DISCLAIMER: X-men nie należą do mnie. Gdyby należeli ta para nigdy nie miałby prawa bytu. Po prostu by nie istniała. A tak…

NOTKA ODAUTORSKA: Dla wielu ta para może okazać się szokiem, a jednak… W X-men 100, nagle okazało się, że Piotr w swej „stalowej" formie może dotykać Rogue (choć wcześniej go w tej formie wysysała, ale kto by się przejmował takimi szczegółami : ) i ją pocałował. Choć myśli Rogue cały czas zajęte były Gambitem, a całość nigdy się nie rozwinęła ze względu na protesty fanów, niektórzy zaliczają ich związek do oficjalnych. Ja tymczasem „zabawiłam" się nieco w Irene i wywróżyłam im małą przyszłość. Enjoy!

ROZDZIAŁ TRZECI

Rogue i Piotr

Instytut Xaviera

Po porannym treningu w Danger Room

Zmęczona i zlana potem Rogue wchodzi po swoim porannym treningu do wspólnej sypialni, zajmowanej przez nią i jej chłopaka Piotra Rasputina, lepiej znanego jako Colossus.

„Dzień dobry, Piotr" Rzuciła wesoło od progu

„Zdrastwujtje, Rogue" Odpowiedział i przybrał swą metalową formę, by narzeczona mogła pocałować go w policzek. (Na szczęście w pobliżu stał taboret, więc nie musiał się nachylać) „Wyglądasz dziś wyjątkowo promiennie, moja droga." Powiedział swoim łagodnym, melodyjnym głosem, ze pięknym rosyjskim akcentem.

Dziewczyna spłoniła się czarownym rumieńcem i powiedziała:

„Ach, dziękuję ci Piotrze. Jesteś zawsze taki miły… A więc… Jesteśmy umówieni na dziś wieczór, tak?"

„Da"

„W muzeum o 19.00?" Upewniła się

„Da"

„I zobaczymy się dopiero na miejscu, tak?" Tym razem jej głos zabrzmiał nieco smutno

„Da"

„Czy naprawdę nie możemy iść razem?" Zwiesiła głowę

„Przecież wiesz, że muszę tam być wcześniej, aby wszystkiego dopilnować. Ty dojedziesz razem z innymi. Zresztą… Nie spiesz się za bardzo…"

„Hę? A to czemu?"

„Bo ludzie przestaną zwracać uwagę na moje dzieła, natychmiast gdy tylko wejdziesz na salę. Swoją urodą zaćmisz moje obrazy…"

„Ach, Piotr. To było takie słodkie!" Powiedziała tuląc się do niego. „No ale ja naprawdę muszę już iść pod prysznic. Do zobaczenia wieczorem, Pete."

„Da. Daswidanija"

I gdy Rogue weszła do łazienki, on cicho pogwizdując udał się do pokoju Betsy Braddock, by malować akt.

XXXXXXXXXXX

W łazience

Rogue była szczęśliwa. Nawet bardzo szczęśliwa. Jak mogłaby nie być? W końcu miała wszystko, o czym od tak dawna marzyła.

Związek jej i Petera zaczął się tak niespodziewanie, od faktu, iż przez przypadek odkryli, że gdy on jest w swej metalowej formie, to mogą się dotknąć. I choć wcześniej nie zwracali na siebie najmniejszej uwagi… Nie, źle! Jak mogła zapomnieć, że kiedyś przyznała, że uważa go za przystojnego? A więc interesowała się nim!... No i teraz układało im się idealnie. Zresztą, jak mogło być inaczej?

Piotr był dla niej zawsze taki dobry i miły. Mówił jej takie urocze komplementy… Nie to, co ten nic niewarty Szczur Błotny! Zaraz… Szczur? Czy ona znowu tak pomyślała? Bo to była zła, zła myśl! O nim myśleć nie wolno! On to już przeszłość. Teraz jest dziewczyną Petera! W końcu tyle ich łączy… Np. że…eee…no tak przykładowo… żeby nie skłamać… O tak! Właśnie! Oboje należą do X-men! Wspólna walka o prawa wszystkich mutantów musi się liczyć, prawda? No i najważniejsze: mogli się dotykać! Wreszcie, po tylu latach osamotnienia i izolacji, mogła bez obaw znów kogoś objąć i przytulić… Ponownie poczuć, co znaczy ciepło drugiego ciała…

No, właściwie tak do końca, to niezupełnie, bo Piotr musiał przebywać w tej swojej metalicznej formie, a metal przesadnie ciepły nie jest, no ale to już czepianie się szczegółów. No i pocałunki miały taki dziwny, nieco metaliczny posmak. Jakby się lizało klamkę, albo coś… No ale do tego można się było przyzwyczaić.

Ostatecznie, dzięki temu, mogła w końcu poznać, co to znaczy naprawdę być z mężczyzną. Tzn. tak naprawdę dowiedziała się już trochę wcześniej, na Antarktydzie, kiedy przeżyła „swój pierwszy raz" z tym nic niewartym Cajunem. No ale teraz mogła robić to częściej. Praktycznie zawsze, kiedy chciała. Było to może trochę niewygodne (ostatecznie Piotr cały pokrywał się metalem, ale jakoś sobie radzili. Że trochę bolało… „Bez bólu nie ma przyjemności" : tak zawsze powtarzała mama).

Zresztą, z Gambitem też trochę bolało i było niezbyt wygodnie. Co prawda to był jej pierwszy raz i robili to na ziemi w jakiejś jaskini, ale kto może zagwarantować, że gdyby mieli okazję to powtórzyć to by było inaczej? I dlaczego ona w ogóle o tym myśli? Może i ten Szczur Błotny miał taką cudownie ciepłą i aksamitną skórę i tak zmysłowo pachniał, ale ona przecież kocha Colossusa! I to jak bardzo…

XXXXXXXXXXX

Nowy York

Wieczór

Muzeum Sztuki Współczesnej: Wernisaż Prac Piotra Rasputina

Rogue ubrana w piękną wieczorową suknię się NUDZI. Bardzo się nudzi. Podczas gdy Piotr oprowadza gości po swojej wystawie i z zapałem opowiada o „spirytualizmie w doborze kolorów" ona utknęła przed obrazem przedstawiającym krowę, a podpisanym „Łabędź", z kieliszkiem podłego szampana w ręku. Nie mogła nawet upić się z Samem, bo ten, wiedząc, że gośćmi będą Warren i Paige, postanowił bojkotować imprezę. Znikąd pomocy!

„To najbrzydsza krowa, jaką w życiu widziałem." Usłyszała za sobą męski głos.

„Bo to wcale nie jest krowa tylko łabędź, Szczurze Błotny"

„Łabędź?" Zdziwiony Gambit przekrzywił głowę, aby lepiej widzieć „Mnie to przypomina krowę…"

„Mnie też" Przyznała z westchnieniem, nie mając ochoty na dyskusje z pyszałkowatym Cajunem. Ten zdaje się jednak, miał inne plany.

„Po co malować łabędzia, który wygląda jak krowa?" Drążył „Nie można takiego, który by wyglądał chociaż jak ptak?"

„A skąd mam wiedzieć!" Wybuchnęła poirytowana Rogue „Czy ja wyglądam na krytyka sztuki? Skoro tak jest, to najwyraźniej tak ma być!"

„Oui, oui… A może raczej przyznasz, że twój nowy chłopak nie umie malować…"

„Co żeś powiedział? Piotr pięknie maluje! Po prostu nie znasz się na sztuce, ignorancie!"

Wówczas, ku jej jeszcze większej irytacji, Remy uśmiechnął się szeroko wskazując na obraz za jej plecami i powiedział:

„Wiesz co? Masz rację. Ten obraz to prawdziwe arcydzieło."

Anna odwróciła się i zamarła. Wcześniej go nie widziała, ponieważ wokół tego jednego dzieła cały czas były tłumy gapiów, a ona z oczywistych względów tłumów wolała unikać.

Dopiero teraz, gdy wszyscy przysunęli się by posłuchać przemówienia właścicielki galerii (choć Rogue podejrzewała, że chodzi raczej o darmowe przekąski. Ostatecznie: co takiego interesującego można powiedzieć o tych bohomazach?), mogła zobaczyć bardzo promienną i bardzo nagą Betsy Braddock, uśmiechającą się do niej ze ściany.

Poczuła, że krew dosłownie się w niej gotuje.

Kiedy on to namalował?

Nie miała pojęcia, ale czuła, że jeśli zaraz czegoś nie rozwali, to chyba eksploduje.

Jak on w ogóle śmiał? Przez cały czas, kiedy mówił, że jest zajęty „pracą", po prostu bezwstydnie wślepiał się w nagie ciało innej kobiety! Też mi „praca"… A jej nawet nie zaproponował! Nie zgodziłaby się naturalnie, ale nie to jest najważniejsze! Chodziło o to, że wybrał inną kobietę! Nie była dla niego dość seksy?

Doprowadzona do ostateczności wyrwała przechodzącemu kelnerowi tacę pełną kieliszków i z hukiem cisnęła o podłogę. Brzęk tłuczonego szkła sprawił, że poczuła się dużo lepiej, ale jednocześnie ściągnął na nią oburzone spojrzenia pozostałych gości. Czując, że dłużej może nie znieść podobnego upokorzenia, wybiegła na dwór. Po kilku minutach, gdy udało jej się nieco ochłonąć poczuła, jak ktoś kładzie jej rękę na ramieniu.

A jednak Peter przyszedł mnie przeprosić! Pomyślała. Ale zamiast głosu Colossusa, usłyszała inny, również z silnym akcentem.

„Przykro mi chere, że musiałaś to oglądać. Byłem pewien, że wiesz…"

„Bo wiedziałam tylko…eee…zapomniałam!" Odparła szybko. Ten zarozumialec nie musiał wiedzieć, jak niemiłą niespodziankę zafundował jej Pete.

Gambit nie skomentował. Za to zaproponował:

„Masz ochotę na małą ucieczkę?"

„Hę?"

„Odniosłem wrażenie, że zamiast wracać tam i męczyć się dalej, dasz się namówić na małą wycieczkę. Pojedziemy do baru Harry'ego, wypijemy jakieś piwko i pogramy w bilard."

„Sama nie wiem…" Powiedziała. Perspektywa miłego wieczoru i kilku partyjek bilarda z godnym przeciwnikiem (Colossus grał jak noga) wydała jej się więcej niż kusząca. Ale czy miała prawo tak postąpić?

„Rób co chcesz, ale ja się zmywam. Byłem na kilku pogrzebach weselszych niż ta imprezka! No ale, jeśli chcesz zrobić przyjemność swojemu nietaktownemu chłopakowi to…"

Gambit uderzył w dobry ton. Bowiem wściekła Rogue, to niespecjalnie myśląca Rogue:

On ma rację! W imię czego mam tu siedzieć i nudzić się jak mops, podczas gdy Peter wycina mi takie numery? Ale już ja mu pokażę! Też potrafię się bawić i to bez niego!

„Jedziemy!" Rzuciła w stronę Gambita. „Czekaj! Muszę zrobić jeszcze jedną rzecz!"

„Co takiego, chere?" Zdziwił (i nieco zirytował) się Remy.

„Musze pozbyć się tych okropnych butów, zanim nogi mi odpadną!" Krzyknęła ściągając czarne szpilki i podbiegając do niego na bosaka.

Gambit zaśmiał się tylko. Ot cała Rogue. Pomyślał

XXXXXXXXXXX

Ze swojej eskapady wrócili dopiero nad ranem, roześmiani i bardzo zadowoleni. Oboje świetnie się bawili i żadne nie żałowało tego, że „urwali się" z wernisażu. Cóż, żadne z nich nie było fanem „formalnych" imprez.

„Dobranoc, Bagniku".

„Dobranoc, chere"

I oboje rozeszli się do swoich pokoi. Rogue westchnęła głośno widząc rozłożonego na łóżku Piotra.

Uh. Będzie musiała pogadać z nim jutro, bo jeśli myśli, że tak po prostu mu to podaruje, to się głęboko myli! I czy on w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, jak głośno chrapie?

XXXXXXXXXXX

Następnego dnia

Popołudnie

Z sypialni Rogue i Piotra dobiegają głośne krzyki, przekleństwa i odgłosy łamanych mebli. Nasze gołąbeczki najwyraźniej się kłócą. Chociaż nie, czekajcie… Dlaczego krzyczy tylko jedna osoba?

„Ty pii (cenzura ;) ) zdrajco! Jak mogłeś mi nie powiedzieć o tym pii obrazie? Wiesz, jak ja się czułam, jak gapił się na mnie cały ten pii tłum?" Ze złością bierze przedmiot, który ma akurat ma pod ręką (szczotka do włosów) i rzuca nim o ścianę. Szczotka zostaje unicestwiona a na ścianie pojawia się artystyczne pęknięcie (siła Miss Marvel).

W ogóle niewzruszony Piotr mówi spokojnym, opanowanym głosem:

„Uspokój się, kochanie. Nie złość się tak. Ten obraz był…"

„Uspokój się? Uspokój się! Ja jestem spokojna, ty wszawy, kłamliwy, pii, pii zdrajco!"

„Lubov… Usiądź sobie spokojnie, odetchnij trochę, a ja wszystko wyjaśnię." Dalej ze stoickim spokojem ciągnął Colossus, tym swoim kojąco/łagodzącym tonem.

„A wypchaj się! Będę oddychać kiedy mi się będzie podobało! Ruski nie będzie mi rozkazywać!" Prychnęła dotknięta do żywego.

„A więc to tak? „Ruski" nie, ale Cajun tak?" W głosie Piotra słychać nutkę głębokiej nostalgii…

„Co ty pii lisz, Pete? O piii do reszty? Co mnie obchodzi ten Bagienny Szczur? I co on ma wspólnego z nami?"

„Naprawdę tego nie widzisz, lubov?"

„Ni pii" Odpowiada Anna.

„Wczoraj, na przyjęciu, które było moją przepustką do świata wielkiej sztuki oraz ukoronowaniem moich dotychczasowych osiągnięć artystycznych, najpierw urządziłaś niesmaczną scenę z powodu niewinnego aktu, a potem opuściłaś mnie bez słowa, w towarzystwie Remy'ego i przez całą noc oddawaliście się alkoholowej libacji i innym moralnie niepewnym rozrywkom."

„Że jak?"

„Zrozum mój punkt widzenia. Martwiłem się o ciebie. Moja artystyczna wyobraźnia podsuwała mi niezwykle sugestywne obrazy ciebie w sytuacjach skrajnego zagrożenia, a nawet sceny iście martyrologiczne."

„Pete, co ty tam do pii, pii bredzisz?" Wściekła Rogue rzuca w jego stronę wazonem, ale na szczęście zdążył się uchylić.

„Mówię, że twój nagły, niczym nieuzasadniony afront, wpędził mnie wczoraj w stan permanentnego niepokoju. Nie mogłem się skupić na moim wernisażu, nie mogłem jeść, nie mogłem spać…"

„Co za obrzydliwe, pii, pii kłamstwo! Jak wróciłam chrapałeś pii w najlepsze!"

„Rogue, bez nerwów…"

„Twoje pii chrapanie było słychać w całej pii, pii okolicy!"

„Rogue, proszę cię. Uspokój się trochę, bo to szkodzi na serce. I zwracaj uwagę na swój język, bo tu mieszkają dzieci!" Kontynuował Pete w ogóle nieporuszony jej wyzwiskami.

Rogue, której temperament, a zwłaszcza gwałtowne napady złości były słynne na cały Instytut, w ogóle nie mogła tego pojąć. Chciała żeby się rzucał, krzyczał, wygrażał pięściami… Tymczasem on nawet nie podniósł głosu. Siedział tylko ze stoickim spokojem i to jej kazał się przestać denerwować!

Podziałało dokładnie odwrotnie.

Doprowadziło ją do iście szewskiej pasji.

„Ty pii, pii, pii gnojku! Tak cię martwi moje serce? Trzeba było pomyśleć o tym zanim zacząłeś mnie zdradzać ty pii kanalio! Szumowino jedna!"

„Ależ lubov, nic takiego nie miało miejsca. Wyciągasz pochopne wnioski To był tylko niewinny akt."

„Ja ci dam pii pochopne wnioski!" Lusterko leci w stronę Colossusa, na szczęście zdążył zrobić unik „Ja ci dam pii niewinny akt!" Książka. Cel ponownie chybiony. „Ty, pii, pii, papii…"

Rogue rzuca przedmiotami, klnie i wyzywa, tymczasem Piotr wyciągnął z zanadrza termos z jakimś tajemniczym płynem, nalał go do zakrętki/kubka i niewzruszony podał go dziewczynie.

„Co to jest do pii nędzy?"

„Herbatka z melisą. Wypij. Ma działanie uspokajające. Świetnie koi nerwy"

Rogue dosłownie zatrzęsło.

Wyrwała Piotrowi zakrętkę/kubek i wylała mu zawartość na głowę (był w metalu, więc uniknął poważnych poparzeń). Następnie zaczęła kląć i wyzywać jeszcze mocniej, rzucając od czasu do czasu czymś, co było pod ręką o ścianę lub podłogę.

A Colossus, który obliczał już wstępnie koszty remontu, schylił się spokojnie po nakrętkę/kubek i ponownie zaczął napełniać go naparem z melisy.

„Pii, pii, pii…" Roznosiło się w całym Instytucie.

END OF PART THREE

TRZECIA ZASADA UDANGO ZWIĄZKU: PRZECIWIEŃSTWA SIĘ PRZYCIĄGAJĄ!

Im większe tym lepiej!

A flegmatyk z cholerykiem zawsze się dogadają, byle seks był dobry!