Dziękuję użytkowniczce katie-krum za interesujące i karmiące wenę komentarze, tak samo jak dodanie historii do ulubionych. Wielkie podziękowanie na użytkowniczki Ewa Komorowska za dodanie historii do śledzonych i ulubionych, tak jak dla innych co dodali historię do śledzonych i/lub ulubionych.
Ten rodział ma pewne związki z kanonem.
Hermiona w tym roku nie chodziła na lekcje Hagrida i nie wiedziała jaką katastrofą okazała się lekcja, na którą przyszła ropucha. Gellert przekonał by nie traciła czasu na przedmioty, z którymi nie wiąże przyszłości i których nie lubi. Rodzice też uważali, że powinna tak postępować i koncentrować na tym co jest przyszłościowe a przy całej swej sympatii dla Hagrida, nie interesowała się opieką nad zwierzętami. I chyba nawet samymi zwierzętami. Ale oczywiście nie chciała by lubiany nauczyciel cierpiał.
Harry i Ron jednak opowiedzieli jak Umbridge próbowała go ośmieszać zadając pytania o nieobecność i żartując z tego, że „gajowy nie może narzekać na brak świeżego powietrza" bez litości kpiąc z jego słabości. Hagrid nie wiedział, jak dawać sobie radę z takimi jak Umbridge. Hermiona chciała mu pomoc, zebrała dla niego listę argumenty na rzecz jego zajęć. Zaproponowała mu też jakie może dać zwierzęta na lekcji by uniknąć kłopotów. Niewiele to jednak dawało. I dlatego pewnie w grudniu była raczej przybita, ponieważ zależało jej za poczciwym Hagridzie.
Na spotkaniu GD nie była, ale obiecała przyjść na naukę Patronusa. Kiedy inni trenowali walkę w Pokoju Życzeń, ona ćwiczyła oklumencję z Gellertem. Wykonywała zadanie przez niego ćwiczenia, czytała w książce o technice oddechów i koncentracji, jak pisano owa sztuka zainspirowała mugoli do stworzenia medytacji, ale nadal on wnikał w jej umysł jak w masło. Oczywiście opanowanie oklumencji wymaga czasu, a nie każdy jest w stanie opanować tę sztukę.
- Jesteś bardzo emocjonalną osobą Hermiono, słodką i współczującą – powiedział ostrożnie - to czyni cię cudowną, ale utrudnia opanowanie oklumencji.
- Będę się bardziej starać – zapewniała – i ciężej ćwiczyć.
- To nie tak – pokręcił głową – to sztuka nie dla każdego, Quennie była wspaniałą czarownicą, czułą i wrażliwą osobą, ale oklumencji nie opanowała nigdy. Przypominasz mi ją.
- Przypominam ci zmarłą żonę? – spytała ostrożnie.
- Masz podobne usposobienie kochana, ale nie mylę cię z nią. Po prostu, by zostać dobrym oklumentą trzeba umieć odciąć emocje. Ty czujesz emocje innych, prawdopodobnie możesz zostać bardzo dobrym legilmenentą.
- A ciężko opanować obie sztuki jednocześnie – dodała cicho – czytałam, że niewielu to potrafi, naprawdę niewielu.
- Poza mną i Albusem mało kto – wyjaśnił Gellert – Quennie była geniuszem legilemencji, nikt nie był w stanie powstrzymać jej osłonami oklumencji, ale o tej drugiej sztuce nie miała pojęcia. Ale każdy może poznać podstawy. To pomoże ci bronić umysłu, ale także opanować silne emocje w trudnym momencie. Ja naprawdę rozumiem czym są dla młodej, ambitnej czarownicy trudne egzaminy. Sam takie dawno temu zdawałem, a obecność tej wrednej landryny nie pomaga.
Gellert patrzył uważnie na młodą czarownicę. Wątpił by nauczyła się kiedykolwiek dobrze oklumencji, ale może poznać podstawy co jej się zawsze przyda. Ta sztuka to nie tylko osłony mentalne, ale też techniki radzenia sobie z silnymi emocjami, o czym rzecz jasna na tym przeklętym po wielokroć zadupiu magicznej Europy. Magopsychiatrzy oraz mago terapeuci uważają naukę oklumencji jako podstawy terapii, łącząc wiedze czarodziei i mugoli, ale ograniczeni durnie z Anglii nie widzą tego.
Po tych słowach Hermiona odpoczywała, ale postanowiła iść do Pokoju Wspólnego, do chłopaków. Gellert niechętnie podszedł za nią, ale przykrywka to przykrywka. Lavender już siedziała obok Seamusa z głową złożoną na jego ramieniu. Ginny już siedziała obok Deana Thomasa grając z nim w łapki, a inni uczniowie zajmowali się sobą. Gellert wskazał miejsce na fotelu, nie dość dużym by usiedli obok siebie, ale ona nie miała nic przeciw by siedzieć mu na kolanach. Lavender tylko zachichotała i przeciągnęła się jak kot. Hermiona zaczęła inaczej patrzeć na blondynkę, którą uważała za puste, w poprzednim roku kiedy razem z Parvati pomogły jej fryzurą na Bal, a potem doradzały w sprawie Wiktora. Lavender była dla Hermiony doradcą w sprawie związków i czytały razem czasopisma dla nastoletnich czarownic, a Hermiona przemycała Bravo Girl!. Były zakochanymi nastolatkami i czy to mugolskie czy magiczne czerpały z podobnych źródeł.
Ron siedział obok Ginny o czymś z nią rozmawiając, ale dziewczyna waliła go w tył potylicy, toteż pewnie ją czymś drażnił. Harry jeszcze nie przyszedł, a kiedy wszedł do Pokoju Wspólnego wyglądał na dość zmieszanego. Hermiona oraz inni natychmiast zwrócili na niego uwagę ponieważ jego drżące ręce zastanawiały.
- Harry i jak było z Cho? – pytał Ron.
- Mokro – wyznał prawdę Harry.
- Mokro?
- Bo płakała – wyznał Harry.
- Była przybita, małe całowanko powinno pomóc – zaczął Ron, ale Ginny walnęła go ponownie w potylicę.
- Za co? – pytał rudzielec.
- Czy ty wiesz jak Cho się musi czuć? – spytała Hermiona – przecież w zeszłym roku chodziła z Cedrikiem, ale on umarł a teraz podoba się jej Harry i ona czuje jakby zdradzała Cedrika a jednocześnie lubi Harry'ego.
- Człowiek nie może tyle czuć, bo eksploduje – zauważył Ron.
- To, że masz głębię uczuć łyżeczki od herbaty nie znaczy, że inni są równie poszkodowani – fuknęła Hermiona.
- Cho dużo płacze po treningach – powiedziała Ginny – rety Ron naprawdę żeś palnął! Harry będziesz chodzić z Cho?
- Nie wiem – wyznał Harry.
Gellert tylko wywracał oczami na tę nastoletnią dramę. Jakże to go męczyło i w ogóle za problem kto z kim idzie na randkę. Diggory kopnął w kalendarz i jego dziewczyna może chodzić na randki z kim chce. Może całować kogo chce i iść do łóżka z kim chce. Kto umarł jest martwy, koniec kropka. To jakby on miał przez resztą życia być samotny, bo stracił Quennie. Blondynka lśniła dla niego niczym słońce na niebie, nie, nie słońce nie oślepiała a mimo to była jaśniejsza od gwiazd. Ale zmarła w wypadku i nic nie mógł zrobić, a teraz znalazł inną towarzyszkę. Doskonale wiedział, jak świat oceni jego relację ze Hermioną, ale miał to gdzieś. Przez lata zmienił osłony wokół Nurmengardu tak, że nikt tam nie wejdzie bez jego zgody i w tam znajdą spokój jaki miał z Quennie bo z jej pomocą zmienił więzienie w pałac. Teraz gładził opuszkami palców dłoń Hermiony, bo ten gest go uspokajał. To przyjemniejsze i mniej drastyczne niż jego wypadku do Lasu w animagicznej postaci. Każdy animag musi opanować instynkty zwierzęcej formy, a jego forma jest wyjątkowo krwiożercza.
Tamtego wieczoru postanowiła nocować w dormitorium swego „chłopaka", chociaż świat inaczej to nazwie. Zbliżała się przerwa świąteczna, prawdę mówiąc wyjeżdżali pojutrze i Lavender chciała spędzić noc z Seamusem u swego boku a Parvati ze swoim chłopakiem. Obie do mistrzostwa opanowały zaklęcia ciszy i prywatności, które rzucały na swoje łóżka z czterema kolumienkami. Po zsunięciu zasłon oraz rzuceniu zaklęć mogły robić co chciały, ale tamtego wieczoru pary się po prostu do siebie tuliły.
Hermiona uważała dormitorium z własną łazienką za coś wspaniałego. Nie należała do tych dziewczyn co spędzała czas przed lustrem, ale za radą Lavender używała konkretnych środków do oczyszczania twarzy, a także zaplatała włosy w warkocz. Dbała też o dokładne umycie zębów jak na córkę dentystów przystało. Miała na sobie niebieską pidżamę w gwiazdki, kupiła ją po mugolskiej stronie ale teraz powinna mieć coś innego.
- Zaraz przerwa świąteczna – mruknął dotykając jej policzka – już się nie mogę doczekać Paryża i tego, że nie będę nastolatkiem wolę siebie w dorosłej postaci.
- Wedle książek byłeś raczej przystojny – zauważyła.
- Sama się przekonasz – zapewniał – zamierzam cię rozpieszczać.
- Mamy sporo prac domowych – przypomniała – ale chętnie pójdę do księgarni!
Zaśmiał się na owe słowa. Zaczął opowiadać dokładnie co zamierza tam z nią zrobić, a oczy dziewczyny się otwierały coraz szerzej sama nie wiedziała czy z szoku czy zaciekawienia. Miał na myśli wiele rzeczy, łącznie ze zwiedzaniem mugolskiego Paryża gdzie ma duże mieszkanie. Zanim zauważyła co zrobi, wsunął dłoń pod górą część pidżamy i zaczął z nieznośną powolnością iść ku górze. Uwielbiała, kiedy tak robił i w takiej chwili mógł ją przekonać do wielu rzeczy.
W tym samym czasie, Ron i Harry szli spać. Było już po dziesiątej, toteż kładli się do łóżka i wiedzieli, że Seamus nie wróci. Dean Thomas już spał a zawsze spał jak zabity bo był wielkim śpiochem, zaś Neville czytał coś na zielarstwo. Nic nie zapowiadało problemów, w każdym razie nie dopóki Harry nie zaczął śnić dziwnego snu o tym, że jest wielkim wężem i atakuje Artura Weasleya. I jak to bywa w przypadku koszmarów za nic nie mógł uciec z koszmaru bycia wężem. Krzyczał i wił się przez sen czym postawił na nogi Rona i Neville'a, przerażonych ową sceną.
Ron był przerażony, ponieważ nie mógł dobudzić przyjaciela. Mówił do niego a nawet go szturchał z Nevillem, ale jasnym było, że cokolwiek widzą jest czymś więcej niż koszmarem. Harry to wrzeszczał to syczał przez sen a oni nie mogli nic zrobić. Neville był blady jak trup i przerażony widząc ową scenę i nikt z nich nie miał pojęcia co zrobić. „Hermiona coś poradzi" - tyle z siebie wydusił. Ron pobiegł do dormitorium dziewczyna a za nim Neville. Zaczęli walić do drzwi i wrzeszczeć aż wyszła ku nim zaspana i bardzo wkurzona Lavender. Właśnie zasypiała wtulona w Seamusa i nie miała być ochoty wyrwana ze snu w taki sposób. Znaczy lubiła Rona, ale nie miała ochoty na pobudkę o podobnej godzinie. Podeszła do drzwi ziewając i złorzecząc Ronowi.
- Rozum wam odjęło kretyni tak się wydzierać?! – warknęła blondynka.
- Hermiono! Hermiono! – krzyknął Ron prawie prosto do ucha Lavender.
- Nie drzyj się tak – syknęła Lavender przecierając ucho– Hermiona nocuje u swojego chłopaka.
Ron i Neville zaczęli biec właśnie tam. Nie mogli wiedzieć, że niejako w międzyczasie Gellert zdążył zdjąć z Hermiony pidżamę i sam też się przygotować. Spędził, ile trzeba czasu szeptając do niej to i tamto, oraz dotykając wrażliwe miejsce aż oboje byli gotowi. Pocałował ją gorąco po czym wyprostował się i wziął ją w sposób zdecydowany, ale nie brutalny. Rzucił na pokój zaklęcia ciszy i prywatności, bo cóż powinni móc przeżywać zadowolenie jak głośno chcą. Chciał słyszeć, jak wykrzykuje jego imię w spełnieniu, a wcześniej chciał widzieć i słyszeć wszystko. I kiedy już czuli, że spełnienie zaraz najedzie do drzwi zaczęli walić Ron i Neville. Trudno o gorszy moment.
- Hermiono otwórz! – wrzeszczeli na przemian.
Hermiona kompletnie zapomniała o miłych chwilach, słysząc przyjaciół. „Muszę im otworzyć, proszę puść mnie" – powiedziała po czym pośpiesznie ubrała pidżamę. Gellert zrobił to samo przysięgając bolesną śmierć Potterowi, jeśli to głupi dowcip i Hermiona kazała przerwać, kiedy od spełnienia dzielił go jeden ruch. „Lord Morda to wasz najmniejszy problem, jeśli to wygłup" - groził im.
- Obyście mieli dobry powód – wycedziła – bo was transmutuję w myszy i zamknę w pokoju z Krzywołapem.
- Harry jest w jakimś transie!
- Dlaczego nie poszliście do dyrektora albo McGonagall? – spytał ostro Gellert – lećcie po nich a teraz zobaczmy co z Potterem.
Harry wciąż był w transie, kiedy dotarli na miejsce, a Gellert rozpoznał głęboką penetrację umysłu. Nie powiedział tego na głos bo nie wyjaśni skąd wie o takich sprawach, ale to bardzo, ale to bardzo zły znak. Przynajmniej wiedział, że to nie dowcip więc chociaż wciąż był boleśnie niezaspokojony, to złość skieruje na Voldemorta. Bo tylko on mógł czegoś podobnego dokonać, a w jakim celu to się muszą dowiedzieć. Chłopiec obudził się, kiedy blady jak ściana Ron prowadził profesor McGonagall. Gellert rozpoznał wyraźne poruszenie u starszej czarownicy, bo przyjaciółka Albusa niewątpliwie zna magię dość by podejrzewać kłopoty. Pozostaje pytanie co dokładnie zrobił Morda i czy jest świadomy obecności horkruksa, bo jeśli jest…
- Potter idziemy do gabinetu dyrektora, Weasley pomóż mu wstać – nakazała.
- My też pójdziemy jako świadkowie – powiedział Gellert.
Cała grupa ruszyła w kierunku gabinetu dyrektora. Gellert zamierzał poważnie porozmawiać z Albusem bo lepiej niż ktokolwiek w pokoju rozumiał, co zaszło i jakiego to groźne. Telepatyczne więzi są rzadkie, a ta jest wyjątkowo mroczna. Dzieciak z taką więzią przebywał w pokoju pełnym niczego nieświadomych dzieciaków a ma więź z wariatem. Mordę należy zamknąć w magicznym odpowiedniku pokoju bez klamek, bo rozszczep duszy sprowadził na niego obłęd, ale niestety świr zachował swoją magiczną moc. Jest niczym zarażona wścieklizną chimera.
Minerwa oczywiście nie całkiem wiedziała co zaszło, ale była bardzo przejęta bo rozumiała dość by się bać. Gellert zaczął poważać na swój sposób surową nauczycielkę i to nie dlatego, że jest przyjaciółką Albusa. Kobieta wiele wymagała od uczniów, ale oceniała ich uczciwie i przypominała mu jego ulubioną nauczycielkę z Durmstrangu. Teraz cała piątka szła do gabinetu dyrektora, który no cóż był zaskoczony ich widokiem. Obaj z Albusem wiele podejrzewali.
- Harry, to bardzo ważne czy w tej wizji widziałeś oczami węża czy stałeś obok? – spytał Albus unikając wzroku Harry'ego.
- Byłam wężem, to było straszne – Harry aż się trząsł – czy … czy coś grozi panu Wealeyowi?
- Zaraz się dowiemy – powiedział Albus nakazując jednemu z portretów udać się do swoich ram w ministerstwie i narobić hałasu – to wizja Harry, nikogo nie zaatakowałeś! – zapewniał.
- Spójrz na mnie – krzyknął Harry z nieoczekiwaną złością.
- Harry – zaczął Albus po czym wymienił zaniepokojone spojrzenia z Gellertem.
- Unikasz mnie od procesu, co ja ci takiego zrobiłem?! – wrzasnął Harry, na co Gellert mocniej przytulił Hermionę w obronnym geście.
- Harry niczego, usiądź proszę i może napijmy się herbaty dobrze?
Po chwili złość znikła z twarzy Harry'ego i spokojnie zaczął pić herbatę. Gellert jednak pozostał czujny, bo rozumiał wiele. On i Albus studiowali magię umysłu, ale on wiedział więcej o mrocznych więzach. Zaś Potter tak się nie zachowuje, jak to pomazał, za to ma otwarty kanał połączenia z umysłem Mordy. A Morda może wygląda jak menel z Tenderloin w San Francisko, ale jest groźny jak zarażona wścieklizną chimera i trzeba go złapać i zamknąć nim narobi bałaganu. Czarodziej z portretu wrócił by poinformować, że narobił hałasu i pracownicy ministerstwa wezwali uzdrowicieli do jakiegoś mężczyzny o rudych włosach. Leżał w korytarzu w departamencie tajemnic i na oko wyglądało jakby coś go zaatakowało lub pogryzło.
Albus natychmiast wysłał do Molly Weasley i polecił Minerwie ściągnąć tutaj pozostałe dzieci Weasleyów. Powinni czekać w jego gabinecie na dalsze wieści po ojcu. Harry zaś powinien odpocząć i to samo powinna zrobić Hermiona. Harry jednak nie chciał iść, ponieważ Weasleyowie byli mu jak rodzina. Był bardzo stanowczy, co nie dziwiło nikogo. Sama Hermiona wyglądała na rozdartą, ponieważ chodziło o ojca ich przyjaciół i bardzo miłego dla niej pana Weasleya ale nigdy nie czuła się częścią rodziny jak Harry. Ostatecznie i ona została, a Gellert transmutował dla niej cukierka w poduszkę i przykrył kocem, kiedy położyła się na fotelu. Czarnoksiężnik wiedział, że Hermiona lubi Weasleyów i po prostu musi ich tolerować.
Odeszli z Albusem na bok by porozmawiać, podczas kiedy się młodzież czuwała. Nikt naprawdę nie spał, ale siedzieli w napięciu i dziwnym milczeniu. Sytuację nieco uspokoił patronus od Molly mówiący, że Artur jest w ciężkim stanie, ale uzdrowiciele walczą o niego. Oznaczało to poważną sytuację, ale wciąż mieli nadzieję. Gellert był niezwykle zdolnym uzdrowicielem i jego umiejętności w tej dziedzinie ustępowały jedynie wiedzy z dziedziny czarnej magii. Na razie nie zamierzali iść do Munga bo to narażało plan, ale w razie czego pójdą tam z Fawkesem i wymażą pamięć komu trzeba.
- Potter zajrzał do umysłu Mordy, pytanie, kiedy Morda się zorientuje – mówił Gellert siedząc z dala od młodzieży.
- Zapewne niebawem o ile nie już – mówił Albus – czytałem co Dzika Puma pisał o bliźnie Harry'ego, to szalenie niebezpieczne co proponuje.
- Ale co proponujesz w zamian? Morda jest biegły w legilemencji i na pewno wykorzysta połącznie, tak by ciebie szpiegować i kto wie do czego jeszcze!
- Dlatego musisz mieć oko na Harry'ego, na razie proponuję oklumencję.
- To jakaś opcja, ale ostrzegam Albusie, ten chłopak to chodzące emocje i drama a takim ludziom ciężko opanować oklumencję. Zamierzasz go uczyć?
- Nie – pokręcił Albus – to ściągnie uwagę Toma, zechce skrzywdzić Harry'ego by mnie zranić.
- Ja nie zamierzam i nie mogę uczyć. To zniszczy moją przykrywkę i no i nauka oklumencji to intymna sprawa.
- Dlatego zawsze uczyłeś tego swoje kobiety, nie podoba mi się czego uczysz pannę Granger.
- To chyba nie jest największy problem co robię z moją czarownicą, zatem kto będzie miał wątpliwą przyjemność grzebania w głowie twego chłopca z przepowiedni?
- Severus to znakomity oklumenta, sam to przyznałeś!
- Severus ma uczyć Pottera, żartujesz prawda? – spytał Gellert – on nie znosi Pottera ze wzajemnością. To się nie uda, oni się nie cierpią!
- Zgłaszasz się na ochotnika?
- Nie, ostrzegam tylko, że to się nie uda. Severus nienawidzi Pottera prawie tak samo jak nienawidził jego ojca, a Potter ma wiele cech Jamesa jak skłonność do łamania reguł, arogancję i głupią dumę!
- Harry nie jest złym chłopcem, ani głupim Gellercie.
- A czy ja coś takiego mówię Albusie, nie przesadzaj. Jest dumny i dlatego chce rozwiązać wszystko sam stąd ta jego grupa nauki i wszystkie przygody. Nie prosi o pomoc ludzi mu życzliwych tylko skacze prostu w wyzwanie a to bardzo groźne i nie pozwolę mu narażać Hermiony. Ty, Minerwa czy Flitwick dobrze mu życzycie i możecie pomóc, nie słucha nawet Hagrida. Ja ci tylko mówię, że Potter ma w sobie wiele emocji, zero rozsądku i przekonanie, że wszystko musi robić sam. Nie wiem czy to wynik jego wychowania czy cech charakteru, ale groźna mieszanka coś o tym wiem. A in i Severus działają na siebie gorzej niż kot na psa, ostrzegam to będzie katastrofa.
- Masz mało wiary w ludzi Gellercie.
- A ty aż za dużo.
To była męcząca noc dla wszystkich. Dopiero koło trzeciej nad ranem Molly Weasley wysłała patronusa, że Artur jest osłabiony, ciężko ranny i za parę dni będą mogli go odwiedzić. Albus wysłał pośpieszenie Weasleyów by na Grimmauld Place by tam czekali na wieści, a dołączył do nich Harry. Gellert z kolei udał się z Hermioną do swojego dormitorium, bo oboje byli wykończeni a on nie miał najmniejszej ochoty tam iść. Hermiona zasnęła lewie głowa dotknęła jej poduszki, Gellert zaś pamiętał jeszcze o dawce eliksiru. Zamierzał się wyspać i nie chciał być budzony przez wrzaski Hermiony jakby go zobaczyła tak jak wygląda bez eliksiru to jedno. To jedno, a drugie pragnął by czarownica patrzyła na niego jak przystojnego mężczyznę, którego pożąda a nie dziadka którego należy nakarmić owsianką.
Syriusz Black miał wspaniałą i jednocześnie okropną pobudkę. Wspaniałą, ponieważ przyszedł do niego chrześniak i Wealeyowie a on lubił tę rodzinę a Harry, Harry to dla niego ktoś wyjątkowy. Okropną ponieważ poznał w mugolskim klubie pewną chętną na przelotny seks dziewczynę, która nie miała w sypialni zahamowań za to jędrne ciało i niezwykłą sprawność. Skoro nie może walczyć ani nic innego robić co się chociaż zabawi, bo nie zamierza siedzieć całe dnie w domu i gapić się na ściany. Wczoraj związała go i dziko ujeżdżała jednocześnie smagając. Bardzo mu się to podobało i spali właśnie spokojnie jak wpadła tutaj grupa i cóż… Albus zagroził mu kastracją jak nie przestanie ściągać mugolek do Kwatery Głównej, dziewczynie wymazano pamięć i Syriusz cóż miał przechlapane jak za czasów szkolnych. Nie jego wina, że nie mógł normalnie chodzić po świecie magii a nie zamierzał siedzieć na tyłku sama na sam z porterem swej matki. No więc po prostu poznała chętne do zabawy mugolki jakich nie brakowało w mugolskich klubach. Dawał im jazdę życia bo cóż czarodzieje mają swoje sposoby, one były zachwycone, on też i świetnie się bawili a tu coś takiego. No ale spędzi święta z Harrym i Weasleyami, a mugolek w klubach nie brakuje i nigdzie sobie nie pójdą.
Do opisania takiego a nie innego zachowania Syriusza natchnął mnie użytkownik Toraach. Poza tym wydaje mi się możliwe, że Syriusz nie mogąc nic zrobić po magicznej stronie szuka rozrywek po mugolskiej bo raz nudzi mu się, dwa zapewne chce sobie odbić lata w Azkabanie.
