Anders, Nathaniel i Oghren też byli zdziwieni jej nagłym zaangażowaniem w sprawach, w których wcześniej nie bardzo miała ochoty się angażować. Kobieta dokonała dokładnej inspekcji każdego oddziału, zostawiła nawet zalecenia dzięki którym wszystkim miało się żyć lepiej. Żaden z nich nie miał jednak okazji zamienić z nią przez cały dzień ani słowa, ponieważ odprawiła ich argumentem o ciasnym grafiku. Po wymianie opinii każdy z nich obiecał, że spróbuje złapać Elissę po kolacji. Ten plan także im się jednak nie powiódł. Komendantka tylko przeszła obok nich pośpiesznie i weszła do sali obrad, w której czekali na nią zwołani goście.
„Ktoś wie ile to w ogóle potrwa?" spytał Anders patrząc na zamknięte drzwi.
„Sam Stwórca pewnie tylko to wie..." odpowiedział Nathaniel.
„Nie wiem jak Wy chłoptasie ale ja nie mam zamiaru tutaj czekać." oświadczył Oghren „ Komendantka odprawia nas cały dzień więc najwyraźniej musi mieć swoje powody. Jeśli jutro będzie mnie tak samo traktować to złapię ją choćby w momencie robienia siku.
„Jesteś obrzydliwy, wiesz?" skrzywił się Anders.
„No tak, Ty jesteś zbyt piękny by mówić przy Tobie o siku." odgryzł mu się krasnolud.
„Chłopaki." uspokoił ich Nathaniel „Możecie się przerzucać wyzwiskami kiedy sobie już pójdę? A tak w ogóle to muszę przyznać Oghrenowi rację. Jeśli Elissa nie chce z nami dzisiaj rozmawiać to tylko ją bardziej rozzłościmy czekając tutaj. Chodźmy spać i poczekajmy do jutra."
„I to jest równy gość." zauważył Oghren.
„Dobrze." przyznał Anders „Jeśli jutro nic się nie zmieni to wypróbujemy metodę Oghrena."
Cała trójka wymieniła ze sobą spojrzenia po czym ruszyła do swoich pokoi.
Elissa z wielką ulgą wyszła nocą z sali zebrań. Nawet nie spodziewała się, że rozmowy przeciągną się tak bardzo. Przypomniała sobie także dlaczego wcześniej ich unikała. Zmęczona dniem weszła do swojej komnaty i poczuła niesamowity smród. Spojrzała na posłanie swojego mabari, który dojadał resztę, najwyraźniej upolowanego samodzielnie ptaka.
„Rany stary, musisz to jeść tutaj?" spytała go Elissa na co mabari przyjaźnie szczeknął „Nie czujesz jak to śmierdzi?" pies ponownie przyjaźnie szczeknął „Dzięki Stwórcy za okna."
Komendantka podeszła do okien i szeroko je otworzyła, zostawiła także w połowie uchylone drzwi by smród szybciej zniknął. Musiała wciąż sporządzić raport z ostatniej misji więc usiadła niechętnie przy biurku i zaczęła powoli pisać standardowe formułki. Gdy sięgnęła do szuflady po nowy atrament, zobaczyła wczorajszy list od Alistaira. Zamiast wyciągnąć atrament, wzięła list, ponownie go rozłożyła i przeczytała. Miała nadzieję, że słowa nie będą w nią uderzać tak mocno jak wczoraj ale bardzo się myliła. Wydawało jej się, że dzisiaj słowa uderzają w nią dużo bardziej. Położyła papier na biurku, prostując go różnymi rzeczami, oparła czoło na dłoniach i wpatrywała się raz po raz w atrament. Pozwoliła jednej łzie spłynąć, potem drugiej i po chwili miała już ochotę wybuchnąć płaczem. W tym momencie usłyszała delikatne pukanie do otwartych drzwi. Szybko otarła wierzchem dłoni oczy i spojrzała na swojego gościa. Był to Nathaniel, który wrócił z nocnego patrolu i zaciekawiony wciąż palącym się światłem u Elissy, postanowił to sprawdzić.
„Co tutaj robisz o tak późnej porze?" kobieta spytała go udając lekkość.
„Wracam z patrolu." odpowiedział jej łucznik „Wszystko w porządku?" spytał z troską ponieważ zauważył jej zamglone oczy.
„Tak, tak." skłamała go Elissa.
„Czy Ty... Płakałaś?" spytał ją ostrożnie.
„Nie." ponownie go okłamała „To tylko mój mabari je takiego śmierdzącego ptaka, że aż łzy mi do oczu napłynęły."
„Mogę wejść?" Nathaniel nie dał się łatwo odprawić.
Strażniczka chwilę się zastanawiała nad tym. Wiedziała, że jeśli go wpuści to będzie chciał z nią porozmawiać a ona aktualnie nie chciała z nikim rozmawiać. Z drugiej strony wiedziała, że mężczyzna tak łatwo nie odpuści. Postanowiła więc dalej uciekać się do kłamstwa.
„Możesz. Proszę." zaprosiła go do środka.
Łucznik wszedł do jej pokoju i się rozejrzał. Miał umiejętności zwiadowcze więc bardzo szybko zarejestrował rozwinięty list na biurku i słowa w podpisie układające się w imię „Alistair". Postanowił jednak sam nie naciskać niepotrzebnie więc zaczął neutralnie.
„Unikałaś mnie, Andersa i Oghrena cały dzień. Martwiliśmy się, że coś się stało ale widzieliśmy, że wykonywałaś obowiązki Komendantki Szarych."
„Wykonywałam..." odpowiedziała mu spokojnie po czym ze skruchą dodała „I przepraszam. Nie chciałam, żebyście pomyśleli, że was unikam czy coś. Uwielbiam was ale czasem obowiązki..."
„Potrafią przerosnąć." wtrącił się Nathaniel „Wiem o tym. I pewnie nie obrażą się jeśli powiem i w ich imieniu, że Ci wybaczamy. Mam jednak wrażenie, że chodzi o coś... Innego."
„Innego?"
„Nie chcę się wtrącać w Twoje sprawy ale czy to ma coś wspólnego z listem na Twoim biurku?"
Elissa od razu skierowała wzrok na papier i zdała sobie sprawę, że dłużej nie może go okłamywać.
„Nie chcę o tym rozmawiać." odpowiedziała mu krótko i smutno.
„Rozumiem. Ale chcę, żebyś wiedziała, że możesz na mnie liczyć."
„To bardzo miłe ale muszę sobie z tym poradzić sama." Elissa podeszła do okna i spojrzała smutno w dal.
„Nie będę naciskać jeśli sobie tego nie życzysz ale wygadanie się mogłoby Ci pomóc. Gdybyś czuła potrzebę rozmowy z kimś to wiesz gdzie mnie znaleźć."
Nathaniel obrócił się i skierował się do drzwi. Gdy już był na progu usłyszał od Elissy błagalne:
„Zostań, proszę."
Mężczyzna od razu przystanął i obrócił się w jej stronę. Cicho zamknął za sobą drzwi i spojrzał wyczekująco na swojego dowódcę.
„Kiedy dostałam informację o objęciu stanowiska Komendantki Szarej Straży w Amarancie chciałam początkowo ją odrzucić." zaczęła Elissa opierając się o parapet okna po czym po chwili ciszy kontynuowała „Jednak Alistair stwierdził, że to świetna okazja, żeby zrobić coś więcej dla Szarych Strażników. Powiedział, że ze wszystkich strażników ja najbardziej zadbam o ich interesy. Prawdę mówiąc i wtedy nie miała ochoty w to wchodzić. Takie stanowisko wiązało się z polityką a jak pewnie już zauważyłeś, wolę walczyć z hordą mrocznych pomiotów niż podejmować rozmowy polityczne. Alistair jednak obiecał mi w tym pomóc. Użył słów: „Razem możemy wszystko.". Podbudowana jego zapewnieniami zgodziłam się na objęcie stanowiska. Kilka tygodni później otrzymałam informację kiedy mam się zjawić w Twierdzy Czuwania. Dwa dni przed wyjazdem do Amarantu, Alistair przekazał mi, że doszły do niego słuchy o mrocznych pomiotach w okolicy. Chciałam się z nim wybrać i sprawdzić te plotki ale przypomniał mi, że teraz piastuję dużo ważniejsze stanowisko i Strażnicy w Amarancie mnie potrzebują. Obiecał, że załatwi tą sprawę jak najszybciej i do mnie dołączy. Uwierzyłam bo czemu miałabym mu nie uwierzyć. Wyruszyłam, zajęłam się swoimi sprawami i jak widzisz do tej pory, Alistair nawet się nie zjawił w Twierdzy."
„Jakoś tłumaczył swoją nieobecność?"
„Zawsze miał jakąś wymówkę. A to ma ranną nogę i kiepsko mu się chodzi, a to Arl Eamon wezwał go do siebie, a to znowu gdzieś się pojawiły mroczne pomioty albo bandyci. I ja mu do tej pory wierzyłam."
„Co więc się zmieniło?"
„Pamiętasz pewnie, że mój brat był tutaj, prawda?"
„Tak."
„A więc Fergus stwierdził, że powinnam wyjść za mąż."
„Ciekawe."
„Argumentował to tym, że przecież spotykam się z kimś już kawał czasu. I jakby na to z takiej strony spojrzeć to miał rację ale kiedy pomyślałam o małżeństwie z Alistairem... Poczułam się dość niepewnie."
„Nie widziałaś go przecież od dłuższego czasu. Uważam to za normalne odczucie w tej sytuacji."
„Odprawiłam więc Fergusa i napisałam list do Alistaira. Wprost go zapytałam czemu wciąż go tutaj nie ma. To co od niego otrzymałam..." Elissa nie zakończyła tylko zasmucona spuściła głowę.
„Czy mogę ten list zobaczyć?" Nathaniel spytał ostrożnie.
Komendantka kiwnęła twierdząco głową i wskazała dłonią na biurko. Nathaniel podszedł do niego i szybko przeczytał jego treść. Ta odpowiedź jego samego uderzyła więc zdał sobie sprawę jak Elissa musiała się poczuć. Nawet nie wie kiedy ta myśl przeszła mu przez głowę ale po chwili stał już przy niej i przytulał ją do siebie. Dziewczyna nawet się nie opierała. Z wdzięcznością przytuliła się do jego szerokiej piersi a z jej oczu ponownie popłynęły łzy.
„On nie jest Ciebie wart, Elisso." powiedział cicho Nathaniel do jej włosów „Jeśli potrzebujesz to płacz. Nie duś tego w sobie." dodał i z czułością przejechał dłonią po jej włosach.
Szara Strażniczka przez dłuższą chwilę wylewała łzy w jego skórzaną zbroję. W końcu delikatnie się od niego odsunęła, spojrzała mu w oczy i cicho powiedziała:
„Dziękuję Nathanielu."
Łucznik uśmiechnął się do niej i bardzo niechętnie wypuścił ją z ramion. Kobieta ponownie oparła się o parapet i spojrzała na niego ciepło.
„Chyba Ci zamoczyłam zbroję." powiedziała by rozładować napięcie powstałe między nimi.
„Nic nie szkodzi." odpowiedział jej mężczyzna „W razie potrzeby zawsze jestem gotów Cię wysłuchać i... Nie tylko." skończył mało zgrabnie.
Komendantka do niego się uśmiechnęła i nic więcej mu nie odpowiedziała. Chwilę stali w ciszy po czym Nathaniel delikatnie zaczął się wycofywać.
„Połóż się spać. Sen dobrze Ci zrobi. Rano zacznie się dużo lepszy dzień."
„Tak zrobię." odpowiedziała mu Strażniczka.
Gdy już wychodził z jej pokoju wpadło mu głowy jeszcze ostatnie pytanie. Stanął jeszcze na progu i spytał:
„Odpisałaś mu już?"
„Nie." odpowiedziała mu dziewczyna „I będę się tym martwić później. Teraz mam Twierdzę na głowie."
„Dobry wybór. Dobranoc, Komendantko." chciał jeszcze chyba bardziej sobie niż jej podkreślić ich zawodową relację.
„Dobranoc." odpowiedziała mu uprzejmie.
Gdy tylko wyszedł z jej pokoju i zamknął za sobą drzwi poczuł się dziwnie... Pusto. Powoli wrócił do swojej komnaty i sam w końcu położył się spać.
