Elissa wiele by dała by móc cofnąć czas i wrócić do Twierdzy dużo później. Gdy usiadła w zielonej komnacie ze swoim bratem miała nadzieję, że ucieszy ją rozmowa a ona tylko ją rozzłościła.

„Zamążpójście?" Komendantka spytała brata zszokowana.

„Tak." odpowiedział spokojnie jej Fergus „Zdałem sobie sprawę z tego, że nie jesteś już najmłodsza i to byłaby dobra pora na dziecko. A żeby mieć dziecko musisz mieć męża."

Strażniczka wstała, podeszła do okna i wzięła głęboki oddech zanim odpowiedziała swojemu bratu.

„Nie mam zamiaru teraz wychodzić za mąż. Najlepiej będzie jeśli najpierw zajmiesz się swoim ożenkiem. Wysokoże musi mieć w końcu dziedzica."

„Wiem o tym i wierz mi, że staram się jak mogę by to zapewnić. Nie jest jednak łatwo drugi raz się zakochać. Ale Ty się przecież z kimś spotykasz, prawda? Jak mu było? Alan?"

„Alistair."

„Zaczęliście się przecież spotykać przed zabiciem Arcydemona. Minęło już kilka lat i nic nie rusza się do przodu?"

„Nie powinno Cię to w ogóle interesować." prychnęła Elissa i obróciła się do brata „Jeśli tylko o tym chciałeś porozmawiać to mogłeś wysłać list. Odpisałabym Ci to samo co Ci teraz powiem: zajmij się swoim życiem."

„Eli, nie denerwuj się." Fergus zwrócił się spokojnie do siostry „Po prostu się martwię o Ciebie i tyle. Jestem Twoim bratem. Możesz mi powiedzieć wszystko."

„Doceniam troskę ale sama będę decydować o swoim życiu. Jeśli to był Twój jedyny temat do rozmowy to możesz już jechać do domu. Dziękuję za to, że tyle na mnie czekałeś ale niepotrzebnie."

Komendantka przeszła przez pokój i wyszła z niego cicho zamykając za sobą drzwi. Chwilę stała na korytarzu i oddychała głęboko. Cała ta rozmowa spowodowała, że zaczęła myśleć o Alistairze. Dlaczego wciąż nie przybywał? Byli ze sobą faktycznie już kawałek czasu i zanim wyjechała do Amarantu miała nadzieję, że jej partner się jej wkrótce oświadczy. Tak jednak się nie stało, co więcej nawet go tutaj nie było. Elissa wzięła kolejny głęboki oddech i ruszyła do swojej komnaty z zamiarem napisania listu do niego.