V. Nigdy nie wiadomo co siê kryje ...
Oliver Wood kocha³ soboty. Bynajmniej jednak nie z tego samego powodu, co wszyscy inni uczniowie Hogwartu. Kocha³ soboty ze wzglêdu na...no zgadnijcie...w³aœnie, QUIDDTICH! To w³aœnie w soboty odbywa³y siê treningi i to w³aœnie w soboty gracze nie musieli spieszyæ siê do zajêæ wielce niepraktycznych, bêd¹cych odrabianiem zadanych æwiczeñ, esejów i innych badziewi. Mieli czas tylko i wy³¹cznie na grê, ciê¿ki trening i... no przede wszystkim na ciê¿ki trening. Ta sobota mia³a byæ szczególnie szczególna. W tê sobotê mia³ zamiar po³o¿yæ kres swojej...swojemu drobnemu problemowi. Porozmawia z Katie i wszystko bêdzie w porz¹dku. W³aœnie z tego powodu szed³ niedba³ym krokiem korytarzem o...pi¹tej nad ranem kieruj¹c siê do dormitorium jednego z ni¿szych roczników. Energicznym ruchem rozsun¹³ zas³ony przy jednym z ³ó¿ek i zagrzmia³ swoim (o jak¿e seksownym) g³osem ze szkockim akcentem:
- Pobudka!!
Z wnêtrza ³ó¿ka dobieg³ jedynie cichy jêk i chuda rêka w³aœciciela owego ³ó¿ka naci¹gnê³a sobie na g³owê poduszkê. Oliver wcale siê tym nie zrazi³.
- Za piêtnaœcie minut zaczyna siê trening! Wstawaæ!
Zawartoœæ ³ó¿ka znów odpowiedzia³a jedynie jêkniêciem i wcale nie kwapi³a siê do przyjêcia s³ów Wooda do wiadomoœci. W koñcu jednak musia³a uznaæ wy¿szoœæ si³y fizycznej doskonale wytrenowanego cia³a obroñcy nad chucherkow¹ postur¹ cia³a szukaj¹cego. Wyci¹gniêty brutalnie z ciep³ych czeluœci swojego pos³ania, Potter morderczym wzrokiem spojrza³ na œcianê, która w zasadzie mia³a byæ Woodem, ale brak okularów na nosie spowodowa³ ma³y b³¹d namiaru. Kl¹twa odbi³a siê rykoszetem od ramy obrazu i trafi³a w któr¹œ z hogwarckich myszy i trudno oczekiwaæ by kiedykolwiek siê spe³ni³a, bo myszy nie graj¹ w quidditcha, i co za tym idzie, nie spadaj¹ z miote³. Tymczasem Oliver pod¹¿a³ ju¿ œcie¿k¹ swojej krucjaty do dormitorium uznawanego za dom Freda i George'a. Pozostawiony samemu sobie Harry za³o¿y³ w koñcu okulary na nos i z zamkniêtymi oczyma ruszy³ do ³azienki, by dokonaæ porannej ( w jego mniemaniu œrodkowo nocnej) toalety.
Dormitorium, które zajmowali bliŸniacy Weasley by³o...ca³kiem zwyczajne. Mo¿na wrêcz powiedzieæ, ¿e w ¿aden sposób nie wyró¿nia³o siê wygl¹dem spoœród ca³ej masy innych w wie¿y Gryffindoru. Mia³o jedynie doœæ szczególnych lokatorów, którzy w tej chwili smacznie spali, posapuj¹c przez sen. Zdecydowanie nie mieli w planach porannej pobudki, jednak w myœl zasady: Co planowane to nieudane! musieli nieco skorygowaæ swój grafik. Z³orzecz¹c na Wooda, który swoim entuzjazmem przyprawia³ ich o poranne md³oœci, wygrzebali siê z poœcieli i daruj¹c sobie porann¹ toaletê, bo po co traciæ czas na takie bzdury, pocz³apali za swoim oprawc¹.
Walenie do drzwi wyrwa³o Katie z b³ogiego snu. Snu, który by³ taki...hmm... ¿enuj¹cy a jednak mi³y. Walenie nie ustawa³o i w koñcu zmusi³a siê do otworzenia oczu. By³o jeszcze bardzo ciemno. Odczeka³a chwilê, maj¹c nadziejê, ¿e któraœ z dziewcz¹t ruszy siê w koñcu i otworzy drzwi, które dr¿a³y pod czyimiœ piêœciami. Niestety, nie doczeka³a siê. Z jêkiem zsunê³a z siebie ko³drê i powoli wysz³a z ³ó¿ka. Przez chwilê szuka³a kapci a potem nastêpn¹ chwilê szlafroka. W koñcu dobrnê³a do drzwi, otworzy³a je i... spojrza³a wprost w czyj¹œ klatkê piersiow¹, odzian¹ w szatê do gry w quidditcha. Spojrza³a w górê i zupe³nie j¹ zatka³o.
- Za piêtnaœcie minut trening! - zagrzmia³ jej ko³o ucha g³os Olivera Wooda.
- Oliver, co ty tu robisz!- otrz¹snê³a siê w koñcu.
- Pobudkê! - odpar³ spokojnie i odwróci³ siê na piêcie.
- Tutaj nie mo¿esz wchodziæ!
- Naprawdê? - odpar³, ogl¹daj¹c siê przez ramiê.
- Ale...ale tobie nie wolno tu wchodziæ! - by³a zupe³nie zdezorientowana.- Przecie¿... zaklêcie...
- Bell ubieraj siê i jazda na trening - wszed³ jej w s³owo, uœmiechaj¹c siê przy tym prawie uwodzicielsko. - I nie zapomnij obudziæ reszty œcigaj¹cych - dorzuci³ jeszcze, znikaj¹c za zakrêtem korytarza.
Oszo³omiona, zdo³a³a tylko pokiwaæ twierdz¹co g³ow¹. W koñcu zamknê³a drzwi i odwróci³a siê w stronê wnêtrza pokoju.
- Co to by³o? - zaspana Alicja wychyli³a g³owê zza kotar przy swoim ³ó¿ku.
- Wood.
- Aha - mruknê³a, znów zag³êbiaj¹c siê w poœcieli. - Chwila, a jak on tu wszed³?- tym razem ca³a postaæ Alicji ukaza³a siê oczom Katie.
- A niby sk¹d ja mam to wiedzieæ? - burknê³a Bell, wygrzebuj¹c z kufra szaty.
- On jest inny - stwierdzi³a filozoficznie Angelina, która w koñcu podjê³a decyzjê o wstaniu z ³ó¿ka.
Alicja i Katie spojrza³y na ni¹, ale nic ju¿ nie powiedzia³y. W sumie to Angelina mia³a racjê: Wood by³ zdecydowanie inny. Powoli zaczê³y przygotowywaæ siê do treningu.
- Czy on nam to musi robiæ w ka¿d¹ sobotê? - skar¿y³a siê Alicja, usi³uj¹c wcisn¹æ nogê w rêkaw swetra.
- Uuch...tak, bo jest sadyst¹ i kompletnym œwirem - odpar³a Angelina wyczo³guj¹c siê spod ³ó¿ka, gdzie zanurkowa³a w poszukiwaniu drugiego buta.
- To by³o pytanie retoryczne, Angel - westchnê³a Alicja, w koñcu dopasowuj¹c rêkaw do rêki, a nogawkê do nogi.
W dalszym ci¹gu wymieniaj¹c uprzejme uwagi na temat swojego kapitana, skoñczy³y siê ubieraæ. Tylko Katie by³a tego ranka jakaœ milcz¹ca. Zwykle mia³a sporo do powiedzenia na temat manii Wooda. Teraz sama zaczê³a siê zastanawiaæ, czy i ona nie popada w ob³êd. Znowu mia³a ten sen. Tylko jakoœ mniej zale¿a³o jej na dostaniu siê do s³odyczy. Nadal mia³a na nie ochotê, ale... Oliver, no ten tego, Wood te¿ by³... "Bell zapomnij o tym, co przed chwil¹ przemknê³o ci przez myœl!", upomnia³a siê ostro w myœlach i pod¹¿y³a za przyjació³kami na trening.
Poszarza³e od porannej zorzy niebo przywita³o grupkê Gryfonów raczej ch³odno. Niechêtnie weszli na boisko i rozpoczêli trening. Czas wlók³ siê niemi³osiernie, a Wood by³ nieugiêty i raz po raz zagrzewa³ ich do wiêkszego wysi³ku. W koñcu nadszed³ kres udrêki i ca³a siódemka znalaz³a siê z powrotem na ziemi. Fred i George od razu powlekli siê do zamku, nie zaprz¹taj¹c sobie g³owy przebieraniem. Potter poszed³ w ich œlady, ledwo trzymaj¹c siê ze zmêczenia na nogach. Tylko dziewczyny nie spieszy³y siê ze znikniêciem z boiska. Alicja i Angelina by³y ju¿ w po³owie drogi do szatni, natomiast Katie zamarudzi³a trochê, bo zaczepi³a szat¹ o witki w³asnej miot³y. Ju¿ mia³a do³¹czyæ do kole¿anek, kiedy us³ysza³a za sob¹ g³os Olivera.
- Katie, poczekaj!
Zatrzyma³a siê w po³owie kroku i z panik¹, narastaj¹c¹ w sercu niczym powodziowa fala, odwróci³a w kierunku Wooda. W milczeniu poczeka³a a¿ podszed³ bli¿ej.
- Muszê z tob¹ porozmawiaæ - oznajmi³, wpatruj¹c siê w ni¹ tak, i¿ fala paniki sta³a siê jeszcze wiêksza.
- Tak? - wyj¹ka³a po chwili krêpuj¹cej ciszy.
Oliver zdawa³ siê zbieraæ myœli, by wyraziæ to, co k³êbi³o mu siê w g³owie. W koñcu zdecydowa³ siê od czego powinien zacz¹æ.
- Chcia³em zapytaæ o...- lekko podenerwowany œciska³ w rêkach r¹czkê miot³y - ... chodzi o to, ¿e...Dlaczego to zrobi³aœ? - wykrztusi³ wreszcie.
Zdezorientowana, przygl¹da³a mu siê przez chwilê. Zupe³nie nie mog³a zrozumieæ, o co mu chodzi. Przecie¿ nic nie zrobi³a. Chyba, ¿e chodzi³o mu o... poczu³a jak zdradliwy rumieniec wp³ywa na jej policzki.
- Co zrobi³am? - zapyta³a z nadziej¹.
- Poca³owa³aœ mnie - odpar³ lekko dr¿¹cym g³osem, druzgocz¹c jej nadziejê.
Kiedy te s³owa dotar³y do jej centralnego oœrodka nerwowego i zosta³y przetworzone na jasny i logiczny ci¹g dwóch wyrazów, wpad³a ponownie w panikê. Czu³a jak na przemian zalewa j¹ fala gor¹ca, to znów wstrz¹sa ni¹ lodowaty dreszcz. "Dlaczego go poca³owa³am? O Merlinie, dlaczego ja to zrobi³am? A niby sk¹d mam to wiedzieæ, tylko... ta odpowiedŸ go nie zadowoli. Bêdzie chodzi³, pyta³, naprzykrza³ siê. No pomyœl Katie,, co mu powiesz!", w jej g³owie szala³a prawdziwa burza . "Prawdê?", na powierzchni rozszala³ych myœli ukaza³a siê jedna, nieœmia³a. Wstrz¹snê³a ona jednak umys³em Katie i zapali³a iskierkê nadziei.
- Wiesz... - zaczê³a, spogl¹daj¹c mu w oczy. To by³ b³¹d. Teraz nie mog³a ponownie zebraæ myœli. Wygl¹da³ tak...potrz¹snê³a g³ow¹, by odpêdziæ natrêtne wizje. - To wina diety !- wykrztusi³a w przyp³ywie nag³ego geniuszu.
Wood uniós³ znacz¹co brwi i zapyta³ zdziwiony:
- Diety?
- Tak - odparowa³a szybko. - Ja wtedy tak bardzo potrzebowa³am s³odyczy...
Poczu³ siê lekko zaniepokojony. Im d³u¿ej czeka³ na ci¹g dalszy, bo Katie nagle przerwa³a i z maniakalnym uporem wpatrywa³a siê w jego oczy, tym bardziej ros³o w nim uczucie zagro¿enia. Pojawi³o siê to dziwne uczucie, nieznajome... no mo¿e niezupe³nie nieznajome. Tylko takie jakieœ inne. Jak bardzo chcia³ aby przesta³a siê w niego wpatrywaæ. Mia³a takie... "Wood stop! Myœl o quidditchu!", przywo³a³ siê w myœlach do porz¹dku.
Zatka³o j¹. Jeszcze przed u³amkiem sekundy wszystko wydawa³o siê takie proste. Dieta i ju¿. No dobrze, ale czemu zamiast go stratowaæ - poca³owa³a. Zreszt¹ zastanawia³a siê ju¿ nad tym i do niczego nie dosz³a. A teraz mia³a wyt³umaczyæ to jemu. Mêtlik w g³owie pog³êbia³ siê coraz bardziej. Do tego jeszcze wpatrywa³ siê w ni¹ nie wiedzieæ czemu. Mia³ takie... "Stop Katie! Nawet o tym nie myœl!", przywo³a³a siê w myœlach do porz¹dku i zebra³a w sobie by brn¹æ dalej.
- ...Eeee...no i sz³am do kuchni - wróci³a do przerwanego w¹tku. - Chcia³am po prostu tylko coœ s³odkiego... no i wtedy zobaczy³am ciebie. - Teraz mia³a przed sob¹ najtrudniejszy kawa³ek, samo sedno odpowiedzi. - Zupe³nie straci³am g³owê... no dobra, chcia³am ciê wtedy uderzyæ albo coœ w tym stylu, ale tego nie zrobi³am... - wyrzuci³a w koñcu z siebie, maj¹c nadziejê, ¿e nie bêdzie ju¿ teraz docieka³ szczegó³ów. - Powinieneœ siê cieszyæ! - doda³a jeszcze.
Wood przez chwilê w milczeniu wa¿y³ dopiero co us³yszane s³owa. Stan¹³ przed trudnym zadaniem. No dobra, to lekka przesada, ale na pewno mia³ do rozwi¹zania problem.
Milcza³. To nie wró¿y³o nic dobrego. Wola³aby ju¿ ¿eby zacz¹³ siê ...œmiaæ, wrzeszczeæ, nawet jedno z tych "moralnych" kazañ kapitana Wooda by³oby czymœ. A on milcza³.
Oliver Wood kocha³ soboty. Bynajmniej jednak nie z tego samego powodu, co wszyscy inni uczniowie Hogwartu. Kocha³ soboty ze wzglêdu na...no zgadnijcie...w³aœnie, QUIDDTICH! To w³aœnie w soboty odbywa³y siê treningi i to w³aœnie w soboty gracze nie musieli spieszyæ siê do zajêæ wielce niepraktycznych, bêd¹cych odrabianiem zadanych æwiczeñ, esejów i innych badziewi. Mieli czas tylko i wy³¹cznie na grê, ciê¿ki trening i... no przede wszystkim na ciê¿ki trening. Ta sobota mia³a byæ szczególnie szczególna. W tê sobotê mia³ zamiar po³o¿yæ kres swojej...swojemu drobnemu problemowi. Porozmawia z Katie i wszystko bêdzie w porz¹dku. W³aœnie z tego powodu szed³ niedba³ym krokiem korytarzem o...pi¹tej nad ranem kieruj¹c siê do dormitorium jednego z ni¿szych roczników. Energicznym ruchem rozsun¹³ zas³ony przy jednym z ³ó¿ek i zagrzmia³ swoim (o jak¿e seksownym) g³osem ze szkockim akcentem:
- Pobudka!!
Z wnêtrza ³ó¿ka dobieg³ jedynie cichy jêk i chuda rêka w³aœciciela owego ³ó¿ka naci¹gnê³a sobie na g³owê poduszkê. Oliver wcale siê tym nie zrazi³.
- Za piêtnaœcie minut zaczyna siê trening! Wstawaæ!
Zawartoœæ ³ó¿ka znów odpowiedzia³a jedynie jêkniêciem i wcale nie kwapi³a siê do przyjêcia s³ów Wooda do wiadomoœci. W koñcu jednak musia³a uznaæ wy¿szoœæ si³y fizycznej doskonale wytrenowanego cia³a obroñcy nad chucherkow¹ postur¹ cia³a szukaj¹cego. Wyci¹gniêty brutalnie z ciep³ych czeluœci swojego pos³ania, Potter morderczym wzrokiem spojrza³ na œcianê, która w zasadzie mia³a byæ Woodem, ale brak okularów na nosie spowodowa³ ma³y b³¹d namiaru. Kl¹twa odbi³a siê rykoszetem od ramy obrazu i trafi³a w któr¹œ z hogwarckich myszy i trudno oczekiwaæ by kiedykolwiek siê spe³ni³a, bo myszy nie graj¹ w quidditcha, i co za tym idzie, nie spadaj¹ z miote³. Tymczasem Oliver pod¹¿a³ ju¿ œcie¿k¹ swojej krucjaty do dormitorium uznawanego za dom Freda i George'a. Pozostawiony samemu sobie Harry za³o¿y³ w koñcu okulary na nos i z zamkniêtymi oczyma ruszy³ do ³azienki, by dokonaæ porannej ( w jego mniemaniu œrodkowo nocnej) toalety.
Dormitorium, które zajmowali bliŸniacy Weasley by³o...ca³kiem zwyczajne. Mo¿na wrêcz powiedzieæ, ¿e w ¿aden sposób nie wyró¿nia³o siê wygl¹dem spoœród ca³ej masy innych w wie¿y Gryffindoru. Mia³o jedynie doœæ szczególnych lokatorów, którzy w tej chwili smacznie spali, posapuj¹c przez sen. Zdecydowanie nie mieli w planach porannej pobudki, jednak w myœl zasady: Co planowane to nieudane! musieli nieco skorygowaæ swój grafik. Z³orzecz¹c na Wooda, który swoim entuzjazmem przyprawia³ ich o poranne md³oœci, wygrzebali siê z poœcieli i daruj¹c sobie porann¹ toaletê, bo po co traciæ czas na takie bzdury, pocz³apali za swoim oprawc¹.
Walenie do drzwi wyrwa³o Katie z b³ogiego snu. Snu, który by³ taki...hmm... ¿enuj¹cy a jednak mi³y. Walenie nie ustawa³o i w koñcu zmusi³a siê do otworzenia oczu. By³o jeszcze bardzo ciemno. Odczeka³a chwilê, maj¹c nadziejê, ¿e któraœ z dziewcz¹t ruszy siê w koñcu i otworzy drzwi, które dr¿a³y pod czyimiœ piêœciami. Niestety, nie doczeka³a siê. Z jêkiem zsunê³a z siebie ko³drê i powoli wysz³a z ³ó¿ka. Przez chwilê szuka³a kapci a potem nastêpn¹ chwilê szlafroka. W koñcu dobrnê³a do drzwi, otworzy³a je i... spojrza³a wprost w czyj¹œ klatkê piersiow¹, odzian¹ w szatê do gry w quidditcha. Spojrza³a w górê i zupe³nie j¹ zatka³o.
- Za piêtnaœcie minut trening! - zagrzmia³ jej ko³o ucha g³os Olivera Wooda.
- Oliver, co ty tu robisz!- otrz¹snê³a siê w koñcu.
- Pobudkê! - odpar³ spokojnie i odwróci³ siê na piêcie.
- Tutaj nie mo¿esz wchodziæ!
- Naprawdê? - odpar³, ogl¹daj¹c siê przez ramiê.
- Ale...ale tobie nie wolno tu wchodziæ! - by³a zupe³nie zdezorientowana.- Przecie¿... zaklêcie...
- Bell ubieraj siê i jazda na trening - wszed³ jej w s³owo, uœmiechaj¹c siê przy tym prawie uwodzicielsko. - I nie zapomnij obudziæ reszty œcigaj¹cych - dorzuci³ jeszcze, znikaj¹c za zakrêtem korytarza.
Oszo³omiona, zdo³a³a tylko pokiwaæ twierdz¹co g³ow¹. W koñcu zamknê³a drzwi i odwróci³a siê w stronê wnêtrza pokoju.
- Co to by³o? - zaspana Alicja wychyli³a g³owê zza kotar przy swoim ³ó¿ku.
- Wood.
- Aha - mruknê³a, znów zag³êbiaj¹c siê w poœcieli. - Chwila, a jak on tu wszed³?- tym razem ca³a postaæ Alicji ukaza³a siê oczom Katie.
- A niby sk¹d ja mam to wiedzieæ? - burknê³a Bell, wygrzebuj¹c z kufra szaty.
- On jest inny - stwierdzi³a filozoficznie Angelina, która w koñcu podjê³a decyzjê o wstaniu z ³ó¿ka.
Alicja i Katie spojrza³y na ni¹, ale nic ju¿ nie powiedzia³y. W sumie to Angelina mia³a racjê: Wood by³ zdecydowanie inny. Powoli zaczê³y przygotowywaæ siê do treningu.
- Czy on nam to musi robiæ w ka¿d¹ sobotê? - skar¿y³a siê Alicja, usi³uj¹c wcisn¹æ nogê w rêkaw swetra.
- Uuch...tak, bo jest sadyst¹ i kompletnym œwirem - odpar³a Angelina wyczo³guj¹c siê spod ³ó¿ka, gdzie zanurkowa³a w poszukiwaniu drugiego buta.
- To by³o pytanie retoryczne, Angel - westchnê³a Alicja, w koñcu dopasowuj¹c rêkaw do rêki, a nogawkê do nogi.
W dalszym ci¹gu wymieniaj¹c uprzejme uwagi na temat swojego kapitana, skoñczy³y siê ubieraæ. Tylko Katie by³a tego ranka jakaœ milcz¹ca. Zwykle mia³a sporo do powiedzenia na temat manii Wooda. Teraz sama zaczê³a siê zastanawiaæ, czy i ona nie popada w ob³êd. Znowu mia³a ten sen. Tylko jakoœ mniej zale¿a³o jej na dostaniu siê do s³odyczy. Nadal mia³a na nie ochotê, ale... Oliver, no ten tego, Wood te¿ by³... "Bell zapomnij o tym, co przed chwil¹ przemknê³o ci przez myœl!", upomnia³a siê ostro w myœlach i pod¹¿y³a za przyjació³kami na trening.
Poszarza³e od porannej zorzy niebo przywita³o grupkê Gryfonów raczej ch³odno. Niechêtnie weszli na boisko i rozpoczêli trening. Czas wlók³ siê niemi³osiernie, a Wood by³ nieugiêty i raz po raz zagrzewa³ ich do wiêkszego wysi³ku. W koñcu nadszed³ kres udrêki i ca³a siódemka znalaz³a siê z powrotem na ziemi. Fred i George od razu powlekli siê do zamku, nie zaprz¹taj¹c sobie g³owy przebieraniem. Potter poszed³ w ich œlady, ledwo trzymaj¹c siê ze zmêczenia na nogach. Tylko dziewczyny nie spieszy³y siê ze znikniêciem z boiska. Alicja i Angelina by³y ju¿ w po³owie drogi do szatni, natomiast Katie zamarudzi³a trochê, bo zaczepi³a szat¹ o witki w³asnej miot³y. Ju¿ mia³a do³¹czyæ do kole¿anek, kiedy us³ysza³a za sob¹ g³os Olivera.
- Katie, poczekaj!
Zatrzyma³a siê w po³owie kroku i z panik¹, narastaj¹c¹ w sercu niczym powodziowa fala, odwróci³a w kierunku Wooda. W milczeniu poczeka³a a¿ podszed³ bli¿ej.
- Muszê z tob¹ porozmawiaæ - oznajmi³, wpatruj¹c siê w ni¹ tak, i¿ fala paniki sta³a siê jeszcze wiêksza.
- Tak? - wyj¹ka³a po chwili krêpuj¹cej ciszy.
Oliver zdawa³ siê zbieraæ myœli, by wyraziæ to, co k³êbi³o mu siê w g³owie. W koñcu zdecydowa³ siê od czego powinien zacz¹æ.
- Chcia³em zapytaæ o...- lekko podenerwowany œciska³ w rêkach r¹czkê miot³y - ... chodzi o to, ¿e...Dlaczego to zrobi³aœ? - wykrztusi³ wreszcie.
Zdezorientowana, przygl¹da³a mu siê przez chwilê. Zupe³nie nie mog³a zrozumieæ, o co mu chodzi. Przecie¿ nic nie zrobi³a. Chyba, ¿e chodzi³o mu o... poczu³a jak zdradliwy rumieniec wp³ywa na jej policzki.
- Co zrobi³am? - zapyta³a z nadziej¹.
- Poca³owa³aœ mnie - odpar³ lekko dr¿¹cym g³osem, druzgocz¹c jej nadziejê.
Kiedy te s³owa dotar³y do jej centralnego oœrodka nerwowego i zosta³y przetworzone na jasny i logiczny ci¹g dwóch wyrazów, wpad³a ponownie w panikê. Czu³a jak na przemian zalewa j¹ fala gor¹ca, to znów wstrz¹sa ni¹ lodowaty dreszcz. "Dlaczego go poca³owa³am? O Merlinie, dlaczego ja to zrobi³am? A niby sk¹d mam to wiedzieæ, tylko... ta odpowiedŸ go nie zadowoli. Bêdzie chodzi³, pyta³, naprzykrza³ siê. No pomyœl Katie,, co mu powiesz!", w jej g³owie szala³a prawdziwa burza . "Prawdê?", na powierzchni rozszala³ych myœli ukaza³a siê jedna, nieœmia³a. Wstrz¹snê³a ona jednak umys³em Katie i zapali³a iskierkê nadziei.
- Wiesz... - zaczê³a, spogl¹daj¹c mu w oczy. To by³ b³¹d. Teraz nie mog³a ponownie zebraæ myœli. Wygl¹da³ tak...potrz¹snê³a g³ow¹, by odpêdziæ natrêtne wizje. - To wina diety !- wykrztusi³a w przyp³ywie nag³ego geniuszu.
Wood uniós³ znacz¹co brwi i zapyta³ zdziwiony:
- Diety?
- Tak - odparowa³a szybko. - Ja wtedy tak bardzo potrzebowa³am s³odyczy...
Poczu³ siê lekko zaniepokojony. Im d³u¿ej czeka³ na ci¹g dalszy, bo Katie nagle przerwa³a i z maniakalnym uporem wpatrywa³a siê w jego oczy, tym bardziej ros³o w nim uczucie zagro¿enia. Pojawi³o siê to dziwne uczucie, nieznajome... no mo¿e niezupe³nie nieznajome. Tylko takie jakieœ inne. Jak bardzo chcia³ aby przesta³a siê w niego wpatrywaæ. Mia³a takie... "Wood stop! Myœl o quidditchu!", przywo³a³ siê w myœlach do porz¹dku.
Zatka³o j¹. Jeszcze przed u³amkiem sekundy wszystko wydawa³o siê takie proste. Dieta i ju¿. No dobrze, ale czemu zamiast go stratowaæ - poca³owa³a. Zreszt¹ zastanawia³a siê ju¿ nad tym i do niczego nie dosz³a. A teraz mia³a wyt³umaczyæ to jemu. Mêtlik w g³owie pog³êbia³ siê coraz bardziej. Do tego jeszcze wpatrywa³ siê w ni¹ nie wiedzieæ czemu. Mia³ takie... "Stop Katie! Nawet o tym nie myœl!", przywo³a³a siê w myœlach do porz¹dku i zebra³a w sobie by brn¹æ dalej.
- ...Eeee...no i sz³am do kuchni - wróci³a do przerwanego w¹tku. - Chcia³am po prostu tylko coœ s³odkiego... no i wtedy zobaczy³am ciebie. - Teraz mia³a przed sob¹ najtrudniejszy kawa³ek, samo sedno odpowiedzi. - Zupe³nie straci³am g³owê... no dobra, chcia³am ciê wtedy uderzyæ albo coœ w tym stylu, ale tego nie zrobi³am... - wyrzuci³a w koñcu z siebie, maj¹c nadziejê, ¿e nie bêdzie ju¿ teraz docieka³ szczegó³ów. - Powinieneœ siê cieszyæ! - doda³a jeszcze.
Wood przez chwilê w milczeniu wa¿y³ dopiero co us³yszane s³owa. Stan¹³ przed trudnym zadaniem. No dobra, to lekka przesada, ale na pewno mia³ do rozwi¹zania problem.
Milcza³. To nie wró¿y³o nic dobrego. Wola³aby ju¿ ¿eby zacz¹³ siê ...œmiaæ, wrzeszczeæ, nawet jedno z tych "moralnych" kazañ kapitana Wooda by³oby czymœ. A on milcza³.
