Hermiona otworzyła oczy i zerknęła na zegarek. Równo siódma. Z westchnieniem podniosła się z łóżka i zaczęła się krzątać po pokoju, przygotowując się do swojej pierwszej lekcji. Kiedy była już gotowa, z żalem stwierdziła, że ma jeszcze pół godziny. Nie miała pojęcia, w jaki sposób spożytkować czas, więc zabrała ze sobą wszystkie notatki i ruszyła w stronę sali, w której miała rozpocząć za chwilę zajęcia. Nie było jej jednak dane dotrzeć na miejsce, gdyż po drodze, wychodząc zza zakrętu, wpadła na kogoś.
-Uh, uważaj Granger - usłyszała znajomy głos.
-I vice versa, Malfoy - odparła.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, po czym oboje wybuchnęli radosnym śmiechem.
-Nie widziałam Cię ani razu od rozpoczęcia roku, gdzie się podziewałeś? - Spytała dziewczyna, klepiąc go po ramieniu.
-Przyjechałem wczoraj wieczorem, rodzinne sprawy wymagały ode mnie tygodnia dłużej w domu.
-Oh tak - odparła, kiwając ze zrozumieniem głową. - Ale wszystko jest już w porządku?
-Nawet nie wiesz, jak bardzo - szeroki uśmiech rozjaśnił jego twarz. - Ojciec chyba wystarczająco odkupił swoje winy. Ja dość szybko mu przebaczyłem, ale mama... Nie wyobrażasz sobie nawet, jak mdlący zapach roznosił sie u nas w salonie, gdy codziennie rano dostawała ogromny bukiet świeżych kwiatów. Potrafił mówić do niej godzinami, przepraszać i tłumaczyć się ze wszystkiego, aż sam byłem w szoku. Najwyraźniej dalej im na sobie zależy, bo wczoraj mama wreszcie się do niego odezwała.
Hermiona roześmiała się szczerze.
-Strasznie się cieszę, że wszystko jest już w porządku. Idę na moją pierwszą lekcję. Odprowadzisz mnie?
-Lekcję? - Spytał zdziwiony, po czym rozejrzał się i zdawał się łączyć wątki. - Masz lekcję w lochach? Hermiono, masz termin u Snape'a?
-Owszem - odparła z dumą.
-Kurczę, to wielka sprawa. - Mruknął, gładząc się po brodzie. - Nie boisz się? - Hermiona posłała mu znaczące spojrzenie. - No tak, zapomniałem, z kim rozmawiam. Zaczynasz dzisiaj?
-Wprawdzie miałam zacząć od następnego tygodnia, ale Snape ma ostatnio mnóstwo zajęć. MNÓSTWO - podkreśliła, śmiejąc się do siebie?
-O czym ty mówisz? - Spytał zaciekawiony chłopak.
Hermiona na szybko streściła mu to, jak ludzie szaleją na punkcie jej i Harry'ego oraz jak uczennice uwielbiają Mistrza Eliksirów. Nie pominęła nawet tego, jak klaszczą, gdy Snape zrobi jakikolwiek eliksir.
-Cholera, lecą na Snape'a, a nie na Harry'ego?
-Oh, uwierz mi, próbowały. Ginny jednak bardzo szybko dała sobie z nimi radę.
Malfoy roześmiał się cicho, po chwili jednak spoważniał.
-Mówisz, że wszyscy się nimi zachwycają. Na widok nas, przechodzą na drugą stronę ulicy.
Hermiona prychnęła z pogardą.
-Mówiliśmy z Harrym w wywiadach po bitwie jaka była prawda, ale ludzie najwyraźniej wolą myśleć swoje. - Dziewczyna na chwilę zamilkła. - Oni też nie mają kolorowo. Ludzie z wielkim uśmiechem podchodzą do nich i z zachwytem zaczynają opowiadać, jacy byli świetni podczas bitwy. Nazywają ich "sławami" - Przypomniała sobie rozmowę z Kayleigh w gabinecie McGonagall. - A wszyscy tam traciliśmy najbliższych, przyjaciół, rodzinę.
-Obawiam się, że to tak szybko minie - odparł Malfoy. - Trudne życie celebryty - dodał, poprawiając swoje włosy, co wywołało u Hermiony mały atak śmiechu.
-Draco, jeżeli jest cokolwiek, co mogę zrobić, powiedzieć, żeby ludzie dali wam spokój...
-Nie. Już i tak uratowaliście mnie i ojca od Azkabanu.
-Pamiętaj, że zawsze możesz do mnie przyjść. Nawet bez zapowiedzi.
-I vice versa.
Na chwilę zamilkli, idąc przed siebie.
-Bardzo się cieszę, że wróciłeś - powiedziała cicho. - W razie czego Harry i Ginny powinni być o 9:00 w Wielkiej Sali i czekać na mnie, możesz pójść się z nimi przywitać.
Chłopak zerknął na kartkę, którą miał w ręku.
-Dzisiaj piątek, więc mam zajęcia na dziesiątą, dam radę - odparł.
Po chwili dotarli do sali, w której Hermiona miała mieć swoją pierwsza lekcję.
-Uh, to tutaj. I mam jeszcze - zerknęła na zegarek - piętnaście minut. Nie aż tak źle. Akurat wszystko sobie przygotuję. - Odwróciła się do chłopaka. - Muszę Cię przeprosić, ale wolę być gotowa na wszystko. Dosłownie. Nie mam pojęcia, na co mogą wpaść pierwszaki.
Malfoy zaśmiał się głośno.
-Jakoś w okolicach pierwszego roku znacznie wydłużyłem Ci zęby.
Hermiona wybuchnęła śmiechem i zaczerwieniła się dziko.
-Tak! A nie na drugim roku? - Machnęła ręką. - Nieważne. Przynajmniej przez Twój paskudny charakter mamy co wspominać!
Chłopak przytaknął, po czym pożegnał się, zostawiając Hermionę samą w sali lekcyjnej. Dziewczyna z uśmiechem zaczęła rozkładać wszystko potrzebne do zaczęcia lekcji.
Po Bitwie była pewna, że Narcyza wraz z rodziną znienawidzą ją za śmierć Bellatrix, rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Za oczyszczenie Malfoy'ów z zarzutów i uratowanie ich przed Azkabanem, okazali jej niebywałą wdzięczność. Podczas wizyt w Ministerstwie i składania kolejnych już zeznań, nieoczekiwanie zbliżyła się do Dracona. W życiu nie sądziła, że czerwiec spędzą na długich rozmowach w zimnym korytarzu przed salą rozpraw. Nikt o tym nie wiedział, ale Draco był jedyną osobą, z którą utrzymywała regularny kontakt przez wakacje. Sama nie rozumiała dlaczego, ale miała wrażenie, że potrzebowała kogoś takiego już od dawna. Kogoś, z kim będzie mogła zmierzyć się intelektualnie w chociaż małym stopniu. Kogoś, kto będzie mógł z nią godzinami gadać o eliksirach i transmutacji oraz zrozumie to, co ona będzie mówiła.
Draco, ty kretynie, pomyślała. Gdyby nie ta głupia idea czystej krwi wpajana przez Twoich rodziców, moglibyśmy być przyjaciółmi już tak dawno!
Harry wraz Ginny i Malfoy'em siedzieli w Wielkiej Sali, oczekując Hermiony.
-Jak myślicie, da radę? - Spytała Rudowłosa, dolewając mleka do swoich płatków kukurydzianych.
-Jasne - powiedział Draco. - To przecież Hermiona. Dała radę śmierciożercom, a nie poradzi sobie z pierwszorocznymi?
-Też tak myślę - dodał Harry. - O, idzie do nas - powiedział podekscytowany, po czym cała trójka pomachała gryfonce, żeby pokazać, gdzie są.
Hermiona sprężystym krokiem z wysoko uniesioną głową podeszła do nich, po czym opadła na krzesło z westchnieniem. Ze strony przyjaciół posypało się mnóstwo pytań.
-Jak było?
-Fajnie się uczy?
-Kiedy masz następna lekcję?
Dziewczyna spojrzała na nich, po czym wybuchnęła wściekłością.
-To był jakiś koszmar! Ta lekcja była idealna, nie wiem czy sama kiedyś byłam na tak dobrze poprowadzonych zajęciach! Zamiast tłumaczyć im jakie substancje wpływają destrukcyjnie na jaki kociołek, pokazywałam to na modelach, Snape mnie pewnie zabije, ale wzięłam juz starsze okazy, a oni... Nic! Kompletnie nic! Nie potrafili odpowiedzieć na żadne pytanie, nie zadali też ani jednego, więc w pewnym momencie kazałam im napisać esej z tego, co mówię, och, wtedy dopiero się odezwali! Jakiś młody ślizgon próbował mi pyskować, że nie jestem Mistrzem Eliksirów. Bardzo szybko go uciszyłam groźbą kolejnego eseju dla całego jego domu. I pięcioma punktami odjętymi zielonym.
-Hermiono! - Zakrzyknął Malfoy z wyrzutem.
-Wybacz Draco, musiałam! - Odparła z irytacją, po czym chwyciła ciepła jeszcze bułeczkę i zatopiła w niej zęby. - Te małe... Oni jeszcze nie wiedzą, z kim mają do czynienia - fuknęła pod nosem. - O nie, na moje lekcje mają być głodni wiedzy, wtedy nie będzie problemu.
-Nie przesadzasz? - Spytała Ginny. - Nie każdy jest Tobą i cierpi na ciągły głód książek, zajęć i esejów.
Hermiona obrzuciła ją spojrzeniem pełnym zawodu.
-Ale to nie o to chodzi! Ja nie wymagam od nich ponadprogramowej wiedzy, tylko nauki z lekcji na lekcję! Zwykłego szacunku do nauczyciela! I, przepraszam was bardzo, ale jak waszym zdaniem zachowałby się na moim miejscu profesor Snape?
-Pewnie tak samo, ale minusowe punkty przypadłyby zapewne w udziale gryfonom, a nie ślizgonom - odparła Ginny, śmiejąc się cicho.
Przyjaciele wubuchnęli śmiechem.
-Sama nie wiem co o tym myśleć... zobaczę na następnej lekcji. Jeżeli ją w ogóle dostanę.
-Na pewno - mruknął Draco. - Z tego co słyszę masz szansę zostać tak przerażającym nauczycielem jak mój ojciec chrzestny.
-Miałam nadzieję na bycie kolejną McGonagall, ale bycie żeńską wersją Snape'a nie wydaje się takie złe - odparła, chichocząc pod nosem.
-Kim jest ta dziewczyna flirtująca ze Snapem? - Spytał nagle Malfoy wskazując na kogoś siedzącego przy stole profesorów.
-To ta małpa z biura aurorów! - Zakrzyknęła cicho Hermiona. - Jak to możliwe, że ona siedzi z nauczycielami! Co następne! Będzie prowadziła zajęcia na siódmym roku?
Granger pominęła fakt, że istotnie, dziewczyna flirtowała ze Snapem. I to jak! Zarzucała co chwilę włosami, wybuchała perlistym śmiechem i przez cały czas trzymała rękę na jego ramieniu. Najgorsze w tym wszystkim zdawało się to, że Mistrz Eliksirów rozmawiał z nią, jak z przyjaciółką. Nie była zazdrosna, jednak poczuła ciche ukłucie towarzyszące myśli, że z nią tak nie rozmawia.
Kiedy gryfonka cicho rzucała przekleństwa w stronę swojej bułki, rwąc ją na małe kawałki, Ginny i Harry wyjaśnili pokrótce Malfoy'owi, dlaczego dziewczyna żywi tak negatywne uczucia do nowego nabytku Hogwartu.
W końcu Draco i Harry pogrążyli się w rozmowie o quidditchu, Hermiona szepnęła Ginny na ucho, że muszą porozmawiać.
-Chodźmy najlepiej do mojego pokoju w lochach - mruknęła. - Tam nikt nas nie podsłucha.
Żegnając się z chłopakami, ruszyły szybkim krokiem do wyjścia z Wielkiej Sali. Po chwili stały już w nowej komnacie Hermiony. Dziewczyna rzuciła zaklęcia wyciszające na wszystkie drzwi i okna.
-Przeraża mnie to, co chcesz wyznać, skoro zachowujesz takie środki ostrożności. - Mruknęła Rudowłosa.
-Cicho bądź i słuchaj - mruknęła Hermiona, po czym opowiedziała jej o wydarzeniach, które rozegrały się w pracowni eliksirów.
-O kurczę, naprawdę? - Szepnęła Ginny. Co prawda strzegły je zaklęcia, wolała jednak ściszyc ton głosu. Dla pewności. - Hermiono, to świetnie!
-Świetnie? Jakim cudem według Ciebie tę sytuację można opisać jako świetną?
Ginny rzuciła jej badawcze spojrzenie.
-Nie obraź się za to, co powiem, ale na serio, potrzebujesz zmiany. Teraz całe dnie będziesz poświęcała eliksirom i Snape'owi. Według mnie potrzebujesz takiej odskoczni od wszystkiego, co działo się po Bitwie. Może bardziej przydałby Ci się święty spokój, a nie wpadanie ze skrajności, jaką jest rozpamiętywanie wszystkiego, w drugą skrajność, czyli termin, ale mimo wszystko to dobrze.
-Ginny, wczorajszą sytuację można porównać się do upicia się ze swoim nauczycielem. I niestosownego zachowania!
-Przestań gadać głupoty! Chyba lepiej, żebyście się dogadywali i zachowywali jak normalnie znajomi, niż oboje trzymali kije w tyłku w swojej obecności! - Chciała jeszcze dodać kilka słów o tym, że Hermiona przez cały czerwiec zachowywała się zupełnie inaczej w towarzystwie Snape'a, wolała jednak, aby przyjaciółka sama to zauważyła.
Hermiona spłonęła rumieńcem.
-Harry Ci powiedział?
Ginny prychnęła.
-Oczywiście! Dopóki mu nie powiesz "ale nie mów tego Ginny", wyciągnę z niego każdą rzecz.
-Może i masz rację - odparła Granger.
Przez kolejne pół godziny dziewczyny plotkowały, po czym rozeszły się, każda w swoją stronę. Hermiona modliła się w duchu, aby dwie godziny zaklęć minęły jak najszybciej, żeby mogła wrócić do komnat, odpocząć i... Pójść na korepetycje z uczennicami Snape'a. Zaklęła w duchu. Że też musiała się na to zgadzać. Zgadzać?! Że też musiała sama wyjść z tą idiotyczną propozycją! Opary tego cholernego eliksiru musiały jej jakoś uszkodzić mózg, skoro sama wyszło z tak kretyńskim pomysłem!
Wracając po zajęciach do swojej komnaty w lochach, mruczała pod nosem ciche przekleństwa. Była tak niesamowicie wściekła, że nie patrzyła zupełnie przed siebie. Po chwili, jak można się domyślić, na kogoś wpadła.
-Uważaj jak leziesz! - Wrzasnęła, podnosząc głowę na sprawcę jej upadku.
-Witam, panno Granger - odpowiedział jej cichy, niski głos.
