Hermiona znalazła bez trudu Harry'ego. Siedział wraz z Ginny w Pokoju Wspólnym gryfonów. Ukochana starała mu się wytłumaczyć jakieś zagadnienie, jednak niezbyt dobrze jej to szło. Dlatego też klasnęła w dłonie na widok Hermiony i uśmiechnęła się do niej promiennie.
-Musisz nam pomóc - powiedziała, szczerząc zęby.
-Jasne.
Ginny i Harry spojrzeli po sobie zaniepokojeni.
-Hermiono?
Dziewczyna westchnęła cicho i streścił im dzisiejszą rozmowę ze Snapem i McGonagall. Cały czas próbowała sie powstrzymać od wybuchnięcia płaczem.
-Wow. - Powiedziała Ginny. - Serio, nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę.
-Niby czego? - Spytała Hermiona. - Mam mieć termin u Snape'a! Przecież nauka u niego będzie katorgą! I nawet nie mam pewności, że to wszystko zakończy się pozytywnie i że dostanę zielone światło do nauki w Hogwarcie.
-Hermiono, nie przesadzasz? - Spytał Harry, prostując się. - Przecież Snape jest naprawdę dobrym nauczycielem. Szczerze wątpię, żeby nagle zaczął Ciebie gnębić. Uważam, że termin u niego to naprawdę wielka sprawa i powinnaś być dumna z takiej możliwości.
Ginny prychnęła, słysząc ten wywód.
-Jesteście słabi - rzekła rudowłosa. - Powinnaś się cieszyć. Ale nie dlatego, że Harry nagle zaczął wielbić Snape'a bo zrozumiał, że ten, o dziwo, jednak nie chce jego śmierci i teraz raptownie stał się najpilniejszym uczniem na eliksirach. - Chłopak spłonął rumieńcem. Jego ukochana wypominała mu nagłą zmianę zdania na temat Mistrza Eliksirów od długiego czasu. - Tak się składa, że jakiś czas temu zostałam poproszona o pomoc w uzupełnieniu najnowszego wydania "Historii Hogwartu". I, jak zapewne się domyślacie, spory rozdział został poświęcony naszemu Mistrzowi Eliksirów. Do tej pory tylko cztery osoby dostały możliwość nauki u niego. Wszyscy mężczyźni, wszyscy ślizgoni. - Zakończyła, patrząc z satysfakcją na zszokowana minę Hermiony.
-Naprawdę? - Spytała czarownica. - Naprawdę byłabym pierwszą kobietą, która ukończyła termin u samego, wielkiego, jedynego, odważnego - wyliczała z sarkazmem - nieustraszonego Mistrza Eliksirów, Podwójnego Agenta i Wybawiciela Hogwartu Severusa Snape'a? - Zakończyła, idealnie naśladując głos wszystkich zachwycających się nad Snapem dziewcząt.
Ginny parsknęła głośnym śmiechem.
-Wyobraź sobie ich zazdrość!
Hermiona zaśmiała się, po czym nagle spoważniała.
-Myślicie, że zaproponował mi to tylko dlatego że wtedy, we Wrzeszczącej Chacie...?
-Pewnie tak - powiedziała Ginny. - To znaczy, zapewne uważa, że jesteś na tyle mądra, aby dać radę, jednak szczerze mówiąc, wątpię, aby przyznał się do tego przed sobą i zaproponował Ci tak ekskluzywny termin, gdybyś nie uratowała jego życia.
-Cóż, on też uratował moje.
-Tak. Ale ty zostając tam wpierw je naraziłaś. Wybacz mi szczerość, ale mam wrażenie, że chce spłacić jakiś dług, który czuje, że ma wobec Ciebie. - Ginny spojrzała na zegarek. - Już po 20. Idziemy?
Harry i Hermiona podnieśli się z kanapy, po czym cała trójką udali się na błonie. Sprawnym ruchem unieruchomili Bijącą Wierzbę i udali się podziemnym przejściem do zgliszcz Wrzeszczącej Chaty. Pomimo tego, że kości Rona, które ocalały po pożarze, leżały obok jego dziadków na cmentarzu czarodziejów w Londynie, ich trójka wolała stawać nad jego nieformalnym grobem. Dla Hermiony to miejsce wiązało się z niezwykłą traumą, jednak paradoksalnie, tylko przez przychodzenie do nieoficjalnego nagrobka Rona, zdołała sobie z nią poradzić.
-To tylko cztery miesiące, a ja mam wrażenie, że już się z tym pogodziłam - wypaliła nagle Ginny.
Harry i Hermiona spojrzeli na nią zszokowani.
-Ginny, co ty... - zaczął jej chłopak, ta jednak mu przerwała.
-Nie, nie chodzi mi o to, że nie jest mi źle, że nie tęsknię. Tylko... Jeszcze do niedawna budziłam się z poczuciem, że Ron żyje i dopiero po chwili docierało do mnie, co się stało. Ale teraz jest inaczej. Budzę się jako siostra martwego brata. Nic nie musi do mnie docierać. - Wzięła głęboki wdech, kończąc wypowiedź. - Może powinniśmy spróbować odpuścić sobie te wizyty?
Harry objął ją, pozwalając, aby jej głowa opadła na jego ramię. Nie płakała tylko patrzyła tępo w grób. Hermiona miała podobne zdanie, pomimo tego, że dla niej śmierć Rona była nagłym przerwaniem czegoś, co sie między nimi rodziło. A przede wszystkim wyszarpnięciem z jej rąk jednego z najlepszych przyjaciół. We trójkę, wraz z Harrym, dokonali czynów tak wielkich, jednak ten, któremu najbardziej zależało na sławie, nie doczekał jej. To było takie niesprawiedliwe.
Po chwili już byli z powrotem w zamku. Harry cicho zauważył, że wreszcie ich wizyty się skracają i rzeczywiście mogą zastanowić się nad ich ograniczeniem. Żadna z dziewczyn tego jednak nie skomentowała.
-Spróbujmy to uciąć - mruknęła Ginny. - Koniec zbiorowych pielgrzymek. Każdy chodzi wtedy, kiedy potrzebuje.
Odpowiedziało jej kiwanie głów. Rozsiedli się w fotelach Pokoju Wspólnego.
-Wiecie co? Jest wcześnie. Snape do 21 ma dyżur w lochach aby pomagać uczniom. Pójdę i przyjmę propozycję terminu u niego. - Powiedziała Hermiona, uśmiechając się słabo. - Co prawda nie jest to transmutacja, ale po takiej nauce może będę mogła rozpocząć prawdziwą karierę naukową. - Dodała, jakby chciała sama siebie przekonać.
Ginny uśmiechnęła się do niej i ścisnęła jej ramię.
-Robisz bardzo dobrze - powiedziała, po czym popchnęła ją w stronę Grubej Damy. - A teraz idź, zanim się rozmyślisz!
Hermiona ze śmiechem wypadła z pokoju wspólnego Gryfonów. Ruszyła przed siebie, w kierunku lochów. Z coraz gorszym humorem pokonywała kolejne kondygnacje, aż w końcu doszła do najniższego poziomu. Z żalem przypomniała jej się wieża, w której odbywały się wszystkie zajęcia z transmutacji. Z okien rozpościerał się piękny widok na błonia. Tymczasem w lochach mogła co najwyżej popatrzeć na ściany.
Stanęła przed salą do eliksirów, po czym zapukała.
-Chwila - usłyszała warknięcie zza drzwi. Oznaczało to, że aktualnie u Mistrza Eliksirów juz ktoś jest i Hermiona musiała czekać. Westchnęła jedynie i spojrzała na swój kieszonkowy zegarek. Do 21 jeszcze piętnaście minut, a biorąc pod uwagę późną porę doskonale wiedziała, kto jest u Snape'a i ile zajmie mu to czasu.
Od początku września całe wieczory poświęcał wszystkim uczennicom, które siadały naprzeciwko niego i udając idiotki, starały się spędzić z nim jak najwięcej czasu. Hermiona uśmiechała się jedynie pod nosem, mając nadzieję, że którejś wreszcie się poszczęści - oznaczałoby to zdecydowane złagodzenie charakteru Snape'a. Taką miała przynajmniej nadzieję. Niestety, z charakterem Mistrza było to mało prawdopodobne. Pomimo takiego powodzenia wśród uczennic, o jakim Lockhart mógł kiedyś tylko marzyć, Severus sprawiał wrażenie jeszcze bardziej zdystansowanego do uczniów niż kiedyś.
Dwudziesta pierwsza zastała Hermionę umierającą z nudów i ćwiczącą na korytarzu najróżniejsze zaklęcia. Drzwi do sali otworzyły się, po czym wyszła z nich jakaś nieznana dziewczynie ślizgonka, żegnając się zdecydowanie za długo.
-Profesorze, mogę? - Spytała Hermiona, mijając wychodzącą uczennicę w drzwiach.
-Naturalnie, panno Granger. Proszę spocząć - powiedział, wskazując jej miejsce obok siebie. - Zakładam, że przemyślała sobie pani już decyzję i dlatego też widzimy się tak późno.
-Och, widzielibyśmy się zdecydowanie wcześniej, ale musiałam czekać, bo profesor pracował - odparła Hermiona. - Jeżeli profesor chce odpocząć, możemy porozmawiać na ten temat jutro.
Severus pokręcił przecząco głową i potarł dłońmi zamykające się oczy.
-Nie, nie, proszę mówić. - Szepnął, przeklinając w myślach te wszystkie trzpiotki, które zajmowały jego czas i sprawiały, że już po dwudziestej pierwszej był niemalże padnięty ze zmęczenia.
-Chciałabym bardzo podziękować panu za propozycję. Jestem nią zaszczycona i bardzo chętnie podejmę się terminu.
Snape spojrzał na nią, mrugając szybko. Miał wrażenie, że się przesłyszał, ale nie. Ta dziewczyna naprawdę zgadzała się mu pomóc, w zamian za naukę.
-Cóż, czyli mogę to wyrzucić - powiedział machając różdżką w kierunku stosu dokumentów na jego biurku. Hermiona zmarszczyła brwi i spojrzała na niego pytająco. - Podania o termin u mnie. Według regulaminu musiałem wszystkie rozpatrzyć, przeczytać i napisać odmowę, dopóki nie znajdę odpowiedniego ucznia do nauki.
Hermiona starała się oszacować, ile osób mogło przed nią ubiegać się o to stanowisko i z przerażeniem stwierdziła, że na pewno więcej niż sto, patrząc po rozmiarze stosu. Wyglądało na to, że McGonagall rzeczywiście dała jej niesamowitą możliwość rozwoju.
-Spokojnie, drugie tyle mam u siebie. I jestem pewien, że kolejny stos leci do mnie wraz z sowami z innych uczelni. Nie wiem co odbija tym ludziom co roku, jakby myśleli, że cały czas marzę tylko i wyłącznie o tym aby komuś dawać prywatne lekcje. Tegoroczna ilość podań osiągnęła jednak apogeum. Przez tę cholerną Ostatnią Bitwę nie mam ani chwili spokoju - prychnął z pogardą, zawierając w ostatnim zdaniu cała złość jaką czuł w związku z byciem jakimś celebrytą Hogwartu. Przeniósł wzrok na. - Czy wiesz, z czym się wiąże termin u mnie, jakie są zasady i ile pracy będziesz musiała w to włożyć?
Dziewczyna, zgodnie z prawdą, zaprzeczyła.
-Przepraszam - dodała szybko. - Powinnam się z tym zaznajomić zanim przyjęłam pańską propozycję, panie profesorze.
-Zatem jutro rano prześlę sowę z umową. Na przyszłość wolałbym, żeby takie niedopatrzenia nie miały miejsca. Niestety, teraz jestem zmuszony się pożegnać i życzyć dobrej nocy. Do widzenia.
-Do widzenia profesorze i jeszcze raz dziękuję - powiedziała Hermiona, wychodząc z sali. Wzdrygnęła się mimowolnie. Uderzyła ją niesamowicie ta sztuczna kultura z którą się do siebie odnosili. Rozmawiali tak ze sobą od Ostatniej Bitwy, zarzucając się nawzajem fałszywymi uprzejmościami. Wolała już mieć do czynienia z dawnym Snapem, który przynajmniej był człowiekiem. Teraz miała wrażenie, że rozmawia z marionetką. I sama się tak zachowuje. Miała cichą nadzieję na to, że już w połowie terminu u Mistrza Eliksirów będzie mogła z nim normalnie porozmawiać. Nie wyobrażała sobie spędzania takiej ilości czasu z tą sztuczną uprzejmością.
