Upalne dni czerwca przerwał szalejący nad Tokio tajfun. Ash powitał go z wyraźną ulgą i nadzwyczaj zadowolony spoglądał w lekko uchylone okno. Zupełnie niewzruszona postać Eijiego spała spokojnie tuż obok ani trochę nieświadoma tego co dzieje się na zewnątrz. Szczupłe palce jego chłopaka przesiewały jego miękkie włosy ułożone niedbale na puchowej poduszce, a przyjemny powiew zimnego powietrza dobiegający zza otwartego okna chłodził jego odsłoniętą skórę.
- Mmm... - cichy, niewyraźny pomruk Eijiego dotarł do Ash'a, gdy dostrzegłszy gęsią skórkę na jego nagich ramionach okrył go cienkim, bawełnianym kocem. Uśmiechnąwszy się podciągnął go aż pod samą brodę i pochylił się, muskając włosami jego policzek.
- Śpisz? - zapytał cicho.
Eiji leniwie otworzył oczy i spojrzał na niego zaspanym wzrokiem. Wyplątawszy się z materiałowego kokonu, w który zawinął go nadopiekuńczy chłopak wyciągnął ku niemu ręce i objął, przyciągając bliżej siebie.
- Już nie – odezwał się lekko zachrypniętym głosem.
- W takim razie dzień dobry – przywitał się, całując go delikatnie w usta.
- ...Dzień dobry – odpowiedział po chwili, odgarniając długie jasne włosy, których właściciel nie ścinał przez co najmniej pół roku. - Jak się czujesz? - zapytał, przyglądając mu się uważnie.
- Dobrze – odpowiedział ostrożnie, podejrzewając do czego zmierza. Spojrzenie Eijiego niemal nieruchomo wwiercało się w cudownie zielone tęczówki Ash'a, doszukując się jakichkolwiek oznak nieszczerości. - Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę jak wygląda sytuacja za oknem, ale...
- Tak, tak tajfun wiem – rzucił Eiji, wchodząc mu w słowo – wiesz o co pytam, Ash.
- Już mówiłem, że dobrze – przypomniał spokojnie. - Nigdy cię nie okłamałem, odkąd jesteśmy razem zawsze staram się być z tobą szczery.
- ...Skoro jest dobrze, to znaczy że... idzie nam coraz lepiej, prawda?
- Prawda – zgodził się, opierając głowę na poduszce Eijiego, tak że ich twarze niemal stykały się ze sobą. - Choć przyznam, że chwilami brakuje mi...
- Czego? - zapytał cicho, gdy Ash uparcie milczał, nie mając pewności czy dokończyć czy lepiej porzucić rozpoczętą pod wpływem chwili myśl.
- ...Namacalnego poczucia, że należymy do siebie – odezwał się, rozumiejąc, że już za późno by się wycofać.
Zaspane oczy Eijiego rozszerzyły się, a jego twarz oblał rumieniec.
- Czasami zdarza mi się myśleć, że... nie chcę poprzestawać tylko na grze wstępnej, że... chcę pójść o krok dalej. Wiem, że to oczywista reakcja organizmu w takich sytuacjach, ale... z drugiej strony to co dla innych jest oczywiste, niekoniecznie tyczy się mojej osoby.
- Stopniowo dojdziemy do tego, a gdy to nastąpi jedyne co będziesz czuł to spełnienie i pewność, że ja należę do ciebie, a ty do mnie.
Ash zamknął oczy i bez słowa przysunął się bliżej, wtulając mocno w nagą pierś swojego chłopaka. Potarł o nią policzkiem, a gdy znajomy zapach dotarł do jego zmysłów, przez głowę przemknęły mu sceny z wczorajszego wieczora. Preludium, które rozegrało się między nimi, w jego pamięci nadal było żywe, jego ciało nadal pamiętało każdy nawet najbardziej subtelny dotyk, usta doskonale pamiętały smak Eijiego, a wzrok nie był zdolny do zapomnienia wyrazu jego twarzy, jego wpatrzonych w niego oczu.
Trwająca już niemal dwa miesiące terapia, której się poddał naprowadzała go na właściwą ścieżkę, uświadamiała, że wina nie leży po jego stronie, że wszystko co spotkało go w przeszłości nie powinien postrzegać w kategoriach kary za grzechy, grzechy, do których popełnienia został zmuszony. Każde zło, którego doświadczył ukształtowało jego charakter, ale mimo iż, już jako dziecko zrozumiał czym są cierpienie i śmierć, jego z pozoru bezpowrotnie utracone niewinność i zdolność do odczuwania szczęścia wcale nie są nie do odzyskania.
- Eiji – odezwał się, w dalszym ciągu przyciskając policzek do jego skóry – jestem strasznie głodny.
Słodki śmiech Eijiego rozległ się w pomieszczeniu, a jego niewyraźne echo wdarło się do prawego ucha Ash'a.
- Na co masz ochotę?
- Zaskoczę cię – powiedział, podpierając się na łokciu by móc spojrzeć mu w oczy – twoje ohydne kanapki.
Po raz kolejny śmiech Eijiego wypełnił pomieszczenie, wywołując na twarzy Ash'a równie szeroki uśmiech. Kiedy był ten ostatni raz, gdy było mu dane ich 'kosztować' i zdecydowanie nie zachwycać się ich smakiem? Myśl o tamtym miejscu, o ich nowojorskiej przestrzeni, w której próbowali stworzyć namiastkę domu zdawała się być nierealna w obliczu tego co osiągnęli tutaj, w Japonii. Przeszłość, którą chciał odrzeć z kolorów, pozbawić znaczenia i wreszcie zaakceptować jako coś przed czym nie miał możliwości uciec, coraz wyraźniej przegrywała z teraźniejszością, z jego życiem tu i teraz.
- Nie jestem pewien czy mamy wszystkie niezbędne składniki – zauważył Eiji, wertując zawartość lodówki.
- Nieważne Eiji i tak będą ohydne – stwierdził Ash, popijając sok z czerwonych winogron.
- Jesteś okropny!
- Nie bardziej niż twoje kanapki – rzucił, wyraźnie czerpiąc radość z droczenia się ze swoim chłopakiem.
- Oddawaj sok – mruknął, przechwytując butelkę i z najwyższym triumfem łypiąc na niego bokiem, dopił całą jej zawartość.
- Uciekaj – powiedział krótko, dając mu czas na zrozumienie komunikatu.
Wahając się przez chwilę, na oślep odrzucił pustą butelkę, uderzając nią o podłogę i odwrócił się gwałtownie, biegnąc w stronę łazienki. Szybka reakcja Ash'a pozbawiła go zwycięstwa. Schwycony przez jego silne ramiona poczuł jak jego stopy tracą kontakt z drewnianą podłogą i lądują po chwili na chłodnych kafelkach.
- Jak zamierzasz odpokutować, Eiji?
- N-nie... zamierzam – udało mu się powiedzieć mimo ataku na jego wrażliwy na łaskotki brzuch.
- Zła odpowiedź – groźny ton głosu Ash'a tuż przy jego uchu wywołał podobną reakcję, łaskocząc delikatną skórę.
- P-przepraszam... - poddał się po kilku sekundach, wiedząc doskonale, że Ash nie odpuści i jedyne co osiągnie to wydłużone w czasie tortury. - C-co tylko... zechcesz... zrobię co tylko zechcesz.
Ash znieruchomiał i uśmiechając się zwycięsko, ukrył twarz w jego włosach. Już nie tak drobna sylwetka Eijiego w przyjemny sposób wypełniała przestrzeń tuż pod jego palcami, pobudzała wrażliwe na jego ciepło receptory. Bezwzględnie uzależniając ich od siebie, wiązała ich bezpowrotnie.
- W końcu nadejdzie dzień, gdy to ty będziesz błagał mnie o litość – odezwał się Eiji, wyrównując przyspieszony oddech.
- Wolałbym nie – zaśmiał się cicho, w dalszym ciągu przyciskając twarz do jego głowy.
- No tak, tchórz – powiedział, odwracając się w jego stronę, co nie było łatwe, biorąc pod uwagę te oplatające go stalowe ramiona.
- Mmm... - mruknął, odsuwając się niechętnie.
Kierowany nagłą potrzebą Eiji uniósł dłoń, wplatając ją w długie włosy swojego chłopaka i przeciągnął palcami wzdłuż całej ich długości.
- Podobasz mi się w takim wydaniu – odezwał się, ponawiając swój wcześniejszy ruch.
- Bardziej?
- ...Równie bardzo – zdecydował po chwili namysłu. - W poprzednim wydaniu nie mógłbym zrobić tego – dodał, unosząc drugą dłoń i zebrawszy razem jego włosy podziwiał osiągnięty efekt.
- ...Zmieniło się nie tylko moje życie, ale i mój wygląd – zauważył, nie odrywając od niego oczu.
- Tak, to prawda... twoje spojrzenie złagodniało, nie dostrzegam w nich strachu, a przynajmniej nie tak często jak kiedyś.
- Nauczyłem się... żyć tym nowym życiem. Czuję, że idzie mi coraz lepiej.
- Idzie ci świetnie, Ash – przyznał, uśmiechając się do niego czule.
- ...Cieszę się.
- ...Mogę? - zapytał cicho, przysuwając się bliżej.
- Nie pytaj o takie rzeczy... Eiji – odparł, mocniej zaciskając dłonie na jego biodrach i zamknąwszy oczy poczuł na swoich ustach cudownie znajomy smak Eijiego.
Ich wzajemna zażyłość, przekonanie o sile łączącego ich uczucia widoczne były w coraz bardziej odważnych ruchach i słowach. Żaden z nich nie wątpił w słuszność kierunku, w którym podążają, żaden z nich nie obawiał się, że zakończenie nie będzie tym, którego wyczekują. Obydwoje wierzyli, że ich trudy i starania zostaną wynagrodzone, że ostatecznie dotrą do momentu, w którym pojęcia niepewność i obawa całkowicie przestaną istnieć.
Po ohydnym śniadaniu, które Ash zgotował sobie na własne życzenie opuścili mieszkanie by zrobić zakupy na dzisiejszy wieczór. Dzisiejszego sobotniego wieczora po raz pierwszy mieli gościć swoich przyjaciół. Było to poniekąd zaległe przyjęcie z okazji urodzin Eijiego, które on i Ash spędzili bez żadnych rozpraszaczy ze strony hałaśliwej grupki, która dosłownie zwaliła im się chwilę temu do domu.
- Nie musieliście robić sobie kłopotu – odezwał się Eiji, obserwując Junko umieszczającą świeczki w czekoladowym torcie.
- Nie pozwoliliście nam spędzić twoich urodzin razem z wami, więc pozwól chociaż obejrzeć mi jak zdmuchujesz te cholerne świeczki – odparowała poirytowana, gdy jedna z nich złamała się zanim w ogóle zdążyła wyjąć ją z opakowania.
- ...Zaraz przyniosę brakującą świeczkę, zostało kilka... - nie dokończył, nie chcąc podejmować tematu, który z niezrozumiałego mu powodu był źródłem stresu.
Zdezorientowany i odrobinę nieswój wyminął idącego w jego stronę Ash'a i zniknął za drzwiami ich sypialni.
- Co jest Junko? - zapytał Ash, doskonale słysząc ich rozmowę.
- ...Nic.
- W takim razie dlaczego wyżywasz się na Eijim?
- Junko nie ma dzisiaj humoru – odezwał się Ryosuke, chcąc wytłumaczyć jakoś zachowanie swojej dziewczyny.
- To nie tłumaczy jej zachowania względem Eijiego – Ash nie odpuszczał.
- Masz rację, przepraszam – przyznała, nie patrząc na niego.
- Nie mnie przepraszaj, tylko Eijiego.
- Ash – dobiegł go za plecami jego głos – jest ok, zostaw to.
- Wybacz Eiji, to przez mojego głupiego brata – zaczęła dość niechętnie i westchnąwszy cicho dodała – ale Ash ma rację, nie powinnam się na tobie czy kimkolwiek innym wyżywać.
- W porządku, rozumiem – powiedział, posyłając jej najbardziej szczery uśmiech na jaki było go w tej chwili stać. Nie było to łatwe gdyż był niemal pewien co stoi za zachowaniem Akihiko, które tak mocno wpłynęło na jego siostrę. Powody, które się za tym kryły nie były znane nikomu znajdującemu się w tym pomieszczeniu, nikomu poza Eijim i Ash'em.
Rozmowa, którą Ash odbył z Akihiko kilka tygodni temu nie należała do łatwych. Po pierwszych słowach Aki, Ash wiedział już, że nie jest odpowiednim partnerem do tej rozmowy, że Eiji odnalazłby się w niej zdecydowanie lepiej. Jednak tym razem nie mógł liczyć na jego pomoc, przynajmniej nie od razu. Aki zaufał mu i powinien chociaż spróbować wysłuchać go do końca.
- Pomyśl życzenie Eiji – zawołała Mayumi, gdy solenizant pochylił się, chcąc zdmuchnąć dwadzieścia cztery świeczki wbite w fantazyjnie prezentujący się tort.
Eiji zamknął oczy, powtarzając w myślach życzenie, którego treść nie opuszczała go nawet na chwilę, od jakiegoś czasu czając się gdzieś z boku i cierpliwie czekając na spełnienie.
- Ładnie się urządziliście, podoba mi się ten metalowy regał – odezwał się Ryosuke, wodząc wzrokiem po pokoju – świetne wykorzystanie przestrzeni na stosunkowo niewielkiej powierzchni – dodał, nawiązując do wysokości wspomnianego mebla, który sięgał aż do sufitu.
- Jest nawet specjalna drabinka by dostać się do zawartości najwyższych półek – wtrącił Eiji, oddzielając kolejną porcję ciasta.
- Sporo macie tych książek – dopowiedziała Mayumi – wnioskując po tytułach, większość należy do ciebie Ash, czy tak?
- Tak, praca w bibliotece ma swoje zalety, a tak na poważnie to zdobyłem je dzięki kontaktom Akihiko.
- Aki i jego kontakty – zaśmiał się Ryosuke – pamiętam jak opowiadał w jaki sposób zdobył numer całkiem dobrze znanej aktorki, na którym mu nawet nie zależało.
- I ma go do dzisiaj? - zainteresował się Jamie.
- A nawet jeśli to co? - spytała Mayumi, spoglądając na niego wzrokiem mówiącym 'lepiej dobrze zastanów się nad odpowiedzią'.
- Z ciekawości... pytałem z ciekawości.
- Nie wiem, ale z tego co mi wiadomo nigdy z niego nie skorzystał – odpowiedział Ryosuke odrobinę rozbawiony zachowaniem swoich przyjaciół.
- Aki korzysta głównie z dwóch numerów, mojego i Ryosuke – wtrąciła Junko, bawiąc się opakowaniem chusteczek, leżącym na stole.
- Nic dziwnego ty jesteś jego siostrą, a Ryosuke najlepszym przyjacielem – stwierdził Jamie, w przeciwieństwie do swojej dziewczyny nie wyczuwając w głosie przyjaciółki skrywanego zmartwienia.
Akihiko i Ryosuke znali się już od czasów szkoły średniej. Mimo iż wybrali całkiem odmienne kierunki studiów, ich drogi nie rozeszły się. Przez cały okres nauki nieprzerwanie utrzymywali ze sobą kontakt i nic nie wskazywało na to by kiedykolwiek miałoby to ulec zmianie.
- Ostatnio odnoszę wrażenie, że to moja wina – odezwała się cicho Junko. Niezrozumienie widoczne na twarzach pozostałych było najprawdopodobniej tak silne, że jej cichy głos rozległ się ponownie – czuję się jakbym pozbawiła go ciebie, zniszczyła waszą przyjaźń.
- C-co...? - zdziwił się Ryosuke, próbując zrozumieć przekaz swojej dziewczyny. - To nieprawda. Obydwoje jesteśmy już dorośli, mamy pracę, mamy swoje życie, to oczywiste, że nie spotykamy się tak często jak dawniej.
- Ty masz swoje życie... ze mną. Aki ma jedynie swoje durne książki i zapas kakao w kuchennej szafce.
Para domowników wymieniła między sobą porozumiewawcze spojrzenia, ale żaden z nich nie śmiał zabrać głosu, nie jeżeli w grę wchodził temat Akihiko i jego skomplikowanego życia.
- Nie możesz obwiniać się o niepowodzenia swojego brata, których prawdę mówiąc nie zauważam, a co za tym idzie nie w pełni rozumiem twoje obawy – wtrąciła łagodnie Mayumi. - Ale pomijając to... to nie twoja wina, że jego życie toczy się tak, a nie inaczej.
- Trochę moja... odkąd zamieszkałam z Ryosuke stał się bardziej wycofany i...
- W tym również nie widzę nic dziwnego – upierała się Mayumi. - To normalne i w pełni zrozumiałe, że nie chce narzucać wam swojej osoby, nie chce czuć się jak piąte koło u wozu. Rozumie, że jesteście razem i macie swoje życie, że jako para potrzebujecie czasu i przestrzeni tylko dla siebie.
- Junko... - zaczął Ryosuke, biorąc swoją dziewczynę za rękę, a gdy na niego spojrzała uśmiechnął się łagodnie, mówiąc – nie sądzę by Aki kiedykolwiek obwiniał cię, że mnie jemu skradłaś. Słyszysz w ogóle jak to brzmi? Mayumi i Jamie mają rację, nic co złego dzieje się w jego życiu nie jest twoją winą. Podejrzewam, że Eiji i Ash również tak uważają, prawda? - zwrócił się do nich, szukając wsparcia.
- ...Tak – jako pierwszy odezwał się Eiji.
Głos Ash'a rozległ się jako drugi, a słowa które wypowiedział zaskoczyły wszystkich.
- To prawda, że gdyby nie ty ich przyjaźń nadal trwałaby w niezmienionej formie.
- Ash... - zaczął Eiji, chcąc zatrzymać jego całkowicie nie trafioną w oczekiwania Ryosuke wypowiedź.
- To równie oczywiste jak to, że teraz gdy jesteście razem, Aki wycofał się z waszego życia, z życia Ryosuke - ciągnął, nie zważając na obawy Eijiego. - Zapominasz jednak o jednej zasadniczej rzeczy. Gdyby twoje miejsce zajmował ktoś inny, ich przyjaźń również by ucierpiała lub co uważam należałoby powiedzieć – naturalnie zmieniła swój charakter.
- Chcesz powiedzieć, że niezależnie od wyboru Ryosuke, sytuacja mojego brata wyglądałaby tak samo?
- W niemal każdym przypadku... tak.
- A w jakim nie? - zapytała, ściszając głos.
- Istnieje tylko jedna możliwość... - zawahał się, uciekając na krótką chwilę spojrzeniem do swojego chłopaka. Widok zdradzających najwyższe oszołomienie czekoladowych oczu, był potwierdzeniem, że słów, które wypowiedział nie da się już cofnąć, że nie pozostaje nic innego jak do końca wypełnić wolę Aki – taka, w której to twój brat byłby osobą, z którą zdecydował się być Ryosuke.
- M-mój brat? - powtórzyła z niedowierzaniem.
- Trochę popłynąłeś Ash – odezwał się Ryosuke, wpatrując się w niego z nieznanym mu wcześniej wyjątkowo poważnym wyrazem twarzy.
- Przytoczyłem jedynie jedną z możliwości. To, że jest nieprawdopodobna to już inna sprawa.
- Poza tym Akihiko miewał dziewczyny, jest heteroseksualny – przypomniał Jamie, nie do końca rozumiejąc w jakim celu Ash wspomniał o tak nierealnym przypadku.
- Nikt nie powiedział, że nie jest... prawda? - zawahał się Ryosuke, ponownie spoglądając na Ash'a.
- Prawda.
- Więc w jakim celu... po co to mówiłeś? - głos Junko zdradzał zdenerwowanie. Eiji wyczuł, że desperacko szuka zaprzeczenia niewiarygodnego w opinii wszystkich scenariusza przedstawionego przez Ash'a. Ale czy na pewno?
- Już tłumaczyłem, przedstawiłem jedynie jedną z możliwości. Skoro obwiniasz się o osłabienie przyjaźni twojego brata z Ryosuke, to jedynym wyjściem byłaby zamiana waszych ról, czyż nie?
- Co?! Skończ już Ash, ja i Aki to nie to samo co ty i Eiji. Nie mierz innych swoją miarą.
- Spokojnie, Ryosuke. Ash nie miał tego na myśli - zareagował Eiji, wyczuwając napięcie między nimi.
- Nie rozumiesz? - wznowił Ash, jego głos nie zmienił się nawet o oktawę. Reakcja Ryosuke nie wpłynęła na jego dalsze słowa, trzymał się ustalonego planu i wytrwale odhaczał kolejne punkty. - W rzeczywistości istnieje tylko jedna możliwość. Taka, w której wiążesz się z Junko, a Aki pozostaje twoim przyjacielem, z którym siłą rzeczy nie wiążą cię już tak silne relacje... Czy teraz rozumiesz, dlaczego wspomniałem o tamtej opcji? - zwrócił się z ostatnim pytaniem do Junko.
- ...Tak.
- W takim razie przestań użalać się nad sobą i przestań myśleć o swoim bracie jak o ofierze, który bez ciebie czy Ryosuke z niczym nie potrafi sobie poradzić, który bez was nie istnieje. Dlaczego zakładasz, że do szczęścia niezbędne jest mu w tej chwili związanie się z inną osobą? Może jest na etapie życia, w którym poszukuje siebie i jedyne czego potrzebuje to spokoju i czasu na realizację swoich pasji?
Przez dość długi czas nikt się nie odezwał. Słowa Ash'a rozbrzmiewały w ich głowach i to wydłużone w czasie milczenie coraz mocniej utwierdzało go w przekonaniu, że prawdopodobnie osiągnął zamierzony cel, że ani Junko ani Rysouke nie będą narzucać Aki swojej wersji szczęścia, której powinien się trzymać, że nigdy więcej nie będą mówić mu jak ma żyć.
- To było ryzykowne, Ash – odezwał się Eiji, gdy grupka przyjaciół zniknęła za drzwiami ich mieszkania. Reszta wieczoru upłynęła najprościej rzecz ujmując – dziwnie spokojnie. Zarówno Junko jak i Ryouske nie podjęli więcej tego tematu, co pozostali przyjęli z wyraźną ulgą. Eiji zaś mimo tlącego się gdzieś głęboko wewnętrznego niepokoju sprostał obowiązkom solenizanta jak i gospodarza, co właściwie przejął w całości drugi z nich - Ash.
- Ale przyznasz, że opłaciło się – odparł, wtulając się w jego plecy. Oparłszy policzek na ramieniu, mrużąc zmęczone oczy przyglądał się jego twarzy.
- Tak – przyznał, zaciskając palce na obejmujących go przedramionach. - ...Myślisz, że ktokolwiek z nich wziął pod rozwagę prawdziwość tej... innej możliwości?
- Istnieje takie prawdopodobieństwo i wynosi ono 50%.
- Nie pytam w sensie matematycznym.
- Nie widzę możliwości rozpatrywania tego w innym sensie. Musimy założyć, że zalążek niepewności został zasiany i nie mogliśmy tego w żaden sposób uniknąć. Aki był tego w pełni świadomy, wiedział że istnieje taka ewentualność. Świadomie podjął to ryzyko.
- Ty podjąłeś to ryzyko, w jego imieniu – sprecyzował Eiji.
- Szczegół, liczy się efekt końcowy.
Eiji delikatnie poluźnił jego uścisk i odwróciwszy się do niego przodem oparł czoło o jego pochyloną lekko głowę.
- Kolejna rzecz, którą mnie zaskoczyłeś – powiedział, wpatrując się w jego piękne skupione na nim oczy. - Naprawdę zmieniłeś się, Ash. Stałeś się bardziej otwarty, już nie jestem jedyną osobą z którą otwarcie rozmawiasz i jesteś gotowy pokazać prawdziwego siebie, nie chowasz się, nie boisz się wyjść poza tą bezpieczną przestrzeń, którą współdzielimy.
- W niej czuję się najlepiej – wyznał cicho.
- Wiem, ale czasami warto spróbować czegoś innego.
- Tylko nie mów mi, że masz mnie dosyć.
- Nie, to niemożliwe bym kiedykolwiek miał cię dosyć.
- ...Gdy Aki wyznał, że jest zakochany w chłopaku swojej siostry, w swoim najlepszym przyjacielu, poczułem się jakby ktoś przywalił mi czymś ciężkim przez głowę i odebrał mowę. Nie potrafiłem w żaden sposób mu odpowiedzieć, po prostu słuchałem.
- Czasami to wystarczy.
- Gdyby nie ty, gdyby nie rozmowa z tobą...
- Tworzymy drużynę, pamiętasz? Poza tym, nie zapominaj, że ostatecznie to ty przyczyniłeś się do rozwiązania choć części jego problemu.
- Musiałem mieć chwilowy mikroudar, nie wyobrażam sobie bym mógł teraz to powtórzyć – zaśmiał się cicho, zamykając oczy.
- Nawet tak nie żartuj – skarcił go Eiji, ściskając jego zaróżowione lekko policzki.
- Wybacz - powiedział cicho, unosząc powieki zza których ujrzał rozgniewaną twarz swojego chłopaka – ...kochanie.
Rozgniewana twarz całkowicie zmieniła swój wyraz, po raz kolejny zaskakując Ash'a intensywnością czerwieni jaką była zdolna przybrać. Po raz pierwszy Ash zwrócił się do niego w ten sposób i po raz pierwszy odczuwał tak silne pragnienie by zrobić to raz jeszcze. Jednak zamiast wypowiedzenia jakichkolwiek słów skierował swoją uwagą na innego rodzaju pragnienie, na znane im obojgu. Znaczenie jego czynu było równoważne, nie różniło się niczym, wyrażało jednoznaczne uczucie, które nieprzerwanie tliło się w ich połączonych ze sobą sercach.
...
"Miłość dostojna wypełnia serce o wiele lepiej niż miłość zwyczajna i pospolita. Serce człowieka jest wielkie, małe rzeczy pływają po nim, jedynie wielkie osiadają w nim i trwają."
Blaise Pascal
