Nathaniel miał dobre przeczucie jeśli chodzi o osadę. Była ona większa niż się spodziewali a co najlepsze mieszkał w niej zielarz. Od razu z Oghrenem swoje kroki skierowali właśnie do niego. Od niego otrzymali także kilka istotnych informacji, których poszukiwali od kilku dni. Okazało się, że nie są pierwszymi osobami, które w ciągu ostatnich dni kupują te dane składniki u niego. Po wypytaniu go, Zielarz przekazał im, że sporą część jego asortymentu wykupiła pewna grupa kupiecka.

„Kupiecka?" Nathaniel nie krył zdziwienia.

„Tak. Podobno jadą aż z samego Amarantu do Denerim." odpowiedział im Zielarz.

„A mówili coś na temat bandytów na trakcie?"

„Mówili, że mieli bezproblemową podróż. Co w samo w sobie jest dziwne bo na Szlaku Pielgrzyma bardzo często grasują jacyś złodzieje."

„Wiemy coś o tym..." mruknął Oghren.

„Wiesz może gdzie aktualnie stacjonują?" spytał Nathaniel sklepikarza.

„Jeszcze parę dni temu mieli rozbity obóz u podnóża gór, pół drogi na zachód stąd." odpowiedział im „A przynajmniej tak mówili bo zamówili u mnie kilka specyfików, których nie miałem wtedy na stanie."

„Czy przekazałeś już im te eliksiry?"

„Jeszcze nie, ponieważ wciąż czekam na dostawę."

„Czy jeśli dam Ci kilka suwerenów poczekasz na przekazanie im mikstur do naszego powrotu, nawet jeśli je dostaniesz lada moment?"

„Czekali tak długo to chyba dzień czy dwa nie zrobią im już różnicy..." stwierdził Zielarz skuszony pieniędzmi.

„Doskonale." Howe się uśmiechnął i sięgnął do kieszeni „Masz tutaj dziesięć suwerenów i czekaj na nas. W ciągu dwóch dni, wrócimy tutaj."

„Dziękuję wam." odpowiedział im Sklepikarz.

Nathaniel i Oghren ruszyli w drogę powrotną. Gdy tylko zbliżyli się do swojego obozu zobaczyli wyłaniającego się zza drzew Andersa.

„Szybko Wam poszło." powiedział do nich „Macie to o co Was prosiłem?"

„Tak." odpowiedział mu Łucznik i rzucił do niego woreczek z ziołami „Jak ona się czuje?"

„Kiepsko ale zaraz jej się polepszy."

Apostata od razu wziął się do sporządzenia odtrutki. Gdy była gotowa wysmarował nią ranę na dłoni Elissy i odmówił potrzebne zaklęcia.

„Do jutra powinna jej zejść gorączka a przy odrobinie szczęścia i opuchlizna." powiedział Anders do swoich towarzyszy.

„Kiedy odzyska sprawność w ręce?" spytał z troską Nathaniel.

„Za kilka dni. Świetna robota, Howe." Apostata go pochwalił.

„To była praca zespołowa." odpowiedział mu z uśmiechem „A teraz posłuchaj czego się z Oghrenem dowiedzieliśmy jeszcze."

-.-

Elissa otworzyła oczy i pierwsze co zobaczyła to dogaszone ognisko i wschód Słońca. Obróciła głowę i zobaczyła śpiącego Andersa i Nathaniela oraz siedzącego niedaleko Oghrena. Ostrożnie się podniosła i usiadła na ziemi.

„Dzień dobry, Komendantko." odezwał się do niej krasnolud od razu do niej podchodząc i podając jej kubek wody.

„Cześć Oghren." odpowiedziała mu Elissa biorąc naczynie do rąk „Długo spałam?"

„Prawie dzień."

„Dzień? Aż tak długo?"

„Miałaś wysoką gorączkę. W dodatku musiała zadziałać odtrutka."

Strażniczka podniosła swoją prawą dłoń i spojrzała na nią. Była oczywiście zabandażowana ale na pierwszy rzut oka było widoczne, że opuchlizna niemal zeszła.

„A gdzie jezioro?" spytała rozglądając się dokoła.

„Jakiś dzień drogi stąd. Udało nam się zdobyć potrzebne składniki w pobliskiej osadzie. Napij się a ja zaraz Ci podam trochę zupy. Jest już zimna ale lepsze coś niż nic."

Elissa siedziała i nie mogła uwierzyć, że była niedysponowana niemal cały dzień. Po chwili krasnolud przyniósł jej miskę z zupą. Bardzo chętnie ją zjadła a następnie wstała by w końcu rozprostować kości. Wzięła swój miecz do ręki i o mały włos go nie upuściła na ziemię.

„Za kilka dni wrócisz do swojej standardowej formy." odezwał się Anders ze swojego posłania patrząc z zaciekawieniem na nią „Jak się czujesz?"

„Lepiej." odpowiedziała mu niemal od razu.

Apostata wstał i się przeciągnął. Następnie podszedł do kobiety, rozwinął jej opatrunek i przyjrzał się jej dłoni.

„Ładnie się goi." powiedział „Do wesela się zagoi."

„Do mojego to na pewno." zaśmiała się Komendantka.

„Któż to wreszcie wstał?" kobieta usłyszała głos Nathaniela i od razu spojrzała na niego –„Jak ręka?" spytał ją z troską.

„Lepiej niż ostatnio tylko, że..." przerwała nagle.

„Nie potrafi utrzymać jeszcze miecza." dokończył Anders za nią zawijając jej nowy bandaż.

„Kilka dni i znowu będziesz postrachem wśród pomiotów i bandytów." Howe uśmiechnął się do niej.

„Nathaniel i Oghren zdobyli informacje na temat dowódcy tych band w lesie." oświadczył jakby nigdy nic Anders.

„Naprawdę? Zdrzemnęłam się tylko na chwilę a tu takie postępy? Mówcie co wiecie."

„Nie całe trzy godziny drogi stąd jest wioska." Nathaniel zaczął przedstawiać fakty „Zielarz mieszkający w tej wiosce dostał zamówienie od, podobno, grupy krupców na składniki wchodzące w skład odtrutki na truciznę, którą oberwałaś. Mają podobno rozbity obóz u podnóża gór na zachodzie. Ugadałem się z nim, za opłatą, że nie przekaże im składników do naszego powrotu."

„Świetna robota." pochwaliła go Elissa „Czyli jaki mamy plan?" spojrzała wyczekująco na Łucznika.

„Mam dalej mówić?" spytał Nathaniel zdziwiony.

„Myślałam, że już coś zaplanowałeś ale jeśli nie..."

„Mam pewien plan ale nie chcę podważać Twoich kompetencji." Howe wszedł jej w zdanie.

„Nie podważasz. Mów dalej."

„Weźmiemy towar od tego Zielarza i podamy się za jego pracowników. W taki sposób powinniśmy dotrzeć bezpośrednio do szefa tego całego zamieszania. A tam spróbujemy się dogadać słowem albo mieczem."

„Podoba mi się ten pomysł." Komendantka uśmiechnęła się do niego „To kiedy ruszamy?"

„Jest tylko jeszcze jedna, mała kwestia w tym całym planie." Nathaniel dodał trochę niepewnie.

„Jaka?"

„Uważam, że jeśli nie możesz posługiwać się bronią to powinnaś zostać w wiosce."

Anders i Oghren z zaciekawieniem spojrzeli na Elissę. Kobieta dosyć długo milczała. W końcu zdała sobie sprawę, że nie mogąc walczyć tylko by im przeszkadzała.

„Dobrze. Zostanę w wiosce a Ty będziesz dowodzić."

„Tak jest." odpowiedział jej Howe.

W ciągu godziny złożyli obóz i ruszyli do wioski. Tam Elissa wynajęła pokój i pożegnała się z nimi prosząc o ostrożność. Następnie usiadła przy oknie i patrzyła jak jej towarzysze znikają za horyzontem. Jej mały oddział wrócił do wioski po dwóch zdań. Cała trójka była ubrudzona krwią i błotem ale była szczęśliwa. Nathaniel gdy tylko zobaczył Komendantkę zameldował:

„Zadanie wykonane, Komendantko. Szlak Pielgrzyma znowu jest bezpieczny."

„Gdybyś tylko widziała jak uciekali kiedy zdali sobie sprawę z kim mają do czynienia." zaśmiał się Oghren.

„Najważniejsze, że jesteście cali." powiedziała Elissa z uśmiechem.

„Howe dbał o nas." odpowiedział Anders.

„Zrobiłem to co miałem do wykonania." Nathaniel zaczął się z nimi drażnić „Nie myślcie sobie, że Was lubię czy coś."

„W życiu byśmy Ciebie o coś takiego nie podejrzewali." zaśmiał się Anders.

„Żarty zostawmy na później. Opowiadajcie jak było bo aż mnie skręca z ciekawości." Elissa była niecierpliwa.

„Dowódca tej misji przekaże Ci raport." oświadczył Anders „Ja z Oghrenem pójdę w końcu zjeść coś normalnego i się położyć na miękkim łóżku."

„Och, wybaczcie. Idźcie wszyscy wypocząć."

„Ja chętnie zdam Ci raport." uśmiechnął się Nathaniel.

„To może poczekać do jutra..." Elissa poczuła się trochę głupio.

„Nie jestem jeszcze zmęczony." Łucznik szybko wyjaśnił „Usiądźmy w cichym kącie i porozmawiajmy."

„A my idziemy. Dobranoc." powiedział Anders i pociągnął Oghrena za ramię w stronę pokoi.

„Więc jeśli zostajesz to czy napijesz się ze mną wina?" spytała Komendantka gdy Mag i Krasnolud zniknęli na piętrze.

„Z wielką przyjemnością." uśmiechnął się Howe.

Elissa poprosiła o butelkę wina oraz dwa kielichy i usiadła w kącie z Nathanielem. Rozlała im trunku i zaczęła słuchać historii swojego kompana. Łucznik starał się jej opowiedzieć wszystko co pamiętał, łącznie z docinkami, które wymieniali między sobą Anders i Oghren podczas podróży. Gdy już opowiedział wszystko a w kielichach pojawiło się dno, Elissa spytała Nathaniela jak w ogóle się czuje w Szarych Strażnikach.

„Jest dobrze." odpowiedział jej „Lubię siedzieć w Twierdzy jak i podróżować z Tobą. Nigdy nie doskwiera nam nuda. Skąd takie pytanie?"

„Na początku nie wyglądałeś na zadowolonego. Trochę się martwiłam, że pewnego dnia... zdezerterujesz."

„Muszę przyznać, że początkowo bycie Szarym Strażnikiem mi strasznie nie pasowało. Zwłaszcza pod Twoim dowództwem. W końcu zabiłaś mojego ojca. Ale po tym jak spotkałem swoją siostrę i jak widziałem, że traktujesz mnie jak... Przyjaciela a nie jak zdrajcę... Spodobało mi się to. Byłem i wciąż jestem wdzięczny za zaufanie jakim mnie obdarzyłaś. Dziękuję Ci." Nathaniel delikatnie objął swoją dłonią dłoń Komendantki i lekko ją ścisnął.

„Nie musisz mi co chwilę dziękować..." odpowiedziała mu Elissa i poczuła w sobie ciepło, którego już dawno nie czuła.

Spojrzała na twarz Nathaniela i w tym momencie poczuła się nim oczarowana. Był spokojny wieczór, oni we dwoje siedzieli przy stole i rozmawiali. Poczuła niesamowitą chęć by go pocałować. Howe jednak w tym momencie puścił jej rękę i po chwili nad sobą usłyszała głos gospodarza:

„Podać wam może coś jeszcze?"

„Nie, dziękujemy Gospodarzu." odpowiedziała uprzejmie „Pójdziemy już do swoich pokoi."

„Jak sobie Pani życzy."

„Odprowadzę Cię do Twego pokoju." zaproponował Nathaniel pierwszy wstając od stołu.

„To bardzo miłe, dziękuję." podziękowała Elissa, także wstała od stołu i ruszyła obok swojego przyjaciela na piętro.

„Mogę Cię jeszcze spytać czy jutro kierujemy się do Denerim czy wracamy do Amarantu?" spytał ją gdy już podchodzili do drzwi jej komnaty.

„Amarant. Stanowczo Amarant." odpowiedziała mu z uśmiechem „Dziękuję za raport i w ogóle za miły wieczór."

„Zawsze możesz na mnie liczyć."

Elissa wiedziała, że powinna już wejść do swojego pokoju ale wciąż nie umiała się pożegnać z Nathanielem.

„Komendantko?" Nathaniel rzucił pytające spojrzenie bo miał wrażenie, że kobieta chce mu jeszcze coś powiedzieć.

„Dobranoc, Nathanielu." wyrzuciła w końcu z siebie Strażniczka po czym szybko weszła do swojej komnaty, zamykając za sobą drzwi.

„Dobranoc, Elisso." cicho odpowiedział do drzwi Łucznik i poszedł do swojego pokoju.