ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

KOT, PAW I SMOK


Chłodny hol w Malfoy Manor uratował ją od pełnego popołudniowego słońca. Przeszła obok głównego salonu, nie zerkając nawet kątem oka na drzwi.

Za dużo wspomnień.

Weszła po krętych schodach i prawie poślizgnęła się na gładkiej powierzchni.

Trzymaj się Hermiono! Skoro nawet schody zaczynają cię atakować, pomyśl co zrobi właściciel posiadłości!

Długi korytarz prowadzący do gabinetu Lucjusza był jak zwykle pełen niespodzianek.

— Precz z tego dworu, ty szlamo!

Jak miło...

Spojrzała na portret Abraxasa Malfoya, który łypał na nią groźnie z bogato zdobionego fotela. Uśmiechnęła się słodko i podeszła do powierzchni płótna tak blisko, że praktycznie dotykała nosem zaczarowanej farby olejnej.

— Wiesz co jest najzabawniejsze w naszej sytuacji, panie Malfoy? — wymruczała z zaczepnym mrugnięciem. Abraxas uniósł bladą brew i wykrzywił z niesmakiem usta. — Jestem tutaj gościem, rozumiesz? Szlama ma dostęp do osłon twojego rodzinnego domu. Mało tego... — Odeszła na krok od obrazu, splatając ręce za plecami i wypinając dumnie pierś. — Razem z moimi najlepszymi przyjaciółmi wykończyliśmy twojego ulubieńca, twojego Pana, największego czarnoksiężnika na świecie, Voldemorta. — Obserwowała z przyjemnością, jak namalowany czarodziej wzdrygnął się na dźwięk przyjętego przez Toma Riddle'a imienia. — A wisienką na torcie jest fakt, że byłeś zbyt martwy, żeby zobaczyć jego koniec! — syknęła zimnym tonem.

— Znów znęcasz się nad moim biednym, martwym ojcem, Hermiono? — Cichy, rozbawiony głos przerwał jej tortury nad bezsilnym portretem.

— Tylko grzecznie sobie gawędzimy, prawda Abraxasie?

Czarodziej wstał z fotela z arystokratyczną nonszalancją i patrząc jej w oczy z największą nienawiścią wycedził przez zęby.

— Tak. — Spojrzał na Lucjusza. — Panna Granger opowiadała mi właśnie o mugolskich obrzędach pośmiertnych. — Uśmiechnął się drwiąco. — Zakopywanie ludzi w ziemi i tak dalej. — Spojrzał na swoje idealnie wypielęgnowane paznokcie. — Miło było panią znów zobaczyć. Życzę sługiego i szczęśliwego życia. — Zmrużył niebezpiecznie oczy i zniknął za ramą portretu.

Parsknęła głośnym śmiechem. Abraxas otrzymał ostrzeżenie od Lucjusza, że jeśli jeszcze raz obrazi jego gościa, to doszczętnie spali wszystkie portrety do których ma dostęp. Hermiona ryczała ze śmiechu za każdym razem, gdy mogła przypomnieć ten fakt nabazgranemu mordercy mugolaków.

Karma jest suką, panie Malfoy!

Odwróciła się do zdezorientowanego czarodzieja i uśmiechnęła się na tyle ciepło, na ile była w stanie. Oczy Lucjusza odnalazły jej, a oczywiste zrozumienie, które między nimi zapadło sprawiło, że rzuciła się biegiem w jego stronę i wpadła w oczekujące na nią ramiona. Surowy czarodziej roztopił się pod jej dotykiem i odetchnął głośno.

— Tak bardzo cię przepraszam — wyszeptał w jej włosy. — Nie mam nic na usprawiedliwienie mojego dziecinnego zachowania. — Jego głos załamał się na końcu, więc odsunęła się odrobinę i chwyciła jego twarz w obie dłonie. — Naprawdę przepraszam.

— W porządku. Zachowałam się wobec ciebie niesprawiedliwie i obiecuję, że już nigdy nie zostawię cię samego w takim stanie. Muszę podziękować Draco, że zajął się tobą wczoraj.

— Miałem wystarczająco czasu, żeby przemyśleć nasz układ, Hermionio. — Uśmiechnął się smutno i wygładził jej rozczochrane od wiatru włosy. Oczywiście nie ma mocnych na jej czuprynę. Zachichotał, gdy wróciły do poprzedniego stanu. — Nieuchwytne i nieposłuszne, jak ty. — Westchnął. — Teraz to rozumiem. Nie jesteś w stanie dać mi tego, czego oczekuję i nie będę marnował naszej przyjaźni na swoje kaprysy. Poradzę sobie z tym, ale błagam...— Zacisnął powieki. — ...nie odpychaj mnie w taki sposób. Nie mam już siły na kłótnie i ciche dni. Chcę mieć cię przy sobie, jeśli poczuję się gorzej.

— Oczywiście! — Uśmiechnęła się czule i wtuliła nos w jego szyję pachnącą paczulą.

Spędzili miłe popołudnie przy herbacie i najlepszych na świecie, maślanych ciastkach Bajki. Poza niektórymi elementami, uwielbiała przebywać w Malfoy Manor. Za każdym razem, gdy pojawiała się w posiadłości, Lucjusz rozpieszczał ją jedzeniem i zabawnymi historiami ze swoich młodszych lat. Najbardziej uwielbiała ogród, bo właśnie tam wyraz twarzy Lucjusza przypominał jej małego chłopca, poszukującego bezpieczeństwa i chowającego się między krzewami przed tyranią ojca.

Powoli zaczęło się ściemniać, a jej krótka sukienka przestała wystarczać do ogrzania ciała. Chwyciła Lucjusza pod ramię i ruszyli w stronę malowniczego dworu. Prawie weszli do holu, gdy po jej lewej stronie rozległy się chrzęszczące dźwięki. Spojrzała w stronę zbliżającego się intruza. Draco Malfoy maszerował po małych kamieniach rozsypanych na szosie. Drwiący wyraz twarzy zmienił się w promienny uśmiech, gdy zobaczył młodą czarownicę trzymającą ramię jego ojca.

— Cześć kocie — wymruczał ostatni wyraz, jak Krzywołap łaszący się do jej łydki po powrocie z pracy.

— Cześć nadęty smoku. — Przytuliła go mocno, aby przypomnieć mu, że mimo metra sześćdziesiąt pięć, nadal jest w stanie zmiażdżyć mu żebra.

— Ojcze — wycedził z bólu Draco. — Czy mógłbyś zostawić mnie na chwilę samego z Hermioną?

— Jeśli tego życzy sobie moja pani. — Mrugnął do młodej czarownicy porozumiewawczo i skierował się w stronę drzwi. Po sekundzie odwrócił się i ruszył ponownie w ich stronę.

— Starość nie radość, ojcze ... — burknął młodszy czarodziej. — Czego zapomniałeś tym razem?

— Tylko tego — powiedział Lucjusz, zarzucając swoją szatę na jej ramiona i składając mały pocałunek na chłodnej od wiatru skroni. — Będę czekał w gabinecie, moja droga.

Skinęła głową i pomachała mu na pożegnanie. Draco poprawił płaszcz na jej ramionach, gdy usiłowała wyciągnąć przyskrzynione włosy. Usiadł na kamiennych schodach, więc podążyła jego śladem, obejmując się mocniej połami peleryny Lucjusza.

— O czym chcesz rozmawiać, Draco? — wyszeptała z ciekawością.

— Ranisz go Hermiono — warknął. — Wiesz, że kocham cię jak siostrę, ale nie pozwolę żebyś go krzywdziła w ten sposób. Nigdy mu tego nie powiem, żeby nie użalał się nad sobą, jak dziecko po otrzymaniu kary, ale naprawdę mi go żal. — Jego lodowate szare oczy rozbłysły uczuciem i mogła podziwiać przejaw nietypowej synowskiej solidarności.

Słodki, słodki Draco.

— Przepraszam — wyszeptała z poczuciem winy. — Obiecuję, że już nigdy więcej nie zostawię Twojego ojca w takim stanie. Pomogę mu, jak tylko będę mogła. Dogadaliśmy się, teraz będzie lepiej.

Uśmiechnął się do niej radośnie i spojrzał na białe pawie, przechadzające się po równych trawnikach.

— Nigdy ich nie lubiłem.

— Są wyjątkowe. Twój ojciec poświecił wiele czasu i pieniędzy, aby odpowiednio je pielęgnować.

— Tak. Wszystko czego dotknie nabiera większej wartości — powiedział pod nosem, rysując nieokreślone wzory na piasku pod stopami.

Przyjemny wiatr niósł ze sobą zapach świeżo skoszonej trawy, a miętowy oddech Draco przypominał jej pierwsze testowanie zapachu Amortencji w klasie Slughorna. Zachichotała na wspomnienie swojego kłamstwa, gdy bała się przyznać do wyczucia zapachu szamponu Rona.

Teraz nie czuję nic.

— Dlaczego tak chichoczesz, wiedźmo? — zapytał Draco ze strachem w oczach. — Jesteś cholernie przerażająca w tym stanie i przypominasz mi ciotkę Bellę.

— Ty mały robaku! — Chwyciła się za serce w udawanej obrazie. — Nie porównuj mnie do tej marnej imitacji człowieka!

— Mówię całkiem serio — wyszeptał naburmuszony. — Co knujesz w tym swoim genialnym umyśle?

— Nic co dotyczy ciebie, Draco. — Westchnęła, podnosząc się na nogi. — Muszę znaleźć twojego ojca.

Skinął głową i podążył za nią do drzwi dworu. Odwróciła się do niego z promiennym uśmiechem.

— Nie daj się zabić, smoku i proszę pozdrów ode mnie Astorię. — Ściągnęła brwi. — Czy przyprowadzisz ją w końcu do klubu?

— Obawiam się, że nie zaakceptuje naszego stylu życia, Hermiono. — Smutny uśmiech na jego twarzy zawsze powodował u niej chęć do walki o jego pewność siebie.

— Myślę, że nie doceniasz tej lisicy! — parsknęła. — Ma w sobie więcej ognia i tolerancji, niż myślisz. Kiedyś widziałam, jak broniła dwóch całujących się krukońskich chłopców przed twoimi ślizgońskimi kumplami. To bardzo odważne zachowanie, jak na dobrą dziewczynę czystej krwi. — Zachęcający uśmiech i mrugnięcie okiem wycisnęło z trzewi Draco nerwowy chichot.

— Tak myślisz? — Nadzieja w jego głosie nadawała się jedynie do przewrócenia oczami.

— Tak myślę, a teraz daj mi trochę przestrzeni, bo mam przesyt twojej osoby!

— Uwielbiasz mnie! — Wypiął pierś i uniósł platynową brew.

— Tak, tak... jak przebywasz na innym kontynencie — mruknęła pod nosem, gdy zaczął się oddalać w stronę bramy na końcu ogrodu.

— Co? — Zerknął przez ramię ze zmarszczonym czołem.

— Mówiłam, że na tyle mocno, że pod poduszką trzymam fwoje zdjęcie! — krzyknęła, biegnąc w stronę gabinetu Lucjusza.

Abraxas przewrócił oczami na widok jej rozczochranegi stanu i kiwnął palcem, aby zbliżyła się do ramy.

Jak na króla przystało... klękajcie narody przed Panem i Władcą wszystkich namalowanych obywateli.

— Czego? — syknęła niecierpliwie.

— Jeśli już musisz pałętać się po moim domu, to z łaski swojej zrób coś na Merlina ze swoim wyglądem! — Najwyraźniej brak pereł w uszach był personalnym atakiem na arystokratyczny tyłek dziadka Draco.

— Jeśli już musisz otwierać tę cholerną, namalowaną gębę, to radzę powiedzieć coś konstruktywnego! — warknęła z wyszczerzonymi kłami. — Nie mam czasu na twoje czystokrwiste koszałki-opałki, a wierz mi, że nasz sojusz może się wkrótce skończyć i chętnie powiem Lucjuszowi o twoich chamskich zaczepkach!

— Po co te nerwy panno Jestem-Rozczochrana-I-Nic-Ci-Do-Tego Granger? - Uśmiechnął się fałszywie. — Wiesz, że mam na myśli tylko i wyłącznie twoje dobro!

— Jeszcze słowo, a obiecuję, że rozwalę twój kamienny sarkofag, ukradnę to, co pozostało z twojego ciała i zakopię w ziemi w mugolskim stylu! — wycedziła i ruszyła korytarzem w stronę gabinetu Lucjusza, całkowicie pomijając szczery uśmiech namalowanego czarodzieja, który mamrotał coś o wyjątkowej czarownicy.

Trzasnęła drzwiami do gabinetu z hukiem, a jasnowłosy czarodziej parsknął głośnym śmiechem.

— Wiesz, że wystarczy jedno słowo, a pozbędę się tego starego zrzędy.

— Nie bądź śmieszny, Lucjuszu! — Skrzyżowała ręce na piersi i uniosła na niego brew. — Kawał namalowanego purysty mi nie straszny.

— Nie wątpię. Poza tym, powinnaś wiedzieć, że mój ojciec skrycie cię uwielbia. Jesteś jedyną rozrywką od lat — Uśmiechnął się na jej kwaśny grymas. — Chciałaś mi coś powiedzieć?

— Oh tak! — krzyknęła podekscytowana. — Znalazłam ci nową partnerkę!

Lucjusz zrobił się całkowicie zielony i przełknął kilka razy ślinę.

— Kto to? — wyszeptał z przerażeniem w oczach.

Hermiona zawołała Bajkę, która pojawiła się po chwili, uśmiechnęła się z miłością do Lucjusza i chwyciła Hermionę za nadgarstek

— Cóż, spodoba ci się — Uśmiechnęła się porozumiewawczo. — Ta jedyna w swoim rodzaju kobieta, pomogła mi w stworzeniu naszego bezpiecznego miejsca. — Mrugnęła zalotnie. — Do zobaczenia w weekend, Luc.

Wir aportacji zamazał jej wzrok, ale nie przegapiła oczu Lucjusza, które patrzyły na nią z szokiem i iskierką podniecenia.

Leżał twarzą w dół na twardej, drewnianej powierzchni. Jego ciało było całkowicie nagie. Nie miał zielonego pojęcia w jakim pomieszczeniu obecnie przebywał i obawiał się, że został zaatakowany we śnie i porwany przez nieschwytanych zwolenników Czarnego Pana ze swojego bezpiecznego apartamentu w Onca. Od końca wojny nie poczuł podobnego strachu. Miał związane ręce nad głową, a jego kostki zostały przytwierdzone do masywnego biurka. Dziwne wrażenie ogarnęło jego ciało, a kości wydawały się młodsze, mniej zdrewniałe. Poczuł obtarcia od grubego sznura, który krępował szczupłe nadgarstki.

Kimkolwiek była osoba, która mnie uwięziła... Nie miała na celu sprawienia mi przyjemności!

— Wręcz przeciwnie, mój niegrzeczny chłopcze! —Musiał wypowiedzieć swoje obawy na głos, bo usłyszał odpowiedź czarownicy, którą najmniej spodziewał się usłyszeć w tym miejscu i w tej niezręcznej pozycji.

Co na Merlina odpierdalasz, kobieto?! Rozwiąż mnie natychmiast! — krzyknął, ale z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk. Rozszerzył oczy w szoku i czekał na rozwój sytuacji. Z przerażeniem poczuł, że jego usta poruszają się wbrew jego woli.

— Proszę pani, czy zawiodłaś się na mnie? — Głos Severusa był zdecydowanie młodszy i nieprawdopodobnie skruszony. — Jestem gotowy na przyjęcie mojej kary!

Co to, KURWA, jest? Obecnie jestem najmniej gotowy ze wszystkich dni, miesięcy i lat!

— Taki pokorny chłopak! — Kobieta uśmiechnęła się złośliwie, a raczej domyślił się, że to zrobiła, bo z tej pozycji nie był w stanie zobaczyć wyrazu jej twarzy. Wątpliwości, co do jej tożsamości, nie pojawiły się w jego umyśle.

— Czy wiesz za co zostaniesz dzisiaj ukarany? — Wyszeptała groźnie surowa czarownica.

Severus błagał najświętsze, najgładsze jajka Merlina, największe i najbardziej jędrne cycki Kirke, żeby jego zdradzieckie usta pozostały zamknięte.

Ha! Ha! Dzięki Bogom!

— Za ściąganie na egzaminie z transmutacji, pani profesor! — Usta Severusa leżącego na drewnianym biurku ułożyły się w smutny grymas na myśl o zawodzie, który musiała odczuwać jego pani.

Nie! To nie byłem ja, przysięgam! Ten pisk nawet nie przypomina mojego głosu!

Próbował szamotać kończynami, aby wydostać się z niewoli, ale nie był w stanie poruszyć nawet palcem. Jego ciało było grzecznie ułożone w pozycji do lania, a goły tyłek posłusznie wystawał, aby przyjąć nieunikniony cios.

Masz totalnie przesrane, jak odzyskam władze nad własnym językiem, Minerwo!

— W takim razie cieszę się, że chociaż zawiodłam się na tobie, Severusie...potrafisz godnie przyjąć swoją karę. — Usłyszał jak zacierała ręce z uciechą.

Odwal się, ty wypluty kawałku kociej sierści! Nie waż się tknąć mojego tyłka!

— Będziesz liczyć uderzenia wiosłem, zwierzaku! — Głos Minerwy przyprawiał go o ciarki strachu i obrzydzenia. Zarówno ze względu na ton, jak i beznadziejną sytuację w której się obecnie znajdował. Gładziła jego plecy ciepłą, kościstą ręką i potrząsnęła jego prawym pośladkiem, odciągając go od lewego.

Tylko spróbuj, ty stara nietoperzyco!

Poczuł silne uderzenie na swoim prawym pośladku i krzyknął z paniką w głosie, która nie rozbrzmiała echem w klasie. Usta uległego Severusa leżącego na biurku pozostały cicho zaciśnięte w bolesnym grymasie.

Ty chory bachorze, krzycz! Uciekaj! Minerwa McGonagall właśnie dobrała się do twojego tyłka!

— Jeden, dziękuję!

Na pewno nie, świrze!

— Dwa, dziękuję!

Tępy,

— Trzy, dziękuję!

Zbzikowany,

— Cztery, dziękuję!

Zarumieniony,

— Pięć, dziękuję!

Jęczący nastolatek!!!

Ze szczęściem wyrytym na mentalnej twarzy, Severus uświadomił sobie, że Minerwa uwolniła jego prawą rękę.

O wolności! Witaj, stara przyjaciółko!

— Dobrze się spisałeś chłopcze, możesz się dotknąć. — Stara czarownica wręcz zaśpiewała dumnym głosem

Co to, to nie!

Uległy, jęczący z bólu Severus z wielką chęcią przyjął oferowaną nagrodę i chwycił swój pulsujący narząd w świeżo uwolnioną rękę.

Pulsujący? Masz jakiś problem z fetyszem zgrzybiałych staruszek, ty tłusty nieudaczniku? Zabieraj łapę z naszego kutasa!

Severus leżący tyłkiem w górze, chętnie przystąpił do poruszania ręką w długich, intensywnych pociągnięciach z jęczącymi pomrukami przyjemności, wydobywającymi się z jego ust. Severus który został uwięziony w ciele nastolatka zaczął gwałtownie krztusić się mentalnymi wymiocinami.

Jedyne co mi pozostało, to iść w ślady Albusa czyli jebać wszystko i rzucić się z Wieży Atronomicznej. Ewentualnie poddam się autoObliviate i zaryzykuję zniszczenie własnego umysłu. W tym momencie zrobię wszystko, żeby o tym zapomnieć!

— Tak, Severusie! — Głos Minerwy brzmiał, jakby sama trzymała palce w majtkach, więc próbował wszelkich sztuczek oklumencji, aby odciąć obraz, który pojawił się pod jego powiekami. — Dojdź dla mnie, ty niegrzeczny chłopcze!

Oh, kurwa! Zwymiotuję pieczeń jagnięcą Melwina!

Czekaj!

Meliwn! Magia skrzatów, warto spróbować, prawda? Dlaczego nie pomyślałem o tym wcześniej! MELIWN! MELWIN! MELWIN, BŁAGAM RATUJ!

Wyskoczył gwałtownie z łóżka i zwymiotował na podłogę. Jego jądra były wielkości groszku, a zwykle dumnie sterczący penis, schował się gdzieś do jamy brzusznej ze wstydu i obrzydzenia.

— Panicz Snape, wzywał Melwina? — Spojrzał na zaniepokojoną twarz jego małego wybawcy i krzyknął ze szczęścia, biorąc skrzata w ramiona i obracając nim wokół własnej osi.

— Ty genialny, pierwszorzędny, jedyny, najznakomitszy władco wszystkich skrzatów domowych! — Ryknął z szalonym wyrazem twarzy. — Jak udało ci się mnie stamtąd wydostać?!

Melwin zniknął z jego objęć i pojawił się na drugim końcu sypialni z przerażonym wyrazem twarzy i ogromnym rumieńcem na szarawej skórze.

— Panicz oszalał! — pisnął głośno. — Panicz jest chory na głowę! Meliwn został przez panicza wezwany, bo panicz wymawiał przez sen imię Melwina, Meliwn nic nie zrobił! Melwin tylko kopnął panicza w goleń, żeby panicza obudzić!

— I bardzo ci za to dziękuję, mój przyjacielu! - Uśmiechnął się szeroko i podskoczył na wiadomość, że to tylko bardzo rzeczywisty koszmar.

Nie jestem zwierzakiem Minerwy!

Melwin przyglądał mu się z kalkulacyjnym wyrazem twarzy po czym podniósł ręce w ugodowym, uspokajającym geście.

— Dobrze, dobrze! — Cieniutki głosik skrzata zwrócił uwagę Severusa. — Panicz tu sobie grzecznie poczeka, a Meliwn sprowadzi pomoc. Proszę się stąd nie ruszać!

— Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, mistrzu wszystkich skrzatów domowych! — odpowiedział Severus, po czym ruszył podskokami w stronę łóżka, poślizgnął się na swoich wymiocinach i wylądował komicznym plaskaczem na plecach. Twarda, drewniana podłoga przypomniała mu biurko w zmyślonym gabinecie Minerwy i wzdrygnął się gwałtownie.

W takiej pozycji zastała go rozgorączkowana wiedźma, którą przyprowadził jego wybawca, najmądrzejszy skrzat w swoim wieku.

— Severusie! — krzyknęła Hermiona z paniką w głosie. — Co ci się stało?!

— Miałem koszmar.

— Bogowie, to dlatego straszysz Melwina na śmierć i leżysz na podłodze we własnych rzygach? — Niedowierzanie w jej głosie sprawiło, że westchnął głęboko, ale nie poruszył się ani o milimetr.

Gdyby tylko wiedziała...

— Zaiste, Hermiono... zaiste — wyszeptał marzycielsko, jak filozof przedstawiający dowody na poparcie swojej tezy.

— Panienko Hermiono, Melwin pomoże posprzątać, ale kąpiel może pomóc z traumą — wyszeptał cicho Melwin. — Panicz Severus wyglądał, jakby jego poprzedni mistrz wstał z grobu.

Czarny Pan, to pestka w porównaniu do lania od Minerwy.

— Dobrze, Melwin — szepnęła równie cicho Hermiona. — Posprzątaj tu proszę i koniecznie zmień pościel na świeżą i proszę nasącz ją olejkami uspokajającymi, a ja zajmę się kąpielą.

Zniknęła w jego łazience, a mały skrzat podniósł go za pomocą magii mamrocząc pod nosem przekleństwa.

Pierwszy raz w życiu słyszę, jak skrzat przeklina! Ten piskliwy, dziecięcy głosik...

Bogowie, to zabawne!

Chichotał do siebie, jak Bellatrix Lestrange po wyjątkowo efektywnych torturach przeprowadzonych na mugolach. Hermiona pojawiła się znikąd i objęła go stanowczo ramionami, wprowadzając go do dużej łazienki.

— Dalej biedaku, wskakuj do wanny!

— Co tylko chcesz — wymamrotał sennie.

— Mogłabym przywyknąć do takiego ugodowego Severusa — parsknęła.

— Nie! — krzyknął rozszerzając oczy. — Nie jestem ugodowy i posłuszny!

Hermiona uniosła brwi do lini włosów i wrzuciła go do wanny. Zanurzył głowę pod powierzchnie wody, więc trochę się zakrztusił parskając jak małe prosie, gdy nabrał potrzebnego powietrza.

— Wejdziesz ze mną do wanny? - zapytał po cichu ładną czarownicę.

Przewróciła teatralnie oczyma, wzruszając ramionami i pozbywając się ubrania. Naga czarownica podpłynęła do niego i objęła jego ciało w taki sposób, że mógł położyć głowę na jej idealnych piersiach. Objął ją mocno w talii i wsadził nos w dolinę między jej piersiami. Głaskała jego przepocone od koszmaru włosy, nakładając jego własny szampon o zapachu drzewa sandałowego.

— Śniłem o scenie z Minerwą. To był najgorszy koszmar jaki kiedykolwiek miałem — przyznał z pobladłymi policzkami.

— Naprawdę? — zapytała ze zdumieniem. — To tylko sen, to nawet nie wydarzyło się w przeszłości!

— Czy się wydarzyło czy nie, nie ma znaczenia! To było obrzydliwe! — warknął.

— W porządku, nie musimy o tym mówić — szepnęła i przytuliła go mocniej.

Poczuł, że może zamknąć oczy bez obawy o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Hermiona czuwała nad nim, więc był całkowicie bezpieczny. Gdy powoli rozluźniał się w jej ramionach usłyszał ciche wołanie jego imienia

— Severusie? — wyszeptała.

— Hmm? — Nie było go stać na nic lepszego.

Mógł zobaczyć oczyma wyobraźni jej uśmieszek, który poczuł na swojej skórze głowy, gdy podwinęła pełne wargi.

— Czy wyciągniesz dla mnie wspomnienie tego snu? Mam w domu myślodsiewnie i pomyślałam, że..

— Zapomnij! — warknął, zagłuszając jej złośliwy chichot.