Rano podczas śniadania Fergus spoglądał na siostrę z wyrazem niezadowolenia na twarzy. Komendantka na początku chciała go zignorować ale gdy nie potrafiła się skupić na jedzeniu czując ciągle wzrok swojego brata na sobie w końcu go spytała:

„O co Ci chodzi?"

„Moi ludzie donieśli mi o godzinie Twojego powrotu do rezydencji." odpowiedział jej chłodno.

„I?" dopytała go Elissa patrząc mu w oczy.

„Jak Ci mówiłem, żebyś nie wracała zbyt późno miałem na myśli dużo wcześniejszą godzinę."

„Mogłeś sprecyzować. Dla mnie ta godzina nie była zbyt późna."

Fergus przewrócił oczami i wrócił do swojego posiłku nie drążąc dalej tematu. Gdy kończyli śniadanie, Strażniczka spytała jakby nigdy nic brata:

„Mogę skorzystać z jednej komnaty na odprawę?"

„Jasne." odpowiedział jej „Wybierz sobie jakąś wolną. Jutro z tym będzie trudniej bo wiele gości zostaje na noc w rezydencji."

„To tym będę się jutro martwić."

Elissa skończyła posiłek, poczekała aż reszta jej towarzyszy się posili po czym zabrała ich ze sobą w poszukiwaniu wolnej, zamkniętej przestrzeni. Gdy ją znalazła stanęła przed nimi i zaczęła:

„Po wczorajszej rozmowie z Fergusem wiem jak się przedstawia dzisiejszy plan dnia. Jak wiecie: dzisiaj odbędzie się oficjalne przyjęcie zaręczynowe. Rozpoczyna się po zachodzie Słońca ale niektórzy goście zaczną przybywać za niedługo. Ja jednak nie mam zamiaru się śpieszyć dlatego też pojawimy się w głównej sali tuż przed rozpoczęciem tego całego cyrku. Przez ten czas się przygotujcie. Wykąpcie się, zwłaszcza Ty Oghrenie. Zadbajcie o czystość swojej broni. Nie chcę widzieć nawet kropli krwi na nich. Macie być gotowi kiedy na zewnątrz zacznie zachodzić Słońce. Wszystko jasne?"

„Tak." odpowiedział Nathaniel w imieniu całej gwardii „Ale do zachodu Słońca pozostało jeszcze kilka godzin. Uważasz, że naprawdę potrzebujemy aż tyle czasu na przygotowania?"

„Biorąc pod uwagę, że macie jedną wannę na trzy osoby, w tym na Oghrena..." Elissa udawała, że analizuje te informacje „To jak najbardziej. Wywietrzcie też swoją komnatę."

„Tak jest, Komendantko." Howe potwierdził rozkaz i zabrał swoich przyjaciół do ich komnaty pozostawiając Elissę samą.

Młodsza Cousland wyszła dopiero po chwili z komnaty. Przez chwilę stała na korytarzu i obserwowała jak służba wędruje w jedną i w drugą stronę strasznie zabiegana. W końcu ruszyła w stronę ogrodu. Tam też trwały przygotowania. Były rozstawiane ławki i ustawiane świece, które miały w nocy zapewnić odpowiedni, romantyczny klimat. Fergus jednak miał rację. Ogród wyglądał przepięknie i bardzo przypominał ten, który stworzyła ich matka. Ze wzruszeniem spojrzała na różnokolorowe krzewy róż.

„Twoja matka uwielbiała róże, prawda?" Elissa usłyszała za sobą męski głos.

Gdy się odwróciła zobaczyła gwardzistę mniej więcej w jej wieku, który kogoś jej przypominał ale nie potrafiła sobie do końca przypomnieć kogo.

„Nie pamiętasz mnie, prawda?" spytał ją łagodnie.

„Przypominasz mi kogoś ale..." Strażniczka intensywnie myślała i nagle sobie przypomniała swojego kolegę z miasta, syna jednego z kupców „Solus, prawda?"

„A jednak pamiętasz." Solus się do niej szeroko uśmiechnął „Byłem pewny, że nie będziesz wiedziała kim jestem."

„Jesteś gwardzistą? Przecież miałeś zostać kupcem jak Twój ojciec."

„Tak było dopóki ten zdradziecki Howe nie puścił z dymem całego Wysokoża." odpowiedział jej z pogardą „Słyszałem, że udało Ci się uciec i prawdę mówiąc cieszyłem się kiedy usłyszałem, że zabiłaś tego zdrajcę. Ludzi, którzy wtedy zginęli ciężko zliczyć."

„Ale Tobie udało się przeżyć. A co z Twoimi rodzicami?"

„Oni nie mieli tyle szczęścia. Byli w samym środku tego piekła a ja... Ja wtedy poszedłem naprzeciw karawany z dostawą naszego towaru i byłem poza murami kiedy to wszystko się zaczęło. Widziałem jak całe moje życie ginie w płomieniach. Straciłem wszystko i myślałem, że nigdy nie uda mi się stanąć na nogi. Wysokoże zostało przejęte przez ludzi Howe'a i wszyscy, którzy byli w środku zginęli.

„W jaki więc sposób udało Ci się przeżyć no i wrócić tutaj?"

„Skryłem się z garstką ludzi, którym udało się uciec. Miesiącami byliśmy uciekinierami bojąc się albo ludzi Howe'a albo mrocznych pomiotów. Kiedy jednak to się wszystko zakończyło a Fergus wrócił do Wysokoża by objąć tron, ja postanowiłem zaciągnąć się do jego wojska. Przyjął mnie z otwartymi ramionami i ani się nie obejrzałem a zostałem gwardzistą w rezydencji. Gdy tylko usłyszałem, że przybywasz postanowiłem, że muszę w jakiś sposób się z Tobą spotkać."

„Mogłeś poprosić Fergusa o spotkanie." zauważyła Elissa.

„To nie byłoby właściwe. Pamiętałem jednak, że uwielbiałaś podziwiać ogród. Dlatego zdecydowałem się objąć patrol na ten czas właśnie tutaj. Wiedziałem, że prędzej czy później tutaj przyjdziesz."

„Dość sporo pamiętasz o mnie. Czemu więc chciałeś się ze mną spotkać?"

„Chciałem Ci pogratulować pokonania Arcydemona i tego, że zostałaś Komendantką Szarej Straży. Zawsze wiedziałem, że jest Ci pisana ścieżka wojownika a nie damy, która siedzi bezczynnie."

„No cóż..." Strażniczka poczuła się lekko zakłopotana „Dziękuję więc i miło było Cię spotkać."

„Dla mnie to prawdziwy zaszczyt. Wiedz, że podczas pobytu jesteś w ogrodzie bezpieczna."

Elissa ponownie mu podziękowała po czym bardzo chętnie wycofała się do rezydencji. Niby w rozmowie nie wyszło nic złego a miała wrażenie, że grozi jej niebezpieczeństwo. Szybko pokonała korytarze, dotarła do swojej komnaty i zamknęła się w niej darując sobie dalsze samotne spacery po rezydencji.