Hermiona siedziała już długą chwilę w Wielkiej Sali i jadła śniadanie, kiedy usłyszała nad sobą szelest skrzydeł i prosto przed nią upadł list. Dziewczyna natychmiast odłożyła czytaną książkę i rozerwała kopertę.

-Warunki terminu - mruknęła, widząc kątem oka, że Ginny i Harry nachylają się nad nią z ciekawością. - Wszystko wydaje się normalne. Dostanę komnatę w lochu, nauka odbywa się w weekendy, a w tygodniu pomagam mu na zajęciach. Ponadto jeżeli pomogę mu w 50% w jakiejś pracy naukowej, zostaję umieszczona w publikacji jako współautor.

-Kurcze, zajęcia, nauka, prace naukowe... Będziesz miała czasami czas dla siebie? - Mruknęła Ginny, zdając sobie sprawę, ile czasu przyjaciółka będzie musiała poświęcić na naukę.

-Niby nie - odparła Hermiona, biorąc łyk soku dyniowego. - Ale z drugiej strony w przyszłym roku, we wrześniu, będę mogła poszczycić się tytułu Mistrzyni Eliksirów.

-We wrześniu? Czyli w wakacje też będziesz pracować?

Hermiona pokiwała głową.

-Czytałam o tym wczoraj po wyjściu od Snape'a. Tutaj też jest o tym zapis. Z terminem z eliksirów jest trudniej niż z innymi przedmiotami. Wakacje to taki dwumiesięczny egzamin. Codziennie będę musiała przygotować inny eliksir. - Dziewczyna uśmiechnęła się do przyjaciół. - Ale przynajmniej zaczynam dopiero od przyszłego tygodnia.

Ginny wstała niechętnie od stołu i pomachała Harry'emu, tłumacząc się Obrona przed Czarną Magią. Przedmiot w tym roku wykładał Lupin, jednak po śmierci Tonks w bitwie, stał się o wiele surowszym nauczycielem niż był na trzecim roku.

-Wygląda na to, że też powinniśmy się zbierać - Mruknął chłopak, patrząc na plan zajęć. - Mamy transmutację. Myślisz, że McGonagall przedstawi dzisiaj jej asystentkę?

Hermiona wzruszyła ramionami. Chciała udawać przed wszystkimi, że ani trochę nie obchodzi ją fakt, że w Hogwarcie pojawił się ktoś lepszy od niej. Pomimo tego, ile przeżyła w zeszłym roku, nie zmieniła swoich priorytetów. Miała potrzebę wiedzy, tym bardziej, że zrozumiała, jak wielką przewagę potrafiła dać w trudnych sytuacjach

Dlatego też całą noc spędziła na powtórce możliwych tematów, które mogły pojawić się na lekcji transmutacji. Nie mogła pozwolić na to, aby McGonagall chociaż przez chwile pomyślała, że dobrze zrobiła wybierając kogoś innego na termin.

Wchodząc do sali z zawodem stwierdziła, że miejsce obok McGonagall jest puste. Minerwa stała sama za swoim biurkiem, zerkając na zegarek. Hermiona wraz z Harrym usiedli w drugiej ławce i przygotowali swoje różdżki. Na ostatnim roku transmutacji nie wymagano od nich książek, skupiano się na samej praktyce.

-Myślę, że możemy już zacząć. Dzisiaj skupimy się transmutowaniu części ciał szczurów w konkretne rzeczy. Za tydzień spróbujemy tego na ludziach, dlatego też proszę was o przyłożenie się do tematu. Weźcie szybko po jednym szczurze - powiedziała, wskazując na klatkę, w której zwierzaki biegały beztrosko - i usiądźcie na swoich miejscach. Wszyscy już mają? Świetnie. Zaczniemy od prostego przedłużenia futra. Nie musicie wykonywać skomplikowanych ruchów różdżką, wystarczy skierować ją na szczura i wypowiedzieć "Tandemus maximus" - zakończyła, zmieniając z łatwością swojego szczura w piszczącą i biegającą kulkę długiego włosia. - Spróbujcie proszę.

Po klasie zaczęły przetaczać się wykrzykiwane zaklęcia i okrzyki radości lub zawodu. Hermiona już za pierwszym razem podrasowała swojego szczura, po czym z satysfakcją odłożyła różdżkę na ławkę i zaczęła głaskać zwierze po długiej sierści. Z rozbawieniem obserwowała próby Harry'ego, który przez przypadek wycelował w ogon.

-Kurczę, to chyba nie tak miało wyglądać - mruknął, widząc, że ogon jego szczura wydłużył sie kilkukrotnie i za każdym machnięciem smagał Harry'ego po twarzy.

-Chyba nie, Potter - odparła McGonagall, naprawiając mała katastrofę jednym ruchem różdżki. - Próbuj dalej. O, właśnie tak, bardzo dobrze!

Podczas zajęć Hermiona starała się jak tylko mogła zwrócić na siebie uwagę McGonagall, oczekując jakiejkolwiek pochwały. Dyrektora jednak bardziej skupiała się na tych, którzy zrobili coś źle i naprawianiu ich błędów.

Po transmutacji mieli okienko, które postanowili spożytkować w bibliotece. Nauka im jednak nie szła, bo Harry od razu podjął temat terminu u Snape'a.

-Nie opowiedziałaś jak wczoraj zareagował, gdy przyjęłaś jego ofertę.

Hermiona westchnęła tylko i spojrzała na Harry'ego z nieukrywanym zażenowaniem.

-Nawet dobrze. Ginny miała rację, mówiąc, że ten termin to zaszczyt, nawet nie wyobrażasz sobie, ile podań widniało na jego biurku. Ale... Matko, rozmowa z nim to jakiś koszmar. Dopiero po kilku zdaniach przestaje mi mówić per "Pani" i zwraca się normalnie, jak do uczennicy, co jest już małym sukcesem, ale ta fałszywa uprzejmość, którą się zarzucamy za każdym razem, gdy dochodzi do jakiejkolwiek dyskusji... Koszmar. Mam wrażenie, jakbym rozmawiała z robotem. I sama nim była. Na lekcjach jest normalny, wredny jak zwykle, sam wczoraj słyszałeś, ale rozmowa z nim to jakaś kpina.

-Jest aż tak źle? - Chłopak uniósł brwi i obrzucił dziewczynę zdziwionym spojrzeniem. - Myślałem, że po prostu złagodniał wobec Ciebie, ale w życiu nie sądziłem, że po tym, jak ocaliłaś mu życie, zacznie od razu się zachowywać jak... jakby miał kij w tyłku.

-Właściwie to nie od razu - szepnęła dziewczyna, rozglądając się wokół, jakby chciała sie upewnić, że nikt niepowołany nie słucha tej rozmowy. - Głupio mi było o tym mówić, ale kiedy po Bitwie przyszłam do niego, do skrzydła szpitalnego, podziękował mi naprawdę... jak nie on. Jakby mówił ze szczerego serca.

-Co wtedy powiedział? - Gołym okiem można było dostrzec ciekawość malującą się na twarzy chłopaka.

Hermiona zmarszczyła brwi.

-To... To było zbyt prywatne. I tak już wiesz o nim tak wiele przez tę myślodsiewnię. W każdym razie podziękował mi tak... po ludzku. Tak, jak dziękuję się osobie, która uratowała Ci życie, rozumiesz? - Harry przytaknął. - Dlatego też ta nagła, fałszywa uprzejmość mnie niesamowicie odrzuca. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak się poczułam gdy po rozpoczęciu roku podeszłam do niego, żeby zagadnąć, jak się czuje. "Bardzo dobrze, Panno Granger. Doceniam Pani troskę. Mam nadzieję, że Pani również jest dobrego zdrowia" - Hermiona zaczęła naśladować głos Mistrza Eliksirów.

Harry zaczął się śmiać tak głośno, że pani Prince pofatygowała się osobiście, aby go uciszyć, mówiąc przy tym, że mógł sobie uratować Hogwart, ale w bibliotece ma się zachowywać jak przykładny czarodziej.

-Myślisz, że coś mogło się stać w wakacje? - Spytał, kiedy w końcu opanował swój wybuch śmiechu.

Hermiona pokręciła głową.

-Szczerze wątpię. Nawet, jeśli coś by się stało, nie mogło to mieć ze mną żadnego związku. Nie kontaktowałam się z nim. Zaszyłam się przecież z rodzicami w Hiszpanii aby odpocząć.

-Może powinnaś z nim porozmawiać?

Hermiona wciągnęła głośno powietrze.

-Oszalałeś? I co niby miałabym mu powiedzieć? - Dziewczyna prychnęła. - Nie widzę możliwości poprowadzenia tej rozmowy w taki sposób, aby nie pomyślała o mnie jak o kolejnej kretynce, robiącej do niego maślane oczy. Musiałabym być pijana, żeby zacząć dyskusje na taki temat! Nie, niech chociaż ma do mnie szacunek.

Harry nie miał pojęcia, co jeszcze może doradzić przyjaciółce, dlatego też do końca dnia nie poruszał tematu Snape'a.

Wieczorem, kiedy po powrocie z Wrzeszczącej Chaty, siedzieli przy kominku w Pokoju Wspólnym i grali w mugolskie karty, nagle pojawiła się przy nich McGonagall.

-Panno Granger, proszę za mną.

Hermiona posłusznie poszła za dyrektorką, odprowadzona zszokowanym spojrzeniem Harry'ego i Ginny.

-Myślisz, że coś się stało?

Ginny pokręciła głową.

-Pewnie muszą ustalić coś odnośnie terminu. Nie stresuj się już tak. Czasy, kiedy Hermionę czy Ciebie wzywało się na dywanik do dyrektora już dawno minęły.

Tymczasem panna Granger podążała za McGonagall w całkowitej ciszy. Kiedy wreszcie doszły do jej gabinetu, spojrzała na nauczycielkę pytającym wzrokiem.

-Zaraz przyjdzie profesor Snape i podpiszemy umowę pomiędzy wami.

Hermiona nie zdążyła nic odpowiedzieć, gdy do jej uszu dobiegł dźwięk otwieranych z impetem drzwi. Do gabinetu wpadła wysoka dziewczyna z burzą rudych loków.

-Przepraszam Minerwo, że wpadam bez zapowiedzi, ale bardzo zależy mi, żebyśmy podpisały umowę dzisiaj, wiesz jakie są problemu z wymiksowania się z biura aurorów.

-Oczywiście. Kayleigh, poznaj Hermionę Granger. Hermiono, to Kayleigh Swan.

Gryfonka poczuła, jak staje jej gula w gardle, a żołądek zaczyna się zaciskać. Ta dziewczyna była oszałamiająca! Nie dość, że była animagiem, to jeszcze była przepiękna i przyszła do Hogwartu z biura aurorów!

-O mamo, Hermiona Granger! - Zakrzyknęła Kayleigh. - Nawet nie wiesz, jaki to zaszczyt Cie poznać! Słyszałam, że w Hogwarcie można na każdym kroku natknąć się na sławy, ale nie sądziłam, że zacznę od takich formatów! Jestem Kayleigh, będę na terminie u profesor McGonagall.

Hermiona z wymuszonym uśmiechem wyciągnęła rękę i uścisnęła dłoń Kayleigh. Miała ochotę zetrzeć z jej porcelanowej twarzy ze bezczelnie śmiejące się piegi, wydłubać ogromne, zielone oczy i połamać idealne, długie nogi. Czuła się przy niej jak krasnal, na dodatek brzydszy i głupszy. Nie rozumiała zachwytu dziewczyny nad jej osobą i strasznie ją to irytowało. Cała uwaga ludzi po bitwie skupiła się na Harrym i Snapie, nie na niej.

-Proszę, tutaj są dokumenty podpisane przeze mnie, wystarczy jedna parafka i jesteś oficjalnie uczennicą Hogwartu. Znowu.

Kayleigh roześmiała sie perlistym śmiechem, ukazując rząd równych, bielutkich zębów. Hermiona powstrzymała prychnięcie i z fałszywą uprzejmością przyglądała się, jak dziewczyna jednym podpisem zabiera jedno z jej największych marzeń.

Rudowłosa piękność zaczęła opowiadać McGonagall o problemach, które mają z niedobitkami po śmierciożercach, kiedy do gabinetu wkroczył Snape.

-Minerwo, wzywałaś mnie.

Kayleigh odwróciła się gwałtowanie na dźwięk jego głosu, po czym bezceremonialnie wyciągnęła dłoń, aby sie przywitać. Snape oddał uścisk, patrząc na dziewczynę badawczym wzrokiem.

-Kupę lat profesorze! Nie dostał pan mojego zgłoszenia na termin czy gdzieś się zawieruszyło?

Severus przez chwilę spoglądał na nią ze zdziwieniem, po czym na jego twarzy wykwitło coś, na kształt uśmiechu. Hermiona w międzyczasie zachodziła w głowę, co się właśnie dzieje.

-Panna Swan, jak mniemam. Ile to już lat od ukończenia szkoły?

-Osiem, profesorze.

-Znudziła Ci się dobra posada, godna zapłata i ciekawa praca, że zdecydowałaś się na Hogwart?

Kayleigh wybuchnęła głośnym śmiechem, który brzmiał tak idealnie, że Hermiona miała ochotę zwymiotować.

-Właściwie taki był plan od początku, trochę rozrywki z aurorami, potem ciepła posada w Hogwarcie. - Dziewczyna zerknęła na zegarek, po czym zwróciła się do McGonagall. - Wybacz mi Minerwo, ale musze uciekać. Zabieram papiery. Mogę skorzystać z kominka? - Spytała, po czym, nie czekając na odpowiedź, wyjęła z torebeczki garść proszku fiuu i rzuciła w ogień. - Widzimy się w przyszłym tygodniu. Ministerstwo Magii! - Zakrzyknęła na koniec, po czym zniknęła w płomieniach.

W gabinecie nastała cisza. Hermiona patrzyła to na Severusa, to na Minerwę, po czym chrząknęła cicho.

-Ah tak, wasze dokumenty - powiedział McGonagall. - Tornado, nie kobieta. Mam wrażenie, że jeszcze zatęsknię za Granger - mruczała cicho, szukając na swoim biurku odpowiedniego papieru. - O, znalazłam. Proszę o wasze podpisy, tutaj, na dole strony. Dobrze, panno Granger, oto klucze, Severus pani pokaże komnatę w lochach, wszystko rozumiecie?

Hermiona skinęła głową, po czym wyszła za Snapem z gabinetu, żegnając się z dyrektorką. Po spotkaniu z Kayleigh czuła sie jak wyzuta i wypluta na chodnik guma.

Szli z Mistrzem Eliksirów w absolutnej ciszy. Kiedy doszli w końcu do komnaty Hermiony w lochach, Snape wręczył jej klucz i wskazał na drzwi, przed którymi stali.

-To Twoja komnata. Przeprowadź sie do niej jak najszybciej, jeśli mógłbym Cie o to prosić. Wiem, że miałaś zacząć dopiero od przyszłego tygodnia, ale jutro o 8:00 mam zajęcia z pierwszorocznymi. Nic trudnego, sama teoria przyrządzania najprostszych eliksirów. To dopiero ich drugie zajęcia, więc są ekstremalnie przerażeni, zatem poprowadzenie zajęć nie byłoby dla Ciebie większym problem. Piszesz się na to?

Hermiona zamrugała kilkakrotnie, nie wierząc w to, co słyszy. Miałaby poprowadzić zajęcia? Sama?

-Oczywiście, jutro pierwsze zajęcia mam na dziesiątą, więc z chęcią poprowadzę lekcję - powiedziała, uśmiechając się mimowolnie.

-Świetnie - odparł chłodno. - Zatem jutro, wpół do ósmej chcę Ciebie widzieć w moim gabinecie. Dobranoc. - Zakończył, po czym oddalił się w nieznanym Hermionie kierunku.

Przez chwile miała ochotę, niczym mała dziewczynka, śledzić go i dowiedzieć się, gdzie wybiera się Mistrz Eliksirów, odpędziła jednak szybko od siebie tę myśl.