Przepraszam strasznie, że dzisiaj tak późno, mam wybitnie pracowitą niedzielę ;)

I, niestety, musicie mi wybaczyć wszystkie literówki. Tak jak pisałam wcześniej, opowiadanie jest już napisane, zakończone i pomimo tego, że czytałam je milion razy, nie wyłapałam wszystkich błędów.

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, nawet nie wiecie jak cudownie mi się je czyta 3 Szczególne podziękowania za wytykanie mi błędów merytorycznych, dobrze wiedzieć, czego się wystrzegać przy następnym opowiadaniu.

Miłej lektury i do zobaczenia za tydzień, tym razem (mam nadzieję) o normalnej porze ;)


Hermiona obudziła sie równo o siódmej. Wstała z łóżka i mechanicznie zaczęła się szykować. Jedząc śniadanie, przeglądała Proroka Codziennego, starając się zająć myśli czymkolwiek, byle nie tym, że za kilkadziesiąt minut ma się stawić w pracowni.

W pewnym momencie natrafiła na nagłówek o kolejnym złapanym Śmierciożercy. Caven. Autorka artykułu chwaliła brawurową pracę biura aurorów, ubolewała jednak nad faktem, że wciąż pozostawało wielu na wolności. Podobno wyśledzenie jednego zajmowało od dwóch tygodniu do miesiąca pracy grupy kilkunastu aurorów. Najgorsze było to, że po śmierci Voldemorta, Mroczny Znak zniknął ostatecznie, przez co nie można było nikogo po nim rozpoznać.

-Za pięć ósma - mruknęła Hermiona w pewnym momencie. Stwierdziła, że w obliczu wczorajszego spóźnienia, pojawienie się chwile wcześniej będzie zdecydowanie w odpowiednim tonie.

Wzięła głęboki wdech i naciskając klamkę, weszła do pracowni.

-Dzień dobry, profesorze - powiedziała, spokojnie, zamykając za sobą drzwi.

-Dzień dobry - odparł chłodno. - Przez najbliższe tygodnie nie będziesz warzyła żadnych eliksirów. - Zaczął surowym głosem. - Skupisz się na obchodzeniu się z rzadkimi składnikami, których przygotowanie wymaga albo ogromnej wprawy, albo ostrożności, by nie stracić nawet miligrama. Rozumiesz?

-Tak.

-Dobrze. Siadaj - wskazał jej miejsce obok siebie. - Zaczniemy od, hmm, co tutaj mam... O, liście krzewu małokosa - powiedział.

Hermiona z zaniepokojeniem zauważyła, że nie poczynił żadnej wrednej uwagi na ten temat. Przemilczała to jednak i skupiła się na tym, co do niej mówił.

-Cała tajemnica w preparowaniu liści polega na tym, aby wszystko, co odchodzi od ogonka, powolnym, lecz gładkim, miarowym ruchem wyciągać z blaszki. Spójrz - powiedział, po czym ostrożnie chwycił za nerw wystający z blaszki. Delikatnie go pociągnął, po czym, nie zmieniając tempa, oddalał dłoń od liścia. - Wszystko wyszło. Jeżeli jednak szarpnąłbym, zmieniłbym sposób oddzielania czy nawet zawahał się na chwilę - zademonstrował - nerw pozostałby w środku, tak jak teraz.

Dziewczyna patrzyła oczarowana na jego dłonie, chłonąc każde słowo z jego ust. Jaki ten człowiek był mądry!

-Teraz ty spróbuj - powiedział, podając jej nowy liść. - Najpierw oddziel ogonek. Potem chwyć za nerw i delikatnie poc... Nie mogą tak Cie się trząść ręce, poczekaj chwilę. Odłóż liść. Połóż dłonie na stole. Dwa głębokie oddechy - Mówił sucho. Dziewczyna miała wrażenie, że nigdy wcześniej nie była tak zestresowana. - Dobrze. Teraz spróbuj jeszcze raz. Dobrze. Teraz ciągnij. Nie! Widzisz, została reszta w środku, zaczynaj od nowa.

Dziewczyna była przerażona. Przez dziesięć prób z rzędu nie mogła poprawnie wykonać zadania. Nigdy wcześniej nie miała takich problem z... z czymkolwiek! No, może z Wróżbiarstwem, ale to nie była prawdziwa nauka. Na eliksirach zawsze była najlepsza, najszybsza i nie popełniała takich błędów! A już na pewno nie potrzebowała kilku prób do odpowiedniego wypreparowania jednego składnika.

Najdziwniejsze było jednak to, jak cierpliwy był Snape. Po pierwszej porażce czekała na krzyk. Po drugiej była go pewna. Po trzeciej z kolei zaczęła zastanawiać się nad tym, dlaczego jeszcze nie została zganiona za marnowanie składników.

-Jeszcze raz - powiedział, po czym podał jej liść.

Oddzieliła ogonek. Delikatnie złapała za nerw i... w znów urwał się w połowie.

-Nie możesz złapać tempa, czekaj - powiedział sucho, po czym wstał i stanął za nią. Po chwili, pochylając się nad nią, położył swoje dłonie nad jej dłońmi. - Teraz patrz - ścisnął jej palce, oddzielając ogonek od blaszki. - Spokojnie, skup się - szeptał chłodno nad jej uchem. Pomimo, że w jego głosie nie było ani grama emocji, Hermiona miała wrażenie, że w pracowni nagle zrobiło się niesamowicie gorąco. - Teraz chwytasz za nerw i powoli, delikatnie, jednostajnym tempem oddzielasz. - Tym razem się udało. Hermiona nie miała pojęcia, jakim cudem. Całkowicie zesztywniała, gdy poczuła za sobą dotyk Snape'a. Cała sytuacja była całkowicie pozbawiona jakichkolwiek uczuć z jego strony, mimo to dziewczyna modliła się, by nie stracić zdolności trzeźwego myślenia.

Snape ponownie usiadł obok niej, po czym podał jej kolejny liść.

-Jeszcze raz.

Tym razem poszło gładko. I następnym razem. I następnym.

-Najwyraźniej masz bardzo dobrze rozwiniętą pamięć ruchową, to nam ułatwi naukę przy cennych materiałach - powiedział Snape. - Teraz dla wprawy napełnij ten słoiczek wypreparowanymi liśćmi. - Podał jej pojemnik i cały koszyk liści krzewu Małokosa.

Dziewczyna zabrała się do roboty pod czujnym okiem Mistrza Eliksirów. Szło jej na tyle dobrze, że odważyła się odezwać.

-Przepraszam, że zmarnowałam tyle liści - mruknęła, wrzucając blaszkę do słoika.

-Spokojnie. To bardzo trudna praktyka. Wyszkolenie nowego Mistrza Eliksirów kosztuje. I ja, i Minerwa byliśmy świadomi, że budżet Hogwartu może zostać nadszarpnięty przez Twój termin. Nie jestem do końca pewien, czy Albus wie... Cóż, jak wróci na święta to się dowie.

Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. W chwili, w której zrozumiała składnik i wiedziała, jak się z nim obejść, jej wcześniejsze niepowodzenia wydały się idiotyczne. Jak mogła nie zrobić tak prostej rzeczy?

-Zrobione - powiedziała po kilku godzinach ciszy, podając Snape'owi słoiczek wypełniony po brzegi idealnie wypreparowanymi liśćmi.

Mężczyzna wysypał je na pergamin i położył go obok kominka.

-Bardzo dobrze. W jakim eliksirze stosujemy wysuszone liście?

-Wyostrzającym wzrok.

-Poprawna odpowiedź - odparł, zerkając na zegarek. - Masz godzinę na odpoczynek i zjedzenie czegoś, punkt piętnasta chcę Cię widzieć z powrotem.

-Dobrze. Do widzenia - powiedziała, wchodząc do swojej komnaty i zamykając za sobą drzwi.

Stanęła jak wryta, widząc Ginny siedzącą na jej łóżku i zajadającą się bułkami.

-Wyobrażasz to sobie? Tyle czasu na złapanie śmierciożercy - fuknęła ze złością, przerzucając strony Proroka Codziennego.

-Nie wróciłaś do siebie?

-Nieee, nie chciało mi sie ubierać - wskazała na swoją pidżamę w misie. - Doszłam do wniosku, że Snape pewnie pozwoli Ci coś zjeść, więc stwierdziłam, że poczekam i zadam bardzo ważne pytanie - mrugnęła do Hermiony. - Jak było?

Czarownica rzuciła standardowe zaklęcie wygłuszające na drzwi, po czym przeszła do opowieści. Kiedy doszła do momentu, w którym Snape stanął za nią i pokazał jej dokładnie jak wszystko ma robić, Ginny aż krzyknęła z radości.

-O matko, Hermiono! - Wykrzyknęła Ginny zszokowana. - Naprawdę?

-Nie krzycz tak, przecież stoję tuz obok - zaśmiała się. - Dzięki Merlinie, że pamiętam o zaklęciach wygłuszających.

-Oj przestań, nie wmówisz mi, że nie czułaś ani trochę ekscytacji!

Hermiona westchnęła i opadła na łóżko z rozmarzonym spojrzeniem.

-Miałam wrażenie, że takie głupoty jak zakochanie juz mi się nie przytrafia po Bitwie... Tymczasem czuję się jak nastolatka, u której hormony szaleją jak dzikie.

-Cierpisz na jakiś syndrom staruszki? Dziewczyno, ty masz dziewiętnaście lat! Jesteś nastolatką i może nie buzują już w Tobie hormony, ale... Do diabła, Hermiono! Pozwól sobie stracić głowę dla niego! Najwyżej potem popłaczesz w poduszkę, ale teraz? Żyj chwilą, pisz w pamiętniku jego imię setki razy, wzdychaj do jego zdjęć, wąchaj jego zapach!

-Nie wiedziałam, że taka z Ciebie romantyczka!

-Nie śmiej się ze mnie tylko jedz ten obiad, żebyś miała siły na kolejne kilka godzin w obecności mistrza!

Hermiona pokręciła głową niedowierzaniem, po czym zjadła obiad, plotkując z przyjaciółką o szkole.

-Podobno Dumbledore ma wrócić na święta - mruknęła, odkładając talerze na biurko.

-Serio? Tata przed wyjazdem do Hogwartu mówił, że mają w Ministerstwie tyle pracy, że nie wie czy wyrobią się do kolejnych wakacji, a co dopiero do końca grudnia! Skąd ty to wiesz?

-Snape powiedział - odparła, patrząc na zegarek. - Dobra, jeszcze 20 minut. Tak w ogóle to widziałaś Dumbledora po tym, jak razem z Harrym udzielali wywiadów oczyszczających Snape'a?

Ginny pokręciła przecząco głową.

-Niestety nie. Harry ma z nim chyba stały kontakt, piszą do siebie. A ty?

-Też nie. Ani razu nie zamieniłam z nim słowa. Ale jak byłam z rodzicami w Hiszpanii, dostałam list, w którym napisał, że kiedy tylko pojawi się w Hogwarcie, mam się u niego zjawić. Jakby nie mógł mnie po prostu wezwać.

-Eh, znasz go - mruknęła Ginny. - Pewnie wiedział, że zapomni o tym zaraz po wysłaniu listu i woli, żebyś to ty o tym pamiętała.

-Może i masz rację. Tak w ogóle to Harry Ciebie nie szuka?

-Nie, przysłałam mu wiadomość przez skrzata, że zrobiłyśmy sobie babski wieczór, zostałam na noc i nie wiem o które wrócę.

-Nawet nie skłamałaś - zaśmiała się Hermiona. - Patrząc na historię Twoich związków, można uznać to za postęp.

-Przesadzasz. Żaden związek nie był wtedy na poważnie. Nic nikomu nie obiecywałam.

-A Harry jest?

-Chyba tak - oparła powoli. - Wiesz, on jest zupełnie inny niż ja, trochę spokojniejszy, bardziej wywarzony. I to mi się serio podoba, przynajmniej wiem, kto mnie powstrzyma, gdy będę chciała zrobić coś kompletnie postrzelonego. No i jest naprawdę skromny, pomimo tego, co dokonał.

Hermiona nie mogła się z tym nie zgodzić.

-Dobra Ginny, jest za cztery piętnasta, ja spadam. Widzimy się w poniedziałek, postaram się dojść na śniadanie do Wielkiej Sali. Jak nie to spotkamy się potem w Pokoju Gryfonów. Trzymaj sie - zakończyła, po czym pewnym krokiem weszła do pracowni.

Snape spojrzał na nią ostrym wzrokiem.

-Nie spóźniłam się - powiedziała szybko.

-Przecież nic nie powiedziałem - odparł zirytowany. - Siadaj, nie marnujmy czasu.

Hermiona posłusznie zajęła miejsce obok Mistrza.

-Teraz zajmiemy się boomslangiem. Potrafisz obchodzić się z jego skórką, ale zęby to zupełnie inny, o wiele trudniejszy materiał - zaczął, kładąc na biurku pięć zasuszonych główek węża. - Teraz się skup - zaznaczył, biorąc do ręki jedną z głów. - Z jednej główki można wypreparować cztery zęby, po dwa z każdej szczęki, dolnej i górnej. Najpierw musisz oddzielić szczęki, więc z całej siły rozwierasz jego paszczę, dopóki nie usłyszysz chrzęstu, o tak jak teraz. Następnie zabierasz się za jedną z części, bierzesz nożyk, koniecznie mały i ostry, po czym delikatnie, od każdego zęba, wykonujesz po kilka nacięć przez skórę. Teraz odginasz skórę - chwycił za pincetę i delikatnie odchylił całą skórę od zęba. - Najłatwiejsza część za Tobą. Następnie chwytasz zęba, nie musisz łapać delikatnie, w końcu to kość, jednak wyjęcie go w całości ze szczęki wymaga niełatwego manewru ręką. Najpierw odginasz go w lewo, potem ciągniesz do siebie dopóki nie poczujesz oporu, nastepnie wykonujesz kółko, żeby poszerzyć lekko kanalik i gwałtownym ruchem pociągasz - zakończył, sprawnie wyjmują cały ząb ze szczęki. - Jak wyrwiesz tylko połowę, a resztę zostawisz w środku to, jak zapewne się domyślasz, ząb jest bezużyteczny. Wiesz co masz zrobić?

-Chy-chyba tak - wydukała Hermiona, biorąc do ręki szczękę, na której przed chwilą pracował Snape. - Najpierw nacięcia, teraz odginam po kolei płaty skóry - mruczała do siebie, wykonując po kolei każdą czynność. - Teraz w lewo, pociągam do siebie póki... och - jęknęła, kiedy próba zakończyła się cichym trzaskiem.

-Za słabo odgięłaś przed pociągnięciem - powiedział. - Jeszcze raz.

Kiedy trzeci ząb uległ zniszczeniu i dziewczyna sięgnęła po nową główkę, mężczyzna powstrzymał ją.

-Stój. Czy rozumiesz co masz zrobić?

-Oczywiście - odparła, czując, jak oblewa się rumieńcem. - Chwytam, odginam w lewo, ciągnę do oporu, rozszerzam kanalik i mocno pociągam. Wiem jak jest zbudowana szczęka boomslanga, ruch w lewo ma za zadanie wyjąć ząb z zagnieżdżenia, ciągnę go aż nie natrafię na ciałko gumiaste, które kółkiem rozszerzam, a gwałtowne wyciągnięcie jest potrzebne, bo nie można ponownie rozszerzyć kanaliku po tym, jak ponownie wróci do swoich rozmiarów, bo zaczyna krzepnąć - zakończyła, łapiąc powietrze. Tak strasznie chciała mu udowodnić, że się nadaje, tymczasem już przy drugim składniku zaczął wątpić w to, że ona w ogóle rozumie o co chodzi w tej pracy.

-Spokojnie - powiedział zirytowany, wywracając oczami. - Tłumaczyłem Ci, że każdy popełnia na początku błędy przy tak skomplikowanych składnikach. Po prostu myślałem, że muszę coś jeszcze raz Ci wytłumaczyć - dodał, wstając z krzesła i stając za nią. Hermiona poczuła, jak jej serce przyspiesza, pomimo tego, że jeszcze jej nie dotknął. - Weź nową główkę, rozdziel szczęki i przygotuj ząb do wyjmowania.

Hermiona, paradoksalnie, pod naporem wzroku Snape'a pracowała ze zdwojonym skupieniem i precyzją. Wykonała każdą czynność idealnie, po czym zamarła przed wyjmowaniem zęba, czekając na dalsze instrukcje.

Tak, jak się spodziewała, poczuła długie, szczupłe palce Mistrza na swoich dłoniach. Zamarła, po czym pozwoliła się poprowadzić.

-Lewo, do siebie, kółko i pociągnięcie - mruczał jej do ucha.

Hermiona, tak samo jak z wcześniejszym składnikiem, natychmiast załapała. Resztę głowy węża idealnie oddzieliła od zębów.

-Wypreparuj resztę, ja poszukam kolejnego składnika na dziś - powiedział, wskazując na głowy pozostawione na biurku.

Dziewczyna pozwoliła sobie na głębszy oddech, gdy zauważyła, że Snape odszedł na drugi koniec pracowni. Myśli gnały w jej głowie jak oszalałe. Z jednej strony rozpływała się pod dotykiem Mistrza, a moment, w którym za nią stawał i powoli się nad nią pochylał, przyprawiał ja o palpitacje serca. Jednak ta ambitna, silniejsza strona Hermiony zdecydowanie wolała, żeby wszystko przychodziło jej z łatwością. Pragnęła uznania w jego oczach o wiele bardziej od jego dotyku.

-Zrobione? Dobrze. Teraz ostatni składnik na dziś. Płatki ciemiernika...

Historia ponownie sie powtórzyła. Snape wszystko wyjaśnił, Hermiona zrozumiała, po czym popełniała ciągłe porażki, dopóki Snape jej tego nie pokazał. Kończąc preparowanie płatków, dziewczyna płonęła ze wstydu.

-Jest dwudziesta, możesz już iść. - Powiedział mężczyzna, zgarniając płatki do słoika. - Jutro rano przyjdź znowu o ósmej. Do widzenia.

Hermiona wstała z krzesła, po czym zwróciła się w stronę Snape'a.

-Profesorze... Czy mógłby mi pan profesor polecić jakieś książki, żebym na jutro mogła się lepiej przygotować? Naprawdę nie chciałabym marnować tylu składników...

-Jesteś niepoważna - przerwał jej, prychając z pogardą. - Tego nie nauczysz się z książek, musisz to zobaczyć, usłyszeć razem z wyjaśnieniem, dotknąć składnika. Jeżeli to byłoby takie łatwe, nie miałabyś tego terminu, bo co roku przybywałoby około tysiąca nowych Mistrzów Eliksirów!

-Tak, ja rozumiem, ale...

-Granger, co mam Ci poradzić? - Spytał ostro. - Znasz teorię bardzo dobrze. Nie istnieje książka, która opisuje proces preparowania składników, bo tego się nie da opisać. A opanowanie trzech składników w ciągu dnia to naprawdę dobry wynik. - Zamilkł na chwilę. - Potrzebujesz pochwały i zachwytów? - Hermiona pokręciła gwałtowanie głową, Snape jednak kontynuował wściekłym głosem. - Proszę bardzo. Nie znam absolutnie nikogo, kto opanowywałby w takim tempie materiał. Twoja pamięć ruchowa to ewenement. To Ci przeszkadza? Że muszę Tobie pokazywać wszystko w taki, a nie inny sposób?

-Nie, oczywiście, że nie! - Krzyknęła dziewczyna, zdając sobie sprawę, że zaprzeczyła trochę zbyt gwałtownie. Momentalnie obniżyła ton głosu. - Chodzi o to, że nie chcę żeby żałował pan przyjęcia mnie na termin.

Snape wybałuszył oczy i spojrzał na dziewczynę z jawnym niedowierzaniem.

-Po raz pierwszy w życiu nie wiem, jak skomentować coś, co usłyszałem - powiedział lodowatym tonem. - Żałował. Jak można być tak inteligentną i tak głupią jednocześnie?! - Spytał ostro, przypominając Hermionie słowa jej przyjaciółki. - Masz termin od ilu, trzech dni? Przez ten czas wzięłaś ode mnie jedną klasę, przejęłaś wieczorne konsultacje, pomogłaś mi w bardzo ważnym elemencie patentowania eliksiru, a na koniec opanowałaś materiał z dwóch tygodniu w ciągu jednego dnia. Błagam Cię, wyjdź natychmiast, bo zaraz rzucę czymś ciężkim - zakończył, cedząc ostatnie słowa.

-Do widzenia panie profesorze - wyrecytowała szybko, znikając w swojej komnacie.

Oparła sie plecami o drzwi i zaczęła oddychać głębiej. W życiu nie doprowadziła Snape'a do takiej wściekłości. Z drugiej jednak strony... Chyba nigdy wcześniej nie usłyszała tylu komplementów z jego strony.