Nazajutrz późnym popołudniem Elissa zwołała Andersa, Oghrena i Nathaniela do komnaty obrad. Cała trójka spodziewała się kolejnej grupy mrocznych pomiotów albo bandytów, których trzeba zlikwidować. Nie spodziewali się jednak zostania gwardią honorową.
„Naprawdę chcesz nas zabrać ze sobą?" Anders nie dowierzał „Nie, żebym miał coś przeciwko ale zazwyczaj mamy obóz, ewentualnie w miarę czyste łóżko a tutaj mamy mieć niemal królewskie warunki."
„Nie wiem co nas czeka w Wysokożu. Nie byłam tam odtąd..." zawahała się „No zanim zostałam Szarym Strażnikiem." Elissa nie chciała przypominać zdrady ojca Howe'a.
„Myślałem, że po pokonaniu Arcydemona odwiedziłaś Wysokoże. Mówiłaś, że się tam wybierasz." odpowiedział Oghren.
„Taki był plan ale..." zamilkła bo nie wiedziała czy powinna poruszać w ogóle ten temat ze swoimi kompanami.
„Ale?" rzucił Nathaniel.
„Ale Alistair widział to inaczej." skończyła ponuro „Mniejsza o niego." rozjaśniła się trochę „Macie zabrać nie tylko swój formalny mundur ale też coś eleganckiego."
„Czemu tak?" spytał Anders.
„Nie wiem kogo oczekuje Wysokoże: Komendantki Szarej Straży czy Bohaterki Fereldenu. Nie miałam nawet jak spytać o to Fergusa."
„Myślę, że Wysokoże oczekuje Lady Cousland." odpowiedział Mag.
„A ja uważam, że wszyscy będą bardziej zainteresowani Bohaterką Fereldenu." wtrącił się Oghren.
„I właśnie dlatego stąd moja prośba. Czy mogę na Was polegać?" - spytała Elissa.
„Zawsze." odpowiedział Nathaniel za wszystkich.
„W takim razie jutro z samego rana spotykamy się na śniadaniu. Szybko coś zjemy i wyruszamy. Kawałek drogi przed nami."
„Tak jest, Komendantko."
Elissa wyszła by wykonywać swoje obowiązki dowódcy, natomiast mężczyźni zostali i zaczęli ze sobą rozmawiać na temat całej uroczystości zaręczyn.
„Myślicie, że będą tam jakieś chętne panny?" spytał Oghren.
„Nawet pokojówki będą miały za wysokie progi dla Ciebie." odpowiedział mu drażniąco Anders.
„Czy Ty mi wyrzucasz, że jestem niski?" Krasnolud podjął rękawicę.
„Jesteś jak beczka bimbru. Gruby, niski i śmierdzisz alkoholem."
„Beczka bimbru... Ciekawe jaki jest w Wysokożu..."
„Byłeś kiedyś w Wysokożu?" Apostata spytał Łucznika.
„Nie." odpowiedział Nathaniel „Ojciec bardzo szybko wysłał mnie do Wolnych Marchii."
„Czyli Elissy ani Fergusa też nie znałeś wcześniej?"
„Elissę tylko z opowieści a Fergusa nie poznałem do tej pory."
„Teraz będziesz miał okazję."
Anders i Oghren cieszyli się na myśl o wyprawie do Wysokoża. Nathaniel jednak siedział przy stole i myślał o tym czy faktycznie to właśnie on powinien się tam pojawić. Sam z siebie nigdy by się tam nie wybrał. Z drugiej strony to Elissa go do tego zadania wybrała a ona wiedziała co robi. Nawet się nie spodziewał, że ta sprawa zajmie mu myśli na resztę dnia.
-.-
Podróż do Wysokoża zajęła im prawie tydzień. W końcu stanęli przed bramami rezydencji. Elissa nieśpiesznie prowadziła ich w stronę głównych drzwi rozglądając się dookoła. W jednym momencie wszystkie jej wspomnienia związane z tym miejscem odżyły. Czuła radość i smutek dostrzegając znajome miejsca i łącząc je ze wspomnieniami kiedy stały one w płomieniach a ludzie wokół uciekali. W końcu Komendantka wraz ze swoją gwardią dotarła do wejścia. Gdy drzwi zaczęły się otwierać wzięła głęboki oddech i czekała.
„Pani Arlessa Amarantu Lady Elissa Cousland." zaanonsował ją gwardzista głośno.
„Arlessa..." powiedziała kobieta cicho do siebie i po chwili usłyszała nad sobą znajomy głos.
„Eli!" powitał ją Fergus schodząc do niej.
Komendantka uśmiechnęła się do niego i pozwoliła bratu wziąć ją w ramiona.
„Cieszę się, że pokonałaś taki kawałek drogi." powiedział do niej radośnie gdy wypuszczał ją ze swoich ramion.
„Za nic w świecie nie odmówiłabym poznania swojej przyszłej bratowej." odpowiedziała uprzejmie „Gdzie ona jest?"
„Aktualnie jej tutaj nie ma."
„Och..." Elissa poczuła się rozczarowana „Myślałam, że przebywa w rezydencji."
„Okazjonalnie do czasu ślubu." odpowiedział jej brat „Ale przybędzie na obiad. Wtedy ją poznasz."
„Już myślałam, że chcesz mi ją dopiero jutro przedstawić."
„Prawdę mówiąc spodziewałem się Ciebie dopiero jutro. To dla niej będzie miła niespodzianka. Przedstawisz mi swoją gwardię?" spytał podchodząc do jej towarzyszy.
„Starszy Szary Strażnik Anders." przedstawił się Mag pierwszy.
„Fergus Cousland, miło mi poznać." brat Elissy uścisnął dłoń Andersa.
„Starszy Szary Strażnik Oghren." przedstawił się dumnie Krasnolud.
„Fergus Cousland, miło mi poznać." Fergus uścisnął dłoń Oghrena.
„Szary Strażnik-Konstabl Nathaniel Howe." przedstawił się Łucznik i podał rękę starszemu Cousland.
Po minie władcy Wysokoża przez malutką chwilę można było dostrzec szok. Jednak po chwili wyprostował się i uścisnął dłoń Konstabla dużo mocniej niż pozostałych mówiąc tylko:
„Fergus Cousland."
Nathaniel nie dał po sobie poznać, że zauważył szok i wściekłość w oczach Fergusa. Władca Wysokoża odwrócił się do Elissy i powiedział:
„Mogę Cię na chwilę poprosić w cztery oczy?"
„Jasne." odpowiedziała mu uprzejmie i zwróciła się do swoich towarzyszy „Poczekajcie tutaj. Zaraz wracam."
Komendantka przeszła ze swoim bratem do kąta sali. Gdy Fergus miał pewność, że gwardia siostry go nie słyszy wyrzucił z siebie cicho:
„Czy Ty oszalałaś?"
„Ale o co Ci chodzi?" spytała go niewinnym tonem Elissa.
„Howe tutaj? Dodatkowo w Twojej gwardii honorowej i to jeszcze jako... Konstabl?"
„Nathaniel nie jest swoim ojcem." odpowiedziała mu ostro, chyba nawet trochę za ostro „Nie oceniaj go tylko z powodu nazwiska. Jest moim zaufanym człowiekiem. Zresztą myślisz, że mianowałbym go Konstablem gdybym myślała inaczej?"
„Miałem nadzieję, że otrzymałaś rozkaz mianowania go odgórnie a nie, że sama, dobrowolnie go wybrałaś."
„Ja dowodzę Szarymi Strażnikami w Fereldenie i to ja decyduję kogo mianuję na jakie stanowisko. Nathaniel udowodnił swoją lojalność i oddanie Szarej Straży niejednokrotnie. Jeśli nie chcesz go tutaj to oznacza, że mnie samej także nie chcesz. Fereldeńska Szara Straż to ja. Masz coś do mojego człowieka to masz i do mnie."
„Twarda suka się z Ciebie zrobiła." odburknął Fergus po czym zrezygnowany westchnął i dodał „Posłucham Ciebie i dam mu szansę ale wątpię, że wszyscy goście to przetrawią."
„To ich problem a nie mój." Elissa krótko podsumowała.
Fergus uśmiechnął się lekko do niej, po czym położył dłoń na jej plecach i poprowadził ją do gwardii mówiąc:
„Służba pokaże Wam pokoje. Odpocznijcie do obiadu."
„Dziękujemy." powiedziała Komendantka z uśmiechem.
„A my porozmawiamy jeszcze podczas posiłku." Fergus zwrócił się do siostry, potargał jej przyjaźnie włosy i poszedł załatwiać swoje sprawy.
Niemal od razu pojawiła się służba i poprowadziła ich do swoich komnat. Elissa jako Arlessa dostała osobny pokój ale jej gwardia otrzymała jedną komnatę na trzech.
„Proszę Cię Oghren, nie jedz niczego co mogłoby zaszkodzić Twojemu trawieniu dopóki musimy nocować razem w zamkniętym pomieszczeniu." powiedział Anders siadając na jednym łóżku.
„W taki sposób chcesz, żebym chodził głodny." odpowiedział mu Krasnolud opierając się o szafę.
„Może uda nam się jakoś przetrwać te cztery dni i nie umrzeć tutaj ze smrodu." zauważył Nathaniel wygładzając swoją pościel i kładąc się po chwili na niej.
„Właśnie, skoro już mówimy o śmierci. Miałem tam na dole wrażenie, że Fergus miał ochotę przebić Cię mieczem. Nie obawiasz się, że dorzucą Ci czegoś do jedzenia czy coś?" spytał Mag jakby nigdy nic.
„Do tej pory nawet o tym nie myślałem." odpowiedział mu Łucznik chłodno i dodał sarkastycznie „Dzięki wielkie."
„Przecież tylko żartuję." Apostata próbował się wytłumaczyć „Przecież Elissa by nas tutaj nie zabierała gdyby wiedziała, że coś nam grozi."
„Ty i Oghren nie macie na nazwisko Howe. Wy jesteście bezpieczni. Moje nazwisko kojarzy się mieszkańcom Wysokoża z rzezią i zdradą." Nathaniel spojrzał zasmucony przez okno „A może w końcu dogoniła mnie po prostu zemsta Elissy?"
„No i widzisz co narobiłeś?" rzucił Oghren gniewnie do Andersa, podszedł do łóżka Nathaniela i usiadł obok jego nóg „Chyba nie powiesz mi, że serio tak myślisz o Elissie?"
„Sam już nie wiem co mam myśleć." Nathaniel spojrzał smutno na krasnoluda „Myślałem... Miałem nadzieję, że..."
„Zaufaj swojej intuicji." przerwał mu Mag „Aż nie wierzę, że Ci to mówię ale czy Ty jesteś ślepy?"
„Co masz na myśli?"
„Przez całą podróż do Wysokoża między Tobą a Elissą wyczuwało się coś szczególnego. Sposób w jaki na Ciebie patrzyła nie świadczył o nienawiści do Ciebie i chęci zemsty. Ona Cię kocha. Zauważ to w końcu."
„Kocha?" Howe prychnął „Myślisz, że jest skłonna pokochać syna człowieka, który wymordował prawie całą jej rodzinę?"
„Ona widzi Nathaniela, swojego lojalnego przyjaciela a nie Howe'a, syna mordercy jej rodziny. Kiedy to wreszcie dostrzeżesz?"
„Nie wierzę, że to mówię ale zgadzam się z magiem." powiedział Oghren.
„Dzięki chłopaki." Nathaniel uśmiechnął się do nich „Takiego kopa potrzebowałem. Naprawdę."
„Zawsze możesz na nas liczyć." Oghren poklepał go po kolanach po czym jakby nic spytał „Jak myślicie kiedy podadzą coś do jedzenia?"
