-Pro...profesor Snape - wydukała cicho, zamierając w bezruchu. Mężczyzna spojrzał na nią z uniesioną brwią. Po chwili pozbierała książki z podłogi i stanęła przed nim, zbierając cała swoją odwagę, aby spojrzeć mu w oczy, po czym wzięła głęboki oddech. - Przepraszam.
-Minus piętnaście punktów - warknął. - Doszły mnie słuchy odnośnie dzisiejszej lekcji z pierwszorocznymi - dodał cicho. - Widziałem Ciebie raczej w roli dobrej cioci, a nie gorszej wersji mnie.
Dziewczyna momentalnie się rozluźniła.
-Nie widziałam innego wyjścia - odparła cicho. - Naprawdę było ciekawie. Przy okazji, zniszczyłam kilka starych kociołków. Ale naprawdę były stare! - Dodała szybko, widząc jego wzrok. - Zaczynam rozumieć pana podejście, profesorze. Jak można być takim ignorantem i nie mieć żadnej potrzeby wiedzy?! Ci idioci nawet nie zdają sobie sprawy jak bardzo ona może uratować im te leniwe tyłki! - Wybuchnęła.
-Panno Granger, Voldemorta nie ma i szczerze wątpię, żeby któreś z nich, kiedykolwiek, musiało przez kilka miesięcy ratować, jak to pani ujęła, tyłek i sobie i innym podczas szalejącej wojny.
Dziewczyna spojrzała na niego ze smutkiem.
-Przecież nie o to mi chodzi - szepnęła, obejmując się ramionami.
-Oczywiście, że nie. Musisz jednak zrozumieć, że rośnie nowe pokolenie. Pokolenie wygodnego życia, które nie musi już się obawiać, że ktoś może ich nagle zaatakować, porwać i wymordować rodzinę czy zabić - na jego twarzy pojawił się paskudny grymas. - I, szczerze powiedziawszy, doradzam Tobie myślenie w podobny sposób. Inaczej zwariujesz do reszty.
-Do reszty? - Spytała oburzona.
Posłał jej wredne spojrzenie. Zamilkła, nie wiedząc, czy ma się cieszyć, że Stary Snape wrócił, czy niepokoić tym, że sama to na siebie sprowadziła.
-To znaczy, że dostanę kolejna lekcję z pierwszym rokiem? - Spytała, zaskoczona swoją odwagą.
-To znaczy, że dostaniesz ich na cały rok - odparł Snape, stając przed komnatą Hermiony. - Nie ciesz się tak, naprawdę - dodał. - Widzimy się wieczorem w moim gabinecie. Przyjdź chwile przed dziewiętnastą, tak z dwadzieścia minut. Nie toleruję spóźnień, ostrzegam - zakończył ostro.
-Oczywiście. Do widzenia, profesorze - odparła dziewczyna, znikając za drzwiami swojej komnaty.
Rozejrzała sie po pustym pokoju. Przez chwilę rozważała odpoczynek, przypomniała sobie jednak o dwóch esejach, które musiała napisać na poniedziałek. I weekendzie, który na pewno nie będzie obfitował w duża ilość wolnego czasu. Zarzuciła więc torbę na ramię i udała się do biblioteki.
Kiedy w końcu usiadła przy wolnym stoliku, obok niej znajdowały się dwa stosy. Jeden z książkami o Historii Magii, drugi o Obronie przed Czarną Magią. Przez chwilę zastanawiała się od którego zacząć, wybrała jednak przedmiot Remusa. Po Bitwie naprawdę był wymagający i momentami straszny. Daleko mu było oczywiście do tego, co pokazywał Snape na zajęciach, jednak i tak nikt wolał mu nie podpadać.
Kończąc esej z zadowoleniem stwierdziła, że spokojnie wyrobi się z wypracowaniem na Historię Magii. Z westchnieniem przeczytała raz jeszcze długi na 3 rolki pergaminu opis możliwej obrony przed Cruciatusem. Nie każde zaklęcie defensywne je odbijało i nie każdy eliksir leczniczy je zdejmował. Uznawszy, że wypracowanie zasługuje na najwyższą ocenę, odłożyła je na bok i zaczęła przeszukiwać opasłe tomy w poszukiwaniu informacji na temat wojen pomiędzy centaurami i trollami w XV wieku.
-Koniec - mruknęła do siebie, spoglądając na zegarek. Osiemnasta czterdzieści pięć! Miała dokładnie pięć minut spóźnienia. Zerwała się z prędkością błyskawicy, po czym, chwytając swoje wypracowania, pobiegła do lochów.
Dobiegając na miejsce nie umknął jej uwadze fakt, że pod drzwiami zebrała się już niemała grupka uczennic. Minęła je i chwyciła za klamkę do gabinetu, słysząc pomruki wściekłości za swoimi plecami.
-Hej, jest kolejka!
-Nie widzisz, że my też czekamy?
-Siadaj na tyłku i czekaj, może dzisiaj sie dopchasz.
Dziewczyna zdębiała i nie miała pojęcia, co powiedzieć. Zignorowała kompletnie okrzyki złości i po prostu weszła do gabinetu Snape'a.
-Dziesięć minut spóźnienia - powiedział. Nie siedział na swoim miejscu, zajął krzesło przy małym stoliku i czytał książkę. - Minus pięć punktów dla Gryffindoru. Mówiłem, że nie toleruję spóźnień. Następnym razem wyrzucę Ci za drzwi.
Dziewczyna spojrzała na niego spod byka.
-Nie spóźniłabym się aż tak, gdybym nie została zaatakowana przez pana kociaki - mruknęła pod nosem.
-Dlatego kazałem Ci przyjść wcześniej, żebyś uniknęła tej sytuacji. Pyskowanie, kolejne pięć punktów - powiedział. - Pamiętaj, że to ty będziesz musiała się użerać z tymi kociakami przez najbliższe dwie godziny.
Hermiona nie zaszczyciła jego uwagi komentarzem. Odłożyła swoje eseje na wolny regał, po czym zasiadła za jego biurkiem. Zdecydowanie mogła przyzwyczaić się do tego miejsca.
-Jakieś pytania, panno Granger?
Dziewczyna pokręciła głową. Miała nieodparte wrażenie, że sobie poradzi. Chciała mu się w jakiś sposób odgryźć, jednak przerwało jej pukanie do gabinetu.
-Wejść - warknęła. Snape uniósł ku górze brew, jednak nie skomentował w żaden sposób.
Do środka pewnym krokiem wkroczyła Gryfonka, którą Hermiona znała z widzenia. Nazywała się chyba Mary. Na moment stanęła jak wryta, po czym usiadła na miejscu przeznaczonym dla uczniów.
-Cześć - powiedziała Hermiona.
-Ty... teraz ty będziesz na konsultacjach?
-Owszem. Mam termin u profesora. - Uśmiechnęła sie ciepło. - Zaczynajmy, nie traćmy czasu. Z czym masz problem?
-Ja... - zaczęła Mary, wyjmując książkę z torby. - Nie rozumiem za bardzo rozdziału o eliksiru wielosokowym - rzuciła rozmarzone spojrzenie Snape'owi, ten jednak wydawał się być całkowicie pochłonięty lekturą. - Nie... nie wiem dlaczego trzeba zmieniać kociołki - powiedziała nieprzekonana.
Hermiona bardzo sprawnie, bo w niecałe piętnaście minut, wytłumaczyła dziewczynie dlaczego warzenie przebiega w ten, a nie inny sposób, na koniec przypominając, że na koniec przygotowywania eliksiru można użyć części osoby, jednak dawca musi być koniecznie żywy.
-Dziękuję, już rozumiem temat - odparła sucho uczennica, po czym mrucząc krótkie "do wiedzenia", wyszła.
Przez chwilę nic się nie działo. Snape podniósł zaciekawiony wzrok na drzwi, które podejrzanie długo się nie otwierały. Hermiona z uśmiechem wstała, otworzyła je na oścież, ukazując pusty korytarz.
-Miałam rację - mruknęła.
-Cóż, może i tak, ale zapomniałaś o ważnej informacji podczas swojego krótkiego wykładu - odparł mężczyzna, zatrzaskując książkę i wstając.
Dziewczyna zamknęła drzwi, po czym oburzona zaczęła wyliczać po kolei, co powiedziała.
-Owszem, wszystko się zgadza, zapomniałaś jednak wspomnieć, że nie wolno używać włosów zwierząt - powiedział, rzucając jej złośliwe spojrzenie. Dziewczyna krzyknęła cicho, po czym oblała sie rumieńcem.
-Pan... pan wie? - Spytała zszokowana.
-A jak myślisz, kogo Pomfrey poprosiła o antidotum?
Hermiona schowała twarz w dłoniach.
-O matko, o matko, o matko. - Mruczała, starając się nie patrzeć na mistrza.
-Musze jednak przyznać, że eliksir był znakomicie uwarzony. Nawet dodałem po cichu 5 punktów Gryffindorowi za takie zdolności.
Dziewczyna uśmiechnęła się zza dłoni zakrywających jej czerwoną twarz.
-Żałuję jedynie, że nie mogłem opowiedzieć o tym incydencie na zajęciach - dodał, uśmiechając się wrednie.
-Oh, Malfoy miałby wtedy powód do śmiechu - odparła.
-KAŻDY miałby powód do śmiechu - poprawił ją. - Niestety, musiałem zachować tę przyjemność tylko dla siebie. - Westchnął z żalem.
Hermiona założyła ręce na piersi i rzuciła mu spojrzenie spode łba. Snape jedynie uśmiechnął się wrednie, po czym ponownie zasiadł do lektury.
-Może pan iść - powiedziała. - Raczej nikt już nie przyjdzie.
Mistrz Eliksirów pokręcił przecząco głową.
-Dzisiaj zostanę, dla pewności. Musisz wiedzieć, jakie popełniasz błędy, tłumacząc innym skomplikowane zagadnienia.
Dziewczyna obruszyła się i już otwierała usta, aby się sprzeczać z profesorem, ten jednak rzucił jej ostre spojrzenie z nad książki. Hermiona momentalnie usiadła pokornie na krześle, stwierdzając w duchu, że powinna przyjmować krytykę w trochę inny, bardziej cywilizowany sposób.
Tak, jak się spodziewała, do samej 21 nikt już nie przyszedł. Ona w międzyczasie zdążyła sprawdzić swoje wypracowanie z Historii Hogwartu (jej zdaniem było idealne) i ponownie przejrzeć esej z Obrony przed Czarną Magią, w międzyczasie dopytując Snape'a o eliksiry, które wypisała w tekście. Skończyło się na tym, że wypracowanie uzupełniła o kilka przypisów.
-Dwudziesta pierwsza - mruknął Severus, patrząc na zegarek. - Możemy iść do pracowni testować eliksir.
-Na czym? - Spytała zaciekawiona Hermiona, podążając za Mistrzem w stronę ich komnat.
-A jak sądzisz?
-Zdecydowanie veritaserum. Amortencja i inne miłosne eliksiry są względne i trudno wychwycić początek i koniec działania, takie substancje można podać w drugiej fazie testów - zaczęła, niesamowicie podniecona faktem, że została zapytana o zdanie. - Z kolei eliksiry bazujące na negatywnych emocjach mogą wymknąć się spod kontroli. A czarnomagicznych wywarów nie wolno nam stosować.
-Oh, wolno. I uwarzysz ich sporo w wakacje.
Dziewczyna otworzyła szeroko usta, patrząc na niego z niemałym szokiem.
-Na... naprawdę?
-Oczywiście. Musisz przecież wiedzieć, jak są zrobione, żeby w razie czego móc przygotować odtrutkę. Eliksiry są przedmiotem, którego nie oderwiesz od Czarnej Magii.
-To chyba nawet dobrze - odparła po chwili namysłu.
-Dobrze? - Brew Mistrza powędrowała ku górze.
-No tak - mruknęła cicho. - To, że zakopiemy Czarną Magię pod jakimś kamieniem i będziemy udawać, że nic takiego nie istnieje, nie oznacza, że wszyscy inni też będą myśleli w ten sposób. I że nie wyciągną po nią rąk.
Zapadła pomiędzy nimi cisza, którą przerwał jedynie szczęk otwieranych drzwi do pracowni. Wchodząc do środka, Hermiona poczuła tak przyjemne zapachy, że aż jej się zakręciło w głowie. Rzuciła Snape'owi zdziwione spojrzenie.
-Co to za zapachy?
-Jakie zapachy?
-Świeżo skoszona trawa, nowy pergamin - pociągnęła nosem kilkakrotnie, aby upewnić się, że dobrze czuje zapach. - I jakieś męskie perfumy. - Na chwilę zamilkła, uśmiechając się szeroko. - Warzył pan amortencję?!
-Nie podniecaj się tak. Tylko na wypadek, gdybyś jednak stwierdziła, że moje antidotum warto wypróbować na czymś takim, miałem zamiar pokazać Ci, jak bardzo sie mylisz. Niestety, nie mogę dać Ci nauczki.
-Bo jestem za mądra - odparła dziewczyna, dumna z siebie.
-Najwyraźniej nie na tyle, bo odróżnić włos ludzki od kociego.
Dobry humor Hermiony zniknął tak szybko jak się pojawił.
-Teraz powiedz mi, kto z nas powinien wypić veritaserum.
Dziewczyna spojrzała na niego jak na kogo, kto właśnie urwał się z Bijącej Wierzby.
-Oczywiście, że ja! Pan musi nadzorować przebieg, zobaczyć czy veritaserum działa poprawnie, następnie podać mi antidotum, zmierzyć czas, po jakim zaczyna ono działać, na koniec wszystko zanotować i wysłać do ministerstwa z pełnym opisem.
-Dobrze - odparł jedynie. - Może, gdy przestaniesz się spóźniać, będzie z Ciebie dobry naukowiec.
Hermiona już miała przypomnieć, że spóźniła się jeden, jedyny raz, ugryzła sie jednak w język. Wolała nie drażnić mężczyzny, który miał jej zaraz podać serum prawdy.
-Gotowa? Wiesz, jaki jest warunek stwierdzenia czy veritaserum działa?
-Tak.
-Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? Przemyślałaś to?
-Tak.
Wypiła całą podaną przez profesora porcję, po czym usiadła naprzeciwko niego, prostując się na krześle. Wyglądała na spokojną, jednak serce waliło jej niemiłosiernie. Doskonale znała warunek, którym było zadanie osobistych pytań.
-Jak się nazywasz?
-Hermiona Granger.
-Gdzie się urodziłaś?
-W Londynie.
-Teraz spróbuj mnie okłamać. Jakiego koloru mam włosy?
-Kruczoczarne.
Snape uniósł brew, słysząc ten wymyślny epitet, nie skomentował jednak tego.
-Powiedz, że są brązowe.
-Nie, są kruczoczarne - Hermiona mówiła tak wyraźnie i powoli, odcedzając każde słowo, że nawet głupiec stwierdziłby, że veritaserum zadziałało. On jednak musiał zadać jeszcze to cholerne pytania.
-Dobrze, pamiętaj, że to, co teraz powiesz, zostanie pomiędzy nami. Pytania nie są przygotowane przeze mnie, dostałem je dzisiaj listem z Ministerstwa, aby było pewne, że ich wcześniej nie widziałaś. Kiedy otworzę kopertę, zapamięta ona Twoje odpowiedzi w ramach dowodu. Możesz być jednak pewna, że pomimo tego, nic, co mi powiesz, nie wyjdzie poza nas. Rozumiesz?
-Tak.
-Ufasz mi?
-Tak.
Snape'a bardzo zdziwiła ta odpowiedź. Hermiona z kolei czuła, jak jej serce przyspiesza do niezdrowego już rytmu. Kiedy nic nie mówiła, było dobrze, jednak w chwili zadania pytania miała wrażenie, jak traci kontrolę nad strunami głosowymi i ustami, które po prostu wypluwają informację prosto z jej mózgu. Uczucie było paskudne, jednak godząc się bez wahania na pomoc profesorowi przy opatentowaniu eliksiru, wiedziała, na co się pisze.
Usłyszała trzask łamanej pieczęci. Zamknęła oczy, aby nie musieć patrzeć na Snape'a w tak niezręcznej chwili. Dla niego to była po prostu część sprawdzenia eliksiru i doskonale wiedziała, że to, co mu powie naprawdę zostanie pomiędzy nimi, jednak mimo wszystko czuła ogromny stres na myśl o zwierzaniu się Mistrzowi Eliksirów.
Snape przeczytał szybko pytania, zanim zaczął je zadawać. Nie był to najgorszy zestaw jaki widział, niejednokrotnie musiał zadawać zdecydowanie bardziej osobiste pytania, nie można było jednak mówić o tym, że dziewczyna miała szczęście.
-Jaki jest Twój największy kompleks?
-Nie jestem wystarczająco mądra - odparła, zaciskając lekko oczy.
-Z kim straciłaś dziewictwo?
-Nie straciłam.
-Czego sie bałaś najbardziej w życiu?
-Że po bitwie pan się nie obudzi. - Oczy Hermiony zacisnęły się jeszcze mocniej, tworząc skrzywiony wyraz na jej twarzy.
Snape nie dał po sobie poznać, jaka gonitwa myśli zaczęła się w jego głowie, gdy usłyszał tę odpowiedź. Natychmiast jednak doprowadził się do porządku, odkładając przemyślenia na potem, płynnie przechodząc do następnego pytania.
-Kiedy po raz pierwszy rzuciłaś Avadę Kedavrę?
-W czwartej klasie.
Kolejny szok. Kolejne płynne przejście do ostatniego już pytania, które w teorii miało być rozluźniającym, jednak Snape w życiu by tak go nie nazwał.
-Kto, gdzie i kiedy przekazał Ci najgorszą informację w Twoim życiu?
-Lekarz Augustus Swan, w szpitalu świętego Munga, Dwa lata temu - odparła, dziękując w duchu, że nie musiała powtórzyć tamtej informacji.
Nie miała odwagi otworzyć oczu. Poczuła na ramieniu dłoń Snape, po czym jej warg dotknęła fiolka.
-Teraz podam Ci antidotum i zacznę natychmiast zadawać to samo pytanie. Musisz z całych sił postarać się mnie okłamać. Jeśli się wstydzisz, nie musisz już otwierać oczu. Rozumiesz?
-Tak - odparła mechanicznie Hermiona. Odchyliła lekko głowę i pozwoliła się napoić jego antidotum. Było całkowicie bez smaku.
-Jaki mam kolor włosów?
-Kruczoczarne.
-Jaki mam kolor włosów?
-Kru-czo-czarne - wycharczała, z trudem wypowiadając każdą sylabę.
-Jaki mam kolor włosów?
-Czerw... Kroczo...czarne.
-Jaki mam kolor włosów?
-Czerwone - odpowiedziała, dysząc ciężko.
Nie umknęło uwadze Snape'a, że dziewczyna siedziała ze spuszczoną głową i zaciśniętymi mocno oczami.
Severus zakleił z powrotem kopertę, po czym zwrócił się do gryfonki.
-Możesz już iść. Przyjdź jutro o ósmej do pracowni. Dziękuję.
Hermiona nie usłyszała nawet jego podziękowania, bo już dawno była za drzwiami.
