Severus Snape przebudził się gwałtownie. Minęła chwila, zanim zorientował się pośród wszechogarniającej ciemności. Przez chwilę czekał aż wydarzenia poprzedniej nocy się wyklarują w jego głowie. Czując pod dłonią ciepłą, gładką skórę cudzego uda, miał wrażenie, jakby nie obudził się do końca. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz, budząc się zlany potem w środku nocy i pomyślał o czymś przyjemnym. O czymś innym niż bitwa. Naga Hermiona Granger była zdecydowanie miłą alternatywą.

Chryste, coś ty zrobił, pomyślał, biorąc głęboki wdech.

Nie powinien. To było bezmyślne i idiotyczne. Powiedział jej jeszcze, że nie była przygodą na jedną noc! Ha! Czego on oczekiwał? Stworzenia stałego związku z uczennicą? Zbyt wiele sobie wyobrażał, zdecydowanie.

Z drugiej strony jednak Hermiona niedługo skończy szkołę. Ma z nim o wiele więcej wspólnego niż ktokolwiek inny. Potrafi rozmawiać z nim godzinami i ani trochę go nie nudzi. Jest tak urocza i kobieca jednocześnie. A ta noc…

Nie, nie, koniec, pomyślał. To trzeba zakończyć, zanim się zacznie.

Najgorsze w tym wszystkim będzie odkręcenie tego… Litości, jak on to zrobi? Po prostu się wymknie? Porozmawia?

Nie musiał jednak robić tego od razu…

Severus w końcu zasnął, targany wątpliwościami.


Hermiona otworzyła niepewnie oczy. Przez chwilę leżała, wpatrując się tępo przed siebie, starając się rozbudzić. Nagle uśmiechnęła się szeroko, przypominając sobie wydarzenia poprzedniej nocy. Zerknęła niepewnie w bok. Severus tam był. Nie zniknął. Nie odszedł. Spał, trzymając dłoń na jej udzie. Uważając, by go nie obudzić, wymknęła się z łóżka, ubierając się w jego koszulę. Była na tyle duża, że sięgała dziewczynie do połowy uda.

Hermiona przemyła twarz i umyła zęby, po czym usiadła w swoim fotelu, przerzucając strony Proroka Codziennego. Po chwili usłyszała ciche pukanie do pokoju. Podeszła szybkim krokiem do drzwi, po czym uchyliła je, żeby nie pokazywać ewentualnemu gościowi, kto śpi w jej łóżku.

-Ginny - przywitała się wychodząc z komnaty i zamykając za sobą cicho drzwi. - Coś się stało?

-Nie - odparła wesoło Rudowłosa, patrząc z szerokim uśmiechem na przyjaciółkę. - Chciałam spytać, jak się czujesz po balu, ale widząc Twój strój obstawiam, że bardzo dobrze.

Hermiona spłonęła rumieńce i uśmiechnęła się delikatnie.

-Czy nie sądzisz, że to nie jest czas i miejsce na takie rozmowy? - Spytała Hermiona, zakładając ręce na piersi.

-Okej - odparła Ginny. - Ale musisz mi powiedzieć jedną rzecz. Widziałam Ciebie wczoraj tańczącą z dwoma mężczyznami. Który z nich jest właścicielem tej koszuli?

-Ginny! - Syknęła, rumieniąc się jeszcze mocniej. - No na pewno poszłam do łóżka z Karkarowem! - Dodała sarkastycznie, kręcąc głową z niedowierzaniem.

-Słucham?! - Usłyszała nad sobą zszokowany głos profesor McGonagall.

Hermiona zacisnęła usta, zastanawiając się, czy teraz każde dobre zdarzenie będzie poprzedzało katastrofę. Westchnęła, po czym spojrzała na profesor McGonagall z wymuszonym uśmiechem.

-Czy coś się stało, pani profesor?

-Chyba ja powinnam o to zapytać - mruknęła McGonagall, patrząc na dziewczynę zszokowana. - Jakbyś mogła przekazać to profesorowi Snape'owi. List z Ministerstwa musi być osobiście doręczony, a nie mam zamiaru czekać, aż... - zamilkła, widząc jak za Hermioną otwierają się drzwi i staje w nich Snape. Ubrany w same spodnie.

-Świetnie - mruknęła Hermiona, pocierając skronie.

-Coś się stało? - Spytał Snape, obrzucając trzy kobiety zdziwionym spojrzeniem. Każda z nich miała zupełnie inną minę. Panna Wasley szczerzyła sie do niego w szelmowskim uśmiechu, Hermiona przygryzała wargi, patrząc wszędzie, byle nie na McGonagall, Minerwa z kolei z całych sił próbowała ukryć uśmiech wypełzający powoli na jej usta.

-List do Ciebie. Z Ministerstwa - powiedziała, uśmiechając się pod nosem i podając mu kopertę. - Nawet nie myśl o otwarciu go w pokoju, masz go w tej chwili przeczytać i powiedzieć mi, co od kilku miesięcy próbujesz zmajstrować.

Snape otworzy pismo, po czym przebiegł po nim wzrokiem. Wywrócił oczami i podał pismo Hermionie.

-Trzeci test? - Wykrzyknęła, nie mogąc uwierzyć w to, co czyta. - Czy to jest normalne?

-Czy wyjaśni mi ktoś łaskawie o co tutaj chodzi?! Panno Wasley, nie powinna pani wracać do siebie?

-Nie, bawię się świetnie - odparła Ginny, szczerząc zęby w uśmiechu.

-Stworzyłem eliksir - powiedział Snape, podając list McGonagall. - Jest to antidotum na wszystko, co upośledza myślenie, każdy wywar miłosny, ogłupiający czy veritaserum. No i żeby go opatentować, musiałem wykonać test po zażyciu serum prawdy. Hermiona mi pomagała, najpierw...

-Dość - powiedziała McGonagall, oddając dziewczynie pergamin. - Za godzinę chcę waszą dwójkę widzieć w gabinecie dyrektora. Ubranych - zakończyła ostro, odchodząc.

-To ja tez już pójdę. Hermiono, daj znać po wszystkim - powiedziała Ginny, wciąż uśmiechając się szeroko.

Hermiona weszła do swojej komnaty, spoglądając na Snape'a niepewnie. Mężczyzna wzruszył jedynie ramionami i zamknął za nimi drzwi.

-Muszę wziąć prysznic - powiedziała dziewczyna, zrzucając z siebie jego koszulę. - Dołączysz?

Snape uśmiechnął się, po czym wskazał jej głową drzwi do łazienki. Hermiona ruszyła przed siebie, kręcąc biodrami.

Po czterdziestu minutach byli naprawdę dobrze umyci. Ubrawszy sie szybko w dzienne szaty, ruszyli w stronę gabinetu Dumbledora.

-Myślisz, że mam kłopoty? - Spytała Hermiona, zagryzając nerwowo wargę.

-Jeżeli już to mamy - poprawił ją Snape suchym głosem.

Dziewczyna rzuciła mu zdziwione spojrzenie, nie skomentowała jednak nagłej zmiany tonu jego głosu. Wolała się tym nie przejmować. Teraz miała o wiele poważniejszy problem na głowie.

-Snape - warknął mężczyzna, po czym drzwi otworzyły się przed nim samoistnie.

Hermiona weszła za nim dopiero po chwili, kiedy otrząsnęła się z szoku, że jego nazwisko wystarczy do dostania się do gabinetu dyrektora. Stanęła naprzeciwko Dumbledora i McGonagall, siedzących obok siebie i dyskutujących z ożywieniem. Umilkli, widząc gości. Hermiona zacisnęła dłonie, posyłając im przerażone spojrzenie. Była naprawdę zestresowana.

-Severus, nie patrz na mnie tym wzrokiem, doskonale wiesz, dlaczego wezwałam waszą dwójkę! - Warknęła McGonagall, rzucając Snape'owi wyzywające spojrzenie. - Chcemy wiedzieć o co chodzi z tym eliksirem.

-Jak mówiłem - stworzyłem eliksir, który jest antidotum na wszystkie eliksiry zniewalające. Testowaliśmy jego działanie na veritaserum. Za pierwszym razem wszystko zadziałało, jednak potem dostałem list z żądaniem ponownego testu. Przeprowadziliśmy więc próbę ponownie. Znowu z pozytywnym skutkiem. I znowu mamy ją zrobić.

-To prawda? - Spyta Dumbledore Hermiony.

Hermiona nie wiedziała do której części opowieści Snape'a dyrektor się odnosi, więc po prostu przytaknęła.

-Zgodziłaś się dwukrotnie poddać próbie veritaserum? - Jęknęła zszokowana McGonagall. - Dlaczego?

-Ktoś musiał - odparła dziewczyna. - Ten eliksir po opatentowaniu może pomóc wielu ludziom.

-Nie wierzę - mruknęła McGonagall, pocierając oczy. Westchnęła, starając się uspokoić- Dobrze, ale dlaczego trzymaliście to w tajemnicy?

Hermiona spojrzała z zaciekawieniem na Snape'a. To było bardzo dobre pytanie, sama nie wiedziała, dlaczego Mistrz nie chciał podzielić się z nikim informacją, że jest bliski opatentowania poważnego antidotum.

-Bo mieszkamy w Hogwarcie? - Spytał sarkastycznie. - W tym miejscu plotki rozchodzą się z prędkością światła! Eliksir nie został jeszcze opatentowany, jakbyś nie doczytała z listu. Nie mam zamiaru potem odpowiadać na setki pytań, kiedy wreszcie będę mógł zdradzić jego recepturę!

-Oh, plotki rozchodzą się z prędkością światła? Mam rozumieć, że to dlatego wasza dwójka rozmawiał ze mną dzisiaj rano półnaga? Żeby przypadkiem plotka o was się nie rozeszła?

-Nie zmieniaj tematu, doskonale wiesz, że nikt nie chodzi tamtym korytarzem! - Warknął Snape. - Ja stworzyłem eliksir i mam prawo mówić o nim komu i kiedy chcę.

-Nie, kiedy testujesz go na mojej uczennicy, podczas gdy ja jestem dyrektorem - odparowała McGonagall.

Hermiona stała i patrzyła się na kłócącą się dwójkę z niezręczną miną, nie mając pojęcia, co powinna zrobić w takiej sytuacji. Na szczęście z pomocą przyszedł jej Dumbledore.

-Spokój! - Powiedział podniesionym głosem, wstając. - Uspokójcie się dzieci. Severusie, przeprowadzisz na pannie Granger trzecią próbę, jeżeli po tym znowu będą chcieli ponownego testu, udamy się do Ministerstwa i wyjaśnimy tę sytuację. Trzy próby jednak widnieją w regulaminie i musisz je przeprowadzić, jeśli wymagają. Zgadasz się? - Snape kiwnął głową. - Hermiono? - Dziewczyna również przytaknęła. - Dobrze. Jedna sprawa rozwiązana. Co do zaniepokojenia Minerwy waszym porannym ubiorem, jak wiecie, możecie się spotykać, ale jednak mimo wszystko prosiłbym o pokazywanie się w bez nagości. Zrozumiane? Świetnie, druga kwestia z głowy. Został nam jeszcze problem terminu panny Granger. Severusie, zgłosisz się do nas jutro o dwudziestej, zastanowimy się nad tą kwestią wspólnie. Masz czas? No i pięknie, wszystko rozwiązane, nikt na siebie nie krzyczy, możemy się rozejść. Miłego dnia wam życzę.

-Do widzenia - powiedziała Hermiona, zszokowana przebiegiem całej sytuacji.

Wychodząc z gabinetu, Snape przepuścił ją w drzwiach. Podziękowała, uśmiechając się pod nosem. Podobały jej się te małe gesty, które sprawiały, że czuła się wyjątkowo.

-Pasuje Ci zrobienie trzeciego testu dzisiaj? - Spytał chłodno, kiedy znaleźli się pod pracownią.

-Najlepiej zaraz, panie profesorze - odpowiedziała Hermiona, dopiero po chwili orientując się, że nazwała mężczyznę, z którym spała, profesorem. Snape spojrzał na nią, unosząc brew do góry.

-Panie profesorze? - Spytał, uśmiechając się szyderczo.

-Trudno wyzbyć sie starych przyzwyczajeń - powiedziała, wzruszając ramionami. - W każdym razie, możemy teraz to zrobić i mieć wszystko z głowy.

-Teraz nie mam jeszcze pytań, musze poczekać, aż ministerstwo mi je dostarczy, czyli najpewniej za kilka godzin. Odpowiada Ci wieczór, dziewiętnasta?

-Jasne - doparła. - Pod warunkiem, że pomożesz mi napisać esej z Obrony przed Czarną Magią.

-Czy piszesz eseje z innego przedmiotu? - Spytał Snape, wywracając oczami. - Dobrze, pomogę Ci. Jaki temat?

-Mamy opisać cztery wybrane czarnomagiczne zaklęcia i sposoby obrony przed nimi, ale nie wolno nam wymieniać zaklęć zakazanych.

Snape uśmiechnął się paskudnie.

-Tak się składa, że mam pewną wiedze na ten temat - otworzył drzwi do pracowni, zapraszając Hermionę do środka. - Bierz trzy rolki pergaminu i pióro.

Po kilku godzinach miała gotowy esej. I była wykończona. Severus miał naprawdę ogromną wiedzę na ten temat, którą potrafił przekazać w bardzo dokładny sposób. Miała wrażenie, że skończyła właśnie kilkugodzinny wykład. Na którym musiała wszystko zanotować. W międzyczasie przyszedł list z Ministerstwa, Snape nie przerwał jednak swojego wykładu nawet na chwilę.

-Jeżeli nie dostanę za ten esej "Wybitnego" to nie wiem, co musiałabym zrobić, aby wreszcie uzyskać najwyższą ocenę.

-Tak źle Ci idzie z Obrony przed Czarną Magią?

-Nie. Po prostu Remus ocenia nas naprawdę surowo. Dla mnie i tak jest łagodny, bo jestem zawsze przygotowana, ale dla innych... Naprawdę, zaczyna powoli przypominać Ciebie.

-Mnie?

-Oh, nie karze tygodniowymi szlabanami osób, które nie napisały zadanych esejów, nie niszczy ich też psychicznie - Snape uśmiechnął sie paskudnie - ale potrafi naprawdę dać do zrozumienia, że tak się nie powinno wobec niego zachowywać.

-Zobaczymy, jak ty będziesz się zachowywała jak będziesz już pełnoprawną nauczycielką.

Hermiona spojrzała na niego zdziwiona.

-Przecież teraz już uczę. Robię coś źle?

-Nie. Teraz masz na głowie tylko jeden rok, jesteś pełna zapału, przygotowujesz się do wszystkich zajęć, starasz się wszystko pokazać... Ale to się zmieni, gdy będziesz miała więcej na głowie.

-Zobaczymy. Nie każdy traci zapał do swojej pracy.

-Oczywiście. Nie każdy też ma pecha i przez kilka lat nie spotka nawet umiarkowanie utalentowanego ucznia.

-Naprawdę?

-Zanim się pojawiłaś, spotkałem tylko czterech uczniów, którzy rzeczywiście rozumieli, o co chodzi w eliksirach. I zdawali sobie sprawę, że nie wystarczy sam talent do odnoszenia sukcesów w tej dziedzinie. Potrzebna też ciężka praca. Więc może teraz Ci się wydaje, że nie jest tak źle, ale poczekaj i zobaczysz, jak Twoje najjaśniejsze gwiazdy gasną.

-O cholera, nie sądziłam, że ludzie mogą tak łatwo tracić zapał - pomyślała o uroczym krukonie, który był zawsze tak dobrze przygotowany.

-Rozleniwiają się i tyle - mruknął Snape. - Dobrze, myślę, że powinniśmy zrobić test i mieć to wreszcie z głowy.

-Zgadzam się - odparła dziewczyna. - Padam na twarz ze zmęczenia - dodała, ziewając na potwierdzenie swoich słów.

Usiadła na wysokim stołku, po czym rzuciła Severusowi niepewne spojrzenie. Niby robiła już to wcześniej, będąc z nim w o wiele mniej zażyłych stosunkach, tym razem jednak stresowała się najmocniej. Nie pomógł fakt, że Mistrz napoił ją veritaserum, patrząc jej głęboko w oczy, ani to, że poczochrał jej włosy w uspokajającym geście.

-Gotowa?

-Tak.

-Jak się nazywasz?

-Hermiona Granger.

-Ile masz lat?

-Dziewiętnaście.

-Gdzie sie urodziłaś?

-W Londynie.

-Otwieram teraz kopertę.

Cisza. Trzask łamanej pieczęci. Cisza. Westchnięcie.

-Czy współpracowałaś przy tworzeniu eliksiru?

-Nie.

-Czy znasz jego skład?

-Nie.

-Czy wiesz, jak działa?

-Tak. Jest to antidotum na eliksiry zniewalające.

-Jaki był Twój wkład w pracę nad eliksirem?

-Poddałam się testom na veritaserum.

-Czy łączą Ciebie zażyłe stosunki z Severusem Tobiasem Snapem?

-Tak.

Snape odłożył kopertę, kręcąc głową z niedowierzaniem. Nic jednak nie powiedział, podał jedynie dziewczynie antidotum, czekając kilka sekund aż veritaserum przestanie działać.

-Możesz kłamać?

-Tak.

Zamknięcie koperty.

-Co to za pytania? Różniły się dość mocno od tych poprzednich.

-To zabezpieczenie - odparł mężczyzna, siadając do biurka i wyjmując papier i kałamarz. - W razie, gdybym wpisał Ciebie jako współautora, chcą wiedzieć, czy nie zrobiłem tego tylko ze względów prywatnych.

-Wpisałeś mnie jako współautora? Przecież ja nic nie zrobiłam!

-Sęk w tym, że nie wpisałem. Dlatego teraz mam zamiar do koperty z pytaniami dołączyć notkę o tym, jakimi niesamowitymi idiotami są, skoro nie chce im się nawet sprawdzić tego, co zapisałem pod recepturą. Kretyni - zakończył, zamaszystymi ruchami kreśląc kolejne zdania na pergaminie, po chwile przypinając go do listu. - No. Idę do sowiarni.

-Idę do Ginny, odprowadzę Cię kawałek - odparła, ruszając w stronę drzwi.

Przepuszczając ją w drzwiach, spojrzał z tak bezgraniczną czułością, że nie mogła powstrzymać uśmiechu i rumieńca wychodzącego na policzki. Matko, jakie to wszystko było nierealne! Wczorajsza noc, jego deklaracja, a nawet to, że teraz szli obok siebie, rzucając sobie co chwilę ciepłe spojrzenia.

-Wpadnij do mnie, jak wrócisz - mruknął przeciągle, po czym spojrzał na nią tymi czarnymi oczami i puścił porozumiewawcze oczko. Hermiona pokręciła głową z niedowierzaniem i odwróciła się w stronę piątoklasistów, patrzących na całą scenę z szokiem. Minęła ich, nie mogąc ukryć ogromnego uśmiechu, wykwitającego na jej usta.

Wchodząc do Pokoju Wspólnego gryfonów, z ulgą zauważyła Ginny, siedzących z Harrym przed kominkiem. Kiedy tylko przyjaciółka ją dostrzegła, rzuciła się w jej stronę, zapominając o tym, że siedzi ze swoim ukochanym.

-Wybacz Harry, opowiem Ci wszystko jak wrócę - wykrzyknęła rudowłosa, porywając Hermionę za rękę.

-Ginny, spokojnie - zaśmiała się Hermiona, prawie biegnąć za przyjaciółką przez zamek.

-Nie, dopóki mi wszystkiego nie opowiesz! - Zakrzyknęła, wpadając do pokoju przyjaciółki. - No, rzucaj to swoje zaklęcie i mów. Jak było?

-Ginny!

-Nie chcę słyszeć wymówek! Opowiadaj absolutnie WSZYSTKO!

Hermiona westchnęła, po czym zarumieniła się i lekki usmiech wypłynął na jej twarz.

-Aż tak dobrze?! Nie gadaj!

-Ginny, uspokój się! Przecież nie opowiem Ci krok po kroku co robiliśmy!

-A dlaczego nie?

-Bo nie! Mogę tylko powiedzieć, że było... - Znowu rumienieć i, tym razem, szeroki od ucha do ucha uśmiech.

-O matko, nie wierzę! Nie wierzę! Hermiona Granger właśnie związała się z Severusem Snapem. Nawet nie wiesz, jak się cieszę!

-Na razie nie ma z czego. Ja sama nie robię sobie zbyt wielkich nadziei - odparła Hermiona, siadając smętnie na łóżku.

-Dlaczego? Cos Ci powiedział?

-Nie, to nie o to chodzi, po prostu... Jeżeli wywalą mnie z terminu, jadę do Durmstrangu.

-Co?!

-A widzisz inne wyjście? Chce uczyć. Pragnę tego. Nie zostanę tutaj, patrząc dzień w dzień, jak moje marzenie spełnia sie innym osobom. Zapomnij o tym. Kurą domową też nie zostanę.

-Nie boisz się, że, no wiesz, ze Snapem się posypie wszystko przez taka odległość?

-Jest przecież teleportacja. Poza tym, jeżeli to miałoby się rozpaść przez coś tak prozaicznego, rozpadłoby się nawet bez mojego wyjazdu.

-Nie byłabyś zazdrosna?

-Do teraz nie?! - Wykrzyknęła Hermiona, wstając gwałtownie. - O co?!

-Uspokój się, nie masz o co. Teraz. Ale Snape i tak musi wziąć kogoś na termin. Co, jeśli zdecyduje się na to za kilka lat i będzie to dziewczyna?

-No dzięki Ginny! Uważasz, że jestem tak straszna, że ktoś nowy sprawi, że mnie zostawi?

-Hermiono, czy ty mnie słuchasz? Nie masz być o co zazdrosna. Co tej zazdrości nie wyklucza.

Dziewczyna pokręciła z niedowierzaniem głową.

-Ginewro Weasley, właśnie dołożyłaś mi kolejny powód do zmartwień!


Pieprzyć to, pomyślał Snape, wtulając się w ciepłe ciało Hermiony. Nie miał zamiaru się tym przejmować. Na pewno nie do momentu rozmowy o dalszym losie Hermiony w Hogwarcie.