Hermiona kończyła pisać swój esej, kiedy usłyszała skrzypienie drzwi.

-Następnym razem proszę pu... - zaczęła, jednak umilkła, widząc Snape'a. - Dobry wieczór.

-Dobry wieczór - odarł siadając obok niej. - Posłuchaj, dzisiaj po lekcji...

-Nie - powiedziała, czując, jak zaczyna jej drżeć broda na wspomnienie okropnego poranka. - Naprawdę wszystko zrozumiałam.

Snape uniósł brew. Mógł wykorzystać tę okazję, ale widząc, że dziewczyna zaraz sie rozklei, postanowił sobie odpuścić.

-Dzisiaj po lekcji powiedziałem Craigowi, że nie ma szlabanu z Toba, tylko ze mną. Oraz odjąłem Slytherinowi pięćset punktów.

Hermiona zamrugała gwałtownie. Nie wierzyła własnym uszom.

-Naprawdę? - Spytała, ocierając łzy, które zebrały się w kącikach jej oczu. - O matko dziękuję, tak bardzo dziękuję - wykrzyknęła, rzucając mu się na szyję.

Severus na sekundę stracił kontrolę. Umysł rozluźnił się pod wpływem jej dotyku, oczy przymknęły się, a dłonie już ruszały, żeby oddać uścisk.

Po sekundzie odzyskał kontrolę logicznie myślący Snape. Odsunął się od dziewczyny i spojrzał na nią krytycznie.

-Prosiłbym, żebyś nie przekraczała pewnych barier - powiedział, po czym wyszedł.

-Oszaleję któregoś dnia - mruknęła do siebie, po czym zabrała się ponownie za esej.

Nie mogła jednak się skupić. Z jednej strony po raz pierwszy odważył się na tak bliskie spotkanie z profesorem. Czuła jego zapach, policzek mrowił po bliższym spotkaniu, a nogi trzęsły się z szoku. Z drugiej jednak strony dość wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie ma zamiaru "przekraczać pewnych barier". Pokręciła głową z niedowierzaniem i przesłała przez skrzata wiadomość do Ginny o spotkaniu w jej komnacie za pół godziny. W międzyczasie wróciła do siebie, odświeżyła sie po ciężkim dniu i dokończyła ten przeklęty esej.

-Opowiadaj wszystko - powiedziała zdyszana Ginny, wbiegając do pokoju Hermiony.

Dziewczyna westchnęła, po czym streściła jej wszystko - od rozmowy z McGonagall, poprzez ponowny test veritaserum, rozmowę z dyrektorem, kłótnię ze Snapem, na dzisiejszym zdarzeniu kończąc.

-Nie wiem nawet co Ci odpowiedzieć - powiedziała Ginny. - To... tak poroniona sytuacja, jak ty jeszcze nie zwariowałaś?

-Nie mam pojęcia, uwierz mi - mruknęła dziewczyna. - Najbardziej z tego wszystkiego żałuję, że pod wpływem rozmowy z McGonagall zgodziłam się tak chętnie na ponowny test z veritaserum...

-Mogę Ci tylko poradzić modlitwę o to, żeby wśród pytań nic był nic o Twojej aktualnej sympatii, bo będzie niezłe bagno.

-Serio tak myślisz? Bo ja bym na przykład chciała się zwierzyć Snape'owi z tego, jak myślę o nim podczas masturbacji - warknęła zirytowana Hermiona.

Ginny wybuchnęła głośnym śmiechem.

-O matko, Hermiono, ty się masturbujesz?

Dziewczyna spojrzała na nią zszokowana.

-Ginny, to, że z nikim tego nie robiłam, nie oznacza, że moje genitalia zarosły.

Rudowłosa pokręciła głowa z niedowierzaniem.

-Moja droga, skrywasz o wiele więcej tajemni niż mogłoby się wydawać.


-Hermiono, nie stresuj się tak - szeptała Ginny, masując dziewczynie ramiona. - Wejdziesz tam, odpowiesz na pięć krępujących pytań i od razu wyjdziesz. Przecież sama mówiłaś, że Snape zachowuje się profesjonalnie i nawet nie wraca do tego, co mu powiedziałaś.

-Bo nie powiedziałam mu niczego, do czego można by wrócić!

Ginewra machnęła lekceważąco ręką.

-Daj spokój, idź tam w tej chwili, bo inaczej wepchnę Ciebie tam siłą. - Ginny rozesmiała się ciepło. - Mam na Ciebie czekać?

-Nie. Nie wiem kiedy wrócę. A jak wrócę, w jakim stanie będę. Ale spokojnie, przygotuj się, że na pewno wyślę dzisiaj w nocy skrzata po Ciebie - głęboki wdech. - No to idę.

Hermiona rzuciła przyjaciółce przerażone spojrzenie, po czym zniknęła za drzwiami pracowni.

-Dobry wieczór - rzuciła do Snape'a, po czum usiadła na wysokim stołku, przygotowanym specjalnie na tę niezwykle wyjątkową okazję.

Od incydentu z przytuleniem ich stosunki zdecydowanie sie ochłodziły. Ograniczali sie do kilku zdawkowych słów, podnosząc nawet na siebie wzroku. Tym razem jednak Hermiona rzuciła mu wyzywające spojrzenie, po czym uniosła z dumą podbródek. Tylko z fałszywą pewnością siebie i dumą była w stanie podołać temu zadaniu.

-Dobry wieczór - odpowiedział, siadając naprzeciwko niej. - Możemy zaczynać?

-Oczywiście.

-Pamiętasz, jakie są zasady?

-Tak.

Podał jej fiolkę z veritaserum, nakazując wypić do dna.

-Jak sie nazywasz?

-Hermiona Granger.

-Ile masz lat?

-Dziewiętnaście.

-Jaki masz kolor włosów?

-Brązowe - Hermiona zauważyła zmianę w pytaniu, nie komentowała jej jednak w żaden sposób.

-Dobrze, teraz otwieram kopertę. - Powiedział, łamiąc pieczęć. Przebiegł wzrokiem po pytaniach. Zmarszczył czoło, bo nie znał tego zestawu. Zaczął jednak czytać.

-Dlaczego zgodziłaś się na udział w teście?

-Bo chciałam panu pomóc i pokazać, że mi na panu zależy. - Czuła, że powoli rumieniec wykwita na jej policzki, robiła jednak dobra minę do złej gry.

- Ile ważysz?

-Pięćdziesiąt sześć kilogramów.

-Z kim straciłaś dziewictwo?

-Nie straciłam - odparła, dziwiąc się, że pytanie się powtórzyło.

-Czego się boisz?

-Odrzucenia.

-Co było Twoim największym osiągnięciem naukowym?

-Przygotowanie eliksiru burzącego więzi czarnomagiczne - odparła mimo woli, zdając sobie sprawę, że lada chwila może rozpętać się burza.

Snape podał jej antidotum, zadał pytanie z nakazem kłamstwa i zamknął głośno kopertę. Spojrzał na nią z szokiem wypisanym na twarzy, po czym otworzył usta, szykując się do, jak Hermiona sądziła, krzyczenia na nią.

-Zanim zada pan jakiekolwiek pytania, pragnę przypomnieć, że jestem po wyczerpującym teście i proszę o kilka chwil odpoczynku - powiedziała w panice, czując, jak pot spływa po jej plecach.

-Dobrze, w takim razie poczekajmy teraz spokojnie, napijmy się herbatki i porozmawiajmy o pogodzie! - Krzyknął, podnosząc się z krzesła i stanął nad nią. - Łaskawie zacznij mówić, jak będziesz w stanie, bo nie wiem nawet, jakie pytanie na początek mam Ci zadać!

-Oczywiście - odparła. Po kilku sekundach pod naporem jego wzroku, wzięła głęboki wdech i zaczęła ze spokojem wszystko opowiadać. - Zrobiłam to we wtorek po mojej porannej lekcji. Znalazłam w dziale Ksiąg Zakazanych opis przygotowania eliksiru i efektów niepożądanych. Wydawał mi się łatwy, więc spróbowałam. No i sie udało.

-Pytałem się Ciebie milion razy, czy wszystko jest w porządku! Ten cholerny eliksir i dobrze i źle przygotowany wygląda i pachnie identycznie! Przecież mogłaś się zabić! Dlaczego nie powiedziałaś, że czujesz efekty uboczne?

-Hmm, no nie wiem, pomyślmy - odpyskowała sarkastycznie. - Bo nie czułam efektów ubocznych! To znaczy... Zaczęłam cos czuć, ale to, co czułam, nie było efektem ubocznym! Właśnie o to chodzi, znam działanie Imperiusa, nie czułam go na sobie, a miałam wrażenie, że zwariowałam! Po każdym uśmiechu do pana, po każdym wspomnieniu o panu przy innych, ciągle słyszałam to cholerne pytanie! Myślałam, że wszyscy chcą ze mnie zrobić wariatkę! - Zamilkła, oddychając głęboko, zdając sobie sprawę, że krzyczała.

-No dobrze - mruknął po chwili milczenia - wzięłaś eliksir i co?

-I nic - odparła dziewczyna. - Nic sie nie zmieniło.

Snape z wrażenia usiadł na krześle.

-Czyli podałaś go sobie prewencyjnie, dobrze rozumiem?

-Tak.

-Zdajesz sobie sprawę, że takie działanie powoduje bezpłodność?

-Tak - odparła spokojnie dziewczyna. Zdecydowanie zbyt spokojnie jak na kogoś, kto sam sie wysterylizował przed kilkoma dniami.

Snape spojrzał na nią zdezorientowany.

-Nie jestem bezpłodna od wtorku, tylko od urodzenia - powiedziała chłodno, patrząc na nauczyciela. - Najpierw stwierdził to mugolski lekarz, następnie usłyszałam to samo w Świętym Mungu.

-Dlaczego wcześniej tego nie powiedziałaś? Można było Ci podać eliksir zaraz po Bitwie!

-Nie wiedziałam co powoduje podanie go prewencyjnie, a każda wzmianka o tym powodowała u wszystkich palpitacje i strach o to, że nagle występują u mnie efekty uboczne. We wtorek nie powiedziałam, bo musiałabym zdradzić panu to, co mówię teraz. A zwierzenie sie nauczycielowi z bezpłodności to przecież byłoby przekraczaniem pewnych granic. - Zakończyła, rzucając mu wyzywające spojrzenie.

Snape patrzył na nią, starając się uporządkować myśli gnające w jego głowie. Dziewczyna wzięła eliksir. Nic sie nie zmieniło. Przytuliła go. Po czym została odrzucona.

Brawo Severusie, pomyślał. Właśnie wszedłeś na nowy, wyższy poziom skurwysyństwa.

-Hermiono - powiedział, podchodząc do niej. Spojrzał jej prosto w oczy, po czym chwycił ją za ramiona. - Obiecaj mi, że nigdy już nie zrobisz czegoś tak głupiego. Wiem, że jesteś inteligentna, ty zapewne również jesteś tego świadoma, ale nawet najlepszym zdarzają się błędy. A ten błąd mógł Cię kosztować życie.

-Dobrze - odparła nonszalancko. - Następnym razem porozmawiam z profesor McGonagall.

Snape poczuł ukłucie zawodu, że nie zadeklarowała rozmowy z nim, jednak musiał przyznać przed sobą, że sam był sobie winny.

-Mogę już iść? - Spytała, ostentacyjnie zakładając ręce na piersi.

-Tak - odparł chłodno Mistrz, patrząc na nią bez cienia emocji. - Zanim jednak pójdziesz spać, chciałbym, żebyś poszła do gabinetu profesora Dumbledora, poprosiła go o wezwanie profesor McGonagall i opowiedziała im o tym, co zrobiłaś.

Dziewczyna zbladła. Nagle cały spokój i opanowanie ją opuściły.

-Ale... dlaczego? Przecież nic się nie stało!

-Właśnie stało się i to bardzo wiele. Nie przyjąłem Ciebie na termin, abyś wiedzę wyniesioną z tej pracowni zamieniała na niebezpieczne i samowolne eksperymenty na sobie. - Mężczyzna spojrzał jej prosto w oczy. - Takie zachowanie jest podstawą do rozwiązania umowy między nami i przerwania terminu.

Hermiona poczuła, jak oblewa ją zimny pot. Do tej pory myślała, że może co najwyżej spowodować gniew Snape'a i była niezwykle pewna siebie. Nagle ta pewność i zadziorność ją opuściły i został niezwykły strach, który napędzał i tak już walące w jej piersi serce. Z każdym oddechem zaczynało jej brakować powietrza w płucach.

O matko, pomyślała. Co ja narobiłam!

Sądziła, że była taka sprytna! Że przechytrzyła ich wszystkich! Że przechytrzyła Snape'a, który będzie musiał przyznać, że jest inteligentna! Że nikt nie będzie jej wmawiał szaleństwa, tymczasem sprowadziła na siebie kłopoty. I to jak wielkie! Znała wystarczająco dobrze Dumbledora i McGonagall, żeby wiedzieć, że mogą tego nie puścić jej płazem. Dlaczego o tym wcześniej nie pomyślała!

Hermiona starała się uspokoić, ale nie była w stanie.

-Czy to jest konieczne? - Spytała przerażonym głosem.

-Niestety tak. Nie zataję tego, rzucając moją karierę na szalę. - Teraz Snape odpowiadał ze stoickim spokojem. - Jeżeli chcesz, mogę osobiście im to wyjaśnić.

Hermiona pokręciła gwałtownie głową.

-Nie, nie, pójdę sama. - Odparła, cały czas oddychając głęboko. - Do widzenia.

-Do widzenia. Dopóki Albus i Minerwa nie podejmą decyzji, nasze lekcje są zawieszone.

Dziewczyna rzuciła mu na odchodne przerażone spojrzenie, po czym ruszyła w stronę gabinetu Dumbledora, cały czas próbując się uspokoić i nie doprowadzić do ataku paniki. Jak ona powie Harry'emu i Ginny, że straciła termin? Jak ona spojrzy w oczy ludziom, którzy jej gratulowali? A rodzice? Przecież byli z niej tacy dumni! Zwłaszcza, kiedy dowiedzieli się, że byłaby pierwszą kobietą i pierwszą nie-slizgonką, która ukończyła taki termin!

Dlaczego musiała zachowywać się tak zarozumiale przy Mistrzu Eliksirów? Wystarczyłoby udawać skruszoną albo nawet skłamać, że nie wypiła tego eliksiru, że tylko go przyrządziła! Ale nie, ona, Hermiona Granger, musiała pochwalić się swoimi osiągnięciami. Musiała spojrzeć mu w twarz, unieść wysoko głowę i pochwalić się tym genialnym osiągnięciem! Co się z nią stało? Jakoś w drugiej klasie po uwarzeniu eliksiru wielosokowego, nie biegała po zamku chwaląc się, co właśnie osiągnęła!

Stanęła przed gabinetem Dumbledora i zamknęła oczy. No nic Hermiono, pomyślała. Zapukała kilkukrotnie w drzwi, które po chwili się przed nią rozsunęły.

-Panna Granger! - Wykrzyknął radośnie profesor, zanim dziewczyna zdążyła wejść do środka, po czym wskazał jej miejsce naprzeciwko siebie. - Co panią do nas sprowadza? - Spytał.

Dziewczyna zerknęła na profesor McGonagall, która wyłoniła się zza regału na książki.

-Jeżeli chcesz zostać z Albusem sam na sam...

-Nie - przerwała jej cicho Hermiona. - Bardzo dobrze, że pani jest.

Gryfonka wzięła głęboki wdech, po czym zaczęła swoja opowieść. Starała się przedstawić im wszystko w jak najłagodniejszym świetle i używać argumentu, że każdy chciał zrobić z niej wariatkę, jednak miny nauczycieli mówiły same za siebie. Przesadziła.

-Hermiono... - zaczęła zatroskanym głosem profesor McGonagall. - Jest mi strasznie przykro, ale musimy podjąć jakieś kroki w tej sprawie. - Kobieta westchnęła. - Dlaczego nam tego nie powiedziałaś?

-Ja... Po co miałam mówić, że jestem bezpłodna? Przecież nie każdy musi o tym wiedzieć! - Hermiona postanowiła łapać się ostatniej deski ratunku i grać na uczuciach. - A jakbym powiedziała, że eliksiru jednak nie podałam sobie prewencyjnie, miałabym jeszcze większe kłopoty, bo nie dość, że zrobiłam to, co zrobiłam to jeszcze nie poinformowałam nikogo o skutkach ubocznych!

-Dobrze, spokojnie - mruknął Dumbledore. - Musimy porozmawiać z Severusem o zaistniałej sytuacji i zdecydować we trójkę, czy możesz kontynuować termin. Na razie nie zaprzątaj sobie tym głowy, jutro jest bal, na którym chcemy Cię widzieć, bo jeszcze należysz do kadry nauczycielskiej. Na dniach podejmiemy decyzję i przekażemy Ci ją najszybciej jak to możliwe. - Zakończył.

-Ale - zaczęła dziewczyna, nagle zapominając wszystkich słow. - Jak mam nie zaprzątać sobie tym głowy? Przecież to jest moje być albo nie być!

-Nie moja droga - wtrąciła się McGonagall spokojnym głosem. - Wypicie tego eliksiru było Twoim, jak to ujęłaś, "być albo nie być".

Dziewczyna wiedziała, że ma kłopoty. Była tego praktycznie pewna. Jednak do momentu, w którym nie została tak oficjalnie potraktowana przez nauczycieli, którym tak ufała, sądziła, że jakoś się z tego wykpi. W tym momencie jednak poczuła, jak zapada jej się grunt pod nogami.

-Pani profesor - szepnęła, zwracając się do McGonagall. - Pani przecież wie, że nie miałam innego wyjścia.

Minerwa przecież musiała zrozumieć jej położenie. Jeszcze kilka dni temu sama sugerowała dziewczynie, że to nic złego, zakochać się w nauczycielu. Na pewno zrozumiała, że gdyby Hermiona tego nie wypiła, zwariowałaby, w końcu wierząc w to, że wystąpił u niej skutek uboczny. Gdyby mu o tym powiedziała, musiałaby albo skłamać, że uczucie zniknęło, czego w życiu by nie zrobiła, albo skłamać, że wszystko jest wciąż w porządku, jednak wtedy trzeba by było wyznać swoja bezpłodność. I miłość. Nie miała innego wyjścia. W tej sytuacji miała przynajmniej nadzieję na to, że może uda jej się to utrzymać w tajemnicy.

Cholerne pytania z Ministerstwa!

-Hermiono, wiem. Ale to nie zmienia tego, co zrobiłaś. Pozwól nam to przemyśleć, dobrze?

-Oczywiście.

Hermiona pożegnała się cicho, po czym wyszła zdołowana z gabinetu. Puściła się biegiem do swoich komnat, mając cichą nadzieję, że na nikogo się nie natknie. Nie wytrzymałaby rozmowy o niczym, kiedy walił się jej świat.

Zamykając za sobą drzwi komnaty, pozwoliła łzom popłynąć po policzkach. Cholera, cholera, cholera, cholera! Co jej strzeliło do tego durnego łba, żeby wszystko opowiadać Snape'owi! I to w tak arogancki sposób!

-Głupia, głupia, głupia - szeptała do siebie dziewczyna, na wszelki wypadek pakując wszystkie swoje rzeczy. - Brawo, Hermiono, ty kretynko. Brawo. Naprawdę - mruczała pod nosem, wrzucając kolejne bluzki do torby. - Możesz być z siebie dumna. Najprawdopodobniej za kilka dni...oh - zamilkła, patrząc na sukienkę, którą chciała założyć na bal.

Sama nie wiedziała, dlaczego ją ze sobą wzięła do Hogwartu. Mama jednak powtarzała, że każda kobieta musi mieć chociaż jedną porządna i elegancką sukienkę w szafie. Hermiona nie wiedziała jak czarna, długa kreacja z wiązaniem na szyi i odsłoniętymi plecami była elegancka, jednak uwierzyła mamie, przyjmując ją jako prezent na urodziny, które spędzała już w Hogwarcie.

Cholera, do dzisiaj naprawdę cieszyła sie na ten bal. Jak mała dziewczynka, marzyła, że zatańczy z Mistrzem Eliksirów, spojrzą sobie w oczy... Spodziewała się, że wiadomość o tym, że nie ma żadnych skutków ubocznych spotka się ze zdecydowanie innym przyjęciem. Oczywiście, oczekiwała nagany, ale, cholera, z jej słów jasno można było wyczytać, że coś do niego czuje. Dlatego przecież wzięła ten eliksir!

-Głupia - mruknęła chyba po raz setny tego wieczora. Na kolanie nabazgrała notkę do Ginny, żeby przyszła najszybciej, jak to możliwe. I żeby wzięła Harry'ego. Dziewczyny trochę zbyt długo trzymały przed nim sekrety Hermiony.

Chwile później zapłakana Hermiono otworzyła drzwi swoim przyjaciołom i zaczęła drżącym głosem opowiadać, co się wydarzyło.

-Czy ja dobrze rozumiem, że kręci Cię Snape? - Spytał chłopak, wybałuszając oczy na dziewczynę.

-Tak, kręci ją Snape, to nie pora na dyskusje o tym - warknęła Ginny. - Najlepiej siedź i słuchaj naszej rozmowy, jak wrócimy to Ci wszystko opowiem.

-Opowiesz? To ty o tym wiedziałaś?!

-Wiedziałam? Błagam, ja jej to uświadomiłam!

Harry wstał, po czym przeszedł się kilka razy po pokoju.

-Okej, dobra. Przyjmuję do wiadomości - powiedział, biorąc głęboki wdech. - Muszę to przetrawić, ale rozumiem. Teraz zastanówmy się nad Twoja obecną sytuacją.

Hermiona spojrzała na niego spod byka.

-Moja obecna sytuacja jest taka, że mam przerąbane.

Chłopak pokręcił głową.

-No dobrze, masz. Ale chyba zanim Ciebie zawieszą i zabiorą termin, pozwolą Ci się jakoś bronić. Musimy pomyśleć nad jakimś argumentem, który sprawi, że nawet w razie negatywnej decyzji, będą skłonni przemyśleć wszystko drugi raz!

Hermiona prychnęła, zrywając się na równe nogi.

-Świetnie! Uratowałam tyłek Snape'ow. Co w zamian dostaję? Wywalenie z jego terminu, bo aby ratować własne życie, dyktował mi czarnomagiczne zaklęcia, które mogły spowodować, że sie w nim zakocham. A kiedy zakochałam się w nim naprawdę wszyscy chcieli robić ze mnie kretynkę chodzącą z Imperiusem w głowie!

Ginny i Harry popatrzyli po sobie zszokowani.

-No i właśnie to masz im powiedzieć - podsumował Harry. - Juz bardziej nie zagrasz im wszystkim na emocjach.

Hermiona spojrzała na niego, po czym pokręciła głową z niedowierzaniem.

-Mam tylko nadzieję, że będę mogła urwać się z tego balu w miarę szybko, bo uwierzcie mi, nie mam ochoty na świętowanie.