ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI
RÓŻNICA TEMPERATUR
Kominek w salonie zaczął przygasać. Severus machnął nadgarstkiem nad paleniskiem, aby utrzymać przyjemne ciepło komnat. Zamawianie kolacji u skrzatów nie zajęło mu długo, więc zdziwił się widząc, że Hermiona zdążyła przysnąć w tym krótkim czasie. Rozsiadł się na fotelu, aby mieć dobry widok na czarownicę śpiącą na kanapie. Głośne komplementowanie cudzego wyglądu nie było jego konikiem, jednak musiał przyznać przed samym sobą, że ostatecznie przepadł na widok Hermiony w granatowej sukni. Przez cały wieczór nie mógł się powstrzymać od śledzenia kobiecej sylwetki, która kołysała się między tłumem czarodziejów w Wielkiej Sali. Wzniosłe uroczystości przyprawiały go o ciarki wstrętu. Obecność Hermiony na jego ramieniu, wydawała się wynagrodzić mu cierpienie katuszy marnego towarzystwa innych osób.
Severus rozprostował zmęczone nogi i oparł brodę na zaciśniętej pięści. Poczuł ciepło, które rozlewało się falami po jego klatce piersiowej na myśl, że Hermiona zaakceptowała jego propozycję. Cieszył się ze spotkań z wiedźmą, gdy wracał na weekendy do Onca, ale ten krótki czas już mu nie wystarczał. Pragnął poznać Hermionę od każdej strony. Pociągało go jej ciało, owszem. Jednak przede wszystkim miał ochotę poznać jej umysł. Myśl, że będzie mógł zaprosić ją na spacer po wybrzeżu któregoś z brytyjskich miasteczek lub zaproponować wspólny wieczór przy książce i filiżance herbaty, wywoływała silny przypływ ekscytacji i oczekiwania na rzeczywiste doświadczenie tych chwil. Nie planował kolejnego układu, ale to co wydarzyło się dzisiejszego wieczoru... to co zrobił dzisiejszego wieczoru...
Zachowałem się, jak pieprzone zwierzę!
Był naprawdę zaskoczony, że czarownica nie uciekła z krzykiem, mało tego, wybaczyła mu kolejną wpadkę i postanowiła dać szansę na kontynuowanie znajomości. Ostatnią rzeczą jaka przyszła mu do głowy było skrzywdzenie tej cudownej kobiety, a fakt że poczuła się atakowana...
Jesteś idiotą, Severusie.
Poczuł mdłości na myśl, że została napadnięta przez tego obrzydliwego wilkołaka, a on nieumyślnie przypomniał o incydencie. Gdy tylko uspokoił umysł, oderwał się od jej słodkich ust i zobaczył strach w jej spojrzeniu...
Merlinie... nie chcę tego ujrzeć nigdy więcej.
Niepewność w słuszności swoich działań odebrała mu wszelką nadzieję na udany wieczór. Nie planował również rozłożyć jej na biurku Minerwy, ale ukrywanie swojego pociągu do tej kobiety było bezcelowe. Próbował zatrzasnąć za ścianami umysłu liczne fantazje o pieprzeniu jej w gabinecie dyrektora, ale zorientował się, że Hermiona potrafiła wyczuć jego najmniejszy płomień podniecenia i zmienić go topiący wszelkie zmysły żar pożądania.
Przez większość swojego życia nie odczuwał wyrzutów sumienia. Oczywiście żałował Lily, w końcu stał się pośrednią przyczyną jej śmierci, lecz obrażanie, szydzenie lub inne słowne krzywdzenie drugiego człowieka nie powodowało u niego gorszego samopoczucia i tym samym, nie analizował traum, które stworzył u innych osób. Hermiona jednak, była jedyną osobą z którą miał ochotę obchodzić się delikatnie. Przypominała kwiat, który pomimo zdrowych włókien, łamie się przy mocniejszym nacisku. Była twarda i niezależna, jednocześnie empatyczna i uczuciowa. Obawiał się, że mógłby ją w jakiś sposób nieświadomie zranić, iż jego postrzeganie świata i reakcje na impulsy z otoczenia zdecydowanie odbiegały od jej własnych. Miał duży problem z nawiązywaniem relacji z drugim człowiekiem, a demony zamieszkujące w jego duszy, czasami dawały znać o swojej trwałej obecności.
Poruszyła się we śnie, a z kącika jej ust pociekła strużka śliny. Normalnie skrzywiłby się na widok kogoś, kto pokrywa jego kanapę swoimi wydzielinami, jednak... Patrząc na śliniącą się we śnie Hermionę był pewien, że to co obecnie odczuwa jest dalekie od niesmaku i bardziej przypomina rozczulenie.
Mięknę na stare lata.
Nigdy nie spotkał kobiety, której oczy żarzyły się gorącym blaskiem na widok starej książki. Otrzymane w nagrodzie Dzieje Hogwartu były unikalne, to fakt. Jednak sposób w jaki zacierała swędzące ręce, oblizywała suche od szoku wargi i wciągała głębokie oddechy, które poruszały jej pełnymi piersiami...
Tak, zdecydowanie miękniesz staruszku.
— Czy mam coś na twarzy? — Zatapiając się w myślach nie zauważył, że czarownica ocknęła się z półsnu i przygląda się z zainteresowaniem Severusowi. — Wyglądasz, jakbyś chciał mnie zjeść — zachichotała słodko, opierając ciężar ciała na łokciach.
— Dziękuję, dziś już miałem taką przyjemność — Uniósł brew porozumiewawczo. — ale jeśli musisz wiedzieć, ciekawska wiedźmo, to zastanawiałem się jakiego zaklęcia użyć, aby wyczyścić plamę śliny, którą zostawiłaś na mojej kanapie. — Próbował odzyskać sarkastyczny ton głosu, który zawsze pojawiał się w przypadku szydzenia z innych, ale zdołał tylko ochłodzić brzmienie o kilka stopni.
— Czy skrzaty przyniosły coś dobrego? — zapytała, ignorując jego zaczepkę i machnęła ręką nad mokrą plamą, aby usunąć ślady zbrodni ze skórzanej kanapy. — Zgłodniałam.
— Za chwilę powinny tu być.
Jak na zawołanie, dwa hogwardzkie skrzaty pojawiły się w pokoju w towarzystwie cichego pyknięcia i stosu apetycznie pachnącego jedzenia. Nakryły do dębowego stołu i z uśmiechem na ustach pstryknęły synchronicznie palcami, a w całym pokoju pojawiło się kilkadziesiąt świec, które rozświetliły salon w ciepłym świetle. Rozchichotane, romantyczne gnomy zniknęły z cichym trzaskiem, a Severus spojrzał morderczym wzrokiem w miejsce, w którym przed sekundą stały.
Hermiona rozszerzyła oczy i rozejrzała się po pokoju ze szczęśliwym uśmiechem.
— Poprosiłeś skrzaty o świece? — szepnęła z rozszerzającym się rumieńcem na policzkach.
— Tak.
Nie miał pojęcia dlaczego to powiedział. Oczywiście nie był jakimś romantycznym typem mężczyzny, który rozsypuje płatki róż po całej sypialni, aby sprawić komuś przyjemność. Świece były pomysłem skrzatów, a on zdziwił się na ten widok równie mocno, co Hermiona...
Ale...
Jej oczy rozbłysły szczęściem, a usta rozciągnęły w oczywistym zadowoleniu z sytuacji, więc co miałem powiedzieć? Nie, Hermiono. Nie poprosiłem o świecące badyle, które sprawiły, że promieniejesz z zachwytu?
— Zjedzmy, bo wystygnie! — krzyknęła ochoczo, chwytając go za rękę i ciągnąc w stronę stołu.
Niechętnie wypuścił jej ciepłą dłoń, która pasowała idealnie do jego chłodnej i usiadł naprzeciwko czarownicy. Nalał czerwonego wina do dwóch wysokich kieliszków i stuknął swoim w jej we wzniosłym toaście z sarkastycznym uśmieszkiem.
— Za jaja pana Foxa, aby swędzenie spowodowane twoim zaklęciem sprawiło mu nieprzyjemny dyskomfort.
Czarownica zachłysnęła się winem, kaszląc jak gruźlik na łożu śmierci i uniosła swój kieliszek na wysokość ust ułożonych w rozbawionym uśmiechu.
— Za zaklęcia czyszczące Minerwy, które będą musiały uporać się z dowodami naszych dzisiejszych wyczynów na jej biurku.
Zachichotał mrocznie i przełknął łyk wybornego wina skrzatów. Przyglądał się Hermionie kątem oka i starał się wyłapać każdy najmniejszy wyraz przyjemności na jej twarzy. Oblizała pełne wargi i uniosła otoczony makaronem widelec do ust, wsuwając go powoli i zamykając oczy, gdy smak rozpłynął się na jej języku. Krew w jego wąskich żyłach zgęstniała, odcinając organizmowi dostęp do niezbędnego tlenu, a po jego szyi spłynęła strużka potu na nagłe uczucie gorąca. Mała plamka sosu pokryła kącik jej ust, więc starła ją palcem serdecznym i włożyła koniuszek paliczka do ust. Dźwięk gongu rozbrzmiał mu w głowie, tłumiąc wszystkie pozostałe zmysły. W tym momencie był skupiony jedynie na opuszce jej palca, która pokrywała się wilgocią i przywołała na myśl moment w którym jej usta zamknęły się w wokół jego...
Westchnął cicho na wizję majaczącą w jego umyśle. Hermiona uniosła zdezorientowany wzrok, a jej marzycielskie oczy rozszerzyły się na widok jego wygłodniałego spojrzenia.
Znów ją przestraszysz, jeśli będziesz seksualizował każdy najmniejszy gest!
Średnica jej czarnych źrenic gwałtownie się powiększyła, a usta rozchyliły w płytkim oddechu.
Hmm.. nie wygląda na przestraszoną, a raczej...
Patrzyli na siebie bez mrugnięcia, a gdy napięcie stało się nie do wytrzymania - odchrząknął ochryple i odwrócił wzrok na ogień w kominku, który płonął równie zaciekle, co jego ciało i policzki Hermiony.
Dokończyli posiłek w napiętej ciszy. Severus starał się zapanować nad reakcjami swojego zdradzieckiego ciała, które z własnej woli przybliżało się do czarownicy siedzącej naprzeciw, jakby było przyciągane niezrozumiałą magią.
— Wydaje mi się, że powinienem odpocząć. To był ciężki dzień.
— Umm... co? — zatrzepotała rzęsami w szybkich mrugnięciach i zmarszczyła brwi w zmieszaniu. — Ah, tak. Jasne... położę się na kanapie, wydaje się wygodna.
Wyglądała na kompletnie zakłopotaną i zastanawiał się, czy znów zrobił lub powiedział coś nie tak.
— Nie żartuj, wiedźmo — zmrużył groźnie oczy, zaciskając wąskie wargi w krzywym grymasie. — Uważasz, że zgodzę się, aby zaproszona przeze mnie kobieta męczyła kości na kanapie? — prychnął i wstał od stołu. — Jesteś naprawdę naiwna, Granger.
— Jestem mniejsza, będzie ci tu niewygodnie.
Przewrócił oczami.
— Twoja naiwność jest znacznie głębiej zakorzeniona niż myślałem, skoro twierdzisz, że mam zamiar spać na tym rozklekotanym starociu, wiedźmo. — Przyjrzał się swoim paznokciom. — Spaliśmy obok siebie kilka razy, nie zaszkodzi, jeśli położysz się obok mnie na łóżku — powiedział neutralnie z lekceważącym wzruszeniem ramion, które nie odzwierciedlało szybkiego bicia jego pełnego nadziei serca.
— Nie sypiam z nikim. — Poczuł niewiarygodną ulgę na słowa Hermiony, ale żadna z szalejących w jego głowie myśli, nie pojawiła się na jego twarzy. — Poza tym, nie powinnam tego robić wcześniej w Onca. Złamałam regulamin.
Oh, na cycki Hekate!
— Słyszysz co mówisz? — uśmiechnął się drwiąco. — Twój wyraz twarzy przypomina winną uczennicę, która złamała zasady obowiązujące w szkole — uniósł brew. — Czy mam Ci przypomnieć, że sama wprowadziłaś ten regulamin?
— A jakie to ma znaczenie? — zacisnęła usta w wąską linie. — Wymagam przestrzegania punktów regulaminu od członków klubu. Jakim właścicielem jestem, skoro sama się do nich nie stosuję?
— Hmm... przeciętnym? — uśmiechnął się z rozbawieniem na jej oburzoną minę.
Uparta wiedźma!
— Nie taka była umowa, Severusie — burknęła pod nosem. — Może powinnam po prostu wrócić do Onca, bo prz...
— Nie — warknął mrocznym tonem. — Zostaniesz tu ze mną. Nie puszczę cię samotnie, a nie mam zamiaru wystawiać stopy za próg moich komnat — uniósł brew. — Chyba się mnie nie boisz? Nie tknę cię palcem.
— Oh, Merlinie... — zmieszała się — wcale nie o dotykanie mi chodzi. Spanie u kogoś w prywatnej sypiali, poza klubem... to zbyt intymne. Nie na tym polega nasz układ.
— Bezpodstawnie panikujesz — parsknął, krzyżując ramiona na piersi. — To tylko jedna noc.
Stanowczy głos Severusa spuścił powietrze z wiedźmy.
— W porządku! — krzyknęła wstając od stołu. — Gdzie jest łazienka?
Wskazał palcem wejście w ścianie salonu, sąsiadujące z drzwiami od sypialni. Skinęła głową i ruszyła w ich kierunku. Zatrzymała się przy drzwiach i odwróciła z zakłopotanym uśmiechem.
— Masz coś, co mogłabym założyć? — Zmarszczyła brwi. — Wolałabym nie transmutować tej sukni. Jest zaczarowana przez Bajkę i zaklęcia mogą nie działać tak, jak powinny.
Severus uniósł brew i przywołał machnięciem ręki błękitny materiał z jednej z szafek w komodzie z kąta salonu. Hermiona złapała skrawek ubrania i rozprostowała go w powietrzu. Damska koszula nocna z błękitnej satyny lśniła, odbijając światło niedogaszonych świec. Wyraz twarzy czarownicy zmienił się z zdezorientowanego we wściekły.
— Co to jest? — wysyczała zjadliwie. — Dajesz mi łachmanki jakieś nieznanej mi kobiety? To niehigieniczne!
Przypuszczał, że higiena nie miała z tym nic wspólnego. Mógł nawet stwierdzić po wściekłym wyrazie twarzy Hermiony, że jest zazdrosna. Jego ego puchło razem z gulą w gardle na myśl, że Hermiona mogła czuć się zaborcza w stosunku do niego.
Podszedł do niej powoli, zauważając jej zaciśnięte pięści po bokach ciała i rozszerzenie nozdrzy.
Oh, wiedźmo... jesteś cholernym psem ogrodnika.
Zniżył odrobinę twarz, aby zetknąć wargi z jej lewym uchem i szepnął spokojnie z satysfakcją obserwując dreszcz, który targnął jej ciałem.
— Ten kawałek szmaty... — Wysunął język, żeby zwilżyć usta, nieświadomie dotykając płatka jej ucha. — ... to prezent świąteczny od Minerwy, która uparła się, że będzie mi dobrze w tym kolorze. — Uśmiechnął się czując jej płytki oddech na swoim policzku. — Miała niezły ubaw z Albusem, gdy otworzyłem paczkę w Wielkiej Sali.
— T-tak, t-to bardzo zabawne — wyjąkała odsuwając się od niego i przyglądając się koszuli nocnej. — Całkiem miła w dotyku, dziękuję.
Skinął głową i obserwował, jak rumieniec wstydu spływa z jej szyi. Potruchtała do łazienki z opuszczoną głową i zatrzasnęła za sobą drzwi.
Roześmiał się cichym, złośliwym śmiechem, idąc w stronę sypialni. Musiał się upewnić czy poziom czystości pokoju jest wystarczająco wysoki. Zorientował się, że skrzaty same z siebie zmieniły pościel.
Wścibskie, wtrącające się durnie!!!
Czy przyprowadzenie kobiety do kwater jest równoznaczne z zaproszeniem jej do sypialni?
Oczywiście rozważał zabranie jej w każdym kącie tych kwater, ale sposób w jaki odcięła pomysł spania w jego łóżku sprawił, że zaczął zastanawiać się czy wiedźma nie pożałowała kolejnego układu.
Usłyszał płynącą wodę w prysznicu, więc rozebrał się z szaty wyjściowej i zawinął ręcznik wokół bioder, oczekując na swoją kolej. Wszedł do salonu, chwycił kryształową szklankę i dopił resztkę Ognistej Whisky, której nie zdążył skończyć przed kolacją. Drzwi do łazienki otworzyły się z cichym skrzypnięciem, a pozbawiona makijażu twarz Hermiony pojawiła się w szparze.
Śliczna...
— Wolne — szepnęła cicho zmierzając szybkim krokiem do sypialni.
— W porządku, za chwilę do ciebie dołączę.
Nie rozumiał niepewności, która pojawiła się w jej oczach wraz z propozycją spania w jego łóżku. Zdawał sobie sprawę, że forma nocowania różniła się od tej w apartamentach Onca...
Ale przecież już dzielili łóżko, prawda?
Skorzystał z toalety i wyszorował przepocone ciało w szybkim tempie, aby nie przegapić możliwości zadania pytań, które go nurtowały. Czarownica miała tendencję do zasypiania w dziwnych miejscach w rekordowym czasie.
Syknął z bólu, gdy jego kość biodrowa zderzyła się z wykończeniem umywalki. Wyczyścił zęby zaklęciem i przeczesał wilgotne włosy palcami, aby nie przypominać niezbyt majestatycznego, zmokłego orła. Wsunął spodnie od piżamy i otworzył drzwi. Parny klimat łazienki ustąpił chłodnemu powietrzu w salonie. Severus wzdrygnął się na dreszcz przebiegający po jego torsie, wywołany różnicą temperatur.
Gdy wszedł do sypialni, światła były przyciemnione z wyjątkiem jednej pochodni nad jego stolikiem nocnym. Jego bose stopy nie wydawały żadnego dźwięku w cichych czterech ścianach pokoju. Usiadł na skraju łóżka, spoglądając na kobietę zawiniętą w szczelny kokon pościeli.
— Śpisz? — zapytał cicho, żeby w razie czego jej nie obudzić.
— Nie — wyszeptała urywanym głosem. — Czekałam na ciebie.
Położył się na plecach okrywając się kołdrą i spojrzał na sufit w celu zebrania myśli.
— Dlaczego zachowujesz się w ten sposób? — zapytał chłodnym tonem. Może zbyt chłodnym, biorąc pod uwagę sytuację w której obecnie się znajdowali.
— W jaki sposób? — Mimo, iż była odwrócona do niego plecami, mógł zobaczyć oczyma wyobraźni, jak zmarszczyła zadarty nos w zmieszaniu.
— Robisz wielką aferę o jedną noc, Granger — jego zjadliwy głos poniósł się echem po cichej sypialni. — Obiecałem, że nie będę się narzucał w żaden sposób.
Hermiona odplątała się z pościeli i spojrzała na niego zdezorientowanymi oczyma, podpierając się na łokciach.
— Nie w tym rzecz... — zmarszczyła brwi — ... ja... — odwróciła wzrok — ... nie przywykłam do spotkań z mężczyznami poza Onca. Harry i Josu są jedynymi z moich przyjaciół, którzy widują mnie po godzinach pracy i klubu. Same spotkania są w porządku Severusie, ale spanie w twoim łóżku nie powinno obejmować naszej relacji.
Severus poczuł lodowaty strumień pogardy na dźwięk imienia francuza z ust jego wiedźmy. Nie zakodował reszty zdania i być może dobrze się stało, bo mógłby stracić jakąkolwiek nadzieję, że Hermiona widziałaby go w przyszłości jako kogoś więcej niż przyjaciela, uległego czy byłego profesora. Zazdrość była silniejsza, a zapewnienia Hermiony, że nie jest związana z tym mężczyzną nie miały znaczenia. Sposób w jaki Josu patrzył na Hermionę przypominał mu większość chłopięcej części jego uczniów, którzy oferują przyjaźń ze świadomością braku innej możliwości. Nie ufał mu. Miał zamiar posłuchać rady Szalonookiego Moody'ego i zachować stałą czujność w towarzystwie ślimakożercy.
— Wyobraź sobie, że jesteś w swoim apartamencie w Onca i idź spać. Mam po dziurki w nosie twojego dziecinnego zachowania, Granger — prychnął i zamknął oczy w nadziei, że wiedźma zamknie usta i zaśnie głęboko, zanim straci resztki samokontroli i powie o dwa słowa za dużo.
Hermiona szeptała cicho, życząc mu dobrej nocy i obróciła się plecami, wzdychając ciężko.
Sen nie powitał go z otwartymi ramionami. Przewracał się na boki, aby znaleźć wygodną pozycję, a gdy w końcu zamknął ciężkie powieki i zaczął zapadać w otchłań spokojnego snu, drobne ramiona wiedźmy oplotły jego nagi tors. Podczas wcześniej spędzonych nocy, Severus zdążył zauważyć, że Hermiona podróżuje we śnie w poszukiwaniu ciepła. Obudzenie jej w tym momencie byłoby bezduszne, więc objął ją delikatnie jednym ramieniem i wtulił nos w burze jej loków, pachnących jego własnym szamponem.
Ciepłe uczucie, jakiejś nieznanej mu dotychczas emocji pojawiło się w jego sercu. Rozpoznanie tego dziwnego odczucia nie miało sensu, dopóki wiedźma wtulała się w jego ciało w ten sposób i dopóki on sam zapewniał siebie w przekonaniu, że już nigdy nie wypuści jej z objęć.
