Wieść o awansie Nathaniela rozeszła się z niesamowitą prędkością. Już kolejnego dnia Twierdza została poddana wielkiemu sprzątaniu by lśniła podczas ceremonii. Większość Strażników podchodziło do Howe'a pierwszy raz tylko po to by mu pogratulować awansu. Podeszła też do niego nie dawno zwerbowana kobieta. Śliczna, długonoga walcząca bronią oburęczną. Większość rekrutów płci męskiej marzyło choćby o spotkaniu z nią.
„Wielkie gratulacje." kobieta powiedziała do Howe'a gdy tylko do niego podeszła.
„Dziękuję." odpowiedział jej Nathaniel i przyjrzał się jej.
Jego uczniowie nie raz opowiadali o niej między sobą. Była wysoka, miała długie blond włosy i niebieskie oczy. Wyglądała bardziej na niewinną niewiastę, którą trzeba co chwilę ratować niż na wojowniczkę.
„Jak się czujesz ze świadomością, że zaraz będziesz tuż po Komendantce, najważniejszą osobą wśród Szarych Strażników?" spytała go spoglądając mu ufnie w oczy.
„Nadal mi trudno w to uwierzyć." odpowiedział jej szczerze „Ty jesteś...?"
„Amelia ale możesz mi mówić Mia jeśli chcesz..." dziewczyna zaproponowała seksownie.
„Dawno temu Cię zwerbowali?" Nathaniel nie dał się podejść.
„Zaledwie kilka dni temu." odpowiedziała mu „Zawsze chciałam się przysłużyć społeczeństwu. Dlatego postanowiłam, że zostanę Strażnikiem."
„Rozumiem... Kto Cię uczył walczyć?"
„Sama się nauczyłam. To znaczy ciągle się uczę."
„Walczysz bronią dwuręczną, prawda?"
„Skąd wiesz?"
„Widzę co nosisz ze sobą."
„Och, no tak." Amelia się zaśmiała krótko „Straszne dziadostwo jest ciężkie."
„Jak każda broń, zwłaszcza dwuręczna. Kobieta walcząca czymś takim musi mieć niezłą krzepę."
„Wiem, dlatego myślę czy nie przeszkolić się na coś lżejszego. Może... Łuk?" Amelia rzuciła słodkie spojrzenie do Nathaniela.
Łucznik jednak tuż przed pytaniem Amelii skierował swój wzrok na Elissę, która wyszła z Twierdzy i ruszyła po placu treningowym. Tym samym zarejestrował pytanie swojej rozmówczyni z lekkim opóźnieniem.
„Do strzelania z łuku też jest potrzebna siła." odpowiedział jej rzeczowo.
„To może... Prywatne lekcje?"
Nathaniel dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę z tego, że Amelia chce go po prostu poderwać. Uśmiechnął się do niej i odpowiedział:
„Nie udzielam prywatnych lekcji. Możesz przejść do mojego oddziału treningowego ale zapewniam Cię, że nie będzie ani trochę lżej."
Dziewczyna była zszokowana ale po chwili odeszła od niego z ponurą miną. Nathaniel jednak długo nie nacieszył się spokojem bo po chwili podeszli do niego grupą Anders, Oghren, Sigrun, Velanna oraz Justynian.
„Gratulujemy awansu." rozpoczął Anders i Howe dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że stoi obok niego nie jedna a kilka osób.
„Dziękuję Wam." odpowiedział im uprzejmie.
„Jako jeden z pierwszych zostałeś Starszym Strażnikiem a teraz będziesz Strażnikiem-Konstablem. Szybko pniesz się w górę." kontynuował Mag.
„Jest w tym i wasza zasługa. Nie raz przecież razem podróżowaliśmy i po części to dzięki Wam mogłem się wykazać." zauważył Nathaniel.
„Jaki jesteś słodki kiedy pamiętasz o nas." zachwyciła się Sigrun.
„Pamiętaj też o nas jak kiedyś zostaniesz Komendantem." dodał Oghren.
„Nie mam zamiaru zabierać tego stanowiska Elissie." zaśmiał się Howe „Ale dziękuję Wam. Za wszystko."
„Uważasz, że odpokutowałeś już swoje złe uczynki?" spytał poważnie Justynian.
„Do końca życia będę to pewnie robić." odpowiedział Łucznik „Ale jako Strażnik-Konstabl dołożę jeszcze więcej starań by świat stał się lepszy dla wszystkich."
„Brzmi szlachetnie ale wydaje mi się to głupie." zauważyła Velanna.
„A cóż to za zgraja?" grupa usłyszała wesoły głos Elissy.
„O nie, to Pani Komendantka." zaśmiał się Anders udając przerażenie.
„Dajcie Nathanielowi trochę spokoju." powiedziała Strażniczka „Od rana widzę jak co chwilę ktoś do niego zagaduje. Porozmawiacie wieczorem po wypełnieniu wszystkich obowiązków."
„Nie lubię kiedy brzmisz jak... Komendantka." odezwał się Oghren.
„Wiem ale dopiero jutro jest ceremonia awansu. Jeśli nie chcecie jutro pracować to musicie dzisiaj nadrobić trochę ćwiczeń."
„Tak jest, Komendantko..." odpowiedział zrezygnowany Anders i dodał żartobliwie „Chodźcie. Zróbmy co trzeba by Dowództwo nam nie sapało nad karkiem."
Przyjaciele Nathaniela w końcu go zostawili z Elissą. Kobieta chwilę stała i obserwowała jak grupka ludzi odchodzi. Następnie powiedziała do mężczyzny:
„Wysłałam Twojej siostrze oraz jej rodzinie zaproszenie na ceremonię."
„Naprawdę?" Howe był zaskoczony „Dziękuję Ci. Myślałem o tym ale nie wiedziałem czy cywile mogą brać udział w ceremoniach Szarych. Przy awansie na Starszego Strażnika nie było za bardzo czas na żadne ceremonie."
„Mogą jeśli są zaproszeni. Za jakiś czas list powinien trafić do jej rąk więc spokojnie do jutra wieczora powinna przybyć. A kiedy awansowałam Ciebie jak i innych na Starszych Strażników to czas oraz nastroje polityczne nie pozwalały nam na zorganizowanie ceremonii."
„Wiem o tym."
Elissa stała milcząca i wyglądała tak jakby chciała mu jeszcze coś przekazać ale nie bardzo wiedziała jak to zrobić.
„Coś się dzieje?" spytał ją z troską.
„Nie, tylko, że..." zaczęła dosyć pokrętnie „Muszę powiadomić wszystkich fereldeńskich strażników o Twoim awansie. Także tych, którzy przebywają poza Twierdzą. A tych, którzy są niedaleko, tradycja nakazuje mi zaprosić."
„Czyli Alistaira też." Howe teraz zrozumiał jej zmartwienie „Myślisz, że przyjedzie?"
„Wątpię ale może mnie zaskoczy."
„Wyślij mu zawiadomienie tuż przed ceremonią. W taki sposób nie zdąży przyjechać."
„To jest myśl." Elissa do niego się uśmiechnęła „Tak, zrobię. Dziękuję za radę. A teraz wracaj do trenowania rekrutów."
„Tak jest, Komendantko." odpowiedział jej z bezczelnym uśmiechem kiedy kobieta odeszła od niego.
