Komendantka Szarych oraz jej mały oddział wyruszył na poszukiwanie źródła kolejnego ataku mrocznych pomiotów. W ciągu czterech dni udało im się znaleźć wyrwę, z której te stwory wychodziły i przekonali się, że to była tylko malutka część pozostałości, najwyraźniej po ataku na Twierdzę Czuwania. Musiały się tutaj ukrywać przez tyle czasu i wyszły dopiero w poszukiwaniu jedzenia. Szybko wybili resztę pomiotów, sprawdzili jeszcze okolicę na obecność wroga po czym ruszyli w drogę powrotną do Amarantu. Gdy tylko przekroczyli bramy Twierdzy, do Elissy podszedł Varel.

„Witaj z powrotem Komendantko. Jak się misja powiodła?" spytał idąc obok niej.

„To były tylko jakieś niedobitki." odpowiedziała mu „Ale sprawdziliśmy jeszcze okolicę i nie znaleźliśmy śladu ich aktywności. Uważam więc, że jest po sprawie. Później spiszę raport i Ci dostarczę."

„Oczywiście, Komendantko. Powinnaś też rozstrzygnąć parę spraw. Czy mogę zwołać Zgromadzenie?"

„Dzisiaj jest już późno. Możesz to zrobić jutro z rana?"

„Jak najbardziej."

„Dziękuję Seneszalu."

„Przyszedł też list dzisiaj do Ciebie. Jest w Twoim pokoju."

„Zaraz tam pójdę i go sprawdzę."

Elissa pożegnała się w głównej sali z towarzyszami oraz Varelem i szybko skierowała się do swojej komnaty. Gdy tylko do niej weszła, od razu rozpoznała ozdobny papier Alistaira. Rozwinęła go pośpiesznie i zaczęła czytać. Jednak z każdym przeczytanym zdaniem robiła się coraz bardziej zdruzgotana. Alistair wprost jej napisał, że powodem jego nieobecności w Twierdzy jest niechęć do udziału w polityce. Dodatkowo pamiętał o złożonej jej obietnicy ale po prostu nie potrafił się przełamać by pomóc jej w czynnościach Komendantki. Pisał także, że jej list sprawił mu wiele bólu, ponieważ wychodziło z niego, że chce się z nim rozstać a przecież on kocha ją ponad życie.

„Ponad życie..." prychnęła Elissa, doczytała list do końca, schowała go do szuflady i usiadła na krawędzi łóżka.

Miała mętlik w głowie. Jak otrzymała informację o objęciu stanowiska Komendantki Szarej Straży w Amarancie, Alistair sam jej zaproponował pomoc. Ona sama nie bardzo chciała się pchać w politykę ale po obietnicy, którą otrzymała, była skłonna spróbować. Mogła w taki sposób wnieść jakiś swój wkład w działanie Szarej Straży. W dodatku miała mieć u boku ukochanego mężczyznę. Wyjechała więc sama ale naprawdę liczyła na przybycie byłego templariusza w ciągu najbliższych miesięcy. Teraz została z tym sama a na dodatek zdała sobie sprawę, że nie ma ochoty na dalsze kontynuowanie znajomości z Alistairem. Nie miała jednak ochoty na pisanie odpowiedzi. Jutro czekał ją ciężki dzień i musiała wypocząć a przede wszystkim oczyścić swoją głowę.

Następnego dnia rano Seneszal widząc tylko Elissę wiedział, że Komendantka nie jest w najlepszym nastroju. Była uprzejma i próbowała się do wszystkich jak zawsze uśmiechać ale jej spojrzenie było jakieś... Puste.

„Wszystko w porządku, Komendantko?" zapytał ją cicho gdy stanęła obok niego w głównej sali.

„Tak. Zaczynajmy i miejmy to już z głowy."

Strażniczka wszystkich wysłuchała, rozstrzygnęła spory i po przeszło godzinie mogła cieszyć się zakończeniem Zgromadzenia. Odetchnęła z wyraźną ulgą po czym jakby nic spytała Varela:

„Co jeszcze mam dzisiaj w planach?"

„Może chciałabyś odpocząć?" Seneszal spytał z troską „W końcu wczoraj wieczorem dopiero wróciłaś. Jesteś wystarczająco wypoczęta?"

„Tak. Nie martw się o mnie. Po prostu mi powiedz co muszę zrobić."

Varel nie bardzo wierzył w zapewnienia swojego dowódcy. Nie chciał jednak jej podpaść więc przedstawił jej plan dnia. Wieczorem miała wziąć udział w zebraniu dotyczącego rozmieszczenia wojsk, czego zazwyczaj unikała.

„Jeśli chcesz to pójdę tam za Ciebie." zaproponował jej Seneszal przy tym punkcie dnia.

„Nie trzeba. Chętnie sama tam pójdę. A teraz wybacz mi ale plan dnia wskazuje mi inspekcję oddziałów więc muszę ruszać jeśli mam skończyć do obiadu."

Elissa ruszyła na plac treningowy i po chwili zniknęła za drzwiami Twierdzy. Varel nie mógł się nadziwić jej zaangażowaniem. Była dobrą Komendantka, dbała o dobro Strażników i mieszkańców ale wiedział, że inspekcje i polityczne zebrania unika jak ognia. On natomiast zawsze chętnie ją zastępował w tych kwestiach. Cieszył się jej zmianą ale po części też się o to martwił. Stwierdził, że musi poznać powód tych zmian by wiedzieć na sto procent czy ta zmiana to skutek czegoś dobrego czy złego.