Niedziela upłynęła w identycznym rytmie co sobota. Śniadanie, Prorok Codzienny, lekcja ze Snapem, obiad, lekcja i odpoczynek. Hermiona dziękowała sobie w duchu, że już w piątek napisała eseje, bo nie miała pojęcia, kiedy wcisnęłaby czas w weekend na odrobienie takiej pracy domowej!
Przemierzając korytarze w drodze do Wielkiej Sali, nie mogła nie zauważyć dziwnych spojrzeń w jej kierunku. Kilka razy zatrzymywała się i przeglądała w szybach, aby stwierdzić, czy nie ma czegoś na twarzy. Upewniając się, że z nią wszystko jest w porządku stwierdziła, że pewnie wieść o tym, że ma termin u Snape'a się bardzo szybko rozeszła i to właśnie ta informacja musiała powodować takie zainteresowanie jej osobą.
-Panno Granger! - Usłyszała nagle głos profesor McGonagall.
-Tak?
-Mogę zająć pani chwilę?
-Ależ naturalnie - odparła Hermiona, uśmiechając się szeroko. -Coś się stało?
-Nie, nie, chciałam tylko zapytać jak wygląda termin u profesora Snape'a? - Spytała trochę niepewnym głosem.
-Oh, bardzo dobrze! - Zaczęła Hermiona swobodnie. - Co prawda mam mnóstwo pracy i nie mam ani sekundy dla siebie, bo dostałam i klasę i konsultacje, na dodatek jeszcze nauka w weekendy, ale nie mogłam wymarzyć sobie lepszego terminu! I naprawdę musze panią przeprosić za moją upartość - dodała, rumieniąc się. - Zachowałam się okropnie, podczas, gdy pani po prostu chciała dla mnie lepiej.
-Nie przejmuj się - odparła McGonagall, machając ręką. - W Twoim wieku miałam identyczną sytuację i uwierz mi, potraktowałam o wiele gorzej kogoś, kto odebrał mi mój wymarzony termin i w zamian za to wepchnął transmutację - zachichotała. - Będziesz miała jeszcze poza tym czas na szkołę?
-Zapewne będzie ciężko bez zmieniacza czasu - uśmiechnęły się do siebie porozumiewawczo - ale jeżeli dobrze się zorganizuję, powinnam dać radę. Przynajmniej nie muszę się martwic o owutemy z eliksirów.
-Biorąc pod uwagę wymagania profesora, jestem pewna, że zdałabyś je nawet teraz na "Powyżej Oczekiwań".
-Szczerze wątpię, ale dziękuję za komplement.
-W razie jakbyś potrzebowała, żeby któryś nauczyciel dał Ci trochę więcej czasu, możesz dać mi znać, chętnie pomogę.
-Oczywiście, dziękuję. Mam jednak nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby.
- Posłuchaj, muszę Ciebie o coś zapytać - zaczęła, poważniejąc momentalnie. - Co wiesz o eliksirze, który profesor Snape chce opatentować?
Hermiona zamarła, nie dała jednak po sobie poznać, że to pytanie ją zbiło z pantałyku.
-Jakiego eliksiru? - Spytała ze szczerym zdziwieniem.
McGonagall spojrzała na nią z dezaprobatą.
-Błagam Hermiono, możesz być inteligentna, ale aktorką jesteś słabą. Mnie nie oszukasz, moja droga - prychnęła, zakładając ręce na piersi. - Odpowiedz mi proszę na pytanie.
-Rozumiem, że profesor Snape nie chce pani nic powiedzieć? - Spytała niepewnie.
-Nie, dopóki nie dostanie odpowiedzi z Ministerstwa.
-Błagam, proszę mnie nie zmuszać do tego - jęknęła błagalnym tonem, spuszczając wzrok. - Profesor Snape mi naprawdę zaufał i niech pani sobie tylko wyobrazi, w jakiej sytuacji postawi mnie to, że wszystko pani opowiem...
-Dobrze, już dobrze - odparła Minerwa z westchnieniem. - Ale masz dopilnować, żeby rzeczywiście zgłosił się do mnie, kiedy tylko otrzyma odpowiedź! Nawet, jak to się stanie dopiero za kilka miesięcy, nie próbuj się wtedy wymigiwać, że nie pamiętałam, wiem doskonale o Twojej ejdetycznej pamięci, młoda damo! Teraz mam dostęp do Twoich akt z mugolskiej szkoły - zakończyła mrugając do niej, po czym oddaliła się w stronę gabinetu.
-Pani pomoc w razie problemów z nauczycielami jest dalej aktualna czy juz nie? - Krzyknęła Hermiona za nią, śmiejąc się na głos.
-Nie denerwuj mnie! - Odparła McGonagall, znikając za rogiem korytarza.
Hermiona pokręciła głową z uśmiechem, po czym zerknęła na zegarek. Nie było szans, żeby zdążyła dojść do wielkiej sali, ruszyła więc na zajęcia, modląc sie, aby nie umrzeć z głodu.
Po kilku godzinach dziwnych spojrzeń i wyczerpujących lekcji, ruszyła wraz z Harrym na obiad.
-O matko, umieram z głodu - jęknęła dziewczyna, nakładając sobie porcję ziemniaków i surówek. Od czasów Wielkiej Bitwy, nie wiedzieć czemu, nie mogła tknąć mięsa.
-Czemu więc nie przyszłaś na śniadanie? - Spytał Harry, po czym zauważył, jak z drugiego końca stołu grupa piątoklasistów patrzy na Hermionę zaciekawionym wzrokiem. - Okej Hermiono, o co chodzi z tym gapieniem się? Od rana mam wrażenie, jakbyś miała coś na głowie, bo praktycznie każdy, kogo mijamy, rzuca Ci takie... dziwne spojrzenie.
Dziewczyna machnęła na to ręką.
-Mówiłam Ci już, pewnie przez ten termin.
Przez chwile jedli w milczeniu, po czym dołączyła do nich wzburzona Ginny.
-Cześć - zagadnęła Hermiona. - Czemu jesteś taka wściekła?
Wasleyówna spojrzała na nią zszokowana.
-To ty nie wiesz?!
-Czego nie wie? - Spytał Harry.
-O Merlinie, czy wy cały dzień spędziliście pod kamieniem? Nie zauważyliście nic dziwnego?
Spojrzeli po sobie zdziwieni i, nie wiedząc o co chodzi rudowłosej, pokręcili głowami.
-Jakaś pusta panna rozpuściła plotkę o tym, że Twój termin jest wynikiem przespania się ze Snapem.
Hermiona krzyknęła, zakrywając usta dłonią. Nagle poczuła, jak oblewa ją zimny pot, a żołądek zaciska się w bolesny sposób.
-O matko, to dlatego wszyscy tak na mnie patrzyli. O matko, o matko - szeptała do siebie, starając się poukładać sobie cała sytuacje w głowie. Huczało jej w uszach i nagle zaczęła być boleśnie świadoma każdego spojrzenia skierowanego w jej stronę. Otarła szybko łzy, które zebrały się w kącikach jej oczu i wstała, prostując się gwałtownie. - Odprowadzicie mnie do biblioteki? - Spytała, przełykając głośno ślinę.
-Jasne - odparli, po czym we trójkę wyszli z Wielkiej Sali.
-Masz pojęcie kto to zrobił?
-Nie wiem, ale postaram się do tego dojść. Nie popuszczę tego płazem.
-Dajcie sobie spokój - mruknęła nagle Hermiona zrezygnowanym tonem. - Nie mam teraz czasu na takie bzdury, ludzie pogadają, pogadają i przestaną. - Doskonale wiedziała, że przyjaciele i tak jej nie posłuchają.
Dziewczyna zaszyła się w bibliotece i spędzała tam każdą wolną chwilę. Po odliczeniu zajęć u Snape'a, własnej klasy (która, dzięki Merlinie, była za młoda na plotki o romansach nauczycieli), konsultacji (na których praktycznie nikogo nie było, od kiedy przejęła stery) i nauki w Hogwarcie, zostawało jej bardzo mało wolnego czasu. Rzuciła się w wir nauki, nie pojawiała się w Wielkiej Sali na posiłkach, wolała to robić u siebie, bez ciekawskich spojrzeń i szeptów, które przecież i tak słyszała.
Po kilku dniach chowania się przed całym światem usłyszała pukanie do pokoju. Nie miała pojęcia, kto może chcieć się z nią widzieć tak późnym wieczorem zwłaszcza, że przed chwilą pożegnała się z Ginny i Harrym. Jedynymi osobami, które do niej przychodziły.
Otworzyła powoli drzwi i momentalnie rozpromieniła się w uśmiechu.
-Malfoy! Nareszcie, już myślałam, że nigdy nie wpadniesz.
-Spokojnie, dotrzymuję danego słowa – powiedział, wchodząc do środka. – Słyszałem od Potterów, że mam im pomóc w byciu łącznikiem ze światem zewnętrznym. Serio aż tak się przejmujesz ta plotką?
Hermiona wzruszyła ramionami.
-Wiesz, w innych okolicznościach miałabym to gdzieś. Ale teraz mam termin. Nie mogę rozpraszać się tymi idiotami wierzącymi w takie bzdety. Wyobraź sobie, że masz uczyć pierwszaków zaraz po tym jak widziałeś te kretyńskie spojrzenia przez całe śniadanie.
Draco zdjął płaszcz, po czym wyjął z wewnętrznej kieszeni butelkę wina. Rozłożył się na łóżku i klepnął kołdrę obok siebie. Hermiona posłusznie zajęła miejsce, przejęła butelkę i westchnęła cicho, odkorkowując butelkę.
-Nie boisz się, że ta plotka dojdzie do pierwszaków? – Spytał cicho, patrząc na nią niepewnie.
-Oh, na pewno to już do nich doszło. Tylko, że to pierwszaki. Szczerze wątpię, żeby zdawali sobie sprawę o co tak naprawdę chodzi. Pomimo tego, że nie są już przedszkolakami, zachowują się w ten sposób. Chociaż tyle dobrego jest z tego zdziecinnienia.
-Zmieniamy temat moja droga. – Powiedział szybko, widząc smutne oczy dziewczyny. - Teraz dla odmiany my poplotkujemy o innych.
Hermiona rzuciła mu oburzone spojrzenie.
-Przecież wiesz, że…
-Obstawiam, że niedługo mój ojciec chrzestny przedstawi nową wybrankę swego serca.
Hermiona poczuła jak oblewa ją zimny pot. Jakaś niewidzialna siła ścisnęła jej żołądek.
-Kogo? Skąd… skąd o tym wiesz? Powiedział Ci?
Malfoy roześmiał się szczerze.
-Żartujesz? Nie jesteśmy aż tak blisko. Oczywiście, że mi nie powiedział. Ale przecież to widać. Za każdym razem z Kayleigh wychodzą do Wielkiej Sali, wychodzą, non stop dyskutują, są praktycznie nierozłączni. Nie widziałaś jej nigdy tutaj?
Pokręciła słabo głową, mając wrażenie, że zaraz zacznie krzyczeć z wściekłości. Oh, jak ona nienawidziła tej zołzy!
-Cóż, może spotykają się gdzieś indziej. W każdym razie, ona wygląda jakby naprawdę jej zależało na Snapie. A nie przypomina kogoś, kto się łatwo poddaje.
-Jeszcze się ta zdzira rozczaruje – warknęła pod nosem Hermiona.
Jak tylko spojrzała w oczy Malfoy'a, momentalnie pożałowała tej utraty samokontroli. Jego oczy wyrażały bezgraniczny szok. Pokazał jej dłonią, że ma poczekać z jakimikolwiek wyjaśnieniami i pociągnął solidny łyk z butelki.
-Draco, zanim cokolwiek…
-Oh, błagam, skończ pieprzyć! – Warknął wściekły. – Naprawdę podoba Ci się Snape?!
Już otwierała usta, żeby zaprzeczyć, zamilkła jednak, spuszczając wzrok na swoje dłonie. Nie sądziła, że takie wyznanie wywoła aż taką wściekłość u Malfoy'a.
-I nic mi nie powiedziałaś?! Na litość boską, Harry i Ginny wiedzą?
-Tylko Ginny. I, błagam, nie mów o tym nikomu.
Chłopak rzucił jej zirytowane spojrzenie.
-Oczywiście, bo przecież miałem zamiar wyjść stąd i wykrzyczeć to przed całym zamkiem – warknął z przekąsem. – Nie wierzę, że mi nie powiedziałaś.
-Jakbyś nie zauważył, nie ma o czym gadać, bo ten rudy ideał się wokół niego cały czas kręci!
Draco wywrócił oczami z westchnieniem.
-Z drugiej strony to Tobie zaproponował termin. Ty mu uratowałaś życie.
-Bo jestem mądra! I nic więcej! Nie ma we mnie absolutnie nic, co mogłoby spodobać się jakiemukolwiek mężczyźnie!
Chłopak westchnął i zaczął kręcić młynki kciukami.
-Nieważne co teraz powiem, prawda? I tak mnie nie posłuchasz przez to, co sugerowałem wcześniej o Snapie i tej… no wiesz.
-Dokładnie. Dlatego zmieniamy temat i nie wracamy do niego. Tak najlepiej to nigdy.
-Wiesz przecież…
-Zmieniamy temat – warknęła cicho. – Nie chce już słuchać ani o nim ani o ten wywłoce.
Draco dotrzymał słowa i do 8 rano następnego dnia nawet nie wspomniał o Snapie i Kayleigh. Kiedy się żegnali obiecał, że razem z Ginny i Harrym postarają się dowiedzieć, kto rozpuścił te krzywdzącą dla Hermiony plotkę.
Granger z kolei spędziła prawie cały dzień w swojej komnacie, wychodząc jedynie na zajęcia.
Tak żyjąc, doczekała połowy grudnia, kiedy gruchnęła wiadomość, że Dumbledore lada dzień ma wrócić. Przypomniała sobie o wiadomości, którą od niego dostała o spotkaniu i poinformowała o tym Snape'a na koniec niedzielnej lekcji.
-Wiem o tym, Dumbledore napisał mi przedwczoraj notatkę, że bez względu na wszystko, mam Ciebie do niego puścić - odparł Snape.
-Dobrze, w takim razie dziękuję - odparła, po czym skierowała się do swoich komnat.
-Czekaj.
Stanęła, po czym odwróciła się w stronę swojego nauczyciela i rzuciła mu pytające spojrzenie.
-Czy dzieje się coś, o czym teoretycznie nie wiem, a powinienem wiedzieć, jednak ty mi nie powiedziałaś?
Dziewczyna poczuła, jak zimny pot spływa jej po karku. Nie za bardzo wiedziała, o co może mu chodzić. Przez ostatnie miesiące odnosili się do siebie wyjątkowo oschle, więc raczej nie mógł podejrzewać jej cichego uczucia (które, o dziwo, ani trochę nie osłabło).
Widząc jej milczenie, Severus podjął temat.
-Od kilku miesięcy kursujesz pomiędzy biblioteką, Twoją komnatą i salami szkolnymi. Uważasz, że nikt z nauczycieli nie zauważył w tym niczego niepokojącego? - Spytał chłodno tym niskim głębokim głosem. - Nie bawiąc się w konwenanse: osoba, która rozpuściła TĘ nieprzyjemną plotkę została już odpowiednio ukarana i poinstruowana do odkręcenia wszystkiego, zatem możesz bezpiecznie zacząć wychodzić na korytarz.
Hermiona stała i gapiła się na niego w osłupieniu. Po chwili poczuła jak uśmiech wykwita na jej twarz.
-Naprawdę? - Szepnęła z niedowierzaniem. - Ale jak? Ginny z Harrym próbowali od września się dowiedzieć kto to... - umilkła, widząc surową minę nauczyciela.
-Mi to zajęło dwa dni - odparł sucho. - Aczkolwiek tygodnia potrzebowałem by dowiedzieć się, o co właściwie chodzi. Nie musielibyśmy się w to wszystko bawić, gdybyś powiedziała mi to od razu. I na każde pytanie "czy wszystko w porządku" odpowiadała twierdząco.
-Ja... Ja nie myślałam, że...
-Właśnie. Nie myślałaś. A ja przez to dostałem pogadankę od co najmniej trzech nauczycieli, w tym od Minerwy, o tym, że nie interesuję się swoją podopieczną. - Skrzywił sie paskudnie. - Najwyraźniej umowa obejmuje też kwestie prywatne. Zatem następnym razem masz mi mówić o czymś takim, zwłaszcza - uniósł głos - że to dotyczy również mnie. Zrozumiałaś?
Po uśmiechu, który się pojawił się chwilę wcześniej, nie zostało ani śladu. Dziewczyna patrzyła tępo na profesora, po czym jedynie skinęła głową, spuszczając wzrok.
-Do widzenia - powiedziała cicho.
-Do widzenia. Jutro po konsultacjach przyjdź na chwilę do pracowni.
Dziewczyna kiwnęła głową, po czym zniknęła za drzwiami swojej komnaty.
W której ktoś juz był.
-Profesor McGonagall? Dobry wieczór.
-Oh, dobry wieczór, wybacz moją nieuwagę - wskazała na książkę, którą czytała podczas nieobecności Hermiony. - Musiałam się czymś zająć, nie wiedziała ile czasu będzie Ciebie trzymał profesor Snape.
-Zazwyczaj do dwudziestej - odparła Hermiona. - Proszę mi wybaczyć, ale czemu zawdzięczam pani wizytę?
-Cóż, niedługo wraca Albus, więc muszę dopełnić wszystkie głupawe formalności, jak na przykład wywiad odnośnie terminu - powiedziała, machając Hermionie przed twarzą jakąś kartką.
-Um, dobrze - odparła zdziwiona dziewczyna.
McGonagall przez chwilę patrzyła na nią, po czym zmięła kartkę i rzuciła ja do kominka.
-Zapomnij, nie umiem się bawić w takie idiotyczne podchody. - Mruknęła zirytowanym głosem - Dwa pytania: czemu zamknęłaś sie przed wszystkimi i czy Snape miał coś z tym wspólnego?
-Okej, to juz lekka przesada - powiedziała zdenerwowana Hermiona. - Mam prawo spędzać mój czas wolny tak, jak mi się podoba i nie jest to powód aby nękać mnie albo profesora Snape'a! On jest moim nauczycielem, a ja uczennicą, nic więcej Nie jest moim opiekunem, nie jest moim oparciem, nie jest moim przyjacielem! Nic nas nie łączy!
McGonagall, o dziwo, wcale sie nie zdenerwowała za podniesiony głos Hermiony, uśmiechnęła się do niej jedynie porozumiewawczo.
-Nic was nie łączy, tak?
Hermiona zbladła, zdając sobie sprawę, jak to mogło zabrzmieć w jej ustach.
-O nie, nie, to nie tak pani profesor, nas naprawdę nic nie łączy - powiedziała przerażona.
-Dobrze. Nic was nie łączy. Pamiętaj jednak, że nie będzie nic złego w sytuacji, w której jednak was coś połączy - Westchnęła, kręcąc głową z niedowierzaniem i puszczając do Hermiony porozumiewawcze oczko. - Wracając do mojego pytania: Snape załatwił tę sprawę?
-Tak, pani profesor.
-Dobrze. - Odparła, po czym wstała. - Nic was nie łączy - mruknęła do siebie, śmiejąc się cicho. - Do widzenia - pożegnała się, wychodząc z szerokim uśmiechem na ustach.
Hermiona poklepała się otwartą dłonią po policzku, chcąc się upewnić, że ta przedziwna rozmowa nie była efektem jakiejś halucynacji. Nie mogła uwierzyć w to, co przed chwili usłyszała od swoje, bądź co bądź, nauczycielki. Pokręciła głową z niedowierzaniem i ułożyła się do snu.
Poniedziałek minął o wiele inaczej niż dotychczasowe poniedziałki. Odważyła się zjeść śniadanie w Wielkiej Sali, przywitana zdziwionym spojrzeniem swoich przyjaciół.
-Hermiono, co sie stało, że widzimy się w normalnych warunkach, a nie w Twojej komnacie? - Spytała Ginny, z uśmiechem przytulając koleżankę.
Dziewczyna opowiedziała im o wczorajszej rozmowie ze Snapem.
-O kurcze, serio sie przejął - mruknął zdziwiony Harry. - Jak nie on.
-No właśnie dokładnie jak on, bo na koniec opieprzył mnie za to, że mu nie powiedziałam - dodała, wywołując u przyjaciół wybuch śmiechu.
Po śniadaniu udali się na zajęcia, po raz pierwszy bez akompaniamentu dziwnych spojrzeń w stronę Hermiony. Dziewczyna do tej pory nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo była zaszczuta. Teraz jednak z uśmiechem na ustach ruszyła na zajęcia, czując, że to będzie dobry dzień. Nie miała pojęcia, czy pewność siebie, która z niej wręcz emanowała była powodem odkręcenia plotki czy też wczorajszej rozmowy z McGonagall.
Kończąc obronę przed czarna magią, zapisała temat eseju na następne zajęcia i ruszyła do biblioteki, wypożyczyć potrzebne książki. Zabrała je ze sobą na konsultacje, na których, jak zwykle nikogo nie było, miała więc dwie godziny na napisanie przynajmniej części wypracowania. Z uśmiechem na ustach punkt dwudziesta pierwsza spakowała książki do torby i ruszyła do pracowni, pamiętając o tym, że Snape dzień wcześniej ją o to poprosił.
Otworzyła drzwi z uśmiechem na ustach.
-Dobry wie... - nie skończyła, bo zobaczyła wściekła minę profesora. Jęknęła jedynie, po czym zaczęła przeklinać się w duchu za przesadny optymizm. Ten dzień byłby zbyt piękny, gdyby zakończyłby sie tak dobrze, jak się zaczął.
-Dobry wieczór - odparł chłodno. Jego nastrój jakimś cudem powodował, że w pomieszczeniu, w którym zawsze szumiały jakieś urządzenia lub chociaż trzaskał kominek, zrobiło się nagle koszmarnie cicho.
-Prosił pan wczoraj, żebym przyszła.
-Wiem o tym - warknął, po czym wskazał jej miejsce naprzeciwko siebie.
Dziewczyna usiadła, po czym zadarła głowę, patrząc na stojącego profesora.
-Czy coś się stało? - Spytała niepewnie.
Mężczyzna bez słowa podał jej list. Poważna sprawa, pomyślała, widząc, że nadawcą jest ministerstwo magii, oddział urzędu patentowego. Przebiegła oczyma po tekście, nie przyswajając od razu tego, co tam było napisane. Po chwili jednak zrozumiała i otworzyła szerzej oczy. W skrócie: ministerstwo uniżenie przepraszało, jednak pytania wysłane przed kilkoma miesiącami nie były wystarczające i chcą ponownego przeprowadzenia testu. Akceptują oni recepturę i potwierdzają jej wiarygodność, jednak bez ponownego testu wykonanego przez Snape'a, nie puszczą dalej eliksiru.
-Co za durna papierologia - mruknęła pod nosem. - Eliksir działa, oni to wiedzą, a mimo to musimy przeprowadzać znowu ten chory test.
-Teraz podpowiedz mi, kto zgodzi się na przejście takiej serii pytań, bez potraktowania go Imperiusem. - Mruknął Snape, pocierając oczy.
-A, czyli ja nie mogę? To jakaś zasada? Nie ma tego w liście.
Snape zamarł na chwilę, po czym spojrzał na nią zaintrygowanym wzrokiem.
-Zgodziłabyś się to zrobić jeszcze raz? - Spytał, podchodząc do niej.
Hermiona, całkowicie wbrew swojemu dotychczasowemu zachowaniu i zdrowemu rozsądkowi, wstała i położyła dłoń na ramieniu Snape'a, patrząc mu prosto w oczy.
-Naprawdę pan myślał, że bym panu nie pomogła, profesorze? - Spytała, uśmiechając się lekko, po chwili zabierając dłoń z jego ramienia. Wolała nie czekać na jego wściekłość i odepchnięcie.
-Nie wiem czy pamiętasz treść pytań - odparł, nie dając się zbić z pantałyku. - Są dość prywatne.
-Owszem, Tak samo jak odpowiedzi. Ale, jak już ostatnio wspomniałam, ufam panu. Dlatego też proszę tylko powiedzieć, kiedy chce pan przeprowadzić ponowny test, a ja mu się poddam.
Hermiona sprawiała wrażenie rozluźnionej, jednak serce biło jej jak oszalałe, a w głowie cienki głosik dawał jej reprymendę za takie zachowanie wobec profesora.
-Dobrze - odparł Snape, przyglądając się dziewczynie badawczo. - Myślę, że piątek będzie odpowiedni, nie będziesz zmęczona po całym dniu spędzonym ze mną - filuterny uśmiech dziewczyny uświadomił mu, jak to zabrzmiało, pozostał jednak opanowany - a następnego dnia nie masz normalnych zajęć.
-W porządku - odparła Hermiona. - Czy to wszystko?
-Tak - odparł chłodno Snape, całkowicie zapominając o tym, że pierwotnie chciał z nią porozmawiać o jej klasie i ich postępach.
Dziewczyna weszła do swoich komnat, na odchodnym rzucając mu wyzywające spojrzenie. Kiedy zamknęła za sobą drzwi, zachichotała i zakryła usta dłonią, rumieniąc się dziko. Natychmiast jednak się opanowała, widząc, kto siedzi na jej łóżku.
-Witam, panno Granger.
-Chyba musze zacząć zamykać te drzwi, jak mnie nie ma - odparła ze śmiechem.
