Subtelny, ledwie słyszalny szelest poruszających się na wietrze gałęzi niskich drzew w niezrozumiały sposób współgrał z przeplatającymi się myślami rozemocjonowanego umysłu Ash'a. Siedząc na niskim, szerokim parapecie przyglądał się skulonej pod kołdrą, śpiącej sylwetce Eijiego. Jego twarz ledwie widoczna zza kurtyny ciemnych włosów, które rozłożyły się wyjątkowo niefortunnie, pozbawiając Ash'a tego cudownego widoku coraz pełniejszych policzków przyciągała jego zdradzające lekkie niewyspanie spojrzenie. Wybudziwszy się zdecydowanie za wcześnie nie potrafił zmusić się do ponownego zamknięcia oczu. Natychmiastowa, pierwsza reakcja zaskoczyła go swoją treścią, nie spodziewał się, że pierwsza myśl, która nieśpiesznie wybudzi go ze snu bliższa będzie uczuciom spełnienia i szczęścia aniżeli strachu i paniki na co gdzieś podświadomie się przygotowywał. Emocje dalekie były od tych negatywnych, pozbawionych miłości i nadziei. Obrazy minionej nocy, które niczym projekcja filmu z rodzaju tajemnice alkowy wyświetlały się przed jego odrobinę niedowierzającymi oczami, uświadamiały mu, że to nie był sen, że nie ma podstaw by wątpić w ich prawdziwość. I po raz kolejny nie żałował tego, po raz kolejny czuł coś więcej, zdecydowanie więcej niż przyjemność czysto cielesną, więcej niż jego genialny umysł zdołał przetworzyć, zrozumieć, a ostatecznie zaakceptować. A przynajmniej tak było w tamtej chwili. Teraz to wszystko wydawało się być krystalicznie jasne, w pełni zrozumiałe i oczywiste. Wydawało się być niemożliwe by którekolwiek z ich działań mogło doprowadzić go na skraj przepaści, złamać go i pozbawić możliwości czerpania z nich jakże zrozumiałej satysfakcji i radości.

- ...Ash? - lekko zachrypnięty głos Eijiego rozległ się w pokoju, gdy z przerażeniem zauważył, że miejsce obok niego jest puste.

- Za tobą – usłyszał.

Widok Ash'a siedzącego z podkurczonymi nogami na szerokim parapecie, wywołał zdecydowanie mało przyjemną reakcję, przypominając o pamiętnym poranku sprzed kilku miesięcy.

- Mam déjà vu – powiedział cicho, odrzucając kołdrę i przygotowując się mentalnie na najgorsze, podszedł do wpatrującego się w niego przez cały ten czas Ash'a.

- Jeżeli nawiązujesz do tego co wydarzyło się ostatnim razem, gdy uprawialiśmy seks – zaczął Ash, przyciskając do piersi album, który podarował mu Eiji – to zgadzają się tylko niektóre elementy.

- ...Które konkretnie? - zapytał, nieświadomie wstrzymując powietrze.

- Nie żałuję, Eiji i... czuję się naprawdę bardzo dobrze. Skłamałbym gdybym powiedział, że ani przez chwilę nie naszło mnie zwątpienie czy znowu się nie złamię, ale... dałem radę Eiji, nie dopuściłem do siebie tych wspomnień, nie pozwoliłem by przejęły nade mną kontrolę.

- ...Naprawdę? - zapytał z lekkim niedowierzaniem, stojąc w całkowitym bezruchu jakby bał się, że najdrobniejszy gest zburzy tą kruchą w jego przeczuciu konstrukcję, którą Ash wzniósł wokół siebie. - Wolę usłyszeć mało przyjemną prawdę niż...

- Naprawdę – zapewnił, nie pozwalając mu dokończyć.

- Udowodnij – zażądał, nie pozwalając uciec mu przed spojrzeniem swoich ciemnych oczu.

Odłożywszy na bok album, Ash opuścił nogi dotykając bosymi stopami drewnianej podłogi i nadal siedząc, przyciągnął go bliżej by znalazł się pomiędzy jego udami. Ujrzał zaskoczenie w jego oczach, które rozszerzyły się jeszcze bardziej, gdy chwycił go za biodra i zdecydowanym ruchem przycisnął do siebie. Eiji jęknął cicho wprost do jego ust, które znalazły się niespodziewanie na jego własnych. Sprowokowany zachowaniem swojego chłopaka, odrzucił od siebie wszelkie wątpliwości i z niezaprzeczalnym zaangażowaniem dopasował swoje ruchy do jego.

- Nie możemy, Eiji – odezwał się cicho, przerywając wymykający się spod jakiejkolwiek kontroli pocałunek.

- ...Ok... rozumiem – powiedział zmieszany, wycofując niezaspokojone dłonie.

- Chyba jednak nie – zaśmiał się cicho, ściskając jego policzki. - Nie możemy ze względu na ciebie, powinniśmy trochę odczekać zanim...

- Ok... rozumiem – przerwał mu, na jego twarzy błąkał się delikatny uśmiech, a pełne policzki pokrywał delikatny odcień czerwieni.

- Wracamy? - zapytał, podnosząc się z parapetu. Eiji nie poruszył się nawet o milimetr, przez co odległość między nimi całkowicie przestała istnieć.

- Za chwilę? - stanąwszy na palcach zarzucił mu ręce za szyję i po raz kolejny złączył ich usta w pełnym napięcia pocałunku. Po obiecanej chwili oderwał się od niego i nadzwyczaj dumny ze swoich poczynań spojrzał na wyraźnie zaczerwienioną twarz swojego chłopaka. - Widzę, że cię zawstydziłem – odezwał się, powtarzając dokładnie te same słowa, które Ash skierował do niego pierwszego dnia kiedy to 'powróciwszy z zaświatów' zjawił się w progu jego mieszkania.

Ash uśmiechnął się złowieszczo, bez słowa napierając na Eijiego przez co obydwoje bardzo powoli i ostrożnie zaczęli zbliżać się do leżącego na podłodze posłania. Gdy stopy Eijiego dotknęły miękkiej krawędzi materaca, Ash popchnął go delikatnie, zmuszając by położył się na plecach i z widocznym na twarzy triumfem usiadł na nim z nogami rozstawionymi po jego bokach. Dłonie Eijiego zacisnęły się na jego biodrach, podczas gdy dłonie Ash'a przesuwały się z wolna wzdłuż jego nagiego torsu.

- Ash... to nie fair – wymruczał, wyginając się lekko - ...mówiłeś, że nie możemy.

- Wiem, nie zamierzam posuwać się dalej.

- W takim razie... - zaczął, przerywając na moment, gdy dłonie Ash'a coraz śmielej sunęły po jego skórze – nie możesz robić tego co robisz w tej chwili... Nie, bez konsekwencji tych działań.

- Zabrzmiało groźnie... poważnie i groźnie – roześmiał się, ciągnąc go za ręce by znalazł się bliżej. Eiji objął go, starając się nie upaść z powrotem na posłanie i po raz kolejny poczuł dotyk jego ust na swoich. - Obrazisz się... jeżeli powiem... że nic sobie z tego... nie robię? - zapytał, nie chcąc przerywać tego co robili, co było tak niesamowicie przyjemne.

- ...N-nie...

- Tak myślałem – wyszeptał, napierając na jego ciało, które wraz z nim bezwładnie opadło na materac.

Z każdym ich coraz śmielszym krokiem, zakłócającym spokojną, sierpniową noc rozpoczynającą ten wyjątkowy, dwunasty dzień miesiąca, niewidzialna bariera, która wznosiła się między nimi nieodwracalnie rozpadała się by ostatecznie upaść i pozwolić im zapomnieć o swoim niedawnym istnieniu.

- Mówiłem ci już, że podobasz mi się w tym stroju? – zapytał Eiji, przesuwając dłonią po materiale yukaty, która okrywała ciało jego chłopaka.

- Nie.

- W takim razie już wiesz – rzucił, zerkając na niego z uśmiechem.

- Ty też wyglądasz niczego sobie, Eiji.

- Teraz czy w yukacie? - zapytał bez najmniejszego śladu skrępowania.

- Teraz i w yukacie. W zasadzie w większości sytuacji prezentujesz się nienagannie.

- Jak to w większości? - udał oburzenie, podpierając się na łokciu by mieć lepszy widok na jego twarz.

- Na przykład dzisiaj rano twoja na wpół otwarta buzia obficie zmoczyła moje ramię.

- ...Ja ci nigdy nie wypomniałem swojej mokrej piżamy, gdy dosłownie przykleiłeś się do niej – odparował po tym jak jego szczęka delikatnie opadła podkreślając stan szoku, w którym się aktualnie znajdował.

- Nie pamiętam by taka sytuacja kiedykolwiek miała miejsce.

- Nie pamiętasz, bo spałeś!

Ash roześmiał się, widząc jego naburmuszoną minę i świadomy, że jego postawa może mu jedynie zaszkodzić, mimo wszystko nie był w stanie zmusić się do wycofania. Tak więc kierowany niepohamowanym pragnieniem pogłębienia tych słodkich zmarszczek na jego nosie, poklepał go delikatnie po głowie, mówiąc głosem jak do małego dziecka.

- Biedactwo, wszystko ci się miesza.

Tak jak przewidział zmarszczki Eijiego pogłębiły się, a niezrozumiałe fuknięcie opuściło jego usta.

- Tego słowa mnie nie uczyli – zaśmiał się, podejrzewając dlaczego nie znalazło się w żadnej z jego książek do nauki języka japońskiego.

- ...Wybaczam ci, bo masz urodziny, ale w innych okolicznościach pożałowałbyś tego – wymamrotał pod nosem i podniósłszy się zerknął na niego przez ramię – a teraz wstawaj, bo ominie nas śniadanie.

Po nieobfitym, lekkim śniadaniu, składającym się z miseczki ryżu, miso, talerzyka z pokrojonymi w paski glonami i okropnej marynowanej śliwki, której Ash za żadne skarby świata po raz drugi nie zbliży do swoich ust wyruszyli na wędrówkę w nieco dalsze rejony miasta. Wczoraj był pierwszy i ostatni raz, gdy jego kubki smakowe zetknęły się z czymś tak ohydnym jak niezasługujący w jego opinii na klasyfikację nawet do kategorii 'pokarm' owoc. Na wspomnienie smaku skrzywił się mimowolnie, podsuwając owy 'deser' Eijiemu by jeszcze bardziej zminimalizować ryzyko, że jakimś dziwnym, niezrozumiałym trafem wyląduje on w jego brzuchu.

Podążając opustoszałą ulicą, pogrążoną w cieniu przez rzucające go wysokie drzewa, skrytą pomiędzy średniej wysokości kamiennymi murami, żaden z nich nie spodziewał się tego co miało za chwilę nastąpić. Wtórujące ich beztroskim głosom cykady, zdawały się nieświadomie budować napięcie i zupełnie niewzruszone, zbyt pochłonięte przez swoje cykadowe sprawy całkowicie zignorowały rozgrywającą się nieopodal scenę. Skupieni na sobie zbliżali się do łagodnego zakrętu, zza którego niespodziewanie wyłoniła się ciemna postać i dosłownie zderzyła z Ash'em, lądując tuż obok niego na chłodnym asfalcie.

- Ash! - zdezorientowany Eiji pochylił się nad swoim chłopakiem, doskakując do niego w jednej sekundzie.

- Nic mi nie jest – powiedział, podnosząc się z ziemi i ze zdziwieniem spojrzał na ową postać, która dosłownie zwaliła go z nóg. - Masz jaja, żeby na mnie wpadać – zwrócił się do niej, widząc że również wstaje, więc najprawdopodobniej niczego sobie nie uszkodziła.

Postać spojrzała na niego zza szerokiego kaptura obszernej bluzy i odrzuciwszy go do tyłu uwolniła skrywane pod nim długie, ciemne włosy.

- Masz jaja, żeby tak się zwracać do dziewczyny – odezwała się, strzepując drobinki piachu ze swoich krótkich spodenek i odeszła kawałek, schylając się po deskę, która podczas zderzenia wyślizgnęła się spod jej stóp.

- Wszystko w porządku? Nic sobie nie uszkodziłaś? - zapytał Eiji, badając ją czujnym wzrokiem od stóp do głów.

- Tak, w porządku.

- Na pewno? Dość mocno się zderzyliście – nie dowierzał, spoglądając to na nią to na Ash'a.

- Nic mi nie jest. Twojemu chłopakowi chyba też – odparła wyjątkowo spokojnie, jakby ta cała sytuacja w ogóle nie miała miejsca.

Szok widoczny na ich twarzach wywołał na jej własnej delikatny uśmiech.

- Widziałam, że trzymaliście się za ręce – wyjaśniła, chcąc zatrzymać ich gonitwę myśli. - ...Przepraszam, że na ciebie wpadłam. Zamyśliłam się.

- Powinnaś to robić w innych warunkach, na stabilnej, nieporuszającej się płaszczyźnie – rzucił Ash, związując włosy, z których podczas upadku zsunęła się granatowa gumka.

- Zazwyczaj tak jest. Trafiłeś na mój gorszy dzień, wybacz – przyznała, kładąc deskę z powrotem na ziemi.

- Rzadko widuje się dziewczyny na desce – odezwał się przyjaźnie Eiji. - Długo już jeździsz?

Dziewczyna wzruszyła ramionami, a Ash ze zdziwieniem zauważył, że jej policzki pokryły się czerwienią.

- Ja swego czasu uprawiałem skok o tyczce – kontynuował, widząc lekkie zawstydzenie z jej strony.

- Ty również? - zapytała, spoglądając na Ash'a.

- Nie.

- ...Kawałek dalej jest sklepik ze słodyczami... - zaczął bez namysłu Eiji, gdy niezręczna cisza przeciągała się w czasie.

- To nie dziecko, Eiji – wtrącił cicho Ash.

- C-co? - zapytał, nie do końca rozumiejąc.

Dziewczyna roześmiała się i wskoczywszy na deskę rzuciła rozbawiona:

- W tamtą stronę, prawda?

- Tak – uśmiechnął się Eiji, czując ulgę, że w żaden sposób jej nie uraził.

- ...Dlaczego to my zaprosiliśmy ją skoro to ona wpadła na mnie? - zapytał Ash, ściszając głos by tylko Eiji go usłyszał.

Ciemnowłosa dziewczyna sprawnie poruszała się na zielono-żółtej desce tuż przed nimi, skutecznie starając się dostosować do nich swoją prędkość.

- Równie dobrze można powiedzieć, że to ty stanąłeś jej na drodze.

Ash spojrzał na niego z niedowierzaniem i zanim zdążył skonstruować jakąś zgrabną odpowiedź usłyszał wesoły głos sprawczyni tego całego zamieszania.

- To tutaj, prawda?

- Tak, podobno mają przepyszne naleśniki.

- Najlepsze w całej Japonii – uśmiechnęła się szeroko, zeskakując z deski i chwyciła ją przyciskając do biodra.

Za lśniącą szybką, w równym rządku poukładane były plastikowe odpowiedniki wszystkich dostępnych rodzajów naleśników. Trzy pary wygłodniałych oczu wodziły z najwyższą uwagą po przytwierdzonych do nich tabliczkach z opisem by wybrać ten, który wyda im się najbardziej godny zatopienia w nim zębów.

- Nie wierzę, że zdecydowaliśmy się na to samo – skomentowała dziewczyna, dobierając się do zawiniętego w papier naleśnika z truskawkami, jagodami, kawałkami pokruszonego brownie, pistacjami i bitą śmietaną.

- Ja też – przyznał z uśmiechem Eiji, wgryzając się w chrupiące ciasto.

Cała trójka siedziała na niskim murku, kryjąc się przed słońcem i w ciszy delektując się smakiem wyśmienitego placka.

- Ja również powinnam jakoś zadośćuczynić – głos dziewczyny przerwał trwającą między nimi ciszę, a gdy obydwoje spojrzeli w jej kierunku, dodała – dlatego pozwolę ci przejechać się na mojej desce.

- To ma mi zadośćuczynić odniesione rany?

- Przecież mówiłeś, że nic ci się nie stało – zdziwiła się i odrobinę nerwowo prześwietliła go swoim świdrującym spojrzeniem.

- Ran na psychice tak łatwo nie opatrzysz.

- Ash... - westchnął cicho Eiji, przewracając oczami.

- ...Możesz potraktować to jako wyróżnienie, ponieważ będziesz pierwszą osobą, której na to pozwolę – odezwała się po chwili, podejrzewając, że na swój pokręcony sposób czerpie z tej całej sytuacji przyjemność.

- ...Czuję, że zwyczajnie zaliczę kolejny upadek i na tym to się skończy – mruknął pod nosem, zeskakując z murku.

- Nie ma opcji, przez cały czas będę trzymać cię za rękę – zapewniła ożywiona, kierując deskę w jego stronę i dostrzegając zmieszanie na jego twarzy, dodała z uśmiechem – żartowałam, możesz poprosić swojego chłopaka.

W żaden sposób nie komentując jej słów, z lekkim wahaniem postawił prawą stopę na lekko chropowatej powierzchni deski. Jego wzrok zatrzymał się chwilę dłużej na czarnym nadruku, który charakterem przypominał plansze z plamami atramentowymi prezentowanymi badanemu podczas testu Rorschacha. Bliżej niezidentyfikowana grafika rzucała wyzwanie jego genialnemu umysłowi, który przecież nie byłby sobą gdyby je tak zwyczajnie zignorował.

- Nieźle ci idzie – skomentował Eiji, idąc obok sunącego po asfalcie Ash'a. - Na pewno nie chcesz skorzystać z mojej pomocy?

- Przecież sam mówiłeś, że nieźle mi idzie – zauważył, zgrabnie wymijając niewielką przeszkodę.

- To twój pierwszy raz? - zagadała dziewczyna, idąc po jego lewej stronie.

- Tak.

- Podoba ci się?

- Jest ok.

- Mój pierwszy raz na desce też był ok, jednak kolejne... zdecydowanie wykraczały poza ramy zwykłego 'ok'. Po raz pierwszy poczułam się wolna, niczym nie skrępowana... to było niesamowite uczucie – wyznała, czerwieniąc się odrobinę.

- ...Być może moje potencjalne, kolejne razy będą miały więcej wspólnego z tym co ty czułaś.

- Może...

Dotarłszy do skraju lasu Ash zatrzymał się w cieniu pobliskiego drzewa i czekając na idących nieco dalej za nim Eijiego i nowo poznaną, dziwnie intrygującą dziewczynę z przedziwną plamą na desce, schylił się siadając na jej twardej powierzchni. Roześmiana twarz Eijiego sugerowała, że rozmawiają o czymś zabawnym. Nagła potrzeba by do nich dołączyć, by stać się częścią tej jakże niecodziennej i całkiem przyjemnej scenerii zaskoczyła go, potwierdzając poniekąd wczorajsze rozmyślenia, którym poddał swój nieprzeciętny umysł. Mistyczny klimat tego miejsca, otaczająca go zewsząd przyroda przytłoczyły go swoją nieprzejednaną mocą. Otrząsnąwszy się z chwilowego zawieszenia dopiero po chwili usłyszał głos swojego chłopaka.

- ... i nadal jest to tylko 'ok'?

- ...Coraz bliżej czegoś więcej – przyznał wyłapując kontekst i podnosząc się z miejsca. - Dzięki za zaufanie i powierzenie mi swojej deski – powiedział, przesuwając ją w stronę dziewczyny.

- A ja dziękuję za naleśnika – odparła z uśmiechem. - Eiji mówił, że idziecie do Okunoin, a to w zupełnie innym kierunku niż ten, do którego ja zmierzam, więc tutaj musimy się rozstać.

- Może jeszcze na siebie wpadniemy – rzucił wesoło Eiji.

- Oby nie – zaśmiała się, wskakując na deskę i nie przestając się uśmiechać, zawołała - miłej reszty pobytu!

- Dzięki!

- Nawet nie wiemy jak ma na imię - rozległ się głos Ash'a, gdy dotarło do niego coś tak oczywistego, coś co nawet on uznał za nie w pełni normalne.

- Ashley! - rzuciła przez ramię, słysząc jego komentarz. - Miło było cię poznać, Ash!

- Co za zbieg okoliczności, prawda? Macie podobne imiona – skomentował wesoło Eiji, biorąc skonfundowanego Ash'a za rękę.

- ...Chodźmy już na ten cmentarz – odparł, unikając odpowiedzi.

Eiji nie był w stanie powstrzymać uśmiechu. Dzień zapowiadał się naprawdę wspaniale.

- Ashley mówiła, że zaskoczyłeś ją swoim japońskim – odezwał się, gdy w oddali dostrzegł bramę do zapierającego dech w piersiach cmentarza Okunoin.

- ...A mnie zaskoczył fakt, że widząc was razem... pomyślałem, że prawdopodobnie miło byłoby do was dołączyć – wyznał ze wzrokiem utkwionym w chodniku, ale usłyszawszy śmiech Eijiego zaskoczony skierował go na jego roześmianą twarz. - Dlaczego się śmiejesz?

- To ze szczęścia. Cieszę się, że doświadczyłeś tak normalnego uczucia.

- ...Sprawiasz, że czuję się niezręcznie – mruknął, zezując na niego bokiem.

- Przepraszam, już się zamykam – obiecał, zatrzymując się przed mostem, który mieli właśnie przekroczyć. Eiji pokłonił się, składając obie dłonie i kątem oka zauważył, że Ash czyni to samo. Uśmiechnąwszy się na powrót chwycił go za rękę i wyjaśnił, wznawiając ich zupełnie niespieszny spacer – to most Ichinohashi, zwany również pierwszym mostem. Według tradycji jest on prawdziwą 'bramą' do tego miejsca. Znajduje się tu między innymi mauzoleum założyciela buddyzmu Shingon - Kobo Daishi i to właśnie jemu złożyliśmy pokłon.

- Podejrzewam, że dla Japończyków jest kimś w rodzaju świętego.

- Biorąc pod uwagę religijną historię Japonii, z pewnością jest jedną z najbardziej czczonych osób. Uważa się, że Kobo Daishi nie umarł, że przeszedł w stan odpoczynku, w stan wiecznej medytacji i wyczekuje nadejścia Miroku Nyorai, czyli Buddy Przyszłości. Ludzie, którzy tu przychodzą często proszą go o zbawienie, licząc że uwolni ich od trosk, zapewni ulgę i swego rodzaju wybawienie.

Cudownie przyjemny chłód łaskotał ich odkrytą skórę, wzmacniając siłę wypełniających ich emocji i uczuć. W zupełnej ciszy podążali krętymi ścieżkami wśród rozmieszczonych po jednej i drugiej stronie kamiennych nagrobków i drzew, gdzie w pniach niektórych z nich znajdowały się prochy zmarłych. Niesamowity klimat tego jednego z najświętszych miejsc w całej Japonii sprawił, że w ich duszach zakiełkował trudny do opisania spokój.

- Prezent, który mi wczoraj podarowałeś... – zaczął Ash, gdy wyszli na bardziej otwarty teren, skąpany w promieniach sierpniowego słońca – zmienił coś we mnie. Zrozumiałem coś oczywistego... zrozumiałem, że przeszłość uwieczniona na fotografii nigdy nie wróci, że liczy się teraźniejszość, że jeżeli nie wyciągnę ręki by po coś sięgnąć, stracę szansę by to mieć, że stanie się jedynie niezrealizowanym punktem przeszłości, nieuwiecznionym nawet na wątłej kartce papieru.

- ...To dlatego chciałeś spróbować – stwierdził cicho Eiji.

- Tak... Przeraziła mnie myśl, że przyszłość może nie nadejść.

- Ale nadeszła.

- Tak... nadeszła. - Przystanąwszy, mocniej zacisnął palce wokół dłoni Eijiego i odwróciwszy się do niego powiedział cicho - dziękuję, że pozwoliłeś mi być z tobą.

W oczach Eijiego pojawiły się pierwsze ślady łez. Totalnie zaskoczony doborem słów przez swojego chłopaka spuścił głowę, opierając ją na jego ramieniu i poczuł jak ciepłe dłonie dotykają jego pleców.

- To powinna być moja kwestia... to ja powinienem dziękować, że pozwoliłeś mi być z tobą, że ufasz mi na tyle by...

- Eiji... - przerwał mu łagodnie, wypowiadając cicho jego imię – oczywiście, że ci ufam. Wiem, że nigdy byś mnie nie skrzywdził.

- ...Zaskoczyłeś mnie swoją... prośbą. To nie tak, że zupełnie się nie spodziewałem. Myślę, że podświadomie liczyłem na to... i choć z początku nie byłem pewien czy jest to przemyślane życzenie, czy może wypowiedziane pod wpływem chwili, to ostatecznie doszedłem do wniosku, że to nieważne. Zrozumiałem, że w tamtej chwili to jest właśnie to czego potrzebujesz, że nie mogę tak po prostu uciec, pozbawiając cię możliwości podjęcia próby.

- Nie jestem pewien czy... zdołałbyś uciec. W tamtej chwili byłem dość zdeterminowany – wyznał, uśmiechając się do niego z wyraźnym błyskiem w oczach.

Eiji roześmiał się cicho, przecierając oczy i dostrzegając niezgasły nawet na chwilę uśmiech na twarzy swojego chłopaka, delikatnie dotknął jego ciepłego policzka.

- Kocham cię, Ash.

- Wiem, Eiji – odparł, przechylając lekko głowę by ciepło dłoni Eijiego objęło go jeszcze wyraźniej, na tyle mocno by wniknęło głęboko, by zostało z nim możliwie jak najdłużej.

...

"Trzeba mieć wytrwałość i wiarę w siebie. Trzeba wierzyć, że człowiek jest do czegoś zdolny i osiągnąć to za wszelką cenę."

Maria Skłodowska-Curie