Snape doskonale wiedział, że powinien teraz wszystko notować, jednak nie mógł zebrać myśli. Próbował znaleźć logiczne wyjaśnienie tego, że dziewczyna najbardziej w swoim życiu bała sie właśnie o niego. Panicznie bał się, że zaklęcia, które szeptała mu, aby ocalić życie, wywarły jednak na nią jakiś wpływ. Ale przecież to się czuje! Dziewczyna nie była aż tak głupia, aby chodzić wesoło po zamku z uczuciem silnego zaklęcia w głowie!

Najgorsze było to, że profesjonalizm zdecydowanie nie pozwalał mu na poruszenie tego tematu. Obiecywał jej przecież, że nie ma się czego bać. Jeżeli dalej miała mu ufać - co też było niemałym szokiem - nie może rozmawiać o tym, co przed chwilą zaszło. Nie i koniec.

Hermiona w międzyczasie stała na środku swojego pokoju, oddychając ciężko. Patrzyła tępo na drzwi do pracowni i nie miała kompletnie pojęcia, co ma zrobić w tej sytuacji. Cholerne antidotum, cholerne veritaserum, cholerne Ministerstwo! Zdawała sobie sprawę, że może być trudno, jednak nie sądziła, że będzie musiała kurczowo trzymać się krzesła, żeby nie uciec z pracowni.

-Chryste, przecież ja mam jutro rano zacząć lekcje u niego - mruknęła do siebie pustym głosem.

Momentalnie wybiegła ze swojej komnaty, gnając przed siebie. Musiała z kimś porozmawiać. Musiała mieć chociaż jedną osobę, której opowie wszystko. I nie będzie musiała trzymać tego w sobie.

Wpadła do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Nie znajdując wzrokiem Ginny, pobiegła do jej dormitorium. Z ulgą znalazła ją w jej łóżku. Śpiącą. Nie przeszkadzało jej to jednak w żadnym stopniu.

-Ginny, obudź się - zaczęła szeptać, szarpiąc dziewczynę za ramię.

-Ja... co? Hermiono? - Spytała rudowłosa, przecierając oczy ze zdziwienia. - Co się stało?

-Bierz swoje rzeczy, dzisiaj śpisz u mnie, potrzebuję Cię - odparła czarownica, patrząc na przyjaciółkę zdesperowanym wzrokiem.

-Okej widzę, że sprawa jest poważna - mruknęła zaniepokojonym głosem, po czym wrzuciła do torby ciuchy na następny dzień, szczoteczkę do zębów i ręcznik. - Idziemy - powiedziała, chwytając różdżkę.

W całkowitej ciszy doszły do komnaty Hermiony. Ginny rzuciła na jej łóżko swoją torbę, po czym usiadła. Założyła ręce na piersi i spojrzała wymownie na przyjaciółkę.

-No, po coś tu chyba przyszłam.

Hermiona westchnęła głęboko, po czym zaczęła chodzić w tę i z powrotem po komnacie.

-Po pierwsze, to musi zostać pomiędzy nami. Nikt, absolutnie nikt nie może sie o tym dowiedzieć, rozumiesz? - Powiedziała, rzucając zaklęcia wygłuszające na drzwi. - I nie mów Harry'emu!

-Okej - odparła Ginny zdziwionym głosem.

Hermiona westchnęła, po czym zaczęła opowiadać jej wszystko, co wydarzyło się w pracowni Mistrza.

-O cholera, Hermiono.

-To jeszcze nic - Granger zaśmiała się gorzko. - Kiedy ratowałam go podczas Ostatniej Bitwy, dyktował mi te zaklęcia leczące... One mogły wytworzyć jakąś więź pomiędzy nami, mówił, że mogą spowodować jakieś fałszywe uczucie. Nie może mi podać eliksiru prewencyjnie, bo mogłoby to wyrządzić jakieś szkody w moim organizmie... Nie wiem jakie, nie mam nawet kogo o to zapytać! Podobno jednak takie fałszywe uczucie odczuwa się bardzo mocno i jest się świadomym, że coś jest nie tak... - Na chwile przerwała, patrząc w kominek. - Czyli pewnie mój nauczyciel, który wziął mnie na termin, myśli, że jestem na tyle głupia, żeby biegać wesoło po Hogwarcie z poczuciem Imperiusa w głowie!

-A ty nic takiego nie czujesz...?

-Oczywiście nie, byłam pod działaniem Imperiusa, znam to uczucie! - Wybuchła dziewczyna.

-Dobra, spokojnie. Zanim przejdziemy do kwestii Snape'a... Naprawdę rzuciłaś Avadę Kedavrę w czwartek klasie?

-Tak. To było po tym jak Moody powiedział nam, że nawet, jakbyśmy wycelowali w niego różdżkami, nie dostałby nawet krwotoku z nosa. Zamknęłam się w nocy w jakiejś klasie i próbowałam na pająkach. No i w końcu się udało. Od tamtej pory użyłam go tylko podczas Bitwy.

-Wow, Hermiono, jesteś naprawdę potężną czarownicą. - Mruknęła Ginny. - Obstawiam, że nie chcesz mówić o Mungu?

Hermiona pokręciła przecząco głową. Zapadła na chwilę cisza, którą przerwała Wasleyówna, klaszcząc w dłonie.

-Powiedz mi teraz, jak chcesz zagadać do Snape'a? Bardziej na luzie czy wolisz go zdobyć inaczej? Albo, o, wiem...

-Whoa, spokojnie - przerwała jej zszokowana Hermiona. - Zagadać, zdobyć? O czym ty mówisz?

-Hermiono, proszę, nie udawaj głupiej. Kręci Cię nasz Mistrz Eliksirów. Może nawet się w nim zakochałaś - widząc, że przyjaciółka zamierza jej przerwać, zatkała jej bezceremonialnie usta dłonią. - Pomagałaś w skrzydle szpitalnym dopóki on się nie obudził, potem sobie odpuściłaś. Codziennie zajmowałaś się nim o wiele dłużej, niż innymi, pomimo tego, że wystarczyło zmienić mu bandaż. Po wakacjach, podczas których nie miałaś z nim kontaktu, wróciłaś zmarnowana, a kiedy zorientowałaś się, że traktuje Ciebie jak obcą, zaczęłaś gasnąc w oczach. Harry bał się, że masz nawet jakiś szok pourazowy po Bitwie! Z kolei z każdej konfrontacji ze Snapem wracasz przeszczęśliwa. Nawet teraz, kiedy powiedziałaś mu tak prywatne rzeczy, miałaś ogień w oczach, mówiąc mi o nim. Hermiono, jesteś za mądra, żeby być tak głupią.

Ginewra zdjęła dłoń z ust Hermiony, które aktualnie były otwarte na całą szerokość. Dziewczyna wyglądała, jakby została właśnie rażona piorunem.

-Ginny, to jest mój nauczyciel...

-Związki między uczniami i profesorami nie są zakazane.

-...który teraz jest pewien, że jestem idiotką z Imperiusem...

-Wie, że jesteś za mądra, żeby tego nie wyczuć.

-...i wie, że mi na nim zależy.

-Co jest juz połową sukcesu. Wyobraź sobie, jaki problem byś miała gdyby nie wiedział o tym przez to cholerne veritaserum, tylko sama spróbowała byś mu to któregoś dnia powiedzieć! Na pewno nie myślałby o Tobie inaczej niż o jego fankach!

Hermiona przełknęła głośno ślinę.

-Nie można przecież czuć czegoś takiego i kompletnie o tym nie wiedzieć - zaczęła powoli, próbując przywołać logiczne myślenie. - I kiedy to niby się stało? Od razu po Bitwie? To bez sensu!

-Oh, owszem, ma to sens, jeżeli jest się racjonalistą, spychającą każde uczucie na bok - odparła Ginny, rzucając Hermionie wyzywające spojrzenie. - Obstawiam, że zadurzyłaś się w nim już podczas spotkań Zakonu, ale naturalnie Panna-Zbyt-Poukładana była przerażona wizją romansu z nauczycielem.

-O Chryste, czemu musiałaś mi to uświadamiać dwa dni po zaczęciu terminu? - Jęknęła z zawodem, ukrywając twarz w dłoniach. - Nie mogłaś się pospieszyć?

-Ciesz się, że uświadomiłam Ci to ja, a nie Snape, czytając pytanie o treści "Kogo kochasz?" - odparła Ginny.

-Oh, nie wiem kto byłby bardziej zdziwiony odpowiedzią, ja czy on. - Mruknęła śmiejąc się cicho.

-Hermiono... - Zaczęła rudowłosa. - Czemu nie chciałaś tego przyjąć do wiadomości?

Dziewczyna wzruszyła ramionami.

-Nie wiem. Cały czas miałam w głowie to, co powiedział mi w skrzydle szpitalnym, o tej więzi... Po Bitwie też nie miałam ochoty na jakiekolwiek romanse... Potem to jego dziwne zachowanie, problem z terminem u McGonagall. Miałam chyba za dużo spraw na głowie. A przez wakacje, w Hiszpanii, tak bardzo cieszyłam się z czasu spędzonego z rodzicami i czułam taka ulgę, że wybaczyli mi numer z oklumencją, że kompletnie zepchnęłam temat Hogwartu na bok. - Pokręciła głową z niedowierzaniem. - Nie wierzę, zauroczyłam się w tym wrednym nietoperzu.

Ginny zachichotała pod nosem.

-Myślę, że zauroczenie to niedopowiedzenie, ale jeżeli wolisz ubierać wielkie uczucia w małe słówka... - nie dokończyła, bo poczuła kuksańca w ramię. - Hej!

-Nie naśmiewaj się ze mnie! -Zaczęła z żałością w głosie. - Ginny, to nie będzie kolejna, piękna historia romantyczna, którą tak bardzo chciałabyś zobaczyć. Nie wejdę któregoś dnia, trzymając go pod rękę, do Wielkiej Sali, nie usiądziemy obok siebie i nie spojrzymy sobie głęboko w oczy. To się nie zdarzy. Pomiędzy nami jest prawie dwadzieścia lat różnicy, on jest nauczycielem, ja uczennicą, on jest obiektem westchnień wszystkich kobiet w świecie czarów, mnie z jakiegoś powodu ominęły te zaszczyty. On jest geniuszem, który od tak, podczas bycia podwójnym szpiegiem, stworzył sobie eliksir, który może wprowadzić przełom, a ja jestem ledwie u niego na terminie. On jest wysoki i szczupły, ja niska i gruba. No idealny związek po prostu...

Ginny spojrzała na przyjaciółkę, rozzłoszczona do granic możliwości.

-Hermiono Jean Granger! Nie jestem w stanie pojąć, jak można być tak mądra i tak bezdennie głupią jednocześnie! - Przyjaciółka zrobiła wielkie oczy, nie odważyła się jednak odezwać. - Teraz siadaj na tyłku i masz mnie wysłuchać. Jeżeli jeszcze raz usłyszę, że jesteś gruba, to przysięgam, znajdę zaklęcie i zafunduję Ci moją płaską klatkę piersiową i brak tyłka, sobie przeszczepiając Twoje duże cycki i kształtną pupę! To po pierwsze. Po drugie: może i on jest nauczycielem, a ty uczennicą, może i jest między wami różnica wieku, może i on wymyśla sobie na kolanie eliksiry, a ty jesteś tylko na terminie. Ale z drugiej strony, on jest starszym facetem, który zdobył uznanie w oczach młodej dziewczyny. Jest on otoczony przez durne trzpiotki, które się nim interesują tylko dlatego, że jest sławny, podczas gdy ty poważasz go ze względu na intelekt, sama posiadając go aż w nadmiarze. A na koniec pragnę dodać, że ten geniusz spośród wszystkich wybrał Ciebie na swojego następcę i najprawdopodobniej jesteś jedyną osobą w Hogwarcie, którą i lubi i nie uważa za niższą intelektualnie. Więc, patrząc na to wszystko z jego perspektywy, myślę, że możesz mieć ogromne szanse, moja droga. Nie wspomnę juz o tym, że Snape zawdzięcza Ci życie i patrzy na Ciebie naprawdę ognistym wzrokiem.

Hermiona przełknęła głośno ślinę, i spojrzała na stojącą nad nią Ginny, która dosłownie sypała gromami z oczu.

-Naprawdę tak myślisz? - Spytała cicho.

Ginny prychnęła w odpowiedzi.

-Posłuchaj. Macie praktycznie rok tylko dla siebie. Będziecie całe weekendy spędzać razem, a znając Ciebie, będziesz tygodnie przesiadywała w pracowni, gdzie również będziecie sie spotykać. Hermiono, jeżeli przez ten czas nic się zmieni pomiędzy wami, napoję was amortencją i zamknę w pustej klasie. Ale przez ten rok pozwolę Ci działać w Twoim tempie.

Hermiona przytuliła się do przyjaciółki, wdzięczna za to, że ma kogoś takiego przy sobie. Nie miała pojęcia co by bez niej poczęła.

-Jest jeszcze Kayleigh. - Zauważyła ponuro Granger.

-Hermiono, przestań...

-No, co teraz powiesz? Że jestem ładniejsza? No błagam, widziałaś ją przecież! Mądrzejsza? Ona była aurorem! W czym niby jestem od niej...

-Całkowicie bezinteresownie uratowałaś mu życie - odparła rudowłosa, uśmiechając się dumnie.

-Ginny, jesteś wielka.

-Wiem. Teraz idziemy spać, jutro masz na ósmą zajęcia, lepiej, żebyś była wypoczęta i pokazała mu, że nie ma do czynienie z głupią trzpiotką, tylko Hermioną Granger.

-Dobrze, tylko się umyję. Ty już możesz wskakiwać pod kołdrę. Jeżeli jutro rano sie obudzisz i mnie juz nie będzie, możesz czuć się jak u siebie. Śniadanie przyniesie Ci skrzat, Krytek, bardzo miły, jednak nie chce skarpetki... Nieważne, wychodząc po prostu zamknij drzwi.

-Oczywiście - odparła Ginny, przykrywając się kołdrą.