Kamerton i słuch absolutny okazały się niezawodne nie tylko, jeżeli chodziło o lżejszy bagaż na próbę, ale także wycieczki kwintetu do lasu wyglądały mniej podejrzanie, kiedy nie musieli zabierać keyboardu czy jakiegokolwiek innego instrumentu. Ważniak sam był zdumiony, jak wszystko pięknie szło po jego myśli. Żaden Smerf niczego nie podejrzewał.
Próby również przynosiły szybkie i satysfakcjonujące rezultaty. Dla okularnika była to miła odmiana, gdy mógł współpracować z pozostałymi w przyjemnej atmosferze. Każdy członek zespołu zbyt mocno kochał muzykę, aby niszczyć nastrój, w jakim się spotykali. Oczywiście, poza próbami, często odreagowywali bycie miłym dla siebie w wiosce i Ważniak nieraz słyszał docinki od Osiłka i Pracusia, ale nauczył się cierpliwości i trzymania języka za zębami.
Jedynym problemem pozostawał brak nazwy zespołu, który nie dawał brunetowi spać spokojnie. Przebrnął już chyba przez wszystkie możliwe opcje, które ukazywałyby istotę jego zespołu bez zbędnego zdradzania szczegółów. Pozostali członkowie drużyny również obgryzali sobie paznokcie, siedząc i myśląc.
A tymczasem nadszedł ostatni dzień przygotowań do koncertu. Tego wieczora wszystkie zespoły miały udać się za kulisy już przygotowanej sceny, żeby zapisać się na jutrzejszy konkurs. Papa Smerf prosił, aby każdy zespół stawił się o godzinie osiemnastej pod sceną w całej swojej okazałości. Członkowie mieli przynieść ze sobą instrumenty, z których będą korzystać podczas koncertu, a jeżeli przygotowali dla siebie własne ubrania, przyjść przebranym jak na konkurs.
Ostatnia próba przed jutrzejszym występem przełożona została na godzinę szesnastą, każdy miał indywidualnie dojść do wyznaczonego miejsca spotkań. Punktualnie o czwartej po południu Ważniak podniósł wzrok znad jednej ze swoich książek i spojrzał na trzech swoich towarzyszy ze zmarszczonym czołem.
- A gdzie jest Smerfetka?
Ciamajda pokręcił głową i wzruszył ramionami, Osiłek i Pracuś wymienili spojrzenia.
- Nie wiemy - odparł najniższy Smerf.
- Hmm... - Brunet podrapał się po brodzie.
Podczas gdy chłopcy dyskutowali temat nieobecności Smerfetki, dziewczyna siedziała w swoim domku, pochylona nad pojedynczą kartką papieru. "Dokument" był w nienajlepszym stanie, wszędzie popisane były różne słowa, niektóre wykreślone, niektóre wzięte w kółko, niektóre oznaczone wykrzyknikami i znakami zapytania. Smerfka przejechała szybko wzrokiem po kartce, mrucząc coraz głośniej i coraz bardziej entuzjastycznie.
- Mam! - wykrzyknęła nagle, podnosząc wzrok, który padł na zegar. - O nie! Próba!
Blondynka wstała energicznie, nie zwracając uwagi na przewrócone krzesło, i wybiegła z domku z pomiętą kartką w dłoni, omal nie trącając przechodzącego nieopodal Harmoniusza.
- Hej!
- Przepraszam! - odkrzyknęła, biegnąc główną ścieżką wioski.
Zwróciła na siebie sporą uwagę, ale nie miała czasu się tym przejmować. Cieszyła się jedynie, że nikt jej nie zatrzymał. Biegła jak szalona główną ścieżką, śmiejąc się jak głupi do sera. Kiedy minęła dom Smerfików i wbiegła do lasu, maluchy spojrzały kolejno na siebie ogromnymi ze zdumienia oczami.
- Na Kłusujące Konie, ciekawe, dokąd się jej tak spieszy! - pisnęła Sasetka.
Smerfetka biegła co tchu, podekscytowana, ale także zestresowana swoim spóźnieniem. Kiedy dotarła na miejsce, zespół starał się ćwiczyć bez jej udziału. Szło im świetnie, jak zwykle, tylko brakowało im tego jednego głosu. Blondynka wparowała zdyszana w sam środek okręgu, w którym stali.
- Przepraszam... za... spóźnienie - wysapała, podnosząc nad głowę pomiętą kartkę.
- Co ci się stało? - spytał Osiłek, wybałuszając oczy na siostrę.
- Mam, Ważniaku! - krzyknęła, nie zwracając na szatyna najmniejszej uwagi. Pomachała okularnikowi kartką przed twarzą. - Mam nazwę dla naszego zespołu!
Brunet spojrzał na nią wielkimi jak pięciozłotówki oczami, machając uszami i ogonem. Po chwili wyciągnął drżącą dłoń w jej kierunku, a dziewczyna wręczyła mu swoje zapiski z miną dumnego przedszkolaka, który przyniósł swojej mamie laurkę z makaronu. Okularnik rozwinął zwiniętą kartkę i przejrzał jej niechlujną zawartość. Po chwili podniósł wzrok z powrotem na Smerfetkę.
- Cinq? - spytał z lekkim uśmiechem, marszcząc nieco czoło.
Blondynka pokiwała żywiołowo głową.
- Dlaczego nie? Oznacza liczbę pięć w naszym języku, a więc liczbę członków w zespole. Brzmi podobnie do angielskich słów związanych ze śpiewem: song, sing, sang, sung.
- Raczej bardziej brzmi jak sink, sank, sunk - parsknął lekko Osiłek. - A nie wiem, czy chcemy utożsamiać się z zatapianiem.
- Raczej z wnikaniem - odparła defensywnie Smerfetka. - Chodzi o to, że nasz przekaz ma wnikać do wnętrz słuchających nas. A więc również pasuje!
Ważniak oddał jej kartkę i zdjął okulary, aby je przetrzeć. Powoli wsunął je z powrotem na nos, mierząc siostrę intensywnym spojrzeniem.
- Smerfetko - mruknął przeciągle. - Jesteś wielka.
- No wiem - przyznała z uśmiechem, zakładając ręce i podnosząc brwi z zadowoleniem.
- Dobrze, skoro mamy to za sobą, możemy wrócić do próby.
Próba nie trwała długo. Rodzeństwo śpiewało w najlepsze, a ich harmonia roznosiła się po lesie. Nie mieli jednak pojęcia, że ktoś bacznie obserwuje ich każde spotkanie.
- Czy mamy zamiar wystąpić w jakichś konkretnych ubraniach? - zapytała Smerfetka, kiedy zespół wrócił do wioski i spotkał się na małą słodką przekąskę w różowym domku dziewczyny.
- Nie zastanawiałem się zbytnio nad tym - przyznał Ważniak, wzruszając ramionami. - Skupiłem się na istocie występu i nazwie, bo to były konieczne punkty. Zresztą, zapisy są za niecałą godzinę i szczerzę wątpię, że zdążymy przygotować jakieś stroje na czas.
- Chyba że masz jakiś pomysł, Smerfetko - odezwał się Osiłek. - Wpadłaś już na jeden, może zaskoczysz nas po raz drugi?
- Sama nie myślałam nad tym... - Blondynka zwiesiła lekko uszy, przechadzając się po pokoju z półmiskiem smerfowych ciągutek. - Przydałby się jakiś motyw przewodni.
- Nie ma sensu teraz nad tym rozmyślać - stwierdził Pracuś. - Nie mamy czasu na przygotowanie całego stroju, nawet jeżeli miałyby to być niewielkie dodatki.
- A gdybyśmy... - zaczął nieśmiało Ciamajda, ale stracił swój niewielki zapał, gdy reszta spojrzała w jego stronę. - Nie, nieważne...
- Nie! - krzyknęła Smerfetka. - Właśnie, że ważne! Jeśli chcesz coś zaproponować, możesz śmiało to zrobić!
- Każdy ma prawo coś zasugerować - dodał Pracuś.
- No bo tak sobie pomyślałem... - kontynuował cicho rudowłosy ze wzrokiem wbitym w podłogę. - Może moglibyśmy ubrać się po prostu w kolory jesieni? No wiecie, żółty, czerwony, pomarańczowy, i tak dalej...
- To jest naprawdę fajny pomysł, ale...
- Ja na przykład mam tylko białe ubrania - wtrąciła blondynka.
- Ja mam swój czerwony tank top, więc nie widzę osobiście problemu. - Osiłek wzruszył ramionami.
- A ja mam zapasową parę roboczych spodni, pomarańczowych zresztą.
- Na pewno mam gdzieś żółtą koszulę - zamyślił się Ważniak. - Gdyby tylko Smerfetka miała kolorową sukienkę...
- Ja mam brązową bluzę. To też jesienny kolor, prawda? - spytał gapowaty Smerf.
- Tak. - Okularnik pokiwał głową.
- Możemy poświęcić jedną twoją sukienkę i poddać szybkiemu barwieniu i suszeniu - zaproponował blondyn, spoglądając na siostrę.
- Co znaczy poświęcić? - Smerfetka wydała się przestraszona propozycją.
- Istnieje prawdopodobieństwo, że po wymoczeniu w naturalnym barwniku i ekstremalnym osuszeniu sukienka może się skurczyć - wyjaśnił Pracuś.
Smerfka wykrzywiła lekko usta, kontemplując pomysł brata. Sama poruszyła ten temat i szczerze marzyła o tym, żeby zespół wystąpił w ładnych strojach. Jesienne barwy były natomiast pomysłem Ciamajdy, który najwyraźniej wciąż czuł się jak piąte koło u wozu, a przecież tego wszyscy chcieli uniknąć. Dziewczyna rzuciła krótkie spojrzenie rudemu Smerfowi.
- Powiedzmy, że mogę spróbować z jedną sukienką.
- Dobrze. - Ważniak podniósł się z krzesła i stanął w pobliżu drzwi. - W takim razie ja, Osiłek i Ciamajda zajmiemy się znalezieniem odpowiednich ubrań, a wy postaracie się zabarwić sukienkę Smerfetki.
Równo o osiemnastej niepełny zespół Cinq ustawił się w kolejce za innymi zespołami, aby zapisać się na jutrzejszy koncert-konkurs. Niepełny skład, ponieważ po Smerfetce i Pracusiu słuch zaginął. Pozostali chłopcy nie widzieli ich odkąd opuścili domek siostry, żeby znaleźć odpowiednie ubrania. Teraz już nie mogli się wycofać ze swoich wybranych kreacji.
Ważniak wygrzebał z odmętów swojej szafy zapinaną elegancką koszulę koloru żółtozłotego z białymi guzikami. Uznał, że brązowy krawat będzie dobrze pasował do koszuli oraz do szarych spodni od garnituru. Do tego czarne buty wyjściowe potraktował jako obowiązkowe wykończenie swojego stroju.
Osiłek jak zazwyczaj nie stawiał na zbytnią elegancję. Uważał, że każdy powinien ubrać się tak, aby na scenie pokazać przede wszystkim prawdziwego siebie, dlatego zgodnie z obietnicą założył swój ulubiony czerwony tank top, brązowe spodenki i szare buty do biegania. A przynajmniej tak byłby ubrany, gdyby Ważniak nie przypomniał mu, że ciepłe dni minęły. Dlatego pod podkoszulką i spodenkami szatyn miał ubranie grzewcze, wykonane z cienkiego materiału, koloru szarego.
Ciamajda czuł się całkiem komfortowo w swojej brązowej bluzie z kapturem i ciemnoszarych spodniach dresowych. Natomiast jego niepokój o nieobecność Smerfetki i Pracusia był najmocniej zauważalny. Rudzielec rozglądał się często ze zwieszonymi uszami. W dodatku zapisanie się na konkurs również bardzo go stresowało.
Brunet tupał niecierpliwie nogą, starając się nie wzbudzać podejrzeń. Inne Smerfy w kolejce raz po raz rzucały triu spojrzenia o różnych intencjach, najczęściej zdawały się być zdziwione ich obecnością.
- Wystarczy tego - powiedział wreszcie Ważniak. - Trzymajcie kolejkę, idę ich poszukać.
- Oke - burknął Osiłek, stojąc tyłem do towarzyszy, a przodem do kulisów sceny, za którymi co kilka minut znikały kolejne grupy.
- O rety, Ważniaku, a może zostań? - Ciamajda wysłał bratu błagalne spojrzenie.
- To mi zajmie minuta, góra dwie - zapewnił okularnik, po czym wypchnął się z kolejki. - Na pewno siedzą u Smerfetki! - krzyknął przez ramię.
Ciamajda zaczął obgryzać paznokcie, przylegając mocniej do Osiłka, który na szczęście nie przejmował się bliskością gapowatego Smerfa. Bardziej pochłonięty był bacznym obserwowaniem poszarpanego płatu materiału, który służył za wejście za kulisy.
- A gdzie jest Ważniak?
Szatyn podskoczył, zaskoczony, i odwrócił się wraz z Ciamajdą. Smerfetka i Pracuś wpatrywali się w nich ze zmarszczonymi czołami.
- Wy tutaj?! - niemalże wrzasnął silny Smerf.
- Gorzej ci?
- Przestań się zgrywać! Ważniak poszedł was szukać do Smerfetki. Powinniście wpaść na siebie po drodze!
- Ale my byliśmy w warsztacie - odparła oniemiała blondynka, wymieniając spojrzenia z Pracusiem.
- Po prostu świetnie - warknął Osiłek, przewracając oczami. - Idę po niego.
- Czekaj! - Smerfetka położyła mu dłonie na ramionach, skutecznie go zatrzymując. - Za chwilę nasza kolej, żeby wejść. Może po prostu wejdziemy bez niego i powiemy, że mieliśmy pewien problem?
- Nie po to kazali nam wchodzić w całej swej okazałości i w ciuchach na występ, żebyśmy teraz wskoczyli tam bez założyciela zespołu. Zresztą, kiedy powiemy im, że to Ważniak jest liderem, nie zdziwią się, że nie przyszedł - zadrwił z lekkim śmiechem szatyn, kierując wzrok na Pracusia, który również lekko się zaśmiał.
- Przestańcie!
- Następni! - odezwał się głos zza kulisów i zespół zorientował się, że przyszła ich kolej.
Nagle Osiłkowi przestało być do śmiechu i przełknął głośno ślinę. Nie było co ukrywać, denerwował się, że nie pozwolą im się zapisać. Smerfetka przewróciła oczami z westchnieniem pełnym frustracji i przepchnęła się między Osiłkiem a Ciamajdą na przód. Chłopcy posłusznie podążyli za nią.
Dziewczyna bohatersko szarpnęła za szmatę okrywającą przejście i wkroczyła za kulisy. Stukot jej obcasów natychmiast zwrócił uwagą siedzącego za biurkiem Poety. Brunet od kilku dni cierpiał na brak weny twórczej, toteż sam zaproponował Papie Smerfowi, że weźmie na siebie żmudne zadanie zapisów zespołów na koncert.
- Och, witaj Smerfetko - zawołał, zadowolony z jej widoku. - Planujesz występ solowy? Jestem pewien, że będzie bombowy.
- Przyszłam z resztą zespołu. - Smerfka wskazała ręką na stojących za nią braci. - Chcielibyśmy zapisać się na jutrzejszy koncert.
- Oczywiście. - Poeta wyjął spod biurka jakiś formularz, sam przygotował pióro do zapisania czegoś na innej karcie. - Imię założyciela?
- Ważniak.
Poeta zwiesił uszy i przebiegł pospiesznie wzrokiem po zebranych przed nim Smerfach.
- Przykro mi, ale nie mogę was zapisać - stwierdził poważnym tonem, marszcząc brwi.
- Co?!
- Dlaczego?
- Ponieważ nie ma z wami założyciela zespołu.
- Chyba sobie żartujesz - warknął Osiłek, napinając się ze złości.
- Osiłku, Osiłku. - Pracuś pociągnął go lekko za ramię, prawie się na nim wieszając. - Spokojnie, Smerfetka i ja załatwimy to bez zbędnych dramatów - powiedział cichym i łagodnym głosem, uśmiechając się w przesłodzony sposób do przyjaciela. Kiedy ten rozluźnił się nieco, blondyn puścił go i stanął obok Smerfetki, pochylając się lekko nad biurkiem. - Słuchaj, każdy ma prawo mieć gorszy dzień. Po twoich ostatnich lamentach powinieneś o tym doskonale wiedzieć. Więc łaskawie zapisz nas na ten koncert!
- Coście się na mnie uwzięli?! - Poeta odsunął się nieco od biurka, mierząc ich oboje wzrokiem.
Smerfetka była ubrana w pomarańczową sukienkę z lekką domieszką brązu, pod nią miała szary golf oraz takież rajstopy, a jej buciki na obcasie błyszczały jak wypolerowane kasztany. Pracuś miał na sobie brudnopomarańczowe robocze spodnie, pod nimi szary golf, oraz glany.
Brunet parsknął śmiechem.
- To teraz bawicie się w bliźniaki czy co?
- Uch, ty...!
- Ważniak przyjdzie dosłownie za chwilkę - przerwała Pracusiowi Smerfetka, ratując sytuację. - Dopóki się nie zjawi, możemy zacząć wypełnianie dokumentów, dobrze?
Blondynka zamrugała uroczo oczkami, biorąc Poetę na litość. Ten wydał z siebie dziwny odgłos, coś pomiędzy westchnieniem a jęknięciem, ale przyłożył swoje pióro do karty.
- Nazwa zespołu?
- Cinq. C-I-N-Q.
- Wystąpicie jako ostatni.
- Ponieważ? - syknął Pracuś.
- Zgadnij - odpowiedział mu w podobny sposób Poeta.
- Chłopcy, chłopcy. - Smerfetka machała żywiołowo rękami, grając mediatora.
Tymczasem stojący sobie z boku i nie wtrącający się w konflikt Ciamajda podskoczył jakby co najmniej ujrzał ducha, kiedy ni stąd, ni zowąd czyjaś dłoń spoczęła na jego ramieniu. Osiłek odwrócił lekko głowę w jego stronę i podniósł uszy na widok zdyszanego Ważniaka. Brunet bez słowa poprawił okulary, wziął kilka głębszych oddechów, a potem przygładził krawat.
- Już jestem - wysapał. - Zgaduję, że nie byli tam, gdzie myślałem, że będą.
- Byli w warsztacie - odparł cicho Ciamajda. - Chyba cię potrzebują. Jeżeli czegoś nie zrobisz, Pracuś odgryzie Poecie głowę.
- Nie bądź śmieszny.
- Ja tam mogę uwierzyć w taki obrót spraw - mruknął Osiłek, zakładając ręce.
Okularnik posłał mu wrogie spojrzenie, po czym zbliżył się do biurka i wcisnął między blondwłose rodzeństwo.
- Już jestem - powiedział, jakby nic się nie stało, po czym szybkim wzrokiem ocenił strój Smerfetki. - Widzę, że farbowanie się udało.
- Na szczęście - odparł wciąż nerwowy Pracuś, zakładając ręce. - Ledwo zdążyliśmy tu dotrzeć.
Poeta przysłuchiwał się krótkiej wymianie zdań zespołu, jednak po chwili odchrząknął, zwracając ich uwagę na siebie.
- Skoro już jesteście w komplecie, możemy zacząć wypełnianie formularza. Założyciel zespołu: Ważniak. Zastępca?
- Pracuś - wypalił okularnik. Po minie wywołanego można było wywnioskować, że nikt tego z nikim nie uzgadniał. - Chyba że jest jakiś sprzeciw?
- Nie - odparł niskim tonem Osiłek, reszta pokręciła jedynie głowami.
- Jeszcze tylko data założenia zespołu, charakter zespołu, wypisanie członków zespołu oraz wasze podpisy w odpowiednim miejscu.
W dniu koncertu wszystkie Smerfy w wiosce zwijały się jak w ukropie. Większość zespołów postanowiła ćwiczyć do ostatniej wolnej chwili, nie chcąc przegrać czy się skompromitować. Cinq stwierdzili, że dadzą sobie spokój z próbami i odpoczną, czekając do wieczora.
Smerfetka zaprosiła Ciamajdę na smerfojagodowego shake'a. W samo południe poprosili Piekarza o przygotowanie dla nich dwóch shake'ów i usiedli sobie przy okrągłym stoliczku na zewnątrz. Blondynce bardzo zależało, aby jej brat nie denerwował się wieczornym występem. Sam Ważniak zaproponował jej spędzenie kilku godzin z gapowatym Smerfem, tłumacząc swoją propozycję jej pozytywnym wpływem na rudowłosego.
- Ciamajdo, ręka ci się trzęsie. - Blondynka zmarszczyła czoło, przyglądając się niepewnym dłoniom brata.
- A, to nic - mruknął rudy Smerf, szybko zdejmując rękę ze stołu i chowając na kolanie.
- Przecież widzę, że się denerwujesz. - Smerfetka wychyliła się nad stół i dotknęła ramienia gapowatego Smerfa. Odczekała chwilę, aż wreszcie podniósł rękę i pozwolił się za nią złapać. - Hej, nie ma czego się bać.
- Skąd możesz to wiedzieć? Nawet ja nie jestem w stanie przewidzieć, co zrobię! A co, jeśli się pomylę, albo będę za szybki lub za wolny, albo złamię sobie nogę przy wejściu na scenę?!
- Spokojnie, Ciamajdo. - Smerfka posłała mu swój najpiękniejszy i najszczerszy uśmiech. - Każdy z nas ma gdzieś z tyłu głowy pytania "A co, jeśli...". Myślisz, że ja się nie stresuję? Że Osiłek nie ma tremy? Ważniak i Pracuś też nie mogą spokojnie posiedzieć przez te wszystkie zmartwienia. Chodzi o to, że mam wrażenie, że tobie się wydaje, że jesteś w tym sam i to cię stresuje najbardziej. Ale nie jesteś sam, Ciamajdo, i nie wystąpisz sam. Nie będziesz tam na scenie solo. Pokażesz, co potrafisz, ale nie będziesz musiał przejmować się całkowitą uwagą, bo ona będzie rozproszona na cały zespół. Jesteśmy zespołem, gdzie każdy jest równie ważny i równie utalentowany. Smerfom spodoba się nasz występ, przecież tyle ćwiczyliśmy i tak pięknie nam szło.
Rudy Smerf wreszcie odwzajemnił jej uśmiech, był on mniejszy i mniej śmiały, ale równie szczery. Jego dłonie wciąż drżały lekko, ale stabilny uścisk rąk Smerfetki znacznie zmniejszył to niekontrolowane drżenie.
Przez kilka minut siedzieli w komfortowej już ciszy, od czasu do czasu pociągając shake'a przez słomkę. Dzień był dość ładny jak na końcówkę października. Co prawda, słońce przykrywały chmury, ale były białe i wyglądały przyjaźnie. Tego dnia wiatr nie dokuczał mieszkańcom wioski i lasu, a temperatura była znośna, większość Smerfów ubrana była w ciepłe bluzy czy swetry oraz długie spodnie.
- Cześć, Smerfetko! Cześć, Ciamajdo!
Rodzeństwo wyraźnie podskoczyło w krzesłach, nie spodziewając się czyjegoś głosu. Przy stoliku stanęła Sasetka z dłońmi splecionymi za plecami. Jej ciekawski wzrok szybko przeskakiwał z brata na siostrę w pewnej niewyjaśnionej ekscytacji.
- W czym możemy ci pomóc, Sasetko? - spytała uprzejmie Smerfetka, wymieniając spojrzenia z Ciamajdą.
- Słyszałam, że jednak bierzesz udział w dzisiejszym konkursie - odparła ruda. - Twierdziłaś, że nie weźmiesz udziału w tym koncercie. Chciałam zapytać, co się stało, że zmieniłaś zdanie.
- Przykro mi, ale nie odpowiem na to pytanie. - Smerfetka zadarła lekko głowę. - Wolałabym zachować to w tajemnicy.
- Dlaczego? A dlaczego biegałaś tak często po wiosce? Czemu znikałaś w lesie? Czy Ciamajda też jest w twoim zespole? To znaczy, że współpracujesz z Ważniakiem? Jak do tego doszło? Powiedz, powiedz, powiedz!
- Sasetko! - krzyknęła blondynka, zasłaniając sobie uszy dłońmi. Młodsza Smerfka miała bardzo nieprzyjemny dla ucha głos. - Choćbyś dręczyła mnie cały dzień, niczego ci nie powiem. Potraktuj to jako miłą niespodziankę dla siebie i reszty wioski, dobrze?
Sasetka wydęła dolną wargę i założyła ręce, nagle naburmuszona. Pokerowa twarz Smerfetki dała jej jasno do zrozumienia, że tym razem nie wygra. Dziewczyna prychnęła, obrażona, i oddaliła się twardym krokiem. Starsza Smerfka wiedziała, że Sasetka chce wzbudzić w niej litość czy inne negatywne emocje, nie przejęła się więc tym teatrzykiem siostry i powróciła do popijania shake'a, wzruszając ramionami.
Tymczasem Osiłek i Pracuś byli zajęci naprawianiem ławki przed warsztatem. Kilka dni wcześniej deski robiące za siedzenie złamały się wpół, kiedy objedzony Łasuch postanowił zrobić sobie krótką przerwę w chodzeniu. Kiedy dosiadł się do niego Śpioch, który zasnął mu na ramieniu, oraz Maruda, który chciał posiedzieć i pomarudzić, obserwując plac, nieszczęsna ławka nie wytrzymała. Oczywiście trudno było winić tę trójkę, ławka była stara i spisana na złamanie. Ale przydawała się Pracusiowi, więc nie mógł jej wyrzucić lub, co gorsza, zostawić w tak opłakanym stanie.
Pracujące Smerfy nuciły sobie i pogwizdywały w dwugłosie przy pracy, okazjonalnie jeden lub obaj mamrotali tekst piosenki pod nosem. Wyglądali na wyluzowanych i cieszących się dniem. Był to prawdopodobnie ostatni tak pogodny dzień tego roku.
Pochłonięci swoim zajęciem nie zauważyli, że ktoś uważnie się im przyglądał. Wzrok, który na nich padał był pełen podejrzeń, pewnego rodzaju zazdrości i fałszywego przekonania o swojej wyższości nad nimi. Najpierw obserwował ich zza jednego z domków, potem stanął bliżej środka placu, a po chwili zbliżył się do ławki.
Kiedy smerfny cień padł na twarz Osiłka, ten uniósł wzrok ze swojej przykucniętej pozycji, po czym uniósł brwi i uśmiechnął się lekko.
- Witaj, Harmoniuszu.
Pochylony nad ławką z kolanem między belkami Pracuś rzucił tylko spojrzenie kątem oka, marszcząc nos i zastanawiając się, czego Harmoniusz chce. Kiedy po kilku minutach szatyn z trąbką nie odszedł, niski Smerf westchnął głośno i odwrócił się w jego stronę.
- Czy coś się stało? - zapytał od niechcenia. - Jesteśmy trochę zajęci, jak widzisz.
- Widziałem was wczoraj w kolejce na zapisy do konkursu - odparł krótko Harmoniusz. - Od czasu do czasu słyszę też wasze żałosne nucenie. Współpracujecie może z Ważniakiem czy Smerfetką?
Obaj bracia wymienili spojrzenia i wzruszyli ramionami.
- W zasadzie to po co się pytasz?
- Wszystkie zespoły ćwiczą, tylko wy się obijacie i tak się zastanawiam... Uważacie, że jesteście tak zajesmerfni, że nie potrzebujecie ćwiczyć? - Ostatnie zdanie zabrzmiało dość wrogo.
Pracuś wykrzywił jeszcze mocniej twarz i spojrzał na Osiłka, jakby chciał go zapytać: "O czym ten Harmoniusz znów gada?". Osiłek wydął dolną wargę jako sygnał, że również nie rozumie, o co chodzi fałszującemu Smerfowi. Blondyn powachlował się uszami w nagłej frustracji.
- No wiesz, Harmoniuszu - zaczął poważnym tonem. - O ile dobrze mi wiadomo, również bierzesz udział w koncercie. Więc co tutaj robisz, kiedy inni tak ciężko ćwiczą?
Harmoniusz prychnął z oburzenia. Pracuś wpatrywał się w niego poważnym, ale znudzonym wzrokiem, nie zdradzając żadnych emocji. Osiłek podniósł na niego wzrok z uniesioną brwią, parsknął lekko śmiechem i założył ręce, wracając oczami na zbulwersowanego Harmoniusza. Dobrze wiedzieli, że ego szatyna jest bardzo kruche, a chłopak uważał się za najlepszego w świecie muzyka, śpiewaka, wirtuoza itp. itd. Spostrzeżenie Pracusia wystarczyło, aby skutecznie zamknąć mu buzię.
Obrażony Smerf odwrócił się na pięcie i odszedł dumnie, trzymając głowę wysoko. Osiłek wrócił do podnoszenia desek, ale zatrzymał się, kiedy zauważył, że jego przyjaciel trzęsie się lekko ze zdenerwowania.
- Hej, łaniooki - parsknął lekko szatyn. - Wszystko w porządku?
- Tak - mruknął blondyn. Tupet Harmoniusza działał na jego nerwy, a jego usilne bycie milszym niż by chciał zawsze odbijało się później na jego samopoczuciu.
Silny Smerf postanowił nie poruszać tematu dalej.
W tym czasie Ważniak pomagał Papie Smerfowi w przenoszeniu ksiąg z laboratorium do nowej biblioteczki, ponieważ w domu lidera wioski nie było miejsca na kolejne księgi. Brunet od rana oddawał się jakimś małym pracom, aby nie myśleć o wieczornym występie. Jako założyciel zespołu i osoba ogólnie nielubiana w wiosce czuł chyba największą tremę ze wszystkich, nawet większą niż Ciamajda.
Papa Smerf wiedział, że Ważniak weźmie udział w konkursie, ale nie pytał go o żadne szczegóły. Widział, że chłopak się stresuje, dlatego zaproponował mu pomoc w układaniu książek. Ważniak mógł przy okazji zanieść do nowej biblioteczki kilka swoich książek, w końcu biblioteczka została zbudowana z myślą o wszystkich Smerfach.
Okularnik wychodził właśnie z laboratorium z kilkoma księgami w dłoniach, kiedy zatrzymał go nieco zadyszany Poeta. Smerf artysta złapał się za kolana i wziął głęboki oddech, czując na sobie nieco zdezorientowane spojrzenie Ważniaka.
- Tu jesteś! - wysapał wreszcie. - Nie rób takiej miny! Szukam cię od prawie godziny!
- Nasza wioska nie jest taka wielka, żeby tak długo mnie szukać - odpowiedział wyższy brunet. - Zresztą, chodzę w tę i z powrotem cały czas, więc trudno mnie nie zauważyć.
Oba Smerfy weszły do biblioteczki, Poeta obserwował niecierpliwie, jak Ważniak układa ciężkie księgi zaklęć na półkach. Okularnik wyraźnie się nie spieszył, za to smerfnemu artyście szybko kończyła się cierpliwość. Chłopak tupał lekko nogą, opierając się ramieniem o framugę drzwi.
- No - westchnął cicho Ważniak, otrzepując ręce. - Dlaczego mnie szukałeś? - Posłał Poecie zdziwione, ale ciekawskie spojrzenie.
- Przeglądałem wszystkie dokumenty z wczorajszych zapisów i zauważyłem, że nie macie wpisanych żadnych instrumentów, a to oznacza, że nie możecie z nimi wystąpić!
Nieco niższy Smerf wyglądał na bardzo przejętego tym faktem, ponieważ był pewien, że doszło do ważnego przeoczenia w dokumentacji i zespół Cinq na tym ucierpi. Przez chwilę Ważniakowi zrobiło się nawet żal Poety, ale nie trwało to długo. Okularnik przypomniał sobie, jaki problem robił drugi Smerf z zapisami i pomyślał, że dobrze mu tak, karma wróciła.
- Zapewniam cię, Poeto, że nie doszło do żadnego przeoczenia - mruknął z podniesioną głową, wyprowadzając drugiego bruneta z biblioteczki. - A teraz możesz wracać do swoich zajęć i dać mi w spokoju zająć się własnymi obowiązkami.
Drzwi biblioteczki zamknęły się tuż przed nosem Poety. Smerf artysta zmarszczył brwi, nic a nic nie rozumiejąc.
Na konkurs zapisanych zostało siedem zespołów. Może było to dużo, a może mało, nie miało to większego znaczenia. Całe wydarzenie było na ustach wszystkich Smerfów odkąd tylko Papa Smerf ogłosił konkurs. Miesiąc przygotowań minął uczestnikom niezwykle szybko. Ważniak miał wrażenie, jakby po ogłoszeniu konkursu mrugnął okiem i nagle znalazł się za kulisami gotowej sceny, ubrany w żółtozłotą koszulę, brązowy krawat i szare spodnie od garnituru, otoczony pozostałymi członkami swojego zespołu oraz innymi zespołami.
Jako pierwsze wystąpiły Smerfiki ze swoją nowoczesną wersją najpopularniejszych smerfnych piosenek. Dzieciaki w ogóle nie wyglądały na zestresowane, zapewne uznały koncert za świetną zabawę i nie przejmowały się opinią dorosłych. Jeszcze kilka lat temu Ważniak opisałby ich styl muzyczny za zbyt nowatorski i odbiegający dalece od tradycji. Jednak tego wieczoru jego nowy zespół sam miał w planach pokazać coś zupełnie nowego w repertuarze smerfowej muzyki, więc musiałby nazwać się hipokrytą, gdyby zaprzeczył, że muzyka Smerfików rzuca nowe, ciekawe światło na stare jare utwory.
Na razie wszystkie zespoły siedziały w ciszy za kulisami, ustawione w kolejności, w jakiej miały wystąpić. Cinq siedzieli w kącie po lewej stronie sceny, na jakichś skrzynkach i krzesłach. Jedynie Osiłek stał oparty plecami o ścianę, z założonymi rękami, zamkniętymi oczami, i oddychał głośno. Ważniak zajął samotne krzesło, głowę opierał na splecionych dłoniach, a łokcie na kolanach. Lekko pochylony do przodu wpatrywał się tępo w jeden punkt, starając się nie myśleć o niczym. Jego prawa noga podskakiwała lekko ze stresu.
Pozostali trzej członkowie zespołu siedzieli na skrzynkach. Smerfetka trzymała Ciamajdę za ręce, ale tym razem nie była w stanie zapobiec panicznemu drżeniu jego dłoni. Pracuś opierał głowę o ścianę z podciągniętymi pod brodę kolanami. Siedział najbliżej kurtyny i co jakiś czas łapał za krawędź ciężkiego materiału, aby wyjrzeć na scenę i ławki dla słuchaczy.
- Zebrała się cała wioska - wymamrotał. - Nawet Maruda przyszedł.
- Na pewno nie ścierpi ani jednego zespołu - próbowała zażartować Smerfetka, ale powiedziała to niezwykle cicho i niepewnie, wymuszając uśmiech.
Pozostałe zespoły rozpoczęły żywe rozmowy, liderzy dopingowali swoich muzyków i śpiewaków. W tym gwarze Cinq wydawali się być bardzo markotni, wręcz zagubieni. Smerfetka wodziła wzrokiem po konkurencji, część Smerfów ukradkiem rzucała im różnorakie spojrzenia.
Za kulisami pojawił się Papa Smerf, od razu skupiając na sobie uwagę wszystkich zespołów.
- Życzę każdemu zespołowi powodzenia - szepnął radośnie. - Dajcie z siebie wszystko, moje małe Smerfy. Mam ogromną prośbę do wszystkich zespołów. Każdy zespół po swoim występie nie wraca za kulisy, a siada na widowni, aby nie robić zamieszania.
Większość obecnych pokiwała głowami. Przywódca wioski zabrał ze stolika mikrofon, po czym wyłonił się zza kurtyny i stanął pośrodku sceny, witając przybyłe Smerfy. Jego przemowa była krótka i niewiele wnosiła. Starszy Smerf podał kolejność występów, a następnie przedstawił jury.
- W skład jury wchodzą: Dziadek, Niania, Poeta i Krawiec. Głównym sędzią konkursu jestem ja.
Jury siedziało w pierwszym rzędzie, Dziadek wyglądał jakby nie mógł się doczekać występów, Niania robiła na drutach i udawała znudzoną, Poeta pstrykał długopisem, co chwila coś zapisując w swoim notesie, a Krawiec bawił się swoim szalikiem.
- Jako pierwszy zespół wystąpi Kapela Smerfików w składzie: Sasetka, Nat, Gapik i Złośnik! Gorące brawa!
Kwartet młodych wydał z siebie dziki okrzyk, przybijając sobie czwóreczki, po czym Smerfiki wybiegły na scenę ze swoimi instrumentami.
Kiedy koncert oficjalnie się rozpoczął, a wszyscy wsłuchani byli w niesamowite zdolności gry na saksofonie i trąbce Gapika, Smerfetka skorzystała z okazji i pociągnęła Ważniaka za rękaw.
- Nie robimy rozśpiewki? - zapytała.
- Nie bardzo mamy jak. - Brunet pokręcił głową. - Ale spokojnie. Zrobimy bardzo szybką rozśpiewkę, kiedy Papa Smerf będzie nas zapowiadał. Aha, nie mam ze sobą kamertonu. Nie przyniosłem go na wczorajsze zapisy, więc nie mogę go mieć podczas występu. Mam dwie propozycje. Pierwsza: wchodzicie na swoje dźwięki z pamięci, a ty podasz mi pierwszy dźwięk. - Okularnik wskazał palcem na Pracusia. - Druga: podajesz dźwięki wszystkim. Druga opcja jest bezpieczniejsza, ale mniej profesjonalna i stracimy na efekcie pierwszego zaskoczenia. Wybór zostawiam wam.
Osiłek westchnął głośno, ale poza tym pozostał w tej samej pozycji, w której stał, odkąd zespół pojawił się za kulisami. Smerfetka i Ciamajda rozpoczęli cichą wymianę zdań, kręcąc co chwila głowami i wzruszając ramionami. Pracuś pozostał pasywny, ponieważ jemu było wszystko jedno, i wyglądał ukradkiem na scenę, pełen podziwu dla Smerfików.
Z każdym kolejnym występem za kulisami robiło się coraz więcej miejsca. Każdy zespół był krótko komentowany przez jury bezpośrednio po swoim występie, a członkowie jury zapisywali coś na kartkach.
Harmoniusz występował solo jako drugi. Chyba nie trzeba opisywać, jak wyglądał i brzmiał jego występ. Właściwie, nie pozwolono mu dokończyć jego nowego utworu. Papa Smerf starał się być tolerancyjny, ale nasilający się z każdą fałszywą nutą ból głowy wygrał z jego chęciami bycia sprawiedliwym.
Trzecim zespołem był były zespół Ważniaka. Ich występ był krótki, zwięzły i nie odznaczał się niczym niezwykłym. No, może poza faktem, że grający w zespole Śpioch zasnął po zagraniu jednego dźwięku.
Po tym występie Cinq przestali zwracać większą uwagę na pozostałe zespoły. Ich kolej zbliżała się wielkimi krokami, wraz z nimi zwiększał się stres, strach i obawy każdego członka zespołu. Noga Ważniaka podskakiwała coraz szybciej, a brunet nie miał nad tym większej kontroli. Osiłek machał uszami, a jego ogon zwijał się w kłębek i rozwijał. Smerfetka próbowała nauczyć Ciamajdy techniki głębokich oddechów na uspokojenie, a Pracuś owinął swój ogon ciasno wokół jednej nogi.
Czas minął bardzo szybko. Ani się obejrzeli, a Papa Smerf wywołał na scenę szósty zespół.
- Jako szósty zespół wystąpi Smerfastyczny Band w składzie: Zgrywus, Łasuch, Gapcio i Laluś!
Smerfastyczny Band wyłonił się zza kulisów, pozostawiając całą przestrzeń zespołowi Ważniaka. Okularnik wstał z taką gwałtownością, że krzesło przewróciło się, a pozostali członkowie zespołu podskoczyli, zaskoczeni. Brunet zaczął chodzić w tę i z powrotem, pocierając o siebie dłońmi. Mimo świetnych wyników na próbach wciąż targały nim niesamowite wątpliwości. Obawiał się, że zostanie nazwany hipokrytą. Bał się, że jego pomysł nie przypadnie do gustu Smerfom, że po raz kolejny da plamę, a nikt nie spojrzy na niego z uznaniem, o które tak zaciekle walczył. Co, jeśli nikomu nie spodoba się jego głos?
A co z resztą zespołu? Cała czwórka zgodziła się wziąć udział w jego pomyśle, ale obiecał im, że się nie skompromitują. Nie powinien był dawać im żadnych deklaracji. Mimo uprzedzeń, które część zespołu miała ku niemu, wszyscy dali się wciągnąć w jego plan i zaufali mu. Co więcej, zaczęli dostrzegać swoje możliwości i doceniać samych siebie. To wszystko miałoby pójść na straty? Gdyby tak się stało, pełna odpowiedzialność spadała na Ważniaka.
Brunet ogarnął swój zespół wzrokiem. Wszyscy trzęśli się jak galarety, pogrążeni w pesymistycznych myślach. Stres zżerał ich od środka i to przez Ważniaka. Nie zasługiwali na to, żadne z nich. Ważniak dostrzegł w nich potencjał i jeżeli mieliby zostać wygwizdani, to jedynie dlatego, że jego koncepcja zawiodła.
Ostatnią rzeczą, jakiej chciał Ważniak, było zawieść kogokolwiek.
Zespół Zgrywusa otrzymał dość głośne i entuzjastyczne owacje, w pełni zasłużone zresztą. Smerfastyczny Band zrobił wspaniałe show, przesiąknięte pozytywną energią. Kwartet otrzymał krótkie pochwały od jury, po czym zbiegli ze sceny, a zastąpił ich Papa Smerf.
- Jeszcze raz wielkie brawa dla Smerfastycznego Bandu! Nasz mały konkurs powoli dobiega końca.
- Chodźcie do mnie - nakazał cicho Ważniak, gestykulując niezgrabnie rękami. Cinq zebrali się w kółko i złapali za ręce. Brunet wyśpiewał cicho jedno ćwiczenie, a reszta powtórzyła za nim. Jedno ćwiczenie na czysty dźwięk, jedno na odpowiednią artykulację, jedno na prawidłową dykcję. - Pamiętajcie, razem tworzymy niezwykłą harmonię, możemy wszystko.
- Podam ci dźwięk - szepnął Pracuś. - Damy radę wejść bez podawania pozostałych.
- Dobrze.
- Jako siódmy i ostatni zespół na liście konkursowej wystąpi Cinq w składzie: Ważniak, Pracuś, Smerfetka, Osiłek i Ciamajda! Gorące brawa dla nich!
Smerfetka zacisnęła mocniej dłoń na dłoni Ważniaka. Okularnik widział, jak Pracuś robi to samo z pokrzepiającym uśmiechem w stronę Ciamajdy.
Kiedy brunet wyprowadził swój zespół na scenę, dudnienie w uszach całkowicie zagłuszyło podany mu przez Pracusia dźwięk.
