Rozdział 7

Harry drżał i to wyrwało Mistrza Eliksirów z szoku. Spojrzał na siedzącego obok niego młodzieńca, który ukrył twarz w dłoniach i wbijał paznokcie w czoło, jak gdyby usiłował walczyć z narastającym szlochem.

Severus nie wiedział, co zrobić. Co miał uczynić w sytuacji takiej jak ta? Zawsze odgrywał rolę bydlaka bez serca i nie było to zbyt trudne, ponieważ nienawidził - nie, kiedyś nienawidził - chłopaka, syna Jamesa Pottera, z całego serca, umysłu i siły, ale teraz... teraz nie wiedział. I nie było to z powodu Heather. Ale... ten młody człowiek stracił tak wiele w swoim życiu. Nie był aroganckim bałwanem, był - teraz Severus zrozumiał, że zawsze był - emocjonalnie skrzywdzonym chłopcem, albo młodzieńcem, pełnym emocji, smutków i lęków, dźwigającym na barkach oczekiwania całego czarodziejskiego świata... Bardzo, bardzo silnym młodzieńcem, ale tylko człowiekiem. Nie bohaterem. Nie idolem. I znajdował się na skraju załamania nerwowego - prawdopodobnie już od miesięcy, a już z pewnością w ciągu całego czasu, kiedy był z nim Severus. Czy to możliwe, że obecność najbardziej znienawidzonego profesora doprowadziła go na krawędź? Czy ją już przekroczył, czy nadal walczył, będąc tak silnym, jak wszyscy oczekiwali?

Długie włosy Pottera wysunęły się zza uszu, gdzie wcześniej je zatknął i zasłoniły mu twarz, skrywając jego smutek przed oczami Severusa. Ale lekkiego drżenia nie dało się ukryć.

Podejmując wreszcie decyzję Severus zatrzymał się w następnej małej wiosce przed gospodą i, nie czekając na reakcję Harry'ego, praktycznie zaciągnął zdezorientowanego mężczyznę do budynku.

Było późne popołudnie i w gospodzie nie było zbyt wiele osób, tylko barman i dwóch mężczyzn rozmawiających cicho przy drzwiach. Snape rozejrzał się szybko i zauważył miejsce w połowie drogi pomiędzy drzwiami a wejściem do kuchni. To było dobre strategicznie miejsce, nie było tam okien, więc nie można było ich dojrzeć z zewnątrz. Popchnął nadal dygocącego Pottera w kierunku stołu, posadził go, a sam zamówił napoje i kanapki. Kiedy kelner odszedł od ich stolika, usiadł naprzeciwko Pottera i wepchnął kubek kawy w jego dłonie.

- Wypij to.

Potter skinął głową i wypił, jak automat. Następnie uniósł głowę i spojrzał w oczy swojego jakże znienawidzonego profesora.

- Przepraszam - wymamrotał z nadal drżącymi ramionami. Miał zakrwawione czoło w miejscach, gdzie wbił w nie paznokcie. Jego zielone oczy były pełne łez.

- Musisz jakoś... uwolnić to - powiedział bezbarwnym głosem Snape. - Czy ty... opłakiwałeś ich?

Harry opuścił wzrok na stół.

- Ja... nie śmiałem. Starałem się walczyć... Nie było nikogo, aby pomóc...

Te krótkie zdania uderzyły Snape'a w serce.

- Ale... - zaczął, ale Harry odezwał się, szepcząc do kubka z kawą:

- Wszyscy zginęli. Dumbledore mnie zdradził. Jedyne, co mogłem zrobić, to uciec. Uciekłem - zaśmiał się krótko i gorzko. - Nadal uciekam.

- W końcu musisz się zatrzymać. Nie możesz wiecznie uciekać...

- Mam nadzieję, że Voldemort mnie zabije. I wreszcie się to skończy.

Głos młodzieńca był poważny, jak wtedy w jego mieszkaniu, kiedy powiedział Snape'owi, aby go zabił.

- Potter... Harry... - powiedział niepewnie Snape. - Nadal jesteś młody. Musisz się zmierzyć z Czarnym Lordem, ale masz szansę przeżyć...

- Nie chcę przeżyć...

- Musisz!

- Nie - głos Pottera był pusty, tak jak jego oczy.

Coś w zachowaniu młodego człowieka sprawiło, że Snape odezwał się ponownie.

- Ależ tak - powiedział spokojnie, uspokajająco, i kontynuował, ignorując wyraźny gniew Harry'ego. - Kiedy byłem młody i głupi, udałem się do Czarnego Lorda i wstąpiłem w szeregi jego sług. Miałem zaledwie osiemnaście lat. Byłem zimnym, sarkastycznym, brzydkim nastolatkiem przepełnionym nienawiścią i chęcią zemsty. Chciałem zabić twojego ojca, Blacka i kilka innych osób i stwierdziłem, że służba u Czarnego Lorda da mi taką możliwość. Więc poszedłem do niego. Byłem głupcem. Byłem zaślepiony swoimi własnymi emocjami, swoim pragnieniem zemsty. A kiedy odzyskałem rozsądek było już za późno. Zostałem naznaczony. Już nie mogłem uciec. Byłem sam, byłem Śmierciożercą i nie widziałem dla siebie przyszłości. Nie widziałem drogi ucieczki - westchnął i uśmiechnął się lekko. - Wtedy udałem się do Hogsmeade, do Świńskiego Łba i upiłem się. Potrzebowałem tego, ponieważ byłem zbyt tchórzliwy, aby działać na trzeźwo. Kiedy byłem już zupełnie zalany, wynająłem pokój, zamknąłem się w nim i spróbowałem popełnić samobójstwo. Udałoby mi się, gdyby ten przeklęty Mundungus Fletcher nie odkrył tego wcześniej i nagle okazało się, że zamiast zwisać z sufitu, leżę na łóżku otoczony przez ludzi. Fletcher, Aberforth i ich kumple z pubu. Wreszcie Fletcher zdecydował się wezwać Dumbledore'a. Do czasu, aż dyrektor przybył, wytrzeźwiałem, bałem się spotkania... i nie chciałem już umrzeć. Kiedy pojawił się Dumbledore, poprosił aby wszyscy wyszli. Skądś wiedział kim... czym jestem, ale nie pytał dlaczego przeszedłem na mroczną stronę. W zamian pocieszył mnie, a później zapytał, czy zostanę dla niego szpiegiem...

- Manipulował tobą - Harry nagle mu przerwał. - Pozwolił, by cała szkoła dręczyła cię i pchnęła na mroczną stronę. Wiedział, jestem tego pewny, że to popchnie cię w stronę Voldemorta, a kiedy załamałeś się, wykorzystał cię.

- Potter, to nie...

- Dlaczego nigdy nie ukarał mojego ojca czy Syriusza za ich zachowanie? Dlaczego nie wyrzucił ich ze szkoły, albo przynajmniej Syriusza, po tym jak prawie cię zabił? Wie dokładnie, co się dzieje w szkole. Chciał, aby tak się stało. Potrzebował szpiega, więc manipulował tobą.

- To nieprawda!

- Nie? - Potter uniósł sceptycznie brew i Severus ledwo powstrzymał jęk.

Nie chciał wierzyć Potterowi. Wiara w to byłaby równoznaczna z zaakceptowaniem faktu, że całe jego życie nie należało do niego, że decyzje, jakie podjął, nie były jego decyzjami, i naprawdę był tylko pionkiem - głupim, małym, kierowanym emocjami chłopcem, zmuszonym do kroczenia ścieżką, po której nigdy nie zamierzał iść...

- Zawsze ci ufał, ponieważ byłeś pod jego kontrolą, bo wierzyłeś, że zawdzięczasz mu życie gdyż nie przekazał cię Ministerstwu, czułeś wdzięczność za uratowanie cię przed Azkabanem, za posadę, której zawsze nienawidziłeś... - Na twarzy Pottera nie było widać kpiny, tylko smutek i powagę. - Uczyniłeś ogromny błąd, kiedy byłeś młody, ale byłeś sam i byłeś wkurzony, prawdopodobnie miałeś gównianą sytuację rodziną...

- Stój, Potter - jęknął Snape i ku jego zdziwieniu Potter zamilkł. - Biorę odpowiedzialność za swoje błędy. To ja podjąłem niewłaściwe decyzje...

- Miałeś osiemnaście lat...

- Byłem dorosły.

- Ledwo.

- Masz manię prześladowczą, Potter.

- Nie. Po prostu nienawidzę tego, że Dumbledore chce wygrać tę wojnę za wszelką cenę. Że uważa, iż cel uświęca środki...

- Potter...

- Nie, Severusie. Proszę, wysłuchaj mnie najpierw, bo nie opowiedziałem ci całej historii. Naprawdę straciłeś całą rodzinę.

- Tak ci powiedziałem - Snape wzruszył ramionami.

Potter zignorował jego uwagę. Wziął do ręki whisky i wypił całą szklankę jednym haustem. - Ja również potrzebuję pomocy, Severusie. Nie jestem tak odważny jak myślisz.

Nieprzyjemne uczucie zaczęło przewracać żołądkiem Snape'a. Potter odstawił szklankę na stół, wziął głęboki wdech i zaczął.

- Rok po opuszczeniu szkoły zakończyłem trening aurora i zostałem skierowany do Hogsmeade. Tam spotkałem dziewczynę. Była na siódmym w Hogwarcie. Mogliśmy się spotykać tylko w weekendy Hogsmeade, ale w jakiś sposób... polubiliśmy się. Pod koniec roku zapytałem, czy chciałaby ze mną chodzić. Zgodziła się, ale bardzo się bała swojej rodziny. Nie chciała, aby wiedzieli, że jesteśmy razem, więc poprosiliśmy o pomoc jedną z jej przyjaciółek, która była również moją przyjaciółką.

Snape'owi zaczęło się kręcić w głowie. To nie mogła być prawda...

- Jej przyjaciółka pomagała nam spotykać się regularnie. Ale to było takie upokarzające, jakbyśmy mieli jakiś nikczemny romans: ukrywaliśmy się, zawsze ukrywaliśmy, trzymaliśmy to w tajemnicy. Ale ona bała się działać. Ja również byłem wtedy idiotą, ale miałem tylko dziewiętnaście lat i obawiałem się poważnego związku... To znaczy podniesienia naszego związku na poważniejszy poziom. Ona była taka młoda, ja również... I bałem się, że kiedy raz się zobowiążę, ona również stanie się celem Śmierciożerców. Więc umawialiśmy się na randki. Tak było przez dwa lata, potem... potem raz przyszła na randkę z czerwonymi oczami. Przestraszyłem się. Myślałem, że chce mnie zostawić, a w tym czasie byłem już zupełnie szalony z miłości - Potter uśmiechnął się do siebie. - Więc zamiast jej wysłuchać, zapytałem czy za mnie wyjdzie. Prawie zemdlała i powiedziała, że jest w ciąży.

Snape chciał wyciągnął dłoń i uścisnąć ze współczuciem ramię młodzieńca, ale czuł się jak sparaliżowany. Poprzednia smutna opowieść zamieniła się w przerażającą i ledwo udawało mu się utrzymać neutralną postawę.

Wszystko w jego umyśle zaczynało dopasowywać się do siebie, ale zdecydował się słuchać. Potter potrzebował kogoś, przed kim mógłby otworzyć serce. To była opowieść, której jeszcze nikomu nie opowiadał, tego Severus był pewny.

- Byłem przerażony. Co innego ożenić się z kimś, a zupełnie co innego mieć dziecko w samym środku wojny. Więc zdecydowaliśmy, że utrzymamy to z sekrecie. Przybraliśmy fałszywe nazwiska i zaczęliśmy planować, jak zapewnić bezpieczeństwo mojej przyszłej rodzinie. Ale wtedy matka... jej matka odkryła, że ona jest w ciąży. Załamała się i opowiedziała wszystko matce. Ale jej matka nie powtórzyła nic jej ojcu. Wręcz odwrotnie, pomagała nam. To jej pomysłem była przeprowadzka do Australii. Pobraliśmy się w mugolski sposób, i nikt nie wiedział o naszym małżeństwie, poza jej matką, Ronem i Luną. Ale wiedzieliśmy, że nie mogę tak po prostu zostawić wszystkiego za sobą, więc ustaliliśmy, że zostanę w Brytanii i będę odwiedzał ich tak często, jak to tylko możliwe. Do czerwca mieliśmy już gotowe wszystkie dokumenty. Plan był taki, że Ron, Luna i... i one przybędą tutaj przed narodzinami naszego dziecka i że będą tu mieszkać jako mugole, by uniknąć dalszych komplikacji. Wysłaliśmy większość swoich osobistych rzeczy: książki, ubrania, drobiazgi. Ron spędził tutaj kilka dni i sprowadził meble. Wszystko było gotowe. Nawet bilety na samolot - spojrzał na Snape'a, z fałszywym uśmiechem na ustach. - Przybyliby tutaj dwudziestego piątego czerwca. A wtedy Dumbledore przybył, zobaczył i zwyciężył.

Cisza zdawała się ogłuszać.

- A... co się stało kiedy... kiedy znalazłeś - Snape przełknął, gardło go bolało - pana Weasley'a i pannę Lovegood...

- Dumbledore mnie znalazł - zachrypiał Harry. - Myślał, że jestem poważnie ranny, bo byłem cały we krwi. Luna zmarła w moich ramionach. Wykrwawiła się - zadrżał. - Zabrał mnie do Hogwartu, do Madam Pomfrey, i dali mi Eliksir Bezsennego Snu. - Nagle młody mężczyzna uderzył pięścią w stół z desperacją. - Drań! Powiedziałem mu, że nic mi jest, że nie byłem ranny, i że muszę iść! Powinienem pójść za Montaguem! Ale on nalegał i obudziłem się dopiero następnego dnia w Ambulatorium. Wiedziałem, że już za późno, ale musiałem spróbować i znaleźć Heather. Ogłuszyłem Madam Pomfrey i Mundungusa, i wyruszyłem. Byłem zdesperowany i przerażony. Wiedziałem, gdzie był dom Montague'a. Aportowałem się tam. Znalazłem Martiusa, siedzącego w bawialni. Zaatakował mnie. Ogłuszyłem go i runął w stronę kominka. Złamał sobie kark. Zginął tam. I... - drżenie Pottera było tak silne, że nie był już w stanie trzymać szklanki. Severus patrzył na niego przez kilka chwili, potem nagle wstał i usiadł obok młodzieńca. Harry spojrzał na niego. - To takie okropne, Severusie... ja... ja nie mogę powiedzieć...

- Spróbuj - powiedział łagodnie.

Przez moment Potter wyglądał jakby miał zemdleć, ale po chwili odzyskał przytomność i złapał Severusa za ubranie szukając czegoś, do czego mógłby się przytrzymać.

- Znalazłem Heather w sypialni. Z... z moim synem. Nie żyli.

Nawet, jeśli Snape spodziewał się takiego zakończenia od samego początku rozmowy, nie był na nie gotowy. Nie był gotowy, by to usłyszeć. By to wytrzymać. Potter ukrył twarz w jego swetrze, mamrocząc:

- Skrzaty domowe powiedziały mi, że Martius bił Heather, wyzywając ją. Dziwka Pottera. Kurwa. I... przez to bicie ona zaczęła rodzić. Ale to było zbyt szybko. Dziecko miało urodzić się w sierpniu. Wtedy Martius pomyślał, że dziecko byłoby wspaniałym narzędziem do szantażowania mnie. Ale... ale dziecko zmarło. Wtedy Martius zabił Heather - w tym momencie Severus trzymał mocno Pottera, który cicho wył w jego pierś. - Kiedy przybyłem oboje nie żyli... nie mogłem ich uratować... zawiodłem, ponieważ Dumbledore nie słuchał...

Nigdy w swoim życiu Severus nie czuł się tak zrozpaczony. Nawet kiedy próbował się powiesić, był jakoś... w lepszym nastroju. Och tak, to brzmiało głupio, ale to była prawda. Opowieść Pottera była jak koszmar, z którego nie dało się obudzić, ostateczna, jak kamień nagrobkowy - i przez chwilę zastanawiał się czy życie nie jest tylko małą kreską pomiędzy dwiema datami. 1950–2001. Albo 1982–2001. To małe "–". To właśnie jest życie.

Jego siostra: Heather Snape. Żyła 51 lat.

Jego siostrzenica: Heather Montague. Żyła 19 lat.

Gorące łzy zamgliły mu wzrok. To było niesprawiedliwe. Niesprawiedliwe, niesprawiedliwe, niesprawiedliwe. Powinny żyć. Ale zginęły, ponieważ... ponieważ co? Ponieważ Potter zatrzymał wzrok na Heather? Heather Montague. Montague. Co za pasujące nazwisko! Heather Montague, Ślizgonka z rodziny Śmierciożercy, która zakochała się w Harry'm Potterze, symbolu światła... jak głupia tragedia.

Albo co innego? Z powodu mężczyzny, który zawsze robił wszystko, aby wygrać wojnę? Mężczyzny, który wszystkich traktował jak pionki na przerażającej szachownicy?

A może z powodu Martiusa Monague'a, okrutnego bydlaka, który nie oszczędził swojego jedynego dziecka?

Nie, nie mógł obwiniać Pottera. Młody człowiek zrobił wszystko, aby bronić swoich ukochanych. Ale pozostała dwójka... Oni byli odpowiedzialni. Martius nie żył, więc oznaczało to, że mógł wezwać tylko Dumbledore'a do wyrównania rachunku. Po wojnie. Tak, starzec mu za to odpowie.

Szloch Pottera powoli zaczął słabnąć. Ostrożnie Severus uwolnił go i popchnął swój własny napój w stronę młodzieńca, który pokręcił głową i odwrócił twarz ze wstydem.

- Nie musisz się wstydzić, Harry - westchnął Snape. Jego własna twarz była zalana łzami, jego własne oczy były czerwone. - To musiało zostać zrobione...

Potter przytaknął.

- Przepraszam - powiedział znowu.

- Nie musisz - Snape wziął głęboki wdech. - A jak... jak zginęła moja siostra?

- Poszedłem do niej po... po... - pokręcił głową. - Spałem w jej mieszkaniu. Rano znalazłem ją umierającą w jej łóżku. Otruła się. Zabrałem ją do szpitala, ale było już za późno. Umarła. Pielęgniarka wręczyła mi książkę z wierszami, powiedziała, że znalazła ją w jej kieszeni. Schowałem akt zgonu do książki i zapomniałem o nim.

Długa cisza.

- Dziękuję, że mi powiedziałeś - Severus wypuścił powietrze.

- Nie chciałem - odpowiedział Harry, szczerość była doskonale słyszalna w jego głosie. - Ale po tym jak powiedziałeś mi, że Heather była twoją siostrą, pomyślałem, że masz prawo wiedzieć.

- Przykro mi, że nie wiedziałem wcześniej. Mógłbym pomóc...

Potter szturchnął go łokciem i zachichotał niewesoło.

- Och, jasne. Byłbyś zachwycony, wiedząc, że Harry Potter jest mężem twojej siostrzenicy! Skandal! Myślę, że byś wrzeszczał, może byś mnie przeklął, a może raczej oddał Voldemortowi, niż pogodził się z myślą, że stałem się członkiem twojej rodziny. I Heather... obie o tym wiedziały. Nigdy mi nie powiedziały, że jesteście spokrewnieni. Nie wolno mi jednak było tobie pyskować, ponieważ moja żona jako była Ślizgonka zabroniła mi.

- Nie wiem - powiedział Severus, kiedy Harry przestał przemawiać. - Kochałem Heather jakby była moim własnym dzieckiem. Możliwe, że zdołałaby sprawić, żebym ciebie zaakceptował. Byliśmy dość... blisko. Ona i moja siostra spędzały prawie każde lato ze mną, a kiedy przyszła do Hogwartu, spędzaliśmy razem sporo czasu. Była dość samotna w swoim Domu. A zanim... zanim uciekła z tobą, powiedziała mi, abym się nie martwił, ale że chciała uwolnić się od swojego ojca. Nie byłem szczęśliwy, ale ufałem jej. A potem Heather również zniknęła bez śladu... - westchnął. - Czemu nie wiedziałem o ich pogrzebie?

- Ponieważ nikogo nie zaprosiłem. Takie było ostatnie życzenie... twojej siostry. Ja... ja wiem, że będziesz zły, ale pochowałem je w Dolinie Godrika, obok grobowca moich rodziców.

Potter najwyraźniej czekał na jakąś ostrą reprymendę, ale Snape tylko skinął głową.

- Dziękuję.

- Nie - odparł Potter. - To ja dziękuję, za...

Snape uniósł brew i uśmiechnął się.

- Dumbledore byłby wniebowzięty, widząc nas takich uprzejmych wobec siebie...

Harry'emu mina zrzedła.

- Proszę, nie... nie wspominaj o nim. Obwiniam go, nawet jeśli ty uważasz, że jest w tej sytuacji bez winy. Czuję, jakby ukradł mi życie. Nawet jeśli wiem, że to Voldemort... Nic na to nie poradzę. Gdyby traktował mnie jak równego, albo przynajmniej jak dorosłego... Syriusz by żył. Może Remus i Hermiona nie, ale Ron, Luna, moja żona, twoja siostra i... - głos mu się załamał - mój syn by żyli.

- Czy ty chcesz... - głos Snape'a załamał się tak jak Pottera. - Czy ty chciałeś nazwać go Solidus?

Potter spojrzał na niego z poczuciem zdrady i strachu na twarzy.

- Skąd wiesz?

- Miałeś koszmar...

- Och - Harry ponownie opuścił głowę. - Chciałem nazwać go Jason. Ale Heather chciała poważnego imienia, imienia właściwego dla czarodzieja. Więc kompromisem było Jason Solidus Potter. Ale... zrezygnowałbym z tego głupiego Jasona, gdybym mógł ich odzyskać. Zrobiłbym wszystko. Wszystko.

W tej chwili Snape nie mógł już z tym walczyć. Ściskał Pottera za ramię, aż młodzieniec na niego nie spojrzał i przełknął.

- Potter... Harry. Ja wiem, że przeprosiny nie pomogą. I że nie zmienią przeszłości. Ale przepraszam za swoje zachowanie. Moje zachowanie od chwili naszego pierwszego spotkania. To było nie do przyjęcia. Byłem zaślepiony nienawiścią i uprzedzeniami. Traktowałem cię gorzej niż twój ojciec traktował mnie. Nie chciałem widzieć. Obwiniałem ich o swoje złe decyzje, o przegranie swojego życia. Chciałem się zemścić na tobie. Powinienem być bardziej... dojrzały. Ale nie byłem. Przepraszam.

Twarz Harry'ego nie rozjaśniła się.

- Kiedyś byłby rozradowany twoimi przeprosinami. Ale teraz wolałbym, aby Heather żyła a ty i ja byli we wrogich stosunkach... - zamknął oczy na dłuższą chwilę. - Ale oczywiście przyjmuję przeprosiny. W każdym razie jesteś moją ostatnią rodziną.

- Och tak - usta Snape'a wygięły się w uśmiechu. - Czymś w rodzaju teścia.

- Tak. Coś w tym rodzaju.