Elissa zeszła na śniadanie spóźniona ale optymistycznie nastawiona. Nocna rozmowa z Nathanielem przyniosła jej ukojenie. Jej dobry humor nie umknął uwadze Strażnikom.

„Komendantko, jak dobrze Cię widzieć przy wspólnym stole." zaczął rozmowę Anders gdy dziewczyna tylko usiadła przy stole.

„Was też." odpowiedziała serdecznie „Wczoraj miałam bardzo kiepski dzień więc przepraszam, że Was unikałam."

„Ale dzisiaj już jest lepiej?" dopytał ją mag.

„Tak."

„To pewnie dzięki temu chłoptasiowi co to w nocy był u Ciebie, prawda?" spytał jakby nigdy nic Oghren.

W tym momencie wszystkie oczy skierowały się na krasnoluda, natomiast sam Nathaniel źle przełknął pieczywo i zaczął się dławić.

„Co masz na myśli?" Elissa spytała swojego wojownika kierując swój wzrok na łucznika.

„No słyszałem jak w kuchni mówili, że późną nocą widzieli męską postać wychodzącą z Twojej komnaty. Pewnie była niezła zabawa, nie?"

Komendantka nie bardzo wiedziała jak ma z tego wybrnąć przy wszystkich swoich podwładnych. Zanim jednak zdążyła cokolwiek mu odpowiedzieć, głos zabrał Howe.

„To byłem ja, ciołku." w tym momencie wszystkie oczy skierowały się na niego „Wracałem z patrolu i pies Komendantki leżał pod drzwiami. Zapukałem więc, wpuściłem go, zamieniłem dwa zdania z Elissa na temat bieżącej sytuacji po czym poszedłem do siebie. To chyba nie jest grzech, prawda? Ale rozumiem, że plotki już dołożyły do tego całą historię."

„To na patrole zaciągasz tych swoich rekrutów w nocy?" spytał go Oghren.

„A Ty myślałeś, że co ja z nimi robię?" odpowiedział mu krótko łucznik.

Szmer śmiechu przeszedł po sali jadalnej i już po chwili nikt nawet nie pamiętał też historii. Elissa zaczęła rozmawiać z Seneszalem na temat swojego planu dnia, natomiast Anders uważnie przyjrzał się swojemu kompanowi. Gdy po posiłku wszyscy kierowali się na plac treningowy Apostata zrównał się ze swoim przyjacielem i cicho podjął rozmowę:

„Tak się zastanawiam: Komendantka wczoraj unikała całą naszą trójkę cały dzień."

„To prawda." odpowiedział mu Nathaniel.

„Chcieliśmy też z nią porozmawiać ale w końcu zgodnie stwierdziliśmy, że nie ma sensu czekać i ją bardziej złościć. W takim razie, ja na Twoim miejscu skorzystałbym w nocy z okazji do zamiany z nią więcej niż dwóch zdań na temat treningu."

„Nie wiem do czego zmierzasz." łucznik totalnie ignorował maga.

„Po drugie: ja sam osobiście zamykałem psa w komnacie Elissy a ona jak dobrze wiesz nie wypuszcza go potem wieczorami."

„Najwyraźniej znalazł sposób by uciec..."

„Po trzecie: Komendantka nigdy nie siedziałaby spokojnie w swoim pokoju dopóki jej mabari by nie wrócił na swoje miejsce."

„Może chciała właśnie go szukać."

„A po czwarte: dziwnym zbiegiem okoliczności i ona jak i Ty jesteście dzisiaj w znakomitych humorach i gdy tylko weszła do jadalni wymieniliście się spojrzeniami. To wszystko wskazuje na to, że nie byłeś do końca szczery w swoim wyznaniu."

„Kompletnie nie wiem czemu miałbym Was okłamywać. A tak w ogóle to nie było żadnej, nadzwyczajnej wymiany spojrzeń. Oddałem jej tylko należny szacunek i tyle."

„A Oghren nie lubi piwa." Anders porównał jego kłamstwo.

„Ja nie lubię piwa?" wtrącił się Oghren.

„Ty uwierzyłeś w tą bajeczkę Nathaniela?" spytał Anders krasnoluda.

„Jak dla mnie brzmi wiarygodnie." odpowiedział mu wojownik „Nawet nie wiedziałem, że tak męczysz tych swoich rekrutów. Nocne patrole z Howem... To teraz wyjaśnia czemu nie chcą ze mną pić wieczorami."

„Coś jeszcze Anders?" Howe nie ukrywał zwycięskiego uśmiechu „Muszę iść szkolić swoich uczniów."

„Nie myśl, że tak łatwo Ci odpuszczę." krzyknął jeszcze za nim mag po czym dołączył do swoich uczniów.