-Hermiono, nie wierć się tak, zaraz źle nałożę miksturę prostującą włosy!
Hermiona Granger siedziała w swoim pokoju, ubrana jedynie w szlafrok i przeklinała chwilę, w której pozwoliła Ginny zająć się sobą przed balem. Rudowłosa przybyła do niej dwie godziny przed imprezą, wyglądająca jak milion dolarów w swojej butelkowozielonej sukience. Oświadczyła, że właśnie ma zamiar zrobić z Hermiony gwiazdę wieczoru.
-Mówiłam Ci, żebyś nie szalała! Ja naprawdę mam zamiar zwinąć się po oficjalnym przywitaniu! I tak wszyscy będą zajęci Snapem i Harrym!
-Co nie znaczy, że masz źle wyglądać - ofuknęła ją Ginny.
-Możesz mi jeszcze raz wyjaśnić, dlaczego najpierw prostujesz moje włosy, a potem je z powrotem zakręcasz?
-Bo masz loki, a chcemy uzyskać fale, żeby ślicznie opadały na Twoje nagie plecy. - Giny po raz ostatni szarpnęła włosy Hermiony. - Zrobione! Poczekamy 10 minut i będziemy kręcić! Teraz co by zrobić z twarzą...
-Nie! Mówiłam Ci, żadnych kosmetyków na twarz!
-Ależ Hermiono! Trochę różu, cienie na powiekach...
-Ginny, miej litość! Nie chcę makijażu na twarzy!
Ginewra pokręciła głowa z dezaprobatą.
-Ale przynajmniej zgódź się na czerwoną szminkę. Błagam!
Hermiona westchnęła głęboko i spojrzała na przyjaciółkę. Wiedziała, że powinna być jej wdzięczna za pomoc w czymś, o czym nie miała zielonego pojęcia. Zapewne gdyby nie ten rudy chochlik, poszłaby na bal jedynie przeczesując włosy.
Oczywiście, że lubiła wyglądać dobrze. Przed balem z okazji turnieju trójmagicznego, spędziła cały dzień w salonie piękności w Hogsemade. Tylko, że wtedy jej zależało. Miała iść z Wiktorem Krumem, który naprawdę się nią zainteresował. Na dodatek chciała tam iść i nie ciążyła nad nią możliwość utraty terminu.
-Dobrze. Ale tylko szminka. Nic więcej.
Ginny wywróciła oczami, po czym włożyła czerwona pomadkę do torebeczki Hermiony.
-Jak zobaczę Ciebie bez niej, uduszę. - Spojrzała na zgaszona przyjaciółkę. - Hej, Hermiono. Ja wiem, przejmujesz się decyzją odnośnie Twojego terminu. Ale wiesz co? To nic nie zmieni. Oni i tak ja podejmą, z Twoim stresem czy bez niego. Może ten jeden wieczór sobie odpuść? Zabaw sie, zapomnij o wszystkim. O Bitwie, o Ronie, o plotce, o terminie, o Snapie. Po prostu spróbuj wyluzować. Co?
Hermiona westchnęła głęboko, po czym uśmiechnęła się do przyjaciółki.
-Zobaczymy, dobrze?
-Dobrze. Teraz siedź, po będę falowała Twoje włosy. Kurczę, Hermiono, nosiłaś je cały czas związane, nie miałam pojęcia, że aż tak Ci urosły!
-Rzeczywiście, nie byłam dawno u fryzjera.
-I nie waż się iść! Zobaczysz, będziesz wyglądać jak bogini!
Kiedy skończyła, spojrzała zadowolona na efekt końcowy, po czym pożegnała się z Hermioną, mówiąc, że musi jeszcze wrócić do siebie, żeby zawiązać Harry'emu krawat i pomalować Lavender Brown.
Hermiona ubrała swoją suknię, modląc się, aby się nie przewróciła, idąc do Wielkiej Sali. Owszem, wyglądała w niej dobrze, kreacja była odważna jak na nią, ale nie wyzywająca. Jednak miała wrażenie, że długa do ziemi sukienka za bardzo obnaża jej wady. Ginny naturalnie ją wyśmiała, ona jednak dla świętego spokoju pomalowała usta szminką, po czym postanowiła nie przeglądać się już w lustrze.
Spojrzała na swoje czarne szpilki. Kolejne wyjście ze strefy komfortu. Założyła je jednak na nogi, przypominając sobie, jak bardzo takie buty wyszczuplają. Zerknęła na zegarek. Bal miał się zacząć za pół godziny. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, zdecydowała się wyjść i ruszyć powoli w stronę Wielkiej Sali. Wolała nie przychodzić ostatnia. Patrząc na to, jakie podniecenie wywołał bal u uczniów, spodziewała się, że niezwykle ciężko będzie jej znaleźć miejsce.
Chwyciła klucze, torebeczkę, po czym wyszła ze swojej komnaty. Wolała ją zamknąć na noc - doskonale znała swoich rówieśników i ich głupie pomysły. Snape chyba by ją zabił, jeżeli przez jej niedopatrzenie ktoś niepowołany dostał się do pracowni.
Mocując się z zamkiem spostrzegła nagle, że ktoś obok niej stoi. Podniosła wzrok i spojrzała na Mistrza Eliksirów, który przyglądał się jej zmaganiom. Wyglądał dobrze. Cholernie dobrze. Klasyczny czarny garnitur, biała koszula i muszka. Wszystko idealnie skrojone. Dziewczyna zaczerwieniła się na sam jego widok.
-Chyba za rzadko zamykam za sobą drzwi - zażartowała, patrząc niepewnie na Snape'a. Próbowała wyczuć, jak bardzo jest na nią wściekły.
-Chyba tak - odparł, chwytając jej dłoń i jednym sprawnym ruchem przekręcając zamek. - Do tego również potrzebujesz instrukcji manualnej?
Dziewczyna roześmiała się nerwowo.
-Najwyraźniej tak.
Przez chwilę miała wrażenie, że profesor ruszy bez niej, on jednak zrobił coś kompletnie nieoczekiwanego. Wyciągnął ramię w jej stronę.
-Skoro i tak idziemy w tym samym kierunku - powiedział chłodnym tonem.
Hermiona niepewnie chwyciła go pod ramię, po czym ruszyli w stronę Wielkiej Sali.
-Powiedz proszę, jak spożytkowałaś pierwszą wolną sobotę?
-Oh, czyżby Pan sie martwił, że nie potrafię zorganizować czasu bez pana, profesorze?
Snape spojrzał na nią z góry i lekko uniósł kąciki ust. Musiał przyznać, że od pewnego czasu dziewczyna pokazywała pazur. Podobało mu się to. Naprawdę włożył cała swoją siłę woli w to, by nie czynić aluzji do tego, czego dowiedział się od niej poprzedniego dnia. Pozwolił sobie tylko na ukradkowe lustrowanie jej sukienki, w której wyglądała naprawdę dobrze. I te kawałki nagich pleców, które prześwitywały zza kaskady włosów. Dziewczyna wiedziała jak kusić.
-Widzę, że masz dobry humor. - Zauważył, widząc szeroki uśmiech na jej twarzy.
-Staram się - odparła, uśmiechając się promiennie. - Kto wie, czy nie jest to mój ostatni wieczór w Hogwarcie? Trzeba to wykorzystać.
Snape spojrzał na nią pobłażliwym wzrokiem i jedynie pokręcił głową z niedowierzaniem.
Hermiona z kolei nie miała pojęcia co się z nią działo. Jeszcze przed chwilą nie chciała w ogóle wychodzić ze swojej komnaty, tymczasem wystarczyło jedno spotkanie z tym wrednym Ślizgonem, aby cała promieniała i żartowała z tego, że jej kariera naukowa może się skończyć o wiele szybciej niż się zaczęła. Głupie zakochanie.
-Panie przodem - powiedział Snape, kiedy doszli na miejsce, przepuszczając ja w drzwiach.
Hermiona weszła do środka, po czym oniemiała. Wielka Sala wyglądała przepięknie. Najwyraźniej ktoś wziął sobie nazwę "Bal Bożonarodzeniowy" do serca, bo wszystko było przystrojone na biało. W części, w której zazwyczaj jadali uczniowie pod przeciwległymi ścianami pojawiły się dwa długie stoły. Pomiędzy nimi znajdował się ogromny parkiet taneczny. Biorąc pod uwagę, że w balu mogli wziąć tylko piątoklasiści i starsi oraz małe grupki z innych szkół, nie powinni mieć problemu z pomieszczeniem się. Z kolei na podeście, na którym zawsze jadali nauczyciele ustawiono kilka okrągłych, dziesięcioosobowych stolików. Widziała nauczycieli Hogwartu, ale mignęło jej również kilka nieznajomych twarzy.
-Proszę mi wybaczyć, ale powinnam poszukać sobie miejsca - powiedziała Hermiona, wskazując na stoły uczniowskie.
Snape przytrzymał ją w pasie, po czym delikatnie nakierował w stronę stolików dla nauczycieli.
-Wydaje mi się, że znajdują się tutaj winietki, nie musisz szukać sobie miejsca - szepnął jej do ucha, wskazując jej na kartkę, na której widniało jej nazwisko.
-Ale przecież... Ja jestem uczennicą. - Powiedziała, patrząc na niego zaskoczona.
-Nie wiem od kiedy uczennice prowadzą lekcje i udzielają uczniom szlabanów.
-Chciałabym przypomnieć panu, panie profesorze, że ktoś mi odebrał ten szlaban.
-Tylko i wyłącznie, aby wykonać go lepiej - powiedział. - Zechcesz odłożyć torebkę i przygotować się do oficjalnego powitania gości?
-Oczywiście - odpowiedziała, nie mając do końca pojęcia co się dzieje. Co nie znaczy, że to jej sie nie podobało. Miała wrażenie, jakby upiła się przed wyjściem ze swoich komnat. Cały czas próbowała sobie przetłumaczyć, że nie powinna się zachowywać jak głupia trzpiotka, te myśli zagłuszył jednak Dumbledore, rozpoczynając oficjalną część.
-Witajcie - powiedział na głos. Cała sala umilkła. - W tym roku Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart ma zaszczyt organizować Bal Bożonarodzeniowy. W świetle tragicznych wydarzeń z maja, reprezentacja innych szkół, tak samo jak i naszej została w brutalny sposób uszczuplona. Dlatego też, zamiast witać osobno gości, prosiłbym was wszystkich i minutę ciszy i wzniesienie zapalonych różdżek, witając i żegnając jednocześnie w ten sposób wszystkich nieobecnych.
Cisza w Wielkiej Sali aż dźwięczała w uszach. Hermiona czuła, jak pojedyncza łza spływa po jej policzku. Próbowała odszukać wzrokiem Remusa, on jednak był nieobecny. Zacisnęła zęby, myśląc o Tonks i o tym, jak po rozpoczęciu roku poprosił Harry'ego i Hermionę, żeby nie próbowali do niego wpadać ani go pocieszać, bo on musi sobie sam z tym poradzić. Nie dziwiła mu się. Pamiętała, jak długo wzbraniała się przed miłością do Tonks, po czym uległ jej tylko po to, by po niecałym roku ją stracić. Ona również wolałaby rzucić się w wir pracy i unikać innych.
Dziewczyna zauważyła, że jej policzki są zalane łzami. Sięgnęła po serwetkę i starała się je dyskretnie otrzeć, czując na sobie wzrok Severusa. Kiedy rzucił jej badawcze spojrzenie, wyartykułowała bezgłośnie "Lupin".
-Dziękuję, możecie opuścić różdżki - Dumbledore przerwał ciszę. - Mam nadzieję, że pomimo tej chwili pamięci, będziecie w stanie wykrzesać z siebie chociaż trochę entuzjazmu, bo cieszyć sie tym wieczorem. Świętujcie!
Po sali rozległy sie oklaski. Hermiona widziała, jak i uczniowie, i nauczyciele ocierają dyskretnie łzy z twarz.
-W porządku? - Spytał Snape, podając jej kolejną chusteczkę.
-Tak, teraz tak - odparła dziewczyna, uśmiechając się. Chciała powiedzieć cos o witaniu gości, jednak usłyszała w tłumie swoje nazwisko.
-Hermiona Granger! - Odwróciła się, słysząc charakterystyczny rosyjski akcent. - Nie mieliśmy chyba okazji poznać się przy turnieju Trójmagicznym. Igor Karkarow.
Dziewczyna podała rękę mężczyźnie, który kłaniając sie przed nią, złożył pocałunek na wierzchu jej dłoni. Uśmiechnęła się do Karkarowa, oblewając się rumieńcem. Odnotowała, że pomimo wieku był niezwykle przystojny. Włosy przyprószone siwizną i długa, kozia bródka dodawały mu uroku. Jak każdy mężczyzna na Balu, miał na sobie idealnie skrojony garnitur. Jak to możliwe, że nigdy nie patrzyła takim wzrokiem na kogoś w jej wieku, jak teraz patrzy na tego mężczyznę?
-Dobry wieczór - powiedziała onieśmielona Hermiona, nie za bardzo mając pojęcie, co się dzieje. Rzuciła Snape'owi zszokowane spojrzenie. Zauważyła, że rozmowie przysłuchuje się większa część grona nauczycielskiego.
-Cała wschodnia Europa jest Ci wdzięczna za tak wielki wkład w pokonanie Czarnego Pana. A ja na ich czele - Karkarow zaśmiał się z nawiązania do swojej dawnej, niechlubnej kariery.
-Mi? Ale przecież to Harry... - zaczęła.
-Oh, dlaczego wasza kultura tak spycha na bok kobiety? Czytałem wywiady. Ty uratowałaś mojego starego druha - powiedział ściskając dłoń Snape'owi. - Ty pomagałaś Chłopcu, Który Przeżył podczas tułaczki za Horkruksami. Proszę, powiedz mi, kto zrobił więcej w Ostatniej Bitwie. I nawet nie próbuj fałszywej skromności, moja droga.
-Dziękuję za wyróżnienie, naprawdę, ale... - próbowała wydukać Hermiona, jednak znowu ktoś jej przerwał. Tym razem wysoki, dobrze zbudowany i dość młody blondyn.
-Karkarow! Mówiłem Ci, że ja pierwszy jej składam ofertę! Ivan Mołotov, dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Koldovstoretz - kolejny ukłon, kolejny pocałunek w dłoń.
-Ofertę? - Spytała Hermiona, przytrzymując się krzesła, aby nie upaść. Snape doskonale widział jej stan, sam jednak był niezwykle ciekaw, o co chodzi tym wszystkim ludziom.
-Moją droga, jedno Twoje słowo, a zostajesz nauczycielką w mojej szkole.
Dziewczyna miała wrażenie, że zaraz upadnie. Dziękowała w duchu, że padła na pomysł oparcia sie o krzesło, bo inaczej juz by leżała. Nogi sie pod nią uginały.
-Na-nauczycielką? - Spytała zszokowana. - Ale, ja przecież tutaj mam termin, jeszcze nie skończyłam szkoły...
-Uwierz mi, Rosja może i nie startuje w Turnieju Trójmagicznym, ale mamy jeden z lepszych programów dla młodych Mistrzów Eliksirów. Dwa miesiące u nas i zdasz ogólnoświatowy egzamin. Przemyśl proszę moją ofertę. Możesz zgodzić sie o każdej porze i w każdej chwili, oferta będzie dla Ciebie zawsze otwarta.
Hermiona kątem oka dostrzegła Dumbledora i McGonagall przysłuchujących się jej rozmowie. Nie miała jednak jak zwrócić na nich uwagi, bo do rozmowy znów wtrącił się Karkarow.
-Kiedy jednak zechcesz bardziej prestiżowej szkoły, kieruj swoje podanie do Durmstrangu.
-Igorze, nie zmuszaj mnie do użycia czarów.
Obaj mężczyźni roześmiali się głośno. Hermiona była na tyle zdezorientowana obecną sytuacją, że po prostu stała z lekko otwartymi ustami i przesuwała nerwowo wzrokiem po zebranych. Po chwili wzięła głęboki wdech i oswoiwszy się sytuacją, uśmiechnęła się do nich promiennie.
-Musicie mi wybaczyć panowie, bardzo dziękuję za propozycję, ale chyba zostanę przy profesorze Snapie. - Dodała, rzucając Mistrzowi wyzywające spojrzenie.
-Oh, jak zwykle, Snape dostaje to najlepsze - zauważył Karkarow, śmiejąc sie głośno razem z Ivanem. - Wybacz moja droga, jeszcze nie raz porwę Cię do tańca, ale kultura nakazuje przywitać się również z dyrektorem szkoły. Albusie! - Zakrzyknął, wyciągając dłoń do dyrektora.
Przez chwilę Hermiona stała oszołomiona i mrugała oczyma, nie wiedzą, co zrobić. Wszyscy witali się z przybyłymi Rosjanami, jednak oni podeszli najpierw do niej!
-Profesorze... - szepnęła dziewczyna do Mistrza.
Snape momentalnie zrozumiał, o co jej chodzi. Objął ją w pasie i popchnął w stronę kącika z alkoholem, przy którym na szczęście jeszcze nikt nie stał. Mieli chwilę na rozmowę.
-Co to było? - Syknęła dziewczyna, patrząc na profesora zszokowanym wzrokiem.
-Rosyjska uczuciowość - odparł Snape, nalewając sobie brandy. - Na co masz ochotę?
-Czerwone wytrawne - mruknęła i po chwili delektowała się winem. - Zauważyłam, że oboje są Rosjanami, nie wyjaśnia to jednak w żaden sposób tego przedstawienia! - Odparła, nie mogąc dociec źródła takiego zachowania.
Snape miał już jej odpowiedzieć, kiedy dopadła ją nagle Ginny.
-Dzień dobry profesorze - mruknęła rudowłosa szybko, po czym przeszła do przyjaciółki. - Hermiono, wszyscy przyjezdni o Tobie mówią.
-O mnie? Dlaczego? Co tu się dzieje?
-Każdy chce Cię poznać! Najwyraźniej w innych krajach to ty jesteś bohaterką tej Bitwy! Nikogo nie obchodzi Harry czy Sn... profesor Snape!
-O matko, niech ten bal już sie skończy - mruknęła Hermiona, upijając duży łyk wina i żegnający się z Ginny, która pobiegła do Harry'ego, słysząc "ich" piosenkę.
-Nie podoba Ci się taki stan rzeczy? - Spytał Snape, patrząc na nią.
-Z deszczu po rynnę. Z bycia nikim przechodzę od razu do bycia celebrytką.
-Nikim? - Brew Mężczyzny powędrowała ku górze.
-Nikim - odparła Hermiona patrząc mu w oczy. - Harry robił o wiele gorsze rzeczy niż wypicie uważonego przez siebie eliksiru, ale wszystko uchodziło mu na sucho, w końcu jest Harrym Potterem. Ludzie go wielbią. Pan z kolei nie zawsze był po stronie Zakonu ale i tak wszyscy pana uwielbiają, bo był pan podwójnym agentem i narażał się niezliczone ilości razy. A ja? - Spytała, po czym natychmiast odpowiedziała sobie sarkastycznym tonem. - Oh, no nie wiem, po prostu uratowałam panu życie, nie wspominając o tym ile razy ratowałam Harry'emu skórę kiedy próbowaliśmy rozwiązać zagadkę horkruksów! I ja i wy zrobiliście coś wielkiego, tylko, że wy macie sławę, na której mi nie zależy, ale macie przede wszystkim szacunek, a ja dziesięcioletniego smarkacza, który mi pyskuje na każdej lekcji!
Snape spojrzał na nią zszokowany. Nie spodziewał się takiej reakcji ze strony dziewczyny.
-I co dostaje w zamian za to wszystko, co zrobiłam? Groźbę zabrania mi terminu w mojej szkole. W jedynym miejscu na ziemi, w którym nie jestem szanowana. Doskonale rozumiałam o co chodzi Mołotowowi i Karkarowowi. Nie mogłam tylko w stanie pojąć, że w jakimś miejscu na świecie dostałabym to, co mi się należy. A tutaj najpierw robicie ze mnie wariatkę, a potem chcecie mnie za to wyrzucić! Wielkie dzięki, chyba wolę Durmstrang - zakończyła, odwracając głowę w stronę Sali, żeby nie musieć patrzeć na Snape'a.
-Dobrze wiesz, że chodzi nam o Twoje bezpieczeństwo - zaczął mężczyzna. - Mogłaś sobie zrobić krzywdę. Jeżeli nie termin u mnie, nie potrafiłabyś przyrządzić tego eliksiru. Tymczasem w wieku 19 lat uwarzyłaś tak zaawansowany eliksir, który jest też śmiertelnie niebezpieczny. Hermiono, to juz czarna magia. Mogłaś zrobić sobie krzywdę. I tylko w tym jest problem.
-Okej - odparła Hermiona, stając naprzeciwko mężczyzny. - Co ty byś zrobił na moim miejscu? - Spytała, bezczelnie przechodząc na "ty". - Proszę, odpowiedz mi. Tylko szczerze. - Milczenie Severusa przedłużyło się na tyle, by dziewczyna wiedziała, że jej nauczyciel zrobiłby to samo. - Tak myślałam - odparła, po czym ruszyła w stronę stolików.
Usiadła na swoim miejscu, po czym potrząsnęła głową, żeby odgonić niepotrzebne myśli. Sączyła wino, obserwując bawiących się ludzi. Nie miała kompletnie ochoty na taniec. Po części dlatego, że wolała mugolskie piosenki, ale głównie z powodu uświadomienia sobie sytuacji, w jakiej się znajdowała.
Paradoksalnie, kiedy miała wrażenie, że może wylecieć z terminu i skończyć z niczym, potrafiła się wyluzować. W chwili, w której się dowiedziała, że może liczyć na coś więcej, zaczęła się niezwykle denerwować. Teoretycznie miała teraz jakąś perspektywę. Z której nie mogłaby nie skorzystać, jeżeli zostałaby pozbawiona możliwości nauki u Snape'a. Musiałaby wyjechać.
-Nie podoba Ci się bal? - Zagadnęła ją nagle Kayleigh, opadając na krzesło obok, oddychająca głośno po tańcu.
-Wolę mugolskie piosenki.
Kayleigh machnęła ręką i roześmiała się szczerze.
-Ja tak samo! Nie martw się, ubłagałam Minerwę, żeby później orkiestra zaśpiewała kilka "naszych" piosenek.
-To dobrze - odparła sucho Hermiona. Nie mogła patrzeć na tę piękność w mlecznobiałej sukience. Wyglądała tak idealnie, tak dopracowanie, że samo spoglądanie na nią bolało.
-Ty mnie chyba nie lubisz?
-Skąd taki pomysł? - Spytała gryfonka, jednak na tyle nieszczerze, że każdy wyłapałby nutę niechęci w jej głosie.
-Oh, przestań kłamać. Mówił Ci ktoś kiedyś, że jesteś fatalną aktorką?
Hermiona spojrzała na nią pustym wzrokiem. Miała nadzieję, że dziewczyna zrozumie i da jej spokój. Tak strasznie nie chciała z nią rozmawiać, nie tego wieczora. Nie miała siły na konfrontację z kimś tak... nieskazitelnym. Zwłaszcza, że ten ktoś od kilku miesięcy flirtował jak szalony ze Snapem.
-Posłuchaj - powiedziała Kayleigh, momentalnie poważniejąc. - Za każdym razem, kiedy próbowałam Ciebie zagadnąć, zbywałaś mnie lub kompletnie ignorowałaś. Teraz przynajmniej mi nie uciekniesz. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem Tobą. Nie zrobiłam tyle podczas Bitwy co ty. Nie jestem tak uwielbiana przez moich uczniów jak ty. Nie jestem tak genialna, że Minerwa chwali mnie na każdym kroku, a każdy dyrektor na tym balu pragnie ze mną pracować. Ale to chyba nie powód, żeby mnie traktować z góry.
Hermiona zakrztusiła się winem, które właśnie piła. Przez chwile próbowała złapać oddech i zażegnać atak kaszlu.
-Z góry? Ty myślisz, że traktuję Ciebie z góry? - Prychnęła. Dziewczyna miała wrażenie, że takiego szoku nie przeżyła nawet podczas wysłuchiwania peanów pochwalnych od Karkarowa i Mołotowa. - Żartujesz? To ty jesteś tą lepszą! Marzyłam o terminie z transmutacji, ale przekreśliło mnie to, że nie jestem animagiem! Ty przyszłaś po kilku latach pracy jako auror, co jest już ogromnym osiągnięciem. Jesteś tak idealna, że nie wiem, czy Cie nienawidzę, czy chcę Tobą być! Masz wszystko, czego ja pragnę - termin, wygląd, szacunek innych. A odnośnie uwielbiania przez uczniów - smarkacz ze Slytherinu ostatnio włożył mi jakieś czarne gluty do torby! Więc naprawdę, nie wiem skąd przypuszczenie, że traktuję kogoś takiego z góry.
Kayleigh otworzyła usta ze zdziwienia.
-Żartujesz? Myślisz, że mój wygląd to atut? Spróbuj popracować wśród samych facetów, wyglądając jak ich mokry sen. Kiedy dajesz do zrozumienia, że nic z tego, zaczynają sugerować, że dostałaś te pracę tylko dlatego, że przekupiłaś przełożonych swoim ciałem.
-Co za chamstwo! - Wykrzyknęła Hermiona. - Dlatego odeszłaś?
-Owszem. Zrobiłam swoje. Pomogłam w bitwie, a po wszystkim wytropiłam Dołohowa. Dopiero wtedy moi "koledzy" odpuścili sobie głupie żarty. Ja jednak musiałam zmienić otoczenie. - Westchnęła. - Tu jest mi naprawdę dobrze. A odnośnie terminu - wybacz. Nie wiedziałam, że dogadujesz się z profesor McGonagall, kiedy wysyłałam swoje zgłoszenie.
Hermiona pokręciła głową z niedowierzaniem.
-Właściwie to powinnam Ci za to podziękować. Gdyby nie Twoje zgłoszenie, nie wylądowałabym na terminie z eliksirów. A to naprawdę wielka sprawa.
-Tak, słyszałam o tym. To jak, zgoda?
-Zgoda - odparła dziewczyna, uśmiechając się szczerze. - I przepraszam, za moje zachowanie. Kiedy przyszłaś do Hogwartu przechodziłam naprawdę paskudny okres.
-Nic się nie stało - Kayleigh na chwilę zamilkła, po czym oczy rozbłysły jej z podniecenia. - Tak w ogóle to podobno kręcisz ze Snapem, to prawda?
Hermiona zarumieniła się dziko.
-Nie, tamta plotka...
-Nie mówię o plotce, w nią nie wierzyłam ani przez chwilę. - Widząc zszokowane minę Hermiony, roześmiała się głośno. - Moja droga, była aurorem. Asem wywiadu. Wiem o wszystkim, co dzieje się w Hogwarcie, zanim to jeszcze się stanie. Tylko musze niektóre informacje potwierdzać, dlatego pytam.
Gryfonka roześmiała się szczerze.
-Nie jesteśmy parą, jeśli o to pytasz.
-Naprawdę? Wasze wejście do Wielkiej Sali wyglądało zupełnie inaczej. Wszyscy się zastanawiali o co chodzi.
Hermiona spojrzała na nią tępo.
-Wszyscy?
-No tak. Kurczę, jesteś dzisiaj naprawdę atrakcją wieczoru.
-Szkoda tylko, że raczej w negatywny sposób.
Kayleigh prychnęła głośno.
-Negatywny? Przez kilka miesięcy nie pojawiasz się nigdzie poza zajęciami, nagle przychodzisz na bal pod rękę ze swoim profesorem, wyglądasz przeseksownie, a na dodatek wszyscy chcą, abyś u nich pracowała. - Zamilkła, po czym uśmiechnęła sie szeroko. - Wybacz kochana, ale właśnie słyszę świetną piosenkę, a tamta śliczna Ślizgonka do mnie mrugnęła. Porozmawiamy później.
-Baw się dobrze - mruknęła Hermiona, chichocząc pod nosem.
Dziewczyna, o którą martwiła się tyle czasu była lesbijką. Brawo, pomyślała, brawo Hermiono.
Rozejrzała się po Sali w o wiele lepszym nastroju. Widziała Ginny, tańczącą z Harrym. Uśmiechnęła się ciepło na ich widok. McGonagall tańczyłam z Dumbledorem, jak na każdym balu. Dostrzegała nieśmiałe uśmiechy dziewcząt tańczących z wymarzonymi chłopakami, widziała spojrzenia, wędrujące za miłością tańczącą z kimś innym. Piękne suknie szeleściły na parkiecie, krawaty rozluźniały się pod szyją, a uśmiechy powiększały się z każdą sekundą.
Gdyby to wszystko było takie proste. Gdyby mogła mieć znów piętnaście lat, zakochać się w kimś w swoim wieku, spędzić z nim ten magiczny wieczór, chodzić na randki, kłócić się i godzić na przemian. Gdyby tylko mogła przeżyć swoja młodzieńczą miłość.
Tymczasem ulokowała swoje uczucia w dorosłym mężczyźnie. Różnica wieku nie przeszkadzała jej tak bardzo jak fakt, że nie miała pojęcia, jak to wszystko się potoczy. Lada dzień mogły rozdzielić ich setki kilometrów, on mógł znaleźć kogoś w swoim wieku, lepszego od niej. Albo po prostu odrzucić jej uczucie. Romans z dorosłym, nie przechodzącym burzy hormonów i rozsądnym człowiekiem był o wiele trudniejszy niż głupi związek z nastolatkiem.
Zerknęła na zegar wiszący na ścianie. Minęła godzina. Miała plan opuścić bal po trzydziestu minutach, więc można powiedzieć, że wytrzymała i tak o wiele dłużej niż planowała. Przywitała gości, była miła, po czym pokłóciła się ze Snapem i pogodziła z Kayleigh. Nie można było tego nazwać katastrofą.
-Zechciałabyś zatańczyć? - Usłyszała nad sobą głos Karkarowa.
-Przepraszam, ale... - zamilkła, słysząc początek do mugolskiej piosenki. Rzuciła mu wyzywające spojrzenie. - Właściwie to czemu nie?
Mężczyzna się skłonił, po czym podał dziewczynie rękę. Dziewczyna ją chwyciła, ruszyli na parkiet. W międzyczasie piosenka Deana Martina rozbrzmiała po Wielkiej Sali.
When marimba rhythms start to play, dance with me, make me sway...
Karkarow złączył z Hermioną ręce, ułożył jej dłoń na swoim ramieniu, następnie łapiąc ją w pasie, zaczęli wirować. Parkiet był prawie pusty - mało kto chciał tańczyć do starej, mugolskiej piosenki. Hermiona na początku miała z tyłu głowy myśl, że wolałaby z kim innym dzielić ten wyjątkowy taniec. Odegnała ją jednak, czując na własnej skórze taneczne zdolności Karkarowa. Był takim dobrym partnerem, że nawet, gdyby nie umiała kompletnie tańczyć, potrafiłby ja poprowadzić w tańcu.
When we dance you have your way with me. Stay with me, sway with me...
Przez cały czas patrzyli sobie uważnie w oczy. Dziewczyna starała się nie rumienić pod spojrzeniem Karkarowa, ani nie spuszczać wzroku. Nie było to jednak łatwe, kiedy on wpatrywał się w nią tak intensywnym wzrokiem.
-Bardzo dobrze tańczysz - powiedział mężczyzna, przytrzymując ją silniej w talii.
-Pan również. Dziw bierze, że nie skorzystał pan z okazji, jaką był bal podczas turnieju i tam nie zaprezentował innym swoich zdolności - odparła, uśmiechając się kokieteryjnie.
-Miałem wtedy o wiele zbyt wiele zmartwień, żeby przechwalać się moimi zdolnościami.
I can hear the sound of violins, long before, it begins.
-Domyślam się.
-Cóż mogę rzec? Ideały o czystości krwi wpajane przez moich rodziców pomieszały mi w głowę i sprawiły, że zrobiłem wiele głupich rzeczy w młodości. - Karkarow pokręcił z niedowierzaniem głową. - Czasu niestety nie cofnę. Cały rodzinny majątek przeznaczyłem na anonimowa pomoc rodzinom, które zostały poszkodowane przez moją działalność. To jednak niczego nie zmienia.
Hermiona spojrzała na niego ciepło. Jej oczy błyszczały ze wzruszenia.
-Owszem, to niczego nie zmienia. Dla tych rodzin - zamilkła na chwilę, po czym podniosła wzrok prosto na jego oczy. - Jednak świadomość tego i chęć pomocy w jakiś sposób zmieniają pana.
Karkarow uśmiechnął się do niej tajemniczo.
Make me thrill as only you know how. Sway me smooth. Sway me now.
Piosenka ucichła. Karkarow skłonił sie, całując Hermionę w dłoń.
-Dziękuję za taniec. Pozwól, że odprowadzę Cię do stolika - powiedział. Hermiona chwyciła mężczyznę pod rękę.
Wracając, zauważyła, że większość oczu w Wielkiej Sali była skierowana na nich. Speszyło ja to niesamowicie, skupiła się więc na swoich butach i uspokojeniu przyspieszonego oddechu. Jakie to było intensywne.
Pożegnała się z Igorem, po czym zabrała swój pusty kieliszek i ruszyła w stronę kącika z trunkami aby go napełnić. Przez chwile nie mogła zdecydować, które z czerwonych win jest tym, które wybrał dla niej Severus. Podświadomie rozejrzała się po Sali w poszukiwaniu mężczyzny. Spostrzegła go, stojącego na uboczu i rozmawiającego z jakąś nieznaną jej kobietą. Przez chwilę czuła, jak wzbiera w niej wściekłość i dzika, zazdrość, opanowała się jednak.
-Nic Cię z nim nie łączy, moja droga - mruknęła do siebie, po czym wybrała na oślep wino i napełniła kieliszek. Spróbowała. Z uśmiechem stwierdziła, że pije ten sam trunek co wcześniej, po czym ruszyła w strunę stolika. Chciała wypić ostatnia lampkę tego wieczoru, wrócić do komnat i zastanowić się na spokojnie, co zrobi, gdy zostanie pozbawiona terminu.
