ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

ACLLA, WYBRANKA BOGA SŁOŃCA


Severus poczuł jak stalowa pięść owija się wokół jego serca i zaciska na tyle mocno, by pozbawić go możliwości zaczerpnięcia oddechu.

Demon.

Usłyszał wiele obleg w swoim życiu.

Smarkerus.

Wycierus.

Tłusty dupek.

Gwałciciel.

Morderca.

Nigdy nie zabolało tak bardzo. I dziwnym trafem nie bolało samo słowo, a to, że usłyszał je w tym miejscu. Od kobiety, która widziała go pierwszy raz na oczy, w miejscu w którym czuł się lepiej, niż gdziekolwiek na świecie. Do teraz...

Spojrzał na ładną, ciemnoskórą kobietę. Jej rysy twarzy były delikatnie zniekształcone przez namalowane wzory na twarzy. Miała oczy koloru płynnego karmelu, a po stroju domyślił się, że pochodzi od rdzennych Amerykanów.

Ma cholernego, martwego jaguara na głowie!!!

Miał nadzieję, że jaguar nie był kumplem Hermiony, bo marnie to dla Severusa wróżyło. Spojrzał na wspomnianą czarownicę. Hermiona zrobiła się całkowicie czerwona ze złości. Jej oczy ciskały iskrami i mógłby docenić jak piękna była w tym stanie, gdyby nie czuł się jak fretka dziobana przez hipogryfa.

— Aclla! — warknęła zwierzęco Hermiona, a on obawiał się, że za chwile zmieni się w jaguara i rozszarpie małą Indiankę. Cofnął się o krok, nie chcąc być w pobliżu pazurów. — Wytłumacz się! Nie pozwolę obrażać moich przyjaciół! — kontynuowała.

Sapnął cicho. Jego ciało mrowiło od gęsiej skórki.

Powiedziała przyjaciel?

Aclla spojrzała na Hermionę po raz pierwszy i wydawała się dość zaskoczona jej wybuchem.

— Hermi! Przyjaciel ma demon — powiedziała z przekonaniem.

— O czym ty mówisz do peruwiańskiego piekła?!

— Na skóra! Ma demon na skóra! — podbiegła do niego i chwyciła za lewe przedramię.

Ah... no tak.

Hermiona odetchnęła głęboko i opadła na mały stołek.

— Przepraszam Severusie, Aclla nie mówi wiele w naszym języku.

Jego oczy rozszerzyły się na dźwięk jego imienia.

Kurwa, czy zapomniała, że mam być anonimowy?!

Hermiona zauważyła jego reakcję na swoje imię i uśmiechnęła się do niego uspokajająco.

— Ona i tak zna twoje imię, to skomplikowane. Nikt nie wie, że mamy w tych lasach szamankę, tylko skrzaty i Luna. Nie martw się, proszę. - Hermiona spojrzała na Acllę i zaczęły rozmawiać w nieznanym mu języku.

— Aclla przeprasza, nie chciała cię urazić. Mówi, że wyczuwa złą magię, a ta na twoim ramieniu jest wyjątkowo demoniczna.

Szamanka spojrzała na niego ciepło i skinęła głową. Poczuł ulgę. Bał się, że na serio uważa go za największy koszmar w jej życiu. Szeptała coś do Hermiony i miała bardzo smutne oczy. Hermiona spojrzała na niego i widział, że się waha.

— Cokolwiek ci powiedziała, chcę wiedzieć.

— Właściwie, to nic takiego. Współczuje ci, że musisz to nosić i bardzo jej przykro, że zostałeś tak pokrzywdzony. — Westchnęła.

Na własne życzenie!

Rozmawiały przez chwilę, a Severus usiadł na pufie obitej skórą. Hermiona dodała coś, a Aclla skinęła głową i zniknęła za kotarą.

— Co to za język? — zapytał dość chłodno, nie mogąc pozbyć się w pełni wcześniejszego szoku.

— Keczua — szepnęła. — Aclla pochodzi z plemienia Kaxinawa. Znalazłam ją, gdy samotnie podróżowała po Andach.

— Po co ją tu sprowadziłaś?

— Miała bardzo ciężkie życie, nie pasowała do swojego plemienia — powiedziała krótko.

— Skoro to taka tajemnica, to może chociaż powiesz mi po co mnie tu przyprowadziłaś? — wycedził zgryźliwie.

Hermiona rozpromieniła się, jakby zobaczyła aktualizowaną wersje Historii Hogwartu i zerwała się na równe nogi.

— Właśnie! Aclla pomoże ci w rozładowaniu stresu. Spędzisz z nią czas, a ja pójdę pobiegać — prawie pisnęła. Nie mam zamiaru zostać z tą szamanką ani minuty dłużej! — Proszę, Severusie. Jest naprawdę wyjątkowa. —Skinęła głową w jego stronę — Jak ty.

Miał co do tego poważne wątpliwości, ale Hermiona patrzyła na niego tymi sarnimi oczami i nie mógł się nie zgodzić.

— W porządku. Zabieraj stąd ten koci tyłek i upoluj coś dla swojej przyjaciółki. Dalej boję się zostać złożony w ofierze.

Hermiona zachichotała, ścisnęła jego ramię i wyszła z szałasu. Aclla pojawiła się dość gwałtownie i spojrzała na niego przyjaźnie.

— Przyjaciel pójdzie za Aclla, teraz.

Idę, idę... mam jakiś inny wybór?

Malowidła na ścianach szałasu wyglądały, jak nabazgrane krwią. Przełknął ślinę i sprawdził czy nadal ma różdżkę w ukrytej kieszeni koszuli, którą po chwili namysłu, Aclla kazała mu ściągnąć.

Świetnie!

Zastosował się do polecenia, żeby mieć to już z głowy. Posadziła go na małej leżance i podbiegła do stołu z ziołami i innymi specyfikami, których nie był w stanie rozpoznać. Ugodziło to jego mistrzowskie ego. Nie było na świecie roślin i ziół, których nie mógł rozpoznać! Aclla podbiegła do niego radośnie dotykając jego twarzy. Podskoczył, chcąc wyjść z własnej skóry.

— Afiuanccana! — zachichotała, jak mała dziewczynka wskazując na jego nos.

— Że co? — zmarszczył brwi. — Co masz na myśli? Nie znam twojego języka.

Aclla uniosła brwi do lini włosów i rozłożyła ręce, jak wielki ptak, machając i wydając dźwięki.

— Orzeł? — prychnął. — Uważasz się mój nos, jest orli?

Skinęła głową radośnie, stukając w jego nos.

Nie ty jedna...

Dziwnym trafem nie poczuł się z tym źle, właściwie rozbawił go entuzjazm dziewczyny, gdy udawała orła z oczywistą miną, jakby spodziewała się, że od razu zgadnie. Jego nos od zawsze był elementem drwin dzieci, nastolatków i dorosłych, więc zmusił się do zaakceptowania wielkiego, haczykowatego punktu na jego centralnej części twarzy. Aclla nie drwiła z niego, porównała jego wygląd do ptaka, jakby to było coś zupełnie normalnego.

— Hermi chciała, żeby Aclla masowala przyjaciela i pomogła w stres. — Ukazała idealnie proste, białe żeby w szerokim uśmiechu, więc automatycznie zawinął wargi, aby ukryć swoje krzywe.

— To nie będzie konieczne — wycedził przez zaciśnięte zęby.

Nie pozwolę się dotykać w ten sposób! Co Hermiona sobie myśli?

— Też tak myśli, ma inny pomysł! — zachichotała.

Mam nadzieję, że nie będzie to związane z rozcinaniem mojego ciała.

Jedenaście minut i czterdzieści dwie sekundy później, czarownica usiadła na ziemi u jego stóp. Poczuł się niekomfortowo.

— Da mi rękę z demon!

— Po co? — powiedział kompletnie zdezorientowany.

— Może to usunąć!

— To niemożliwe, próbowałem wszystkiego od dwudziestu lat — sapnął ze sceptycznym wyrazem twarzy.

Wiedźma spojrzała na niego, jak na idiotę.

— Jak mówi, że może usunąć demon, to może! — parsknęła. — Wy biali być dziwni.

Przekonanie w jej głosie sprawiło, że wyciągnął lewe przedramię i czekał w ciszy. Położyła coś zimnego, ziołowego na jego skórę. Nie poznał zapachu, co było prawie niemożliwe z jego doświadczonym nosem. Przyglądał się z zainteresowaniem zielonej masie, która wypuściła kleisty, gesty sok na jego bladej skórze przedramienia. Wiedźma zaczęła mamrotać w nieznanym języku i kołysać się na boki. Jej głos niósł się prawie śpiewem po obitych w skórę ścianach szałasu. Nic się nie działo. Nic nie czuł.

Uparta wiedźma, przecież mówiłem, że próbowałem wszystkiego sensownego!

Nagle ogromny ból przeszedł promieniem od jego lewego przedramienia, aż po każde zakończenie nerwowe. Czuł się, jakby kobieta wysysała z niego wszystkie narządy wewnętrzne przez niewielki znak na jego skórze. Krzyknął w agonii nie mogąc powstrzymać dźwięków wydobywających z płuc na uczucie płomienia żywego ognia, który lizał jego ciało. Nie zauważył, gdy z czarownicy zaczęło wydobywać się złote, jasne światło. Ukłucie niepokoju ogarnęło go, gdy obraz przed oczami zamazał się, a czarne plamy przysłoniły jego wzrok od spazmów wszechogarniającego bólu.

Nagle zrobiło się całkowicie ciemno.

Widział wykrzywioną ze złości twarz Voldemorta. Słyszał jego piskliwy głos, który krzyczał coś o zdradzie, śmierci w torturach i pochłonięciu duszy Severusa przez czeluści piekła. Po raz pierwszy nie poczuł strachu przed jego obliczem.

Gdy był młody i głupi, zafascynował się władzą Toma i przystąpił do jego szeregów, jako wierny sługa. Pragnął szacunku od wrogów i marzył o dniu, w którym będą się trząść ze strachu na jego widok.

Obiecano mu władzę i potęgę, której również pożądał, ponieważ był zachłannym chłopcem, wychowywanym w biedzie i terrorze pod ciężką ręką ojca. Chciał się na nim zemścić, zabić, unicestwić. Obiecywano mu pieniądze i kobiety. Nie potrzebował kobiet do szczęścia, nie był zainteresowany łaszącymi dziwkami czy kobietami chętnymi oddać swoje ciała za cenę aprobaty Czarnego Pana. Pieniądze zaś, były mu potrzebne do realizowania swoich skrytych pragnień, zakupu rzadkich składników eliksirów i ucieczki z domu pełnego przemocy.

Zorientowanie się, że popełnił największy błąd swojego życia, nie zajęło mu wiele czasu. Wciąż pamiętał wszystkie tortury, których był świadkiem lub bezpośrednim odbiorcą. Śmierć Lily była ostatnią cegłą do zbudowania fundamentu szpiega.

Z perspektywy czasu, nie miał żalu do Voldemorta, ponieważ od początku wiadomym było, że jest mordercą, megalomanem, psychopatą...

Tylko prawdziwy wąż mógł zmienić skórę. Voldemort nie był wężem, był potworem.

Nikogo nie udawał w swoim szaleństwie, a Severus od początku wiedział, że zdecydował się dołączyć do świrów, ponieważ miał w tym własne cele, które co prawda nie dotyczyły mordowania mugoli i mugolaków.

Największy żal miał do Dumbledore'a. Dyrektor złożył mu przysięgę ochrony Lily Potter. Nie dotrzymał obietnicy.

Czy to wina Albusa, że umarła? Nie.

Bezpośrednią winę ponosił Tom Riddle, a Glizdogon pośrednio przyczynił się do śmierci Potterów.

Czy Albus mógł zrobić więcej, by ich chronić? Oh, tak.

Dyrektor wiedział, że w Zakonie jest szpieg. Powierzanie ochrony Jamesa i Lily innym ludziom w czasie sporu było ogromnym błędem.

A dlaczego Dumbledore nie chciał zostać Strażnikiem Tajemnicy?

Severus dowiedział się tego dopiero, gdy dyrektor zażądał, żeby go zabił. Albus Dumbledore, pogodny staruszek oraz jeden z najpotężniejszych czarodziejów na świecie, uwierzył w przepowiednię. Sądził, że skoro Voldemort ją zna, życie powinno toczyć się swoim tempem. Ważniejsze było wygranie partii szachowego pojedynku z Tomem i udowodnienie mu ignorancji.

Jak dwa psy, walczące o kość.

Severus nie lubił Harrego Pottera, a jego niechęć, tylko częściowo wynikała z podobieństwa do ojca. Na chłodne zachowanie Severusa w stosunku do chłopca, mogły mieć również wpływ zielone oczy, w które nie mógł patrzeć bez poczucia winy. Jednak najbardziej nie lubił Pottera za to, że był łatwowiernym, impulsywnym, bezczelnym smarkaczem, a mimo to, wszystko uchodziło mu płazem.

Naprawdę nie domyślił się, że dyrektor manipulował nim od kiedy srał w pieluchy? Czy nie zadziwił go fakt, że na każdym roku w Hogwarcie musiał rozwiązywać zagadki, pakując się w niebezpieczeństwo, narażając tym samym życie swoje i innych? Myślał, że dyrektor nie zadawał sobie sprawy z jego każdego ruchu? Naprawdę był takim głupcem, że nie zauważył dziwności i tajemnicy sytuacji Syriusza Blacka?

Nie lubił Blacka od dziecka, ale w ostatnim roku życia Łapy, osiągneli małe porozumienie. Dalej przepychali się, jak dwa goryle w klatce, ale nie było już w tym większego entuzjazmu. Czasami odwiedzał Grimmauld Place dwanaście. Najczęściej przynosił Lupinowi Eliksir Tojadowy lub zdawał raporty ze spotkań śmierciożerców. Black był tam uwięziony i powoli zaczynał tracić zmysły. Opowiedział mu o swoich podejrzeniach, a Severus niechętnie się zgodził.

Albus Dumbledore, Najwyższa Szycha Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów oraz szanowany członek Wizengamotu...

Nie zarządał procesu Blacka. Nie próbował z nim porozmawiać. Rozmawiał z każdym skazanym po drugiej stronie ruchu oporu. Z wyjątkiem Syriusza.

Dziwne, czyż nie?

Syriusz uciekł po dwunastu latach w Azkabanie i ścigał największego tchórza, jakiego widział świat- Petera Pettigrew. Co zrobił Dumbledore, aby wynagrodzić mu nędzne lata? Wygnał go z Hardodziobem, następnie uwięził w zamkniętym domu w którym w młodości przeszedł najgorsze piekło swojego życia. Dyrektor wiedział, że Syriusz nie wytrzyma, a jego gryfindorskie zapędy sprowadzą go do grobu.

"Śmierć Syriusza dobrze wpłynęła na Harry'ego, Severusie. Stał się bardziej dojrzały i mniej lekkomyślny." - Bezlitosne słowa Albusa, ugodziły Severusa, jak cegła w potylicę.

Geniusz Albusa Dumbledore'a.

Tak właśnie opisałby przypadek Harry'ego Pottera i pokonania Voldemorta. Albus manipulował ludźmi, wydarzeniami i czasem. Był zbzikowanym fetyszystą. Mógłby z łatwością pokonać Toma, gdyby tylko chciał, ponieważ miał środki, ludzi, potężną magię i całą duszę, która nie wpłynęła na uszkodzenie jego genialnego umysłu, jak to było w przypadku Riddle'a. Oczywiście wielki Albus Dumbledore nigdy nie szedł na łatwiznę. Chciał wszystkich zaskoczyć. Pragnął, aby Tom Riddle rozszerzył oczy ze zdumienia na łożu śmierci, a ze zdobytych informacji przez Severusa, odnośnie ostatecznego starcia Pottera i Toma - właśnie tak się stało.

Nawet śmierć Albusa, musiała być efektowna i owiana tajemnicą. Śmierć z ręki śmierciożercy, profesora Hogwartu, podwójnego szpiega, zdrajcy Zakonu Feniksa.

Z mojej ręki...

"Nie umrę od klątwy Toma, Severusie! Zbyt wiele wysiłku włożyłem, by go zmiażdżyć. Będziesz musiał mnie zabić."

Wszyscy byliśmy kukiełkami.

Ciemne kształty przesuwały się pod powiekami. Jego sen był dość spokojny. Nadal widział twarz Voldemorta, wykrzywioną we wściekłości, jednak nie przejmował się tym, bo miał w swoim umyśle jasne przekonanie, że nic już nie łączyło go z tym gadem.

Voldemort spojrzał na niego z zawodem.

— Nie pozbędziesz się mnie, mój sługo!

Może nie.

Jego dawny mistrz stawał się nieostry, bezcielesny. Otworzył swoje gadzie usta.

— Severusie... — usłyszał delikatny, kobiecy głos, który wydobywał się z obrzydliwych, gadzich ust, ale zdecydowanie nie należał do Riddle'a i to przeraziło go najbardziej. — Obudź się.

Otworzył gwałtownie ciężkie powieki, czując ukucie jasnego światła. Przyglądała mu się piękna twarz kobiety, z wyrazem najbardziej czułym i jednocześnie dumnym, jaki kiedykolwiek widział.

— Hermiono? — szepnął ochrypłe, zastanawiając się czy jest tylko wytworem jego wyobraźni.

Miała szklane oczy, a on obiecał brutalnie zemścić się na śmiałku, który sprawił jej przykrość.

— Spójrz Severusie...— wydukała powstrzymując szloch. — Jesteś wolny.

Jego oczy podążyły za jej spojrzeniem. Zobaczył gładką, bladą skórę na swym lewym przedramieniu.

W istocie...

Jestem wolny.

Eksplorowała leśne otoczenie, gdy do jej wrażliwych, miękkich uszu dobiegł przeraźliwy krzyk. Obróciła się dookoła własnej osi, by zlokalizować ranne zwierze, które najwyraźniej potrzebowało jej pomocy. Biegła ile sił w łapach, podążając za źródłem płaczu, raniąc szorstkie poduszki o ostre krzewy w gęstej, mrocznej puszczy. Po kilkudziesięciu metrach, flora lasu zaczęła się przerzedzać i zorientowała się, że krzyki agonii dochodziły z szałasu.

Severus...

Wbiegła do domu szamanki w ludzkiej postaci, ślizgając się na brunatnym płynie, który pokrywał podłogę.

Melinie! To krew?

Severus leżał na ziemi, wijąc się z bólu. Zaciskał oczy, a w zakrwawionych ustach trzymał kawałek drewna, które Aclla musiała włożyć, aby nie odgryzł sobie języka.

— Co robisz, Aclla?! — krzyczała na małą czarownicę, która najwyraźniej była powodem bólu jej podopiecznego.

Aclla jej nie słyszała lub usiłowała ignorować wołania Hermiony. Kołysała się w przód i w tył, jednocześnie przytulając lewę ramię Severusa. Wyglądała, jak kompletnie obłąkana i Hermiona zastanawiała się czy przypadkiem nie powinna jej ogłuszyć. Złote światło płynące z jej ciała rozbłysło oślepiającym blaskiem, a krzyk konającego mężczyzny załamał się i bezwładne ciało opadło ciężko na podłogę.

— Hermi! Hermi nie może tak przeszkadzać Aclla, jak nie rozumi co robi!!! — wrzeszczała rozeźlona wiedźma, wstając ze swojego miejsca i mrużąc oczy na rozgorączkowaną Hermionę.

Hermiona mogłaby przestraszyć się groźnego błysku w oczach kobiety, gdyby Aclla nie sięgała jej do brody.

— Co mu zrobiłaś? — Jej spanikowany głos brzmiał obco w jej uszach.

— Aclla zabiła demon! Tak mi dziękujo! Blada, niewdzięczna twarz! — mamrotała z zawodem, krążąc po niewielkiej przestrzeni, jak dzikie zwierze w cyrkowej klatce.

Hermiona rozszerzyła oczy ze zdumienia, podbiegając do nieprzytomnego czarodzieja i spojrzała na jego skórę. Ramię Severusa było całkowicie nienaruszone. Mroczny znak zniknął.

— Jak to zrobiłaś?! — krzyknęła piskliwym głosem Hermiona, przecierając oczy. — Nie masz pojęcia czego dokonałaś! Jesteś niesamowita!

Młoda czarownica spojrzała na Hermionę z rozbawieniem i pisnęła, jak mała dziewczynka, gdy ta objęła ją w pasie i zakręciła dookoła własnej osi.

— Genialna! Wyjątkowa! Niesamowita! — wymieniała radosnym śpiewem, kołysząc szamanką w ramionach.

— Hermi zostawi Aclla! Hermi oszalała! Postawi Aclla na ziemia, już!

Nie mogę w to uwierzyć!

Nawet w najpiękniejszych snach nie marzyła o uwolnieniu Severusa od Mrocznego Znaku. Myślała, że to niemożliwe. Był wolny.

Postawiła szamocącą się wiedźmę na ziemi i chwyciła jej twarz w dłonie całując każdy z jej policzków i jeszcze raz mocno przytulając.

— Wy biali dziwnie dziękować, Hermi mogła po prostu powiedzieć dzięki! Po co tyle dotykać?! — zarumieniona czarownica, skrzyżowała ręce na piersi i prychnęła na idiotyzm sytuacji.

— Wy czerwoni się zamknąć i nie patrzeć darowanemu koniowi w zęby — wycedziła niezrażona Hermiona. — Tak właśnie się u nas dziękuje za dokonanie niemożliwego!

Aclla przewróciła oczami na jej pokaz dramatyzmu i skierowała się w stronę małej kuchni, która również służyła jako małe laboratorium. Hermiona rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę nieprzytomnej postaci, leżącej na niskiej leżance i ruszyła za szamanką do kuchni. Postanowiła pomóc wiedźmie w przygotowaniu kremów i maści leczniczych, które same w sobie były genialne i gdyby nie zdecydowały się stworzyć wspólnie Onca, to na pewno otworzyłyby aptekę.

Siekała składniki metodycznie, precyzyjnie i wrzucała do ciepłego kociołka. Warzenie w towarzystwie Aclla, zawsze zmniejszało u niej poczucie stresu, a ciche bulgotanie wnętrza kotła, przypominało jej szkolne lata w Hogwarcie.

Tak dawno nie miałam okazji warzyć eliksirów.

Po dwóch godzinach stania przy gorących kotłach, postanowiła przez chwilę odpocząć. Aclla zaparzyła jej liściastą, aromatyczną herbatę i wyszła z szałasu, aby pozbierać potrzebne do uwarzenia kremu półprodukty.

Usiadła w milczeniu przy leżance, gładząc bladą skórę męskiego przedramienia koniuszkami palców. Severus mamrotał przez sen, więc zbliżyła ucho do jego rozchylonych warg, aby wyłapać pojedyncze słowa.

Potter.

Black.

Albus.

Kukiełki.

Czekała, aż się obudzi. Miał dość spokojny wyraz twarzy, ale jego ciało na zmianę spinało się i rozluźniało. Była ciekawa jak zareaguje na brak obrzydliwego znaku.

A jeśli nie będzie z tym szczęśliwy?

W końcu przez ostatnie dwadzieścia pięć lat, Mroczny Znak był częścią jego ciała, jego życia. Nie był lojalny swojemu Panu, ale być może chciał pozostawić tatuaż, jako formę upomnienia.

Jako karę i ciężar niespokojnego sumienia...

Tak, to w stylu Severusa.

Ona sama była zachwycona. Pozbycie się Mrocznego Znaku było jednoznaczne z jego odrodzeniem, a cholernie zależało jej, aby Severus zostawił przeszłość za sobą. Spojrzała na niego uważnie.

Ma tak ciekawą, niespotykaną urodę!

Światło pochodni odbijało się od kruczoczarnych włosów, które sięgały mu za obojczyki. Odgarnęła cienkie kosmyki z jego spoconego czoła. Jedwabiste w dotyku. Długi haczykowaty nos, idealny do wywęszenia przeróżnych składników eliksirów, wystawał mu z twarzy.

Pasuje mu. Wyjątkowy, jak wszystko w nim.

Ciemne brwi ściągnięte w skupieniu, przecinała lwia zmarszczka.

Moja ulubiona! - zachichotała w myślach.

Jego wąskie usta rozchyliły się w małym wdechu. Miała ochotę ich spróbować. Naga klatka piersiowa, unosiła się regularnie i nie mogąc powstrzymać swoich swędzących palców, prześledziła koniuszkami krawędzie blizny na jego brzuchu. Była dość paskudna, trochę podobna do tej, którą zdobyła w Departamencie Tajemnic na piątym roku. Ciągnęła się od prawej piersi, aż do ciemnych włosów znikających pod granicą jego spodni.

Podglądacz.

Nie powinna go badać, gdy był nieprzytomny i bezbronny. Właśnie miała wstać, żeby rozprostować nogi i zapewnić Severusowi pozory prywatności, gdy usłyszała urywany wdech. Blady czarodziej poruszył się niespokojnie, a jego całym ciałem wstrząsnął silny dreszcz.

— Może nie — wymamrotał.

Chyba lepiej będzie, jeśli go obudzę.

— Severusie... — jej głos był bardzo cichy, ale zauważyła, że mężczyzna się spiął. — Obudź się — powiedziała łagodniej i nieprzytomny wcześniej czarodziej otworzył oczy patrząc na nią z wzrokiem...

Zdezorientowanym.

Bojaźliwym.

Przypominała sobie z jakiego powodu był nieprzytomny, a jej oczy zaszły łzami, gdy uświadomiła sobie brak Mrocznego Znaku na jego pięknej skórze, w kolorze alabastru. Severus miał cieplejszy wyraz twarzy, ale gdy spojrzał w jej szkliste oczy stał się całkowicie sztywny i zaniepokojony i jakby... rozeźlony?

— Spójrz Severusie... — Jej głos całkowicie zawiódł, więc wskazała na jego lewe ramię. — Jesteś wolny.

Czarodziej spojrzał na swoje gładkie przedramię i rozgrzeszył oczy, rozchylając usta w szoku.

— To prawda? — wyszeptał ochrypłym od krzyków agonii głosem. — Czy ja dalej śnię?

— Nie Severusie, nie śnisz — Uszczypnęła go w goleń z bladym uśmiechem, jako dowód jej zapewnień.

— Od dwudziestu lat próbowałem usunąć, to przekleństwo... — Miał zamyślony wyraz twarzy. — Ja... — Jego głos był teraz szeptem. Spojrzał jej w oczy z wdzięcznością. — Dziękuję ci.

Jedna łza spłynęła powoli z zewnętrznego kącika jej oka i nie mogąc powstrzymać emocji, które budowały się w niej od kilku godzin - rzuciła się na Severusa, obejmując jego szyję ramionami i przyciągnęła mocno do siebie. Wcisnęła nos w jego obojczyk, szlochając z ulgą, że nic poważnego mu się nie stało.

Severus znieruchomiał na kontakt. Zdała sobie sprawę, że jej dotyk mógł być niechciany, więc odsunęła się szybko i spojrzała na niego z niepokojem. Severus wyglądał, jakby otrzymał porządny cios prosto w krocze. Jego niedowierzające spojrzenie, sprawiło że zachichotała i otarła gruby strumień łez, który sączył się po jej policzkach.

— Przepraszam Severusie. Poniosło mnie.

— Tak, jasne. — Machnął lekceważąco ręką. — Przyprowadzisz tu tę sadystkę, która sprawiła, że krzyczałem głośniej, niż pod różdżką największego psychopaty, jaki widział czarodziejski świat? — zapytał, po krótkiej chwili namysłu. — Chciałbym jej osobiście podziękować, a obawiam się, że na razie nie jestem w stanie się podnieść.

— Oczywiście — wyszeptała, ciesząc się, że nie stracił swojej sarkastycznej strony, wraz z pozbyciem się DEMONA.

Zawołała kobietę i usiadła w drugim pokoju, aby dać im odrobinę prywatności. Obserwowała Acllę, rozmawiającą cicho z Severusem, wracając myślami do czasu, gdy ich drogi przecięły się po raz pierwszy.

Po zakończeniu edukacji w Hogwarcie, została zaproszona na rozmowę z Dyrektorem Głównym Departamentu Tajemnic. Josu Barbois przywitał ją serdecznie i zaproponował stanowisko w tajnym dziale zaklęć i uroków. Oczywiście zgodziła się bez wahania, ponieważ zawsze uwielbiała tajemnice, a w innych okolicznościach nie byłaby w stanie zbadać Departamentu. Josu był bardzo przystojnym, francuskim czarodziejem. Jej powiernikiem, jej mentorem i jedyną osobą z którą mogła porozmawiać o troskach i trudnościach związanych z jej pracą.

Nie mogłam przecież nikomu powiedzieć czym się zajmuję, prawda?

Pewnego popołudnia, po jej kilkutygodniowym stażu, przyłapała go na przeklinaniu do siebie i demolowaniu gabinetu. Opowiedział jej o współpracowniku, który wyruszył na misję do Ameryki Południowej i w dalszym ciągu nie wrócił. Hermiona Granger, jak na prawdziwą Gryfonkę przystało - zaproponowała pomoc i pełne wsparcie w odnalezieniu zaginionego czarodzieja. Następnego dnia miała już międzynarodowy świstoklik w ręce.

Odbyła praktykę w Peru, równocześnie szukając zaginionego Niewymownego. Zakochała się w uroku Ameryki Południowej i poświęciła sporo czasu na rozmowy i badanie okolicznych plemion. Większość tubylców była sceptyczna, ale w końcu udało jej się wyłapać trop zaginionego. Znalazła go w Andach, szaleńczo zakochanego w pewnej odważnej szamance, która razem z zagubionym czarodziejem uciekała od własnego ojca, keczuańskiego wodza plemienia. Aclla była jedyną czarownicą w swojej rodzinie, a jej ojciec wykorzystywał ją do własnych korzyści i rozstrzygania sporów. Jej kochanek był ranny od zatrutej strzały. Wcześniej stracił różdżkę, a infekcja okazała się zbyt rozległa i zaawansowana, aby uleczyć ją magią. Strzały zostały (oczywiście pod przymusem) wzmocnione przez magię szamanki, która nigdy nie wybaczyła sobie, że była pośrednią przyczyną śmierci swojej miłości. Hermiona postanowiła zabrać zrozpaczoną wiedźmę do Londynu i z jej pomocą zrealizować pomysł stworzenia bezpiecznego miejsca, który kiełkował jej w głowie.

Onca.

Już nikt nie może nas skrzywdzić.

Magia peruwiańskiej czarownicy była egzotyczna, dzika... pierwotna. Proces powstania puszczy był najpiękniejszym widokiem, jaki Hermiona miała zaszczyt obserwować. Oddała całe swoje serce w odwzorowanie Niziny Amazonki, którą niezaprzeczalnie i bezwarunkowo uwielbiała.

Zapewne stąd moja forma animaga.

Zamrugała szybko, aby rozwiać wspomnienia przelatujące przed jej oczami i spojrzała na Severusa, przeglądającego składniki i rośliny w szałasie. Prawie się roześmiała na widok jego groźnie zmarszczonymi brwi i wściekle przygryzanej górnej wargi.

— Taka roślina nie istnieje! — krzyknął.

— Jak nie istnieje! Sevus widzi! To istnieje! — Aclla wyglądała na równie zdenerwowaną.

Wyraz twarzy Severusa przypominał chłopca, który odkrył, że był całe życie oszukiwany przez rodziców, że Święty Mikołaj istnieje i powinien zostawić mu na noc ciasteczka w towarzystwie szklanki mleka.

Nie trudno się dziwić, w końcu był mistrzem eliksirów, a znając go trochę, Hermiona mogła przypuszczać, że nie lubi niewiedzy i ignorancji.

— Skoro już doszliście do porozumienia... — spojrzeli na nią nagle, w zdumieniu, jakby kompletnie zapomnieli o jej istnieniu. — Czy moglibyśmy już iść, Severusie? Mam sprawy do załatwienia.

— Tak. Bardzo chętnie! Nie mam ochoty dłużej słuchać o melocactus amethystinus, który zresztą nie istnieje!

Aclla przewróciła oczami, odwróciła się do nich plecami i bez pożegnania schowała się za kotarą.

— Wszystkowiedząca baba! — krzyknął do powiewającej kotary z zaciśniętymi po bokach ciała pięściami. — Nie nauczyli cię w tej twojej dzikiej wiosce, że niegrzecznie jest zostawiać bez słowa swoich gości?!

— Myślałam, że to ja jestem wszystkowiedząca? — Hermiona zmrużyła oczy w pozornej zazdrości.

Prychnął i spojrzał na nią z rozbawieniem.

— Awansowałaś.

— Ah, tak? — roześmiała się perliście. — Na jakie stanowisko?

— Wścibskiej dziewuchy!

— Taka moja rola w tym miejscu.

Przeprowadziła ich przez polanę do wyjścia z puszczy, a gdy znaleźli się w barze, Severus odwrócił się do niej z ponurym uśmiechem.

— Chciałbym zostać dłużej, ale niestety muszę wracać do zamku.

— Spodziewałam się tego — uśmiechnęła się ciepło. — Przekażę instrukcje przez sowę , jeśli zajdzie taka potrzeba — zachichotała złośliwie. — Następnym razem nie wyślę Sofii, obiecuje.

— Cholerny ptak — burknął i zwrócił się w stronę wąskich schodów do wyjścia z głównej sali. — Do widzenia, Hermiono.

— Do soboty, ponuraku — szepnęła do jego pleców.

Odwrócił się i zaszczycił ją małym, szczerym uśmiechem.

Poczuła, jak jej szybko bijące serce zatrzymuje się na ten widok. Westchnęła mimowolnie i odwzajemniła gest nerwowym uniesieniem kącików ust. Widziała ten uśmiech po raz pierwszy na twarzy Severusa i mogła z pełną świadomością zapewnić samą siebie, że był niezaprzeczalnie jej ulubionym.

Powrót do Hogwartu był trudniejszy, niż przypuszczał.

Lekki krok pełen gracji wyćwiczonej przez lata skradania się za uczniami, nie odzwierciedlał ciężkości jego trzewi. Prawie zwymiotował na cyklameny Pomony, mijając zarośnięte szklarnie.

Wolność była czymś nowym.

Nowość jest czymś niebezpiecznym.

Czuję się niewdzięczny.

Zarówno Hermiona, jak i Aclla poświeciły dużo energii i emocji, aby ułatwić mu zaakceptowanie nowej rzeczywistości. Po sposobie, w jakim Aclla posługiwała się magią, mógł stwierdzić, że przyłożyła rękę do stworzenia Onca. Obudził się z dziwnego snu nienaznaczony przez szpetną czaszkę i był szczęśliwy - zdezorientowany, ale nadal szczęśliwy. Po czasie spędzonym w szałasie na badaniu zawartości małego laboratorium szamanki, nie był już taki pewny. Opanował emocje i gdy jego umysł był wolny od snu, zaczął rozważać swoją sytuację.

Czy zasłużyłem, żeby pozbyć się błędów swojej młodości?

Czy wystarczająco zadośćuczyniłem, aby wymazać grzechy i krzywdy, które popełniłem?

Nie.

Znak na jego ramieniu był przypomnieniem jego życiowej porażki i talizmanem, który stał się pośrednią przyczyną śmierci Lily, a co za tym idzie - końcem jego wolności i obietnic na szczęśliwe, długie życie.

Wybaczyli mi...

Nie był wart wybaczenia, a spojrzenie w czułe oczy szamanki, prawie rozdarło mu duszę. Jak czysta musiała być jej magia, aby zniszczyć Mroczny Znak? Źródło największego zła, połączenie z samym Voldemortem.

Większość czarodziejskiego świata nie zdawała sobie sprawy z tego, jak mroczną magią posługiwał się Voldemort. Stworzenie siedmiu horkruksów, powinno uświadomić innym, że Tom Riddle nie poprzestał na tym.

Nie, nie będę tego wywlekać.

Sam brał udział w niektórych rytuałach, biesiadach, czy torturach, które organizował Czarny Pan. Ściągnął brwi w skupieniu, żeby zablokować obrazy krążące po jego umyśle, ale wspomnienia mimowolnie przelatywały mu pod powiekami. Zacisnął pięści z bólu, nie mogąc zapanować nad rozwijającym się scenariuszem.

Nagie, wykręcone w agonii ciała mugoli... mugolaków...

Rozszarpane przez wilkołaki szczątki ludzkiego mięsa...

Zapach potu, krwi i rozkładu ...

Krzyki kobiet, branych brutalnie wbrew ich woli...

Martwe zwierzęta na kamiennym stole...

Otwarte, zastygłe, niebieskie oczy małej, czarnowłosej dziewczynki, która miała nie więcej, niż pięć lat, a jej największą zbrodnią było urodzenie się w niemagicznej rodzinie.

Zwymiotował na piękne, białe cyklameny i po raz pierwszy od kilku lat nałożył pełne tarcze oklumencyjne.

Odciąć się, zapomnieć.

Dotarcie do stóp schodów zamku zajęło mu zdecydowanie mniej czasu z chronionym umysłem. Zimny wyraz twarzy, puste oczy. Czuł się oszustem.

Jeśli kiedykolwiek, ktoś uprze się, że nie jestem tchórzem... Odwiedzę dyrektorski gabinet, po raz pierwszy od czterech lat i mijając mamroczący portret Albusa Dumbledora, zabiorę myślodniewnię, wyciągnę wspomnienie z dzisiejszego dnia z własnej głowy, wsadzę do misy i chwycę niedowiarka za włosy, żeby zanurzyć jego twarz i udowodnić mu moje tchórzostwo!

— Udany weekend, Severusie?

Kurwa.

— Tak, tak. Świetnie się bawiłem. Czy twój czas wolny był również pozytywny, Minerwo? — powiedział bezbarwnym tonem.

Szczupła Szkotka spojrzała na niego znacząco.

— Jeśli uważasz się za zabawnego, powinieneś pobrać prywatne lekcje u Horacego. Będziecie się pięknie nawzajem uzupełniać.

— A kto jest twoim wypełniaczem? Pani Norris? — wąski, szyderczy uśmiech wykrzywił mu wargi. Znajomy z przeszłości.

— Możesz się śmiać ze staruszki. Już wszystkiego w życiu doświadczyłam.

Oh, jestem tego pewien po sobotnim wieczorze.

Minerwa była jego dobrą koleżanką od lat. Mógłby nazwać ją nawet przyjaciółką, gdyby nie fakt, że była blisko związana z jego ludzkim koszmarem, Albusem. Wspólna rywalizacja o puchar domu i poszczególne zagrywki Quidditcha, zawsze sprawiały mu przyjemność i odrobinę odskoku od codziennej rutyny. Byli sobie bardzo bliscy przez pewien czas, aż do momentu, gdy Voldemort powrócił. Dyrektor wykorzystywał Severusa w najbardziej nieludzki sposób, a ona zawsze stawała po stronie Grindelwaldojeba i uważała, że Severus jest niewdzięczny.

Przecież święty Albus nie skrzywdziłby muchy.

Ostatni rok wojny był dla niego piekłem. Za jej sprawą.

Lwie serce. Sranie w banie.

Była jego koszmarem i nie wybaczył jej za to całkowicie. Znała go od dziecka i może był dobrym aktorem, ale Minerwa była dla niego, jak przyszywana matka.

Naprawdę się nie domyśliła, że nie byłbym w stanie, tak po prostu kogoś zabić?

Zawód. Złość. Nienawiść...

Choćby chciał, nie potrafił wszystkiego zapomnieć.

— Masz mi coś jeszcze do powodzenia czy mogę się oddelegować, pani dyrektor? — zapytał z drwiną.

Minerwa spojrzała na niego dziwnie. Jej oczy zza szkieł korekcyjnych rozszerzyły się delikatnie i miała teraz całkowicie trzeźwy, zaniepokojony wyraz twarzy.

— Severusie, czy to oklumencja? — szepnęła z nutą grozy w głosie.

Minerwa el drama McGonagall zawsze potrafiła robić z igły widły.

Uśmiechnął się chytrze.

— Dla twojej informacji, zapchlony ssaku... — wyszeptał obelgę, jak pieszczotę. — ... tak, to oklumencja. Zajmij się swoimi sprawami, kobieto. Nie jestem już chłopcem, którym możesz manipulować i wciskać kaloryczne potrawy, żeby nabrał ciała. Swoją przepustkę do układania mi życia zmarnowałaś w momencie, w którym pokazałaś, gdzie leży twoja lojalność. — Uśmiechnął się złośliwie, widząc jej pobladłą twarz. — Oh, tak. Doskonale wiesz, co mam na myśli. Skup się na własnym, długim nosie i trzymaj się ode mnie z daleka!

Nie czekał na odpowiedz poruszonej czarownicy, która zachwiała się, jakby uderzył ją w twarz. Odwrócił się dramatycznie, ze zduszonym szelestem łopoczącej peleryny.

Profesor Snape wrócił.