Nie mieli planów na ten dzień, ale Hermiona wiedziała jak bardzo Gellert chce odpocząć od bycia nastolatkiem. Chciał spędzi ten czas a Paryżu w swej bardziej dorosłej postaci, nie musząc niczego udawać. Dlatego rozcieńczył eliksir jak tylko przybyli na miejsce. Planował z nią pospacerować po mieście, na co nie protestowała. Nie zgadła tylko kogo spotkają.
To miało miejsce zaraz po świętach. Spacerowali sobie spokojnie po okolicy, ale pogoda była dość nieprzyjemna i Hermiona zaproponowała, by weszli gdzieś na gorącą czekoladę. Weszli do pewnej modnej i dość drogiej kawiarni, a Hermiona próbowała protestować, ale nie dał jej ku temu okazji. Wziął ją za rękę i weszli do lokalu. Nie mogli wiedzieć kto tam siedział, ponieważ nie patrzyli w tamtym kierunku. Hermiona patrzyła na swego czarodzieja, na nowo wyglądającego na człowieka w średnim wieku i mającego na sobie eleganckie szaty. Patrzyła na niego wzrokiem zakochanej kobiety. A i jak zauważyła nie ona jedna nie mogła oderwać od niego wzroku. Kiedy szli ulicami Paryża czuła na sobie wzrok kobiet, które na niego patrzyły i zastanawiała się czy dlatego, że wiedzą kim jest czy po prostu dlatego że uważają go za przystojnego. Mieli o tym dość intensywną dyskusję popołudniem poprzedniego dnia i dyskusja skończyła się na podłodze. Próbowała argumentować, ale on szybką ją uciszył pocałunkiem i zdecydowanie zdobył przewagę w tej dyskusji zostawiając ją z wysoko podciągniętą sukienką i bez tchu. Twierdził, że nikt, ale to nikt go nie skojarzy no może poza wyjątkami. Ona nie miała przekonania, ale teraz dreptała za nim do modnej kawiarni.
- Mosieur Wetterhorn – powiedziała kelnerka – czym możemy służyć panu i pańskiej uroczej towarzyszce?
- Potrzebujemy zacisznego stolika, moja pani nieco zmarzła i pragnie się napić gorącej czekolady. A i jak coś dla siebie znajdę – dodał z uśmiechem.
Hermiona nie zwróciła uwagi na dwie czarownice, które siedziały blisko okna. Zerknęła przelotnie na atrakcyjną damę o długich, kruczoczarnych włosach, ale wzięła ją za Francuzkę. Nie widziała twarzy siedzącej naprzeciw niej blondynki, która słysząc ową rozmowę nieomal upuściła filiżankę z herbatą. Gdyby Hermiona mogła zobaczyć jej twarz pewnie by wybiegła stąd nerwowo, ale nie widziała owej czarownicy. A była to Narcyza Malfoy a naprzeciw niej siedziała Melinda Parkinson.
To Narcyza prawie oblała się herbatą nie tylko słysząc nazwisko „Wetterhorn" co widząc Hermionę wchodząc z nim za rękę przez drzwi. Hermiona tego nie wiedziała, ale „Wetterhorn" miał w Paryżu opinią bogacza – erudyty, który wyglądał podejrzanie podobnie do Gellerta Grindelwalda z czasów swej aktywnej działalności. Jedni mawiali, że jest potomkiem czarnoksiężnika a inni, że samym czarnoksiężnikiem, który wybrał gromadzenie funduszy, badania naukowe i sianie ziaren swej ideologii ponad to, co robił w młodości. Narcyza należała do tych drugich, ponieważ jej ciotka, Vinda Rosier całkiem sporo mogła opowiedzieć o swoim byłym kochanku. Rozstali się dość gwałtownie, gdyż jej wiara w rolę czystej krwi drażniła go podobnie jak parę innych cech jej osobności. Ale zawsze mawiała, że on by nigdy z nikim nie spłodził dziecka, bo nie lubił dzieci i go niepomiernie drażniły a nie miał zwyczaju szukać przygód poza stałym związkiem. Narcyza pamiętała swoją ciotkę bardzo dobrze, była apodyktyczna i kłótliwa i nigdy nie wyszła za mąż. Sama Vinda mawiała, że dlatego, że nikt nie mógł dorównać samemu Grindelwaldowi, ale wedle prawie wszystkich z powodu swego ciężkiego charakteru, którym odstraszała mężczyzn. Narcyza wciąż miała zdjęcia z albumy ciotki Vindy, na których stała obok swego potężnego kochanka i Narcyza tego właśnie mężczyznę w drzwiach. I to z Granger!
- Cissy co się stało? – spytała Melinda – nigdy tak nie podskakiwałaś na niczyj widok, poza tym Wetterhorn, a raczej Grindelwald przyprowadził jakąś czarownicę tutaj na herbatę, zajmie się raczej nią a nie nami.
- To nie jest jakaś czarownica! – syknęła Narcyza – ja ją znam, o Merlinie potrzebuję wina i ty też jak ci powiem.
- Możemy się napić wina, ale nie rozumiem - zaczęła Melinda po czym zamówiła butelkę do ich stolika.
- No więc – zaczęła Narcyza upijając łyk wina – o boku pana Wetterhorna a raczej Grindelwalda – dodała – wszedł nie kto inny jak niedobra znajoma mego syna i twej córki, czyli Hermiona Granger.
- Ty sobie żarty ze mnie robisz – powiedziała Melinda – o Merlinie, ja przez ciebie prawie wylałam na siebie wino.
- To była Granger, siedzą o tam – wskazała Narcyza na przytulny stolik w głębi – Spotkałam ją w wakacje przed poprzednim rokiem i cóż.. nie było miło. Widziałaś jej płaszcz i szaty? Z pewnością od „Madame Duthé", i jedno jest niezmienne to jej fryzura nastroszonego kota. Widziałaś jaką nosiła biżuterię?
- No pewnie, od razu patrzyłam na przeguby rąk i kolczyki – dodała Melinda – ale skoro poszli do „Madame Duthé" to czemu nie do salonu urody, by coś zrobiła z włosami?
- A jaki czarodziej pójdzie w takie miejsce? – spytała ze śmiechem Narcyza – przecież czeka go zimne i puste łoże jak powie czarownicy, że ma włosy jak mokry kot. I to jest nasza szansa Lindo, jak wiesz sytuacja w Anglii jest gorąca i dobrze mieć możliwość ucieczki.
- I powiedzenie kochance Grindelwalda, że ma włosy jak dachowiec w ulewę ma pomóc …– zaczęła sceptycznie Melinda.
- Nie, przywitamy się i zaproponujemy „dzień czarownic" z chodzeniem po butikach i wizytą w salonach tylko dla nas – powiedziała słodko Narcyza.
- Nasze dzieci wyzywają ją od szlam, zaczepiają i dokuczają jej od początku edukacji. Prędzej nas potraktuje Cruciatusem niż gdziekolwiek z nami pójdzie – zauważyła sceptycznie Melinda.
Ostatecznie jednak Narcyza postawiła na swoim. Nie podeszła jednak do zakochanej pary w kawiarni, ale na ulicy, kiedy wyszli, bo uznała, że jednak tak będzie lepiej. Być może wino dodało jej animuszu, a być może taka była postanowiła jednak podejść do Gellerta i Hermiony wyraźnie myśląc, że czarnoksiężnik nie zaatakuje jej na ulicy. Bo przecież on dba o zachowanie pozorów.
- Kim jesteś i dlaczego za mną idziesz? – spytał ostro, czując jak ręka Hermiony zaciska się na jego przedramieniu jak żelazna obręcz.
- Ach, nie chciałam pana zdenerwować panie Wetterhorn a jedynie przywitać pana oraz pańską uroczą towarzyszkę, pannę Granger. Jestem Narcyza Malfoy, a to moja przyjaciółka Melinda Parkinson – powiedziała Narcyza uprzejmie.
- Narcyza Malfoy – powiedział Gellert przeciągając sylaby – no, no ciekawy dzień dzisiaj mamy, skoro wielka Narcyza Malfoy stanęła i spojrzała na brud na czubku swych butów. Mam bić brawo? – spytał tak lodowato, że Melinda zaczęła szarpać rękaw Narcyzy – wielka Narcyza Malfoy postanowiła przywitać szlamę, masz mnie za kretyna co uwierzy w tę brednie? Byle wyrostek umie lepiej kłamać – syknął – cisza? Tylko tyle masz mi do powiedzenia pani Malfoy?
- To wszystko nieporozumienie panie Wetterhorn – odparła niezrażona Narcyza – i pragnę takowe naprawić, chciałyśmy życzyć panu udanego popołudnia i spytać pannę Granger czy nie zechce przejść się z nami po butikach, wiem od syna jak panna Granger doskonale radzi sobie w szkole i jaką jest zdolną czarownicą, ale są rzeczy, o których może rozmawiać tylko czarownica z czarownicą.
- I pani się oferuję na nauczycielkę? – spytał ubawiony Gellert – a w zamian liczy pani na?
- Och pańską życzliwość ma się rozumieć – powiedziała z uśmiechem Narcyza – mój mąż zaufał pewnemu czarnoksiężnikowi, ale nie ja. Pragnę spokoju dla siebie i swojego syna, mój syn – kontynuowała – przeprosi pannę Granger za swoje zachowanie.
- Ponieważ mam pożyteczne kontakty, a nie dlatego, że czarodzieje mają wartość bez względu na status krwi – wypaliła Hermiona nim ją Gellert powstrzymał.
- Młoda damo – zaczęła Narcyza siląc się na uprzejmość– uprzedzenia są po każdej ze stron i nie tylko jedna jest winna. Proszę też spytać co znaczy określenie „zdrajca krwi", jesteś inteligentną i oczytaną czarownicą panno Granger i na pewno zdajesz sobie sprawę, że życie rzadko bywa czarnobiałe. W niczym nie przypominasz tych co przybywają do nas ze świata mugoli i chcą narzucać nam swoje zwyczaje i nie poznają naszych, jesteś. I wreszcie – dodała uśmiechem – powinnaś sobie zdawać sprawę panno Granger, że mój syn o nikim tyle nie mówi co o tobie a chłopcy w tym wieku potrafią mieć subtelność trolla.
- A żadna czarownica nie lubi jak chłopak mówi ciągle o innej czarownicy – dodała Melinda.
- Proponuję … zawieszenie broni, nie jakąś wielką przyjaźń, bo to wymaga czasu, ale koniec z wrogością – podsumowała sprawę Narcyza.
- Interesujące słowa pani Malfoy, rozważymy je – zapewniał Gellert.
Hermiona chciała coś powiedzieć, ale Gellert chwycił ją za rękę i odciągnął. Nigdy nie opanował tak dobrze legilemencji jak oklumencji, ale wysondował umysł Narcyzy podczas tej przemowy. Zdjęła dla niego osłony oklumencyjne. Wyczuł, że kobieta oczywiście wierzy w wyższość czystej krwi i postrzega siebie jako lepszą od innych z tego powodu. Ale chociaż niewątpliwie to jej wad należała arogancja, to nie miała w sobie nic z oprawczyni. A Gellert znał różnicę między nieuprzejmością a złem, między gadaniem a przestępstwami. Pragnęła wieść uprzywilejowane życie i tego pragnęła dla syna, ale nie pragnęła należeć do śmierciożerców i bolała nad tym, że mąż do nich należał. Rodzina była dla niej wszystkim, bezpieczeństwo i dobrostan męża i syna znaczyły dla niej więcej niż czysta krew. A ona bała się band w swoim domu. Miała kontakty i miała pod swym dachem Mordę. I bardzo bolała nad tym, bo Morda mordował ludzi w jej domu i sprowadzał tam wilkołaki a ona się bała o siebie, swego męża i syna. Chciała uciec od wojny. Skinął lekko głową opuszczając jej umysł i pożegnał nieomal uprzejmie.
- Wszystko w porządku? – spytała Melinda.
- Tylko kręci mi się w głowie, normalna reakcja po sondowaniu umysłu – wyjaśniła Narcyza – o tak on mnie sprawdzał, ale ja mówiłam prawdę mam dość tych cholernych wojen, nie kocham ni szlam ni zdrajców krwi, ale masowe morderstwa to inna sprawa.
Gellert zorientował się, że Narcyza to krewniaczka jego dawnej kochanki Vindy, a dokładnie wnuczka jej młodszej siostry. Samą babkę Narcyzy słabo kojarzył jako dość nijaką czarownicę interesująca przyjęciami, sukniami i plotkami. Nic jednak nie mówił Vindzie bo wyzywanie czyjejś siostry to kiepski afrodyzjak a pożycie intymne z nią wspominał jako wspaniałe. Vinda nie znała słów jak umiar i pruderia i pozwalała mu robić ze swoim ciałem co tylko zechciał. Miała też niesamowitą fantazję i w tej kwestii związek był idealny, ale w innych już niekoniecznie. Narcyza mogła okazać się przydatna i on zamierzał to sprawdzić.
- Mam udawać, że jej syn nie wyzywał mnie do szlam i ze teraz jest miła dla ciebie nie dla mnie? – mówiła naburmuszona Hermiona, Gellert już przecierał skronie.
Zachciało mu się młodej czarownicy to ma za swoje. Mieli teraz dość poważną sprzeczkę a on tłumaczył politykę urażonej nastolatce. Kochał ją, ale w tej chwili miał ochotę przełożyć ją przez kolano i porządnie stłuc. Nie, to by go za bardzo pobudziło uwielbiał takie rzeczy więc nie.
- Nie – wycedził – masz pamiętać, ale też znać umiar. Wyzwiska to okropna rzecz, ale ma miejsce wojna i tam ludzie są torturowani i umierają. Nie zamierzam się z nią przyjaźnić, to … to jak przysługa za przysługę. Twój dziadek i wujek są w wojsku, wiesz ile znaczy współpraca z miejscową ludnością – przypomniał – razem z Albusem chcemy nie tylko wygrać wojnę, ale ponieważ mamy ambicje by skończyć ową wojnę tak by zginęło możliwie najmniej osób. A do tego potrzebni są ludzie po więcej niż jednej stronie.
Hermiona nie wyglądała na przekonaną i długo jeszcze rozmawiali i to dość podniesionymi głosami. Gryfonka była oburzona, że ma iść gdzieś z Narcyzą Malfoy i nawet naskoczyła na swego mężczyznę, że faworyzuje tamtą, ponieważ jest bogata i jest czystej krwi. Na te słowa Gellert wyszedł z pokoju dziennego i zatrzasnął w sypialni tak by nie mogła wejść. Jak wycedził zanim wyszedł by ochłonąć. Wyszedł stamtąd dopiero na kolację i nie odzywali się do siebie w czasie posiłku. Hermiona zdała sobie sprawę, że niesprawiedliwie na niego napadła i to powiedziała, ale nadal myślała co myślała o Narcyzie.
Tamtą noc spędzili co prawda w jednym łóżku, ale możliwie najdalej od siebie. Hermiona wyczuła, że jest na nią wściekły, ale upokorzenia wciąż bolały. Nie zapomniała nie tylko wyzwisk, ale też klątwy, kiedy wyrosły jej długie zęby i innych wypadków. Nie umiała ot tak zapomnieć. Gellert obserwował postać swej młodej kochanki i miał się ochotę mentalnie uderzyć za to, że nie przewidział podobnej reakcji. Dziewczyna ma szesnaście lat, a przyszłym roku skończy siedemnaście a w tym wieku wszystko urasta do rangi wielkiego dramatu. Zachciało mu się związku z nastolatką to ma za swoje. Traktował ją jak znacznie dojrzalszą, ale to przecież jeszcze dziecko. Quennie była emocjonalna, ale nie aż tak no i miała znacznie więcej lat kiedy zaczęli swój związek. A Hermiona to jeszcze dziecko, coś co do niego dotarło teraz a jakoś zapomniał o tym w czasie ich intymnych zbliżeń. Nie, nie zamierza rezygnować z brania tego co się czarodziejowi należy. Przecież był dla niej naprawdę delikatny, no to ma nastoletnią dramę w domu. Zasłużył sobie na to.
Hermiona długo nie mogła zasnąć, czując źle za całą sytuacją. Nie znosi Draco, ale nie powinna się z tego powodu wyżywać na Gellercie. A co jeśli uzna ją za nie dość dobrą? Przecież jest potężny, przystojny i niewątpliwie bogaty sądząc po tym miejscu. Może mieć każdą, a taka Narcyza Malfoy jest piękna i elegancka. I chyba to ją tak wyprowadziło z równowagi.
- Gellercie proszę porozmawiajmy to dla mnie trudne – zaczęła po czym opowiedziała o swoich przemyśleniach po przebudzeniu.
- Jesteś zazdrosna o Narcyzę Malfoy? – spytał usiłując nie parsknąć śmiechem. Wiedział, że Hermiona nie należy do pewnych siebie osób i chciała się wykazać. On ja swój sposób budował jej samoocenę, ale to trwam– nie masz powodu, kocham tylko ciebie zaufaj mi bo bez zaufania żaden związek nie przetrwa.
- Przepraszam, ale ona jest taka piękna i ma takie piękne włosy i paznokcie i…
- Idź z nią albo sama do miejsce, gdzie upiększają czarownice jeśli ma ci to pomóc, nie wiedziałem, że ci zależy.
- Zależy mi odkąd jesteśmy ze sobą chcę być dla ciebie piękna, a nie być dziewczyną z koszmarnymi włosami! To płytkie, ale ona jest olśniewająca i to.. to matka Malfoya a on był okropny w szkole.
- Dobrze kochanie nie musisz z nią nigdzie iść, ona może być dla mnie wyłącznie interesantem rozumiesz? Ufaj mi to dla mnie bardzo ważne, nie mogę być z kimś kto mi nie ufa.
- Ufam nie wiem, czy dam radę być taka jak chcesz.
Przytulił ją mocno chcąc w ten sposób dodać otuchy. Niech idzie do tego przeklętego salonu urody, skoro wygląd Narcyzy Malfoy ją tak dręczy. Na razie jednak miał co do niej inne plany. Zapewnił, że być może wymaga od niej za dużo ponieważ jest tak cudowną i mądrą czarownicą przez co zapomina jak jest młoda. Przemawiał do niej czule, by po chwili zacząć gorąco całować. Zgadła do czego zmierza nim kawał jej wypić eliksir. Był dosadny podciągając wysoko jej koszulę nocną. Lubił koszule nocne, bo miał, jak mawiał „lepszy dostęp". Hermiona nie miała dość doświadczenia by cokolwiek powiedzieć o seksie na zgodę ale to doskonale wyciszyło jej emocje. „Zaraz ci pokażę jak mi się podobasz" – zapowiedział po czym wziął ją w szybki zdecydowany sposób. Tamtego poranka niespecjalnie bawił się w delikatność, ale jej to się nawet podobało być przez niego zdominowaną. Doskonale wybijało jej to z głowy głupie myśli.
- Narcyzę zaboli jak będzie musiała być dla mnie miła – zachichotała, kiedy skończyli.
- Bardzo zapewnił.
Nie mogła odmówić sensu jego słowom. Nieco się uspokoiła jak jeszcze raz porozmawiali. Nastał trudny czas, nie powinna myśleć tyle o sobie. I zarówno ze słów babci jak i książek wiedziała jak ważne jest dbanie o mężczyznę. Czy naprawdę tak ucierpi idąc na zakupy?
Ostatecznie umówili się na spotkanie nazajutrz, ponieważ kobiety odpoczywały wpierw w owej modnej kawiarni na śniadanie, a potem Hermiona miała się udać na zakupy a Gellert zająć swoimi sprawami. Starannie ubrała się na owo spotkanie nie chcę wyglądać jak kopciuszek. Nie groziło jej to, bowiem Gellert o to zadbał. Wyglądała odpowiednio, kiedy weszła razem ze swoim olśniewającym mężczyzną do kawiarni i dołączyła do dwóch czarownic.
- Ja niestety muszę wracać po śniadaniu – zaczęła Melinda – ale Cissy jest bardziej niż szczęśliwa mogąc spędzić dzień z młodą damą. To wielka przyjemność móc nieco bliżej poznać pana, panie Wetterhorn.
- Skoro pani tak mówi pani Parkinson – odparł neutralnie – droga Hermiono, mają tutaj doskonałe śniadania musisz spróbować – dodał.
Hermiona skinął głową i spojrzała na menu. Wszystko brzmiało naprawdę pysznie, ale nie chciała wyjść na nieświadomą przed tym snobkami więc spytała Gellerta co poleca a on zamówił dla obojga śniadanie w styli francuskim. Był dla niej hojny i widziała, że chciał coś pokazać tym kobietom. Zjedli w dość dziwnej atmosferze jak to nazwała. Obie czarownice były bardzo ostrożne i na pewno nie niemiłe. Wyraźnie bały się Gellerta, w każdym razie Melinda się go bała.
Narcyza zaś opowiadała o Paryżu i różnych ciekawych miejscach. Nadmieniła, jak są miejsca, gdzie czarownica musi iść. Zaprowadzi tam Hermionę, bo warto. Hermiona widziała jak Narcyza była sztywna, ale uprzejma. I ewidentnie chciała coś od Gellerta. Ale w niczym nie przypominała nadętej snobki, którą spotkała podczas finału mistrzostw świata, przypominała bardziej zwyczajną czarownice.
- Wspominała coś pani o męczącym lokatorze – usłyszała głos Gellerta wracając z łazienki.
- O tak, to znajomy męża nie mój, okropny człowiek – powiedziała Narcyza – i sprowadza ze sobą swoich okropnych kompanów, najgorsze szumowiny z Nokturnu. Ludzie, którzy powinni być w Azkabanie i ten koszmarny zwierzak jakiego sprowadzili, ślina mu leci na widok Draco – dodała.
- Och, rozumiem już powoli rozumie twą motywację pani Malfoy, ale pani mąż?
- Pan wie panie Wetterhorn jak to bywa, mąż chciał zaimponować ojcu i kolegom i przystąpił do ludzi, od których należy trzymać z daleka. Dał się uwieść pewnemu charyzmatycznemu przyjacielowi ojca, a ten niestety okazał się czym okazał. Mój mąż dokonał wyboru, ja także i jedyne czego pragnę by Draco sam dokonywał wyborów. Dużo widzę panie Wetterhorn – zapewniała Narcyza.
- Nie wątpię pani Malfoy i wiem, że nie ma pani tandetnego tatuażu. Przysługa za przysługę to uczciwy układ, czyż nie? Tylko proszę nie wychodzić poza ramy umowy, bo zapewniam, że czysta krew obchodzi mnie niej niż zeszłoroczny śnieg czego dowód siedzi obok.
- Wiem panie Wetterhorn – zapewniała Narcyza z uśmiechem – wiem od … wiem – dodała szybko nie chcąc za wiele zdradzać.
- Och tak, oboje wiemy jak długi język miała Vinda – powiedział – aż mnie ciekawi relacja z tego jak walczy pani z uprzedzeniami - dodał kładąc rękę na ramieniu Hermiony.
- Od każdej reguły są wyjątki, chodźmy panno Granger czeka nas długi dzień.
- Cissy potrafi chodzić i dziesięć godzin po sklepach – wtrąciła Melinda.
Hermiona spojrzała ze zgrozą na piękną blondynkę, która tylko się zaśmiała. I Narcyza i Melinda pożegnały uprzejmie Gellerta a on odpowiedział im równie uprzejmym uściskiem dłoni. Narcyza byłą sztywna, ale nie przykra, kiedy wyszły. Blondynka zaczęła mówić o ulubionych sklepach jak La Perla na przykład. Tego nie oczekiwała, ale Narcyza potrafiła zaskakiwać. Zachowywała pełną dystansu uprzejmość, żadnej poufałości, lecz bez złośliwości. Ku zaskoczeniu Hermiony okazała się całkiem miłą towarzyszką. Miała też niezłe oko i gust, co przyznała Gryfonka. Znalazła dla niej w butikach sukienkę a także zestaw tak tradycyjny jak i pasujący do młodej osoby. Hermiona nie była pewna czy powinna kupować.
- Twój przyjaciel wysłał cię ze mną na zakupy – tłumaczyła Narcyza – na pewno jest świadom, że coś kupisz.
- Chyba ma pani rację – powiedziała ostrożnie Hermiona.
- Musisz się wiele nauczyć o związkach panno Granger, a nie masz chyba czarownicy mogącej to zrobić. Molly Weasley… chyba jest powód, dla którego nie jesteś z nią – dodała.
- Pani jej nie lubi pani Malfoy a to dobra kobieta – powiedziała wojowniczo Hermiona.
- Może i dobra i nie mnie to sądzić – odparła Narcyza słodko – ale nie szanuje naszych tradycji, czy nauczyła cię cokolwiek o świecie, do którego trafiłaś.
- Ano nie, ale pani dużo wie i powie mi z.. ze względu na Gellerta – powiedziała Hermiona.
- Och i wcześniej wiedziałem, że masz coś w sobie panno Granger taki temperament, mężczyźni to lubią a zdobyć przyjaźń kogoś takiego jak nasz wspólny znajomy to wyczyn – wyliczała Narcyza – a mój syn naprawdę o nikim więcej nie mówi jak o tobie, panno Granger. A jak jesteśmy przy tym, to to wiesz co lubią mężczyźni, kiedy są sam na sam z nami? – zawiesiła głos.
- Lavender mi opowiadała – zaczęła Hermiona – jest czystej krwi.
- Och, ale to nastolatka a pan Wetterhorn to dojrzały czarodziej a tacy lubią – powiedziała Narcyza opowiadając Hermionie o sprawach i rzeczach, które lubią mężczyźni. Gryfonka lekko się rumieniła, ale nie za bardzo.
- Lavender mówiła coś podobnego, ale to…. trudne – wybąkała.
- Mężczyźni to uwielbiają – zapewniała Narcyza – a ty możesz czerpać z tego przyjemność, pomyśl o kontroli jaką nad nim masz – dodała.
Hermiona nic więcej nie powiedziała wyraźnie rumieniąc się na słowa starszej czarownicy. Nie mogła jednak zarzucić niczego jej rozumowaniu. Sama chciała tego spróbować, ale nie miała pewności czy Gellert zechce, czy naprawdę zrobi dobrze. Narcyza jednak zapewniała, że powinno, a chociaż nie ufała intencjom czarownicy to nikt tyle co ona nie mógł jej powiedzieć o świecie magii. Molly Weasley tego nie zrobi. Jeśli znała tradycje to je ignorowała. No i wyraźnie może nie okazywała jej wrogości ale nie było między nimi głębszej więzi. Nie wiadomo właściwie czemu. Narcyza zaś znała tradycje a Hermiona chciała je poznać ze względu na Gellerta.
Kupiły nie tylko sukienkę, ale odwiedziły sklep z luksusową bielizną. Narcyza przekonywała, że nic tak nie doda pewności siebie czarownicy jak to, co nosi pod szatami. Hermiona mogła w to uwierzyć bo podobnie mówiła Lavender. Miała też wrażenie, że powinna jakoś podziękować Gellertowi.
Hermiona potrzebuje rad starszej od siebie czarownicy a Molly Weasley się do tego nie nadaje. Chciałam tutaj skupić tutaj na Narcyzie-matkce, która jak pokazały dwa ostatnie tomy książek zrobi wszystko dla syna.
