Rozdział 5: Pierwsza lekcja eliksirów
— Zdajesz sobie sprawę, że wszyscy się na ciebie gapią?
Harry wzruszył ramionami i usadowił się na swoim miejscu w klasie eliksirów, po czym wstał, poprawił się i usiadł ponownie, tym razem poprawnie. Dash narzekał, że Harry usiadł mu na ogonie.
Cóż, nie kładź ogona na moim tyłku, a tak się nie stanie — powiedział mu Harry, co sprawiło, że Dash syknął i wsunął głowę pod kołnierz szaty Harry'ego. Chłopiec zauważył już, że robił to, kiedy był nadąsany.
Nie dąsam się. Nigdy tego nie robię.
Tylko ktoś nadąsany mówi w ten sposób — odparł Harry. Dash zacisnął szczęki i położył głowę na karku Harry'ego. Harry westchnął i pogłaskał gardło Dasha. Wciąż przyzwyczajał się do posiadania węża i kogoś, kto mógł mu odpowiedzieć i wydawał się chcieć go chronić.
Czy brakuje ci ludzi, którzy chcą cię chronić? Dash pozwolił swojej głowie zwisać po przeciwnej stronie szyi Harry'ego, podczas gdy ten wyjmował swój kociołek i książki. Harry zatrzymał się, by jeszcze raz go trochę przemieścić. Dotyk łusek na płatku ucha łaskotał go.
Nie sądzę, żeby o to chodziło — powiedział Harry. Od razu do głowy przyszedł mu Dumbledore, Weasleyowie, Hermiona i McGonagall.
Ale nie myślisz o swoich mugolach, kiedy to robisz. Dash wyciągnął się trochę, niecierpliwie, wokół uszu Harry'ego i czubka jego głowy. Muszę się nad tym zastanowić i zobaczyć, co da się zrobić.
Wszelkie obawy Harry'ego związane z sugestią Dasha zniknęły, gdy Snape wkroczył do sali i zajął miejsce na przodzie klasy. Potem Harry musiał się martwić strachem, który zawsze odczuwał, gdy Snape był w pobliżu. To prawda, że Snape zachowywał się przyzwoicie w stosunku do Dasha zeszłej nocy, ale Harry uznał, że to dlatego, że Dash był wężem i był zaskoczony. W końcu był zdenerwowany jakieś piętnaście minut później.
— Można by pomyśleć, że nikt nigdy wcześniej nie widział węża. — Snape wypowiedział tę uwagę w powietrzu nad głowami swoich uczniów.
Natychmiast niektórzy odwrócili się tak, że skierowani byli twarzą do przodu klasy. Harry rozpaczliwie zagryzł wargę, powstrzymując śmiech. Skazałoby go to na szlaban. Tylko Malfoyowi mogłoby ujść to na sucho w trakcie lekcji eliksirów, a było tak, ponieważ według Snape'a Malfoy był geniuszem w tym przedmiocie.
Ale potajemnie był trochę wdzięczny, że Snape mu pomagał, a przynajmniej sprawił, że inni przestali się na niego gapić. Dash był wart każdego spojrzenia, ale Harry myślał, że za jakiś czas będzie to dla niego za dużo, tak jak w zeszłym roku.
Wydają się nie ufać wężom, wężomowie i innym gadom. Dlaczego?
Harry posłał w jego stronę wyraźny obraz Voldemorta takiego, jakim go widział z tyłu głowy Quirrella, ale nie odważył się przeprowadzić cichej rozmowy z Dashem, ponieważ Snape patrzył prosto na niego.
— A pan, panie Potter, nie powinien pozwolić, aby wąż odwracał twoją uwagę od warzenia lub spowodował jakiekolwiek wypadki ze składnikami.
To była łagodna nagana, przynajmniej w porównaniu z niektórymi, które Snape zwykle mu dawał. Harry tylko skinął głową i powiedział:
— Tak, proszę pana.
Snape uniósł brwi i odwrócił się, machając różdżką tak szybko, że słowa zdawały się wyskakiwać z niej i zakrywać tablicę. Harry odgarnął ogon Dasha lewą ręką i zaczął je zapisywać.
— Instrukcje znikną za dziesięć minut — powiedział gładko Snape, a Harry'emu wydawało się, że dostrzegł uśmiech na jego twarzy w chwili, gdy łomotanie kociołków zmieniło się w gorączkowe pisanie formuł.
Harry zaczął pisać szybciej i zignorował Rona, który trząsł się w tłumionym oburzeniu obok niego. Mogli pracować razem, tak jak zwykle, i jeśli jeden z nich miał dobrą kopię notatek, mogli uwarzyć eliksir.
Albo możesz mnie zapytać — zaproponował Dash. Mogę zapamiętać formuły, a potem możesz sięgnąć i dotknąć moich wspomnień tak, jak ja dotykam twoich i zobaczyłbyś notatki tuż przed swoimi oczami.
Harry miał właśnie zapytać, w jaki sposób Dash mógł czytać po angielsku. Sądził, że Dash rozumie angielski tylko dlatego, że Harry go rozumiał, a to oznaczało, że nie byłby w stanie przeczytać czegoś, czego nie czytał razem z nim - ale teraz zastanowił się nad tym. To był naprawdę dobry pomysł.
Ale spojrzenie Snape'a było wbite w niego i Harry wrócił do pisania, mówiąc Dashowi: Nadal muszę robić notatki, bo inaczej pomyśli, że mnie rozpraszasz. Ale dam ci znać, jeśli nie będę mógł przeczytać czegoś co napiszę i będziesz mógł mi pokazać formuły.
Dash syknął cicho, zadowolony, a kilka dziewczyn z Gryffindoru, które nie były Hermioną, wzdrygnęło się. Ramiona Hermiony zesztywniały. Harry prawie słyszał, jak mówi: "Naprawdę", ale oczywiście nie miała zamiaru odzywać się w czasie lekcji eliksirów.
Ale cisza panowała tylko do końca szalonego przepisywania instrukcji. Harry pomyślał, że Snape wyglądał na lekko rozczarowanego tym, że większość jego uczniów zakończyła przepisywać całą formułę, a potem ludzie zaczęli wstawać i przynosić składniki. Harry wstał, a Lavender Brown poruszyła się, blokując mu drogę do schowka. Harry skrzyżował ramiona i upewnił się, że nie wyglądał jakby był pod wrażeniem.
— Harry, musisz o tym pomyśleć — wyszeptała Lavender i brzmiało to tak, jakby błagała. — Nie zastanowiłeś się nad tym, inaczej nigdy nie przyprowadziłbyś węża na zajęcia. Węże są niebezpieczne. I są symbolem Slytherinu, a to oznacza, że Gryfoni nie powinni mieć…
— Panno Brown, spodziewam się, że już zaczełaś eliksir. Zmarnowałaś pięć minut na kręceniem nadgarstkiem, zamiast zapisywania formuły.
Harry uważał, żeby jego szczęka nie opadła, kiedy Snape pojawił się za Lavender i jej to powiedział, ale udało mu się to tylko dlatego, że głowa Dasha była wygodnie schowana pod jego szczęką i nie mógł nią ruszyć. Co się do cholery działo? Czy Snape go bronił?
Wydajesz się przerażony, że mógłby to zrobić — powiedział Dash z tyłu jego głowy, wysuwając język tak, że tym razem musnął szyję Harry'ego. Harry nie podskoczył, ale tylko dlatego, że Snape tam był i już go zganił za to, że daje się rozproszyć Dashowi. Przydałoby się więcej ludzi do pomocy i obrony.
Tak, ale tylko jeśli naprawdę chcą mnie chronić, a nie jeśli robią to tylko po to, by zniszczyć kogoś innego, a potem odwrócić się i zranić mnie później — pomyślał z goryczą Harry, przypominając sobie niektórych swoich nauczycieli ze szkoły podstawowej. Bronili go przed Dudleyem, ale tylko dlatego, że go nie lubili. Kilka dni później zupełnie zapominali o Harrym.
Muszę dowiedzieć się, gdzie mieszkają twoi mugole.
Lavender już uciekła, a Snape spoglądał uważnie na Harry'ego. Potrząsnął głowa.
— Może pan iść do schowka, panie Potter, a nie stać tutaj, tak jakbyś nigdy nie wiedział kociołka — powiedział.
Harry pochylił głowę i odbiegł, wykręcając swój nadgarstek, jakby również go bolał. Było to lepsze od zrobienia czegoś, co zdradziłoby, o czym naprawdę myślał.
Oznaczało to, że Snape czasami nie był taki zły, ale Harry nadal nie mógł mu zaufać, ponieważ było to "czasami".
OoO
Draco westchnął i pokręcił głowa, odsuwając się od stołu, gdy Vince wrócił z niewłaściwym składnikiem.
— Nie używamy dzisiaj kapeluszy z grzybów Amanita — wyjaśnił tak uprzejmie, jak tylko mógł. — Nie zauważyłeś tego w instrukcjach?
Vince potrząsnął głową i położył garść składników na blacie, przyciskając je dłonią tak, że większość z nich zmieniła się w zieloną papkę. Draco wiedział, że profesor Snape nic nie powie, ponieważ Vince był Ślizgonem, a profesor Snape po prostu utknął ze Ślizgonami, ale sam Draco trochę skrzywił się, widząc marnowanie cennych roślin.
— W takim razie sam pójdę po składniki — powiedział Draco i był dumny ze swojej mądrości.
Potter nie wrócił jeszcze z własnym naręczem niezbędnych rzeczy. To była idealna okazja, żeby na niego wpaść i poobserwować jego interakcje z bazyliszkiem, a może uda mu się porozmawiać trochę z Potterem w sposób, który sprawi, że sam będzie miał własnego bazyliszka.
Vince skinął głową, ale nic nie powiedział. Draco westchnął. Czasami zazdrościł ludziom z innych Domów, którzy mogli rozmawiać z najbliższymi sobie osobami. Ale Vince i Greg mieli inne zalety, które rekompensowały brak rozmów.
Wszedł do schowka z zapasami i zobaczył, jak Potter wyciągał właśnie z półki ostatni słoik diamentowego pyłu. Natychmiast spojrzał na Draco i przewrócił oczami, kierując się do drzwi, mijając go.
— Potter, zaczekaj — powiedział Draco.
Starał się, aby jego głos był spokojny, gładki. Głos, którego używał jego ojciec, kiedy zamierzał powiedzieć Draco, że nie może mieć czegoś specjalnego, czego pragnął. Uważał, że postarał się przyjmując taki ton, ale Potter wciąż patrzył na niego przez ramię z wyrazem niedowierzania.
— Po co? — zapytał Potter. — Zamierzasz mnie obrazić, a ja nie rozumiem, dlaczego miałbym stać i pozwalać ci na to.
Bazyliszek syknął. Draco miał nadzieję, że nie wyglądał na zbyt zazdrosnego. Bazyliszek w większości znajdował się na ramionach Pottera, ale pod szatami Gryfona pojawiła się fala, co sugerowało, że ciało gada znajdowało się również tam. A Potter po prostu stał sobie, nosząc go tak swobodnie i wygodnie, jakby naprawdę nie miał się czym martwić.
Draco chciał tej swobody. Chciał mieć bazyliszka. Chciał być wężoustym, by udowodnić, że jest najlepszym Ślizgonem; wtedy starsi uczniowie mogli przestać rzucać mu te protekcjonalne spojrzenia, a inni mogli przestać mamrotać o tym, że Draco nie odziedziczył żadnej wspaniałości starej krwi Blacków.
Chciał tego tam mocno, że pozwoliło mu to nie obrażać Pottera. Potrząsnął tylko głową i zapytał:
— Czy myślisz, że moglibyśmy… moglibyśmy być trochę inni?
Już raz poprosił Pottera o bycie przyjaciółmi. Nie zrobi tego teraz. To był tylko mały krok, a jego ojciec powiedział, że nie można poświęcać całej swojej dumy dla czegoś małego.
Potter przez sekundę wpatrywał się zdziwiony w Draco, a potem parsknął. Parsknął. Draco poczuł, że pieką go policzki. Ugryzł się w język, żeby nie powiedzieć czegoś w stylu: "Powiem ojcu!". Potter oczekiwał, że to powie. Draco musiał zrobić coś nieoczekiwanego.
— To jest ta część, w której mówisz mi, że popełniłem błąd, wybierając Gryffindor, Rona i Hermionę oraz całą resztę? — Potter pokręcił głową, jakby to była nowa moda. — Nie. Kocham Dasha i cieszę się, że go mam, ale to nie sprawi, że moi przyjaciele mnie odrzucą tylko dlatego, że mam bazyliszka. I nie jestem inną osobą, ponieważ go mam. — Bazyliszek znów syknął, a Potter uniósł rękę i podrapał z roztargnieniem zwój węża, który znajdował się na górze jego koszuli. — Nie masz więc racji, Malfoy. Nie ma powodu, bym mówił, że masz rację.
— Nie zamierzałem tego powiedzieć! — warknął zdenerwowany Draco. Wszystko szło źle. — Chciałem powiedzieć, że ty… że nie wybrałeś swojego Domu, a ja… może się myliłem, mówiąc, że wszyscy wartościowi czarodzieje trafiają do Slytherinu.
Tak. To było ustępstwo i nawet ktoś taki jak Potter powinien móc to zobaczyć i podziwiać Draco za to, co zrobił.
Ale z jakiegoś powodu Potter znów uśmiechnął się do Draco.
— Nie mogłeś wybrać swojego Domu, ale ja wybrałem swój — powiedział. — Może powinienem ci za to podziękować. Bez ciebie Tiara umieściłaby mnie w Slytherinie. Ale wiedziałem, że tam jesteś i nie chciałem iść do tego samego domu co oślizgły dupek. Powiedziałem więc, żeby umieściła mnie gdzie indziej. Wybrałem Gryffindor. — Pochylił się w kierunku Draco i wyszeptał, mrugając. — Więc nadal się mylisz, Malfoy.
Draco wpatrywał się w niego. Chciał otworzyć usta i powiedzieć coś jeszcze, ale czuł się tak, jakby ktoś skleił mu wargi. Potter wzruszył ramionami i znów zaczął odchodzić.
— Nie powiedziałeś tego Tiarze — powiedział nagle zły Draco. To było kolejne kłamstwo, kłamstwo, które Potter zmyślił, żeby wydawać się wyjątkowy! Tak musiało być! Dlaczego Potter to robił? Musiał nienawidzić Draco o wiele bardziej, niż Draco sądził. — Nie powiedziałeś Tiarze czegoś takiego. Jesteś w Gryffindorze, bo twoi rodzice w nim byli.
— Powtarzaj to sobie.
Bazyliszek wysunął język w kierunku Draco, który pomyślał, że może nawet on się z niego śmieje.
— Nie miałeś być w Slytherinie!
Draco zrobił duży krok do przodu. Dzień wcześniej złapałby Pottera za ramię i odwrócił go, by stanął z nim twarzą w twarz. Ale bazyliszek obserwował go w sposób, który sprawił, że Draco nagle zaczął obawiać się żółtego blasku pod tymi przezroczystymi powiekami. Tak łatwo byłoby bazyliszkowi podnieść je…
— Nie musisz mi wierzyć, Malfoy. Możesz dalej zachowywać się tak głupio, jak zawsze. — Potter zatrzymał się i odwrócił się zgrabnie, by na niego spojrzeć. — Ale ja znam prawdę.
Draco zaczął coś mówić. Nie sądził, że to, co wyjdzie z jego ust, będzie miało znaczenie. Tak czy inaczej musiał powiedzieć coś, co wyciągnęłoby go z tej sytuacji i udowodniło, że Potter się mylił.
— Potter, Malfoy.
Głos profesora Snape'a dobiegł z progu schowka z zapasami, a Draco podskoczył i odwrócił się, by zebrać potrzebne rzeczy. Ale głos profesora znów przełamał ciszę:
— Przestaniesz.
Draco odwrócił się powoli z rękami w powietrzu. To była automatyczna reakcja, gdy usłyszał profesora Snape'a mówiącego w ten sposób. Potter położył rękę na głowie bazyliszka i wpatrywał się intensywnie w te zamknięte oczy. Draco przełknął ślinę. Zastanawiał się, czy wąż zamierzał na niego spojrzeć. Ale Potter nie patrzył na niego, a bazyliszek chwilę później położył głowę po drugiej stronie szyi Pottera, więc trudno było powiedzieć.
— Tak, profesorze? — powiedział Potter, a Draco był pewien, że nie był jedynym, który mógł usłyszeć pewne pytanie w głębi tego tonu.
Draco spojrzał na swojego Opiekuna Domu. Wzrok Snape'a był utkwiony w Potterze, a na jego twarzy pojawił się wyraz, którego Draco nigdy wcześniej nie widział i nie mógł zidentyfikować. Sekundę później profesor Snape spojrzał na niego. Draco spuścił wzrok i przełknął ślinę. Czuł się wyjątkowo nieswojo.
— Powinniście zebrać składniki i wrócić do klasy kilka minut temu - powiedział w końcu profesor Snape, a jego głos znów przyjął ten straszny tnący jak bicz ton. — Panie Malfoy, zrobisz to natychmiast. I będziesz trzymać się z dala od Pottera.
Draco zamrugał, ale nic nie powiedział, chwytając odpowiednie fiołki, gałązki i mchy. Wiedział, że profesor Snape odmówił mu wyjaśnienia i profesor miał rację.
Ale wciąż trudno było wyjść stamtąd i zastanawiać się, czy nie stracił swojej najlepszej szansy na posiadanie własnego bazyliszka.
OoO
— Czy twój wąż ma zamiar spojrzeć swoim nieosłoniętym wzrokiem na Malfoya? Powiedz mi prawdę.
Severus wypowiedział te słowa, ponieważ musiał, ale jego prawdziwym powodem w tej chwili było intensywne studiowanie Pottera. Potter stał z ręką na szyi bazyliszka, a jego spojrzenie zdawało się być utkwione w rąbku własnej szaty. Jednak uniósł wzrok, kiedy Severus dokończył pytanie i potrząsnął głową.
— Nie pozwolę mu spojrzeć w ten sposób na nikogo — powiedział. — Byłem po prostu zirytowany, a Dash przesuwał się do boku mojej głowy, ponieważ on również był zirytowany.
Severus skrzywił się. Trudno było powiedzieć, ile z tego było prawdą. Z jednej strony wiedział, że Potter regularnie go okłamywał i nie lubił Draco.
Z drugiej strony prawdą było również, że Draco czasami antagonizował Pottera, a Severus nie miał dowodu na to, że bazyliszek chciał zabić spojrzeniem Draco. Po pierwsze istniały lustra, które zaczarował Dumbledore, które wciąż unosiły się milcząco w powietrzu, a Severus ufał zaklęciom dyrektora na tyle, by wiedzieć, że byłyby bardziej poruszone, a przynajmniej wibrowałyby, gdyby Draco znalazł się w poważnym niebezpieczeństwie.
— Jest coś, o czym powinieneś wiedzieć, Potter — powiedział Severus.
— Tak, proszę pana?
Potter patrzył teraz na łuski bazyliszka, przesuwając jednym palcem po delikatnych płytkach. Może w tej chwili rozmawiał z wężem. Ponieważ nie musiał mówić na głos w wężomowie, Severus nie miał pojęcia, czy tak było. Wiedział tylko, co mógł dalej ciągnąć i miał wrażenie, że Potter nie chciał skrzywdzić Draco.
— To nie zmienia mojego stosunku do ciebie — powiedział Severus. — Nie mam zamiaru nagle traktować cię jak kogoś wyjątkowego, bo masz zwierzaka, który może nas wszystkich zabić. Twoje czyny wciąż mogą nas wszystkich zabić.
Głowa Pottera podskoczyła do góry i tym razem skupił się na Severusie zamiast na wężu, co ucieszyło Snape'a. Oczy chłopca były szeroko otwarte.
— Co masz na myśli? Proszę pana — dodał chwilę później, chociaż Severus nie zmienił wyrazu swojej twarzy.
— Zostaniesz zabity, zanim będziesz mógł stawić czoła Czarnemu Panu.
Wyraz twarzy Pottera w jednej chwili zmienił się w beznamiętny.
— Tak, rozumiem — powiedział. — Wiem, że muszę się z nim zmierzyć, proszę pana. I o Syriuszu Blacku. Jeśli Syriusz Black mnie zabije, nie zostanie nikt, kto mógłby zabić Voldemorta.
Machnął jedną ręką na Severusa i chciał przejść obok niego, idąc z powrotem do klasy. Jego ramiona wciąż były pełne składników.
Severus stanął przed nim, gdy przechodził obok. Potter spojrzał na niego, tak jakby chciał mieć zabójcze spojrzenie bazyliszka.
— Posłuchaj — syknął i brzmiał tak, jakby mówił na co dzień wężomową. — Wiem, że moje pokonanie go jest ważne, okej? Wiem, że tak jest. Wiem, że ludzie na mnie liczą. Wiem, że nie mogę po prostu wyjść i polować na Syriusza Blacka. Ale teraz mam kogoś, kto mnie ochroni, więc możesz przestać się bać, że umrę, zanim będę musiał uratować wasze tyłki.
— Język — powiedział Severus, ale zawahał się.
Nie spodziewał się, że Potter zareaguje w taki sposób na sugestię Severusa - raczej oczekiwał, że z zadowoleniem zgodzi się ze specjalnym statusem Chłopca-Który-Przeżył, przytaknie mu i wyjdzie z pokoju.
Severus musiał teraz zdecydować, co zrobić z tą nieoczekiwaną informacją i działaniami, zanim inni uczniowie zaczną wchodzić do schowka, szukając swoich składników.
— Świadomość, że jesteś związany z bazyliszkiem i mogłeś być Ślizgonem, zmienia wszystko — powiedział Severus, zanim zdążył się powstrzymać. — To nie tylko sama obecność bazyliszka.
Potter ponownie spojrzał na niego, a Severus rozkoszował się wyrazem jego oczu. Powinien wyglądać na równie zdezorientowanego jak każdy trzynastolatek w klasie Severusa, a nie jak cyniczny dorosły.
— Pomyśl o tym — rozkazał Severus, po czym wymknął się do klasy, zanim Longbottom mógł spowodować kolejną katastrofę.
Potter powoli podążył za nim. Severus kilka razy poczuł na sobie wzrok chłopca, gdy zaczął warzyć, nawet pomimo szeptanych próśb Weasleya i Granger, by przestał to robić.
Niech się zastanawia — pomyślał Severus. Nawet on nie był pewien, jak powinien się dzisiaj zachowywać, tak samo jak nie był pewien, jak bazyliszek chłopca ostatecznie zmieni kształt wojny.
Wiedział tylko, że tak się stanie, a teraz będzie graczem w tej rozgrywce. Nie pionkiem.
Nie, jeśli mogę w tym pomóc.
