ROZDZIAŁ DWUDZIESTY
WIEŻA
Usłyszała gardłowe warknięcie po swojej prawej stronie, gdy wypowiedziała imię przyjaciela. Nim zdążyła rozejrzeć się za źródłem zwierzęcego dźwięku, poczuła mocne szarpnięcie za ramię i wciągnęła gwałtownie powietrze na uczucie męskiego ciała przylegające do jej własnego, które przyszpiliło ją do kamiennej ściany, drapiąc jej nagie plecy. Jakikolwiek sprzeciw był niemożliwy przez język czarodzieja, który penetrował jej usta.
Co go napadło?
Wszystkie myśli opuściły jej umysł, gdy mężczyzna podciągnął jej granatową suknię, chwytając za nagie uda i owinął je wokół swojej talii, unosząc jej ciało i połykając zaskoczony jęk, który wydobył się z jej gardła. Próbowała odepchnąć go kilkukrotnie, ale zdeterminowany Severus Snape nie bierze jeńców. Podgryzał jej wargi zębami, ściskał uda w mocnym uścisku, a jego biodra poruszały się w równym tempie z oczywistym zamiarem. Wplątała palce w jego włosy, aby odciągnąć jego usta od swoich. Czarodziej jęknął głośno, gdy jej pomalowane na szkarłatną czerwień paznokcie zadrapały jego skórę głowy. Zastanawiała się czy to możliwe, aby ktoś przeklnął Severusa podczas uroczystości w Wielkiej Sali. Przynajmniej jego dzikie zachowanie, miałoby wtedy jakieś wytłumaczenie.
W jej umyśle pojawiła się natychmiastowa chęć ucieczki. Podświadomie wiedziała, że Severus jej nie skrzywdzi, ale przeszłe doświadczenia zagnieździły się w jej mięśniach, które napięły się, gotowe do biegu lub ataku. Musiała włożyć wiele wysiłku, by w końcu na nią spojrzał swoimi rozżarzonymi, jak węgle oczyma.
— Co na Merlina robisz, Severusie! — wysapała, łapiąc haust powietrza. — Utraciłeś zmysły?
— Najwyraźniej — warknął i znów próbował się do niej zbliżyć, ale odwróciła głowę.
Severus upuścił ją na ziemie dość gwałtownie i prychnął z tłumioną urazą.
— W czym problem? — wzruszył ramionami.
— W czym problem? W czym problem?! — warknęła. — Ile razy powtarzam, żebyś mnie w ten sposób nie atakował?
Coś zgasło w oczach Severusa, przywracając im niepewny wyraz.
— Ja... Myślałem, że kobiety lubią być ścigane — powiedział obronnie, sam nie wierząc we własne słowa.
— Czy wyglądam, jak kobieta, która lubi uciekać? — prychnęła na jego oczywisty przejaw ignorancji, poprawiając wymiętą sukienkę. — Zdecydowanie wolę porozmawiać o przebiegu wieczoru i ewentualnej scenie.
Czarodziej rozszerzył oczy i zamknął się za solidną maską. Miała już przewrócić oczami na dziecinne zachowanie, gdy do jej uszu doszedł jego lodowaty, przeciągły ton.
— Widzę, że dla ciebie wszystko jest grą. Niczego nie traktujesz poważnie, a jakakolwiek spontaniczność burzy twoje staranie stworzone plany. — Jego czarne, martwe oczy zwęziły się podejrzliwie. — A może masz zaplanowany wieczór, Granger? Czyżby twój francuski piesek zobowiązał się odprowadzić cię do domu?
Nie powinna dać się sprowokować. Zwykle trzymała nerwy na wodzy w sytuacjach damsko-męskich, biorąc pod uwagę jej rolę dominującej partnerki, więc powinna wziąć się w garść i nie odpowiadać na jawne zaczepki czarodzieja.
Co więc zrobisz, Hermiono? Czy twoja gryfońska duma wytrzyma rażące sugestie?
Wyprostowała plecy, zaciskając pieści. Zęby grzechotały jej głośno, więc każda bliska jej osoba miałaby na tyle instynktu samozachowawczego, aby uciekać gdzie pieprz rośnie. Na przykład Harry lub Ron, widząc stan w jakim się obecnie znajdowała, zawsze znajdywali pretekst do opuszczenia pomieszczenia lub namiotu w przypadku czasu polowania na horkruksy. Severus Snape nie przestraszył się jej reakcji, wręcz przeciwnie - uniósł drwiąco cholerną brew i zaszczycił ją pobłażającym uśmieszkiem. Hermiona Granger nie lubiła, gdy ktoś z niej drwił.
— Posłuchaj mnie teraz uważnie, Severusie. — Emocje kumulowały się wewnątrz jej ciała, ale zachowała na tyle spokoju, by nie wyglądać histerycznie. — To, czy spotykam się z kimkolwiek w czasie wolnym nie powinno mieć z tobą nic wspólnego. — Jego oczy błysnęły złowrogim blaskiem, więc doprecyzowała, nie tracąc wątku. — Zgodziłam się na układ, który sam zaproponowałeś. W poniedziałek poinformowałam cię o zakończeniu sesji, co przyjąłeś do wiadomości. — Zmarszczyła brwi na dziwny tik, który pojawił się na jego policzku. — Jeśli chciałbyś przedłużyć nasz układ, to proszę, byś poinformował mnie w cywilizowany sposób. — Założyła ręce na piersi ochronnie. — Atakowanie mnie w ten sposób, niezależnie od zamiaru... powoduje u mnie przykre wspomnienia. Mimo pełnego zaufania, którym cię obdarzyłam, obrona jest dla mnie odruchem bezwarunkowym.
Jego chłodny, sceptyczny wyraz twarzy spowodował chęć obrony swoich własnych praw - powinna trzepnąć się w twarz. Nie musiała się tłumaczyć. Nie, oznacza nie. Zdawała sobie jednak sprawę, że Severus jest kompletnie niedoświadczony i możliwe, że wyciągnął pochopne wnioski z ich wcześniejszych aktów. Zapewne ubzdurał sobie, że posiadanie chętnego partnera oznacza podejmowanie za kogoś decyzji. Zacisnęła szczękę z wewnętrznego bólu, który rozlewał się w jej klatce piersiowej na wspomnienie, które majaczyło przed jej oczyma. Tłumaczenie się przed Severusem nie było częścią jej planów, ale miała podejrzenie, że czarodziej nie zrozumie subtelnych sygnałów.
— Przed moim przesłuchaniem w Malfoy Manor, Bellatrix obiecała mnie Greybackowi — wydusiła w końcu ochrypłym głosem. — Zanim uciekliśmy z dworu, zdążył wyrazić chęć posiadania mojego ciała w bardzo szczegółowy sposób. Nie obyło się bez niechcianego dotyku, na szczęście do samego gwałtu nie doszło. — Zacisnęła powieki. — Czy muszę ci dokładnie opowiedzieć, co mi wtedy powiedział? — warknęła z cierpieniem w głosie, patrząc twardo na czarodzieja.
Spojrzenie Severusa utraciło martwy wyraz, a czekoladowy odcień jego tęczówek pojawił się wraz z przerażonym rozszerzeniem źrenic.
— Dlaczego mi nie powiedziałaś? — Ostry ton sprawił, że spojrzała na niego uważniej — Skąd mogłem wiedzieć, że byłaś ofiarą napaści? — Zaciskał pieści po bokach, wbijając paznokcie w skórę dłoni. — Gdybym dostał go w swoje łapy, ja...
— To czy byłam ofiarą napaści nie ma w tym momencie znaczenia, nie rozumiesz? Mogę zwyczajnie nie mieć ochoty na wciskanie języka w moje gardło, a twoim cholernym obowiązkiem jest to uszanować! — Wykrzywiła pogardliwie wargi, by po chwili spuścić nieco z tonu z westchnieniem zawodu. — Nie powiedziałam ci, ponieważ nie czułam takiej potrzeby wcześniej. Nie lubię wracać do przeszłości i nie ukrywam mojego wcześniejszego przekonania, że zrozumiesz i uszanujesz moją dosadną prośbę. — Zacisnęła powieki i odetchnęła głęboko. — Wiem, że byłeś świadkiem i ofiarą przemocy, a pewne zachowania mogą być dla ciebie niezrozumiałe, bo przywykłeś do nich, jako dziecko, ale to cię nie usprawiedliwia, jeśli atakujesz mnie po upomnieniu. — Zrobiła stanowczy wyraz twarzy, kładąc ręce na biodrach. — A jeśli chodzi o zemstę... roztrzaskałam ciało tego parszywego śmiecia o mury Hogwartu. To zdecydowanie poprawiło walkę z traumą.
— Przepraszam — wysapał z szalonym wyrazem twarzy. Wyglądał na skruszonego. Przynajmniej najbardziej skruszonego Severusa Snape'a, jakiego mogła sobie wyobrazić. — Obiecuję, że nie dotknę cię już nigdy bez twojej wyraźnej zgody.
— Nie mówię o dotyku, Severusie — przewróciła oczami. — Po prostu nie życzę sobie, abyś atakował mnie bez ostrzeżenia i nie pozwalał dojść do słowa. — Uśmiechnęła się uspokajająco. — Gdybyś dał mi jakikolwiek znak swoich zamiarów, przekonałbyś się, że równie chętnie oddałabym pocałunek. — Mrugnęła zalotnie, aby rozluźnić gęstą atmosferę.
— Nie żartuj. Nie będę się narzucał — burknął, otrzepując niewidzialny pyłek z pogniecionej szaty. Wyciągnęła różdżkę i przywróciła do porządku ich ubrania oraz włosy. Severus parsknął głośno, gdy srebrna wstążka odciągnęła jego włosy do tyłu i związała je na wysokości karku. — Widzę, że masz podobny gust do Bajki. Użyła identycznej wstążki, aby związać moje włosy na ten wieczór.
— I miała świętą rację. Wyglądasz świetnie w związanych włosach, twoje kości policzkowe i szczęka są ładnie podkreślone. — Uśmiechnęła się złośliwie, widząc jego czerwieniejącą twarz. — To miły komplement, Severusie. Mógłbyś mi podziękować.
— Nawet o tym nie myśl — warknął, odwracając się plecami i zaczął wspinać się po kamiennych schodach. Roześmiała się wesoło i ruszyła w jego ślady.
Korytarze Hogwartu oświetlał blask niebiesko-białego światła księżyca. Zaczarowane zbroje nuciły cichą pieśń o rycerstwie i poświęceniu. Nawet Irytek postanowił odroczyć żarty na później i szybował w spokojnym tempie, rzucając Severusowi i Hermionie oceniające spojrzenie i zachowując ewentualne komentarze dla siebie.
Hermiona zerknęła w zdumieniu na Severusa, który poczekał, aż poltergeist zniknie za zakrętem.
— Wielu dochodzi do błędnego wniosku, że Irytek nie dba o zamek i jego mieszkańców — powiedział tajemniczo Severus. — Mogę cię zapewnić, że nie ma w tym miejscu ducha, człowieka, czy stworzenia, które kochałoby Hogwart bardziej, niż on. — Uniósł kącik w drobnym uśmieszku. — Choć zgodzę się, że okazuje to w dość specyficzny sposób.
— Chcesz mi powiedzieć, że terror, którego uczniowe i grono pedagogiczne są świadkami od ponad tysiąca lat, Irytek wprowadza, wyrażając głębokie uczucia do szkoły? — wysapała sceptycznie, prawie biegnąc za długonogim czarodziejem. — Jakoś trudno mi w to uwierzyć.
Severus uśmiechnął się z rozbawieniem, lustrując Hermionę wzrokiem i przyspieszając kroku. Była przekonana, że kroczył korytarzem bez konkretnego celu, więc zaskoczyło ją, gdy zatrzymał się u stóp krętych schodów do wejścia na Wieżę Astronomiczną i wziął urywany oddech, wspinając się po nich ostrożnie.
Hermiona zawahała się, nie będąc przekonaną o słuszności ich wycieczki w to tragiczne miejsce.
— Chodź — powiedział Severus, patrząc na kobietę przez ramię. — Jak nie teraz, to nigdy.
Skinęła głową, idąc w jego ślady.
— Co tu robimy? — Zmarszczyła brwi, docierając do barierki o którą oparł się Severus, patrząc na taflę spokojnego jeziora.
— Od pięciu lat unikałem odwiedzin. Pomyślałem, że będziesz zadowolona, towarzysząc mi w tym wzniosłym wydarzeniu — sarknął, chwytając palcami barierkę w stalowym uścisku.
Przysunęła się bliżej, kładąc rękę na ramieniu czarodzieja, nie będąc nawet odrobinę zaskoczona, gdy wzdrygnął się na ten gest.
— Śmierć dyrektora nie jest twoją winą, nie chciałeś tego — broniła zacięcie. — Dumbledore umierał od klątwy, zlitowa...
— Nie mów tego — przerwał Severus. — To zabawne, że przedstawił mi ten sam argument.
Policzki Hermiony nabrały więcej koloru.
— Zlitowałeś się nad nim — dokończyła uparcie. — Znaczącą różnicą jest dokonanie czynu na prośbę cierpiącej osoby, a zamiar pozbawienia życia dla własnych korzyści.
— Myślisz, że w praktyce ma to znaczenie? — zapytał, nie odrywając oczu od nocnego krajobrazu kwitnących błoni.
— Oczywiście. — Ścisnęła ramię Severusa, ciesząc się skrycie, gdy tym razem przyjął gest bez wzdrygnięcia. — Powiedz mi jak się czujesz... — poprosiła niepewnie.
Severus skierował na Hermionę puste oczy, które w następnej chwili przybrały smutny wyraz.
— Zawiedziony. — Odczekała, aż mistrz eliksirów zdecyduje się kontynuować. — Zły — dodał, zwiększajac nacisk na skrzypiącą barierkę, przez którą pięć lat temu wypadł Albus Dumbledore. — Zdradzony — wydusił przez zaciśnięte gardło.
Zacisnęła usta w wąską linie, słysząc jego pełny emocji ton.
— Przed przybyciem do Hogwartu feralnej nocy, Harry i Dumbledore znaleźli fałszywy medalion w jaskini. Atrapa znajdowała się w misie wypełnionej tajemniczym, magicznym płynem. Czy znasz eliksir, który żarzy się zielonym blaskiem i po wypiciu wywołuje halucynacje najgorszych koszmarów pijącego?
— Jest wiele tego typu eliksirów. — Severus wyglądał na zakłopotanego.
— Riddle pożyczył Stworka od Regulusa, aby przetestować eliksir w roku, w którym umieścił tam medalion, czyli bezpośrednio przed zaginięciem Blacka...
— Oh... — szepnął ze zdezorientowanym wzrokiem. — Ja... — pokręcił głową dość histerycznie. — Wydaje mi się, że masz na myśli Eliksir Rozpaczy. Zastanawiałem się do czego Czarny Pan potrzebuje tak okrutnej mikstury i cóż, nie trudno zgadnąć, że dobrze znam jego twórcę...
— To ty — szepnęła, potwierdzając swoje wcześniejsze podejrzenia. Severus Snape był genialnym człowiekiem. Nie trudno się domyślić, że mógł mieć coś wspólnego ze stworzeniem tak złożonego eliksiru. — Świetnie — dodała do siebie, a widząc jego niedowierzającą minę, sprecyzowała: — W takim razie doskonale zdajesz sobie sprawę z działania eliksiru. Lepiej, niż ktokolwiek z nas wszystkich. — Skinął głową, milcząc. — Dumbledore wypił eliksir i rozkazał Harry'emu obiecać, że cokolwiek się stanie, dopilnuje aby dyrektor wypił płyn do samego końca. Harry opowiadał mi o przerażających jękach Dumbledore'a i o rzeczach, które mówił w agonii. Większość wizji na pewno dotyczyła jego rodziny, ale na samym końcu wypowiedział imię Harry'ego oraz twoje. — Severus utkwił w Hermionie badawcze spojrzenie. — Żałował tego, do czego cię zmusił, Severusie. Miał wyrzuty sumienia i nigdy cię nie przeprosił za swoje czyny, ponieważ skrycie wstydził się swoich manipulacji. Przynajmniej łudzę się, że tak właśnie było.
— Jego portret... — wyszeptał, roztrzęsionym głosem.
— Jego portret, to tylko zbiór wspomnień, które Dumbledore sam tam umieścił. Takim siebie widział i takim chciał zostać zapamiętany. Magiczne portrety dają nam zarys prawdziwej jednostki, ale brakuje im duszy, Severusie. Nie możesz oceniać jego wyrzutów sumienia na podstawie farby olejnej.
— Nie broń go! — wysyczał przez zaciśnięte zęby.
— Nigdy nie miałam na celu go bronić. Doskonale wiem, jakim człowiekiem był Albus Dumbledore i dlaczego posunął się do tych wszystkich manipulacji. — Westchnęła, spuszczając nieco z tonu. — Moim celem było uświadomienie ci, że nie miałeś wpływu na toczące się wydarzenia. Byłeś tylko pionkiem, związanym przysięgą lojalności. Zrozum... nie jesteś winny jego śmierci.
Severus ukrył twarz w dłoniach, opierając łokcie na skrzypiącej barierce.
Serce Hermiony pękło na widok roztrzęsionego czarodzieja, walczącego z własnymi demonami, więc nie zastanawiając się dłużej, objęła mężczyznę ramionami i wtuliła twarz w jego plecy, pokryte granatowym materiałem szaty.
Po chwili, która mogła trwać sekundy, minuty lub godziny, Severus obrócił się w jej ramionach i objął jej ciało, trzymając się go jak koła ratunkowego. Słyszała jego urywany oddech i poczuła wilgoć w zgięciu szyi, do którego wtulił twarz. Jakakolwiek reakcja z jej strony mogłaby spowodować chęć natychmiastowego odcięcia emocji przez Severusa, więc milczała, zapewniając mu potrzebny komfort.
Z jednej strony, Hermiona przeklinała pomysł wspięcia się na wieżę i wspominanie okropnego okresu ich życia. Z drugiej strony, Severus potrzebował oczyszczenia i pozbycia się demonów przeszłości, które nawiedzały go w koszmarach.
Świszczący oddech czarodzieja uspokoił się. Severus zwolnił żelazny uścisk na drobnej sylwetce czarownicy i przetarł twarz rękoma. Hermiona odwróciła wzrok, aby dać mu pozory prywatności.
— Dziękuję — wychrypiał. — Twoje wsparcie wiele dla mnie znaczy.
Zaschło jej w ustach na ilość emocji buzujących w jego niespokojnym tonie.
— Oczywiście — odpowiedziała równie poruszona. — Zawsze możesz na mnie liczyć, Severusie.
Chwycił ją za rękę, wyprowadzając z Wieży Astronomicznej lżejszym krokiem, niż wcześniej.
— Chcesz mnie zamęczyć? — wysapała z wysiłku. — Nawet będąc uczniem, nie przeszłam tyłu kilometrów korytarzami Hogwartu!
Spacerowali, błądząc po zamkowych zakamarkach. Severus uparł się, że pokaże jej każdy kąt lochów, których nie miała okazji dokładnie zwiedzić w przeszłości. Pokusili się nawet na odwiedzenie pokoju wspólnego Ślizgonów, gdzie jeden z uczniów zasnął na skórzanej kanapie. Hermiona zachwycała się ogólnym klimatem, który panował w tym miejscu. Zielona poświata, wydobywająca się zza masywnej okiennicy, nadawała mroczny klimat i zdziwiła się, że nastrój panujący w pokoju wspólnym był przez to dość intrygujący.
Maszerowali wzdłuż korytarza na drugim piętrze. Stopy odmawiały jej posłuszeństwa, więc zbuntowała się i stanęła w miejscu, krzyżując ręce na piersi.
— Gdzie mnie prowadzisz? Wystarczy mi zwiedzania!
Severus uśmiechnął się złowrogo i poprowadził Hermionę za ramię w stronę wejścia do gabinetu dyrektorki.
— Zobaczysz — uciął tajemniczo i zwrócił się do kamiennego gargulca.
— Lapis! otwórz te ślepia samodzielnie, albo ci w tym pomogę — drwił z uśmieszkiem.
— Dyrektorze. — Chimera otworzyła jedno oko i uśmiechnęła się szeroko na widok Severusa. Wyglądało to dość komicznie na jej pysko-dziobie.
— Teraz posłuchasz mnie uważnie — wycedził Severus. — Nie chcę być odbiorcą twoich żałosnych wierszyków. Będziesz milczeć, wpuścisz mnie do gabinetu i zapomnisz, że kiedykolwiek mnie widziałaś, jasne?
— Jasne — prychnęła urażona Lapis, wpuszczając niecierpliwą parę na ruchome schody.
Hermiona nie zrozumiała tej krótkiej wymiany zdań, a coś czego nie pojmowała- zawsze wprowadzało ją w stan panicznej frustracji.
— Co tu robimy? Dlaczego wpuściła cię bez hasła? Co pomyśli Minerwa? Dlaczego nie lubisz wierszyków chimery? — wyrzucała słowa, jak pociski z karabinu.
— Zamknij się wiedźmo. — Mężczyzna przewrócił oczyma na jej głód zdobywania informacji i popchnął ją w stronę dużych drzwi z kołatką w kształcie gryfa.
Z wyjątkiem momentu po zakończeniu bitwy, Hermiona nie miała okazji bywać w gabinecie dyrektora. Westchnęła głośno na widok okrągłego pomieszczenia. Ciche odgłosy dobiegały z każdej strony. Na stołach o cienkich wrzecionowatych nogach stały różne srebrne urządzenia, wydające warczące dźwięki. Olbrzymie biurko z nogami w kształcie szponów było otoczone wysokimi półkami zacnej biblioteki.
Merlinie!
— Widzę, gdzie patrzysz — parsknął rozbawiony czarodziej. — Nawet o tym nie myśl.
— Ale przecież mamy trochę czasu, mogłabym... — Profesorskie spojrzenie Severusa, odesłało ją do czasów szkolnych. — Zgoda. — Odpuściła temat, dąsając się teatralnie. — Mogę wiedzieć dlaczego tu jesteśmy?
— Nie, dopóki nie będziemy sami.
Spojrzała na portrety śpiących dyrektorów, którzy byli marniejszymi aktorami, niż ona lotnikiem - a to o czymś świadczyło.
— Wyjazd z gabinetu — warknął Severus do olejnych postaci na płótnach.
Portrety podskoczyły, jak na komendę i zaczęły usuwać swoje osoby z ram obrazów, nie zapominając, aby z szacunkiem przywitać się z byłym dyrektorem i jego gościem.
— Czy Minerwa usunęła portret Dumbledore'a? — zapytała z ciekawością Hermiona.
— Nie. Myślałem, że zauważyłaś naszego honorowego gościa na przyjęciu...
— Żartujesz? — Rozszerzyła oczy w zdumieniu.
— Absolutnie. — Uśmiechnął się drwiąco. — Miałem nieprzyjemność prowadzenia krótkiej rozmowy z byłym dyrektorem. Uważa, że przyczynił się do zakończenia wojny.
— Oh, tak. Oczywiście — mruknęła pod nosem, ale Severus usłyszał ironię w jej głosie, odpowiadając głośnym, szyderczym śmiechem.
— Gdybym tylko mógł zobaczyć jego wyraz namalowanej twarzy, na dźwięk tych słów z ust jego złotej Gryfonki...— Rozpromienił się na wizję i zachichotał mrocznym śmiechem. — Taaaak... w końcu lata mojego cierpienia by się opłaciły.
Ryknęła śmiechem na wyraz jego chciwej satysfakcji i przyjemności z dokuczenia Dumbledore'owi. Rozglądając się po pustych ramach, podskoczyła z zaskoczeniem na widok paciorkowatych, ciemnych oczu Fineasa Nigellusa, które obserwowały ją z wyższością.
— Pff... szla... — zaczął z drwiącym uśmiechem, ale jego kąciki opadły, gdy burza gradowa w postaci Severusa Snape'a pojawiła się w jego bezpiecznej strefie nos w nos z namalowaną twarzą Fineasa.
— Jeszcze raz usłyszę, że nazywasz pannę Granger tą obrzydliwą obelgą lub używasz tego słowa w odniesieniu do kogokolwiek innego w mojej obecności, to wiedz... — Jego głos odzwierciedlał obietnicę śmierci po śmierci w męczarniach ognia piekielnego. — Znajdę każdy z twoich portretów i samodzielnie stworzę zaklęcie, które umożliwi mi rzucenie Crucio na farbę olejną — wyszeptał z morderczym błyskiem w oku, patrząc bez mrugnięcia na portret.
— Po co te nerwy, dyrektorze Snape? — prychnęła postać na portrecie, ale wyglądał na zbyt przestraszonego, aby się kłócić. — Chodziło właśnie o mój drugi portret, szla... — Spojrzał na Severusa ze strachem. — Ojoj, nie wiń mnie. — Zaśmiał się nerwowo. — Trochę mi zajmie zmiana nawyków. Rzecz w tym, że panna Granger bezprawnie przywłaszczyła sobie mój drugi portret i do teraz jestem zmuszony oglądać jej bieliznę wewnątrz torebki. — Spojrzał na Hermionę z drwiącym uśmiechem. — Naprawdę panno Granger? Szmaragdowa koronka? — parsknął na jej rozszerzający się rumieniec. — Chyba jednak będę w stanie cię zaakceptować.
— Przepraszam, panie dyrektorze. — Sapnęła na świadomość swojego błędu. — Zapomniałam o twoim portrecie, nie byłam na Grimmauld Place dwanaście od lat.
— A mówią, że jesteś bystra — powiedział unosząc brew i znikając za ciężką, pozłacaną ramą portretu.
Severus odwrócił się od pustego płótna i spojrzał na nią ze złośliwym uśmieszkiem. Przeszły ją ciarki strachu i podekscytowania na widok jego pewności siebie.
— Chciałaś wiedzieć co tu robimy? — Uniósł brwi, robiąc krok w jej stronę. Hermiona skinęła głową, a jego uśmieszek zmienił się w najbardziej seksowny uśmiech, jaki widziała na jego twarzy. — Minerwa wyjechała na długi weekend do Irlandii na rodzinną wizytę. — Rzucił Tempus różdżką. — Właśnie wyruszyła w drogę.
Hermiona była zdezorientowana, a fakt że Severus zbliżał się do niej powoli, najwyraźniej zaganiając ją w „ślepą uliczkę", nie wróżył nic dobrego.
Albo wręcz przeciwnie, Hermiono...
Stanął przed nią dumnie wyprostowany z miną zadowolonego z siebie naukowca, który odkrył lek na mugolskiego raka. Oparł ręce na biurku po każdej ze stron jej ciała. Pierwszy raz w życiu widziała Severusa Snape'a, który jak przypuszczała, próbował flirtować, co w połączeniu z jej niezrozumiałym pociągiem do mężczyzny, spowodowało natychmiastowe zwilżenie jej majtek.
— Poprosiłaś o cywilizowaną negocjację, gdy będę chciał przedłużyć nasz układ. Oto moje żądanie... kontynuujemy układ, ale nie będę w pełni twoim uległym. Chcę przejąć kontrolę, jeśli najdzie mnie taka chęć. Oczywiście masz pełne prawo do odmowy, jeśli chwila nie będzie dla ciebie komfortowa. Rezygnuję z prawa do wyboru innej partnerki. — Zmrużył niebezpiecznie oczy. — Nie jestem przedmiotem aukcyjnym, a układ z tobą całkowicie mi odpowiada. — Uniósł brew ze śmiałością, ale widziała zdenerwowanie w jego oczach. — Zgadzasz się?
Układ z Severusem nie miał trwać dłużej, niż kilka tygodni. Nie był w pełni uległym, a to powinno być głównym powodem do odrzucenia jego propozycji.
Jednak...
Sposób w jaki jej ciało reagowało na jego zwinne dłonie, powodował przyspieszenie bicia jej serca. Była jedyną kobietą, której kiedykolwiek tknął i musiała przyznać, że podświadomie rościła sobie prawo do jego osoby.
Jakbyś się poczuła, Hermiono? Jakbyś zareagowała, gdyby inna kobieta położyła swoje chciwe łapska na twoim czarodzieju?
— Zgadzam się. — Nie poznała własnego głosu, gdy ten ochrypły szept dobiegł do jej uszu.
Kąciki ust Severusa rozciągnęły się w wyjątkowo pociągającym uśmiechu, a jego powieki zatrzepotały powoli, jakby chciał nawilżyć gałki oczne, wyostrzając tym samym wzrok.
— W takim razie, panno Granger... — Jego twarz zbliżyła się na centymetr od jej własnej i musnął wargami jej rozgrzany policzek. — Ostrzegam, że powinnaś podjąć szybką decyzje w sprawie zostania na miejscu lub natychmiastowego opuszczenia gabinetu... — Zakreślił palcem nieokreślony wzór na jej biodrze i uśmiechnął się tym cholernie podniecającym, małym uśmiechem. — ... bo mam zamiar cię pieprzyć do nieprzytomności na tym biurku.
Całe jej ciało pokryła gęsia skórka a jej rdzeń zacisnął się gwałtownie na jego wulgarne określenie wypowiedziane tonem nieznoszącym sprzeciwu.
— Dlaczego tutaj? — Uczepiła się myśli, aby nie stracić zmysłów i zadała pytanie, które nie miało w tej chwili żadnego znaczenia.
Cholera, Hermiono! Choć raz w życiu powstrzymaj się od pytań!
Severus przewrócił oczami i ugryzł jej szyję, zostawiając ślady zębów na jej wrażliwej skórze. Wygięła się za nim, jak magnes podążający za gładkim metalem i westchnęła cicho, gdy jego język zakreślił wilgotną ścieżkę do jej ucha.
— Ponieważ od jakiegoś czasu — szepnął ochrypłym głosem, podgryzając płatek jej ucha. — ...w mojej głowie widnieje wizja twojego nagiego ciała wijącego się pode mną... — Złożył szlag pocałunków wzdłuż jej szyi i policzka, aż zatrzymał się przy jej ustach. — ...właśnie na tym biurku. — Uśmiechnął się. — Mało tego, mam zamiar udowodnić ci, że tylko zyskasz pozwalając mi na kontrolę.
— Śmiałe słowa, jak na kogoś kto zaledwie tydzień temu stracił dziewictwo — parsknęła, nie mogąc się powstrzymać.
Jej policzki zbladły na widok jego złowrogiego uśmiechu.
— Zapewniam, że miałem sporo czasu na planowanie dzisiejszego wieczoru — zamruczał głębokim barytonem.
Chwyciła jedwabny materiał jego szaty, aby uczepić się czegoś stabilnego. Reakcja jej ciała na jego obiecujący największe rozkosze ton, była natychmiastowa. Powinna pomyśleć o swojej nagłej zmianie preferencji, skoro wymagający Severus, samym głosem i lekkim dotykiem, wzbudzał w niej chęć zerwania majtek i oddania się w jego ręce... palce... usta... cokolwiek.
Spojrzała mu w oczy z błyskiem intrygi i przyciągnęła jego biodra do siebie, aby nie stracić resztki kontroli nad sytuacją.
— Severusie... — szepnęła z lekkim uniesieniem ust w kącikach. — ...bardzo dużo mówisz... Może zajmiesz się czymś bardziej produktywnym?
Wszelkie jej dalsze słowa zostały ucięte, gdy wymagające usta czarodzieja docisnęły się do jej rozchylonych warg z pomrukiem przyjemności. Poczuła uśmiech mężczyzny na swoich ustach, gdy mimowolnie przycisnęła się bliżej jego ciała, ocierając się sugestywnie o jego twardą erekcję. Delikatny materiał jego szaty nie był w stanie ukryć jego sztywności, tym samym, nie mógł ochronić się przed stymulacją. Usłyszała gwałtowny wdech, który zmienił się w urywany jęk.
— Brakowało mi tego — wyszeptał między pocałunkami.
Oh, najświętsza Hekate!
Wzrok Severusa sugerował jasno i przejrzyście, że Hermiona nie wyjdzie z gabinetu w jednym kawałku.
