Nathaniel otworzył rano oczy i zobaczył śpiącą obok niego Elissę. Przez chwilę myślał, że wciąż śni dlatego wyciągnął do niej dłoń i pogłaskał ją delikatnie po policzku. W jego snach w tym momencie sen się kończył a on sam się budził a teraz to się nie stało. Uśmiechnął się do siebie na myśl o tym, że faktycznie w nocy kobieta oddała mu się w całości.
„Kocham Cię." powiedział cicho nawet nie oczekując odpowiedzi.
„Ja Ciebie też, Nathanielu." odpowiedziała mu śpiąco Elissa i otworzyła oczy.
„Obudziłem Cię?"
„I tak już tylko drzemałam. Gdybym spała to pewnie nie usłyszałabym tego wyznania."
„Powiedziałbym Ci po wybadaniu czy byś mnie nie wyśmiała."
„Po tym co się stało w nocy Ty jeszcze wątpiłeś w moje uczucia?"
„Po prostu trudno mi uwierzyć we własne szczęście. Tak długo o tym marzyłem, że przez chwilę myślałem, że to tylko sen."
„Rozumiem Cię doskonale. To co dzisiaj porobimy? Zostaniemy w łóżku?"
„Chciałbym ale masz swoje obowiązki. Miałaś ten ostatni dzień spędzić z Fergusem i Liv."
„Ech, niestety wiem. Chcesz dołączyć?"
„Przecież i tak tam będę. Jestem Twoim gwardzistą, pamiętasz?"
„Myślałam o dołączeniu jako... ktoś więcej niż gwardzista."
„Och..." Nathaniel poczuł się trochę głupio ze swojej niedomyślności „Nie wiem czy to dobry pomysł..."
„Dlaczego?" Elissa posmutniała.
„Elisso, kochanie, nie zrozum mnie źle." mężczyzna od razu zaczął się tłumaczyć „Kocham Cię i chciałbym powiedzieć o tym całemu światu ale Fergus mnie zabije jak się dowie, że jesteśmy razem."
„Twoja głowa ładnie by się prezentowała nad bramą." zaśmiała się Strażniczka po czym poważnie dodała „Mnie nie obchodzi to co myśli Fergus. Kocham Cię i nie chcę się z tym ukrywać. Zbyt długo musiałam ukrywać swoje uczucia bo nie byłam pewna jak zareagujesz."
„Nie obawiasz się, że w Twierdzy zaczną gadać, że otrzymałem stanowisko Konstabla poprzez łóżko?"
„Nie obchodzi mnie to. Ciebie to obchodzi?"
„Obchodzisz mnie tylko Ty."
„To w czym problem?"
Howe spojrzał w oczy swojej ukochanej i stwierdził, że kobieta ma rację. Zbyt długo ukrywali swoje uczucia, niepewni uczuć tego drugiego. Zbyt dużo czasu zmarnowali udając, że nic między nimi nie ma.
„W porządku." powiedział do niej w końcu „Dołączę jako Twój partner."
„Dziękuję."
Elissa przybliżyła się do mężczyzny i pocałowała go namiętnie w usta. Nathaniel od razu odwzajemnił jej pocałunek przyciągając ją bliżej siebie.
„Zanim jednak pójdziemy to może skorzystamy jeszcze z odrobiny tej prywatności?"
„Bardzo chętnie." zgodziła się Elissa i ponownie otworzyła się dla niego.
-.-
Elissa i Nathaniel zeszli razem na śniadanie jakby to było coś normalnego. Od razu zauważyli Andersa siedzącego samotnie i jedzącego. Gdy tylko spojrzał na nich od razu uśmiechnął się do nich dwuznacznie. Strażniczka wiedziała, że tak będzie a mimo to poczuła jak lekki rumieniec pojawia się na jej twarzy.
„Dzień dobry. Widzę, że Komendantka miała w końcu ochronę na jaką zasługiwała." powiedział Mag do nich z uśmiechem.
„To prawda." odpowiedział mu Nathaniel z lekkim uśmiechem „A gdzie Oghren?"
„Śpi. Nawet nie wiesz jakim jesteś szczęściarzem znajdując inne miejsce do spania."
„Nie tylko dlatego." Łucznik stwierdził patrząc na kobietę.
„Czyli rozumiem, że teraz jesteście razem, tak?" Apostata spojrzał na nich uważnie „Nie mówcie mi tylko, że chcecie się z tym kryć jak jacyś nastolatkowie."
„Jesteśmy razem." oświadczyła Elissa z uśmiechem.
„To dobrze. Nie mogę się doczekać aż Oghrenowi o tym powiem."
Cała trójka zajęła się śniadaniem. Strażniczka czekała na swojego brata ale gdy po prawie godzinie się nie pojawił, postanowiła przede wszystkim zanieść swojemu wojownikowi trochę pieczywa i dzban wody do komnaty a następnie zwołać małą odprawę. Krasnolud spał i głośno chrapał, jak to zwykle robił po zakrapianej imprezie. Zostawiła mu więc strawę na stole a następnie zaprowadziła Andersa i Nathaniela do ogrodu.
„Nie moglibyśmy sobie tej odprawy odpuścić? Oghrena i tak nie ma a wy pewnie chcecie zostać sami i się zająć sobą."
„Jeśli Ci coś nie pasuje to możesz wracać do komnaty i do chrapiącego Oghrena." odpowiedziała mu Elissa.
„Dobrze, wygrałaś."
„Chciałam porozmawiać o dzisiejszych planach. To nasz ostatni dzień w Wysokożu. Jutro rano wyruszamy do Amarantu. W planach jest spędzenie całego dnia z Fergusem i Liv."
„Uroczo..." powiedział sarkastycznie Mag.
„Jednak zmieniły mi się trochę plany i skoro idę na te spotkanie z Nathanielem, który jest moim gwardzistą oraz... Partnerem, to stwierdziłam, że jeśli będziecie chcieli to daję Tobie, Andersie jak i Oghrenowi cały dzień wolny."
„Mówisz poważnie? Nie muszę siedzieć za Tobą, popijać herbatę i słuchać tych wszystkich uzgodnień weselno-rodzinnych?"
„Dokładnie. Macie jednak się zameldować oboje tuż po zachodzie Słońca."
„Tak jest, Komendantko." Anders jej zasalutował „Mogę już się odmeldować?"
„Możesz tylko proszę Cię, nie zapomnij o Oghrenie."
„Zaraz pójdę go obudzić i mu wszystko przekażę. Dziękuję Ci Elisso." Anders z uśmiechem ruszył do rezydencji.
„Czy ja też mam się odmeldować?" spytał Nathaniel.
„Tylko jeśli weźmiesz mnie ze sobą." odpowiedziała Elissa podchodząc do niego i zawieszając mu ręce na szyi.
„Myślę, że można to załatwić."
Howe objął ją w pasie i pocałował ją delikatnie. Nie dane im jednak było cieszyć się sobą długo, ponieważ tuż po chwili usłyszeli głośne chrząknięcie. Kobieta odskoczyła od Łucznika i spojrzała w stronę głosu. Niedaleko z nich stał Fergus z rękami założonymi na piersiach i niezbyt szczęśliwą miną.
„Zaczęło się..." Nathaniel mruknął cicho do swojej partnerki po czym skierował do jej brata słowa powitania.
„Eli, mógłbym Cię prosić na słowo?"
Strażniczka zgodziła się i odeszła z mężczyzną kilkanaście kroków tak by jej partner nie słyszał ich rozmowy:
„Howe? Naprawdę?" spytał Fergus z niedowierzaniem „Pozwalasz synowi mordercy naszej rodziny kłaść na sobie ręce."
„Tyle razy już Cię prosiłam, żebyś go nie oceniał po działaniach jego ojca." odpowiedziała mu siostra „W dodatku nie kładzie tylko na mnie swoich rąk ale także..."
„Daruj sobie szczegóły." przerwał jej stanowczo „Elisso, jesteś Arlessą Amarantu, jesteś aktualnie najbardziej chcianą panną w całym Fereldenie. Wiesz ilu szlachciców wczoraj mnie wypytywało o Ciebie? Mogłabyś ułożyć sobie życie z kimś kto nie ma splamionego nazwiska zdradą i teoretycznie jest nikim w Fereldenie."
„Dla mnie jest całym światem." Elissa założyła ręce na piersi i spojrzała uparcie na brata „Zrozum, że wśród całego tego zabijania, mrocznych pomiotów i przeróżnych spisków on jest moim ukojeniem. W dodatku jest wspaniałym dowódcą i politykiem."
„Trudno, żeby nie był jak miał odziedziczyć Arlant... Nie zastanowiłaś się nad tym, że może on chce tylko odzyskać to co utracił?"
„Wierzę, że mnie kocha. A po drugie skoro tak Ci przeszkadza to, że wiążę się z kimś bez przyszłości to dlaczego sam nie wybrałeś szlachcianki?"
„To już cios poniżej pasa."
„Nie mam nic przeciwko Liv. Dla mnie się liczy tylko to, że Cię kocha. No i że Ty kochasz ją. Dlaczego nie możesz tego samego zrobić w stosunku do Nathaniela?"
Fergus westchnął głośno i już wiedział, że przegrał tą rozmowę. Spojrzał na chwilę na Howe'a i próbował dostrzec w nim normalnego chłopaka siostry. Nie potrafił jednak go ot tak zaakceptować.
„W porządku." powiedział zrezygnowany „Spróbuję go zaakceptować."
„Dziękuję."
Elissa uśmiechnęła się do brata po czym ruszyła w stronę swojego chłopaka a gdy do niego podeszła objęła jego ramię czule. Fergus w tym momencie wiele by dał, żeby jego siostra była z kimkolwiek innych, tylko nie z Howem. Podszedł powoli do nich i próbował się uśmiechnąć:
„Rozumiem więc, że dzisiaj nie pracujesz jako gwardzista." Fergus spróbował zabrzmieć uprzejmie.
„Tylko po części." odpowiedział mu Konstabl „Zawsze pozostaję czujny."
Pan Wysokoża miał ochotę odpowiedzieć mu coś zgryźliwego ale w tym momencie usłyszał za sobą radosny głos Liv. Po szybkim przywitaniu przyszła Pani Cousland pociągnęła ze sobą Elissę i od razu zaczęła jej opowiadać o kwiatach na wesele zostawiając mężczyzn za sobą.
„Jeśli w jakiś sposób poczujesz się lepiej to wiedz, że ja też nie chciałem tutaj być. Ale dostałem taki rozkaz i musiałem go wykonać." powiedział Nathaniel do mężczyzny obok tak cicho by kobiety ich nie mogły usłyszeć.
„Rozkaz? Taki jaki dostaje Konstabl od swojego dowódcy czy taki jaki dostaje kochanek?"
„Myślisz, że ją zwodzę."
„A nie jest tak?"
„Pewnie mi nie uwierzysz ale się w niej zakochałem."
„Masz rację, nie wierzę Ci. Wiesz w ogóle co to miłość czy może po prostu lubisz ładne spódniczki?"
Nathaniel spojrzał groźnie na Fergusa i miał wielką ochotę uderzyć go co najmniej w twarz. Pan Wysokoża nie pozostawał mu dłużny i także patrzył na niego morderczym wzrokiem.
„Posłuchaj..." powiedział Howe dosadnie „Czy Ci się to podoba czy nie to aktualnie pieprzę Twoją siostrę. Możesz myśleć co chcesz ale tego nie zmienisz. Co więcej kiedyś może się okazać, że Pan Wysokoża zostanie wujem dla kolejnego pokolenia Howe. Na Twoim miejscu zacząłbym od dzisiaj się z tym godzić." po czym zostawił go samego i dołączył do Pań uśmiechając się szeroko.
„Niezły ruch, Nathanielu Howe." mruknął Fergus do siebie i także dołączył do towarzystwa.
-.-
Młodsza Couslandowa zazwyczaj nie często rozmawiała z kimś o kwiatach, sukniach i innych kobiecych sprawach. Dlatego rozmowa z Liv była dla niej miłą odskocznią. Musiała przyznać, że spędzenie całego dnia na miłych rozmowach z rodziną sprawiło jej radość. Widziała też, że i Nathanielowi udało się przetrwać cały dzień z Fergusem i nie rozpętała się z tego ani jedna kłótnia. Tuż po zachodzie Słońca zgodnie z jej rozkazami Anders i Oghren zameldowali się u niej. Liv wróciła do swojego gospodarstwa a Fergus przyglądał się z boku na jej odprawę. Po paru minutach kazała swoim towarzyszom rozejść się do swojej komnaty jednocześnie prosząc Nathaniela o poczekanie na nią.
„No to jutro wyjeżdżasz." powiedział Fergus podchodząc do niej „Mogłabyś jeszcze zostać parę dni."
„Twierdza i Amarant mnie potrzebują." odpowiedziała mu siostra „Dziękuję jednak za miło spędzony czas."
„Wyjeżdżacie po śniadaniu?"
„Przed śniadaniem. Przed nami długa droga."
„Przekażę kuchni by spakowała wam prowiant na drogę. No i muszę jutro wcześnie wstać by Cię... Was, pożegnać."
„Nie musisz..."
„Ale chcę." przerwał jej z uśmiechem „A tymczasem życzę Ci dobrej nocy."
Fergus potargał siostrze sympatycznie włosy i wyszedł z komnaty. Komendantka uśmiechnęła się do siebie przygładzając swoje włosy. Następnie podeszła do Nathaniela i oficjalnym tonem powiedziała:
„Pocałuj mnie."
„To rozkaz?" spytał drocząco Howe.
„Tak." odpowiedziała spoglądając mu w oczy.
Łucznik objął ją ramieniem w pasie przyciągając do siebie, drugą dłonią podniósł jej podbródek i pocałował delikatnie jej usta. Elissa odwzajemniła go po czym odsunęła się od niego z uśmiechem.
„Wiem, że bardzo lubisz spędzać czas z Andersem i Oghrenem ale czy dotrzymałbyś mi dzisiaj w nocy towarzystwa w mojej komnacie?" spytała niewinnym tonem.
„Czemu nie? Wszystko jest lepsze od chrapania Oghrena." odpowiedział jej żartobliwie.
„W takim razie chodźmy."
Komendantka wzięła go za rękę i poprowadziła do swojej komnaty. Za zamkniętymi drzwiami, po całym dniu unikania okazywania sobie uczuć, w końcu mogła się nim ponownie nacieszyć.
