ROZDZIAŁ ÓSMY
POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI
Biegła po miękkim mchu przez puszczę. Jej silne łapy z łatwością odbijały się od podłoża. Wskoczyła na pień obalonego drzewa i rozciągnęła napięte ciało pokryte cętkowatym futrem. Jej pazury zadrapały korę. Mruknęła z satysfakcją. Rozłożyła ciało na kłodzie i obmyła zabrudzoną łapę szorstkim językiem.
Cichy szelest odwrócił jej uwagę od kąpieli. Szary kot przemknął po powalonym pniu i usiadł z gracją, przyglądając się Hermionie z oczekiwaniem.
Westchnęła z poczuciem nagłej irytacji. Pragnęła być sama i odpocząć od rasy ludzkiej. Nie potrzebowała matkowania i oczywistych wyrzutów, które mogła dostrzec w żółtych ślepiach pasiastego kota. Zmieniła się w ludzką postać i spojrzała wyczekująco na kota, który przewrócił oczami i po chwili obok niej stała surowa czarownica.
— Nie boisz się, że coś większego może cię schrupać na śniadanie, Minerwo? — powiedziała z rozbawieniem. — Jeszcze nie zdążyłam nic skonsumować.
Dyrektorka uniosła brwi.
— Zapewniam, że moje stare, zdrewniałe kości są mało atrakcyjnym kąskiem. Poza tym... Skąd ten złośliwy nastrój, panno Granger?
— Nie pannuj mi tu kobieto, przerwałaś moją medytację! — syknęła, zeskakując z pnia drzewa na miękkie podłoże.
— Chciałam z tobą porozmawiać.
Naprawdę? Wcale się tego nie spodziewałam...
— Nie pozwól, żebym ci przeszkodziła w twojej litanii, pani profesor.
Twarz surowej czarownicy zrobiła się czuła, a jej wzrok wydawał się zamglony.
— Już dawno nie słyszałam, abyś nazywała mnie w ten sposób — wyszeptała.
— Na Merlina, Minerwo. Skąd ten sentymentalizm? W tym właśnie rzecz, nie jesteś już moją opiekunką.
— Wybacz starej czarownicy troskę, Hermiono. Zawsze byłaś mi bliska.
Hermiona zmarszczyła brwi widząc trzęsące się ręce dyrektorki.
— I ty jesteś dla mnie bliska. Czy w związku z tym, powinnam wtrącać się w twoje prywatne sprawy?
— Lucjusz nie jest prywatną sprawą, macie układ natury dość publicznej, przynajmniej dla społeczności Onca.
— Czego chcesz od Lucjusza? — nie spodziewała się tego tematu. Myślała, że Minerwa wspomni o Ronie lub jej rodzicach.
— On cię kocha, Hermiono.
Hermiona rozszerzyła oczy i ryknęła głośnym śmiechem.
— Nie bądź absurdalna, Minerwo! Jest do mnie przywiązany, bo nikt wcześniej nie zaspokoił odpowiednio jego potrzeb. Gdy znajdę mu partnerkę, cała jego uwaga skupi się na niej, a ja wrócę do swojej pracy.
— Wierzysz w to, prawda? — westchnęła ciężko. — Lucjusz jest skrytym czarodziejem. Znam go od dziecka i wierz mi, że nigdy nie odnosił się ze swoimi emocjami. Fakt, że okazuje ci uczucia publicznie, mówi sam przez się. Nawet, jeśli jeszcze cię nie pokochał, wkrótce to uczyni.
— Wiem jak poradzić sobie z własnym uległym, Minerwo — wycedziła przez zaciśnięte zęby. — Odpuść temat. To cię nie dotyczy.
— Uległy — zamlaskała z dezaprobatą. — Czy tylko to się dla ciebie liczy?
— Natura naszego związku na tym polega, wiesz? Przestałam wchodzić w poważne relacje.
Minerwa zamrugała, najwyraźniej pojmując co miała na myśli Hermiona.
— Rozumiem — skinęła głową, a jej oczy nabiegły nutą współczucia. — Dobrze. Szanuję twoją prośbę, ale proszę Hermiono... gdybyś kiedykolwiek chciała porozmawiać, to...
— Tak, tak. Upoluję kilka myszy i przyjdę na pogawędkę — burknęła. Minerwa uśmiechnęła się porozumiewawczo i zachwiała się, opierając o pobliskie drzewo. — Wszystko w porządku? — szepnęła zaniepokojona Hermiona, łapiąc starszą czarownicę za łokieć.
— Tak, moje dziecko — uśmiechnęła się sztywno, podnosząc się do stanowczej, niezachwianej pozycji. — Ten parny klimat... ah, w moim wieku!
— Sprowadzić uzdrowiciela?
— Oh, nie! — parsknęła i machnęła lekceważąco ręką. — Jestem zwyczajnie w świecie zmęczona.
— Mogę cię odprowadzić do apartamentu lub...
— Daj spokój, Hermiono — odpowiedziała stanowczo, odrywając jej rękę od swojego łokcia. — Miałyśmy nie wtrącać się w swoje sprawy, czyż nie?
— Wykorzystujesz sytuację!
Minerwa zachichotała krótko, zmieniła się w pasiastego ssaka i odbiegła między drzewa.
Hermiona wpatrywała się w miejsce w którym zniknął kot i poszła w ślady Minerwy. Przemiana w jaguara sprawiała jej trudności tylko na początku. Nie było to bolesne per se, ale rozciąganie ciała i zmiana perspektywy powodowały zawroty głowy i krótką dezorientację. Pobiegła wąską szczeliną między skałami i wspięła się na jej szczyt. Miała tu najlepszy widok na wielki wodospad, otoczony gęstym lasem. Czuła się tu sobą, czuła się wolna.
Zobaczyła poruszający się kształt w głębokim akwenie u stóp wodospadu. Zbiegła szybkim tempem w stronę nieznanej postaci. Nikt nie się wynurzył z wody. Nie wahając się, zanurkowała. Biało-czarna istota płynęła w jej kierunku w zwodniczo wolnym tempie, a jej oczy dopiero po chwili przyzwyczaiły się do podwodnego otoczenia, więc gdy dziwny kształt zniknął, poczuła dreszcz zaniepokojenia.
Oh, kurwa!
Coś chwyciło ją dookoła tułowia, więc spanikowała i zmieniła formę na ludzką. Dopiero po chwili zorientowała się, że chwyciły ją blade, umięśnione ramiona. Wynurzyła się, łapiąc potrzebne powietrza i spojrzała na mężczyznę, który z pewnością chciał ją utopić. Severus ryknął gardłowym śmiechem na widok jej przemoczonej zasłony loków, która otaczała jej twarz.
Świetnie... muszę wyglądać, jak zmokła kura... ale, właściwie... ma tak piękny śmiech. Kto przejmowałby się włosami, skoro może posłuchać tego dźwięku. Bogowie, brzmi bosko!
— Merlinie, Severusie! — krzyknęła z reszką paniki, którą odczuwała wcześniej. — Straciłeś rozum? Mogłam zrobić ci krzywdę!
— Doprawdy, Hermiono? — zapytał niezrażony jej wybuchem. — Wczoraj zapewniałaś mnie, że w tym miejscu nie stanie mi się krzywda.
— Wiesz o co mi chodzi. — Wypluła trochę wody. — Przestraszyłeś mnie!
— Dosiadałaś ślepego smoka, do cholery! Wystraszyłaś się czarodzieja w swoim naturalnym, animagicznym środowisku? — parsknął głębokim śmiechem. Dobrze było go widzieć takim beztroskim, wyglądał jak duże dziecko. Zacisnęła usta w udawanym oburzeniu.
— Czy to tak dziękujesz mi za gościnę? — zobaczyła, że uśmiech Severus blednie.
Nie dając mu szansy na obronę, zanurkowała i pociągnęła go za nogi pod wodę. Była bardzo dobrym pływakiem, jej rodzice zabierali ją na lekcje od piątego roku życia, aż do otrzymania listu z Hogwartu. Severus szamotał się pod wodą, więc okręciła go wokół własnej osi. Nie czekając na powrót jego orientacji, wyłoniła się z wody i szybkim tempem popłynęła do brzegu. Wybiegła na trawę i uciekała przed wściekłym czarodziejem. Niestety miał dłuższe nogi i po chwili znaleźli się na ziemi w plątaninie kończyn. Siłowali się przez chwilę i zorientowała się, że uparty gbur nabiera przewagi, więc uderzyła do kolanem w zebra, żeby uwolnić nadgarstki, które trzymał w żelaznym uścisku. Gdy ludzkie kajdany zniknęły, przemieniła się w wielkiego kota, uważając żeby nie zranić go pazurami. Severus warknął, gdy przygwoździła go czterema łapami do ziemi. Zadowolona z wygranej przepychanki - wróciła do ludzkiej formy i spojrzała na niego poważnie.
— Zasługujesz na karę, Severusie — jego imię było zmysłowym pomrukiem.
Rozszerzył oczy z niepokoju. Coś jeszcze błysnęło w jego twarzy. Oczekiwanie i być może odrobina pożądania.
Ha! Gdyby tylko wiedział co zamierzam zrobić.
Kwiczał, jak małe prosię, gdy zaczęła go łaskotać.
— Przestań, wiedźmo! To nie zabawne! Nie wbijaj mi paznokci w żebra! Przestań!
Śmiał się pełną piersią, a ona ledwo mogła utrzymać się na jego ciele.
— Pani, przestań!
Była tak zszokowana tym co powiedział, że udało mu się obrócić ich, zamieniając miejscami.
— Tak łatwo cię podejść — powiedział z rozbawieniem. — Uważasz, że nie poradziłbym sobie z takim chuderlakiem?
— Dałam Ci fory!
— Doprawdy? — uśmiechnął się złośliwie.
Nad ich głowami pojawiła się nagle rozzłoszczona Sofia. Chwyciła Severusa dziobem za włosy i szarpała, odciągając go od czarownicy.
— W porządku! Już jej nie dotykam! — krzyknął. —Oh, zostaw mnie głupi ptaku, bo zrobię z ciebie rosół!
— Snap zostawi, Sofia nie głupia, Snap Snap głupi — gdakała w kółko wściekła papuga.
Hermiona postanowiła się nad nim zlitować.
— Sofia, zostaw Severusa! — krzyknęła.
— Sofia leci pani dobra głupi Snap!
Obserwowali, jak kolorowy ptak znikał w koronach drzew.
— Co za uparte ptaszysko! Niewychowane, niedorozwinięte jajko! — warknął Severus, poprawiając potargane włosy.
— Czasami bywa nadopiekuńcza — uśmiechnęła się czule do oddalającego się ptaka.
Severus wstał i otrzepał spodnie z brudu.
— Wypijesz ze mną popołudniową herbatę, Hermiono? Chciałbym zadać Ci kilka pytań. — Widziała różowe zabarwienie jego policzków.
— Oczywiście — odpowiedziała ze szczerym uśmiechem.
Severus lubił autentyczność Hermiony Granger.
Przez większość swojego życia, otaczali go interesowni ludzie, którzy na każdym kroku próbowali wbić nóż w jego plecy. Nikt, nie robił czegoś, bez większego zysku. Miał kolegów w gronie pedagogicznym Hogwartu oraz bliższych znajomych, ale Lucjusz był obecnie jedyną osobą, którą mógł nazwać przyjacielem.
Lily również była moją przyjaciółką, czyż nie?
Przez pierwsze kilka lat łudził się, że pozostaną sobie bliscy. W końcu, to on udowodnił jej, że nie jest dziwakiem i odpowiedział o magicznym świecie do którego niedługo dołączą. Rzeczywiście spędzili miłe chwile jako dzieci, ale sytuacja zmieniła się dramatycznie, gdy tylko wsiedli do Hogwart Express. Oddalała się z każdym dniem jeszcze bardziej, ponieważ zostali przydzieleni do innych domów. Nie starała się zbytnio utrzymywać z nim kontaktu. Pojawiała się, gdy trzeba było odrobić pracę domową, a on głupio sądził, że chce z nim spędzać czas. Była dla niego miła, a on pragnął, by ktoś w końcu go polubił.
Czy przyjaciółka nie powinna wybaczyć chwili słabości i braku kontroli, pod presją swoich prześladowców?
Nie miał pretensji do Lily. Młody wiek mógł mieć wpływ na zakończenie przyjaźni. Słowo, którym ją nazwał było rzeczywiście najgorszym określeniem, jakim mógłby się posłużyć wobec niej i do dziś nie przechodziło mu przez gardło. Przeprosił, jednak. Błagał ją na kolanach przed wejściem do wieży Gryffindoru.
Nie wybaczyła.
Kochał ją, ale nie tak, jak przedstawił to Potterowi. Plan Albusa Dumbledora, był jasny. Severus musiał przekonać Harry'ego do swojej lojalności i przekazać mu, że cząstka Voldemorta żyje w nim samym. Najłatwiej było sprzedać Potterowi historię o wiecznej miłości i poczuciu winny.
Potter, lwie serce Gryffindoru, połknął haczyk, jak Parkinson kutasa.
Jego patronus był związany tylko i wyłącznie z jego poczuciem winy i świadomością niedokończonej sprawy, a życie skończyło się wraz ze śmiercią Lily, ponieważ musiał spłacić dług życia oraz uspokoić własne wyrzuty sumienia. Zawsze będzie miał poczucie winy za śmierć Potterów - nie zmieniało to jednak faktu, że nigdy nie był zainteresowany Lily romantycznie. Nie była święta, jak ją przedstawiali. Potrafiła być naprawdę wredna, a czasami nawet brutalna... chociażby dla swojej siostry. Petunia zawsze go denerwowała, ale starał się postawić siebie na jej miejscu. Lily wiedziała, że Petunia marzyła o nauce w Hogwarcie i co z tym zrobiła? Bezlitośnie wypominała Petunii, że nie jest taka jak ona, że jest zwyczajna i nie ma w niej nic wyjątkowego. Słyszał to wielokrotnie, podczas wspólnie spędzanych dni wakacyjnych w Spiners End. Widział kilka razy Petunię zalaną łzami i choć nie lubił ludzi w ogóle i za nią samą też nie przepadał, było mu jej żal. Dobrze wiedział, jak to jest być wyśmiewanym. Petunia oczywiście, posunęła się za daleko w swojej zemście, znęcając się nad niewinnym chłopcem. Była równie mściwa i pamiętliwa, co jej młodsza siostra.
Największym żartownisiem jednak, okazał się Albus Dumbledore. Wcisnął wszystkim kit, o głębokiej miłości Lily do Harry'ego, która uratowała mu życie. Na pewno kochała najbardziej swojego syna, ale to nie jej miłość była bezpośrednią przyczyną upadku Voldemorta. Tom Riddle złożył swojemu wiernemu śmierciożercy wieczystą przysięgę, będąc w pełni przekonanym, że jest nieśmiertelny. W zamian za stworzenie śmiercionośnych mikstur, Severus zażądał ochronny Lily Potter. Chciał ocalić również Jamesa i Harry'ego, ale Lily była priorytetem.
Voldemort obiecał oszczędzić Lily i oddać ją Severusowi, jako nagrodę za służbę. Obrzydliwie, ale skuteczne, bo Tom również był przekonany, że jej pożąda. Brutalny czarnoksiężnik dał Lily wybór. Mogła odejść lub zginąć z chłopcem, a gdy dzielnie oddała życie za syna, wieczysta przysięga oraz stara magia, były końcem ciała Voldemorta.
Ile ludzi, tyle kłamstw.
Severus miałjuż dość fałszu i pozerstwa w czarodziejskim i mugolskim świecie, dlatego poczuł, że mógłby zaprzyjaźnić się z Hermioną. Obserwował ją od jej pierwszego roku w Hogwarcie. Jego rola w wojnie, uniemożliwiła mu jawne docenianie uczniów innych, niż Ślizgonów, ale nie oznaczało to, że nie widział jej potencjału. Nie był zszokowany rekordowym wynikiem owutemów.
Najmądrzejsza czarownica w swoim wieku...
Była mądrzejsza, sprytniejsza i najprawdopodobniej inteligentniejsza, niż większość mężczyzn, może nawet od niego samego. Parsknął na swoją pewność siebie.
Muszę się czymś pocieszyć. Nie mam wyglądu fizycznego Gilderoya Lockharta.
Lubił poczucie humoru Hermiony. Lubił jej dobroć, czułość i chęć niesienia pomocy, nawet najbardziej niegodnym z ludzi.
Ciche dźwięki fauny i flory puszczy wyrwały go z powrotu do przeszłości. Szedł za szczupłą czarownicą wzdłuż gęstych drzew kakaowca, zbliżając się do wyjścia z leśnego pokoju. Zatrzymała się gwałtownie i chwyciła za własną klatkę piersiową.
Medalion?
— Idź pierwszy Severusie. Poczekaj na mnie w swoim apartamencie. Muszę jeszcze coś załatwić.
— Wszystko w porządku? — zmarszczył brwi.
— Nie, ale panuję nad sytuacją.
Wątpliwe.
Po jej wyrazie twarzy, mógł stwierdzić, że stało się coś poważnego.
— Będę czekał.
Nie oglądał się za siebie wchodząc do pokoju aportacyjnego. Powiedziała, że sobie poradzi, a zgrywanie narzucającego się rycerza, nie było w jego stylu.
Wszedł do swojego salonu i zawołał Melwina.
— Hermiona niedługo przyjdzie na herbatę, możesz wszystko przygotować?
Skrzat stanowczo skinął głową.
Czekał dwadzieścia osiem minut i cztery sekundy. Drzwi zamknęły się za nią cicho. Miała włosy w nieładzie, a jej ubranie było lekko pomięte.
— Owłosione jaja Merlina! Co ci się stało?
— Małe nieporozumienie z członkiem klubu.
Spojrzał na jej szyję. Krwawiła.
— Pozwól, że się tym zajmę — dotknął koniuszkiem palca miejsca nad plamą krwi.
— Co? — zdezorientowana chwyciła szyję i spojrzała na ciemną ciecz na ręce.
— A nie, spokojnie. Nie należy do mnie. — Miała zamyślony wyraz twarzy.
Użyłby sztuki manipulacji, gdyby miał na to ochotę, to przecież nic nowego dla szpiega. Pomyślał chwilę i stwierdził, że nie chce z niej nic wyciągać na siłę. Powinni zacząć ufać sobie nawzajem, a jeśli będzie chciała, na pewno mu powie.
Posprzątała bałagan na swojej głowie jednym ruchem nadgarstka. Spojrzał na nią ze zdumieniem.
— Magia bezróżdżkowa?
— Nie bądź taki zaskoczony, Severusie — parsknęła niekobieco. — Ty również nie potrzebujesz różdżki.
Racja, co nie zmienia faktu, że potężne kobiety, infernalnie mnie pociągają.
— O czym chciałeś rozmawiać? — usiadła na wygodnej kanapie, założyła nogę na nogę i spojrzała na niego wyczekująco. Czuł, że jego upiornie blade policzki pokrywają się jaskrawym rumieńcem.
Nienawidzę różowego!
— Chciałbym przetestować twoją teorię.
Wyglądała, jakby usłyszała o pięćdziesięcioprocentowym rabacie w Esach i Floresach.
— Odnośnie? — udawała nieświadomość tematu ze stłumionym podekscytowaniem w głosie.
— Odnośnie mojej pozornej uległości.
Nie było tak ciężko, prawda?
Severus wyglądał na odrobinę zakłopotanego i szczerze mówiąc nie dziwiła się zbytnio jego niepokojem, jednak nadal nie mogła przyzwyczaić się do niepewnego mistrza eliksirów. Oczywiście w dalszym ciągu był złośliwym gburem i czasami widziała przebłyski jego dawnego ja, gdy dochodziło do bardziej intymnych sytuacji, a on próbował bronić się oklumencją.
Wielokrotnie próbowała sztuki ochrony umysłu i wiadomym jest, że każdy Niewymowny powinien w jakiś sposób blokować swoje wspomnienia w razie konfrontacji z doświadczonym Legilimentem. Tajemnice z którymi miała styczność, nie mogły ujrzeć światła dziennego, bo doprowadziłoby to do kompletnego chaosu w czarodziejskim świecie. Oklumencja Severusa była na poziomie, którego nigdy nie uda jej się osiągnąć. I może dalej był tym samym okrutnym mężczyzną co kiedyś, ale...
Nie.
Nie był tym samym człowiekiem, co zmora jej akademickiej przeszłości. Severus Snape, który siedział na fotelu naprzeciw niej, umarł w młodym wieku i zmartwychwstał po wojnie.
Snape z maską na twarzy, który żył między nastoletnim a powojennym Severusem, był tylko skorupą z wyjątkowo twardej materii.
Severus miał piękne oczy w kolorze ciemnej czekolady. Szpieg nie miał życia w oczach. Były koloru popiołu, leżącego gdzieś w wygasłym w kominku na Nokturnie.
Policzki Severusa były szczupłe, ale ładnie zarysowane i osobiście uwielbiała, gdy pojawiał się na nich delikatny rumieniec. Śmierciożerca miał zapadniętą, bladożółtą twarz. Chorą, zmęczoną... martwą.
Jej Severus miał wąskie usta, które raz na jakiś czas, jakby ukradkiem podwijały się ze szczęścia lub rozbawienia. Niczyj Severus, miał wargi wykrzywione drwiną i szyderstwem.
Słowa uległego Severusa, były pełne szacunku lub czarnego humoru... może i czarny, ale dalej humor! Słowa sługi Snapa były obraźliwe, krzywdzące, pełne toksycznego jadu.
Jej Severus był nowym człowiekiem, który ma chęć zmiany i wolną wolę. Otrzyma godne życie za swoje poświęcenie i wieloletnie cierpienie.
Dopilnuję tego osobiście!
— Granger! Czy ty mnie słuchasz? — wzdrygnęła się na dźwięk głosu swojego byłego profesora. Przeklinała swoją pamięć mięśniową, ponieważ automatycznie wyprostowała plecy i spojrzała na niego z pełną uwagą.
Severus patrzył na nią sfrustrowany, a gdy zobaczył jej reakcję na jego ton, rozszerzył oczy i parsknął głębokim śmiechem.
— Zamyśliłam się — burknęła, bardzo niezadowolona ze swojego popisu.
— Stare nawyki nie umierają, co? — Wyglądał jakby opowiedziała mu naprawdę śmieszny żart.
— Odwal się — warknęła. — To rwoja wina! Co mówiłeś wcześniej? Ah, tak. Uległość.
Jego twarz opadła i odwrócił wzrok.
— A więc, co dokładnie chciałeś ustalić, Serpens?
— Chciałbym spróbować zagrać uległego. W następny weekend — szepnął, patrząc gdzieś na prawo od jej twarzy.
Oho! Ktoś tu starał się być opanowany. I mogłoby to na mnie zadziałać, serio... ale ten kolor na policzkach. Merlinie, jest taki uroczy, gdy usiłuje ukryć reakcje... jakim cudem udało mu się oszukać Voldemorta? Ahh, no tak- wtedy miał potrzebę ochrony umysłu.
— A czego chciałbyś spróbować? — powiedziała spokojnie. Dość żartów. Chodziło o jego poczucie komfortu.
— Sam nie wiem. Myślałem o laniu? — zaciskał nerwowo pięści
— Co cię denerwuje, Serpens?
Zmarszczył brwi i po chwili całkowicie opanował wyraz twarzy i drżenie ciała.
— Znasz moją przeszłość. Mój ojciec... powiedzmy, że nie był typem, który zabierał dziecko do zoo lub śpiewał na dobranoc kołysanki. — burknął pod nosem, ale usłyszała nutkę gorzkiego rozbawienia.
— Podejrzewam, że mało który ojciec zachowuje się w ten sposób — parsknęła. — Twój był tyranem. Czy porównujesz mnie do niego? — jej głos był obojętny.
— CO?! — zrobił dziwny grymas. — Nie bądź absurdalna, wiedźmo! — syknął gniewnie.
Dobrze, chciała wzbudzić w nim emocje. Nie ważne jakie, bo zróżnicowane reakcje na otoczenie były zdrowe.
— W czym problem, więc?
— Nie wiem jak zareaguję na scenę.
— Myślisz, że każdy w tym klubie spodziewał się swojej reakcji na pierwszą scenę? — uniosła na niego brwi.
— Nie. Właściwie, to nie...
— Dobrze więc — wstała i żwawo podskoczyła. — Pożyjemy, zobaczymy! A teraz chodź ze mną! Przedstawię cię komuś wyjątkowemu.
— Jeśli masz na myśli wielkiego aligatora, to dziękuję. Był na tyle śmiały, że sam mi się przedstawił.
— Poznałeś Homera! — zachichotała radośnie. — Super, ale nie jego miałam na myśli. Homer nie jest zbyt przyjazny. Powiedzmy, że byłby bardziej zainteresowany twoim ciałem, niż tym co robisz w wolnym czasie.
— I tak nie miałbym wiele do powiedzenia — burknął.
Hermiona roześmiała się szczerze i wybiegła z jego pokoi na korytarz. Zeszli po wąskich schodach do sali głównej. Miała świetny plan na pozostałą część dnia Severusa, a po małych zachętach i ciągnięciu za ucho, będzie zachwycony.
Poprowadziła Severusa do wielkiego akwarium za barem. Spojrzała na niego rozbawiona i przyłożyła rękę do chłodnej szyby. Szło zaczęło się rozpuszczać, woda rozstępowała się na boki, a w środku małego akwenu utworzył się korytarz. Severus wyglądał, jakby połknął swój język. Nie dziwiła się. Za każdym razem, gdy to robiła czuła się, jak Mojżesz prowadzący wiernych przez Morze Czerwone.
— To coś nowego — powiedział zafascynowany Severus. — Wiedziałem, że twoje zaklęcia są zaawansowane, ale wątpię, żeby sam cukierkożerca posługiwał się tak złożoną magią.
Roześmiała się perliście.
— Mówisz o Dumbledorze? — parskała między słowami. — To miłe, że wierzysz we mnie, ale niestety nie miałam nic wspólnego z tym zjawiskiem. — Spojrzała na niego z porozumiewawczym uśmiechem. — To magia skrzatów.
Severus westchnął.
— Czy jest szansa, że kiedyś zdradzisz mi szczegóły? Nie wiem wiele o magii skrzatów, a ty wydajesz się być ekspertem w tej dziedzinie.
— Dumbledore wiedział. — Jej uśmiech zgasł momentalnie, a wyraz oczu stał się chłodny. — Opowiem ci o tym innym razem, nie ma co psuć sobie nastroju brudami przeszłości byłego dyrektora.
Severus skinął głową, ale widziała, że miał ochotę wycisnąć z niej sto procent informacji. Chwyciła go delikatnie za rękę i poprowadziła wzdłuż rozszczepu lustra wody, gdzie na końcu prowizorycznego korytarza znajdowały się złote drzwi. Widziała zaintrygowaną iskierkę w jego oczach, więc otworzyła je, przykładając medalion do wyżłobienia w drewnie. Zaskrzypiały cicho, gdy naparła na drzwi dłońmi i wpuściła Severusa przodem, żeby mógł rozejrzeć się po nieznanym otoczeniu i podskakiwała za nim, wzdychając z podekscytowania.
— Czy dobrze się czujesz wiedźmo? — parsknął, odwracając się, żeby na nią spojrzeć. — Wyglądasz, jak upośledzony Niuchacz po schwytaniu złotych monet. — Hermiona wskazała mu machnięciem nadgarstka, żeby się odwrócił.
Stali w innej, ciemniejszej i mroczniejszej puszczy. Dymny zapach unosił się w gęstym powietrzu, a w samym sercu łąki, stał duży plemienny szałas. Wysokie ognisko palące się w pobliżu, zapewniało widok przez ciemność, która otaczała las.
Severus jęknął boleśnie.
— Nie masz zamiaru przeprowadzać na mnie rytuału krwi lub składać moje ciało w ofierze, prawda?
— Myślałam, że jesteś otwarty na wszelkie sugestie z mojej strony — odparła z udawanym zdumieniem.
Severus zbladł o pięć tonów i przełknął głośno ślinę.
— Już naprawdę nie wiem, dlaczego jestem taki zaskoczony... nic w tym twoim świecie nie jest normalne!
— Powiedziałeś kiedyś, że twoje życie jest nudne... a jeszcze chwilę temu upierałeś się, iż nie masz ekscytujących wrażeń w wolnym czasie!
— Powiedz, że żartujesz! — przerażony wyraz jego twarzy, sprawił że chciała przestać się droczyć. — Nie dam się pokroić!
— Nie przesadzaj — ucięła cicho, mijając Severusa i ruszyła w stronę szałasu, żeby ukryć ramiona, które trzęsły się od ledwo powstrzymywanego śmiechu.
— Jeśli będziesz chciała zrobić ze mną amazońskie czary-mary, to wracam do domu!
— Tu jest twój dom, Serpens.
Wprowadziła go spokojnie przez prowizoryczne drzwi ze skóry pekari. Szałas był magicznie powiększony, więc mieściło się w nim sporo pomieszczeń, ale nie chciała oprowadzać Severusa samodzielnie. Szanowała prywatność mieszkańca.
Usłyszała charakterysytyczne odgłosy rozdrażnienia zza półprzezroczystej kotary. Severus znieruchomiał obok niej i mogłaby się założyć, że próbuje przesunąć cienki materiał kotary siłą woli, aby nie musieć się do niej zbliżać.
— Aclla, masz gości! — zawołała Hermiona.
Głośny dźwięk czegoś ciężkiego sprawił, że Severus spiął się jeszcze bardziej, a Hermiona nie mogła się już powstrzymać i parsknęła.
— Tylko się droczyłam, sztywniaku. Nic ci nie zrobi, obiecuję!
— Ostatnim razem, gdy ktoś obiecywał mi ochronę, skończyłem zdziesiątkowany przez wielkiego węża!
— Nie ufaj komuś, kto nie ma nosa — powiedziała głosem przypominającym Sybillę Trelawney.
— Bardzo zabawne, wieszczko. — Zmrużył groźnie oczy. — Tobie niby mogę zaufać? — powiedział szybko, bez zastanowienia i wręcz natychmiast rozszerzył oczy w uświadomieniu sobie, co właśnie palnął.
Nie powinno, ale zabolało. Myślała, że już zrobił krok naprzód i postanowił jej zaufać. Naprawdę dawała z siebie wszystko, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo i komfort w nowym świecie, bez wojny.
— Hermiono... — szepnął zaniepokojony Severus, widząc jej pobladłą twarz. — Ja nie...
— Nie czas na rozmowy — skończyła i starała się ukryć zawód, który na pewno pojawił się w jej spojrzeniu.
Serpens chciał coś powiedzieć. Otworzył usta, ale zza parawanu wyszła nieznana mu postać.
— Aclla! W końcu! — krzyknęła dziarsko Hermiona. — Upolowałaś kolację, czy po prostu masz w zwyczaju ignorowanie gości?
Młoda kobieta nie spojrzała na nią. Patrzyła na Severusa z czymś w rodzaju stalowej determinacji. Zrobiła kilka kroków, żeby dokładnie przyjrzeć się czarodziejowi.
— Aclla musiała być pewna, Aclla wyczuła zły demon — szepnęła kobieta, roztrzęsionym głosem.
Niewielki kolor, goszczący na twarzach Severusa oraz Hermiony, całkowicie zniknął.
