ROZDZIAŁ DWUNASTY

PATRONUS


Ostatni piątek kwietnia zapowiadał się przyjemnie. Kwitnące kwiaty na skraju zakazanego lasu kolorowały ponure drzewa. Gładka tafla Czarnego Jeziora załamała się, ukazując wyłaniającą się mackę wielkiej kałamarnicy, a w oddali widział wijącą się koronę Bijącej Wierzby, zrehabilitowaną po ostatecznej bitwie w Hogwarcie.

Severus odpoczywał pod wielkim dębem na skraju zamkowych błoni. Rozprostował zdrętwiałe nogi, założył ręce za głowę i oparł plecy o pień potężnego drzewa. Ciepło kwietniowego powietrza łaskotało go twarz. Kiedyś nie doceniał uroków natury, iż interesowała go wyłącznie specyfikacja roślin, potrzebna do ważenia eliksirów. Teraz jednak, patrzył na otaczający go świat w inny sposób. Nauczył się doceniać zapach kwitnącej trawy, rosnących na niej polnych kwiatów, wodorostów wyrzuconych na brzeg jeziora. Wszystkie żywioły wydawały się bardziej wyraźne, ujmujące. Brak dyszących w kark mistrzów, miał na niego dobry wpływ. W końcu czuł się niezależną, żywą jednostką.

Wspomnienia z Wrzeszczącej Chaty nawiedzały go najczęściej w sennych koszmarach. Widział czerwone oczy swojego Pana. Zimne i potencjalnie zawiedzione, że musi pozbyć się zaufanego sługi, który według niego przypadkiem stał się mistrzem Czarnej Różdżki. Widział wielkiego węża, wijącego się w świetlistej, magicznej kopule. Czuł ból cięcia, które zadano mu zaklęciem jego własnego autorstwa. Czuł kły wbijające się w tętnice szyjną, a gdyby się skupił, mógłby poczuć zapach własnej krwi, własnego potu. W snach, zielone oczy Harry'ego Pottera patrzyły na niego z litością - nie pamiętał, czy tak było naprawdę. Jeszcze jedne oczy zapadły mu w pamięć, patrzące na niego zza ramienia wybrańca. Ciepłe, miodowo-brązowe, pełne przerażenia, smutku i czułości. Tracąc przytomność wydawało mu się, że słyszał cichy głos szepczący niezrozumiałe słowa i był pewny, że mógł poczuć delikatną dłoń na swoim brudnym od własnej krwi czole. Później, czyjeś ramiona oplotły jego ciało i kołysały delikatnie nucąc cichą melodię. To tylko jego wyobraźnia. Silny szok organizmu i zaćmiony bólem umysł był powodem jego wizji.

Jednak, dlaczego dotyk wydawał się tak prawdziwy... fizyczny?

Budząc się w Hogwarcie po tygodniowej śpiączce był słaby i zdezorientowany. Poppy płakała w jego koszulę i przeklinała Albusa Dumbledore'a do siedmiu piekieł, bo powierzył tak ciężkie zadanie jej chłopcu. Kochał Poppy, choć nie przyznałby się do tego na głos. Zawsze była wścibska i natarczywa, ale szanowała jego potrzebę prywatności. Opiekowała się nim wielokrotnie - za dziecka, gdy wracał niedożywiony i pobity z wakacyjnej przerwy oraz w dorosłym życiu podwójnego szpiega. Zbierała jego rozczłonkowane ciało do kupy, gdy wracał pokiereszowany ze spotkań śmierciożerców. Powinien był jej podziękować za opiekę, ale takie słowa zawsze ciężko przechodziły mu przez gardło. Ze względu na rozwijający się w organizmie jad i nadmiar rannych w Hogwarcie, Severus został przetransportowany do Świętego Mungo. Musiał codziennie przyjmować eliksir neutralizujący jad Nagini, zresztą sam był jego twórcą. Zdobycie jadu nie było proste, a musiał działać szybko, aby uratować Artura Weasleya. Voldemort sądził, że tworzy śmiertelną broń z jadu węża, więc pozwolił mu na wydojenie Nagini. Był dumny z antytoksyny, bo sam przecież z niej skorzystał.

Praktykowanie magii było prawie niemożliwe w jego słabym stanie, więc Minerwa nie angażowała go w naprawę zdemolowanego Hogwartu. Spędził resztę „roku" szkolnego i całe wakacje w rodzinnym domu w Spinner's End. Nienawidził tego miejsca, ale skrzaty domowe zadbały, żeby było zdatne do użytku. Prawie nie poznał tego domu, gdy po raz pierwszy od roku przekroczył próg. Wrócił do nauczania we wrześniu. Uciekał od ludzi przy każdej możliwej okazji. Pozorne przystosowanie do nowego otoczenia zajęło mu dwa lata, ale ciągle budził się z urywanym krzykiem. Twarze martwych, umierających lub cierpiących ludzi, majaczyły w jego umyśle podczas snu, więc uzależnił się od eliksirów nasennych.

Otrzepał spodnie od zbłąkanych źdźbeł trawy i ruszył wolnym krokiem w stronę zamku. Dziś będzie dla niego przełomowym dniem. Postanowił po raz pierwszy od czasu wojny odwiedzić gabinet Minerwy. Nie bał się spotkania z Albusem, ale nie chciał stracić panowania nad sobą i roztrzaskać portretu na małe kawałeczki. Nie będzie uciekał przed namalowanym, parszywym starcem. Przyspieszył kroku i rozciągnął pelerynę, aby falowała na wietrze.

Jazda parszywe gnojki, nietoperz wrócił ze spaceru.

Zachichotał ponuro na własny, cięty żarcik. Musiał się opanować, bo spodziewał się, że nabazgrany Albus będzie równie popierdolony, co ten prawdziwy.

"Dobrze cię widzieć. Minęło tyle lat, mój drogi chłopcze."

Parsknął głośno. Wszedł do Sali Wejściowej i ruszył w stronę kamiennego gargulca. Brzydka chimera spojrzała na niego z zaskoczeniem. Biorąc pod uwagę fakt, że była z kamienia, to wyraz wyglądał dość realistycznie.

— Dyrektorze Snape — powiedziała z dumą, chyląc potężną głowę w powitaniu po latach.

— Nie jestem już dyrektorem — burknął, upominając dziwne, kamienne stworzenie.

— Zamek nie zapomina, nie porzuca. Prawowity dyrektor nie umarł, zamek czuje jego magię.

- Jedyne, co jestem w stanie poczuć, to ból głowy spowodowany twoim bezsensownym bełkotem. Nie mam hasła, poinformuj Minerwę o mojej obecności — warknął. Głupi posąg. Zrzekł się stanowiska wieki temu i nie miał zamiaru słuchać tych dyrdymałów.

— Dyrektor nie potrzebuje hasła — szepnęła urażona chimera i odsłoniła kręte, spiralne schody.

— Dzięki potworze. Miłego życia.

Gra światła sprawiła, że chimera mrugnęła do niego zalotnie, albo rzeczywiście potwór miał dobre poczucie humoru. Schody wydały zduszony dźwięk i poruszyły się gwałtownie. Znajome uczucie sprzed lat przyprawiało go o mdłości. Był już u szczytu schodów, gdy drzwi do gabinetu dyrektora otworzyły się z mocnym szarpnięciem. Wystraszona Szkotka spojrzała na niego swoimi lodowato-niebieskimi oczyma.

— Severusie?! — krzyknęła. — Co tu robisz? Coś się stało?

Spojrzał na nią z politowaniem i przepchnął się obok niej, by wejść do gabinetu. Nie zmieniło się zbyt wiele. Dalej był okrągły, obładowany dziwnymi przedmiotami. Biblioteczka pełna starych, cennych książek sięgała do sufitu. Cholernie mi tego brakowało. Tylko tego. Książek.

Portrety na ścianach witały go entuzjastycznymi ukłonami. Część z nich krzyczała coś o dyrektorze, ale nie miał zamiaru ich słuchać. Przyszedł tu w konkretnym celu i nie wyjdzie, dopóki nie otrzyma odpowiedzi. Severus nie spojrzał na portret Albusa. Usiadł z gracją na fotelu, naprzeciwko krzesła Minerwy i czekał na jej ponowne wejście do gabinetu.

— Czy napijesz się herbaty? — zapytała w końcu i opuściła podejrzliwy wzrok, gdy spojrzał na nią znacząco.

— Nie potrzebuje herbaty i small talk'u, Minerwo. — Popatrzył na portret obudzonego już starca, który przyglądał mu się w udawanym zdumieniu.

— Dobrze cię widzieć, mój chłopcze. — Jego namalowane błękitne oczy rozbłysły na płótnie. — Minęło wiele lat od naszego ostatniego spotkania.

Stary zwyrol. Zawsze to samo. Dlaczego nie postawiłem zakładu na pierwsze, po czterech latach, słowa Dumbledora? Mógłbym tarzać się w galeonach!

— Zgadza się — mruknął głosem pozbawionym emocji patrząc mu w oczy bez mrugnięcia. — Niedługo mija piąta rocznica twojej śmierci i zapewniam że będę hucznie świętować, tak wspaniałe święto. W końcu, to ja uratowałem świat od twojego słabego poczucia humoru. — Uśmiechnął się szyderczo.

— Cieszę się, że nie straciłeś swojej zgryźliwości, Severusie. Tęskniłem za tobą. — Postać niezręcznie przesunęła się na namalowanym fotelu. — Jak ci się żyje, mój drogi? — Smutny wyraz twarzy starca, spowodował ciarki wstrętu na plecach Severusa.

— Świetnie i swobodnie, a teraz wybacz, ale mam prywatną sprawę do Minerwy — uciął szybko i spojrzał na starszą czarownicę unosząc władczo brew. — Możesz pozbyć się świadków? To wrażliwe informacje.

Minerwa siedziała na krześle spięta, jej usta rozchylały się i zamykały.

— Nie przyjmę twojej rezygnacji! Nie możesz odejść z Hogwartu! — wysapała w końcu.

Co do cholery?

— Skąd pomysł, że zamierzam odejść z Hogwartu, Minerwo? — parsknął ochrypłym głosem.

— Po co miałbyś tu przyjść? Nienawidzisz tego miejsca! — Wydawała się oderwana od rzeczywistości. Śmiesznie było doprowadzać Minerwę do takiego stanu. Bała się jego rezygnacji? Dobrze wiedzieć, gdyby w przyszłości miał ochotę na drobny szantaż. Uśmiechnął się zwycięsko i założył nogę na nogę, rozkładając przedramiona na podłokietnikach.

— Chciałbym porozmawiać o Wrzeszczącej Chacie. — powiedział chłodno i zauważył spięcie jej ciała, od stóp wystających spod biurka, aż po zaciśnięcie jej wąskiej szczęki.

— Wyjdźcie proszę, poinformuję was o możliwości powrotu po wizycie Severusa — zwróciła się bezpośrednio do protestujących i przekrzykujących się nawzajem portretów.

Mamroczące malowidła powoli znikały za ciężkimi, zdobionymi ramami. Albus siedział na swoim miejscu i przyglądał się Severusowi z ciekawością.

— Ciebie też to dotyczy, Albusie — powiedziała cicho Minerwa, nie patrząc na portret.

Albus nie zareagował na naganę dyrektorki, wciąż analizując postawę młodszego czarodzieja.

— Voldemort myślał, że jesteś Panem Czarnej Różdżki... — urwał po chwili, rozszerzając oczy w zdumieniu. Patrzył na lewe przedramię Severusa z kalkulacyjnym wyrazem twarzy. — Voldemort! — powtórzył głośniej i spojrzał na Severusa mrużąc niebezpiecznie, zwykle iskrzące radością oczy. — Jak? Jak to zrobiłeś?! — Praktycznie wstał z miejsca i przecisnął się przez płótno, żeby zbliżyć się do Severusa.

Severus zacisnął mocno zęby.

Wścibski, stary, wszystkowiedzący dropsojeb!

— Nie wiem o co ci chodzi, staruszku. — Podniósł tarczę oklumencyjne, zastanawiając się czy portrety potężnych czarodziejów mają zdolność Legilimencji.

— Dość tego! Wyjdź, Albusie! — Obawiał się, że żyła na czole Minerwy pęknie.

Albus podniósł się z krzesła i z ostatnim, oceniającym spojrzeniem w stronę Severusa zniknął z pola widzenia.

— Czy mogą nas podsłuchać? — zapytał ciacho.

— Nie. Muszą być wobec mnie lojalni. Gdy znikną z portretu, magia zamku uniemożliwi im pobieranie jakichkolwiek informacji. — Westchnęła, patrząc na mistrza eliksirów z obawą. — Co chciałeś wiedzieć o Wrzeszczącej Chacie?

— Chcę szczegółowych informacji o tym, jak przeżyłem.

— Mówiłam ci już w skrzydle szpitalnym, Severusie. — szepnęła nie patrząc mu w oczy.

— Nie wszystko! — zacisnął pięści na podłokietnikach fotela.

— Bo nie chciałeś mnie słuchać! — broniła się.

— Teraz masz moją pełną uwagę i obiecuję, że nie zapomnę ani słowa — warknął przez zaciśnięte zęby. Błaganie naruszyłoby jego ego, więc w ostateczności sięgnie po szantaż.

Minerwa zdjęła swoje okulary połówki i położyła je na stole. Ścisnęła nasadę nosa kciukiem i palcem wskazującym. Później milczała przez długi czas, patrząc przez okno, a on prawie wyskoczył z własnej skóry ze zniecierpliwienia.

— Podczas ostatecznej bitwy, gdy Voldemort ogłosił oczekiwanie na przybycie Pottera do Zakazanego Lasu, otrzymałam patronusa, że ktoś potrzebuje mojej pomocy we Wrzeszczącej Chacie — wydusiła w końcu. Opuściła oczy na swoje złożone na biurku ręce i wzięła urywany oddech. — Dobrze znałam właściciela patronusa, więc pobiegłam w stronę tunelu pod Bijącą Wierzbą. Znalazłam cię na pograniczu śmierci. Na początku myślałam, że nie żyjesz. — Jej głos był stłumiony i urywany od powstrzymywanego płaczu. — Zauważyłam, że masz na sobie mnóstwo krwi, ale nie mogłam znaleźć jej źródła. Zostałeś uzdrowiony. Na podłodze leżały fiolki po eliksirze uzupełniającym krew. Lewitowałam twoje nieprzytomne ciało na nosze i rzucając zaklęcie kameleona, przeniosłam cię bezpiecznie do zamku.

— Dlaczego mnie zabrałaś, Minerwo? Nie wiedziałaś, że jestem po stronie Zakonu! — Nerwy sięgały zenitu, ale nie miał zamiaru kończyć rozmowy. Musiał wiedzieć wszystko. Minerwa spojrzała na niego ze złością i uderzyła pięścią w blat biurka. Miała tak chude i kościste ręce, że automatycznie zastanowił się czy ma zapas Szkiele-Wzro w swoim labolatorium.

— Myślisz, że nie miałam wątpliwości, Severusie? Znałam cię od dziecka! — Wstała z miejsca i zaczęła krążyć za jego plecami po gabinecie, jak zwierze w klatce. Stwierdził, że kontakt wzrokowy może zamknąć jej usta, więc siedział spokojnie na swoim miejscu i wpatrywał się w pusty portret błyszczącego kretyna. — Byłeś mi bliski od lat, próbowałam usprawiedliwić to co zrobiłeś Albusowi.

— Masz na myśli, jak przy świadkach wycelowałem w niego Avadę, która wyrzuciła go z Wieży Astronomicznej? — szyderczy uśmiech wpełzł mu na twarz.

— Tak! Właśnie to mam na myśli! Nie wierzyłam, że zdradziłeś Zakon. Dopiero twoje chłodne zachowanie, gdy byłeś dyrektorem, pozostawiło mi wątpliwości. Próbowałam się z tobą skontaktować przez całe lato! Myślałam, że Voldemort w jakiś sposób tobą manipulował, a ty nie byłeś świadomy tego co robisz. Jesteś, jak mój syn! — urwała wypowiedź, a do uszu Severusa doszedł zduszony, kobiecy szloch.

Odwrócił się i spojrzał na czarownicę siedząca na kanapie przy kominku. Schowała twarz w dłoniach, a całe jej ciało trzęsło się od tłumionego wcześniej płaczu. Żałosny widok. Opuścił odrobinę swoje tarcze i podszedł do nieszczęśliwej kobiety. Położył dłoń na jej plecach i masował delikatnymi, okrężnymi ruchami, wykrzywiając wargi w kwaśnym grymasie. Severus Snape był ostatnią osobą, która potrafiła uspokoić szlochającą wiedźmę.

— Nikt nie miał wiedzieć, taki był plan — wymamrotał, chcąc zerwać się do ucieczki z tej niekomfortowej sytuacji.

— Byłam taka głupia, Severusie! Dopiero po otrzymaniu patronusa byłam pewna, że mają dowód na twoją niewinność! Wiedziałam, że nie skrzywiłbyś muchy, gdybyś nie musiał... — szepnęła.

— To akurat nieprawda. Wielokrotnie miałem ochotę zabić tego migoczącego w świetle gwiazd starca. Jego prośba była dobrą przykrywką.

Uśmiechnął się kącikiem ust, gdy Minerwa roześmiała się trochę histerycznie i spojrzała na niego z nadzieją.

— Wybaczysz kiedyś starej czarownicy popełnione błędy?

— Nie zapomnę wypowiedzianych słów i czynów, ale wybaczyłem ci w skrzydle szpitalnym cztery lata temu.

Minerwa skinęła głową i otarła oczy bawełnianą chustką wyczarowaną przez Severusa.

— Czyj był ten patronus? — Stan Minerwy nie był pomocny przy przesłuchaniu, ale urwałby sobie głowę, gdyby nie zapytał o szczegóły

Zacisnęła usta i pokręciła przecząco głową.

— Nie mogę, obiecałam...

— Mów, albo nafaszeruję cię eliksirem prawdy, wiedźmo!

Minerwa podniosła wzrok i uniosła wargi w grymasie smutnego uśmiechu.

— Hermiony Granger.

Kurwa, niech szlag trafi tę wścibską dziewczynę!

Motywacja oraz resztki zdrowego rozsądku opuściły ją wraz z silnym stresem, którego doświadczyła podczas wyjazdu do Australii. Pogodziła się z porażką, ale powrót do jej biura w Ministerstwie, najprawdopodobniej spowodowałby wznowienie napadów paniki. Josu zaproponował jej wolne do końca tygodnia, a ona zbytnio nie protestowała. Nadrobienie zaległości nie sprawi jej problemu, choćby musiała pracować w godzinach ponadprogramowych.

Usiłowała przespacerować się po mugolskim Londynie, aby urozmaicić dzień. Chłodny sobotni poranek w malowniczej dzielnicy Londynu, zniechęcił ją do dalszej podróży i momentalnie zatęskniła za ciepłym, parnym klimatem Onca.

Chwyciła grubą księgę z zaklęciami, upierając się, że lekka lektura poprawi jej humor.

Cały czas wolny spędzała na opiece nad klubem i jego weekendowymi mieszkańcami. Zdarzało się, że któryś z członków Onca odwiedzał ją w tygodniu, tęskniąc za widokiem tropikalnych roślin i poczuciem bezpieczeństwa.

Wdzięczności, którą czuła do skrzatów i młodej szamanki nie dało opisać się słowami. Pomysł na stworzenie tego miejsca kiełkował w jej głowie od szkolnych lat. Zawsze marzyła o dokonaniu wielkich rzeczy. Nie dla innych, dla siebie. Mogłaby zostać w tym miejscu całkowicie sama ze skrzatami i Acllą, a i tak byłaby najszczęśliwszą osobą na świecie.

Może udałoby się tu sprowadzić i uzdrowić rodziców? Tak. Wtedy nic nie mogłoby mi przeszkodzić w byciu szczęśliwą.

Przez pierwszy rok po wojnie, większość czarodziejów nie myślała o zabawie. Nadal opłakiwali zmarłych członków swoich rodzin i przyjaciół. Wstępny szok i żal w końcu minęły i brakowało im poczucia celu. Udostępnienie bezpiecznego miejsca, w którym mogli poczuć się, jak w innym świecie było pierwszym sukcesem. Zauważyła poprawę ich samopoczucia, nabierali chęci do uczestnictwa we wspólnych wieczorach, pojawiały się postępy w terapiach indywidualnych oraz pierwsze zażalenia odnośnie braku hucznych imprez.

Onca ocaliła wiele zagubionych dusz, ale nie była w stanie zbawić wszystkich. Terapia George'a Weasleya była najbardziej czasochłonnym zajęciem, jakiego kiedykolwiek się podjęła. Miała niewielkie doświadczenie, aby samodzielnie zajmować się przyjacielem, więc sprowadziła fachowców z całego świata, aby pomogli mu w terapii. Chętnie przystąpił do programu leczenia i przez ponad rok był rehabilitowany pod ścisłą kontrolą. Zaczęło mu się polepszać, więc wydała zgodę na jego uczestnictwo w weekendowych wieczorach. Nic nie wskazywało na powrót napadów depresyjnych. Prowadził sklep Magicznych Dowcipów Weasleyów samodzielnie z małą pomocą Percy'ego. Uczęszczał na wszystkie wydarzenia organizowane przez klub.

George Weasley nigdy nie pogodził się ze śmiercią Freda. Znaleźli go martwego w jego mieszkaniu, po dwóch dniach nieobecności w sklepie. Miał żartobliwy uśmiech na twarzy.

Dawno temu, jej matka mówiła, że gdy jedno z bliźniąt umiera dla drugiego wszytko, co kiedyś było szczęśliwym zjawiskiem, zamienia się w poczucie straty i źródło ogromnej traumy. Wspominając znajomość z chłopcami, domyśliła się, że śmierć Freda zniszczyła postrzeganie świata przez George'a, bo całe ich życie wiązało się z żartami, które czasami tylko oni potrafili zrozumieć.

Dołączenie nowych członków wiązało się z zapewnieniem dużej ilości rozrywki. Pomysł na wprowadzenie elementów BDSM nie przyszedł jej łatwo. Obawiała się ogólnego odbioru słowa tabu, ale na szczęście większość z członków klubu była zainteresowana eksperymentowaniem. Odkrywanie cielesnego zaspokojenia potrzeb było dla Hermiony sporym wyzwaniem, ponieważ pomijając własne fantazje, musiała skupić się na pozyskaniu informacji od mieszkańców klubu.

Wielokrotnie przeprowadzała krótką analizę potrzeb i wyciągała własne wnioski, które w efekcie przełożyły się na prawie całkowitą dowolność w działaniu członków Onca. Osoby bardziej doświadczone wysyłano na krótki kurs, sub lub dom, który pozwalał na idealne dopasowanie partnera. Świeżacy mieli dostęp do przeróżnych materiałów natury bardziej naukowej oraz brali prywatne lekcje u doświadczonych instruktorów z którymi Hermiona od początku współpracowała. Miała jednak żelazne zasady, których się trzymała. Żadna zabawa krwią, ani przeróżne rytuały z nią związane nie wchodziły w grę. Było jej niedobrze na samą myśl i nie chciała tego w swoim klubie. Kursy obejmowały profesjonalną obsługę wszelakich narzędzi do zabawy, aby nie zranić partnera. Rozcięcia skóry nie wchodziły w grę. Z jej informacji wynikało, że duża większość partnerów angażuje się w czynności seksualne. Podczas gry i nie tylko. Ona sama starała się tego unikać. Owszem, potrzebowała czasami dobrego pieprzenia i korzystała z okazji, żeby zaspokoić własne fantazje, ale starała się nie sypiać z nikim w prywatnych apartamentach.

Ron nie był w stanie zaspokoić jej potrzeb. Żyła w przekonaniu, że to z nią jest coś nie tak, a niemożność osiągnięcia orgazmu była jej winą.

Przecież Ron był zadowolony, prawda?

Edukacja seksualna w szkołach ssie pałę, serio.

Przygotowania do objęcia roli dominującej zajęły jej dwa lata intensywnej nauki teoretycznej i praktycznej. Oczywiście grała z innymi partnerami podczas kursu, a największą przyjemność sprawiała jej satysfakcja uległego.

Raz, podczas szczególnie intensywnej sesji lania, Lucjusz krzyczał coś o...

Jej rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. Szkoda, bardzo chciała powspominać tę zabawę z Lucjuszem.

— Proszę wejść! — Miała nadzieję, że to coś pilnego. Było zbyt wcześnie, żeby zajmować się sprawami dzisiejszego wieczoru.

Drzwi gabinetu otworzyły się z hukiem, uderzając o pobliską ścianę, a wyjątkowo wkurwiony Severus Snape wszedł do środka z łopotem czarnej peleryny.

— Severusie! — Wstała z kanapy i wygładziła wymięte lniane spodnie.

— Dlaczego mi nie powiedziałaś? — Jego czerwona twarz wykrzywiła się w kwaśnym grymasie. Wyglądał na zdyszanego.

Kirke... czy przybiegł tu z Hogwartu?

— Czy kiedykolwiek ktoś powiedział ci, że jesteś nieco dramatyczny? — wycedziła oschle w odpowiedzi na jego niegrzeczne zachowanie. — Naprawdę chciałabym udzielić ci szczegółowych informacji, ale obawiam się że będziesz musiał być bardziej precyzyjny w swoim pytaniu. — Westchnęła i uniosła brwi do lini włosów. — O czym ci nie powiedziałam?

— Uratowałaś mi życie! — krzyknął. Jego twarz miała dziwny wyraz. Nienawiść? Cóż, nie spodziewała się niczego innego. Obawiała się jednak, że nie była skierowana do niej, a do niego samego.

Odwróciła wzrok. Nie spodziewała się tak szybko prowadzić tej rozmowy. Jasne, chciała mu powiedzieć, że to ona jest odpowiedzialna za jego przeżycie. Minerwa była jedyną osobą, która była w pełni świadoma uzdrowienia Severusa. Harry się domyślał, ale uparcie nie chciała o tym rozmawiać. Ron był zbyt głupi, zbyt naiwny, żeby skupiać się na czym innym niż na sobie. Przybywszy do Wrzeszczącej Chaty miała świadomość, że Voldemort nie potraktuje Severusa łagodnie. Znała historię Czarnej Rożdżki i przypuszczała, że Tom Riddle wykaże się po raz kolejny ignorancją i nie sprawdzi w żaden sposób swoich przemyśleń.

Widziała Severusa krwawiącego na ziemi. Drgawki targały jego ciałem, a jego nabiegłe paniką oczy, szukały obiektu do którego mogły się przyczepić, uziemić. Podczas wręczania przyjacielowi pustej fiolki, potrzebnej do zebrania wspomnień Severusa, w jej umyśle szalała burza. Mogła go uratować. Miała w zanadrzu kilkanaście sposobów, które planowała w razie zranienia któregokolwiek z trio. Zaklęcia, eliksiry lub w ostateczności magia krwi. Nie była dobrą dziewczynką, która poświęci stronę światła, przez obawę nieczystej gry. Voldemort odebrał jej rodziców. Mogłaby zabijać, gdyby oznaczało to koniec tyranii, którą wprowadził.

Po zebraniu wspomnień Severusa, poprosiła Harry'ego i Rona, aby biegli do gabinetu dyrektora sprawdzić wspomnienia. Sama została w Chacie z zakrwawionym Severusem na skraju śmierci. Nie użyła magii krwi. Nie było takiej potrzeby. Chwyciła ciało Severusa i położyła na swoich kolanach. Musiała mocno go trzymać, ponieważ drżenie jego ciała uniemożliwiało jej efektywną pracę nad jego obrażeniami. Zaklęcia oczyszczające rany pomogły jej przygotować otwartą tkankę do użycia zaklęcia Vulnera Sanentur, które działało świetnie na głębokie cięcia skóry właściwej i mięśni. Odszukała ostatnią butelkę antytoksyny na jad Nagini i wlała płyn do ust Severusa, masując gardło, aby umożliwić przełykanie. Kilka fiolek eliksiru uzupełniającego krew przywróciło kolor na bladoniebieskie usta Severusa.

Pamiętała, że rozpłakała się ze szczęścia, gdy jego powieki delikatnie zatrzepotały i spojrzał na nią niewidzącym wzrokiem. Odgarnęła włosy z jego mokrego czoła i tuliła przez chwię do swojego ciała, by go ogrzać. Bitwa trwała, ale zapewnienie mu bezpieczeństwa było najważniejsze w tym momencie. Wysłała patronusa do Minerwy i upewniła się, że staruszka dotarła do byłego dyrektora.

Severus stojący nad nią w wyzywającej pozie szturchnął ją palcem w czoło

— Granger! — warknął. — Czy ty mnie w ogóle słuchasz, głupia dziewczyno? — Przewrócił oczami, gdy najpierw wyprostowała się jak struna na dźwięk jego profesorskiego głosu, a później przeklnęła soczyście na reakcję swojego ciała. — Merlinie, próbuje się do ciebie dobić od minuty, gdzie byłaś?

Hermiona podniosła szklany wzrok i wypuściła nerwowy oddech.

— Naprawdę chcesz wiedzieć? — szepnęła. — Użyj legilimencji.

Czarodziej wziął urywany wdech, a jego ciemne oczy rozszerzyły się w szoku.

— Chcesz, żebym na twoje własne życzenie wchodził do twojej głowy?

— Cóż, nigdy nie doświadczyłam cudzej obecności w umyśle. Liczę, że jest ona równie satysfakcjonująca, co fizyczna obecność drugiego człowieka w moim ciele. — Usiłowała zażartować, ale musiała wyglądać naprawdę żałośnie po przeżyciu tych wspomnień raz jeszcze.

Severus ze zdumieniem skinął głową i uklęknął przed jej krzesłem, aby zrównać się linią wzroku. Spojrzała w jego oczy w kolorze gorzkiej czekolady. Jeszcze chwilę temu były zimne i pozbawione emocji, teraz, spoglądały na nią z czułością i zaciekawieniem. Chwycił jej twarz w dłonie, kciukiem podnosząc jej podbródek.

— Postaram się być delikatny — wyszeptał, tak cicho, że ledwo mogła go usłyszeć.

— Wiem, że nie zrobisz mi krzywdy. — Wciąż patrzyła na jego zdenerwowaną twarz, bez mrugnięcia. — Ufam ci.

Zaczerpnął gwałtownie powietrza do płuc. Jego nozdrza rozszerzyły się komicznie i skinął ponownie głową.

Czuła go w swoim umyśle. Jego delikatna obecność była, jak najsłodsza pieszczota. Mogłaby zatracić się w uczuciu połączenia. Żyła w czarodziejskim świecie od przeszło dekady. Widziała więcej, niż wiele innych ludzi i istot z magicznej społeczności, a mogła właśnie teraz, przy jakichkolwiek świadkach wykrzyczeć, że nigdy w życiu nie doświadczyła czegoś bardziej magicznego. Severus poruszał się po jej wspomnieniach strategicznie. Odtwarzał w kółko film z Wrzeszczącej Chaty, szukając najdrobniejszych szczegółów. W końcu wyrwał się z jej umysłu odrobinę gwałtowniej, niż przewidywała i upadła na podłogę, tracąc równowagę. Usiadł na ziemi obok niej ciężko dysząc.

— Nie miałaś wątpliwości, ratując mnie. Wiedziałaś, że jestem z Zakonem — powiedział urywanym głosem. — Jak się domyśliłaś?

— Poskładałam kawałki — szepnęła. — Przypuszczałam, że Dumbledore umierał od klątwy, nawet wspomniałam o tym Harry'emu i Ronowi. Fakt, że pozwoliłeś mi odejść po otępieniu Filiusa w swoim gabinecie, pozwoliło mi patrzeć na sprawę trzeźwo. Gdybyś był mordercą, nie zawahałbyś się zabić mugolskiej przyjaciółki Harry'ego Pottera. To tylko wierzchołek góry lodowej.

Severus ścisnął palcami nasadę nosa. Jego ramiona opadły w porażce i posłał jej mały, żartobliwy uśmiech.

— Nieznośna wszystkowiedząca — burknął w udawanym rozdrażnieniu.

Parsknęła śmiechem, opierając głowę na jego ramieniu, zauważając tym samym, że czarodziej przyjął gest z ochotą i tym razem nie spiął się na nieoczekiwany kontakt ich ciał.

Magia umysłu nie była łatwą sztuką. Niepoprawnie wykonana modyfikacja wspomnień mogła poważnie uszkodzić układ nerwowy, a legillimencja wysysała siły, nawet z najbardziej wytrzymałych śmiałków. Podobnie było w przypadku oklumencji, aczkolwiek obrona umysłu nie wpływała znacznie na poczucie dyskomfortu fizycznego, wręcz przeciwnie - pozwalała odciąć się od impulsów zewnętrzych i utrzymać szalejące emocje na wodzy. Ułatwiała również znoszenie agonii tortur, czego Severus był idealnym przykładem w przeszłości.

Odpoczywając po nieoczekiwanej sesji błądzenia po cudzych wspomnieniach, Severus zastanawiał się nad sytuacją w której postawiła go Granger.

Sam się postawiłeś w tej sytuacji, idioto!

Nie planował desperackiego pościgu za Hermioną w celu wyjaśnienia ratunku jego marnej egzystencji, ale po godzinie krążenia w tę i we w tę po swoich komnatach, stwierdził, że nie wytrzyma ani minuty dłużej bez działania i zdobycia potrzebnych informacji.

Nie zdołał ukryć zaskoczenia faktem, że dziewczyna pozwoliła mu na krążenie po jej umyśle. Nigdy nie otrzymał bezpośredniej prośby, aby wejść do cudzej głowy. Skoro potrafiła mu zaufać w taki sposób, dlaczego miałby nie odwdzięczyć się tym samym?

Zacisnął powieki na wibracje w jego głowie, ale ból, który obecnie odczuwał był jego najmniejszym problem. Jego odziane w grube szaty ramiona były pełne nieprzytomnej wiedźmy.

Właściwie, to całkiem miłe uczucie.

Naburmuszył się odrobinę, myśląc o pragnieniu dotknięcia innego, żywego ciała. Od dziecka był ciekawskim badaczem i musiał przyznać, że intrygował go sposób, w jaki ludzkie ciało reagowało na dotyk. Zmarszczył brwi w skupieniu, próbując zapamiętać jak najwięcej drobnostek, które wcześniej mu umykały. Owalna twarz z dobrze zarysowanymi kośćmi jarzmowymi, oliwkowa jedwabiście gładka skóra. Piegi odznaczone na małym, zmarszczonym nosie. Pełne wargi jej ust były rozchylone, a na swoim policzku poczuł powiew jej słodkiego, miodowego oddechu od wcześniejszej herbaty, którą wypiła.

Czy pozwoliłaby spróbować swoich ust, aby sprawdzić czy smakują równie słodko? Tylko dla celów badawczych...

Długie, gęste rzęsy rzucały cień na zarumienione policzki. Jej oczy przesuwały się niespokojnie pod delikatnymi powiekami. Nie musiała ich otwierać... pamiętał ich kolor i wiedział, że nie są po prostu brązowe. Miodowo- orzechowe tęczówki z ciemniejszą, prawie czekoladową obwódką, małe złote plamki widoczne tylko w pełnym słońcu, dodające całości bursztynowego blasku. Pojawiający się w nich błysk inteligencji i sprytu, który tak go pociągał...

Grube, brązowe loki otulały jej twarz. Jeden niesforny kosmyk opadł jej na czoło. Spełnił swoje przeszłe pragnienie i chwycił go w dwa palce, delikatnie pociągając i obserwując jak się prostuje i powraca do poprzedniego kształtu. Powstrzymał impuls zachichotania, jak mały chłopiec odkrywający tajemnice wielkiego świata. Założył gładki, błyszczący lok za jej ucho, poprawił pozycję jej głowy na kolanach i przyjrzał się kobiecej twarzy w pełnej okazałości.

Jest taka śliczna...

Nigdy nie dostrzegał naturalnego piękna panny Granger. Wydawało mu się, że jest przeciętnie ładna, według obowiązującego kanonu. Kiedy była jeszcze dzieckiem, jego uczennicą, zwracał uwagę na szczegóły, które pozwalały mu ją zranić. Krzaczaste włosy, niski wzrost, wielkie łopatowate zęby...

Nie widzę różnicy.

Przypomniał sobie pierwszy dzień w Onca, gdy zarzuciła mu sentymentalizm.

Ahh... zapewne miała na myśli sytuację z zaklęciem Densaugeo, rzuconym przez Malfoya i moją własną ripostę na widok jej zębów.

Trudne czasy dla śmierciożercy, szpiega Zakonu i opiekunem domu Slytherinu. Na własnej skórze przekonał się, że słowa mogą ranić bardziej, niż czyny. Nie zamierzał jednak przepraszać. Granger na pewno zdawała sobie sprawę, że musiał grać dupka przed Ślizgonami.

Nie tłumacz się! Byłeś, jesteś i będziesz dupkiem...

Hermiona poruszyła się niespokojnie na jego kolanach i wtuliła nos w jego brzuch.

Był mężczyzną! Jeszcze chwila, a jego pokaźna erekcja zacznie wbijać się w jej policzek.

Podniósł ją ostrożnie za ramiona i usiłował wstać, żeby przenieść Hermionę w wygodne miejsce, ale nie zdążył. Obudziła się gwałtownie i spojrzała na niego nietrzeźwo zaczerwienionymi oczami. Usiadła na podłodze i rozmasowała skronie. Podejrzewał, że dalej cierpiała na skutki legilimencji.

— Długo spałam? — wychrypiała sennym głosem.

Wystarczająco długo, żebym podniecił się na widok twojej śpiącej, pięknej twarzy...

— Około godziny — odpowiedział zdawkowo. — Mamy jeszcze sporo czasu do wieczornej imprezy. — Zmarszczył brwi, zastanawiając się nad zadaniem pytania, które nurtowało go od jakiegoś czasu. — Pamiętasz, jak pytałem o magię skrzatów? Powiedziałaś, że kiedyś zdradzisz mi szczegóły powstania Onca, zgadza się?

Zmarszczyła brwi, obejmując kolana ramionami.

— Magia Skrzatów jest na tyle skomplikowana, że wytłumaczenie jej natury zajęłoby mi wieki, ale mogę zdradzić kilka faktów. — Uśmiechnęła się radośnie i usiadła wyprostowana, rozpoczynając wykład.

Musiał powstrzymać parsknięcie na widok, który odesłał go do przeszłości. Jej akademicki ton zawsze powodował u niego zwiększenie ciśnienia, ale czasami tęsknił za wiecznie podniesioną ręka w swojej klasie.

— Onca została stworzona poprzez magię skrzatów. Wejściem do tego miejsca, jest portal znajdujący się w mugolskim Londynie, przez który przeprowadził cię Lucjusz pierwszego dnia. Pomieszczenia transportowe oraz medaliony są z nim ściśle związane, więc umożliwiają poruszanie się po pomieszczeniach klubu. Nie jestem w stanie wskazać na mapie dokładnego miejsca rozmieszczenia Onca, znajduje się w niebycie, czyli wszędzie - to dość skomplikowane. Magia skrzatów domowych jest kompletnie niejasna dla czarodziejów. Skrzat, który żyje w niewoli, nie będzie w stanie posługiwać się w pełni swoją pierwotną magią.

Całość opowiedziała dość szybkim tempem, a Severus ledwo wyłapał istotne fragmenty.

— Mówiłaś, że skrzaty w Onca nie są wolne. Jakim cudem czerpiesz korzyści z ich magii? — Zmarszczył brwi zmieszany, kompletnie nie rozumiejąc puenty wypowiedzi.

— Są ze mną bezpośrednio związane, uważają mnie za swoją panią, ale nie jestem ich właścicielem, mają wolną wolę, którą im obiecałam poprzez magiczny kontrakt. — Uśmiechnęła się znacząco. — Chyba nie przypuszczałeś, że zgodzę się na inny układ i zniewolę skrzaty! - parsknęła kwaśno. — Severusie, przysięga zobowiązuje mnie do zapewnienia im domu, bezpieczeństwa oraz pracy. Mogą wycofać się z układu w każdej chwili. Jedyną cenę, którą przyjdzie im zapłacić, to opuszczenie Onca i zrzeczenie się praw do modyfikacji tego miejsca.

— Jaki związek z magią skrzatów miał Albus Dumbledore? Wspominałaś o tym wcześniej... — Natychmiastowe spięcie jej ciała, ostry wyraz twarzy i oczy iskrzące nienawiścią, dały mu małą podpowiedź, że nie będzie to przyjemny temat.

— Wolałabym o tym nie wspominać. Jedyne, co musisz wiedzieć, to fakt, że Albus Dumbledore wykorzystywał skrzaty do własnych celów i nie zważał na konsekwencję — warknęła pogardliwym tonem.

— Jak nas wszystkich — wyszeptał zamyślony Severus.

— Jak nas wszystkich.

Przyjemna cisza otaczała pomieszczenie przez dłużą chwilę. Poruszanie tematu dyrektora, wzbudzało w nim zbieżne emocje. Przez większość znajomości z Albusem, odnosił wrażenie, że starszemu czarodziejowi na nim zależy. Dbał o jego komfort, wspierał ojcowskimi radami i spędzał z nim miło czas na grze w szachy lub spokojnych wieczorach przy rozmowie i szklaneczce Ognistej Whisky. Poczucie odrzucenia i zawód, które ogarnęły go po odkryciu kłamstw i manipulacji, jakich dopuścił się Albus, było porządnym uderzeniem w twarz. Przestał ufać ludziom ostatecznie.

Spojrzał na Hermionę z małym uśmiechem. Wykrzywiła twarz w dziwnym grymasie i skubała wystające z jej lnianych spodni nitki.

— Planujesz zamach na portret Albusa? — droczył się, szturchając ją łokciem.

— Nie — parsknęła śmiechem. — Zastanawiam się nad naszą dzisiejszą grą. Nie chciałabym cię przestraszyć. Czy jest coś, co szczególnie chciałbyś zrobić?

Tak, cholernie szczególnie chciałbym pocałować twoje usta...

— Nie. — skłamał, zauważając że uniosła porozumiewawczo brew, dając do zrozumienia, że jakimś cudem wyczuła kłamstwo. — Mam nadzieję, że będziesz wyrozumiała dla mojego braku doświadczenia — dodał, licząc, że daruje mu mijanie się z prawdą.

Uśmiechnęła się do niego szczerze i wstała z chłodnej podłogi. On również nie widział sensu w wylegiwaniu się na niewygodnej powierzchni, więc podążył jej śladem i wyprostował kończyny.

— Jaki jest plan?— zapytał z ciekawością.

— Idź do swoich komnat, zjedz coś dobrego i odpocznij. Poślę po ciebie Melwina, gdy zbierze się więcej członków. Nie musisz się stroić. Ubierz coś wygodnego, w czym czujesz się komfortowo.

Skinął głową i wszedł do pokoju transportowego, aby dostać się do swoich komnat. Nie chciał się odwracać i patrzeć jej w oczy. Bał się, że gdy znów zaszczyci go uśmiechem, straci resztki pozostałej samokontroli, przygwoździ ją do ściany i weźmie w posiadanie jej usta, aby sprawdzić jak smakują.

Komnaty nie zmieniły się od jego wyjazdu, a on był cholernie wdzięczny za wannę pełną gorącej wody. Kąpiel pozwoli obniżyć tonus mięśniowy.

Westchnął głęboko, zanurzając się na dnie basenu. Im więcej myślał o scenie z Hermioną, tym bardziej cieszył się, że będzie go dziś prowadzić. Jakakolwiek inwencja twórcza z jego strony, dotyczyłaby jej uśmiechniętych, pełnych warg.