Retrospekcja wydarzeń, mających miejsce 24 grudnia
Przebierając w miejscu nogami, co jakiś czas nieśmiało podskakując niczym niezadowolone dziecko, stał w długiej kolejce w towarzystwie swojego wzbudzającego oczywiste zainteresowanie tłumu chłopaka. Nie chcąc przyznać na głos, że jego rada odnośnie stroju była jak najbardziej trafna, wytrwale czekał aż jego stopa przekroczy próg cukierni i zdobędzie to po co przybyli. Nie miał nawet odwagi myśleć, że jedyne co zastanie to pustą witrynę i zmartwioną minę sprzedawcy, gdy nie pozostanie mu nic innego jak poinformować niepocieszonego klienta o braku towaru.
- Nie ruszaj się stąd, zaraz wracam – usłyszał stojącego obok Ash'a. Ścisnąwszy przelotnie jego ramię ruszył w przeciwną stronę niż wyjątkowo oblegana cukiernia i po niespełna chwili zniknął za rogiem.
Zdezorientowany Eiji wpatrywał się w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu jego rozszerzone przez nachodzącą go panikę oczy szczęśliwie rejestrowały wyraźną postać Ash'a i odrobinę nieswój schował przemarznięte dłonie do kieszeni. Jego umysł i serce nie były jeszcze przyzwyczajone do braku obecności Ash'a, zwłaszcza tej niespodziewanej, nieplanowanej. Ostatnia całkowicie nieoczekiwana rozłąka miała miejsce dwa dni temu kiedy to Ash bez wcześniejszego uzgodnienia z Eijim spędził w łazience więcej czasu niż zazwyczaj, nieodpowiedzialnie i bezdusznie decydując się na ciepłą kąpiel. I teraz te wszystkie emocje, które go wtedy stopniowo z każdą upływającą sekundą nachodziły na nowo rodziły się w jego kruchym jeszcze wnętrzu. Nie potrafiąc zapanować nad własną słabością, czując jak panika wygrywa w starciu z racjonalnością i pragnieniem by dotrzymać niewypowiedzianego na głos słowa by cierpliwie czekać, ruszył przed siebie, podążając jego śladami. Rozświetlona niezliczoną ilością kolorowych, świątecznych lampek ulica ani trochę nie zmniejszała skali skrytego głęboko strachu. Zbyt pochłonięty przez niechciane, negatywne myśli i tworzące się najgorsze scenariusze, nie potrafił docenić ich piękna. Całkowicie skupiony na celu w ostatniej chwili uniknął zderzenia z wyłaniającym się zza rogu Ash'em, nieomal nie wytrącając mu z rąk papierowej podstawki z umieszczonymi w niej dwoma wysokimi kubkami.
- Eiji? Co jest? Coś się stało? - zapytał nerwowo, odstawiając napoje na wnękę okna sklepowego wysokiego budynku.
- ...Spanikowałem, przepraszam – odezwał się, uciekając od niego spojrzeniem.
Gwar toczących się wokół rozmów, charakterystyczne dźwięki towarzyszące pracującym silnikom przejeżdżających samochodów i ta jakże zrozumiała cisza między przeznaczonymi sobie istotami, przeplatały się ze sobą nieświadomie walcząc o dominację. Nieprzeciętna wrażliwość Ash'a spotęgowana reakcją najbliższej mu osoby na krótką chwilę odebrała mu zdolność mówienia i poruszania. Jak sparaliżowany wpatrywał się w lekko przygarbioną sylwetkę tej wyjątkowej pod każdym względem osoby, z którą miał to szczęście związać swoje własne, pozbawione w jego niesprawiedliwej ocenie wartości życie. Trzy lata, które Eiji przeżył z myślą, że nigdy nie będzie mu dane spotkać go ponownie, usłyszeć jego głosu, poczuć ciepła jego ciała i wreszcie przypomnieć sobie jakie to uczucie, gdy beztrosko spędzając ze sobą czas, zapominał o grożącym im niebezpieczeństwie, o tym, że w każdej chwili wszystko co ceni, co ma dla niego jakąkolwiek wartość runie w starciu z niszczycielską, bezwzględną siłą świata, którego nigdy nie powinien być częścią, były nie tylko czymś co pragnął wymazać z jego pamięci, ale i okrutnym dowodem na siłę jego uczuć.
- To nawet lepiej, nie sądzę by udało nam się dostać to po co przyszliśmy – odezwał się Ash, zabarwiając ton swojego głosu przyjazną i swobodną nutą.
Eiji niepewnie powrócił do niego spojrzeniem i skinąwszy lekko głową zerknął na zakupione przez Ash'a napoje.
- Zielonej herbaty? - zaproponował Ash, sięgając po tackę i podsunąwszy ją w stronę Eijiego czekał aż jego skostniała dłoń sięgnie po ciepłe naczynie.
- Chętnie – uśmiechnął się, zaciskając palce wokół przyjemnie ciepłej powierzchni kubka.
Podążając coraz lepiej znaną Ash'owi trasą, prowadzącą do ich wspólnego domu, odnosił wrażenie, że to niemożliwe by życie, które teraz wiedzie trwało wiecznie, że ostatecznie wydarzy się coś co zburzy ich niepojęty jeszcze przez jego ponadprzeciętny umysł spokój i harmonię. Nie miał śmiałości dzielić się tymi myślami z Eijim, nie chciał obarczać go swoją niepohamowaną obawą i ciągłym brakiem wiary w szczęśliwe zakończenie, które tak wielu im z pewnością życzyło.
- Miałeś rację – odezwał się Eiji, przerywając trwającą między nimi ciszę.
- Odnośnie czego? - zapytał, spoglądając na niego z najwyższą uwagą.
- Mojego stroju, a szczególnie braku rękawiczek – mruknął pod nosem, zezując na niego bokiem.
Twarz Ash'a wykrzywił szeroki uśmiech, a jego ciepła dłoń odnalazła tą drugą, przemarzniętą i skrytą pod rękawem puchowej kurtki.
- Nigdy się nie nauczysz, Eiji. Ja zawsze mam rację – powiedział, chowając ich dłonie do obszernej kieszeni swojej kurtki.
Buzująca krew uderzyła do zaczerwienionych już policzków Eijiego, podkreślając dobitniej euforyczny stan, w którym się aktualnie znajdował. Całkiem nowy, ale niezwykle ekscytujący i z każdym dniem coraz bardziej uzależniający, taki w którym pragnął pozostać już na zawsze, taki którego pragnął również dla Ash'a.
- Niemal zawsze. Na palcach obu rąk mogę policzyć ile razy się myliłeś – odparł, podejmując jego zaczepkę.
- To niewiele, biorąc pod uwagę mnogość decyzji, które zmuszony byłem podjąć.
- Miałem na myśli te, o których wiem, co do reszty to zostawiam to twojej jak mniemam sprawiedliwej ocenie – powiedział, unosząc znacząco brwi i dostrzegając na jego twarzy ślady rozbawienia przystanął by uważniej przyjrzeć się tym przyciągającym go w niepojęty sposób pięknym rysom.
- Eiji...?
- Wszystko w porządku... Ash – powiedział cicho, wyciągając w jego stronę samotną dłoń, która zupełnie naturalnie dopasowała się do kształtu jego ciepłego policzka.
Cudowna melodia wybijana przez ich szybko bijące serca, które zdawały się w cudowny sposób dopasowywać swoje brzmienie, swoje tempo, coraz wyraźniej dominowały nad spokojną, cichą ulicą, którą zaledwie chwilę temu kroczyli, a teraz ich spowite w słabym świetle sylwetki wtapiały się w tą odrobinę mroczną, ale paradoksalnie przyjemną scenerię.
- Czy będzie to duży nietakt, jeżeli zastąpimy ciasto koszykiem losowych słodyczy z pobliskiego sklepu? - zapytał Ash, doskonale wiedząc, że tuż za rogiem jego wzrok napotka szyld z napisem 7ELEVEN.
- W tych okolicznościach będzie to nawet wskazane – stwierdził bez chwili namysłu, przyspieszając kroku by jak najszybciej zapełnić sklepowy koszyk i choć w pewnym stopniu osiągnąć cel, który zmusił ich do opuszczenia przytulnego zacisza domowego.
Zaopatrzeni w randomowe smakołyki oraz świątecznego strucla z ilością cukru wystarczającą by ze znaczną nadwyżką zaspokoić niejednego uzależnionego od niego smakosza wrócili do domu, powitani przyjemnym ciepłem i znajomym charakterystycznym domowym zapachem.
- Będziesz brał kąpiel? - niepewny głos Eijiego dotarł do Ash'a, przebijając się przez szum wody.
- Ty będziesz brał kąpiel – sprostował, spoglądając na niego z uśmiechem – a ja w tym czasie posprzątam w kuchni.
- ...Nie musisz, ja mogę to zrobić.
- Dlaczego? Ty gotowałeś, więc pozwól, że chociaż w taki sposób się odwdzięczę. Dzięki temu, dzięki takim z pozoru zwyczajnym rzeczom... coraz bardziej czuję, że teraz to jest mój dom, moje miejsce – wyznał, nie odrywając od niego swoich pięknych oczu.
Do oczu Eijiego napłynęły łzy i nie poświęcając nawet ułamka sekundy na decyzję odnośnie słuszności swojego kolejnego kroku, podbiegł do kucającego przy wannie Ash'a i zarzuciwszy mu ręce za szyję przywarł do niego tak mocno jakby od stopnia tej siły miały zależeć losy niejednego wszechświata.
- Przepraszam, Ash – wyrzucił z siebie, nie będąc świadomym, że swoim zaskakującym w stopniu użytej energii uściskiem, znacząco ogranicza dostęp powietrza do wrażliwych na brak tlenu płuc swojego zdezorientowanego chłopaka. - Nigdy nie chciałem byś tak się poczuł, przepraszam – dodał, wprowadzając jeszcze większy zamęt w jego niedotlenionym organizmie.
- ...Eiji – zwrócił się do niego, delikatnie zmuszając by odsunął się od niego, odsunął na tyle by mógł spojrzeć mu w oczy i spróbować jeszcze lepiej zrozumieć jego tok myślenia – a ja nie chcę, żebyś mnie przepraszał. Nigdy nie zrobiłeś nic za co musiałbyś czuć się winny, za co musiałbyś mnie przepraszać – powiedział, patrząc prosto w jego lśniące od łez oczy i ścisnąwszy jego zaróżowione lekko policzki dodał – a teraz przestań się mazać i wskakuj do wanny. Jesteś przemarznięty, musisz się rozgrzać.
- ...Wiem, że... wiem, że to niedojrzałe, ale... - zaczął, nerwowo ściskając materiał koszulki Ash'a – nie lubię, gdy nie ma cię obok. Nieważne jak długo nie ma cię ze mną, niezależnie od tego...
- Myślę, że użyłeś niewłaściwego słowa – przerwał mu łagodnie – to wcale nie jest niedojrzałe. Powiedziałbym raczej, że całkowicie zrozumiałe, biorąc pod uwagę naszą przeszłość. - Ufne i zdradzające bezkresne uczucie spojrzenie ulokowane w jego pięknych, zielonych tęczówkach, sprawiło, że poczuł niepohamowaną potrzebę by odpowiedzieć tym samym, by Eiji również miał pewność, że siły jego własnych uczuć nie da się określić żadną skalą, że każda próba pomiaru zakończyłaby się niepowiedzeniem.
Opuściwszy dłonie zatrzymał je na drobnych ramionach Eijiego i pochyliwszy się delikatnie musnął wargami jego usta. W dalszym ciągu nie w pełni przyzwyczajony do tak bliskiego kontaktu z drugą osobą, w tak nieznany mu wcześniej sposób, tak cudownie przyjemny, niewinny i słodki, uniósł odrobinę powieki by rzeczywistość, którą się otacza dotarła również do zmysłu wzroku, by jego oczy zarejestrowały ten niezwykły obraz, którego niezaprzeczalnie był częścią.
Dwa tygodnie, które minęły odkąd to Ash powrócił do życia Eijiego, przywracając mu sens i kształtując na nowo jego cele i potrzeby, udowodniły obojgu, że tylko taka jego forma może przynieść im wymarzone szczęście i spełnienie. Podświadome obawy, że to wszystko co udało im się do tej pory stworzyć rozpadnie się, łamiąc ich serca i rozrywając dusze, tliły się niechciane skryte głęboko w ich umysłach, paradoksalnie wiążąc ich ze sobą jeszcze bardziej.
- Zeszłoroczne święta również spędziłeś bez mamy i siostry? - zapytał Ash, przesiewając między palcami jego miękkie, ciemne włosy. Plecy Eijiego znalazły oparcie na klatce piersiowej Ash'a, który w przytłumionym świetle świątecznych lampek zawieszonych na gałązkach niskiego drzewka, które to dzisiaj po śniadaniu wspólnie dekorowali, przyglądał się cudownym refleksom na jego gładkich, lśniących kosmykach.
- ...Nie, były to pierwsze święta bez ojca, więc... poniekąd zmusiłem się by pojechać do domu.
- A teraz? Gdyby... nie było mnie z tobą, co byś zrobił? - jego cichy głos rozległ się ponownie.
- To samo co zrobiłem w pierwsze święta tuż po tym, gdy dowiedziałem się o twojej... - nie dokończył, zaciskając palce na jasnej skórze Ash'a, którego dłoń spleciona była z jego własną, doskonale już mu znajomą i bliską.
- ...To znaczy?
- Spędziłbym je z tobą, Ash... w Cape Cod.
- ...Przepraszam, Eiji. Przepraszam, że musiałeś przez to wszystko przechodzić – powiedział, przyciskając policzek do jego głowy. Nie pozwalając by czające się w kącikach oczu łzy spłynęły po jego twarzy, zamknął oczy mocno zaciskając powieki.
- Nie rozmawiajmy o tym... nie dzisiaj – poprosił, wtulając się mocniej w jego ciało.
Ramiona Ash'a objęły mocniej szczupłą sylwetkę Eijiego, pragnąc pokazać mu, że nie ma już podstaw by się bać, że jest tuż obok i że potrzebuje go równie mocno. Ten wyjątkowy wieczór poprzedzający pierwszy dzień świąt był pod każdym względem niezwykły zarówno dla niego jak i Eijiego. Ich bliska relacja, siła więzi wykraczająca poza wszelkie trywialne wytłumaczenie była wręcz namacalna. Obydwoje doświadczali tego dziwnie ekscytującego i zarazem kojącego uczucia, że właśnie to jest ich miejsce na ziemi, że ich życia należą do siebie i że ich szczęście zależy od tej drugiej nierozerwalnie związanej z tą pierwszą duszy.
Ash kątem oka zerknął na stół, gdzie resztki z dzisiejszej kolacji nadal kusiły swoim wyglądem i zapachem i bez zastanowienia sięgnął leżące najbliżej kawałki kurczaka zakupione w KFC, w specjalnym świątecznym wydaniu.
- Otwórz buzię, Eiji – powiedział, podsuwając mu największy schwycony kawałek.
Eiji uśmiechnął się, posłusznie spełniając prośbę swojego chłopaka i bardzo dokładnie gryząc, spoglądał w górę na jego równie uśmiechniętą twarz.
- Chcesz mnie utuczyć? - zapytał, przełykając potężny kawał mięsa, który starannie wybrał dla niego Ash.
- Owszem – przyznał rozbawiony.
Eiji roześmiał się, przekręcając na brzuch i wspiął się odrobinę, zrównując z Ash'em. Ich w dalszym ciągu niedowierzające spojrzenia, wwiercały się w siebie nawzajem jakby starały się przekonać swoich właścicieli, że to co dociera do ich zmysłów nie jest złudzeniem.
- Powinniśmy w takim razie ustalić jakiś próg – zaczął Eiji, nie odrywając od niego oczu – w przeciwnym razie stracę swoje ładne, smukłe kształty.
Chwilę zajęło zanim sens słów Eijiego dotarł do Ash'a, a gdy tak się stało głośny śmiech wydobył się z jego gardła, odzierając tą chwilę z wszelkich niepewności i niepokoju.
- Nie wierzę, że sam to o sobie powiedziałeś – rzucił, nie przestając się śmiać.
- Ktoś musiał – odparł wpatrzony w piękną, roześmianą twarz swojego chłopaka.
- Poczekałbyś jeszcze trochę, to może byś się doczekał.
- Mówisz serio czy droczysz się ze mną? - zapytał całkiem poważnie, oczekując całkiem poważnej odpowiedzi.
- Czy ty nie jesteś świadomy swojego wyglądu, Eiji? - odezwał się, na powrót wplatając palce w jego włosy.
- To znaczy? Co masz na myśli?
- To, że jesteś cholernie przystojny, Eiji – odpowiedział na tyle poważnie by wprowadzić swojego chłopaka w swoiste zakłopotanie. Zaczerwieniony uparcie wpatrywał się w wwiercające się w niego oczy Ash'a, które mógłby przysiąc posiadały dziwnie nadprzyrodzoną zdolność prześwietlania go na wylot, a przynajmniej takie odnosił wrażenie. - Czy twoje milczenie mam rozumieć jako odpowiedź przeczącą? - dopytał, gdy równie uparcie milczał zbyt zaabsorbowany tym wręcz nierealnym widokiem.
- Zaskoczył mnie użyty przysłówek – powiedział w końcu. Tak naprawdę zaskoczył go również towarzyszący mu epitet, co za pewne Ash wyczytał z jego spojrzenia gdyż po niespełna chwili usłyszał.
- Jesteś kiepskim kłamcą, Eiji.
- Tym lepiej dla ciebie – stwierdził z uśmiechem.
- To prawda... - przyznał, odwzajemniając uśmiech. Wahając się przez chwilę, zdradzał swoją postawą, że ma mu do powiedzenia coś jeszcze i po raz kolejny zaskakując Eijiego doborem wypowiedzianych słów, powiedział - gdy dowiedziałem się, że nie mieszkasz sam... przeraziła mnie myśl, że ta osoba może być dla ciebie kimś więcej niż tylko przyjacielem.
- Ash... - zaczął Eiji, ale przerwały mu jego kolejne słowa.
- W końcu ja sam będąc twoim przyjacielem, czułem, że to nie jest jedyne co nas łączy, że pomimo naszego... zachowania, nasza więź znacznie wykracza poza zwykłe ramy przyjaźni.
- Nie możesz porównywać mojej relacji z Jamiem do tego co... - nie dokończył, głos Ash'a rozległ się ponownie.
- Wiem... Teraz to wiem, ale zanim tu przyjechałem nawiedzały mnie myśli, że istnieje ktoś na tyle ci bliski by być w stanie pomóc ci zapomnieć o dawnym życiu i ostatecznie rozpocząć nowe, wypełnione spokojem, dalekie od okrucieństwa, którego doświadczyłeś będąc ze mną.
- Ash proszę...
- Muszę być naprawdę złym człowiekiem skoro nigdy tak bardzo nie czułem się szczęśliwy jak wtedy gdy zrozumiałem, że nikt taki nie istnieje, że to ja jestem tą osobą, która...
Tym razem ciepła dłoń Eijiego powstrzymała niesprawiedliwe w jego ocenie słowa Ash'a, skutecznie nie pozwalając im wybrzmieć.
- Nigdy nie mów o sobie w ten sposób, Ash. Nigdy nie myśl o sobie w ten sposób – odezwał się, przyciskając dłoń do jego ust. - Uważasz, że moje odczucia byłyby inne, że gdybym był na twoim miejscu nie czułbym tego samego co ty? Jeżeli z tego powodu nazywasz siebie złym człowiekiem, ja wcale nie jestem lepszy. Świadomość, że jestem dla ciebie najważniejszą osobą, bez której nie wyobrażasz sobie przyszłego życia, zrodziłaby we mnie...
- Jesteś taką osobą, Eiji – głos Ash'a przebił się przez barierę, docierając do jego uszu.
- W-więc... - próba odpowiedzi zakończyła się klęską. Oczywiście, że był świadomy skali jego uczuć, tego, że nie ma w jego życiu nikogo ważniejszego od niego, ale ta wyjątkowa chwila, wyjątkowe słowa wypowiedziane w ten wyjątkowy wieczór spotęgowały wszystkie wypełniające go emocje i uczucia względem Ash'a.
Dotknąwszy dłoni Eijiego, którą przez cały ten czas przyciskał do jego twarzy odsunął ją na tyle by wyraźne brzmienie jego głosu wydobyło się z jego gardła. Jednak to Eiji był tym, którego głos rozległ się jako pierwszy.
- Wesołych świąt, Ash.
Z pozoru zwykłe, można by rzec oklepane i pospolite życzenia wywołały w Ash'u nietypowe i z pewnością niebanalne uczucia. Zaledwie dwa tygodnie temu miejsce, do którego należał, z którego pragnął się wyrwać, uciec przed pisanym mu przeznaczeniem i na przekór wszystkiemu związać swoje życie z tą jedną, wyjątkową osobą, która zmieniła postrzeganie wszystkiego co do tej pory doświadczył zarówno tego złego jak i dobrego, zastąpiła ta trwająca właśnie w tym momencie chwila, chwila zwiastująca nieodwracalne zmiany w jego umyśle, sercu i duszy. Czuł wszechogarniające ciepło, wszechogarniającą miłość i przekonanie, że nic z tego co w tej chwili doświadcza nie jest iluzją, że Eiji jest obok i ten cudowny uśmiech na jego twarzy ma swoje źródło w nim samym, że to on jest powodem skrywanej w nim szczerości, radości i spełnienia. Pochłonięty przez głębię jego ciemnych oczu, zdezorientowany wpatrywał się w tak dobrze znajome mu rysy twarzy i nie w pełni świadomy, czując jak jego niespokojne serce potęguje wszystko to co w tej chwili przeżywa, poddał się tej niezwykłej świątecznej aurze mówiąc cicho...
- Wesołych świąt... Eiji.
"Teraźniejszość jest jedyną rzeczą, która nie ma końca."
Erwin Schrödinger
Wesołych Świąt ?
Tym z Was, którzy ich nie obchodzą lub świętują cokolwiek innego – beztroskich nadchodzących dni!
