Okej. Cały dzień walczyłam z komputerem. Zepsuł się i to tak ostro. Sytuacja była tak zła, że byłam praktycznie pewna, że opowiadanie zniknęło w odmętach komputera i nie uda się go uratować. Okazało się jednak, że studia informatyczne się do czegoś w życiu przydają. Kto by pomyślał!
-Profesor Dumbledore! - Wykrzyknęła, witając się z nim ciepło. - Wrócił pan na stałe?
-Tak, zrobiłem już to, co musiałem w Ministerstwie, z resztą muszą poradzić sobie sami.
-To naprawdę świetnie! Oczywiście nie dlatego, że profesor McGonagall była złym dyrektorem - zreflektowała się szybko, uśmiechając się na myśl o ich wczorajszej rozmowie.
-Oh, spokojnie, ani przez chwilę nie wątpiłem, że Minerwa sobie poradzi. - Powiedział, wskazując Hermionie miejsce obok siebie. - Nawet nie wiesz, jak cieszę się z tego, że zostajesz w Hogwarcie. A to, że Severus wybrał Ciebie jest jeszcze lepszą informacją! Jak Ci się podoba termin?
-Jest dobrze - odparła. - Nie mogłam trafić na lepszy termin, naprawdę. Ale chyba nie o tym chciał pan ze mną rozmawiać?
-Nie - powiedział mężczyzna. - Chciałem Ci podziękować. Nie wiem, co by się stało, gdybyś nie uratowała Severusa. Po sfingowaniu mojej śmierci miałem się obudzić dopiero po śmierci Voldemorta, to zdejmowało ostatecznie klątwę. Nawet nie wyobrażasz sobie tego, co czułbym, gdybym się dowiedział, że chłopak nie żyje - mruknął. Hermionę uderzyło stwierdzenie "chłopak", jednak przemilczała je taktownie. - Nigdy nie czułem większej ulgi niż wtedy, gdy razem z Harrym opowiadaliśmy wszystkim, jak w rzeczywistości wyglądało życie Severusa.. Co prawda to mała nagroda za te wszystkie lata naprawdę morderczej pracy jako podwójny szpieg, ale to wszystko, co teraz ma, czyli zaufanie ludzi, sławę, a przede wszystkim święty spokój, ma dzięki Tobie.
-Profesorze, profesor Snape ma to dzięki temu, że przez kilka lat narażał swoje życie dla pana, a nie dlatego, że zjawiłam się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie.
Dumbledore spojrzał na nią zagadkowo.
-Myśl sobie co chcesz, aczkolwiek bardzo sie mylisz - powiedział, uśmiechając się lekko. - Chciałem Ci po prostu podziękować. Bo dokonałaś czegoś niesamowitego. Zwłaszcza, że znałaś ryzyko.
Dziewczyna spłonęła dzikim rumieńcem.
-Na szczęście nie mam żadnych skutków ubocznych - odparła, starając się zakryć włosami rumieniec. - Wiem, jak działa Imperius. Nic takiego nie czuję - dodała, na wszelki wypadek, gdyby Albus również próbował podważyć jej zdanie.
-To dobrze - powiedział, wstając. - Wybacz, że nie odbyłem z Tobą tej rozmowy zaraz po Bitwie, miałem jednak mnóstwo pracy. Z tego co słyszałem, ty też.
-Oh, tak - mruknęła dziewczyna, czując, jak dosłownie płonie na twarzy. - Pomagałam pani Pomfrey w skrzydle szpitalnym.
-To bardzo szlachetne. Wybacz, ale muszę już iść, powinienem się pokazać przynajmniej w swoim gabinecie - zakończył, śmiejąc się pod nosem. - Do widzenia.
-Do widzenia - odparła dziewczyna.
Hermiona zaczęła się zastanawiać, kogo spotka następnym razem w swojej komnacie.
-Severusie, co ty opowiadasz? - Spytała oburzona Minerwa, stojąc za biurkiem w gabinecie dyrektora. - Jesteś niepoważny, nie ma nawet szans, żebym wydała na to zgodę! A jeżeli spróbujesz zrobić to sam, ostrzegam, wyrzucę Ciebie z Hogwartu i zatrudnię nawet Karkarowa, żeby przejął Twoje obowiązki! Jemu na pewno nie będzie przeszkadzała ani posada, ani to, że ma uczyć młodą, zdolna i ładną czarownicę!
-Cholera jasna, czy nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak poważna jest ta sytuacja?! - Wrzasnął Snape, tracąc nad sobą kontrolę. - Twoja najzdolniejsza uczennica chodzi wesoło z Imperiusem w głowie, a ty...
-Jakim Imperiusem?! - Krzyknęła, wymachując rękami. - Przecież to się czuje! Naprawdę uważasz, że TWOJA najzdolniejsza uczennica jest tak głupia, żeby tego nie zauważyć?! No? Odpowiedz mi!
-Na Merlina, przecież to CZARN MAGIA! W tym konkretnym przypadku najwyraźniej efekt uboczny wygląda inaczej i Hermiona tego nie czuje! To nie transmutacja, że da się wszystko przewidzieć! Minerwo, poza tym, czy ty siebie w ogóle słyszysz?!
-Bardzo dobrze, mój drogi! Z naszej dwójki to ty brzmisz jak poroniony! Na Merlina, naprawdę chcesz podać dziewczynie, bez jej wiedzy, jakiś eliksir, który, jeżeli się mylisz, spowoduje...
- Mówię setny raz: nie chcę podawać jej eliksiru! Wiem doskonale, co spowoduje! Chcę, żebyś z nią porozmawiała! Myślisz, że nie myślałem o tym, co eliksir robi?!
-To czemu w takim razie chcesz jej to zafundować?! - Krzyknęła Minerwa, zdając sobie sprawę, że jeżeli jakiś uczeń stanie za blisko drzwi gabinetu, usłyszy cała ich rozmowę, tak na siebie krzyczeli.
-NIE CHCE JEJ TEGO FUNDOWAĆ, CZY TY MNIE SŁUCHASZ KOBIETO?! Dzieje się coś, co dziać sie nie powinno! Naprawdę, czy wydaje Ci się normalne to, co właśnie Ci opowiedziałem?! Cholera, mam to powtórzyć?!
-Severusie, nie możesz być takim idiotą!
-Minerwo, chyba się zgalopowałaś!
-Ty chcesz imputować dziewczynie idiotyzm, ale to ja się zagalopowałam?! W tej chwili wynoś się stąd, jeżeli jesteś zbyt głupi, żeby zrozumieć, o co w tej sytuacji naprawdę chodzi! I ostrzegam! Jeżeli spróbujesz jej coś podać, wywalę Ciebie na zbity pysk i dam taka rekomendację, że nie przyjmie Ciebie już żadna szkoła! Nieważne, jak bardzo wszyscy będą się zachwycać wielkim Snapem!
-O proszę, teraz mi grozisz!
Albus od kilku chwil przysłuchiwał się ich rozmowie, zastanawiając się, kiedy zauważą, że wszedł do gabinetu. Postanowił jednak przerwać tę farsę, chrząkając głośno.
-CO?! - Wrzasnęli oboje, po czym spojrzeli na Dumledora stojącego w drzwiach.
-Albusie! - Zawołała Minerwa, po czym przywitała się ciepłym uściskiem z dyrektorem. - Jak dobrze, że jesteś! Teraz ty się będziesz użerał z tym, tym...
-Proszę, dokończ - odparł kąśliwie Snape, witając się z Dumledorem uściskiem dłoni.
-Możecie mi powiedzieć, o co ta cała kłótnia? Bo, niestety, wasze krzyki skutecznie zagłuszyły sens tej rozmowy.
-Ależ oczywiście, bardzo chętnie! - Wykrzyknęła Minerwa. - Ten pajac - zawołała, wskazując oskarżycielsko na Snape'a, który próbował jej przerwać, nie dała mu jednak dojść do głosu - ubzdurał sobie, że Hermiona Granger, ta sama, która była na tyle dobrą czarownicą, by rzucić na niego czarnomagiczne zaklęcia po jednokrotnym ich usłyszeniu, nie zauważa tego, że w jej głowie siedzi jakaś drzazga, dyktująca jej więź z tym durniem!
-Minerwo, ostrzegam Ciebie...
-Ale to nie koniec! Ten geniusz chce, bez jej wiedzy, dać jej antidotum, który jak wszyscy wiemy, działa bardzo źle na kobiety, jeżeli jest podany tylko prewencyjnie! I chce na to mojej zgody!
-Minerwo, czy ty jesteś głucha?! Nic nie chcę jej podawać, dopóki z nią nie porozmawiasz i nie wyciągniesz prawdy! Masz szczęście, że jestem gentelmanem i ignoruję Twoje epitety na mój temat - syknął Snape, po czym zwrócił się do Dumbledora. - Albusie, dziewczyna musi być pod wpływem tamtych zaklęć, naprawdę zachowuje się, jakby...
-Jakby była zakochana w swoim nauczycielu? - Spytał niewinnym tonem.
Snape przez chwilę milczał, będąc w niemałym szoku.
-O nie, nie, nie - powiedział, cofając się w stronę drzwi. - Nie dam sie nabrać na te wasze gierki. Doskonale wiem, jakby podobał wam się taki obrót spraw - zaśmiał się gorzko. - Trochę za długo żyję na tym świecie i za dużo rzeczy widziałem, żeby nabrać sie na te żałosne podchody. Dziewczyna ma skutki uboczne i jeżeli wy mi w tym nie pomożecie, ja to z niej wyciągnę.
-Zanim wyjdziesz chce Ci tylko przypomnieć, że w tym roku organizacja Balu Bożonarodzeniowego wypada na Hogwart i nawet nie próbuj sie wymigiwać od obecności! - Powiedział swobodnie Albus, rzucając mu surowe spojrzenie. - Z tego co wiem, Karkarow zadeklarował przyjazd, więc nie musisz się martwić o towarzystwo.
-Żegnam! - Warknął jedynie Snape, trzaskając za sobą drzwiami.
-Ah, młodzież - mruknął Albus, uśmiechając się ciepło do Minerwy. - Ja w jego wieku...
Hermiona właśnie wróciła do pracowni, przypominając sobie o zostawionym eseju, kiedy usłyszała, jak wściekły Snape wchodzi do swojej komnaty. Trzasnął głośno drzwiami i nastała cisza. Dziewczyna rozejrzała się szybko za esejem, nie chcąc wchodzić w kontakt z wzburzonym profesorem. Zwłaszcza, że była juz przebrana w starą, krótką koszulę nocną, w której bardzo nie chciała mu się pokazywać.
Napotkała wzrokiem swój esej i szybko go chwytając, dosłownie rzuciła się w stronę swojej komnaty, kiedy usłyszała za sobą szczęk otwieranych drzwi. Zaklęła cicho, po czym odwróciła sie niechętnie.
-Przyszłam tylko po esej, profesorze. Do widzenia - powiedziała szybko, mając nadzieję, że będzie mogła szybko wrócić do siebie. Owszem, lubiła przebywać ze Snapem, jednak nie wtedy, kiedy był ewidentnie wzburzony.
-Dumbledore wrócił.
-Och, wiem - odparła, usilnie starając się zasłonić rolką pergaminu swoje niepotrzebnie odkryte nogi. - Już z nim rozmawiałam.
-Kiedy? - Spytał podejrzliwym tonem.
-Zaraz po tym jak wyszłam z pracowni, profesorze. A, odnośnie listu z Ministerstwa - zaczęła, rumieniąc się lekko. - Profesor McGonagall próbowała mnie we wrześniu wypytać jaki eliksir pan warzy. Oczywiście nic nie zdradziłam - dodała szybko, widząc spojrzenie Snape'a. - Jednak kazała mi dopilnować, żeby profesor, zgodnie z obietnicą jej daną, poinformował ja o liście od Ministerstwa.
-Profesor McGonagall już nie pełni funkcji dyrektora. Jakbyś nie zauważyła, Dumbledore wrócił. - Powiedział sucho.
-Jeżeli pan tak uważa - powiedziała, wzruszając ramionami. - Mogę już wrócić do siebie?
-Jeszcze jedno, odnośnie Twojej klasy - powiedział, masując skronie.
-Tak? Coś robię źle?
-Posłuchaj, cały czas słyszę od moich Ślizgonów, że jesteś dla nich niezwykle surowa i odbierasz im punkty tylko i wyłącznie przez antypatię do domu, a nie za rzeczywiste przewinienia.
Dziewczyna otworzyła usta z niedowierzaniem i wciągnęła głośno powietrze.
-CO?! Profesorze, co za niedorzeczność! Oni naprawdę od pierwszej lekcji myślą, że mogą sobie pozwalać na Bóg wie co tylko dlatego, że nie jestem panem! Z grupą puchonów i krukonów nie miałam nigdy żadnych problemów, gryfoni też zachowują sie porządnie, no, czasami, musiałam im zabrać punkty, ale nie pozwalają sobie na takie pyskowanie! I teraz, kiedy zaczęłam ślizgonom zabierać punkty za chamstwo, nieprzygotowanie i ciągłe naigrywanie się ze WSZYSTKIEGO, mają czelność przychodzić do pana na skargi, bo zabieram biedactwom punkty?! Co za bezczelność!
Hermiona podczas swojego wybuchu wściekłości zaczęło chodzić po pracowni i wymachiwać rękami, powodując, że jej koszula wędrowała niebezpiecznie wysoko, miała to jednak gdzieś.
-Pamiętaj po prostu, że jesteś przede wszystkim nauczycielką, a nie gryfonką.
-Słucham?! - Krzyknęła. Zauważyła, że pozwoliła sobie na zbyt wiele, jednak miała to gdzieś. - Chciałabym panu przypomnieć, za jak idiotyczne rzeczy potrafił pan odbierać NAM punkty, faworyzując swojego syna chrzestnego i jego dom! Jakoś nigdy nie biegałam na skargę do profesor McGonagall z płaczem, że ten oklopny plofesol jest be - powiedziała naśladując głos małego dziecka. - I to JA jestem nieprofesjonalna i przekładam dobro mojego domu nad dobro moich uczniów?! I kto to mówi?! Ale dobrze, nie wierzy mi pan, to zrozumiałe, w końcu nie jestem ŚLIZGONKĄ! Proszę w takim razie przyjść jutro na moja lekcję i zobaczyć, jak to wygląda! Tylko albo w pelerynce niewidce, albo po eliksirze niewidzialności, bo inaczej te cholerne diabły zaczną zachowywać się jak aniołki, żeby udowodnić moja winę! Do widzenia! - Zakończyła, ruszając w stronę swoich komnat.
-Jeszcze nie skończyłem - syknął Severus, rozwścieczony faktem, że kolejna kobieta udziela mu tego dnia reprymendy.
-Ale ja skończyłam!
-Hermiono Granger, w tej chwili stój!
Dziewczyna posłusznie wykonała jego rozkaz, nie odwróciła się jednak. Czuła, że przesadza. Ba, każda komórka w jej ciele kazała jej natychmiastowe spokornienie, w dziewczynie odezwały się jednak zbyt bolesne wspomnienia, by móc je zagłuszyć.
Oddychała głęboko, zaciskając dłonie w pięści. Zamknęła oczy i policzyła do pięciu, to jednak nie pomogło. Wciąż stała w miejscu, tyłem do swojego nauczyciela.
Usłyszała za sobą kroki. Po chwili stanął przed nią Snape, mrużąc oczy we wściekłości.
-Chyba się zagalopowałaś - wycedził przez zaciśnięte zęby.
-Nic, co powiedziałam, nie było nieprawdą.
-Nie życzę sobie takiego zachowania ze strony uczennicy!
-Nie życzę sobie zarzucania mi faworyzowania któregoś domu!
Snape spojrzał na nią z góry i musiał przyznać, że osoba, która czuje fałszywe przywiązanie do kogoś, na pewno nie zachowałaby sie w ten sposób. Czyżby...?
-Coś jeszcze? - Spytała dziewczyna, rzucając mu wyzywające spojrzenie.
Stali tak blisko siebie, że praktycznie się stykali, Hermiona jednak nie wyglądała na onieśmieloną tym faktem.
-Nie. Do widzenia.
-Do widzenia. - Warknęła, wymijając Snape'a. Po chwili jednak wróciła, schyliła się po swój esej i spojrzała na niego z wściekłością. - Odnośnie niefaworyzowania domów pragnę przypomnieć, że kiedy Malfoy nazwał mnie "szlamą" był pan jedynym nauczycielem, który to słyszał i mógł poświadczyć nasza wersje przed dyrektorem, jednak wszystkiego sie wyparł - prychnęła, zatrzaskując głośno za sobą drzwi.
Kiedy już wykrzyczała się w poduszkę (była praktycznie pewna, że Mistrz to słyszy, miała to jednak kompletnie gdzieś) spostrzegła, że na jej biurku leży srebrna koperta. Otworzyła ją zaciekawiona i będąc w kompletnym szoku, przeczytała, że została zaproszona na Bal Bożonarodzeniowy.
-O cholera - mruknęła, doczytując paragraf o tym, że kadra nauczycielska ma obowiązek stawić sie w komplecie, by godnie reprezentować szkołę. - Już w tę sobotę?! - Wykrzyknęła cicho.
-...dlatego też musicie skórkę kroić w jak najcieńsze paski - zakończyła Hermiona, prezentując klasie efekt wrzucenia zbyt grubo pokrojonej skórki węża afrykańskiego do eliksiru leczącego. Większość klasy wybuchnęła śmiechem na widok ogromnego gluta, próbującego wydostać się z kociołka.
-Obrzydlistwo, jak można nam coś takiego pokazać - prychnął czarnowłosy chłopak, wprowadzając w rozbawienie swoich kolegów.
-Żebyś nie popłakał się, jak tydzień temu, gdy Twój kociołek zaczął niebezpiecznie syczeć, Craig - odparła Hermiona, uśmiechając się ciepło. Nigdy nie dawała sie wyprowadzić z równowagi.
-Nie uważam jednak, żeby to było profesjonalne.
-Nie uważam, żebyś miał cokolwiek do powiedzenia w tej sprawie. - Odparła. - Teraz szybko zbierzcie potrzebne składniki i zacznijcie działać - dodała, klaszcząc w ręce. - Macie ponad godzinę, jak ktoś nie będzie czegoś wiedział, niech podniesie rękę, a ja podejdę.
Przez pół godziny dziewczyna krążyła po klasie i pomagała każdemu najlepiej, jak umiała. Pękała z dumy słysząc kolejne pytania, które wcale nie wynikały z nieprzygotowania, ale z chęci poszerzenia wiedzy. Cały czas z radością opowiadała o ciekawostkach związanych ze składnikami, czy też pokazywała po raz kolejny, jak powinno sie wypreparować dany składnik. W pewnym momencie zauważył kątem oka, że Craig wrzuca coś do jej torby. Momentalnie się wyprostowała.
-Daniel Craig - powiedziała na głos. Kilka osób, które jeszcze nie skończyły warzyć eliksiru, momentalnie o nim zapomniały i podniosły głowy na chłopaka, który stał przy torbie Hermiony. - Zechciałbyś może podać mi moje pióro? Znajduje się w torbie.
Chłopak lekko się zmieszał, nie zamierzał jednak odpuścić.
-Jestem uczniem, nie tragarzem.
Dziewczyna z szerokim uśmiechem podeszła do swojego biurka, po czym otworzyła torbę prosto przed twarzą chłopaka. Czarna maź prysła prosto na buzię chłopca, oblepiając nawet włosy.
-Minus pięćdziesiąt punktów dla Slytherinu - powiedziała spokojnie. - Oraz szlaban dla pana Craiga.
-Ale pani nie może...!
-Wiem, że myślałeś, że nie mogę - odparła z jeszcze większym uśmiechem i ciepłem w głosie. - A ja pozwoliłam Ci tak myśleć. Teraz jednak miarka sie przebrała, bo taki atak na nauczyciela to zdecydowana przesada. Ostrzegam Cię.
Zabrzmiał dzwonek, w klasie nikt jednak nie odważył się ruszyć. Zapanowała grobowa cisza
-Jeżeli jednak taka sytuacja sie powtórzy - powiedziała cicho Hermiona, zakładając ręce na piersi - możesz mi uwierzyć, że postaram się o taką karę, po której dwa razy się zastanowisz nawet nad odezwaniem się do nauczyciela. Nie wspominając o pyskowaniu czy przeszkadzaniu im w lekcji. Co do szlabanu...
W tamtym momencie obok nich pojawił się Snape z paskudnym uśmiechem. Wszyscy założyli, że bezszelestnie wszedł, Hermiona jednak znała prawdę.
-Witam.
Po klasie podniósł się szmer cichych "dzień dobry".
-Proszę mi wybaczyć profesorze, musze przedyskutować szlaban z panem Craigiem.
-Proszę się tym nie martwić, pan Craig nie będzie miał z panią szlabanu - odparł chłodno Snape.
Dziewczyna przełknęła ślinę, po czym skinęła głową i wyszła szybkim krokiem z klasy, odprowadzana wzrokiem uczniów.
Snape spojrzał z czystą nienawiścią na uśmiechającego się chłopaka.
-Będzie pan miał szlaban ze mną. Za kłamstwo mojej osobie minus sto punktów dla Slytherinu… - warknął, patrząc na ucznia, którego mina momentalnie zrzedła - …za każdą osobę, która przyszła z Tobą i skarżyła się na Panią Granger. Wedle moich wyliczeń, właśnie straciliście pięćset punktów i chyba naprawdę nie ma szans, żebyście na koniec roku wyszli z chociaż jednym na plusie - zakończył, wychodząc szybkim krokiem z klasy. Był wściekły na siebie. Za to, że uwierzył dzieciakom zamiast Hermionie. Za to, że nie powiedział od razu, dlaczego zabiera dziewczynie szlaban i teraz będzie musiał się tłumaczyć. Oraz za to, że znowu, przez słowo 'szlama" straci kogoś, na kim mu zależy.
Oczywiście, że mu się w jakiś tam sposób podobała podobała. Nie znał żadnej innej kobiety, z która mógłby porozmawiać o tak złożonych kwestiach przyrządzania eliksirów. Była mądra i ładna, jak często spotykało się takie połączenie? Owszem, była młoda, nawet bardzo, ale jej dojrzałe zachowanie rzutowało na wiek tak mocno, że kompletnie nie przejmował się faktem, że dopiero ukończyła dziewiętnaście lat. Na dodatek ona zachowywała się jakby też coś czuła... Nie mógłby jednak pozwolić sobie na ani jeden ruch, wiedząc, że jest chociaż cień szansy, że jej zachowanie jest podyktowane zaklęciem, a nie tym, co faktycznie myślała.
Poza tym, wciąż musiał jej wyjaśnić cała sytuacje. Stwierdzając, że nie ma sensu szukać jej po zamku, zdecydował się przyjść na konsultacje.
