ROZDZIAŁ TRZYNASTY

POLOWANIE


Letnia woda napłynęła jej do ust. Odkaszlnęła kilka razy i spłukała jaśminową pianę z włosów. Namydliła ciało, pozbywając się resztek stresu dzisiejszego dnia. Zakręciła kran wanny i oparła głowę o jej krawędź. Sufit w jej łazience był zaczarowany, podobnie, jak ten w Wielkiej Sali, więc mogła zobaczyć ciemnoniebieski kolor nieba łączący się gradientem z pomarańczowym zachodem słońca. Czuła kumulujące się wewnątrz pragnienie, a znalezienie źródła nie zajęło jej wiele czasu. Od momentu umysłowego połączenia z Severusem, szalała w niej hormonalna burza. Przywykła do cielesnej przyjemności, ale mentalne pożądanie było czymś zupełnie nowym, niezbadanym.

Jakie to szczęście, że wcale nie jesteś głodna wiedzy, Hermiono...

Sarkazm nie okazał się pomocny. Całe ciało mrowiło, a wilgoć płynąca między jej nogami, rujnowała odświeżającą kąpiel.

Nie jesteś słabeuszem! Potrafisz się powstrzymać od masturbacji, ty silna dziewczyno!

Pod koniec wygłoszenia standardowej formuły motywacyjnej, zorientowała się, że jej ręce mają własny umysł i głaszczą jej wrażliwe piersi. Przygryzła mimowolnie wargę, czując jak krew zaczyna wrzeć w jej żyłach.

Czarne oczy patrzące na nią z czułością, silne ręce trzymające jej policzki... Delikatna pieszczota w jej umyśle, jak najbardziej namiętny dotyk kochanka na jej ciele... Jej własne palce dotykające jej nabrzmiałej łechtaczki...

Co?!

Nie! Wystarczy!

Wyskoczyła z wanny przeklinając swój zdradziecki umysł i zwinęła się w kokon ręcznikiem.

Może jak będę przypominać smutne burrito poczuję się mniej zmysłowo?

Weszła do garderoby trzaskając drzwiami z rozdrażnieniem. Dotykanie się przed odbyciem sceny nigdy nie wróżyło udanego wieczoru. Im była bardziej podniecona, tym łatwiej było wczuć się w rolę. Trzeźwy umysł pomagał w karaniu uległych. Dzisiejsza scena nie miała nic wspólnego z dyscypliną. Poprawne wprowadzenie uległego skupiało się przede wszystkim na eksploracji i odkrywaniu przyjemności czerpanej z oddania.

Jeśli ktokolwiek ma zamiar cię związać i sprzedać kilka solidnych batów podczas pierwszej sesji... UCIEKAJ, JAK NAJDALEJ!

Rozglądała się uważnie po ubraniach ułożonych w schludnie zaaranżowanym ciągu kolorystycznym.

Co spodoba się Severusowi?

Poczucie stylu Hermiony kończyło się na rozciągniętych swetrach. Zazwyczaj skrzaty szykowały jej strój do pracy...

Właśnie!

— Bajka! — krzyknęła do stosu ubrań, który ewidentnie drwił z jej braku samodzielności w tym temacie.

Cichy dźwięk zabrzmiał po jej prawej stronie. Spojrzała na porozumiewawczo uśmiechniętą twarz skrzatki.

Czy jestem aż tak oczywista w swoim nieszczęściu?

— Panienka Hermiona niech się nie martwi — zarechotała piskliwym głosem. — Bajka zrobi z panienki piękność i wszyscy padną na kolana. — Ściskała swoją ładną sukieneczkę w czteropalczastych rączkach, powstrzymując wybuch ekscytacji.

— Życzę powodzenia — prychnęła ironicznie Hermiona.

— Niech się tak panienka nie dąsa! — pstryknęła palcami żonglując metrami materiału, jak cyrkowiec piłkami i rzuciła Hermionie jeden ze swoich najbardziej złośliwych uśmieszków. — Poza tym, Bajka ma duże doświadczenie. Panicz Lucjusz był największym strojnisiem, jakiego widział magiczny świat!

Hermiona parsknęła głębokim śmiechem i poczuła się zdecydowanie lepiej na myśl, że mężczyzna sprawiał Bajce więcej kłopotów, niż ona. Uwielbiała, gdy Bajka opowiadała jej śmieszne anegdotki o małym Lucjuszu. Więź skrzatki ze swoim byłym panem była na tyle silna, że Bajka zgodziła się na pobyt w Onca, pod warunkiem, że będzie mogła wrócić do Lucjusza, gdy ten wyjdzie z Azkabanu. Hermiona poinformowała Bajkę, że ma zamiar sprowadzić go do klubu, więc nie będzie takiej potrzeby.

Skrzatka zaciągnęła Hermionę na środek garderoby, poza zasięg lustrzanego odbicia.

— Niech panienka nie patrzy — warknęła groźnie Bajka, piorunując czarownicę karcącym wzrokiem. — To tak, jak z gotowaniem. Jak ugotuje ktoś inny - smakuje lepiej, gdy gotujesz sama - najesz się samym patrzeniem na składniki!

Obróciła ją twarzą do siebie i zrobiła kilka kroków w tył oceniając jej figurę ze zmarszczonym czołem. Rytmiczne pstrykanie palcami Bajki przyprawiało o chęć zatańczenia Flamenco, a gładkie materiały ślizgające się po jej skórze łaskotały niemiłosiernie. W końcu skrzatka skinęła głową do samej siebie i klasnęła w dłonie

— No! I wystarczy trochę mazidła na twarz panienki nałożyć, loka zakręcić i voilà!

Choć chciała pokładać w Bajce ogromne nadzieje, mazidło na twarz nie brzmiało, jak słowa profesjonalnej wizażystki i obawiała się, że nie tylko żonglowania nauczyła się od cyrkowców.

Hermiona Granger z uśmiechem klauna...

Właściwie, nie wiem co pociąga Severusa, czyż nie? Może ma jakiś fetysz...

Pieszczota miękkiego włosia pędzla na policzku zwróciła jej uwagę na Bajkę, która machała małymi rączkami, jak dyrygent kierujący wiolonczelistów po wyjątkowo zmysłowym utworze. Mrowienie na jej skórze głowy oznaczało przystąpienie do formowania fryzury. Spędziła około dziesięciu minut, patrząc na zadowoloną minę ciężko pracującej skrzatki.

— Aha! — Hermiona była tak zamyślona czekając na wskazówki, że prawie wyskoczyła z własnej skóry na dźwięk okrzyku Bajki. — Panienka jest już gotowa! Bajka spisała się świetnie!

Błagam, żeby się nie myliła...

Ruszyła w stronę wysokiego lustra pod czujnym okiem skrzatki. Stanęła naprzeciw odbicia, chwiejąc się odrobinę na wysokich szpilkach.

Oh, miałam coś takiego w szafie?

Sukienka sięgająca jej przed kostki z lejącego, czarnego jedwabiu, przylegała do jej ciała. Wyglądam jakoś zgrabniej? Rozcięcie po boku sukni ukazywało jej nogę do połowy uda. Nieźle. Opinający materiał podkreślił jej średniej wielkości biust, a cienkie ramiączka spaghetti dodawały delikatności. Miała lekki makijaż i ładnie ułożone, miękkie fale na włosach.

Jak świeżo i naturalnie!

— Genialnie! — Odwróciła się z małym piskiem do zdenerwowanej skrzatki. Klękając uściskała ją mocno i spojrzała w szkliste, błękitne oczy. — Dziękuję Bajka, to naprawdę bardzo piękna sukienka. Wzięłaś ją ode mnie z szafy?

— Oh nie! — zaśmiała się chrapliwie. — Panienka nie ma nic, co nadaje się na takie okazje. Bajka sama tworzy ubrania i rzuca zaklęcia upiększające!

— Jesteś niesamowita! Uwielbiam wszystko w moim obecnym wyglądzie! — Miała to na myśli. Niektóre skrzaty przejawiały wyjątkowe poczucie estetyki.

Wzruszona skrzatka tylko pokręciła żartobliwie głową i pomachała jej na pożegnanie, znikając z cichym trzaskiem. Odnowiony entuzjazm Hermiony, powrócił z pełną siłą, więc uśmiechnęła się nieśmiało do swojego odbicia i ruszyła w stronę pokoju transportowanego.

— Melwin! — Ledwo wydusiła słowa, gdy pojawił się przed jej twarzą.

— Tak panienko? — Zasmucony skrzat spojrzał na nią z rezygnacją.

— Co się stało? — Nie trudno było zgadnąć, że powstały jakieś komplikacje.

— Nic takiego panienko Hermiono, panienka niech się nie martwi, Meliwn jakoś sobie poradził... — Mina skrzata wcale nie wskazywała na kontrolę nad sytuacją. Cokolwiek to było.

— Nie gadaj głupot i wyduś to z siebie! — warknęła, tracąc cierpliwość.

— Panicz Severus jest w bardzo złym nastroju. Obraża wszystkich w zasięgu wzroku. Pokłócił się z Paniczem Lucjuszem, a teraz wyżywał się na Melwinie. Melwin, to dobry skrzat! Nie ma potrzeby obrażać Melwina!

A tak świetnie zapowiadał się ten wieczór...

— Co z Lucjuszem? Gdzie on jest? — wychrypiała z uciskiem w dole żołądka.

— Panicz Lucjusz nie będzie dzisiaj obecny, panicz Draco powiedział, że zaopiekuje się ojcem i udali się wspólnie do Malfoy Manor.

Dobrze. Skoro nie potrafił poradzić sobie z zazdrością, lepiej niech trzyma się ode mnie z dala, bo mogę impulsywnie wyrzucić go ze swojego życia!

— W porządku Melwin. Zajmę się Severusem, a jutro osobiście odwiedzę Lucjusza w jego domu. Tymczasem proszę, abyś sprowadził Severusa do głównej sali. — Zdenerwowany skrzat skinął głową i zniknął, aby zrealizować wytyczne Hermiony.

Wskoczyła do portalu bez zastanowienia i aportowała się do sali ze sceną. Tłumy ludzi poruszały się w stronę baru, entuzjastycznie witając Hermionę i wyjątkowo wylewnie chwaląc jej wygląd.

Podziwiała tempo działania Melwina, gdy zauważyła, że Severus... Nie... SERPENS, czeka na nią przy barze. Siedział tyłem do niej, wpatrując się w wielkie akwarium za barem. Czarne spodnie, czarna koszula...

Bardzo oryginalnie panie Jestem-Mroczny-Wypiję-Krew-Wszystkich-Dziewic...

Podeszła do niego cicho.

— Zgubiłeś się przystojniaku? — Naśladowanie szkockiego akcentu Minerwy nigdy nie było tak zabawne. Wyprostował się jak struna i spojrzał na nią zszokowany.

— Herrrmiono! — warknął gardłowo. — To nie jest zabawne! Obawiam się tego spotkania od kiedy zobaczyłem jej futrzasty tyłek w tym miejscu! — Zmierzył ją chłodnym spojrzeniem. — Na odcięty napletek Merlina, przestań się śmia...— zamilkł i zlustrował jej postać oceniającym wzrokiem, a jego powieki zatrzepotały. Odwrócił wzrok na swojego drinka.

— Spotkanie z Minerwą cię nie ominie, jesteś dla niej łakomym kąskiem!

Severus zachłysnął się napojem i spojrzał na nią złowrogim wzrokiem. Sekundę później, gdy jego oczy skupiły się na czymś za jej lewym ramieniem, całkowicie zesztywniał i mogłaby się założyć o tysiąc galonów, kto stoi za nią.

— Cześć Minerwo — powiedziała wesoło nie spuszczając oczu z Severusa, który wyglądał jakby chciał być gdziekolwiek indziej, niż w tym miejscu.

— Witaj Hermiono, nie przedstawisz mnie swojemu przyjacielowi? — Ostry głos Minerwy wydusił z Severusa cichy jęk rozpaczy, a Hermiona nie mogła powstrzymać się od parsknięcia. — Ostatnio nie mieliśmy okazji się poznać, przypomnisz mi swoje imię? — mruknęła nauczycielka transmutacji.

— S... Serpens...— wydukał w końcu.

— Serpens — wydusiła imię, jak pryszcza i spojrzała na niego znacząco. — Cóż, dość osobliwy pseudonim. Byłeś w szkole Ślizgonem? A może nadal jesteś? — zmrużyła oczy podejrzliwe.

Hermiona ryknęła śmiechem i mrugnęła do Severusa.

— Minerwo, przestań straszyć naszego nowego członka klubu! Zapewniam cię, że żaden twój obecny uczeń nie postawił stopy w tym barze! Poza tym, mogłabyś się wstydzić swojego uprzedzenia do zielonego koloru — mruknęła.

— Kolor jest w porządku, uprzedzenie to nawyk z przeszłości, choć znam kilku, bardzo prawych Ślizgonów.

— Oszczędź nam ckliwych opowieści — parsknęła. — Jesteśmy tu dla zabawy. — Jej oczy stały się cieplejsze. — Muszę się dziś zająć Serpensem osobiście, więc proszę... zachowaj szydercze komentarze na inny wieczór.

Minerwa spojrzała na Hermionę chłodno i skinęła głową, rzucając Severusowi ostatnie, podejrzliwe spojrzenie. Czarodziej siedział blady na wysokim stołku opierając się łokciami o blat baru.

— Ona jest przerażająca, gdy nie mogę się obronić ripostą! Wywęszyłaby mnie z kilometra, gdybym się odezwał!

— Zdaję sobie z tego sprawę, Serpens... dlatego to takie zabawne!

Przesunęła się do niego bliżej opierając rękę na jego ramieniu.

— Słuchaj, zastanawiałam się nad miejscem w którym możemy odbyć scenę. Gdzie poczujesz się najbardziej komfortowo?

— Najlepiej czuję się u mnie w apartamencie, ale wiem, że to nie wchodzi w grę. Mam też miłe odczucia po spędzeniu czasu w puszczy.

— To genialny pomysł! — krzyknęła entuzjastycznie, a gdy zauważyła jego niedowierzające oczy, mrugnęła i uspokoiła głos. — Naprawdę... ja również czuję się tam bezpieczna, to w końcu moje naturalne środowisko. Zgadzasz się?

— Cóż — Ściągnął brwi w skupieniu. — jeśli nie zaatakuje mnie wściekłe ptaszysko...

— O to się nie martw — parsknęła. — A tymczasem, muszę przywitać się z innymi. Zajmij się rozmową z ludźmi i bądź grzeczny Pamiętaj, że dziejącego wieczoru, to ja mam nad tobą władzę. — Uśmiechnęła się znacząco, widząc ciemny rumieniec na jego zaprzeczającej wszystkiemu, co ludzkie twarzy. — Uważaj na siebie.

Nie odwróciła się, by zobaczyć czy obserwuje nagą skórę jej pleców. Mrowienie przebiegające wzdłuż jej kręgosłupa, upewniło ją w tym przekonaniu bez kontaktu wzrokowego.

Przez większość wieczoru obserwowała jak rozmawiał z innymi. Wzbudzał ogólną ciekawość. Bawił ją widok jego grymasu, gdy Pansy próbowała wywęszyć jego tożsamość oraz kwaśny wraz, gdy Kingsley klepnął go ojcowsko po plecach z zapytaniem „czy byłeś dziś grzecznym chłopcem?". Nie miała zamiaru poruszać tematu kłótni z Lucjuszem, bo powodowanie nieuniknionej konfrontacji mogłoby źle wpłynąć na jego już poddenerwowany nastrój.

Sam mi powie, gdy zechce.

Ktoś szturchnął ją łokciem w zebra.

— Nie wyglądasz na zadowoloną z dzisiejszego wieczoru — wyszeptał uśmiechnięty czarodziej. — Gorszy dzień?

— Josu! — krzyknęła zdumiona. — Nie spodziewałam się ciebie w ten weekend... Czuję się dobrze, ale mam dziś wprowadzić nowego uległego. Bardzo trudny i wymagający przypadek. Obawiam się, że może mu się nie spodobać. Jest niedoświadczony.

Josu zmarszczył brwi.

— Niedoświadczony w byciu uległym, czy z kobietami? To zasadnicza różnica — zapytał.

— Cóż, właściwie i jedno i drugie...

— W takim razie skup się na byciu kobietą.

— Łatwo powiedzieć — burknęła.

— Oj łatwo, wyglądasz dziś wyjątkowo ponętnie. Nie wątp w siebie, to do ciebie nie pasuje. — Pstryknął palcem w jej nos i założył za ucho kosmyk, który opadał jej na oczy. — Oho, zbliża się twój podopieczny.

Severus kroczył szybkim krokiem w ich stronę z kwaśną miną i skrzyżował ramiona na piersi.

— Możemy już iść? — warknął.

Josu zachichotał i wyciągnął do niego rękę w przyjacielskim geście powitania

— Cześć, Serpens tak? Jestem Josu, pracuję z Hermioną w Departamencie Tajemnic.

Severus spojrzał na jego oferowaną rękę, jakby była najbardziej obrzydliwym składnikiem eliksirów, ale ostatecznie uścisnął ją szybko.

— Serpens — odpowiedział zdawkowo i popatrzył na Hermionę. Jego ciemne oczy przeszywały jej duszę i poczuła ciarki na nagich ramionach. — Chciałbym udać się do puszczy. Nie widzę powodu dłuższego przebywania w tym miejscu.

— W porządku. — Zwróciła uwagę na Josu, który uśmiechał się ze zrozumieniem i skinął głową na pożegnanie, oddalając się w stronę baru.

Większość uczestników zbierała się w grupy dyskusyjne lub oddalała do bardziej prywatnych miejsc. Poprowadziła Severusa w stronę długiego korytarza. Krótka pogawędka dobrze im zrobi.

— Nie sądzę, żebyś potrzebował bezpiecznego słowa na dzisiejszy wieczór. Pamiętaj jednak, że możesz użyć go w każdej chwili, jeśli zajedzie taka potrzeba. — Prawie biegła, by dorównać mu kroku. — Hej! Bądź wyrozumiały dla moich stóp! Poruszanie się w tych butach nie jest najłatwiejszym zadaniem!

Parsknął mrocznym śmiechem i przyspieszył kroku, zostawiając zdyszaną czarownicę na szarym końcu. Najwyraźniej nie chciał rozmawiać.

Tak chcesz się bawić, złośliwcu?

Przemieniła się w jaguara i warknęła na oddalające się plecy czarodzieja. Severus spojrzał na nią przez ramię, rozszerzył gwałtownie oczy i rzucił się biegiem do drzwi na końcu korytarza, szukając schronienia w panice, jak roślinożerca zagoniony przez drapieżnika w kąt. Silne łapy odbijały się łomotem od szmaragdowego, miękkiego dywanu. Nie będzie w stanie jej uciec, ale chciała się z nim trochę podroczyć. Była kotem, a koty kochały bawić się swoimi ofiarami. Zdyszany Severus zniknął za drzwiami wejścia do puszczy.

Oh, jak głupio z twojej strony, Severusie... to będzie zbyt łatwe.

Oczy szybko przyzwyczaiły się do ciemności. Spędzała tu każdą wolną chwilę, więc znalezienie Severusa zajęłoby jej kilka sekund. Usłyszała szelest gałęzi po swojej prawej stronie. Szedł w jej kierunku cicho, usiłując nie wydać najmniejszego dźwięku. Chciał ją zaskoczyć.

Na uczniów zapewne to działa, ale na mnie...

Jej wrażliwe uszy wychwyciły dźwięk jego oddechu i szybkiego bicia serca, czuła jego zapach z kilometra. Wskoczyła z gracją na pobliskie drzewo i wspięła się, aż do podstawy jego korony. Zamknęła oczy i nastawiła uszy nasłuchując najmniejszego szelestu. Pod nią, rozległ się cichy dźwięk łamania gałęzi i prawie roześmiała się głośno, dopóki nie przypomniała sobie, że nie jest obecnie człowiekiem.

Severus...

Najlepszy szpieg, jakiego widział świat czarodziejów, wspinał się na to samo drzewo na którym siedziała Hermiona w swojej animagicznej postaci. Ściągnął koszulę, zapewne zostawiając ją w innym miejscu, aby zmylić jej wrażliwy nos. Skulił się na grubej gałęzi mahoniowca i rozglądał dookoła za nieuniknionym atakiem.

Gdybyś tylko spojrzał w górę, Severusie...

Położyła tułów płasko na drzewie i podpełzła bliżej niego. Chciała zmienić się w człowieka, ale dlaczego miała ułatwiać mu sytuację?

Była już prawie przy jego plecach, gdy nagle gwałtownie się odwrócił i chwycił rękami jej łopatki, obejmując jej futrzaste cielsko i przyciągając ją do siebie. Poczuła, jak dreszcze targają jej osobą, gdy wzniosła się razem z nim w górę.

Kurwa! Czy ja latam?

Warknęła, szamocząc się w powietrzu. Severus musiał użyć zaklęcia na zmniejszenie masy jej ciała. Trzymał ją, jakby wcale nie ważyła prawie dziewięćdziesiąt kilogramów. Wzniósł się wyżej w powietrze z gardłowym śmiechem. Spanikowała i zmieniła się w ludzką postać.

— Postaw mnie na ziemię! Boję się latać! — wrzasnęła z przerażenia.

— Teraz schowałaś pazury? — zachichotał mrocznie. — Hermiono, mówiłem ci już kiedyś, że łatwo cię podejść. Schwytanie mnie byłoby zdecydowanie łatwiejsze, gdybyś nie była tak cholernie pewna siebie! - Obrócił ich ciałami o trzysta sześćdziesiąt stopni i poszybował nad koronę drzew.

— Nie żartuję! Nienawidzę latać! — Uczepiła się jego silnej sylwetki, jak małpa trzęsąc się ze strachu i schowała twarz w jego nagiej piersi.

Błagam, niech to się skończy!

Severus w końcu zorientował się, że nie jest to dla niej przednia zabawa i objął ją mocniej ramionami, schodząc ze znacznej wysokości.

— Na jaja Merlina, dziewczyno! — warknął trochę spanikowany, lądując na miękkim mchu. — Skąd mogłem wiedzieć, że boisz się latać? Czy to przypadkiem nie ty leciałaś na Hardodziobie, ratując Blacka? Nie mówiąc już o Testralu, albo cholernym, ślepym smoku w Gringottcie!

Jej ciało odmówiło posłuszeństwa i jeszcze mocniej przylgnęła do nagiej klatki piersiowej czarodzieja, miażdżąc mu żebra.

— No już, dobrze... — westchnął i położył brodę na jej głowie. — Przepraszam Hermiono, nie powinienem używać swobodnego lotu przeciwko tobie.

Rozluźniła się odrobinę i położyła zdrętwiałe nogi na ziemi. Do jej sukni przyczepiły się liście, więc otrzepała delikatny jedwab i spojrzała na Severusa. Uśmiechnął się do niej niezręcznie.

— Za każdym razem, gdy byłam zmuszona latać nienawidziłam tego całym sercem! Po prostu trzeba było to zrobić! — Rozmasowała skronie. — Nie jestem na ciebie zła, ale proszę nie rób tego więcej! To przerażajace!

Odeszła od niego na kilka kroków i rozejrzała się wokół siebie.

Niewielka, tropikalna polana otoczona bujną roślinnością dawała spore poczucie intymności.

Idealnie!

Stała plecami do Severusa, słysząc jak podchodzi bliżej. Jego naga klatka piersiowa praktycznie stykała się z jej plecami. Spojrzała z małym uśmieszkiem przez ramię.

— Więc od czego chciałbyś zacząć, Serpens? — wyszeptała przegryzając wargę.

Wyżej wspomniany czarodziej miał bardzo dziwny wyraz twarzy.

Zdeterminowany, trochę niebezpieczny?

— Niech cię szlag! — warknął.

Nie była przygotowana, gdy chwycił ją za ramię, odwrócił przodem do siebie, wplątując palce w jej niegdyś ładnie ułożone fale. Nie spodziewała się, że zaatakuje jej usta swoimi, domagając się wyjątkowo głodnego pocałunku. Zapewne dlatego naparła rękami na jego klatkę piersiową i gwałtownie odsunęła jego ciało od swojego. Odnalazła wzrokiem jego oczy, które momentalnie pociemniały zamykając wir emocji, które mogła zidentyfikować przed krótką chwilą. Nie zastanawiając się dłużej nad konsekwencjami impulsywnych działań, pociągnęła go w dół za kark i złączyła ich usta. Severus zesztywniał na moment w zdumieniu, nie odwzajemniając pocałunku, by po chwili wydać z głębi klatki piersiowej ochrypły dźwięk. Objął rękami jej talię i przyciągnął jej miękkie ciało do swojego twardego torsu. Rozchyliła wargi gładząc kąciki jego ust językiem. Niepewny czarodziej działał raczej z instynktem, niż jakimkolwiek doświadczeniem, ale skusił się na eksplorację jej ust własnym językiem. Nie przypuszczała, że będzie w stanie wydusić z niego tak pociągające dźwięki. Przygryzła jego dolną wargę, chwytając czarne włosy na karku w pięść. Odchyliła szyję, przerywając pocałunek i patrząc mu w oczy.

— Czy tego chciałeś, Severusie?

— Tak — wychrypiał pożądliwym głosem. Jego twarz była całkowicie otwarta i pełna gamy emocji. — Chciałem tego od dłuższego czasu.

Impulsywne działanie nie było jego domeną. Przez większość swojego życia starał się, a raczej był zmuszony do kontrolowania emocji i strzeżenia umysłu. Gwałtowność w podejmowaniu decyzji przypominała mu cholerny dom Gryffindoru, a Severus zawzięcie upierał się, że nie będzie w stanie znaleźć w sobie żadnej lwiej cechy.

Polowanie Hermiony na jego osobę, spowodowało dawny dreszczyk emocji i silny przypływ adrenaliny. W przeszłości jednak, nie połączyłby pożądania z myślą, że ktoś usiłował go schwytać. Sam fakt, że udało mu się przechytrzyć Hermionę, delikatnie połechtało jego męskie, szpiegowskie ego.

Złapałbym ją, choćby od tego zależało moje życie...

Pomysł na desperacki pocałunek był właśnie tym nieprzewidzianym impulsem oraz ostatecznym dowodem kompletnej utraty samokontroli i zaćmienia niegdyś dobrze funkcjonującego umysłu.

Starość ... tak, mogę teraz zrozumieć ułomność Albusa.

Rozmyślanie nad swoim marnym końcem poczytalności, mogłoby trwać do rana, gdyby nie patrzyła na niego śliczna wiedźma ze spuchniętym od pocałunku ustami.

Ty to zrobiłeś, Severusie! To ty doprowadziłeś ją do tego stanu! Spójrz na jej rumieniec!

Wyglądała pięknie. Sukienka leżała na niej, jak druga skóra, a jej piękna twarz promieniała pewnością siebie przez cały wieczór. I tak tego nie potrzebowała. Ładne ubrania i makijaż wywoływały w kobietach dziwne założenie, że są niezwyciężone i mogą dostać wszystko, czego tylko zapragną.

Nie obchodziły go ubrania. Nie potrzebowała niczego z wyjątkiem uśmiechu.

Jest tak samo śliczna, jak zawsze...

Gdy bez wyraźnej zgody zażądał jej ust, a ona go odepchnęła, poczuł się jak największy idiota na świecie.

Spodziewałeś się, że taka kobieta będzie chciała mieć do czynienia z językiem tłustego dupka? Zdejmij różowe okulary, ty cholerny prawiczku!

Silna potrzeba oklumencji oraz natychmiastowej ucieczki, pojawiła się po sekundzie uświadomienia sobie, co właśnie zrobił.

Nie pozwoliła ci uciec, prawda?

Doświadczenie Severus w całowaniu kobiet było praktycznie równe zera, ale czuł jak roztopiła się pod jego dotykiem. Najwyraźniej robił coś dobrze, jeśli małe jęki wychodzące z jej gardła o czymś świadczyły. Pragnął spróbować tych ust od jakiegoś czasu, a doświadczenie było zdecydowanie lepsze od jego bujnej wyobraźni.

Słodkie... miękkie... wilgotne...

— Tak — wychrypiał, nie poznając własnego głosu. — Chciałem tego od jakiegoś czasu. — Nawet nie mrugnął, gdy uśmiechnęła się zalotnie, poprawiając cienkie ramiączka sukienki zsunięte z przeznaczonego miejsca.

— W takim razie, cieszę się. — Położyła ręce na biodrach, patrząc na niego znaczącym wzrokiem. — Tak czy inaczej, nie po to tutaj przyszliśmy, prawda?

Mów za siebie, dziewczyno! Nie interesuje mnie obecnie nic innego...

— Nie — Odwrócił uwagę od jej soczystych ust, patrząc na gęste krzewy w tle jego obecnego obiektu pożądania.

— Skoro już się tak ładnie sam rozebrałeś z koszuli... — wymruczała. — ... zdejmij również spodnie.

Czuł przyspieszony puls w piersi.

— Dlaczego? — zapytał, udając obojętność.

Zachichotała radośnie, odchodząc kilka kroków do tyłu, aby oprzeć się o korę kakaowca.

— Nie martw się, twoja cnota jest ze mną bezpieczna. — Spojrzała na swoje paznokcie w lekceważącym geście. — Nie chcemy, żebyś czuł się zbyt komfortowo, prawda? — Skrzyżowała ramiona na piersi, czekając na spektakl.

— W porządku! — warknął rozpinając pasek spodni, podejmując tym samym pochopna decyzję. Nie miał nic więcej do stracenia.

Hermiona przyglądała się Severusowi z klinicznym zainteresowaniem i przygryzała spuchniętą wargę, białymi, jak perły zębami. Światło pełni księżyca oświetlało jej nieskazitelną skórę i uwydatniło iskrę w jej ciemnych oczach. Ściągnął czarne spodnie i spojrzał na nią oczekując wskazówek.

— Severusie... — Uśmiechnęła się porozumiewawczo. — Czy twoi znajomi wiedzą, że nietoperz z lochów ma upodobania do czarnego jedwabiu? — zachichotała.

No i co z tego?!

— Nie przywykłem do ściągania spodni w pokoju nauczycielskim! — warknął z zarumienionymi policzkami. — Poza tym jedwabne bokserki są miłe w dotyku! — Zacisnął usta i skrzyżował ramiona na piersi.

— Oh, wiem. — Śmiała się cicho. — Po prostu nie spodziewałam się, że zależy ci na wygodzie... te wszystkie twoje guziki i surduty pod szyję...

— To że są pod szyję nie oznacza, że nie są wygodne! — Prawie wykrzyczał w obronie swojej garderoby. — Mam tylko najlepsze i miłe w dotyku materiały!

— Dobrze, już dobrze. Teraz proszę, żebyś zamknął oczy i nie otwierał, dopóki ci nie pozwolę, rozumiesz? — Jej głos stał się ostry i wymagający.

Zastosował się do jej wskazówek i wyostrzył wszystkie, pozostałe zmysły.

Przeczucie bycia obserwowanym, powodowało pewien dyskomfort, ale było w tym też trochę finezji. Lekkie kroki Hermiony na miękkiej trawie, cichy dźwięk jej oddechu, zapach jaśminu na jej włosach i ...

Oh... co to było?

Miękka pieszczota czegoś mokrego i śliskiego przebiegła po jego klatce piersiowej. Gęsia skórka pokryła jego ramiona i wzdrygnął się gwałtownie, chcąc zobaczyć, co go zaatakowało.

— Nawet o tym nie myśl, Serpens — nieznoszący sprzeciwu głos zagrzmiał blisko jego lewego ucha. — Nie waż się otwierać oczu!

Łatwo mówić, ty nieznośna wiedźmo!

Teraz poczuł dokładnie jej szczupłe palce, rysujące wymyślne wzory po jego ciele. Mógł rozpoznać niektóre kształty i obawiał się, że jednak żartowała o niestosowaniu rytuałów krwi. Bał się przebiegu wieczoru oraz jej czynów, więc wyłączył część mózgu na fakt, że piękna wiedźma pieści jego ciało palcami. W innych okolicznościach, zabałaganiłby wyżej wymienione, jedwabne bokserki.

Hermiona dalej bazgrała po szczupłych płaszczyznach jego osoby, więc mógł przypuszczać, że sprawia jej to poniekąd przyjemność. Miękkie palce zawahały się odrobinę przy jego górnej części ud, a po chwili poczuł jak jej ręce wślizgują się pod jego bieliznę, aż do oczekujących pachwin. Jej dotyk palił żywym ogniem, słyszał w głowie szybkie bicie serca i mógł poczuć puls w swojej męskości.

Czy ona ma zamiar mnie dotykać? Jeśli przesunie ręce do centrum mogę się nie powstrzymać!

Jej ręce nagle zniknęły z jego ciała. Utrata ich była jedną z największych strat, jakich doświadczył. Usłyszał ciche mamrotanie, a jego pokaźny nos wyczuł intensywniejszy zapach jaśminu, więc domyślił się, że Hermiona stoi bezpośrednio przed nim. Zawijasy na jego prawie nagim ciele stały się nagle chłodniejsze.

— Otwórz oczy, Serpens — powiedziała zbyt radośnie, jak na jego gust.

Przed zamknięciem oczu widział dość słabo w ciemności puszczy. Dostrzegał jedynie ogólny zarys ciała Hermiony oraz majaczące kształty tropikalnych roślin w świetle księżyca. Teraz, po jej dziwnych zabiegach, gdy otworzył zniecierpliwione oczy, poczuł się jak nocne zwierzę. Wyostrzone zmysły prześcigały się nawzajem, aby wrócić do jego umysłu z potrzebną informacją o otaczającym go świecie. Barwy puszczy nabrały ostrości i kontrastu, zapach leśnych roślin stał się intensywniejszy, a na języku, Severus poczuł smak parnego powietrza amazońskiej dżungli.

Wyzwał się od największych cykorów, gdy uświadomił sobie wątpliwości, które targały nim w momencie oddania się pod władzę Hermiony. Skutkiem pokładu zaufania w nieznośnej wiedźmie było podarowanie Severusowi równie nieoczekiwanych, co genialnych doznań.

Niewielka cena za tak cudowne wrażenia!

Spojrzał na młodą czarownicę z czymś podobnym do zdumionej wdzięczności. Poczuł, że jego usta unoszą się w uśmiechu. Wzrok Hermiony był czuły, gdy obserwowała reakcję na jej pracę. Skinęła głową na jego ciało w zaproszeniu do zaobserwowania zmian. Spojrzał w dół i westchnął z zachwytu. Blada skóra była pokryta złotymi runami, iskrzącymi się małymi drobinkami...

Diamentów?

A może pierdolonego gwiezdnego pyłu?

Nie obchodzi mnie to do cholery! Wyglada niesamowicie!

Spojrzał na nią w szoku i zobaczył, że wyciągnęła przed siebie rękę, wskazując na nagą klatkę piersiową pokryta tajemniczymi runami. Złośliwy uśmieszek zagościł na jej twarzy, gdy wyszeptała:

— Paraesthesiae.

Jęknął ochrypłe upadając na kolana. Runy na jego ciele zaczęły intensywnie mrowić. Poczuł, że cały układ nerwowy skupia się na jego wrażliwej skórze. Umysł przestał analizować sytuację. Wyostrzenie zmysłów połączone z silnym mrowieniem, spowodowało natychmiastowe poczucie podniecenia i głodu. Hermiona miała szczęście, że nie był w stanie poruszyć mięśniem, bo w przeciwnym wypadku na pewno by ją zaatakował.

— Pamiętasz swoje bezpieczne słowo, Serpens? — Usłyszał jej ostry głos gdzieś nad sobą. Jego kolana wrosły w podłoże i nie był w stanie podnieść wzroku, żeby skupić się na jej twarzy

— T-t-ttak — wyjąkał.

— Bardzo dobrze — powiedziała zdawkowo. — Powtórz je dla mnie — zażądała krótko.

— Czerwony — wychrypiał głębokim tonem. Mrowienie nabierało na sile, utrudniając Severusowi koncentrację.

— Zaklęcie nie pozwoli, abyś osiągnął spełnienie bez mojej zgody. — Severus miał wrażenie, że spektakl przypadł Hermionie do gustu. Po jej podekscytowanym głosie mógł stwierdzić, że czarodziej wijący się przed nią na kolanach podniecał ją najbardziej. Był pewien, że gdyby podniósł wzrok, zobaczyłby jej śliczną twarz ze złośliwym uśmieszkiem. Na tę myśl, fale żywego ognia rozpełzły w okolicach jego pachwiny.

Oh! Pierdolić to! Zrobię cokolwiek będzie chciała!

— Proszę! — Ledwo mógł rozpoznać własny głos.

— O co mnie prosisz, Serpens? — Wyszeptała zwycięskim głosem.

— Dotknij mnie teraz! — krzyknął z desperacją, kołysząc biodrami w poszukiwaniu tarcia.

Świat rozmywał się pod jego powiekami i nie był w stanie wydusić przez gardło czegoś bardziej złożonego, niż jęki i głębokie warknięcia.

— Cóż... — Zamyśliła się. — Zazwyczaj nie ulegam tak szybko. — Stukała palcami jednej stopy o trawę opierając cały ciężar na obcasie. Severus zapragnął zobaczyć jej rozbawioną twarz. — Dam ci tego, czego chcesz, Serpens. Bo poprosiłeś o ulgę, prawda?

— Tak! — mamrotał w potrzebie, nie przejmując się znaczym upokorzeniem, które na pewno by poczuł, gdyby był obecnie zdolny do trzeźwego myślenia.

Upadła obok niego na kolana i uniosła jego głowę za podbródek ukazując mu wspaniały widok na jej bursztynowe oczy.

Kirke... są jeszcze piękniejsze z wyostrzonym wzrokiem!

Pogłaskała go po policzku z uczuciem, a po jego ciele przeszedł intensywny dreszcz przyjemności. Włosy zjeżyły się, a jego zakończenia nerwowe rozgrzały się, jak destrukcyjna magma. Wtulił twarz w jej dłoń, aby zapobiec utracie tego odczucia. Uśmiechnęła się do niego ze zrozumieniem, pieszcząc brzuch Severusa palcami drugiej ręki i zadrapując wrażliwą skórę w drodze do potrzebującej, pulsującej męskości.

Oh, zrób to teraz! Szybciej!

Wsunęła rękę w jego bokserki, nie przerywając kontaktu wzrokowego, a on krzyknął ochryple, gdy dotknęła go ciepłą dłonią. Uczucie innej ręki, niż jego własna, wyrwało z niego bezsensowny bełkot. Poczuł wibracje w zakończeniach nerwowych i był przekonany, że właśnie osiągnie ulgę...

Hermiona uśmiechnęła się do niego z triumfem.

— Mówiłam...— parsknęła. — Nie skończysz, dopóki ci nie pozwolę, Serpens.

Nie...nie, nie...Severus, nie Serpens...

Musiał wyjąkać, to na głos bo roześmiała się gardłowo i popatrzyła na niego z jawnym pożądaniem.

— Nie Serpens? — wymruczała i zaczęła poruszać ręką w szybkich pociągnięciach po jego długiej, nabrzmiałej krwią męskości. — Severusie.

Ogarnął go gwałtowny przypływ silnej rozkoszy na ochrypły dźwięk własnego imienia, dochodzący z jej ust. Jego ciężkie, spuchnięte jądra skurczyły się i poczuł przepływ impulsu elektrycznego wzdłuż długości kręgosłupa.

Tak...tak! Właśnie, tak!

Patrzyły na niego pociemniałe z pożądania oczy Hermiony, a on wzdrygnął się z przyjemności i automatycznie pochylił głowę w przód, by uchwycić jej usta swoimi. Oddała głodny pocałunek, wczepiając palce w jego włosy. Warknął gardłowo, gdy Hermiona uwolniła go spod zaklęcia i osiągnął utęsknione spełnienie.

Całowała go spokojniej, głaszcząc językiem jego wargi. Chciałby zwinąć się w kulkę wstydu w odpowiedzi na swoją intensywną reakcję, ale stwierdził że nie obchodzi go nic innego oprócz jej ust i ręki głaszczącej jego policzek z uczuciem.

Oczyściła ich ciała bezróżdżkowo, a runy na jego ciele zniknęły razem z wyostrzeniem zmysłów. Położył się na gęstej trawie wyczerpany i łapał hausty powietrza do płuc. Hermiona położyła się obok niego uśmiechając się delikatnie i chwytając jego rękę w swoją.

— Jaa.. — Jego wymęczony głos załamał się, więc odchrząknął i spojrzał na nią z ciekawością. — Co to było? Mam na myśli te wrażenia i runy?

Spojrzała na niego z rozbawieniem i ścisnęła mocniej jego rękę.

— Magia, Severusie...

Magia.

Kąciki jego ust zawinęły się w małym uśmiechu satysfakcji, gdy przymknął powieki.