DISCLAIMER: R&R nie należą do mnie (a szkoda… Remem bym nie pogardziła…). Reszta X-men też nie. Wszyscy są własnością Marvela. Do czasu hehe. Ale ciii. Nic o tym nie wiecie ;)
RODZIAŁ IV
ROGUE I REMY
Rogue i Remy byli wyjątkową parą w Instytucie. To, co ich wyróżniało, to przede wszystkim staż, gdyż udawało im się (ze zmiennym szczęściem) utrzymywać ten związek już od lat. Dzisiaj właśnie przypadała ich mała rocznica, więc oboje ubrali się odświętnie, wywiesili na drzwiach karteczkę następującej treści:
„Nie przeszkadzać.
Wolne!
Świrom chcącym opanować świat, serdecznie dziękujemy.
Proszę umówić się w innym terminie"
Zamknęli się w pokoju Gambita i przystąpili do świętowania.
O dziwo wszystko było tak, jak być powinno.
Romantyczne światło świec, nastrojowa muzyka, tańce/przytulańce i wszystkie te romantyczne pierdoły. O oprawę kulinarną całego przedsięwzięcia zadbał Remy osobiście, więc nie mogło być lepiej.
Po prostu idylla.
X X X X X X X
Instytut Xaviera
Wieczór
Rocznica Rogue i Remy'ego
Kilka romantycznych momentów i kieliszków wina później
Rogue i Remy tańczą mocno przytuleni do jakiegoś wolnego, jazzowego kawałka.
„Mmmm, skarbie… Mogłabym tak bez końca" Mruczy zadowolona Anna do ucha swojego ukochanego
„Ach chere" Wzdycha Rem patrząc na nią rozmiłowanym wzrokiem „Wiesz co mowią… Taniec jest jak seks, tyle że w ubraniach."
Anna tuli głowę do jego ramienia by ukryć zmianę, jaką wywołały te słowa na jej twarzy, ale nie jest w stanie ukryć smutku wyraźnie wyczuwalnego w głosie:
„Taaak" Wzdycha „Powiedz mi Remy, ale tak szczerze, nie brakuje ci czasem tego? Nie wolałbyś mieć prawdziwej dziewczyny?"
Gambit, który natychmiast wyczuł, co się święci zaczął przeklinać się w duchu. Drugą cechą specyficzną tego związku był bowiem fakt, że wystarczyło jedno nieostrożnie rzucone zdanie, by wszystko legło w gruzach.
„Ależ mon amour, ja mam prawdziwą dziewczynę. Ty nią jesteś!" Zapewnił.
„No widzisz, zawsze tak jest! Kiedy próbuję nawiązać z tobą jakąś poważną rozmowę ty unikasz odpowiedzi!"
„Wcale nie unikam! Przecież powiedziałem ci głośno i wyraźnie, że cię kocham i nie potrzebuję nikogo innego!"
„No właśnie…"
„Co właśnie? Co jeszcze chcesz usłyszeć?"
„Może prawdę, dla odmiany!"
„Ale to jest prawda!"
„Bzdura! Nie możesz mnie kochać, skoro nie możemy się nawet dotknąć. To niemożliwe!"
„Nie? A co to jest to między nami?"
„No to ja się ciebie pytam, ale ty jak zwykle odwracasz kota ogonem i…"
„Ja odwracam? O ile mnie pamięć nie myli chere, to dałem ci odpowiedź. Prostą i prawdziwą, ale ty jak zwykle nie wierzysz."
„Proszę cię tylko o to, abyś był ze mną szczery. Nie powiesz mi przecież, że nie brakuje ci seksu."
Gambit westchnął głośno:
„Oczywiście, że mi brakuje. Marzę by móc wziąć cię w ramiona i kochać się przez całą noc. Ale to nie jest najważniejsze, rozumiesz? Tak naprawdę liczysz się dla mnie tylko ty…" Mówił patrząc jej w oczy
Przez chwilę to nawet działało i wydawało się, że wzruszona Anna uwierzy i odpuści, ale to trwało zaledwie parę sekund:
„A więc nie jesteś ze mną szczęśliwy…"
„Zaraz, chere! Tego nie powiedziałem!"
„Ale tak jest, prawda? Sam przyznałeś, że mnie pragniesz. I że tęsknisz za bliskością. Dlaczego więc tracisz czas na taka wybrakowaną dziewczynę, jak ja? Dlaczego nie znajdziesz sobie kogoś lepszego? Kim lub czym dla ciebie jestem? Zabawką? Wyzwaniem? MÓW!"
„Wiesz co?" Remy zaczął się wkurzać „Mam już serdecznie dość tej dyskusji. Dlaczego zawsze zaczynasz? I ile razy mam ci powtarzać, że kocham i pragnę tylko ciebie, zanim w końcu w to uwierzysz?"
„Może kiedy w końcu zaczniesz się zachowywać adekwatnie do wypowiadanych słów. Myślisz, że nie widziałam, jak dzisiaj patrzyłeś na tę sprzedawczynię w sklepie!"
„Co? (…)"
X X X X X X X
Tak z godzinkę i kilkaset ostrych słów później
„I co teraz!" Krzyknęła Rogue
Gambit zamyślił się na krótką chwilę, aż w końcu stwierdził:
„Cóż chere, skoro oboje doszliśmy do wniosku, że ten związek nie ma sensu widzę tylko jedno rozwiązanie…"
„Masz na myśli…"
„Tak. Skoro oboje się męczymy, to chyba nie ma sensu dalej tego ciągnąć. Może lepiej rozstańmy się jako przyjaciele."
„Zrywasz ze mną?" Zapytała z niedowierzaniem
„Tak będzie najlepiej…"
„Ty naprawdę chcesz mnie rzucić!"
„Nie dajesz mi innego wyjścia, chere. Sama pomyśl, tak będzie dla nas najlepiej…"
„Dla nas? Dla NAS? Mów za siebie Bagienny Szczurze! Teraz będziesz mógł sobie chodzić na panienki bez wyrzutów sumienia, ot co! Ale proszę bardzo! Nie pozwól by moja osoba stawała ci na drodze! Tylko pamiętaj: to nie ty rzucasz mnie, tylko ja ciebie! HA!" Krzyknęła dotknięta do żywego i szybkim krokiem udała się w kierunku drzwi, chcąc jak najszybciej opuścić te niegościnne progi, ale nie dała rady. W połowie drogi po prostu osunęła się na podłogę i zaniosła się spazmatycznym szlochem.
W jednej chwili Gambit znalazł się tuż przy niej, wziął ją w ramiona i delikatnie głaszcząc jej włosy, zaczął szeptać pocieszająco:
„Ciii… Nie płacz chere, nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Dlaczego płaczesz, amour?
Na dźwięk słowa „amour" Rogue rozbeczała się na dobre i przez krótką chwilę w ogóle nie była w stanie wydusić z siebie słowa. W końcu jednak opanowała się na tyle, by powiedzieć:
„Bo…ja…cię…kocham!" Kolejny atak płaczu i smarkania w koszulę Rema
„Ja…też cię kocham, chere…" Wyznał Remy łamiącym się głosem.
„I co teraz?"
„To proste. Skoro oboje się kochamy po prostu nie będziemy się rozstawać, tylko zostaniemy razem i dalej będziemy świętować naszą rocznicę."
„Ale Remy… Nie możemy się dotknąć, być może nigdy nie będziemy mogli."
„To nic, chere… To nic. Mówiłem już, że to się dla mnie nie liczy."
„Teraz! Ale co będzie za kilka miesięcy? Za rok? Za dwa? Pewnego dnia zapragniesz mieć przy sobie dziewczynę, którą będziesz mógł normalnie przytulić, pocałować, kochać się… Zapragniesz normalnego związku a nasz nigdy taki nie będzie!"
„Chere, dlaczego martwisz się na zapas? Przecież tego nie wiesz…"
„To nie jest martwienie się na zapas, Remy. Po prostu jestem realistką." Westchnęła
„A więc uważasz, że powinniśmy się rozstać?"
„T…tak. Chyba tak… To chyba będzie najlepsze wyjście…" Powiedziała smutno.
„Skoro tak twierdzisz…" Zgodził się równie smutno.
Tym razem oboje uderzyli w płacz.
„D…dlaczego płaczesz, kochanie? P…powinnaś być szczęśliwa" Wyszlochał Rem
„J…ja… Kocham cię!" Anna wyła jak bóbr
„Ja ciebie też." Remy pociągał nosem „T…to może przemyślmy jeszcze to rozstanie…"
„Kocham cię tak bardzo…" szlochała dalej Rogue „Chcę zasypiać przy tobie w nocy i budzić się u twego boku każdego dnia. Chcę być matką twoich dzieci, rozumiesz?"
„Tak. I ja też tego chcę, chere"
„Ale to niemożliwe skarbie. Ja nie mogę dotykać"
„Więc jednak rozstanie?"
„Ale ja cię kocham…"
„Więc się nie rozstawajmy…"
„Co nadal nie zmienia faktu, że nie możemy się dotknąć"
„Zrywamy czy nie?"
„Nie wiem. Kocham cię!"
„To co ja mam zrobić, chere? Czego ty ode mnie chcesz!"
„Nie wiem. Nie słuchaj mnie. Zróbże coś. Cokolwiek!"
„Ok." I zaczął rozpinać jej bluzkę.
„Co ty wyprawiasz?"
„A na co to wygląda?"
„No nie, tobie tylko jedno w głowie, Szczurze Błotny!"
„To ty tak na mnie działasz, chere." Powiedział filuternie mrużąc oczy
„Przestań!" Krzyknęła chichocząc i usiłując walnąć go po łapach, ale Remy był szybszy.
„Spokojnie, chere. Remy chce ci pokazać, że nasza skóra wcale nie musi się dotykać, żeby było nam dobrze" Wymruczał jej zmysłowo do ucha. „Wystarczy, że się odprężysz, a ja zrobię resztę. Nie bój się. Będę ostrożny…" Mruczał, całując jej kark przez kołnierzyk bluzki.
„Nie Remy, nie." Protestowała słabo „Ja tak nie chcę. Ja się boję… A jak coś się nie stanie?"
„Nic mi nie będzie. A nawet jeśli to chyba warto, nie?"
„Nie mów tak!" Odsuwa się od niego przestraszona „Ja tak nie chcę. Nie przeżyłabym, gdyby coś ci się stało!"
„O żesz merde!" Wymamrotał niezadowolony „Ale właściwie, to powiedz mi chere, dlaczego skoro mieszkamy w domu z licznymi uzdrowicielami, telepatami, wynalazcami, medykami i kobietą/komputerem, DLACZEGO TY WŁAŚCIWIE NIE MOŻESZ DOTYKAĆ?"
„Ja… ja nie wiem…"
„Prosiłaś ich o pomoc?"
„No… W sumie… Po to tu przyszłam…"
„Ale czy prosiłaś ostatnio? Może zapomnieli…"
„Myślisz?"
„No nie wiem. Ale sama wiesz, jak jest. Logan stale o czymś zapomina, a potem sobie przypomina i mamy kłopoty… To może przypomnijmy im o tobie, hę?"
„Dobra!" Rogue zerwała się na równe nogi, złapała Gambita za rękę oboje wybiegli na poszukiwanie „lekarza".
X X X X X X X
Instytut
Wieczór
Pokój Warren'a i Paige
(apartament opuścili, bo za dużo wydawali na remonty)
patrz historia „Warren, ty pedofilu!" autorstwa Tabbci
Angel i Husk są zajęci sobą, gdy nagle do ich pokoju wpada nasza zakochana para
„Co jest? Co się dzieje? Czego tu chcecie!" Domaga się odpowiedzi zdenerwowany Warren
„Eee Rogue, masz krzywo pozapinaną bluzkę" Trzeźwo zauważyła Paige
„Opus!" Zarumieniła się Anna poprawiając guziki
„Wybaczcie mes amies. Zaraz sobie pójdziemy. Chcemy tylko żeby Angel wyświadczył nam drobną przysługę."
„Ugh, o co chodzi?" Westchnął niechętnie blondyn, czując że to ten wredny chłystek Sam ich tu nasłał.
„Ooo, nic wielkiego, skarbie. Pochlap mnie swoją krwią."
„Co takiego!"
„Słyszałeś! Pokrwawisz trochę na chere i się zmywamy."
„Ale po co?"
„Żeby mnie wyleczyć"
„Jesteś chora?" Zdziwił się
"Nie! Chodzi o moją moc, głuptasie!"
„Jak to?" Zdziwiła się Husk
Dieu, ale młotki! Pomyślał Remy
„Zwyczajnie. Scotty nie kontroluje swoich promieni optycznych, ponieważ uderzył się w głowę, oui? Oui! I teraz chodzi o to, że by pomóc chere. A twój chłopak może to zrobić, jak na nią trochę pokrwawi. Proste, nie?"
„Nie. Stanowczo odmawiam! Na nikogo nie będę krwawił! Idźcie do Logana!"
R&R tylko spojrzeli na siebie, a następnie jak na komendę, rzucili się na Angela. Gambit go przytrzymał, Rogue rozcięła skórę nożem do owoców i czekali.
Po dłuższej chwili, kiedy Warren zrobił się biały jak płótno i zaczął słaniać się na nogach:
„Może już starczy, co?" Zapytał Rem.
„Nie wiem. Potrzebuję jakiejś świnki doświadczalnej." Jej wzrok padł na przerażoną Husk.
Błyskawiczna akcja i już niestety nieprzytomna dziewczyna dołączyła do swojego chłopaka na podłodze.
„Chyba nie zadziałało, chere"
„Chyba nie… Ale nagle poczułam dziwny pociąg do starszych mężczyzn. Może jednak spróbujemy z Loganem?"
X X X X X X X
Inna część Instytutu
Wieczór
Centrum monitoringu
Tessa, znana lepiej jako Sage, oddawała się właśnie dwóm swoim ulubionym rozrywkom tj. piciu czerwonego wina i podglądaniu innych mieszka… znaczy obserwowaniu czy nic groźnego się nie dzieje. W ostatniej chwili przyuważyła na ekranie naszą dzielną dwójkę pędzącą w stronę jej centrum i zdążyła się jeszcze odwrócić, zasłaniając sobą większą część komputerów.
„Czego tu!" Zaczęła groźnie „Aaa to ty Remy…" a skończyła już znacznie przymilniej
„Bon soir Sagey"
„O co chodzi?" Zapytała rzeczowo. Musiała przyznać, że wyglądało to dość intrygująco. Znaczy R&R nigdy nie byli zupełnie normalni, ale też do tej pory nie zdarzyło im się wpadać do jej pokoju w pomiętych (a w przypadku Anny również zakrwawionych) ubraniach, z włosami w nieładzie i dzikością w oczach
„Tessi, musisz nam pomóc. Chere nie jest normalna…"
I co jeszcze nowego? – Pomyślała, podczas gdy Remy próbował się pozbierać po potężnym kuksańcu, który wymierzyła mu Rogue
„Widzisz, chcę opanować moją moc" Zaczęła wyjaśniać Anna „Poszliśmy więc do Warrena, żeby mnie wyleczył, no wiesz… Tak jak Cyklopa, gdyby tylko na to wpadł. Warren na mnie pokrwawił, ale jakoś nie działa…"
„A przeżył ten proces?"
„Co?"
„Angel, żyje jeszcze?" Zamartwiła się Sage
„Tak, tak… ma się świetnie… Ale to nie jest teraz najważniejsze. Dlaczego ja nie mogę dotykać?"
Tessa westchnęła w duchu i poprosiła na pomoc Wielkiego Gigabajta, a następnie zaczęła wyjaśniać:
„Anno, ile razy w życiu kradłaś moc Logana?"
„Nie wiem… Dużo…"
„No właśnie. Czy to pomogło?"
„Nie…"
„No właśnie. Dlatego moc Warren'a też wam nie pomoże. Twój problem najwyraźniej nie jest natury fizycznej."
„Aha" Pokiwała głową Rogue
„To co my teraz mamy zrobić?" Zapytał Gambit
„Cóż… Skoro Rogue nie może, to tak jak w Valle Solenada, ja mogę się z nią przebrać i…" Zaproponowała Tessa z kuszącym uśmiechem
„Hej! Mowy nie ma!" Oburzyła się Anna
„Przykro mi chere. Może przy innej okazji…" Remy zarobił kolejnego kuksańca
Szkoda… Pomyślała Tessa
„Może to również oznaczać, że problem leży w twojej psychice Anno. Poszukajcie jakiegoś telepaty."
„To jest myśl!" Ucieszyła się Rogue. „Chodź, Szczurze Błotny!" Złapała Rema za rękę i pociągnęła go za sobą.
Tessa zaś westchnęła ponownie, a następnie wróciła do pracy, czyli monitorowania Bishopa, który właśnie brał prysznic.
X X X X X X X
Instytut Xaviera
Wieczór
Apartament właściciela
„Profesorze, Profesorze!" Zakochani wpadają do gabinetu z krzykiem, odrywając Charlesa od lektury
Profesor spojrzał na nich, ale gdy zauważył kto go odwiedził, stracił całe zainteresowanie:
„O co chodzi?" Zapytał znudzony
„Chyba już czas spełnić swoje obietnice, Profesorze."
„Huh?"
Zakochani wyjaśnili o co chodzi, ale Xavier nie wykazywał większego zainteresowania
„Nie" Oświadczył
„Jak to nie?"
„Nie chce mi się. Nie mam czasu. Gdybyś była Jean albo którymś z Summersów…"
„Ja mam geny Summersów!" Wtrącił Remy
„I co z tego?" Profesor był najwyraźniej poirytowany
„Ale… Ale pan obiecał" Błagała Rogue
„I obietnicę spełniłem. Pozbyłem się Carol Denvers. A teraz nie mam czasu. Idźcie do kogoś innego. Sio mi stąd!"
I poszli.
X X X X X X X
Następny przystanek na drodze
Pokój Jean
Tym razem, nauczeni doświadczeniem, zapukali.
„Proszę" Powiedziała Jean
Gdy weszli do środka, rudowłosa lewitowała w powietrzu z nieobecnym wyrazem twarzy, a wokół jej ciała pojawiła się jakby ognista poświata. Rogue i Remy spojrzeli na siebie niepewnie:
„To może my wpadniemy innym razem…"
„Ależ skąd, o co chodzi" Zapytała łagodnie Jean
„Nie… Naprawdę, to nic takiego. Przyjdziemy kiedy indziej…" I pomału zaczęli wycofywać się w kierunku wyjścia.
„Ani kroku dalej!" Krzyknęła telepatka, ruchem ręki zatrzasnęła drzwi, a jej kostium na kilka sekund chyba zmienił kolor z zielono/żółtego na czarno/czerwony.
„W czym mogę wam pomóc" Zapytała już łagodnie (z powrotem w zielonym kostiumie)
R&R głośno przełknęli ślinę i po raz kolejny zaczęli wyjaśniać, w czym problem.
„Oczywiście, z miłą chęcią" Uśmiechnęła się Jean „Podejdź tu Rogue"
Anna posłusznie spełniła polecenie, ale była tak zdenerwowana, że potknęła się o coś na drodze, wpadła na komodę i zwaliła z niej małego słonika z porcelany, który roztrzaskał się w drobny mak.
„Opus, p…przepraszam" Wydukała.
Ale było już za późno. Kostium Jean znów zmienił barwy na wojenne, a wokół niej rozgorzało prawdziwe ognisko:
„Wy nędzni, żałosni ludzie! Wszędzie, gdzie się tylko pojawicie siejecie zamęt i zniszczenie! Skoro tak bardzo pragniecie destrukcji, ja wam dam destrukcję, jakem Dark Phoenix buhahaha "
R&R postanowili nie czekać na „demonstrację" tylko wybiegli z pokoju jakby ich sam diabeł gonił (zresztą, czy nie wychodziła na to samo?). Tymczasem Jean znów „zzieleniała" i stwierdziła, że idzie szukać Scotta, albo zniszczyć jakąś galaktykę. Zdecyduje po drodze.
X X X X X X X
Instytut Xaviera
Pokój „Dyrektorowej"
Gdy w końcu udało im się dobiec do gabinetu Emmy Frost, oboje byli bez tchu i przez chwilę rozpaczliwie starali się zaczerpnąć powietrza. Potem musieli tłumaczyć telepatce, że głośne sapanie w obecności osoby trzeciej to nie jest żaden nowy rodzaj ekshibicjonizmu ani gry wstępnej.
W końcu udało im się jednak przejść do meritum sprawy i wyjawić cel swojej wizyty.
„Ah tak? No, zupełnie nie rozumiem czemu nie przyszliście do mnie wcześniej. Jestem doskonałym telepatą i dyplomowanym seksuologiem"
„Powiedz to Summersom" Mruknął Remy pod nosem
„Coś mówiłeś, LeBeau?" Jej głos ciął powietrze niczym nóż
„Nie… nic. Nigdy nie pokazałaś nam licencji…"
„Co takiego?"
„Zawsze powtarzasz, że jesteś dyplomowanym seksuologiem, ale czy ktokolwiek widział twój dyplom, chere?"
„Słuchaj no, LeBeau. Jak ci się coś nie podoba, wcale nie muszę wam pomagać. Możecie sobie iść. Droga wolna."
„Nie, nie… On już będzie siedział cicho" Wtrąciła się Anna „Błagam Emmo, skoro Betsy i Rachel aktualnie przebywają w Europie jesteś nasza ostatnią deską ratunku. Profesor i Jean odmówili nam pomocy i…"
„Co takiego! Chcesz powiedzieć, że najpierw zwróciliście się do tej głupiej, niekompetentnej wiewióry zamiast do mnie? W takim razie precz!"
„Ale…"
„Precz mówię! Zejść mi z oczu! Idźcie sobie błagać Jean! Zresztą, co mnie to obchodzi! Trzeba było najpierw przyjść do mnie!"
I zamknęła im drzwi przed nosem.
Zgnębieni R&R spojrzeli po sobie, ale jeszcze się nie poddali. Mieli jeszcze jeden pomysł.
Skoro nie moce uzdrawiania ani siły umysłu, być może nauka przyjdzie im z pomocą.
X X X X X X X
Instytut Xaviera
Wieczór
Podziemne laboratorium Hanka McCoy'a
Henry McCoy zwany Bestią, siedział właśnie przed ciekłokrystalicznym ekranem swojego monitora. Był bardzo zajęty. Ale nie, jak można by przypuszczać, badaniami nad zagadką ludzkiego DNA czy próbą wynalezienia leku na rozliczne choroby trapiące ludzkość.
Aczkolwiek było to zajęcie wcale nie mniejszej wagi:
SeksyBłękitnyKociak: Mmmm, skarbie... Widzę, że wiele nas łączy. Lubisz naturalne futra, powiadasz…
RóżowaLandrynka: Tak, Kociaczku. A co? Jesteś gotowy mi takie zafundować?
SeksyBłękitnyKociak: Landryneczko, uwierz mi. Futro, które mam na myśli jest jedyne w swoim rodzaju.
RóżowaLandrynka: Mmm… jesteś taki intrygująco tajemniczy, Kotku. Uwielbiam takich mężczyzn.
Beast był wniebowzięty. Właśnie miał zwierzyć się swojej internetowej rozmówczyni z tego, że tak naprawdę to jest mutantem pokrytym błękitnym futrem, że w wolnym czasie walczy ze złem i niesprawiedliwością w szeregach X-men, podać jej pełny adres, kod do bramy, w razie gdyby chciała go kiedyś odwiedzić i inne takie nieistotne szczegóły, kiedy przerwało mu brutalne wtargnięcie naszego dynamicznego duo do jego małego sanktuarium.
Kiedy R&R wyjaśnili o co chodzi, Beast zrobił się dosłownie purpurowy ze złości. Jak oni śmią mu przerywać z powodu takiej błahostki?
„Czy wy naprawdę sądzicie, że ja nie mam nic lepszego do roboty, niż zajmować się waszym życiem seksualnym? Ja tu prowadzę właśnie bardzo poważne konsultacje medyczne i nie mam czasu na takie głupoty! Macie tu numer telefonu do Forge'a. Zadzwońcie i poproście żeby wam skonstruował coś na kształt genoshańskiej obroży albo specjalnego kostiumu. A teraz, żegnam!"
„Ale Hank…"
„Żegnam!" Zamknął za nimi drzwi do laboratorium i wrócił do „pracy"
SeksyBłękitnyKociak: Wybacz skarbie, że tak brutalnie nam przerwano. Sprawa wagi państwowej. A więc, jak mówiłem, prowadzę niezwykle urozmaicone życie…
X X X X X X X
Telefon do Forge'a skończył się totalnym fiaskiem. Był zajęty tworzeniem perpetuum mobile. Poza tym miał żal do Gambita o pewne „zajście" pomiędzy nim a Mystique. Słowem: kolejny zawód.
Nasza zgnębiona para spojrzała na siebie raz i drugi:
„I co teraz?"
„Kocham cię, Rogue"
„I ja też cię kocham Remy. Ale nie mogę dotykać…"
Oboje wiedzieli, co to oznacza. Muszą ze sobą zerwać. Tylko jakoś głupio tak…bez powodu. Oboje zmilkli na chwilę, pogrążając się w zadumie, po czym wykrzyknęli jednocześnie:
„Zostawiłaś mnie na Antarktydzie!"
„Spałeś z moją matką!"
O rany…
END OF PART FOUR
CZWARTA ZSADA ZWIĄZKU MARVELA: SZCZĘŚLIWE ZWIĄZKI TO NUDNE ZWIĄZKI! DOBRY ZWIĄZEK OBFITUJE W DRAMATYCZNE WYDARZENIA
A po co tworzyć nowe problemy, skoro w kółko można wałkować jeden i ten sam? Nawet jak jest 1001 sposobów na jego rozwiązanie… Przecież nieustanne zerwania i powroty nikomu się nudzą…
