia, zaczynamy uświadamiać sobie, że wcześniej tak naprawdę nie rozumieliśmy tego, nie zdawaliśmy sobie sprawy z następstw, z tego co tak naprawdę oznacza urzeczywistnienie wszystkiego co siedzi w naszej głowie, o czym marzymy, czego pragniemy. I właśnie w tej chwili Eiji przeżywał coś bardzo podobnego, prawdziwe konsekwencje jego niewypowiedzianych jeszcze na głos, a przynajmniej nie wprost marzeń wypełniały jego rozemocjonowane wnętrze.

- Jak wysoko jesteśmy? - spytał Eiji, nie odrywając wzroku od niesamowitego widoku rozpościerającego się z każdej strony.

- 345 metrów, w pogodny dzień można nawet zobaczyć górę Fuji.

Eiji uśmiechnął się do jego odbicia w lśniącej szybie i poruszył nogą, ocierając swoim kolanem o jego.

- Myślę, że za dnia nie byłoby takiego klimatu, wieczór sprzyja romantyczności.

- ...Jest coś co chciałbyś bym dla ciebie zrobił, coś czego nigdy wcześniej mi nie mówiłeś?

- Znajdzie się kilka rzeczy.

- Na przykład?

- Chciałbym pojechać z tobą na wycieczkę.

- W jakieś konkretne miejsce?

- Tak, to znaczy do konkretnego miejsca noclegowego, do ryokanu.

- Ok... coś jeszcze?

- Tak, ale reszty dowiesz się gdy zrealizujemy to pierwsze.

- Sprytnie Eiji – skomentował, posyłając mu zaciekawione spojrzenie.

- ...A ty?

- Znajdzie się kilka rzeczy – dokładnie powtórzył jego własne słowa.

- Na przykład? - uczynił to samo.

- Wkrótce się dowiesz.

Eiji zmrużył podejrzliwie oczy, ale widząc w odbiciu szyby zbliżającego się do ich stolika kelnera, o nic więcej nie zapytał.

- Jestem pod wrażeniem, Ash – pochwalił go tym razem, gdy po raz kolejny zabłysnął swobodą posługiwania się jego ojczystym językiem.

- A mój akcent?

- Co z nim?

- Podoba ci się?

- Tak.

- I? Tylko tyle?

- Robisz to specjalnie?

- Nani? - zapytał, podpierając policzek na dłoni i nie odrywając od niego swoich pięknych, szmaragdowych oczu z najwyższą uwagą wpatrywał się w te drugie równie piękne, czekoladowe.

Ponowne przybycie kelnera, tym razem z rachunkiem przerwało ich dość nietypową wymianę zdań i poniekąd uratowało zdezorientowanego dwudziestotrzylatka, którego bezlitosny chłopak z jawną premedytacją wprowadzał go w stan emocjonalnego upojenia.

- Chyba nigdy nie jadłem tak pysznego kalmara, choć cena jest równie powalająca co smak – odezwał się Eiji, gdy wyszli na zewnątrz i przyjemny powiew wieczornego powietrza omiótł ich rozgrzane po winie twarze.

- Przyjemność warta swojej ceny – odparł Ash, splatając swoje palce z jego. - ...Jesteśmy na randce, więc nie unikniesz tego Eiji – dodał, wyczuwając napięcie z jego strony.

- W porządku, w zasadzie... jeśli chodzi o mnie, to niezależnie od tego czy to randka czy nie, chciałbym by trzymanie się za ręce było czymś normalnym – wyznał, zerkając na niego bokiem.

- Jesteś pewien? Wiesz, że jeżeli się zgodzę, nie pozwolę ci się wycofać? - zapytał, pragnąc się z nim nieco podroczyć.

- Jestem pewien. Pytanie czy... - nie było mu dane dokończyć. Przystanąwszy na środku chodnika, Ash przyciągnął go do siebie i złączył ich usta w słodkim, niezwykle delikatnym pocałunku.

- Ja również jestem pewien – powiedział, spoglądając w jego zdradzające najwyższe oszołomienie oczy.

- ...Dobrze wiedzieć – rzucił cicho, czerwieniąc się straszliwie.

Dotarłszy do stacji metra po niespełna 15 minutach jazdy kroczyli już doskonale znaną im ulicą. Ash zboczył nieco z kursu, prowadzącego do ich domu, nie zamierzając oczywiście niczego tłumaczyć i każąc Eijiemu cierpliwie czekać na dalszy rozwój wydarzeń.

- Po tej stronie rzeki jeszcze nie byłem – skomentował wesoło Eiji, gdy stanęli w słabo oświetlonym miejscu wąskiej ścieżki, gdzie kameralne schody prowadziły na niewielkie wzniesienie.

- To jeszcze nie wszystko – odparł poważnie, nie dając po sobie poznać, że jest świadomy iż pomysł raczej nie należy do wybitnych. Jednak nie samo miejsce było celem, a rozmowa którą miał zamiar za chwilę rozpocząć.

Wspięli się po kamiennych stopniach, ostrożnie stąpając po nierównej powierzchni i chwyciwszy się barierki jednocześnie spojrzeli w dół płynącej z wolna rzeki.

- Skąd wiedziałeś o tym miejscu?

- Nie byłbym sobą, gdybym nie znał wszystkich zakamarków okolicy. Powiedziałbym 'tego miasta', ale obydwoje wiemy, że przy obecnym trybie życia zejdzie mi jeszcze kilka lat na eksplorację tego monstrum.

- Masz na to całe życie Ash – powiedział, uśmiechając się do niego łagodnie.

- Czyli jakieś 70 lat – odparł, nawiązując do słów Eijiego, które wypowiedział podczas drugiej nocy jego pobytu tutaj.

- Dokładnie, 70 długich, pełnych spokoju i mojej osoby lat.

- Brzmi wspaniale - przyznał, nie odrywając od niego oczu, w których światło księżyca odbijało się, wabiąc Eijiego swoim pięknem. - ...Zgadzam się... na twoją propozycję odnośnie terapii – oznajmił, pewnie patrząc mu w oczy.

- ...Dlaczego? - usłyszał to dziwne w jego odczuciu pytanie. - Tylko nie mów, że ze względu na mnie. Nie chcę być jedynym powodem, dla którego to robisz – odezwał się ponownie, zanim Ash w ogóle zdążył uporządkować myśli i ubrać je w słowa.

- Wszystko co robię jest z myślą o tobie. Oddziałujesz na mnie, a ja oddziałuję na ciebie. Moje zachowanie wpływa na twoje i odwrotnie. Siła tego oddziaływania jest tak silna, że sama świadomość jej istnienia stała się bodźcem do zmiany. Pragnę się zmienić Eiji i pragnę tego nie tylko ze względu na ciebie. Skoro nasze życia zależą od siebie, robię to również dla siebie. Ja... naprawdę zaczynam wierzyć w te przepowiedziane 70 lat wspólnego życia.

- To życie, które bez żalu dla ciebie bym poświęcił, teraz, gdy cię ujrzałem, chciałbym, by trwało jak najdłużej...

- ...Dokładnie tak – powiedział cicho, pochylając głowę i oparłszy ją o czoło Eijiego zapytał równie cicho – czyje to słowa?

- Fujiwara no Yoshitaka.

- Idealnie podsumowują wszystko to co chciałem ci przekazać.

- ...Dziękuję.

- Ty dziękujesz mnie? Nie powinno być czasem na odwrót? - zaśmiał się cicho, nie odrywając od niego lśniących oczu.

Eiji zaprzeczył, energicznie kręcąc głową i zacisnąwszy usta położył obie dłonie na jego policzkach.

- Będę z tobą... będę przez cały czas – zapewnił, z trudem powstrzymując napływające do oczu łzy.

- Wiem, Eiji. W końcu sam nie dam rady... chcę byś był blisko.

Dłonie Eijiego zsunęły się, obejmując delikatnie jego lekko drżące ciało i przyciągnęły do siebie, pragnąc choć trochę ukoić jego rozstrojone wnętrze.

- Kocham cię - dobiegł go cichy głos Ash'a, stłumiony przez materiał kurtki do której dość mocno przyciskał swoją twarz.

- Ja ciebie też... Ash – wyszeptał, pocierając policzkiem o jego włosy.

Ash podniósł się, odnajdując jego łagodne spojrzenie i uśmiechnąwszy się delikatnie, otwartą dłonią powiódł po jego twarzy.

- Czy takie zachowanie... zawiera się w kategorii jawne? - zapytał, chcąc swoim zachowaniem przypomnieć, że ten wyjątkowy wieczór jeszcze się nie skończył, że ich pierwsza randka trwa nadal.

- ...Nie – odparł cicho.

Uśmiech Ash'a zwiększył swój zakres, a ciepła dłoń powędrowała niżej. Dotknąwszy kciukiem jego ust rozchylił je delikatnie i napawając się jego uroczą reakcją, przysunął się jeszcze bliżej.

- A teraz?

- Nie... – odpowiedział, czując jak z każdą sekundą jego serce przyspiesza.

- Teraz...? - zapytał, tym razem tuż przy jego ustach.

Cichy pomruk zaprzeczenia wydobył się z gardła Eijiego, prowokując Ash'a do zdobycia się na kolejny krok. Ich usta w końcu odnalazły siebie, a lśniące oczy skryły się pod delikatną powłoką skóry powiek. Słyszane w oddali dźwięki miasta, szum wody tuż pod nimi i szelest poruszających się na delikatnym wietrze gałęzi niskich drzew, zespolone docierały do ich przytępionych lekko zmysłów. Pochłonięci przez wypełniające ich emocje jawnie i na wpół świadomie testowali gdzie jest granica i czy jej istnienie nie jest jedynie urojeniem, złudzeniem które wkrótce całkowicie przestanie istnieć.

...

"Bo widzisz, chwila przebiega tak straszliwie szybko, że nie tylko nie mogę na niej stanąć, ale nawet jej dotknąć."

Lewis Carroll (Po drugiej stronie lustra)