Osiem dni później Elissa i jej oddział w końcu wrócił do Twierdzy. W połowie drogi jej dłoń wyzdrowiała więc żaden uzdrowiciel Szarych nie musiał dodatkowo oglądać rany. Zamiast jednak odpocząć, Komendantka od razu poprosiła Seneszala o spotkanie. Varel był bardzo zaskoczony jej prośbą ale oczywiście się zgodził.

„Już od razu weszła na pełne obroty?" Oghren nie mógł się nadziwić.

„Przez kilka dni czuła się raczej mało potrzebna. Może to jest powód jej natychmiastowego zaangażowania w obowiązki Komendantki?" zaproponował Anders.

„A może chce po prostu jak najszybciej zdać raport o naszej misji?" spytał Nathaniel.

„Niech się dzieje co chce. Chcę w końcu napić się z młodziakami piwa." powiedział Oghren.

„Ja za to się wykąpię i pójdę spać. Nie budźcie mnie do jutra." stwierdził Anders i ruszył w stronę pokoi.

„A ja chyba po prostu coś poczytam w spokoju." oznajmij Nathaniel i spokojnie ruszył za Andersem „Do jutra."

„Do jutra." odpowiedział im Oghren i ruszył w stronę piwnic.

-.-

Nathaniel siedział na swoim łóżku i próbował się skupić na tym co czyta. Jednak kompletnie mu to nie wychodziło. Prawdę mówiąc miał już taki problem od czasu rozmowy z Komendantką w wiosce nieopodal Denerim. Wciąż sobie przypominał w jaki sposób Elissa na niego patrzyła gdy jej dziękował za zaufanie jakim go obdarzyła. Co chwilę przypominał też sobie, że tuż przed wejściem do swojego pokoju wyglądała tak jakby chciała mu jeszcze coś powiedzieć. Tamtego wieczoru myślami wciąż wędrował do jej sypialni. Potem gdy ruszyli w drogę powrotną do Twierdzy, w każdą noc podczas swojej kolei na czuwaniu, obserwował jej namiot. Wtedy zwalał to na czystą czujność. Nie mógł pozwolić by kolejny atak na ich obóz skończył się jej zranieniem. Teraz jednak siedział w bezpiecznej Twierdzy i nie musiał wsłuchiwać się w noc. Pomimo tego wszystkiego wciąż nie potrafił się rozluźnić. Odłożył książkę na szafkę, położył się na łóżku i zaczął wpatrywać się w sufit. Jego myśli od razu powędrowały do komnaty Elissy. Oczami wyobraźni widział wnętrze jej pokoju i ją samą siedzącą przy biurku. Ta wizja sprawiała mu radość. W tym momencie z obłok zrzuciło go odgłos pukania do drzwi.

„Przysięgam, że jeśli to kolejny raz Oghren namawiający mnie do jednego, wspólnego kufelka, to zrobię mu z tyłka tarczę..." cicho zrzędził do siebie Nathaniel wyskakując z łóżka i podchodząc do drzwi.

Gdy je otworzył to musiał chwilę się zastanowić czy przez przypadek nie zasnął i nie jest to sen. Przed drzwiami stała Elissa ubrana w jedną z tych swoich wygodnych, „domowych" sukienek z cienkiego materiału i podkreślającą to co zazwyczaj ukrywała pod zbroją.

„Przepraszam, że Cię obudziłam." powiedziała do niego ze skruchą „Chciałabym z Tobą o czymś porozmawiać. Czy mogę wejść?"

„Tak, proszę." Nathaniel wpuścił ją do środka i wskazał jej miejsce przy biurku „To coś poważnego?"

„To zależy..." odpowiedziała mu tajemniczo Komendantka „Zdałam sobie sprawę z tego, że nie podziękowałam Ci za przejęcie dowództwa w momencie kiedy ja nie byłam w stanie pełnić swoich obowiązków."

„To nic wielkiego." Nathaniel jej odpowiedział.

„Mylisz się. Jeśli chodzi o zarządzanie Twierdzą nigdy nie żałowałam, że Varel mnie zastępuje. Nie widziałam go jednak nigdy jako zastępcy polowego.

„Brzmi to jak komplement..."

„Bo nim jest." Elissa się do niego uśmiechnęła po czym dodała „Dlatego po rozmowie z Seneszalem chciałabym Cię mianować Strażnikiem-Konstablem. Nie wiem jednak: co Ty na to?"

Nathaniel był zszokowany. On, Howe miał być Zastępcą Komendantki. Nawet nie wiedział, że takie stanowisko istnieje wśród Szarych Strażników. Spojrzał na Elissę próbując znaleźć cień żartu w jej oczach lub w wyrazie twarzy. Kobieta jednak wyglądała bardzo poważnie.

„Co ja na to?" zaczął Łucznik „Jestem zaszczycony. Bardzo zaszczycony." podkreślił ostatnie zdanie.

„To wspaniale." Strażniczka do niego szczerze się uśmiechnęła i wstała „W takim razie za dwa dni zorganizujemy ceremonię, na której awansuję Cię na Strażnika-Konstabla.

„Czy ja na pewno nie śnię?" Howe ją spytał także wstając i wciąż nie wierząc w to co usłyszał.

„To prawda a nie sen, Nathanielu." kobieta podeszła do drzwi i je otworzyła „A i jeszcze raz przepraszam za obudzenie i widzimy się rano. Dobranoc." po czym szybko wyszła zamykając za sobą drzwi.