Rano podczas śniadania Fergus spoglądał na siostrę z wyrazem niezadowolenia na twarzy. Komendantka na początku chciała go zignorować ale gdy nie potrafiła się skupić na jedzeniu czując ciągle wzrok swojego brata na sobie w końcu go spytała:
„O co Ci chodzi?"
„Moi ludzie donieśli mi o godzinie Twojego powrotu do rezydencji." odpowiedział jej chłodno.
„I?" dopytała go Elissa patrząc mu w oczy.
„Jak Ci mówiłem, żebyś nie wracała zbyt późno miałem na myśli dużo wcześniejszą godzinę."
„Mogłeś sprecyzować. Dla mnie ta godzina nie była zbyt późna."
Fergus przewrócił oczami i wrócił do swojego posiłku nie drążąc dalej tematu. Gdy kończyli śniadanie, Strażniczka spytała jakby nigdy nic brata:
„Mogę skorzystać z jednej komnaty na odprawę?"
„Jasne." odpowiedział jej „Wybierz sobie jakąś wolną. Jutro z tym będzie trudniej bo wiele gości zostaje na noc w rezydencji."
„To tym będę się jutro martwić."
Elissa skończyła posiłek, poczekała aż reszta jej towarzyszy się posili po czym zabrała ich ze sobą w poszukiwaniu wolnej, zamkniętej przestrzeni. Gdy ją znalazła stanęła przed nimi i zaczęła:
„Po wczorajszej rozmowie z Fergusem wiem jak się przedstawia dzisiejszy plan dnia. Jak wiecie: dzisiaj odbędzie się oficjalne przyjęcie zaręczynowe. Rozpoczyna się po zachodzie Słońca ale niektórzy goście zaczną przybywać za niedługo. Ja jednak nie mam zamiaru się śpieszyć dlatego też pojawimy się w głównej sali tuż przed rozpoczęciem tego całego cyrku. Przez ten czas się przygotujcie. Wykąpcie się, zwłaszcza Ty Oghrenie. Zadbajcie o czystość swojej broni. Nie chcę widzieć nawet kropli krwi na nich. Macie być gotowi kiedy na zewnątrz zacznie zachodzić Słońce. Wszystko jasne?"
„Tak." odpowiedział Nathaniel w imieniu całej gwardii „Ale do zachodu Słońca pozostało jeszcze kilka godzin. Uważasz, że naprawdę potrzebujemy aż tyle czasu na przygotowania?"
„Biorąc pod uwagę, że macie jedną wannę na trzy osoby, w tym na Oghrena..." Elissa udawała, że analizuje te informacje „To jak najbardziej. Wywietrzcie też swoją komnatę."
„Tak jest, Komendantko." Howe potwierdził rozkaz i zabrał swoich przyjaciół do ich komnaty pozostawiając Elissę samą.
Młodsza Cousland wyszła dopiero po chwili z komnaty. Przez chwilę stała na korytarzu i obserwowała jak służba wędruje w jedną i w drugą stronę strasznie zabiegana. W końcu ruszyła w stronę ogrodu. Tam też trwały przygotowania. Były rozstawiane ławki i ustawiane świece, które miały w nocy zapewnić odpowiedni, romantyczny klimat. Fergus jednak miał rację. Ogród wyglądał przepięknie i bardzo przypominał ten, który stworzyła ich matka. Ze wzruszeniem spojrzała na różnokolorowe krzewy róż.
„Twoja matka uwielbiała róże, prawda?" Elissa usłyszała za sobą męski głos.
Gdy się odwróciła zobaczyła gwardzistę mniej więcej w jej wieku, który kogoś jej przypominał ale nie potrafiła sobie do końca przypomnieć kogo.
„Nie pamiętasz mnie, prawda?" spytał ją łagodnie.
„Przypominasz mi kogoś ale..." Strażniczka intensywnie myślała i nagle sobie przypomniała swojego kolegę z miasta, syna jednego z kupców „Solus, prawda?"
„A jednak pamiętasz." Solus się do niej szeroko uśmiechnął „Byłem pewny, że nie będziesz wiedziała kim jestem."
„Jesteś gwardzistą? Przecież miałeś zostać kupcem jak Twój ojciec."
„Tak było dopóki ten zdradziecki Howe nie puścił z dymem całego Wysokoża." odpowiedział jej z pogardą „Słyszałem, że udało Ci się uciec i prawdę mówiąc cieszyłem się kiedy usłyszałem, że zabiłaś tego zdrajcę. Ludzi, którzy wtedy zginęli ciężko zliczyć."
„Ale Tobie udało się przeżyć. A co z Twoimi rodzicami?"
„Oni nie mieli tyle szczęścia. Byli w samym środku tego piekła a ja... Ja wtedy poszedłem naprzeciw karawany z dostawą naszego towaru i byłem poza murami kiedy to wszystko się zaczęło. Widziałem jak całe moje życie ginie w płomieniach. Straciłem wszystko i myślałem, że nigdy nie uda mi się stanąć na nogi. Wysokoże zostało przejęte przez ludzi Howe'a i wszyscy, którzy byli w środku zginęli.
„W jaki więc sposób udało Ci się przeżyć no i wrócić tutaj?"
„Skryłem się z garstką ludzi, którym udało się uciec. Miesiącami byliśmy uciekinierami bojąc się albo ludzi Howe'a albo mrocznych pomiotów. Kiedy jednak to się wszystko zakończyło a Fergus wrócił do Wysokoża by objąć tron, ja postanowiłem zaciągnąć się do jego wojska. Przyjął mnie z otwartymi ramionami i ani się nie obejrzałem a zostałem gwardzistą w rezydencji. Gdy tylko usłyszałem, że przybywasz postanowiłem, że muszę w jakiś sposób się z Tobą spotkać."
„Mogłeś poprosić Fergusa o spotkanie." zauważyła Elissa.
„To nie byłoby właściwe. Pamiętałem jednak, że uwielbiałaś podziwiać ogród. Dlatego zdecydowałem się objąć patrol na ten czas właśnie tutaj. Wiedziałem, że prędzej czy później tutaj przyjdziesz."
„Dość sporo pamiętasz o mnie. Czemu więc chciałeś się ze mną spotkać?"
„Chciałem Ci pogratulować pokonania Arcydemona i tego, że zostałaś Komendantką Szarej Straży. Zawsze wiedziałem, że jest Ci pisana ścieżka wojownika a nie damy, która siedzi bezczynnie."
„No cóż..." Strażniczka poczuła się lekko zakłopotana „Dziękuję więc i miło było Cię spotkać."
„Dla mnie to prawdziwy zaszczyt. Wiedz, że podczas pobytu jesteś w ogrodzie bezpieczna."
Elissa ponownie mu podziękowała po czym bardzo chętnie wycofała się do rezydencji. Niby w rozmowie nie wyszło nic złego a miała wrażenie, że grozi jej niebezpieczeństwo. Szybko pokonała korytarze, dotarła do swojej komnaty i zamknęła się w niej darując sobie dalsze samotne spacery po rezydencji. Dzień zaczął się powoli kończyć a Elissa stała przed lustrem i zastanawiała się czy trochę nie przesadziła jeśli chodzi o jej wygląd. W Amarancie krawcowa uszyła jej piękną, wizytową suknię, która była całkiem inna od tych, które nosiła kiedykolwiek. Była długa, ciemno niebieska, miała rozłożystą spódnicę, dekolt w trójkąt i szerokie ramiączka. Wokół pasa miała ciemno-szary pasek związany z tyłu w dużą kokardę. Musiała przyznać, że to była suknia godna Arlessy Amarantu. Do sukni Elissa wybrała wygodne buty w kolorze sukni oraz założyła naszyjnik, który otrzymała tuż po swoim dołączeniu do Szarej Straży. Swoje zazwyczaj upięte włosy rozpuściła dzięki czemu opadały jej łagodnymi falami na ramiona.
„Chłopaki mnie wyśmieją." pomyślała przeglądając się ostatni raz w lustrze i wyszła z komnaty.
Podeszła do drzwi naprzeciw i zapukała w nie mocno. Niemal od razu się otworzyły i wyszedł z nich Oghren.
„Pięknisie już kończą się szykować." powiedział stając na korytarzu i przyjrzał się swojemu Dowódcy „A niech mnie, bryłkowiec kopnie, ale z Ciebie seksowna laska. Nie żebyś wcześniej nie była ale teraz te ciało aż zachęca do schrupania."
„Tak sądzisz?" spytała go i spojrzała na niego.
Rzadko widziała Oghrena tak czystego i pachnącego. Jego formalna zbroja świeciła czystością podobnie jak ostrze jego topora. Musiała przyznać, że była zadowolona z jego wyglądu. Zanim jednak zdążyła mu coś więcej powiedzieć z komnaty wyszedł Anders. Ubrany był w zieloną szatę maga obszytą na ramionach pięknym futrem. Elissa musiała przyznać, że prezentował się dostojnie.
„No no no." powiedział Apostata mierząc ją wzrokiem „Taki wygląd powinien być zakazany."
„Przesadziłam, prawda?" spytała go Strażniczka.
„Nie. Wyglądasz idealnie."
„To prawda." Komendantka usłyszała swojego Konstabla, który wyszedł z komnaty.
Nathaniel wyglądał lepiej niż mogła kiedykolwiek przypuszczać. Miał na sobie szarą, formalną, skórzaną zbroję, która podkreślała jego wyrzeźbioną sylwetkę a łuk na jego plecach był wypolerowany. Przez moment nie wiedziała gdzie ma podziać oczy. Howe miał bardzo podobnie ze swoim dowódcą. Gdy tylko zobaczył Elissę miał ochotę podejść do niej i zanurzyć się w jej ustach. Chciał ją przyciągnąć do siebie i nie wypuszczać już nigdy z rąk. Odchrząknął głośno co sprawiło, że i Strażniczka spadła na ziemię.
„Wszyscy wyglądacie idealnie." powiedziała zadowolona „Wspaniała gwardia honorowa."
Komendantka ruszyła korytarzami a tuż za nią szli jej towarzysze. Nathaniel nie potrafił oderwać wzroku od kobiety przed sobą. W końcu Anders musiał go szturchnąć by zaczął się orientować co się dzieje dookoła.
„Skup się." powiedział do niego cicho na co Howe odpowiedział mu skinieniem głowy.
„Arlessa Amarantu, Bohaterka Fereldenu, Komendantka Szarej Straży Lady Elissa Cousland." zaanonsował gwardzista przy drzwiach ich przybycie.
Grupa Strażników weszła do środka i zobaczyła tłum ludzi i na samym końcu sali stojącego Fergusa z Liv. Elissa ruszyła śmiało przed siebie sprawiając, że ludzie po jej bokach kłaniali jej się. W końcu podeszła do swojego brata i powitała go oraz jego narzeczoną.
„Prawie się spóźniłaś." rzucił jej cicho Fergus.
„Ale zdążyłam." odpowiedziała mu także cicho i stanęła niedaleko nich.
Okazało się, że była ostatnim gościem, który miał przybyć. Fergus w imieniu swoim i Liv powitał raz jeszcze swoich gości po czym zaprosił ich wszystkich do stołu. Posiłek na szczęście minął szybko i zaczęła się cała zabawa. Na podium stała grupa muzyków, która umilała im czas piosenkami, kilka par tańczyło na parkiecie ale większość gości wędrowało między sobą i wymieniali ze sobą przeróżne uprzejmości. Elissa niestety była jedną z tych osób, z którą każdy chciał zamienić choćby słowo. Stała więc w miejscu i czekała aż wszyscy podejdą do niej i powiedzą co chcą.
„Może ze mną zostać tylko jeden z Was." powiedziała Elissa do swojej gwardii między jednym rozmówcą a drugim.
„Co to za zabawa skoro Ty nie możesz się ruszyć." powiedział Anders.
„A ja tam lubię słuchać jak Ci wchodzą do tyłka." dodał Nathaniel z ironią.
„A ja czekam aż towarzystwo sobie trochę wypije i zacznie być bardziej towarzyskie." stwierdził Oghren.
Elissa uśmiechnęła się do nich z wdzięcznością i usłyszała obok znany głos, którego nie spodziewała się usłyszeć tutaj:
„Komendantko."
Po chwili przed nimi pojawił się mężczyzna w zbroi i z blond włosami. Elissa poczuła jak blednieje na twarzy i zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, Oghren wyrzucił z siebie:
„Alistair!"
W jednej chwili Anders i Nathaniel zdali sobie sprawę z tego, że to jest TEN Alistair. Howe przyjrzał mu się dokładnie i poczuł jak coś mu się skręca w żołądku.
„Czołem Oghren." powitał go mężczyzna po czym ciepło zwrócił się do Strażniczki „Miło Cię zobaczyć, Elisso. Wyglądasz przepięknie."
„Dziękuję..." odpowiedziała mu kobieta „Co tutaj robisz?"
„Towarzyszę Arlowi Eamonowi jako jego gwardzista. Przedstawisz mnie swojej gwardii?"
„Starszy Szary Strażnik Anders." wtrącił się Anders i podał mu rękę na powitanie „Dużo słyszeliśmy o Tobie."
„Mam nadzieję, że same dobre rzeczy." odpowiedział mu Alistair ściskając jego dłoń z uśmiechem.
„Nie do końca." odpowiedział mu szczerze Howe i podał mu swoją dłoń „Szary Strażnik-Konstabl Nathaniel Howe."
„Ach, no tak. Otrzymałem wiadomość o wyznaczeniu Strażnika-Konstabla..." dawna miłość Elissy uścisnęła jego dłoń totalnie ignorując jego atak.
„Myślałam, że przebywasz w Denerim." kontynuowała rozmowę Strażniczka.
„Przebywałem ale ostatnio przeniosłem się do Redcliffe. Czy sprawisz mi ten zaszczyt i ze mną zatańczysz, moja droga?"
„Czemu nie?" zgodziła się Elissa i dała mu się poprowadzić na parkiet.
„Moja droga?" rzucił gniewnie Nathaniel „I po tym jak ją potraktował ona zgadza się z nim ot tak zatańczyć?"
„Uspokój się. To tylko jeden taniec." odpowiedział mu uspokajająco Anders.
„Masz rację..." Łucznik musiał przyznać Magowi rację i wziął głęboki oddech.
Po jednej piosence Elissa wróciła do swoich towarzyszy ale ku niezadowoleniu Howe'a w towarzystwie Alistaira. Rycerz zamiast się zająć swoimi obowiązkami gwardzisty rozmawiał ciągle z Komendantką. Wyglądało na to, że kobieta dobrze się czuje w jego towarzystwie. W końcu do ich grupy podszedł sam Arl Eamon.
„Witaj Strażniczko." powitał ją uprzejmie „Widzę, że Alistair odnalazł Cię bez większego problemu."
„Witaj Arlu Eamonie." odpowiedziała Elissa „Miło znów Cię widzieć. Jak sprawy się mają w Redcliffe?"
„Odkąd skończyła się Plaga jest dobrze. Odbudowaliśmy niemal całe miasto i powoli wracamy do normalności."
„Ciężko wrócić do normalności po czymś takim."
„To prawda ale mój lud jest silny. Podołamy temu. Jak kiedyś będziesz w pobliżu to wstąp proszę do mnie. Bardzo chętnie Cię u siebie ugoszczę i chętnie powspominam czas naszej wspólnej walki z pomiotami."
„Dziękuję za zaproszenie Arlu." Strażniczka podziękowała uprzejmie.
„Chodź, Alistairze, nie przeszkadzajmy Strażniczce." Eamon zwrócił się do swojego gwardzisty „Jej brat się zaręczył i czas najwyższy by zaczęła się tym cieszyć a nie wysłuchiwała ciągle polityki od nas, starych pryków."
„Dasz mi jeszcze dziesięć minut?" spytał rycerz swojego wuja.
Eamon spojrzał na Elissę czekając na to co ona ma w tej sprawie do powiedzenia.
„Dziesięć minut mam jeszcze wolne." powiedziała łagodnie.
„W takim razie zgoda." Arl odszedł pozostawiając swojego gwardzistę.
„Czy możemy porozmawiać gdzieś na osobności?" spytał Alistair swojego Dowódcę.
„Możemy." odpowiedziała mu Elissa i skierowała się do swoich towarzyszy „Zostańcie tutaj. Zaraz wracam."
Kobieta ruszyła z rycerzem w tłum. Nathaniel przez chwilę myślał czy nie iść za nimi ale zanim zdążył cokolwiek zrobić Anders już wstrzymał jego działania:
„Będzie zła jeśli Cię złapie na śledzeniu jej." powiedział Mag.
„Naprawdę uważasz, że powinna z nim iść sama?" spytał go Łucznik.
„Alistair nie pozwoli by stała jej się krzywda." odpowiedział mu Oghren po czym szybko zmienił temat „Pójdę po piwo. Chcecie też?"
„Nathanielowi przydałoby się raczej coś mocniejszego." zażartował Anders.
„Nie zaburzę swojej koncentracji alkoholem." stwierdził Howe „Wystarczająco jest tutaj ludzi, którzy patrzą na Elissę jak na łakomy kąsek."
„Siebie też do nich wliczasz?" rzucił Apostata.
Nathaniel pozostawił to bez odpowiedzi. Oghren w końcu postanowił iść po piwo tylko dla siebie. Gdy do nich wrócił z kuflem, Elissy jeszcze nie było.
W tym samym czasie Elissa po wyjściu z głównej sali skierowała się z Alistairem do ogrodu. Tam usiadła z nim na jednej z ławek i rzuciła ostrzej niż zamierzała:
„O czym chciałeś porozmawiać?"
„Chciałem Cię przeprosić za całe te moje, dziecinne zachowanie." odpowiedział jej Alistair „Nie wierzę, że przez moje tchórzostwo straciłem taką kobietę jak Ty."
„Dość długo Ci zajęło dojście do takich wniosków."
„Pewnie tak to wygląda ale zdałem sobie sprawę z tego kiedy nie otrzymałem odpowiedzi na ostatni list."
„Spodziewałeś się, że po Twoim wyznaniu zechcę jeszcze dać Ci szansę? Musiałam w Amarancie sama sobie radzić z polityką, z żądną krwi szlachtą, pomiotami oraz bandytami. Przez cały ten czas ani razu nie pojawiłeś się w Twierdzy. Nawet nie wiesz ile razy czekałam na wieść o Twoim przybyciu. Ale dzień za dniem mijał a Ty się nie pojawiałeś. Byłeś w Denerim, zaledwie tydzień drogi ode mnie i nigdy nie przyszedłeś mnie odwiedzić. Złamałeś mi serce a ja jeszcze miałabym chcieć dawać Ci kolejną szansę? Wybacz Alistairze ale to co było między nami zostało zakończone i nie chcę do tego wracać. Już nigdy."
„Elisso..." rycerz próbował się bronić „Po tym jak Eamon wróci do Redcliffe wyruszę niezwłocznie do Amarantu. Daj mi szansę naprawić swoje błędy. Proszę Cię, moja droga."
„Nie." Komendantka była stanowcza „Nawet jeśli przybędziesz do Twierdzy Czuwania to nie licz na odbudowanie naszych relacji. Wystarczająco przepłakałam nocy, żeby teraz do tego wracać. A teraz wybacz ale muszę wracać do towarzystwa i do moich, zaufanych ludzi." powiedziała i wstała z ławki.
„Zwłaszcza do Howe'a, co?" rzucił jeszcze Alistair na pożegnanie i niemal od razu tego pożałował.
„Nawet jeśli, to nie jest to Twój interes." warknęła do niego i odeszła.
Gdy tylko weszła do głównej sali od razu zaczęła wypatrywać gdzie stoją mocniejsze trunki. Gdy zauważyła kąt z beczką, szybko do niego podeszła, nalała sobie kufel alkoholu i opróżniła go cały. Dolała sobie jeszcze drugą partię i wróciła do swoich towarzyszy.
„Wszystko w porządku?" spytał ją Nathaniel.
„Tak." odpowiedziała mu „Idźcie się bawić. Nie po to was brałam byście teraz siedzieli przy mnie cały wieczór."
„Jesteś pewna?" spytał Anders z troską.
„Potraktujcie to jak rozkaz." powiedziała i wypiła znowu całą zawartość kufla naraz.
Anders i Oghren po chwili milczenia zostawili Elissę w spokoju. Nathaniel natomiast usiadł obok niej i nie wyglądał na takiego, który ma zamiar się gdzieś ruszyć.
„Rozkaz dotyczy także Ciebie, Konstablu." rzuciła Elissa.
„Wiem, Komendantko." odpowiedział jej oficjalnie Howe „Ale ja w taki sposób się bawię."
„Jako dziecko musiałeś być bardzo samotny." powiedziała z przekąsem do niego i dopiero jak słowa wyszły zdała sobie sprawę, że mogła go urazić „Przepraszam... Nie chciałam Cię urazić."
„Nic nie szkodzi." odpowiedział jej Łucznik „Powiesz mi co się dzieje?"
„A co ma się dziać? Mój brat zaręczył się drugi raz. A ja nawet chłopaka nie potrafię sobie znaleźć na stałe."
„Brak chłopaka tak Cię boli?"
„Nie. Jasne, że nie."
„To co?"
„To nie miejsce ani czas na takie rozmowy." westchnęła smutno „Kiedy indziej o tym porozmawiamy."
„Rozumiem. W takim razie czy uczynisz mi ten zaszczyt i ze mną zatańczysz?"
„Bardzo chętnie."
Strażniczka podała Nathanielowi swoją dłoń i pozwoliła mu się zaprowadzić na parkiet. Muzyka była aktualnie bardzo spokojna więc Łucznik przyciągnął ją do siebie delikatnie i tańczył z nią powoli. Oboje milczeli dając się prowadzić muzyce. Elissa musiała przyznać, że czuła się przy nim bezpieczna dlatego też z zaufaniem oparła głowę na jego piersi. Mężczyzna z zadowoleniem przyjął jej gest i ani się nie zorientował kiedy sam zaczął muskać delikatnie jej włosy w tańcu. W końcu piosenka się skończyła i niechętnie odsunęli się od siebie. Howe już miał ją prowadzić na miejsce kiedy ona ścisnęła mocniej jego dłoń i spytała:
„Pójdziesz się ze mną przewietrzyć?"
„Tak." odpowiedział jej wdzięczny za jej propozycję.
Taniec rozpalił niesamowicie zmysły Nathaniela dlatego z wdzięcznością przyjął propozycję wyjścia do chłodnego ogrodu. Elissa miała podobnie. Alkohol i taniec spowodowały, że ledwo potrafiła utrzymać ręce przy sobie. Przeszli razem kawałek ogrodu i stanęli przy sporym krzewie róż.
„Piękny ogród." rzucił Howe po długiej chwili ciszy.
„To prawda." odpowiedziała mu Elissa „Przypomina bardzo ten, który pamiętam z dzieciństwa."
„Biegałaś wokół kwiatów z kwiatami we włosach?" zażartował Nathaniel.
„Coś w tym stylu." zaśmiała się Strażniczka po czym dodała poważnie „Matka lubiła w ogrodzie spędzać wolny czas. Chyba po prostu lubiła obecność natury wokół."
„Rozumiem... Czy teraz mi powiesz co Ci powiedział takiego Alistair, że wróciłaś taka wściekła?"
„Nie chcę rozmawiać teraz o Alistairze." stanowczo odpowiedziała po czym łagodnie dodała „Ale dziękuję za Twoją troskę. Jesteś..." w tej chwili kobieta zdała sobie sprawę, że ani trochę nie ugasiła swojego wewnętrznego pożaru „Wspaniałym przyjacielem. Czy bardzo Ci to będzie przeszkadzać jeśli się do Ciebie teraz przytulę?"
„Wolałbym coś więcej." odpowiedział jej Nathaniel, chwycił jej twarz w swoje dłonie i pocałował ją głęboko w usta.
Mężczyzna szybko się od niej odsunął i już mruczał słowa przeprosin kiedy Elissa przyciągnęła go siebie i odwzajemniła jego pocałunek. Na początku ich pocałunki były krótkie i jakby pytające by po chwili zamienić się w falę namiętności. Nathaniel objął Strażniczkę w pasie i przyciągnął ją jak najbliżej siebie nie odrywając od niej ust ani na moment. W końcu przestali się całować i spojrzeli sobie w oczy.
„Jesteś cudowną kobietą." powiedział cicho Łucznik i oparł głowę o jej czoło.
„Skoro tak sądzisz to co Ty na to by zakończyć już tą imprezę i przenieść się do mojej komnaty?" spytała go Elissa.
„Z przyjemnością."
Odsunęli się od siebie i ruszyli w stronę komnat sypialnianych. Strażniczka otworzyła swoją komnatę i zaprosiła swojego gościa do środka rozglądając się wcześniej czy nikt ich nie widzi. Pomimo tego, że nie powiedzieli nic Andersowi i Oghrenowi, żadnego z nich nie zaskoczył na sali brak Elissy i Nathaniela oraz brak przyjaciela w jego łóżku w nocy.
