1981 b

– W porządku? – Zaniepokojony Frank ścisnął rękę Albusa. Starszy czarodziej pokiwał głową, chociaż wszystkie zmysły podpowiadały mu, że nic nie było w porządku.

Było prawie pewne, że w niewielkim kornwalijskim domku znajdującym się za drewnianym parkanem, za którym się kulili, rezyduje Nagini. Niewytłumaczalna intuicja podszeptywała, że wewnątrz musi być też Athena. Albus czuł niepokój na myśl o spotkaniu z żoną. Minęło tyle lat, odkąd widział jak trafia ją paraliżujące zaklęcie… Wtedy nie miał w sobie sił, by ją zabić, by skonfrontować z nią wszystko. A dziś? Czy był w stanie ją pokonać i oddać w ręce dementorów, by mogła opowiedzieć całą swoją historię na oficjalnym przesłuchaniu?

– Jest pan prawie zielony na twarzy, profesorze. – Frank wyraźnie lękał się o powodzenie ich misji. Auror nie wiedział o tym, że oprócz Malediktusa znajdą tam też wiedźmę, uważaną za najgorszą okrutnicę XX wieku, dzielącą ten tytuł jedynie z lady Voldemort.

– Ominęła mnie uczta z okazji Nocy Duchów – wymruczał Albus, nagle zaatakowany przez wyrzuty sumienia. Ach, pamiętał to rozczarowanie na twarzy Minerwy i już wyrzucał sobie, że zgodził się szukać Nagini akurat dziś. Lecz było też coś jeszcze.

Minerwa nie blokowała vinculum, pewnie chcąc wyłapać wszystko z jego strony, ale to oznaczało, że wyczuwał jej dziwny… dyskomfort. Jej emocje były dziwnie wypaczone… ale Albus mógł przysiąc, że oprócz oczekiwanej tęsknoty, niepewności i niepokoju, Minerwa walczy też z typowo fizyczną słabością… jak ból głowy i mdłości… W istocie, nie wyglądała najlepiej, kiedy ją dziś zobaczył w swoim gabinecie – bledsza niż zwykle cera powinna go zaalarmować.

– Profesorze. – Frank znów zacisnął palce na przedramieniu Albusa.

Z domku wyszła niezbyt wysoka kobieta, z koszem na pranie. Albusa zaskoczyło, że wyglądała prawie dokładnie tak jak wtedy, kiedy ujrzał ją pośród megalitów Stonehedge. Jej proste włosy były wciąż czarne, orientalnych rysów nie znaczyły żadne zmarszczki, a jej turkusowa sukienka była opięta i lśniła jak skóra węża…

– Drętwota! – Frank w imponującym skoku przesadził parkan, atakując jako pierwszy. Niewielu czarodziejów w takim zaskoczeniu wyszłoby z tego ataku bez szwanku, ale Nagini przemieniła się, zaklęcie zamiast trafić ją, rozsadziło pusty kosz na pranie.

Wąż przeturlał się po ziemi. Kiedy Frank stanął do walki, Nagini miała już różdżkę w dłoni i była gotowa się bronić. A bronić się umiała. Albus musiał prędko zniszczyć drewniane ogrodzenie, by wspomóc aurora, bo o ile Longbottom nie miał na celu jej zabić, ona nie miała żadnych skrupułów. Zielony promień zaklęcia uśmiercającego przeplatała z zmyślnymi klątwami. Poruszała się płynnie, szybko, teoretycznie stojąc w miejscu, ale w istocie powoli cofając się do drzwi niepozornego budynku.

Frank zrozumiał, że nie mogą pozwolić jej skryć się w domu, bo stamtąd miała szansę bardzo im zaszkodzić. Nie mógł wiedzieć, że Nagini prawdopodobnie chce złapać Athenę i uciec z nią gdzieś daleko. Auror atakował zaciekle – jeden z jego czarów trafił Nagini w obojczyk, zostawiając paskudny, wypalony ślad. Wężowa kobieta zasyczała z bólu i posłała w ich stronę Impedimentę. Albus obrócił się zbyt wolno… zaklęcie musnęło jego bok… jego ciało zwalniało, dramatycznie tracąc rozpęd. Był odsłonięty.

– Avada Kedavra! – Nagini precyzyjnie wymierzyła, jej ciemne oczy zalśniły w triumfie. Albus zdążył na moment zamknąć oczy… przecież to nie mogło tak wyglądać… z dala od Minerwy…

Gdy srebrnowłosy czarodziej otworzył oczy, martwe ciało Franka Longbottoma już padało na ziemię. Auror poświęcił się. Uratował Albusowi życie. W typowo gryfońskim, brawurowym akcie odwagi oddał na rzecz Albusa to, co miał najcenniejsze.

– Nie, Frank! – Albus czuł łzy napływające do oczu, na myśl o tym, że Longbottom był jeszcze taki młody, że dopiero urodziło mu się dziecko… które już nigdy nie pozna ojca…

Zimna furia zalała Albusa, gdy przeniósł wzrok na Nagini. Czarownica odruchowo użyła zaklęcia tarczy, ale już pierwsze zaklęcie Albusa roztrzaskało jej defensywę. Przeszła więc do ataku.

Umiejętności pojedynkowe Nagini były imponujące, co nie dziwiło, zważywszy, że ta kobieta miała możliwość obserwować zarówno Athenę, jak i lady Voldemort. Lecz pod względem mocy, nie mogła równać się z Albusem. Jego zaklęcia były prostsze, ale silniejsze, a tego Nagini nie brała pod uwagę. Zaskoczył ją, kiedy strumień wody z jego różdżki zdołał zbić ją z nóg. Wciąż wściekły na śmierciożerczynię za śmierć Franka, Albus posłał w jej stronę wyjątkowo silną Drętwotę. Czerwony promień trafił Nagini w pierś, posyłając ją aż na ścianę. Rozległ się złowieszczy trzask, kiedy głowa kobiety z impetem uderzyła w mur. Jej ciało opadło na ziemię.

Dumbledore na moment zamarł, ale potem ruszył ku śmierciożerczyni. Zatkał dłonią usta, by nie krzyczeć, gdy zobaczył krew wypływającą spod głowy Nagini. Kopnął w krzaki jej różdżkę i uklęknął, usiłując namierzyć krwawienie. Miał pewne obawy, że Nagini zmieni się w węża i zdoła jeszcze go zaatakować jadowitymi kłami, ale musiała być już zbyt słaba. Umierała, to było jasne. Mimo wszystko, Albus czuł się okropnie, że to on jest odpowiedzialny za tą kolejną… nieubłaganą… śmierć.

– Bella… och… Bella – wyszeptała Nagini, zanim skonała. Nieco zdumiony tym, że Malediktus w chwili śmierci przywołała imię, które kojarzyło się Albusowi jedynie z dawną panną Black, a obecnie śmierciożerczynią Lestrange, czarodziej odsunął się od ciała Nagini.

Jego ręce były brudne od krwi, ale on wiedział, że poczucie nieczystości sięga głębiej, do śmierci, którą przed chwilą zadał. Zablokował to, by Minerwa nie wyczuła jego skonfliktowanych uczuć przez vinculum. Nie chciał jej martwić. Wyjaśni jej wszystko, kiedy wróci. Ona zrozumie jego żal, pomoże mu przez to przejść. W jakiś okrutny sposób, Minerwa lepiej radziła sobie z tym, ile osób zabiła. Chociaż z drugiej strony, ona mogła kumulować w sobie te emocje. A one musiały kiedyś eksplodować i zamienić się w pustkę, tak jak wtedy, podczas wojny.

Albus podszedł do drzwi domu. Były otwarte, wystarczyło je pchnąć. Mocno ściskając różdżkę w dłoni, czarodziej wszedł do środka. Korytarz nie wyróżniał się niczym – ot, zwykły mugolski dom, z tanimi reprodukcjami znanych obrazów na ścianach. Albus ostrożnie ruszył ku bardziej otwartej przestrzeni, która musiała pełnić kiedyś rolę salonu.

Całe jego ciało przeszedł zimny dreszcz, gdy zobaczył, że pod oknem ustawiono wysokie łóżko, na którym leżała nieruchoma postać. Walcząc z niepewnością i lękiem, Albus podszedł do kobiety, która była jego żoną.

Athena nie wyglądała dobrze, gdy widział ją po raz ostatni, w lesie na granicy włości McGonagallów. Lecz teraz wyglądała nieporównywalnie gorzej. Z jej skóry zniknął wszelki kolor – cerę miała szarą, prawdopodobnie pergaminową w dotyku. Jej włosy były suche i rozłożone na poduszce tak, że widział jak od głowy odchodzą siwe pasma, wypierając nijaki blond. Była bardzo chuda, chociaż Nagini musiała odżywiać ją dożylnie miksturami i wzmacniać zaklęciami. Policzki czarownicy były zapadnięte, oczy zamknięte. Oddychała bardzo płytko, prawie niedostrzegalnie. Nie mogło zostać jej wiele życia.

Klątwa, którą na nią rzucono, była szalenie skomplikowana i musiała narodzić się jedynie w skażonym złem umyśle lady Voldemort. Albus poświęcił kilka miesięcy na studiowanie tego rodzaju magii, gdy tylko zrozumiał, że jego konfrontacja z Atheną jest konieczna. Zdumiało go, że czar Czarnej Pani był udoskonaloną wersją klątwy Gellerta rzuconej na Theresę McGonagall. Albus nie wyruszyłby dziś z Frankiem, gdyby nie był pewien, że jest w stanie wybudzić Athenę.

Rytuał wymagał wiele energii i był bardzo wyrafinowany, lecz na szczęście nie zabierał wiele czasu. Albus w maksymalnym skupieniu kreślił Czarną Różdżką skomplikowane wzory, nucąc starożytne inkantacje, nie pozwalając, by cokolwiek go rozproszyło. Czas na pytania i wątpliwości nadejdzie na procesie.

Ile razy obserwował budzącą się Athenę? Ile razy ona otwierała oczy w jego ramionach? Miał okropne deja vu, gdy jej oddechy zrobiły się głębsze, gdy jej dłonie drgnęły, usta zadrżały, a powieki wreszcie uniosły się. W pomieszczeniu było ciemno… dlatego nie mrugała zbyt długo. Albus specjalnie stał dalej, by nie widziała jego twarzy natychmiast po odzyskaniu przytomności. Dał jej czas, by poruszyła lekko ręką, nogą. Zaskoczyła go, podnosząc się w jednym, szybkim ruchu. Kiedy usiadła, zobaczyła go.

Jedynie uczucie, jakie ujrzał na jej twarzy to rezygnacja. Zastanawiał się, czy tak to sobie wyobrażała? Czy przypuszczała, że to on będzie pierwszą osobą, którą ujrzy po wybudzeniu z wieloletniego marazmu i paraliżu? Zatem nie wyobrażała sobie na jego miejscu raczej Nagini? Albo Louie?

– Al… Albus? – Trudno było jej wydobyć z siebie głos, ale to go nie dziwiło. Zastanawiając się, czy właśnie nie daje jej broni do ręki, przywołał szklankę i napełnił ją wodą.

Ujęła ją ostrożnie, nie dotykając jego palców. Wypiła całą wodę. Jej nijakie oczy szarego koloru wpatrywały się w Albusa. Przypuszczał, że po jego prawie całkiem srebrnej brodzie usiłowała odgadnąć, ile czasu minęło.

– Piętnaście lat temu byłem świadkiem, jak Morrigan zginęła z ręki lady Voldemort, jak Czarna Pani rzuciła na ciebie paraliżującą klątwę – powiedział cicho.

Otworzyła szerzej oczy. Nie umiał stwierdzić, czy jej zdziwienie wynikało z faktu, że minęło tak dużo czasu, czy że przeżyła tak długo.

– Czy… czy Louie żyje? – spytała cicho, odkładając szklankę i zaciskając dłoń w pięść.

– Tak. Ale wstrzymaj się z resztą pytań. Lepiej, jak zostaniesz przesłuchana przez cały Wizengamot. – Albus obracał w palcach różdżkę, na wypadek, gdyby Athena nie zgodziła się i próbowała uciec. Lecz ona zrobiła coś nieoczekiwanego. Roześmiała się. Szaleństwo błyszczało w jej oczach.

– Hahahahaha. Albus Dumbledore, mija piętnaście lat, a on nadal jest najszlachetniejszym z dzielnych! Nadal wierzy, że okrutnicy powinni odpowiadać za swoje zbrodnie! Wciąż liczysz, że przed Wizengamotem nie można kłamać, tak?! Hahaha! – Z jej oczu płynęły łzy, gdy trzęsła się ze śmiechu.

Dreszcze atakowały ciało Albusa. Decydując, że powinien jak najszybciej wrócić do Hogwartu, do Minerwy, Albus wyczarował więzy wokół Atheny. Sznury oplotły jej tors, ale nie uciszyły jej maniakalnego chichotu.

– Skoro perfekcyjna Minerwa nie powiedziała prawdy przed Wizengamotem, to czemu ja miałabym? W końcu mam w sobie jej krew! Czemu miałabym?! Ach tak, bo w moich żyłach płynie też twoja szlachetna krew! – zawołała Athena, zanim Albus zdążył wyczarować knebel.

Dobór zaimka na moment go unieruchomił. Albus wpatrywał się w Athenę szeroko otwartymi oczami, a jego umysł już szukał usprawiedliwień: to było szaleństwo Atheny, to nic nie znaczyło, ona nie mogłaby, wszyscy wierzyli, przecież Albus z prawdziwej chronologii miał umrzeć… był gotów przyjąć każde wytłumaczenie, tylko nie to, które wynikało z tego jednego słowa: ,,twoja" krew.

Śmiech Atheny został zastąpiony przez cichy szloch. Z jej ust zaczęły wydobywać się nieskładne słowa:

– Okłamywałam cię przez cały czas… nigdy nie powiedziałam ci prawdy… nie możemy być małżeństwem… zniszczyłam wszystko… ale ona … grota… – Kobieta trzęsła się, mimo podtrzymujących ją więzów.

– Atheno, uspokój się. – Albus zmusił się do położenia dłoni na jej ramionach.

– Wiesz, ja naprawdę myślałam, że cię kocham. Dlatego… muszę powiedzieć ci wszystko. – Błaganie w oczach Atheny było straszliwe. Albus chciał zaprotestować, chciał rzec, że to powinno poczekać do procesu… ale Athena już zaczęła mówić:

– Urodziłam się w 2178 roku jako Athena Potter, córka Charlusa Pottera… młodszego i Minaury Potter, z domu… Dumbledore – rozpoczęła Athena.

Albus krzyknął, gdy dotarło do niego, że matka Atheny jako panieńskie miała jego nazwisko… co czyniło ją… albo potomkinią jego, albo Aberfortha… Minaura. Nawiązanie do Minerwy było oczywiste…

– Minerwa McGonagall i Albus Dumbledore byli moimi praprapraprapradziadkami. – Athena przymknęła oczy, z których swobodnie spływały łzy. Albus trwał nieruchomo, chociaż miał ochotę krzyczeć i płakać jednocześnie.

Zatem tamta Minerwa i tamten Albus mieli dzieci! Czy byli szczęśliwi? Tylko zaraz… Athena była jego potomkinią. Na Merlina! Jak ona mogła?! Przecież to było… byli przeklęci.

– Nie, nie, nie. – Potrząsnął głową, nie mogąc uwierzyć w te słowa.

Ale Athena zaczęła opowiadać i nic już nie mogło jej zatrzymać:

– Maleńka kuzynka, ta, która mnie przeniosła, była waszą dziedziczką w głównej linii. Nadali jej imię Minerwa, bowiem w naszym domu Minerwa McGonagall była najwspanialszą bohaterką, wzorem i heroiną. Minerwa młodsza była córką siostry mojego ojca, Laury Potter i brata mojej matki, Albariona Dumbledore. To właśnie Laura i Albarion mnie przygarnęli, i wychowali, gdy moja matka, Minaura, porzuciła mnie i uciekła z moim przyrodnim bratem, Aureliusem, synem Maplesa, kuzyna mojego ojca.

Dorastałam w rezydencji McGonagallów, gdzie wciąż mieszkali członkowie mojej licznej rodziny – moi dziadkowie, dalecy kuzyni… ten dom był zawsze pełen ludzi… bowiem moja rodzina łączyła się z Weasley'ami i Potterami, Longbottomami i Malfoy'ami. To sprawiało, że magiczne geny były wzmacniane… każde kolejne pokolenie było potężniejsze… zwykłe różdżki nie wystarczały, zatem moi dziadkowie rozpoczęli produkcję metalowych… reszta społeczeństwa tymczasem charłaczała… i kiedy miałam dwadzieścia dwa lata, zrozumiałam, że moja rodzina uzyskała monopol na magię.

Wszystko zaczęło się dokładnie tak jak tutaj. Albus zakochał się w Gellercie, ale Ariana zginęła i on długo nie mógł sobie z tym poradzić. Flammelowie mu pomogli, lecz prawdziwy spokój uzyskał dopiero w Hogwarcie. Tam został nauczycielem, a potem przyjacielem Minerwy McGonagall, Smoczej Wojowniczki, dziedziczki potężnego, szkockiego klanu.

Nie było Mordreda i Morrigan. Nie było bliźniaczek. Gellert osobiście zamordował Roberta i Clary, co dało początek wojnie. Podczas Balu Noworocznego Minerwa odrzuciła zaloty Toma Riddle'a i … skradła ci… tamtemu Albusowi pocałunek, ale szlachetność nie pozwoliła wam rozwinąć tej relacji.

Gdy Minerwa ukończyła Hogwart, została aurorem, najlepszym w historii ministerstwa. Początkowo była wysłana na francuski front, gdzie siała zamęt w szeregach wroga. Albus nic chciał, by ruszała na wojnę, on sam nie wierzył, by był w stanie mierzyć się z Gellertem. Minerwa uratowała Beauxbatons, a Spencer–Moon przesunął ją do służby wywiadowczej. Podczas misji, w której Moody stracił nogę, Albus i Minerwa… spędzili ze sobą noc… ale rano Minerwa wymazała Albusowi to wspomnienie, w mylnym przekonaniu, że on nie wybaczyłby sobie, że ją wykorzystał… choć tak naprawdę to był akt czystej miłości dwóch bratnich dusz, jak opowiadali mi wszyscy.

Minerwa, jako animag, dostała misję infiltracji Nurmengardu i zbadania, co dzieje się z setkami magów, którzy tam trafiali. Odkryła grotę, w której mordowano wszystkich, nie chcących przyłączyć się do Grindelwalda. Trafiała tam za pomocą szafy, nie znała lokalizacji groty. Minister nakazywał jej schodzić tam tak długo, aż odkryje dokąd prowadzą tulele wychodzące z groty.

W międzyczasie okazało się, że Minerwa jest w ciąży, jednak kontynuowała misję. Kiedy jednak po raz ostatni zeszła do groty… był tam Grindelwald. Udało jej się uciec i teleportować, ale dosięgły ją wrogie zaklęcia i była widziana przez Toma Riddle. W szwedzkiej głuszy pochowała swoje jedno nienarodzone dziecko. Nie wiedziała, że po tym, jak straciła przytomność, Elena Romanowa wyrwała z niej drugą córkę – bowiem Minerwa spodziewała się bliźniaczek.

Minerwa przez miesiące lizała rany w szwedzkiej głuszy, nie kontaktując się z nikim, a w tym czasie Gellert mordował coraz więcej ludzi w grocie. Kiedy wreszcie wróciła, zawarła umowę z Spencer–Moonem, że sprawa groty musi pozostać tajemnicą – bowiem nadal nie wiedzieli, gdzie się znajduje. Minister nie miał pojęcia o ciąży Minerwy. Mógł wiedzieć tylko Tom Riddle i sam Gellert.

McGonagall została przydzielona do ochrony May, królowej Marii. Kiedy Grindelwald próbował zaatakować Hogwart Ekspres, przejeżdżający nieopodal Badminton, Minerwa go zatrzymała, ale porwał ją. Wtedy Albus czynnie włączył się do walki. Wyzwalanie Europy trwało długo, a Gellert torturował Minerwę dzień w dzień, nie tylko Cruciatusem, ale także swoją autorską klątwą, która koszmar groty łączyła ze śmiercią ukochanych osób.

Albus uratował Minerwę, razem pokonali Grindelwalda i zamknęli go w Mrocznej Wieży. Wojna jednak zniszczyła ich – Minerwa wyjechała do Ameryki, prowadziła badania transmutacyjne i usiłowała na własną rękę zwalczyć koszmary.

Wróciła po śmierci Jerzego VI. Królowa Maria zasugerowała Hogwart jako lek. Albus został dyrektorem i zatrudnił Minerwę jako nauczycielkę transmutacji.

W latach siedemdziesiątych Tom Riddle zgromadził rzesze zwolenników i ogłosił się lordem Voldemortem. Albus i Minerwa stanęli z nim do walki, na czele Zakonu Feniksa. To był czas Huncwotów w Hogwarcie. Może ich znasz… w każdym razie było ich czterech: James Potter, Syriusz Black, wilkołak Remus Lupin i Peter Pettigrew. James ożenił się z Lily Evans, w której zakochany był Severus Snape.

Sybilla Trelawney wygłosiła przepowiednię, według której odpowiedzialny za upadek Voldemorta miał być … Harry Potter, syn Jamesa i Lily. Peter zdradził Potterów, Voldemort zabił ich i chciał też zabić Harry'ego, ale poświęcenie Lily sprawiło, że zaklęcie odbiło się od chłopca i Czarny Pan zniknął. Nie był martwy, bo miał horkruksy. Minerwa była matką chrzestną Harry'ego, chciała go przygarnąć, ale Albus pragnął, by chłopiec był chroniony przez kogoś z krwi matki, zatem posłał go do mugolskiej siostry Lily, Petunii Dursley.

Potter trafił do Hogwartu, gdzie każdego roku przeżywał szereg przygód. Na jego czwartym roku Voldemort powrócił. Społeczność znów pogrążyła się w wojnie. Albus i Minerwa razem kierowali Hogwartem i Zakonem, ale nie wyznali sobie uczuć… gdy Harry był na szóstym roku, Albus już wiedział o horkruksach i chciał je zniszczyć. Trafiła go klątwa nałożona na jeden z nich, pierścień Gauntów – został mu rok życia. Severus, który od śmierci Potterów był człowiekiem Dumbledore'a, podporządkował całe swoje życie ochronie syna Lily. Albus poprosił go, by ten uśmiercił go. Snape zabił Dumbledore'a. Zanim jednak dyrektor upadł z Wieży Astronomicznej, przeżył pocałunek prawdziwej miłości. Na ustach Minerwy był Eliksir Życia od Flammelów – śmierć Albusa była tymczasowa.

Przez rok Harry i jego przyjaciele szukali horkruksów, aż do wielkiej bitwy o Hogwart. Voldemort zażądał Minerwy…, która wprowadziła jad bazyliszka do swojego krwiobiegu, w samobójczej próbie. Voldemort zlizał jej krew… trucizna już infekowała jego organizm, gdy Harry pokonał go ostatecznie.

Wtedy powrócił Albus – żywy i odmłodzony o dekady za sprawą miłości Minerwy. Kiedy usiłowali odbudować swój świat, a wciąż nie powiedzieli sobie wszystkiego, koszmary Minerwy powróciły. Albus to odkrył i okazało się, że to jego obecność je minimalizuje. Tymczasem ich społeczność zaatakowała Elena Romanowa. Córka Albusa i Minerwy, Allegra Maura, wreszcie wyrwała się spod jarzma Eleny i wraz z ukochanym mieszkała w Hogwarcie… Sekrety wyszły na jaw… nastąpiła wielka bitwa… Albus dowiedział się o tym, że Minerwa była w ciąży… miłość zwyciężyła…

W bitwie zginął ukochany Allegry Maury, Assuarin Zenaidov, potem okazało się ona była w ciąży. Jej syn, Agravein, był najstarszym wnukiem Albusa i Minerwy, ale zmarł bezpotomnie, oddając życie za ukochaną, LilyLunę Potter, córkę Harry'ego.

Jako że i Minerwa uzyskała wieczną młodość, ona i Albus mogli wreszcie się pobrać i założyć rodzinę. Oprócz Allegry Maury, mieli jeszcze dziewięcioro dzieci. Ja jestem potomkinią ich najstarszego syna, Roberta. Moja linia wygląda tak: Albus i Minerwa, Robert, Alastor, Neville, Rowena, Albion, Minaura, ja. Jest pomiędzy nami sześć pokoleń. Natomiast Cerella, kobieta, która opętała Mordreda i Morrigan, była żoną syna Albusa i Minerwy, który był czarną owcą rodziny, Briana.

Każde z dzieci Dumbledore'ów, a także ich wnuki, rozwinęli naszą społeczność na niespotykaną skalę. Sami Albus i Minerwa coraz bardziej ograniczali swój udział w życiu publicznym, dbając o Hogwart. Kiedy zaś umarła ich najstarsza córka, Allegra Maura… postanowili zostawić rodzinę i razem wyruszyć na kolejną wielką przygodę… ich ciał nigdy nie znaleziono, nie było żadnych dowodów na to, że rzeczywiście umarli.

Tyle pamiętam… po tym… śnie, tej klątwie… pamiętam więcej niż wtedy, gdy tu trafiłam. Bo widzisz, ta historia zawsze jawiła mi się jako nudne usprawiedliwienie tego, dlaczego oni byli tak czczeni – Minerwa i Albus. Nienawidziłam ich, tej perfekcji, którą symbolizowali i do której oczekiwano, że będę dążyć.

Byłam taka zagubiona, kiedy tu trafiłam. Kiedy cię poznałam… byłeś inny niż postać z opowieści. Byłeś prawdziwy i … zakochałam się w tobie. Miałam wątpliwości… w końcu w jakiś pokrętny sposób, jesteś moim przodkiem. Wiesz, że tak naprawdę nie pobraliśmy się… magicznie…? Wtedy, podczas ceremonii, czar nie zadziałał, bo jesteśmy spokrewnieni. Pewnie podobny rodzaj magii sprawiał, że nie mogliśmy mieć razem dzieci… tamtego dnia, kiedy się dowiedziałam o tym… po raz pierwszy spotkałam Gellerta. Ale pierwszą, upodlającą noc spędziłam z nim 31 października 1922 roku. Kiedy Minerwa pojawiła się w Hogwarcie… moja nienawiść do niej… moja zazdrość… spotykałam się z Gellertem co roku… bo nie mogłam patrzeć, jak zakochujesz się w niej… na tym Balu… wszystko wydarzyło się inaczej, prawda? Mordred i Morrigan, bliźniaczki, Theresa… zniszczyłam tą chronologię, naiwnie myśląc, że mogę uczynić cię szczęśliwym szybciej... – Athena urwała i rozpłakała się.

Albus trwał nieruchomo. Gdyby pozwolił sobie na uczucia, to każde kolejne zdanie opowieści Atheny popychałoby go na krawędź utraty kontroli. Bo historia, która miała być jego przyszłością, która miała być jego udziałem… była tak nieprawdopodobna, że Albus był pewien, iż nawet po usłyszeniu jej dziesiątki razy miałby kłopot z uznaniem jej za rzeczywistą.

On i Minerwa byli zbyt tchórzliwi, by działać zgodnie ze swoimi uczuciami, chociaż nie mieli Atheny za przeszkodę? Przecież nawet w tej pierwszej chronologii musieli być Gryfonami! Gdzie była ich legendarna odwaga?

Jego serce się krajało, gdy słyszał o dzieciach – jednym martwym i jednym odebranym. Miał ochotę płakać, kiedy Athena opowiadała o koszmarze, przez jaki przeszła Minerwa. Tym bardziej, że jeśli ją kochał, to powinien… ach, ale przecież teraz też bywały trudne momenty, gdy rozstawali się… rozchodzili się, by samemu leczyć rany, zamiast się wspierać.

Ale jego cudowne zmartwychwstanie… ich odmłodzenie… nieśmiertelność z Minerwą i gromadka niesamowitych dzieci? Jak Athena śmiała mu to odebrać? Jak mogła wierzyć, że jest w stanie dać mu coś lepszego? Już pomijając lekko kazirodczy stosunek ich związku, jak Athena mogła mieć wątpliwości, że Minerwa jest mu przeznaczona?

Co miał zrobić? Poza płaczem za życiem, którego miał nigdy nie zaznać?

Vinculum napięło się. Mocno. Lecz Albus był zbyt roztrzęsiony, by ocenić, czy to nastąpiło z jego strony, czy ze strony Minerwy. Nie wyobrażał sobie, że teraz ma wrócić, oddać Athenę w ręce aurorów i wyjaśniać Minerwie całą tą historię. Nie czuł się gotowy na to, by jego żona opowiedziała o tym wszystkim przed całym światem… Przecież to otworzyłoby ludziom oczy na wszystko: na ich moc, na jego związek z Minerwą… miałby to wszystko odsłonić? W imię czego? Sprawiedliwości? Czyż Athena nie straciła prawa do niej?

– Błagam cię, powiedz coś. – Musiała zebrać swoją magię – pętające ją więzy opadły. Albus nie kłopotał się z nałożeniem nowych.

– Z tego co powiedziałaś, znaczenie dla obecnej sytuacji ma jedynie fakt, że nie jesteśmy prawdziwie małżeństwem oraz że Louie i jej potomkowie są nie tylko potomkami twoimi, Gellerta i Minerwy, ale też moimi. – Albus zmusił racjonalną część swojego umysłu do przejęcia dowodzenia.

– Jeśli szukasz tego, jak mogłam wpłynąć na to, co jest twoją rzeczywistością, to wciąż nie wiesz wszystkiego. – Athena splotła palce i spuściła wzrok. Dawała Albusowi wybór. Chociaż on wiedział, że tak naprawdę nie może jej teraz oddać w ręce aurorów – nie dopóki nie usłyszy całej tej historii do końca.

– Żadne z nas nie wie. Nie miałaś pojęcia, jak daleko zaszły sprawy pomiędzy mną a Minerwą na jej ostatnim roku. Mogłaś tylko się domyślać, że nie jesteśmy ludźmi z opowieści i możemy nie cofnąć się przed … romansem, na który i tak byliśmy skazani – rzekł Albus. Chociaż minęło już tyle lat i od dawna wiedział o zdradzie Atheny, wyrzuty sumienia spowodowane wydarzeniami po balu zawsze gdzieś w nim tkwiły. Ostatecznie, Minerwa była jego uczennicą, a on wierzył, że był odpowiednio żonaty z Atheną.

– Zatem spałeś z nią już wtedy? Ach, jeszcze do momentu naszego rozstania podczas wojny miałam nadzieję, że wasze uczucie jest platoniczne. Ale potem zyskałam stuprocentową pewność, że spałeś z nią po bitwie, w której miała rzekomo umrzeć. – szaleństwo znów rozbłysło w nijakich oczach Atheny. Albus zmarszczył brwi. Stuprocentową pewność?

– Rowena Ravenclaw zbudowała tunel, łączący rezydencję McGonagallów z Hogwartem. Kiedy zdradziłeś mi, że wierzysz, iż Theresa umarła ostatniego dnia roku, musiałam to sprawdzić. Zabrałam Ludwikę i ruszyłam tunelem… ale o tym połączeniu między domem a szkołą wiedziała też Cerella, zatem i Morrigan. Morrigan wierzyła, że odebrałam Minerwie dziecko jej i twoje. Porwała Louie z moich ramion. Nie mogłam nic zrobić… nie wiedziałam, gdzie ich szukać… więc udałam się do rezydencji…a tam zrozumiałam, dlaczego Morrigan mogła tak pomyśleć. Bowiem ujrzałam Minerwę… z dzieckiem… waszym dzieckiem… chłopcem… miał kasztanowe włoski i jej zielone oczy… uciekłam… do Gellerta. – Athena urwała, ale na jej twarzy malowała się absolutna szczerość.

Albus miał wrażenie, że vinculum pali go żywym ogniem. Dziecko… jego i Minerwy? Ale jak, jak to było możliwe? Przecież… ach, siedem nocy po bitwie. Tuż przed tym, jak związali się vinculum, poczęło się ich dziecko… to jego narodziny musiał czuć ostatniego dnia 1943 roku. Theresa mogła oddać życie dla niego…

Miał dziecko z Minerwą!

Ale dlaczego ona nigdy mu o tym nie powiedziała? Dlaczego zataiła to?

– Atheno, co stało się z dzieckiem? – spytał głosem drżącym od emocji.

– Przed ostateczną bitwą o Hogwart… zostawiłam Gellerta i udałam się do rezydencji. Byłam taka wściekła… nienawidziłam Minerwy. Chciałam, żeby poczuła mój ból… ból utraty najcenniejszego… dziecka. – Łzy popłynęły po policzkach Atheny, znów.

– Zabiłaś go? Zabiłaś mojego syna? – Albus rzucił się ku niej i złapał ją za koszulę nocną na piersi. Jego serce biło jak oszalałe… bo tylko to tłumaczyłoby pustkę Minerwy…

– Chciałam to zrobić. Porwałam go. Minerwa zdążyła trafić mnie klątwą, jedną z trzech Grindelwalda, esencją bogina. Teleportowałam się z chłopcem do Londynu. Na podwórku… kobieta opłakiwała dziecko, które zginęło podczas nalotów. Ja... nie mogłam zabić waszego dziecka. Spaliłam zwłoki tamtej mugolskiej ofiary i posłałam Minerwie w blaszanej skrzynce… żeby czuła ten ból… a sama zabrałam chłopca. Okazało się, że on… tłumił klątwę, rzuconą na mnie przez jego matkę… ja… pokochałam go jak własnego syna… – Athena trzęsła się, patrzyła jednak wciąż w oczy Albusa…

Albus już teraz też płakał. Blaszana skrzynka, stojąca na grobowcu Theresy… zapamiętał ją bardzo dobrze. I pomyśleć że… Minerwa wierzyła, że wewnątrz są prochy ich syna… cierpienie, pustka… jaką przeżyła jego ukochana… to wszystko było winą Atheny! Ona porwała ich dziecko i specjalnie pozwoliła Minerwie wierzyć, że zabiła je!

– Co było dalej? – Vinculum dusiło Albusa, ale ignorował je. Nie wyobrażał sobie, że miałby przekazać Minerwie wiadomość o tym, że ich syn… mógł przeżyć.

– Szukałam Louie. W Azji uwolniłam Nagini, która z wdzięczności pomagała mi. Znalazłyśmy Morrigan, która nawet zgodziła się wymienić Louie za Nagini. Malediktus zrobiłaby dla mnie wszystko. Zgodziła się. Niestety, okazało się, że Morrigan obrzuciła Louie klątwą. Moja córka musiała być posłana do Hogwartu i tam miała pokochać Minerwę McGonagall jak własną matkę. Morrigan planowała ją zabić, kiedy pomiędzy Louie a Minerwą wytworzy się więź, by zemścić się na ostatniej przedstawicielce McGonagallów. Morrigan nie miała pojęcia o waszym synu, a wiedziała, że Minerwa będzie nauczać w Hogwarcie, bo wciąż miała przebłyski wspomnień Cerellii. – wyjaśniała Athena. Zdumienie zaatakowało Albusa z siłą – czyli wszystko to, uczucie Louie do Minerwy, było sztuczne, było wynikiem klątwy? Louie miała być dla Morrigan zaledwie narzędziem zemsty? Minerwa… będzie roztrzęsiona, kiedy się dowie, że wszystko, co poświęciła dla Louie…

– Wielokrotnie zastanawiałem się, czy już do reszty zwariowałaś, by rozstać się z rodzoną córką… a robiłaś to, żeby …

– Żeby przeżyła. Mam to po Minerwie – rezygnacja z siebie i swoich uczuć na rzecz bezpieczeństwa innych. To był najtrudniejszy moment mojego życia – wyczyszczenie jej wspomnień i zostawienie ją w tamtym sierocińcu. Wiedziałam jednak, że ty nie pozwolisz, by coś jej się stało… – Athena dotknęła jego ramienia. Albus wzdrygnął się i zapytał:

– Co z moim synem? Nie mogłaś posłać go do Hogwartu… wiedziałbym…

– On blokował klątwę Minerwy, nie chciałam się z nim rozstawać… pokochałam go równie mocno co Louie, bo … przypominał mi ciebie… po Minerwie wziął chyba tylko to, co najlepsze… Szkoliłam go w naszej tułaczej podróży, a kiedy przyszedł czas, zaszyliśmy się w Ilvermorny – zatrudniłam się tam jako bibliotekarka. Kiedy ukończył szkołę, podróżowaliśmy, ale nadszedł moment, w którym… zaczął zadawać pytania, na które odpowiedź mu się należała, ale ja nie mogłam jej udzielić. To najpotężniejszy czarodziej tej chronologii, nie sądziłam, że na tym poziomie wyszkolenia, ktokolwiek mógłby mu zagrozić, poza prawdą… zatem zostawiłam go. To był 1965 rok, później go nie widziałam… – wyszeptała Athena.

Albus zadrżał. Mógł wymyślić tysiące realnych zagrożeń, które mogłyby czyhać na tak potężnego maga jak syn jego i Minerwy. Athena twierdziła, że go wyszkoliła, edukacja w Ilvermorny też stała na przyzwoitym poziomie, ale wciąż… ile Athena wiedziała o obecnej mocy Voldemorta, albo o tajemniczej potędze lady Voldemort? Co jeśli przeliczyła się w ocenie umiejętności syna Albusa? Jak mogła go zostawić, bez odpowiedzi?

– Co z klątwą? – Czarodziej przypomniał sobie, że obecność jego dziecka miała blokować klątwę Minerwy.

– Dopadła mnie. Chciałam znaleźć i ostrzec Louie, a zamiast tego wylądowałam w Saltpetriere w Paryżu. Tam na rozkaz lady Voldemort znalazła mnie Nagini. Czarna Pani obmyśliła plan, by zastawić pułapkę na Morrigan. Nagini wypiła Eliksir Wielosokowy… resztę już wiesz. – Athena skrzywiła się i wzruszyła ramionami.

– Czy we ,,właściwym" czasie, lady Voldemort też zginęła z ręki owego Harry'ego Pottera? Bo widzisz, syn Jamesa i Lily nazywa się Harold… – Albus urwał, uświadomiwszy sobie, że nie ma sensu zdradzać Athenie zbyt wielu informacji.

– We ,,właściwym" czasie nie było żadnej lady Voldemort! Riddle do końca życia pragnął Minerwy, na inne kobiety nawet nie patrzył! Nie mam pojęcia, kim jest ta kobieta, ale stanowi ogromne zagrożenie dla każdego, kogo uzna za swojego wroga. Nie wiem, jakie porachunki miała z Morrigan… ale jeśli ona jeszcze żyje, to trzeba na nią uważać. – Athena trzęsła się… Albus zrozumiał, że ze strachu. W końcu to demoniczna była narzeczona Toma rzuciła klątwę, która sparaliżowała Athenę na piętnaście lat!

– Ona zniknęła… nie widziano jej od dobrych paru lat… zresztą tak jak i ciebie. Czy możesz powiedzieć mi coś więcej o moim synu? Gdzie mógłbym go szukać? – Albus szybko skupił się na najbardziej palącej sprawie.

Athena przymknęła oczy. Serce Albusa zdawało się wywijać młynki z niecierpliwości. Dodatkowo vinculum sprawiało mu wręcz fizyczny ból – nie był w stanie blokować natężenia emocji swoich i Minerwy… jego najdroższej, najukochańszej Minerwy… która wycierpiała tak wiele…

– Ja… nie wiedziałam nawet, jakie imię nadała mu Minerwa… wiedziałam… że nie sposób będzie odmówić mu jego dziedzictwa… nazwałam go … Alberwan.

– CO?! ALBERWAN? Jesteś pewna? – Albus podskoczył, a dziesiątki obrazów zawirowały przed jego oczami, wszystkie łączyła obecność czarodzieja, który przez jakiś czas nauczał w Hogwarcie transmutacji…

– Wiele raz zmienialiśmy nazwiska, ale on zawsze występował pod tym imieniem – odparła Athena, unosząc lekko brwi.

Albus schował twarz w dłoniach. Oczywiście. To podobieństwo nie było przypadkowe. Przecież Alberwan wyglądał jak młodsza kopia Albusa… i te oczy, którym nie mógł odmówić, bo to były oczy Minerwy… Na Merlina, zaprzyjaźnił się z magiem, który był jego synem, nawet o tym nie wiedząc…

Ich ostatnie spotkanie w szpitalu… sposób, w jaki Alberwan patrzył na Minerwę… co jeśli on się domyślił? Jeśli poskładał wszystko w całość? Gdzie był teraz? Dlaczego Albus pozwolił mu odejść? Przecież gdyby … Minerwa… musi jej powiedzieć, musi ją jak najszybciej poinformować, by razem mogli wyruszyć szukać… Ich syn… człowiek o genach Dumbledore'ów i McGonagallów… najpotężniejszy czarodziej tego stulecia… ze skromnością zawsze skrywający swoją aurę… jego sygnatura tak znajoma…

– Poznałeś go? Jest bezpieczny? – Athena złapała za rękę Albusa, z troską, której się po niej nie spodziewał – wyglądało na to, że naprawdę kochała Alberwana, jak własnego syna.

– Byliśmy pewni, że podobieństwo to przypadek… ale jak mogłem być tak ślepy? Jeszcze animagiczne i transmutacyjne zdolności! Ach!

Zanim Athena zareagowała, przez całe ciało Albusa przeszła błyskawica bólu, strachu i paniki. Zgiął się wpół, zaciskając prawą dłoń na różdżce, a lewą dłonią sięgając do serca. Coś było nie tak. Teraz już był pewien, że nie chodziło o jego własne odczucia i emocje. Nie, to była Minerwa. Dreszcze, które przebiegały teraz przez ciało Albusa, duszące go vinculum… to wszystko było jej wołaniem o pomoc!

– Minerwa… – wycharczał, nagle przerażony, gdy dotarło do niego… dzisiaj była Noc Duchów, dziś były urodziny Minerwy… to był czas, gdy działy się najbardziej niezwykłe rzeczy… a on opuścił zamek… zostawił Minerwę samą… Voldemort…

– Jesteście w jakiś sposób połączeni, prawda? Ty i ona? Czujesz to co ona? Bo jesteście sobie przeznaczeni? – Athena zeskoczyła z wysokiego łóżka i podeszła do Albusa, usiłującego przegnać emocje, które uniemożliwiały mu jasne myślenie. Nie mógł ich jednak posłać do Minerwy… nie, musiał stłumić je miłością…

– Kocham… ją ponad wszystko – szeptał Albus, podczas gdy Athena pochylała się ku niemu…

– Powinnam była powiedzieć ci o wszystkim, gdy tylko wynurzyłam się z kominka u Flammelów. Zniszczyłam wszystko. Przepraszam. Nie śmiem prosić cię o wybaczenie… – szeptała Athena, ale Albus prawie jej nie słyszał… Dopiero kiedy chude palce wyplątały Czarną Różdżkę z jego rąk, oprzytomniał:

– Co ty wyprawiasz? – spytał, przerażony, że Athena znów zamieni się w szaloną wiedźmę, że zabrawszy różdżkę swojego dawnego kochanka, zacznie mordować, zaczynając od niego.

– Coś, co powinnam była zrobić, kiedy tylko zorientowałam się, że możesz żywić wobec mnie cieplejsze uczucia. Dbaj o Louie, Albusie. Bądź szczęśliwy. Żegnaj – powiedziała Athena, robiąc kilka kroków do tyłu, a Czarna Różdżka w jej dłoni lśniła niebezpiecznie.

– Co ty mówisz? Nie! – Albus musiał zignorować vinculum, swój własny szok, ale to i tak nie wystarczyło… bo zareagował zbyt wolno:

– Avada Kedavra. – Athena wycelowała różdżkę w swoją skroń. Kornwalijską chatkę rozświetliło zielone światło uśmiercającego zaklęcia.

– NIE! – Albus rzucił się ku kobiecie, która była jego żoną… przynajmniej przez większość swojego życia w to wierzył…

Lecz Athena była martwa. Czarna Różdżka wytoczyła się z bezwładnych palców, na serdecznym pojawiła się obrączka, widoczna wraz ze śmiercią tej, która rzuciła ukrywające zaklęcie…

– Atheno… – Albus ujął jej głowę w swoje dłonie, ale nie mógł już nic zrobić.

Athena nie poświadczy swoich słów, nie dostanie szansy wytłumaczenia się i z pewnością nie odpowie za swoje zbrodnie. Albus był jedynym, który znał historię równoległego, starszego świata… był jedynym, który miał w ręku fakty… informacje…

Nie mógł uwierzyć, że Athena tak po prostu odebrała sobie życie. Po tym wszystkim… przecież miała co wyjaśniać… przecież miała córkę… na myśl o tym, co będzie musiał zdradzić Louie, o klątwach, o tym, jaki grzech jej matka popełniła na samym początku… Albus płakał nad ciałem Atheny… wciąż pamiętał, jak kiedyś ta czarownica wydawała mu się być dopełnieniem jego duszy. Jak mógł się tak pomylić?

Ktoś mógłby rzec, że teraz, kiedy zarówno Mordred, Morrigan jak i Athena byli martwi, obce elementy zniknęły z tego czasu. Lecz jakie to miało znaczenie, kiedy te trzy osoby dokonały nieodwracalnych zniszczeń? Louie, Marvelian, Laurana, Morvena, Alberwan… to byli ludzie z krwi i kości, ale którzy zawdzięczali istnienie jedynie rozwarstwionej strukturze czasu. Byli anomaliami, których nie sposób było naprawić. Jak Albus miał im powiedzieć, że w świecie, który był genezą wszystkiego, oni nie istnieli?

Vinculum znów wyrwało go z spirali nieopisanych emocji, jaką wywołała śmierć Atheny. Niepokój o Minerwę zwyciężył z chęcią zabrania trzech ciał: Franka, Nagini i Atheny. Na to przyjdzie czas, kiedy Albus upewni się, że Minerwa jest bezpieczna.

Kiedy teleportował się do Hogwartu, Czarna Różdżka w jego dłoni wciąż była ciepła od siły Avady, którą Athena popełniła samobójstwo.