Chłodny powiew powietrza docierający zza lekko uchylonego okna, przyjemnie drażnił rozpaloną skórę ich przyklejonych do siebie ciał. Plecy Asha swobodnie spoczywały na wyraźnie unoszącej się klatce piersiowej Eijiego, której przyspieszone ruchy, zaczerwienione policzki, mgliste i odrobinę nieprzytomne spojrzenie, jednoznacznie zdradzały przyczynę stanu, w którym się obecnie znajdował.

Opadające z wolna emocje, naprowadzały myśli Eijiego na doskonale już mu znane tory. Bywał tam wielokrotnie, tak często, że nie byłby w stanie zliczyć ilości, podać choćby przybliżonej liczby. Przemiana, którą przeszedł Ash, która nieprzerwanie trwa nadal była dla Eijiego źródłem trudnego do opisania słowami spełnienia. Obserwowanie jak z każdym kolejnym dniem, tygodniem, miesiącem jego podejście do życia, spojrzenie na sprawy, które do niedawna wywoływały w nim lęk, ból i bezradność, zmieniają się, ewoluują – napawało Eijiego równie trudnym do opisania poczuciem szczęścia. Pragnął dla Asha wszystkiego, co uznawał za jego źródło, co odebrano mu w naznaczonej bólem i cierpieniem przeszłości. Pragnął by poznał i zrozumiał prawdziwe znaczenie tego słowa, by zrozumiał co oznacza być szczęśliwym.

I właśnie teraz, dokładnie w tym momencie, spoglądając na jego piękny profil, na to z jaką ufnością i spokojem leżał tak blisko niego, jak pozwolił by ramiona drugiej osoby obejmowały jego nagie ciało, palce gładziły delikatną, alabastrową skórę jego brzucha – owe pragnienie zdawało się być coraz bliższe spełnienia.

Ash się zmieniał.

Nadal odrobinę nieobecny wzrok Eijiego powędrował do lewej dłoni, gdzie na jego serdecznym palcu połyskiwała srebrna obrączka. Po raz kolejny dzisiejszego wieczora znaczenie jej istnienia dotarło do jego umysłu. Świadomość, że jest narzeczonym Asha raz jeszcze wprawiła jego serce w ruch, zwiększając dotychczasowe tempo.

– Ash... – odezwał się, bardzo cicho wymawiając jego imię.

Tym razem to on był tym, który potrzebował potwierdzenia, że to nie jest sen, namacalnego dowodu, że Ash jest prawdziwy.

– Tak... Eiji? – usłyszał.

Powieki Asha uniosły się nieznacznie, a lśniące spojrzenie szmaragdowych oczu przeszyło Eijiego niczym niewidzialna fala ciepła. Zamiast jakichkolwiek słów, zdecydował się użyć siły własnych mięśni. Zacisnąwszy palce na jego biodrach, pochylił głowę, kryjąc twarz w jego miękkich włosach.

– ...Eiji?

– Przekonuję się, że jesteś prawdziwy – wymruczał, chłonąc jego cudowny zapach.

Ash roześmiał się cicho, wsuwając swoją dłoń pod tą Eijiego i splótłszy ich palce razem, zbliżył do swoich ust.

– Zaraźliwa przypadłość – skomentował, muskając wargami gładką skórę.

– Całe szczęście uleczalna.

– Całe szczęście – przyznał cicho, na powrót zamykając oczy.

Euforyczny stan, który w dalszym ciągu się utrzymywał, który nawet odrobinę nie zmniejszył swojej intensywności, powodował, że wrażliwość Asha na tak bliską obecność Eijiego, chyba nigdy wcześniej nie była tak przyjemnie uzależniająca. Wyjątkowo silna świadomość, że jest obok, że ma prawo do tego, by mówić, obserwować i dotykać go w ten jedyny w swoim rodzaju sposób, była wręcz obezwładniająca.

– A ty Ash... – zaczął, oparłszy policzek o jego skroń i dotknąwszy srebrnej obrączki na swoim palcu, zapytał – kiedy zdecydowałeś się na jej zakup?

– Nie potrafię jednoznacznie tego stwierdzić.

– Dlaczego?

– Ponieważ była to długa droga i w zasadzie na każdym jej etapie, temat obrączki zawsze się pojawiał.

– W takim razie zapytam inaczej – powiedział Eiji, pocierając policzkiem o jego gładką skórę –kiedy ta droga miała swój początek?

– W pewien wiosenny, słoneczny dzień – odpowiedział od razu, bez zastanowienia.

Na wspomnienie tamtej chwili kąciki jego ust powędrowały w górę, a palce zacisnęły się mocniej na dłoni Eijiego.

– Całkiem długa ta droga – przyznał Eiji.

Odpowiedź Asha zaskoczyła go. Nie spodziewał się, że od tak dawna, temat ten żył w jego umyśle.

– Jaka była twoja pierwsza myśl? Co ją wyzwoliło? – odezwał się Eiji, pragnąc usłyszeć więcej.

– Zazdrość. Wyzwoliła ją zazdrość i pragnienie udowodnienia, że nam również się uda, że to możliwe... to, że jestem w stanie ofiarować ci życie, na które zasługujesz – zakończył, spoglądając na wpatrującego się w niego Eijiego.

– Zazdrość doprowadziła cię do tego miejsca... do tej chwili?

– Poniekąd tak – odpowiedział, nie odrywając od niego oczu. – Przepraszam. Po twojej reakcji wnioskuję, że nie takiej odpowiedzi się spodziewałeś.

– Nie takiej... – przyznał cicho Eiji, analizując dokładnie słowa Asha.

Zazdrość nie była jedyną emocją, ale Ash chciał by jej obecność wyraźnie wybrzmiała, by Eiji nie pominął jej istnienia.

W końcu Ash nie był doskonały. Nigdy nie czuł się taki i wiedział, że nigdy nie będzie. Wiedział również, że nie jest w tym odosobniony, że doskonałość nie jest cechą ludzi. Wiedział, że każdy skrywa w sobie słabości, że ich dusze posiadają skazy.

– Nie wiem na jakie życie zasługuję, Ash – zaczął Eiji, sprawiając, że cała uwaga Asha skupiła się na nim. – Ale cokolwiek wydarzy się w moim życiu, nie będzie miało dla mnie większego znaczenia, jeżeli ty nie będziesz tego częścią. Jeżeli nie będę mógł podzielić się z tobą tym co czuję, co mnie uszczęśliwia, co sprawia, że czuję się spełniony. Tak więc niezależnie od tego jak się ono potoczy, najważniejsze byś był wtedy obok... Ash.

– ...Czuję dokładnie to samo, Eiji. Z biegiem czasu zrozumiałem, że żadna instytucja nie zagwarantuje nam szczęścia, a już na pewno nie jest w stanie nas go pozbawić. Niezależnie od tego, czy byłaby to pozbawiona mocy prawnej uroczystość, czy przysięga złożona tutaj, na tych twardych deskach, które swoją drogą zaczynają doskwierać mojej wrażliwej części ciała, wiem, że liczy się tylko to, że my tam będziemy.

Uśmiechnięta twarz Eijiego ani na chwilę nie zmieniła swojego wyrazu. Nieustannie zdradzała jak pozytywne i szczere emocje wywołały w nim słowa Asha. Wyciągnąwszy rękę, chwycił leżące nieopodal ubrania i wyplątawszy z nich białą, bawełnianą koszulkę, rozłożył ją tuż przed oczami swojego narzeczonego.

– Zakładaj – rozkazał, nie przestając się uśmiechać.

Ash posłusznie umieścił ręce w krótkich rękawach i przeciągnąwszy ją przez głowę, pozwolił by dłonie Eijiego okryły jego ciało miękkim materiałem.

– Twoja kolej – odezwał się Ash, czyniąc to samo z tą, należącą do Eijiego.

Gdy tylko głowa Eijiego wyłoniła się spod cienkiego materiału, Ash zbliżył się na tyle, by złączyć ich usta w delikatnym, niezwykle krótkim pocałunku i podniósłszy się, wyciągnął do niego rękę.

– Wracamy na kanapę – oznajmił, pomagając mu wstać, gdy Eiji bez zastanowienia zareagował na jego gest.

– A co z sake? Woda już pewnie wystygła, ale...

– Nie chcę już dłużej czekać – dopowiedział Ash, kierując się w stronę kuchni, gdzie na blacie stała nieotwarta jeszcze butelka. – To chciałeś powiedzieć, prawda?

– Oczywiście – odparł z uśmiechem, opierając swoje obolałe plecy o puchową poduszkę.

– Boli cię? – zapytał Ash, gdy ciche westchnienie opuściło usta Eijiego.

Odłożywszy butelkę na stolik, wbił w niego swoje badawcze spojrzenie i niecierpliwie czekał na zderzenie z prawdą.

– Siedzenie na podłodze było złym pomysłem – rzucił, podciągając nogi do góry, tak by jego nagie stopy spoczęły na przyjemnym w dotyku materiale dwuosobowej kanapy.

– Gdyby nie wcześniejsze zdarzenie, dyskomfort byłby mniejszy – stwierdził Ash, decydując się usiąść obok niego.

– Warto było – odezwał się cicho Eiji, opierając policzek na dłoniach, które zaciskał na swoich kolanach.

– A więc przyznajesz, że...

– Odpuść, Ash – przerwał mu Eiji, przykładając palec do jego ust. – Czuję się wspaniale, pod każdym względem, a lekki dyskomfort przypomina mi jedynie, dlaczego go doświadczam. Dlatego... – zawahał się, nie wycofując swojej dłoni – pozwól mi cieszyć się z tego.

– Dobrze... – zgodził się, sięgając po jego ciepłą dłoń.

Splótłszy ich palce razem, westchnął cicho i oparł się czołem o jego lekko pochyloną głowę.

– Choć nie jest mi łatwo odpuścić – przyznał, uważnie przyglądając się jego twarzy.

– Wiem, tym bardziej doceniam starania – odparł, stopniowo zmniejszając odległość jaka dzieliła ich twarze.

– Chcesz odwrócić moją uwagę – odezwał się Ash, gdy usta Eijiego dotknęły jego i na krótką chwilą oderwały się od siebie. – Zakładasz, że...

Krótka chwila minęła, a coraz wyraźniejszy smak i dotyk odciskał swój ślad na jego wargach.

Upłynęły kolejne sekundy.

Ash odpuścił.

– Czuję się jak przed egzaminem – wyznał Eiji, nerwowo obracając papierową podkładkę na niskim drewnianym stoliku.

– Twoje zdenerwowanie zaczyna mi się udzielać, przestań – rzucił Ash, zatrzymując jego niespokojną dłoń, poruszającą się bez większego sensu po matowym blacie.

– Przepraszam, ale... – głos uwiązł mu w gardle, gdy tuż za szerokim prostokątnym oknem ujrzał czwórkę swoich najbliższych przyjaciół.

– Spokojnie, Eiji – odezwał się Ash, pochylając w jego stronę. – Dotyczy to nas obu, pamiętasz? – dodał, sprawiając, że wraz z jego głosem przyjemne ciepło wdarło się do ucha Eijiego.

– Pamiętam – powiedział cicho, zaciskając palce na skórze jego dłoni.

Minął równy tydzień od pamiętnego wieczoru, kiedy to spektrum odczuwanych emocji nigdy wcześniej nie było tak szerokie, tak bogate, tak różnorodne. I mimo iż, upłynęło już sporo czasu, obydwoje nadal odczuwali dość silne skutki tamtego wydarzenia.

Dzisiejszy sobotni wieczór miał dostarczyć im kolejnej dawki emocji, znacząco różnej, ale równie ekscytującej. To właśnie dzisiaj zamierzali ogłosić to innym.

Siedząc na miękkich poduszkach, przy niskim stoliku ustawionym w najbardziej ustronnej części kameralnej restauracji, zlokalizowanej w równie ustronnym miejscu wiecznie tętniącej życiem dzielnicy Shibuya, na krótki moment ich umysły zignorowały warunki otoczenia, przeszły w stan chwilowego zawieszenia.

– No, ale żeby tak w miejscu publicznym! – zawołał Ryosuke, zatrzymując się tuż przy krawędzi stolika, gdzie dwoje ich przyjaciół swoim zachowaniem łamało co najmniej jedną niepisaną zasadę.

– Co się czepiasz – rzuciła Junko, uwieszając się na jego ramieniu i spojrzawszy na wspomnianą dwójkę, posłała im szeroki uśmiech

Choć odniosła wrażenie, że coś się zmieniło, nie potrafiła jeszcze stwierdzić co.

Posiadała zbyt mało danych.

Ale czy na pewno?

– Nie wierzę! – rozległ się zaskoczony głos Mayumi, docierając do uszu znacznej części znajdujących się w lokalu klientów.

Dłonie przyciskała do lekko rozchylonych ust, a rozszerzone oczy wpatrywały się w siedzących w nienaturalnym wręcz bezruchu młodych mężczyzn.

– Co jest, Mayumi? – spytał Jamie, zdziwiony zachowaniem swojej dziewczyny.

Zanim jakiekolwiek słowa zdążyły opuścić jej lekko ściśnięte gardło, ruch Asha rozwiał wszelkie wątpliwości. Ich złączone dłonie przesunął nieco dalej, tak by białe złoto oplatające ich palce, dotarło do zmysłów ich przyjaciół, by wzrok wyraźnie zarejestrował ich obecność.

Poziom szoku widoczny na ich twarzach sugerował, że trochę czasu upłynie zanim ich umysły przetworzą zdobytą informację. Że mają co najmniej minutę zanim usłyszą pierwsze pytanie, będące zapowiedzią kolejnych, niekoniecznie łatwych, niekoniecznie przyjemnych.

Palce Asha pogładziły delikatnie gładką skórę dłoni Eijiego i uśmiechnąwszy się do niego, poczuł jak jego palce zaciskają się mocniej. Spojrzenie Eijiego było niezwykle czyste, pełne znanych mu emocji i uczuć. Wypełniała go radość, tak oczywista i zauważalna, że twarz Asha wykrzywił jeszcze szerszy uśmiech. Czuł się teraz spokojniejszy. Eiji przestał się stresować, nieświadomie, a zarazem z pełną świadomością zachodzącego procesu, oddziałując swoim zachowaniem na Asha, w oczywisty sposób wpływając na jego samopoczucie.

– Ja i Ash zaręczyliśmy się – oznajmił głosem pełnym szczerej, niepohamowanej euforii.

Treść informacji była dość prosta i powszechnie znana, jednak fakt, że pochodziła od Eijiego, nadał jej zupełnie nowego znaczenia. Pamiętając jak wyglądało jego życie przed przyjazdem Asha, przypominając sobie jego najgorsze momenty, bezsilność którą odczuwali, gdy świadomi, że żadne słowa pocieszenia nie zmniejszą skali jego cierpienia, czuli się w tej chwili przytłoczeni emanującym od niego szczęściem. Obraz Eijiego sprzed roku powoli zacierał się w ich umysłach. Bezsilność i strach przed najgorszym, przed nadejściem dnia, kiedy to dotrze do nich wiadomość, że Eiji się poddał, nie miały już racji bytu, nie miały już od dnia, w którym Ash pojawił się przed drzwiami jego mieszkania.

Ich walka o utrzymanie go przy sobie możliwie jak najdłużej, dobiegła końca.

Ash wyzwolił ich od jej piętna.

W tamten zimowy, grudniowy wieczór Ash przywrócił Eijiego do życia.

Jako pierwszy ocknął się Jamie. Wyminąwszy swoich stojących, w oczywistym zawieszeniu przyjaciół, stanął tuż przed dwójką jakże różnych, a jednak sprawiających wrażenie, że nikt nie mógłby zająć miejsca tej drugiej osoby i przykucnąwszy, z szerokim uśmiechem na ustach objął ich, mocno przyciskając do siebie.

– Gratulacje – odezwał się, zamykając oczy w obawie, że oczywiste ślady wzruszenia naznaczą jego policzki i zwróciwszy się do Eijiego, dodał ciszej – nawet nie wiesz jak się cieszę, Eiji. Zasługujesz, by pamiętać... by wiedzieć, co oznacza być szczęśliwym... obydwoje zasługujecie.

W jego głosie usłyszał delikatnie drżenie, które sprawiło, że do oczu Eijiego napłynęły łzy. A gdy zrozumienie prawdziwego sensu słów Jamiego, przypomniało mu tamten wieczór, ich rozmowę, życie sprzed powrotu Asha, poczuł jak po jego twarzy spływają pierwsze łzy.

– Dzięki, Jamie – powiedział Ash.

W brzmieniu jego cichego głosu Eiji, również doszukał się śladów wzruszenia.

– To co zrobiłeś dla Eijiego, to że byłeś przy nim, gdy najbardziej tego potrzebował... – zaczął, ostrożnie dotykając jego dłoni, którą trzymał na jego ramieniu – nie wiem, czy kiedykolwiek ci się odwdzięczę.

– Już to zrobiłeś. Poza tym... teraz zależy mi nie tylko na szczęściu Eijiego, ale również na twoim.

– Przesadziłeś... – zaśmiał się cicho Ash, zamykając oczy, chcąc ukryć coraz wyraźniejsze oznaki wzruszenia.

W tym samym momencie poczuł na sobie jeszcze wyraźniejszy ciężar – pozostała trójka dołączyła do tej pierwszej, zawieszonej w jedynej w swoim rodzaju atmosferze.

Fizyczny ciężar, który Ash odczuł na swoim ciele, miał swoje odbicie w jego przepełnionym cudownymi emocjami wnętrzu, przytłaczającymi wręcz swoim charakterem.

To było nieprawdopodobne. Wrażenie, że jest częścią grupy, która nigdy nie była zmuszona do walki o przetrwanie, której obce jest słowo przemoc, która zaakceptowała go jako jej pełnoprawnego członka, jeszcze nigdy wcześniej nie było tak wyraźne, tak prawdziwe.

Ash był jednym z nich.

Ash czuł się jednym z nich.

Ta wspaniała pod wieloma względami grupa ludzi stawała się dla niego kimś równie ważnym jak rodzina. Choć nie było mu dane poznać prawdziwego znaczenia tego słowa, zrozumieć co oznacza być jej częścią, a przynajmniej nie na tyle, by pamiętać co czuł w tamtej chwili, co czuł gdy Griffin był obok niego, tak teraz, dokładnie w tym momencie jeszcze dobitniej zrozumiał, że to wszystko miało znaczenie. Wszystko co doświadczył musiało się wydarzyć, by na środku tej przepełnionej bólem i strachem drogi, spotkać Eijiego. By pozwolić mu na uratowanie siebie, na doprowadzenie do tego miejsca, do tych ludzi.

– A teraz opowiadajcie – odezwała się Mayumi, gdy wszyscy zajęli już miejsca siedzące na miękkich, prostokątnych poduszkach, a kelner dostarczył zamówione napoje.

– Od początku i ze szczegółami – wtrąciła Junko z szerokim uśmiechem na ustach.

Jej gęste, czarne i wyjątkowo kształtne brwi powędrowały w górę, a broda spoczęła swobodnie na złączonych dłoniach, gdy oparłszy się łokciami o blat stołu, utkwiła w nich wyczekujące spojrzenie.

– Jesteś pewna, że chcesz usłyszeć wersję ze szczegółami? – zapytał prowokacyjnie Ash, zbliżając do ust wysoką szklankę wypełnioną piwem.

Mięśnie jej twarzy drgnęły nieznacznie, ale sam jej wyraz pozostał niewzruszony.

– Sprawdź mnie – odparła, śmiało patrząc mu w oczy.

– Jak sobie życzysz.

– Ash... – syknął ostrzegawczo Eiji.

– No dalej – westchnął przeciągle Ryouske, przewracając oczami.

– Było to tydzień temu, w sobotę – zaczął niezwłocznie Eiji, wywołując na twarzy wszystkich zebranych delikatny uśmiech. – Wieczorem, po tym jak Maya przyszła odebrać swojego psa, Ash zaproponował spacer.

– Babel był u was? – spytała Mayumi.

– Serio? To cię teraz interesuje? – rzuciła Junko, zerkając na nią bokiem.

– Tak, był, z piątku na sobotę – odpowiedział Eiji, mimo wtrącenia z oczywistym przekazem ze strony Junko. – No więc poszliśmy do parku i tam... – przerwał na moment, spoglądając z jedyną w swoim rodzaju ekscytacją na swojego narzeczonego – Ash się oświadczył.

– A chwilę później, ty oświadczyłeś się mi – dopowiedział Ash, odwzajemniając uśmiech, który zagościł na ustach Eijiego.

– Czyli co? Oboje poszliście tam w tym samym celu? I żaden z was nie wiedział o tym? – odezwał się Jamie, wyprzedzając swoich przyjaciół, którym podobne pytania cisnęły się już na usta.

– Nie do końca – przyznał Eiji. – Nie wiem czy oświadczyłbym się wtedy, gdyby Ash tego nie zrobił. Cały czas czekałem na właściwy moment, ale gdy dotarło do mnie, co Ash do mnie mówi, zrozumiałem, że to nie miało znaczenia. Że niepotrzebne były te wszystkie analizy, przemyślenia, plany. Wystarczyło po prostu zapytać.

– Byle nie w takim miejscu jak to – wtrącił Ash, zerkając na niego z niezgasłym nawet na chwilę uśmiechem.

– To prawda – zgodziła się Mayumi, patrząc wymownie na swojego chłopaka, którego reakcja na jej słowa graniczyła z desperacko hamowaną paniką.

Wygląda komicznie – przewinęło się przez umysły wszystkich jego przyjaciół, łącznie z „winowajczynią" stanu, w którym się znalazł.

– Mówiliście już twojej mamie i siostrze, Eiji? – zapytał Ryosuke, przychodząc z odsieczą swojemu spanikowanemu przyjacielowi.

– Nie, jesteście pierwsi.

– Ale zaraz... – zaczął Jamie, odzyskawszy jasność umysłu, gdy jego wzrok raz jeszcze powędrował do srebrnych obrączek zdobiących ich palce. – Nie przypominam sobie, byś w pracy ją nosił. Zauważyłbym.

– Nosiłem na łańcuszku, na szyi. Chcieliśmy powiedzieć wam razem, więc ukrywałem ją – wyjaśnił Eiji, nieświadomie dotykając opuszką palca jej gładkiej powierzchni.

– Ty również? Aki nic nie mówił, więc...

– Tak, twój brat dowie się w poniedziałek. O ile wykaże się spostrzegawczością.

– Aki żyje ostatnio w swoim świecie – odezwał się Ryosuke, obracając w skupieniu papierową podkładkę, odrobinę wilgotną od skroplonej pary wodnej spływającej po ściankach wysokiej szklanki.

– Nawet nie zaprasza nas do siebie. Zapomniałam już jak smakuje to jego cholerne kakao, a o innych posiłkach, to już nie wspomnę – dopowiedziała Junko, głosem zdradzającym niezadowolenie, a zarazem niepokój o swojego brata.

Nikt z tutaj obecnych, poza Eijim i Ashem nie miał pojęcia, co takiego wydarzyło się w życiu Akihiko. Co wpłynęło na jego zmianę, pociągając za sobą oczywiste konsekwencje, wpływając na jego najbliższe otoczenie.

Zarówno Eiji, jak i Ash odnieśli słuszne wrażenie, że to nie pierwszy raz, gdy sekret Akihiko, którym się z nimi podzielił, stawia ich w dość niezręcznej sytuacji. Jednak tym razem Ash nie miał zamiaru komentować tego w żaden sposób. Nie spodziewał się jednak, że ktoś inny może poniekąd wyjawić tajemnicę ich skrytego przyjaciela.

– Ostatnio często widuję go w towarzystwie jakiegoś chłopaka – odezwał się Jamie, nieświadomy łączącej ich relacji. – Wygląda na młodszego, więc może nowy stażysta? Ash, może ty coś wiesz?

– Nic mi nie wiadomo o nowym stażyście – odpowiedział zgodnie z prawdą.

– Gdzie go widujesz? – zainteresował się Ryouske.

– W okolicach stacji Hongo, w godzinach popołudniowych, więc obstawiam, że podobnie jak ja wraca wtedy z pracy.

– A jak wygląda? Może któreś z nas go kojarzy? – spytała Junko.

– Japończyk, czarne, dłuższe włosy, ale wygolone do połowy... niższy od Aki, kolczyki w uszach.

Spojrzenie oczu Ryouske powędrowało z powrotem w kierunku Asha.

– Kojarzysz kogoś takiego? Ktoś z waszego zespołu pasuje do tego opisu?

– Nie.

Krótko i na temat, w końcu nie miał zamiaru niczego wyjawiać.

– Czy nie lepiej zapytać samego Aki? – odezwał się Eiji, nie chcąc by temat rozwinął się na tyle, by położenie jego i Asha stało się jeszcze mniej komfortowe.

– Masz rację, tak byłoby najlepiej, ale znając mojego brata, jeżeli czegoś nie chce, to tego nie zrobi. Żadne błagania, nawet moje go nie przekonają.

– Za bardzo się starasz. Cokolwiek to jest, sam ci powie jeżeli będzie gotowy – stwierdził Ash, wypominając sobie, że miał przecież siedzieć cicho.

Spojrzenie Ryosuke wyostrzyło się, jakby nagle wszystko stało się dla niego jasne i oczywiste. Ash wiedział. Eiji również wiedział. Jednak to czego on sam nie wiedział na pewno, to powody, dla których Aki nie wyznał mu prawdy o sobie, prawdy, którą skrywał przed nim przez wiele wspólnie spędzonych lat.

– Wracając do głównego wątku – rozległ się głos Mayumi, która jak zwykle idealnie wyczuwała konieczność szybkiej zmiany tematu. – Co dalej? Mówiłeś Eiji, że twoja mama jeszcze o niczym nie wie, ale biorąc pod uwagę, że wie jakie relacje was łączą, pewnie nie będzie zaskoczona.

– Nie sądzę, ale możliwe, że zaskoczymy ją jakie mamy w związku z tym plany.

– Masz na myśli adopcję? – spytała, przekrzywiając nieznacznie głowę.

– Adopcję? – powtórzył Ash, pamiętając że była to jedna z opcji, gdy szukał informacji na ten temat, ale nie spodziewał się, że będzie to jej pierwsza myśl.

– No... tak, jest to chyba jedna z lepszych opcji? – zakończyła zdecydowanie mniej pewnie niż wcześniej.

– Nie macie zbyt wielu możliwości, prawda? – wtrąciła Junko.

– Nie do końca – odezwał się Jamie. – Zawsze mogą wyjechać do innego kraju i wrócić jako mąż i mąż. Na pewno wiele par tak robi.

– Weźmiemy ślub tutaj, w Japonii – oznajmił Eiji. – Nie musimy opuszczać kraju. Nie będzie to może tak proste i postrzegane na równi z małżeństwami heteroseksualnymi, ale...

– Wierzymy, że to nam wystarczy – dokończył Ash, gdy spojrzenie Eijiego zasugerowało mu, by się odezwać.

Kolejne pytania ich zdradzających ciekawość i zaskoczenie przyjaciół, rozległy się przy prostokątnym stoliku. Kolejne odpowiedzi, których udzielali, rozwiewając ich wątpliwości, a zarazem rodząc nowe, zdawały się tworzyć coś w rodzaju zapalnika.

Błędne koło wątpliwości i wyjaśnień, które stworzyli zatrzymało się gdzieś koło północy, wymuszone przez nadjeżdżający z oddali pociąg.

...

"Tęsknimy ku jedności, ale jesteśmy wynikiem podziałów."
Michał Heller

Zapraszam do czytania oneshotów z uniwersum Tokyo Revengers, które opublikowałam jakiś czas temu (dzisiaj wpadł kolejny). Znajomość mangi/anime nie jest konieczna.