Nathaniel chciał wywinąć się z wieczornego spotkania ze Strażnikami by móc spokojnie przygotować się do jutrzejszej ceremonii. To jednak mu się nie udało. Ani się nie obejrzał a zdążył wypić kilka kielichów wina. Zaczęła się nowa kolejka kiedy nagle tłum blisko drzwi ucichł. Po chwili ludzie się rozproszyli i do stolika podeszła Elissa.
„Mogę się przyłączyć na jednego?" spytała lekko się uśmiechając.
Niemal od razu ktoś podstawił jej krzesło, ktoś inny postawił przed nią kielich a jeszcze ktoś inny napełnił go winem.
„Znowu zabrzmię nudno i jak typowa Komendantka ale powinniście powoli kończyć tę posiadówkę. Nathaniel nie może na kacu odbierać awansu."
„Oj, Elisso... Nie bądź taka..." zaczął Oghren.
„Wy wszyscy macie jutro się porządnie prezentować." Komendantka mu przerwała po czym dodała uśmiechając się „A teraz wznieśmy kielichy i wypijmy za Nathaniela Howe'a: nowego konstabla Fereldeńskiej Szarej Straży."
„Za Nathaniela." rozniosło się chórem po sali i wszyscy opróżnili kielichy.
„A teraz ja go odprowadzę do pokoju i jeśli złapię któregoś na tym, że próbuje go ponownie wyciągnąć albo co gorsza będzie jutro na ceremonii kiepsko wyglądać, to za karę przez miesiąc będzie kąpać mojego psa."
„Tak jest..." rozniosło się chóralnie po sali.
„Życzę Wam miłej nocy." powiedziała Elissa i wstała.
Tuż za nią wstał Nathaniel, pomachał jeszcze wszystkim i ruszył za kobietą w stronę w swojej komnaty.
„Teoretycznie to jestem Ci wdzięczny za wyciągnięcie mnie z stamtąd." powiedział do niej w połowie drogi.
„Tak?" spytała Strażniczka „Szkoda tylko, że inni mnie aktualnie mało co lubią." dodała ze śmiechem.
„Taki los dowódcy." odpowiedział jej z uśmiechem.
Przez resztę drogi milczeli. W końcu stanęli przed drzwiami komnaty Łucznika.
„Wyśpij się dobrze." powiedziała Komendantka „Jutro czeka Cię dużo polityki i nie tylko."
„Wiem." odpowiedział jej Howe z uśmiechem i już sięgał do klamki gdy jeszcze raz spojrzał na Elissę i dodał „Nie pożałujesz nigdy tej decyzji."
„Wiem." kobieta szczerze mu odpowiedziała „Dobranoc." klepnęła go jeszcze delikatnie w ramię i ruszyła przed siebie.
-.-
Nazajutrz cała Twierdza została niemal wywrócona do góry nogami. Elissa odwołała wszelkie treningi i kazała każdemu Strażnikowi się wykąpać oraz przygotować do uroczystości. W połowie tego całego zamieszania otrzymała informację o przybyciu do Twierdzy Delilah i jej rodziny. Od razu skierowała swoje kroki do nich:
„Siostra Nathaniela, prawda?" spytała podchodząc do nich.
„Witaj Bohaterko Fereldenu." ukłoniła się jej kobieta a za nią postąpili podobnie jej mały synek oraz mąż „Dziękujemy za zaproszenie. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy być przy moim bracie w takiej chwili."
„Domyślam się. I mówcie mi Elissa. Zaprowadzę Was do pokoju gościnnego a następnie do Nathaniela."
„Dziękujemy Ci."
Komendantka zaprowadziła specjalnych gości Nathaniela do komnat, które były przeznaczone dla gości a gdy chciała ich zostawić by mogli odpocząć, Delilah spytała ją o możliwość zobaczenia teraz swojego brata. Strażniczka się zgodziła i po chwili poprowadziła ją korytarzem do komnaty Łucznika. Kazała jej stanąć obok tak by Howe jej od razu nie zobaczył i zapukała. Po chwili w drzwiach pojawił się mężczyzna ubrany tylko w formalne spodnie.
„Elissa..." usłyszała zdziwienie w jego głosie „Już czas? Którą mamy godzinę?"
„Spokojnie, Nathanielu." uspokoiła go kobieta „Masz jeszcze sporo czasu. Spójrz kto już przybył."
„Cześć Braciszku." Delilah stanęła obok Elissy uśmiechnięta „Musiałam Cię jeszcze złapać przed tą całą ceremonią."
„Delilah!" Łucznik wyglądał na szczęśliwego i przytulił swoją siostrę „Nie wiedziałem, że przybędziesz tak szybko."
„Niespodzianka!" Delia odpowiedziała radośnie.
„Dam Wam trochę prywatności." wtrąciła się delikatnie Strażniczka i zostawiła ich samych.
Nathaniel odprowadził wzrokiem swojego dowódcę po czym wpuścił siostrę do swojej komnaty. Kobieta rozejrzała się po pokoju po czym obróciła się do niego i powiedziała:
„Dziadek byłby z Ciebie taki dumny."
„To miłe, że tak mówisz." odpowiedział jej Nathaniel „A gdzie Albert i Padric?"
„Zostawiłam ich w naszym pokoju. Od kiedy wczoraj dostaliśmy zaproszenie, Padric nie mówi o nikim innym, tylko o Tobie."
„To bardzo miłe. Dziękuję."
„Jesteśmy w końcu rodziną." Delilah odpowiedziała z radością i usiadła przy biurku „Powiedz mi Nathanielu..." zaczęła dosyć ostrożnie „Spotykasz się z kimś?"
„To trochę dziwne pytanie biorąc pod uwagę okoliczności." odpowiedział jej brat i usiadł na skraju łóżka naprzeciw niej.
„Czyli mam rozumieć, że nie?" nacisnęła na niego.
„Skąd w ogóle takie pytanie?"
„Bo patrzyłeś na Elissę z dziwnym błyskiem w oku. Zresztą ona na Ciebie też." odpowiedziała mu bezpośrednio „Dodatkowo ostatnio często wspominasz swojego dowódcę i dopiero teraz połączyłam fakty, że Komendantką Straży jest Bohaterka Fereldenu.
„Nie mam pojęcia o czym mówisz." zaprzeczył Łucznik ale wypowiedź siostry dała mu do myślenia.
„Rozumiem, że nic jej nie powiedziałeś."
„Nawet gdyby, to nie jest to takie proste."
„Dlaczego?"
„Nie dawno się z kimś rozstała i jest z rodu Couslandów. Nasza rodzina nie będzie jej tolerować."
„To teraz powiem Ci pewną ciekawostkę. Zanim zaczęło się to całe szaleństwo z ojcem, to matka Elissy zaproponowała wyswatanie jej z Thomasem. Ojciec uznał to jednak za obrazę, zwłaszcza że córka Couslandów nie była typową damą tylko próbowała udawać mężczyznę, jak to nasz ojciec określił. Myślę, że po części to było też zapalnikiem do tego, co się potem stało."
„A Ty skąd to wszystko wiesz?"
„Podsłuchałam ich rozmowę. Thomas nawet nie wiedział o tym, ponieważ ojcu ten pomysł od razu się nie spodobał i nawet nie dał temu pomysłowi zaistnieć. Ale spójrz jakie poczucie humoru ma Stwórca. Skoro nie Thomas to Ty."
„Za dużo się naczytałaś tych swoich romansideł." stwierdził Nathaniel z przekąsem.
„Może i tak ale jeśli nie spróbujesz i jej nie powiesz co czujesz, to potem możesz tego żałować do końca życia." Dalia wstała i podeszła do niego „Daj sobie szansę na szczęście." po czym skierowała się do drzwi i wyszła.
-.-
Ceremonia awansu Nathaniela wyszła dużo lepiej niż Elissa przypuszczała. Po oficjalnej części, na której przed wszystkimi Strażnikami w Twierdzy oraz paroma specjalnymi gośćmi nadała Howe'owo stopień Strażnika-Konstabla, przyszła pora na przyjęcie i na polityczne rozmowy. Komendantka z dumą obserwowała w jaki sposób jej prawa ręka przeprowadzała rozmowy polityczne jak i towarzyskie. Wszyscy począwszy od rekrutów a kończąc na Starszych Strażnikach wyglądali bardzo elegancko w nowych, formalnych strojach, które Elissa zamówiła już kawałek czasu wcześniej. Musiała przyznać, że krawcowe sprawdziły się idealnie. Formalny mundur Szarego Strażnika był uszyty w większości lekkiego, ciemno szarego materiału i posiadał ciemno niebieskie elementy na ramionach oraz piersi. Starsi Strażnicy, Seneszal jak i ona posiadali jeszcze wyszytego białego gryfa na piersiach. Gdy cała impreza trwała w najlepsze Varel podszedł do Elissy i cicho jej przekazał:
„Przybył Posłaniec z Wysokoża, Komendantko. Poprosił o Ciebie jeśli jesteś obecna w Twierdzy."
„Z Wysokoża? To niezbyt optymistycznie brzmi." zauważyła Elissa „Dziękuję. Już idę."
Elissa próbując zachować spokój wyszła z głównej sali i skierowała się do holu. Tam faktycznie czekał na nią posłaniec.
„Pani Elissa Cousland?" spytał ją żołnierz widząc ją.
„Tak." odpowiedziała i stanęła przed nim.
„Mam dla Pani wiadomość i rozkaz poczekania na Pani odpowiedź skoro jest Pani obecna w Twierdzy." kurier podał jej wiadomość.
Elissa od razu zerwała pieczęć Wysokoża i zaczęła czytać. Już po paru zdaniach poczuła ulgę, ponieważ spodziewała się dużo gorszych wieści. Fergus informował ją, że właśnie zaręczył się z kobietą, którą nie dawno poznał. Tym samym zaprasza ją oraz jej gwardię honorową na przyjęcie zaręczynowe, które ma się odbyć pod koniec przyszłego tygodnia. „Tylko to ma być mała gwardia, Elisso!" napisał jej w liście na co kobieta się uśmiechnęła do siebie. W wiadomości znalazła też wyjaśnienie, że wydał Posłańcowi rozkaz poczekania na wiadomość właśnie ze względu na niezbyt odległy termin całego wydarzenia. Komendantka skierowała się do sali obok, spisała krótką odpowiedź dla brata, w której mu pogratulowała i obiecała dołożyć wszelkich starań, żeby przybyć oraz, że jej gwardia będzie liczyć trzy osoby. Następnie przekazała wiadomość Posłańcowi, który po jej otrzymaniu od razu wyszedł. Gdy wchodziła po schodach by wrócić do głównej sali naprzeciw niej wyszedł Nathaniel.
„Wszystko w porządku?" spytał z troską.
„Tak, Panie Konstablu." odpowiedziała mu z uśmiechem.
„Ciężko mi się przyzwyczaić jeszcze do tego tytułu..." zauważył Nathaniel.
„Dopiero go otrzymałeś." powiedziała Strażniczka stając obok niego „Za kilka dni będzie to dla Ciebie coś normalnego. Wracajmy do towarzystwa."
Kobieta ruszyła przed siebie i po chwili weszła do sali. Tuż za nią pojawił się Łucznik. Elissa nawet nie zdążyła się rozejrzeć gdy obok niej przebiegł chłopiec, który zatrzymał się przy kolanach Nathaniela. Mężczyzna z radością podniósł chłopaka i przytulił go do siebie. Po chwili pojawiła się Delia szukająca syna.
„Ach, tutaj jesteś." powiedziała z ulgą widząc synka w ramionach swojego brata.
„Mamo, ja też będę Szarym Strażnikiem." powiedział dumnie chłopczyk.
„Najpierw musisz dorosnąć, młody człowieku." odezwała się Elissa z uśmiechem i podchodząc do nich „Ale jak dorośniesz i nadal będziesz chciał zostać Szarym Strażnikiem to zgłoś się do mnie. Sama Cię nauczę parę sztuczek."
„Słyszysz, mamo?" chłopczyk był zachwycony.
„Masz rękę do dzieci." zauważyła Delilah.
„Po prostu nie mam nic przeciwko dzieciom." odpowiedziała Elissa.
„Czyli nie myślałaś jeszcze o własnych?" spytała Delia jakby nigdy nic.
„Delilah..." Nathaniel zwrócił jej uwagę, że nie powinna poruszać tego tematu.
„Myślałam." Strażniczka kompletnie zignorowała uwagę Nathaniela „Ale do tego trzeba przede wszystkim dwojga. A ja...No nie ukrywajmy, aktualnie nie spotykam się z nikim."
„Możesz być moją dziewczyną." powiedział chłopczyk co sprawiło, że Komendantka aż się uśmiechnęła szerzej „A jak dorosnę to będziemy mieć dzieci."
„Nie rozpędzaj się tak szybko." odezwał się Nathaniel „Jesteś za młody dla niej."
„Ale Ty wujku nie, prawda?"
Nathaniel poczuł skręt w żołądku. Popatrzył na siostrzeńca a następnie na swoją siostrę, która patrzyła na niego miną niewiniątka.
„To nie takie łatwe." odpowiedziała chłopcu Elissa uprzejmie „Wiek to nie wszystko. Musi być coś... szczególnego..." dodała i gdy wypowiadała ostatnie słowo skierowała swój wzrok na jego wuja.
„To prawda." potwierdziła Delia „Chodź, Padricu, poszukamy taty."
Delilah wzięła od Nathaniela chłopca i zostawiła ich samych rzucając jeszcze sugestywne spojrzenie swojemu bratu.
„Masz uroczego siostrzeńca." powiedziała luźno Elissa.
„To prawda." odpowiedział jej Howe „Komendantko, to znaczy Elisso czy mógłbym..."
„Komendantko jeden z żołnierzy chce się z Tobą widzieć." Varel przerwał prośbę Nathaniela.
„Czy coś się stało?" Strażniczka spytała Seneszala.
„Lepiej, żebyś sama to zobaczyła." odpowiedział jej mężczyzna i kobieta skierowała się do wyjścia.
„Ja też pójdę." zaoferował Nathaniel.
„Zostań tutaj i czyń obowiązki Konstabla." Varel stanowczo go zatrzymał i sam podążył za Elissą.
Komendantka i Seneszal wyszli z sali i podążyli za żołnierzem, który czekał na nich przed drzwiami. Strażniczka myślała, że coś się stało na dworze ale Strażnik poprowadził ich w głąb komnat sypialnianych. W końcu stanęli przed drzwiami Nathaniela, na których widniały krwistoczerwone litery układające się w napis „ZDRAJCA". Elissa stała i długo myślała jak ma zareagować. Nie wierzyła, że wśród Strażników jest ktoś kto nienawidzi na tyle Nathaniela by zrobić coś takiego.
„Kto to znalazł?" spytała cicho.
„Ja, proszę Pani." odpowiedziała cicho jedna z pokojówek przyprowadzona przez jednego z Strażników „Od razu postanowiłam powiadomić Was." dodała ze strachem.
„Dobrze zrobiłaś." powiedziała do niej Elissa i zwróciła się do Strażnika „Zapewne nikt nic nie widział, prawda?"
„Niestety, Komendantko." odpowiedział jej ze smutkiem Strażnik.
„Rozumiem. Wezwijcie ludzi i zmyjcie to. Nie chcę tego widzieć i nie chcę też, żeby Konstabl się o tym dowiedział."
„Tak jest." zrozumiał rozkaz Strażnik a Elissa ruszyła z powrotem z Seneszalem.
„Mam do Ciebie wielką prośbę." zaczęła cicho.
„Niech zgadnę: mam spróbować ustalić kto za tym stoi?"
„Tak ale delikatnie i przede wszystkim cicho. Nie chcę rozgłosu."
„Myślisz, że jakiś Strażnik jest w to zamieszany?"
„Na pewno ktoś kto wie gdzie Nathaniel ma swoją komnatę."
„A co z Konstablem?"
„Na to też mam rozwiązanie. Muszę wyruszyć do Wysokoża.
„Coś złego się stało?"
„Zależy jak dostrzegasz zaręczyny." uśmiechnęła się Elissa.
„Fergus się zaręczył? Proszę mu przekazać moje gratulacje. Rozumiem więc, że zabierasz ze sobą Nathaniela.
„Andersa i Oghrena też."
„Kiedy wyruszasz?"
„Pojutrze. Jutro przekażę swojej gwardii informacje w tej sprawie."
„W takim razie rozpocznę swoje śledztwo w momencie jak wyruszysz."
„To dobry pomysł."
Elissa i Varel dotarli w końcu pod główną salę. Komendantka spojrzała na drzwi i głośno westchnęła:
„Jest jakiś sposób by jakoś przetrwać tą całą politykę do końca wieczora?" spytała zrezygnowana Seneszala.
„Jest." mężczyzna do niej się uśmiechnął i dodał „Wino i taniec. Zabaw się trochę. To Cię odpręży."
„Jestem Komendantką..." zaczęła protestować.
„Jesteś też kobietą. Do tego bardzo piękną i mądrą. Wykorzystaj to."
„Zabrzmiało to jak flirt." zaśmiała się Elissa.
„Gdybym był z dwadzieścia lat młodszy to bardzo chętnie zaprosiłbym Cię na parkiet."
Seneszal otworzył drzwi i przepuścił Elissę przodem samemu zamykając za sobą drzwi. Komendantka ruszyła w tłum mając w głowie słowa Varela „Wino i taniec". Tak dawno z nikim nie tańczyła, że obawiała się czy wciąż pamięta jak to się robi. Seneszal jednak jak zawsze zadbał o wszystko. Gdy bardowie skończyli grać aktualną piosenkę, usłyszała znajome tony. Wynajęci muzycy właśnie zaczęli grać to co można było usłyszeć w każdej gospodzie w Fereldenie. Po chwili obok niej pojawił się Anders.
„Zatańczymy?" spytał podając jej swoją dłoń a ona od razu się zgodziła.
W taki sposób Varel zapewnił jej zabawę jakiej nie miała od dawna. Komendantka z wielką chęcią tańczyła z każdym, kto tylko zechciał ją poprosić do tańca i piła małymi łykami wino. W końcu utwory stały się dużo spokojniejsze i Elissa usiadła na krześle by móc odpocząć. Nie spodziewała się, że ktokolwiek zaprosi ją w tym momencie do tańca ale się pomyliła:
„Mogę prosić do tańca?" usłyszała dziecięcy głosik a gdy spojrzała na jego źródło, zobaczyła małego Padrica.
„Jesteś bardzo uroczym chłopcem." Strażniczka uśmiechnęła się do niego, podała mu swoją dłoń i pozwoliła mu się poprowadzić na parkiet.
Chłopczyk powoli się z nią kręcił co jakiś czas depcząc jej po nogach. Kobieta jednak udawała, że w ogóle nie czuje jego stóp na swoich palcach i uśmiechała się do niego zachęcająco. Nagle za sobą usłyszała znajomy głos:
„Dobra, Młody, odbijamy. Mama chciałaby z Tobą zatańczyć."
Padric spojrzał na swojego wuja, ukłonił się Elissie po lordowsku, chwycił swoją mamę za dłoń i zaczął się z nią teraz kręcić. Komendantka nie wiedziała czemu ale poczuła się w tym momencie dziwnie. Kompletnie nie wiedziała co ma zrobić ale to Howe przejął inicjatywę. Delikatnie wziął ją za rękę, drugą rękę położył na jej plecach, lekko przyciągnął ją do siebie i zaczął ją powoli prowadzić.
„Spokojnie. Nie będę Ci deptać po palcach." Nathaniel zażartował by rozładować napięcie między nimi.
„Zauważyłeś?" spytała Elissa ze śmiechem.
„Niestety tak. Dlatego pomyślałem, że Cię uratuję."
„A ja myślałam, że chciałeś po prostu ze mną zatańczyć, Konstablu."
„Bo chciałem."
Nathaniel był zaskoczony, jak bardzo Komendantka mu ufa w tańcu. Wiele też by dał by ta piosenka trwała wiecznie i by nie musiał wypuszczać kobiety ze swoich ramion ale musiało to nastąpić. Elissa nieśpiesznie odsunęła się od niego i podziękowała za wspaniały taniec. W tym momencie bardowie ogłosili ostatnią piosenkę i kobieta podążyła do Seneszala by przygotować się na pożegnanie gości.
„Cousland i Howe." powiedziała cicho Delilah do Nathaniela stając obok niego „Stwórca faktycznie ma specyficzne poczucie humoru."
Nathaniel w duchu przyznał swojej siostrze racje. Wiedział, że coś między nim a Elissą iskrzy. Zastanawiał się tylko: co z tego w najbliższej przyszłości wyjdzie?
