Misiaki, wybaczcie, zapierdziel mam nieziemski. Nie wiem jak będzie z kolejnym rozdziałem, bo mam wrażenie, że muszę coś jeszcze dopisać, a czasu nie mam wcale. Także nie nastawiajcie się na nowy rozdział do końca roku.


Hermiona nie mogła skupić się na zajęciach. Nie zareagowała na to, że Remus pochwalił jej poprzednie wypracowanie, doradzając innym, by brali z niej przykład. Nie wzruszył jej fakt, że Flitwick zachwycał się tym, jak szybko opanowała zaklęcie, które i tak przecież znała już od miesięcy. Wspomnienie poprzedniej nocy ze Snapem majaczyło niewyraźnie i w żaden sposób nie chciało się wyostrzyć by wywołać uśmiech na jej twarzy. Nie rozmawiała z nim o kwestii terminu, coś ją blokowało, co stresowało ją jeszcze bardziej. Nie miała pojęcia, czego się spodziewać. Czekała jak na ścięcie.

Po zaklęciach zamiast udać się do biblioteki, ruszyła do wyjścia z Hogwartu. Narzuciła na siebie pelerynę i wyszła na błonia, wdychając ostre, zimowe powietrze. Nie miała ochoty na siedzenie z nosem w książkach. Nie w, być może, ostatni dzień jej pobytu w zamku. Jutro mogłaby być już w Durmstrangu.

Odpłynęła myślami do nocy, w której ratowała życie Snape'a. O tym też nie rozmawiali. Co zresztą mogli sobie powiedzieć ponad to, co oboje wiedzieli? Wszystkie słowa zostały wypowiedziane podczas rozmowy w skrzydle szpitalnym, tuż po przebudzeniu Severusa.

Uśmiechnęła się szeroko na tamto wspomnienie. Oh, jaki ogromny kamień spadł jej z serca. Tamten uścisk ręki był jej milszy niż wszystkie pocałunki, którymi została obdarzona przez całe życie. Jak to możliwe, że już wtedy tak się przejmując stanem zdrowia tego cholernego profesora, nie zdawała sobie sprawy z tego, że takimi uczuciami nie powinno się darzyć nauczyciela?

Stanęła przed jeziorem. Skrzywiła się na myśl, jak dawno tutaj nie była. Komnata w lochach skutecznie odzwyczaiła ją od spacerowania w jakiekolwiek miejsca poza biblioteką. Schyliła sie i podniosła kamień. Przez chwilę ważyła go w dłoni, po czym rzuciła go z wściekłością przed siebie. Miała ochotę krzyczeć. Jakim cudem wszystko musiało się układać i psuć w tym samym czasie?

Kiedy wracała do zamku, było już ciemno. Westchnęła na myśl, że spędzi wieczór w swojej komnacie, czekając na wyrok. Mijając drzwi gabinetu Snape'a zauważyła kartkę, że konsultacje są odwołane. Nie miała pojęcia, po co, skoro i tak nikt nie przychodził, wzruszyła jedynie ramionami. Zerknęła na zegarek. Osiemnasta. Nie wiedząc, co zrobić, ruszyła do swojego pokoju z zamiarem przespania tego okropnego wieczoru.

Chryste, dlaczego go tu teraz nie było? Dlaczego nie stał obok niej, mówiąc, że wszystko będzie dobrze? Że będzie o nią walczył. Że zrobi wszystko, alby nie musiała odchodzić. Że pragnie jej przy sobie.

-Bo to nieprawda - mruknęła w przestrzeń, biorąc głęboki wdech.

On chce, żeby poniosła karę. Oczywiście może sobie mówić, że chodzi o jej dobro, jednak nie zmienia to faktu, że Snape zapewne będzie po przeciwnej stronie. Tak samo jak Dumbledore. I McGonagall. Jak ona ma mieć jakiekolwiek nadzieje na pozostanie w Hogwarcie, jeżeli nawet Severus nie będzie jej bronił?

Zapatrzyła się na drzwi do pracowni, zastanawiając się, czy powinna z nim porozmawiać.

Nie.

-Koniec z błaganiem o wszystko - mruknęła, zaciskając zęby na myśl o tym, jak okropne były ostatnie miesiące jej życia. Najpierw nie dostała terminu u McGonagall, potem rozeszła się ta okropna plotka, w międzyczasie wszyscy robili z niej wariatkę, a na koniec, żeby chociaż trochę poprawić jakość życia i pozbyć się przynajmniej jednego problemu, uwarzyła eliksir, przez który mogła pożegnać się z marzeniami. Jedynym ciepłym promykiem były lekcje u Snape'a i ich ostatnie noce.

Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi. Otworzyła je, z lekkim zdziwieniem widząc przed sobą Ginny i Wiktora Kruma.

-Szłam do Ciebie z ciastkami, żeby poczekać na wiadomość, ale natknęłam się na niego. Chciał z Tobą porozmawiać, więc przyprowadziłam - powiedziała rudowłosa, nieufnie łypiąc na Bułgara. - Ja już pójdę. Poślij po mnie skrzaty jak skończycie.

Ginny oddaliła się szybkim krokiem. Hermiona przeniosła zszokowany wzrok na dawnego przyjaciela.

-Wiktor? Co ty tu robisz? Nie odzywałeś się od miesięcy! Byłeś na balu?

-Nie byłem - odezwał się niskim głosem. - Wpuścisz mnie do siebie?

-Och, nie, mam bałagan - skłamała gładko, zamykając za sobą drzwi. Nie wiedziała nawet dlaczego, ale wolała nie zostawać sam na sam z nim w pokoju. - Bardzo dobrze mówisz po angielsku. Kiedy tak się nauczyłeś?

-Brałem lekcje w Durmstrangu. Karkarow pomagał.

Nastała między nimi niezręczna cisza. Hermiona przygryzła dolną wargę i patrzyła na chłopaka w oczekiwaniu. Zmienił się. Urósł o kilkanaście centymetrów, spoważniał na twarzy i zapuścił brodę. Domyślała się, że miał jeszcze więcej fanek niż kiedykolwiek.

-Podobno chciałeś ze mną porozmawiać. - Zaczęła, chcąc przerwać milczenie.

-Tak. Przyjmij ofertę Karkarowa. Wyjedź do Durmstrangu. Ucz tam. - Cały czas patrzył jej w oczy, tym samym wzrokiem, którym obdarzał ją podczas ich pierwszych pocałunków.

-Przepraszam, o czym ty mówisz? Nie sądzę, aby była to Twoja sprawa! Mam termin tutaj, w Hogwarcie. Nie mam zamiaru nigdzie wyjeżdżać.

-Wiem o tym, że chcą Cię zwolnić. Będą idiotami, jak to zrobią, ale... - położył dłoń na jej ramieniu.

I stał się najnieszczęśliwszy zbieg okoliczności, jaki mogła sobie wyobrazić.

Zanim zdążyła strącić rękę Wiktora z ramienia, Snape wyszedł ze swojej komnaty. Obruszyła się tak gwałtowanie, że najprawdopodobniej pomyślał, że spłoszył ich tylko pojawieniem się. Rzucił Hermionie zimne spojrzenie, po czym przechodząc obok nich, nieświadomy niczego Wiktor, dokończył swoje zdanie.

-Chciałbym mieć Cie przy sobie.

Snape przyspieszył kroku i po sekundzie zniknął za zakrętem. Dziewczyna rozdziawiła usta w niemym szoku. Nie wiedziała, co bardziej ją zdziwiło. Wyznanie Wiktora czy ten dziwny zbieg wydarzeń.

-O cholera - mruknęła, przełykając głośno ślinę. - Jak to chcesz mnie mieć przy sobie? Przecież nie odzywałeś się od tak długiego czasu!

-Ale o Tobie nie zapomniałem. Była wojna. Pomagałem Karkarowowi się chronić.

-Nie zapomniałeś o mnie? Wiktor, o czym ty mówisz?

-Po prostu jeżeli nie będziesz pewna, czy ułożysz tam sobie życie... Ułożysz. Czeka na Ciebie sława, dobra posada i ja. Pamiętaj o tym, gdy podejmą decyzję.

Hermiona zamrugała kilkakrotnie, nie wiedząc, co ma powiedzieć. Stała, wpatrując się zszokowana w Kruma, zastanawiając się, jak zareagować.

-Posłuchaj, jeżeli przyjmę ofertę Igora Karkarowa to tylko po to, by dostać posadę. Sławy nie potrzebuję. Mam tutaj kogoś, więc nie powinieneś na mnie czekać.

-Zobaczymy - powiedział, uśmiechając się ciepło. - Po prostu się zgódź. Żegnaj - zakończył, po czym skłonił się i oddalił w nieznanym jej kierunku.

Wypuściła powietrze z płuc i oparła się o drzwi, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą się wydarzyło. Czy ten cholerny Snape musiała akurat wtedy wyjść ze swojego pokoju? I co odbiło Wiktorowi z tymi idiotycznymi wyznaniami?!

Nie miała ochotę na rozmowę z Ginny, więc po prostu przesłała jej wiadomość, że spotkają się następnego dnia po czym owinęła się kocem, skuliła się przy kominku i patrząc się w trzaskający ogień, po prostu czekała, aż ktoś powiadomi ją o wyniku rozmowy Severusa z Dumbledorem i McGonagall.


-Może zacznę - powiedziała McGonagall, kiedy Severus wszedł, wyraźnie wściekły, do gabinetu Albusa i usiadł naprzeciwko nich. - Hermiona zrobiła coś naprawdę złego. I jest to oburzające. Cos takiego nie powinno mieć miejsca. Pomimo całej mojej sympatii do dziewczyny, uważam, że powinna ponieść karę. Z drugiej strony istnieją pewne okoliczności łagodzące...

-Pozwól, że Ci przerwę - powiedział cicho Snape lodowatym głosem. - Zanim zaczniesz mówić to samo, co ona, usprawiedliwiać ją tym, że nie miała innego wyjścia, chcę zauważyć, że jednak mogła przyjść do Ciebie i wszystko wyjaśnić. Owszem, musiałaby wyznać, że jest bezpłodna, ale wtedy wiedziałabyś o tym tylko ty. Tymczasem wszyscy o tym wiemy. Więc ten argument jest naprawdę słaby.

McGonagall otworzyła usta zszokowana. Była pewna, że będzie musiała przekonywać Snape'a do tego, żeby Hermiona otrzymała jakąkolwiek karę, tymczasem on ją jeszcze bardziej wkopywał?

-Gdyby nie test, w którym Ci pomagała, nikt z nas o tym by nie wiedziała. Miała więc szansę na to, że sekret zostanie nieujawniony - zauważyła, zakładając ręce na piersi. - I, niechętnie się do tego przyznaję, ale rzeczywiście wszyscy wariowaliśmy, gdy chociaż na Ciebie spojrzała. Miała prawo czuć się zaszczuta.

-Może i tak. - Snape westchnął i potarł skronie. - Nie zmienia to faktu, że musi ponieść karę. Nie wiem, czy jest sens zwalniać ją z terminu, skoro już na jej naukę poszło tyle środków, jednak jeżeli nie ma innego wyjścia...

-Może zastanówmy się jednak nad tym innym wyjściem. - Wtrącił Dumbledore. - Severusie, proszę, powiedz mi, tylko szczerze. Jeżeli to zależałoby tylko od Ciebie, co byś zrobił?

-Szczerze? Gdyby nie była to Granger, żądałbym natychmiastowego rozwiązania umowy odnośnie terminu, wydalenia jej ze szkoły i napisania negatywnych referencji.

-Czyli mam rozumieć, że Twoja argumentacja jest efektem szczerego oddania i chęci łagodnego potraktowania Hermiony? - Spytała kąśliwie Minerwa, unosząc brew w drwiącym grymasie.

-Rozumiej to sobie jak chcesz. Wyraziłem swoje zdanie na ten temat.

-Cóż, nie możemy jej wyrzucić z terminu. Nikt z nas nie chce oddawać Durmstrangowi praktycznie w pełni wyszkolonego Mistrza Eliksirów. A zakończenie z nią współpracy będzie miało taki właśnie efekt.

-Nie sądzę, żeby Hermiona wyjechała tak daleko, biorąc pod uwagę obecną... sytuację - mruknęła McGonagall, zezując znacząco na Severusa.

-Wyjedzie.

-Skąd ta pewność Severusie?

-Widziałem dzisiaj jak Krum próbuje ją przekonać do przyjęcia oferty Karkarowa, jeżeli ją wywalimy. - Na wspomnienie podsłuchanej rozmowy zrobiło mu się niedobrze. - Powiedziała mu, że jeżeli zostanie wyrzucona, przyjmie posadę w Durmstrangu.

Dodała co prawda, że interesuje ją tylko posada i Krum sam w sobie jej w żaden sposób nie pociąga, jednak ziarno niepewności zostało zasiane. Bułgarom za bardzo na niej zależało. I jako trofeum w szkole, i jako ozdoba ich największej gwiazdy.

-Zatem zgadzamy się, że wyrzucenie jej z terminu jest niedopuszczalne - podsumowała Minerwa, krzywiąc się na myśl o dalszej części rozmowy. - Co zatem waszym zdaniem powinniśmy zrobić?

-Na pewno nie zostawiać tego w spokoju - zauważył ostro Snape. - Wiem Minerwo, że najchętniej byś jej odpuściła, ale w naszym wspólnym interesie jest, aby coś takiego nigdy więcej się nie powtórzyło.

-Co w takim razie proponujesz?

-Ja... Nie wiem - powiedział po prostu Snape, patrząc na nich bezradnie. - Nieważne, co zrobimy, ona będzie pewna, że postąpiła dobrze i kara jest niesprawiedliwa. Nie zmienimy jej myślenia. Ale musimy ustalić coś, co będzie nad nią wisiało i w następnej takiej sytuacji zastanowi się dwa razy, zanim zachowa się w tak idiotyczny sposób.

-Zagrozić jej, że następnym razem zostanie wyrzucona?

-Następnym razem może być w takiej sytuacji, że nie będzie obchodziła ją posada - zauważył Dumbledore, gładząc swoja brodę. - Wiem chyba jednak, co możemy zrobić. Nie sądzę, żeby było to czyste zagranie, jednak czasami musimy podjąć się takich kroków.


Hermiona wciąż siedziała przed kominkiem, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Otworzyła je niechętnie. Widząc przed sobą Dumbledora, McGonagall i Snape'a, zbladła. Wpuściła ich do środka i spojrzała na ich trzy postacie, górujące nad nią. Miała wrażenie, że zaraz zasłabnie ze stresu.

-Doskonale wiesz, co nas tutaj sprowadza, przejdę więc do konkretów. - Zaczął Dumbledore, przyjmując poważny wyraz twarzy. - Po długiej dyskusji zdecydowaliśmy, że nie odbierzemy Ci terminu oraz pozwolimy uczyć w Hogwarcie. Jeżeli jednak taka sytuacja sie powtórzy, wyciągniemy konsekwencje. Wobec profesora Snape'a.

Hermiona poczuła huczenie w uszach. Zamrugała kilkakrotnie, żeby odpędzić czarne migotanie przed oczami.

-Ale... Jak to? Tak w ogóle można?

-Owszem - wtrąciła się Minerwa, rzucając wściekłemu Snape'owi niepewne spojrzenie. - Odpowiada za Ciebie, więc na nim spoczywa obowiązek dbania o wiedzę, którą wynosisz z jego pracowni. W następnej takiej sytuacji profesor Snape zostanie zwolniony, postaramy się o odebranie mu tytułu Mistrza Eliksirów i dostanie negatywne referencje.

-Słucham? Nie możecie karać kogoś za moje przewinienia!

-Możemy. Dlatego też to zrobimy, jeżeli ponownie spróbujesz zaszkodzić sobie za pomocą tego, czego nauczyłaś się na terminie.

-Nie, nie zgadzam się na to! - Wykrzyknęła Hermiona, czerwieniąc się z wściekłości. - Jeżeli zrobicie coś takiego, odejdę!

-Oczywiście, że odejdziesz. Ale razem z profesorem Snapem - powiedział Dumbledore chłodno, po czym skierował się w stronę drzwi. - Wybór należy tylko do Ciebie - zakończył, wychodząc z komnat razem z McGonagall.

-Jeżeli myślisz, że na to pozwolę... - zaczęła, zwracając się do Severusa, on jednak ostentacyjnie wyszedł do pracowni, trzaskając drzwiami.

Hermiona nie miała pojęcia, jak się zachować. Z jednej strony była przerażona - czy on naprawdę mógłby wszystko zakończyć przez głupią sytuację z Krumem? Z drugiej strony była wściekła - jak on śmiał zachowywać się w ten sposób przez głupią sytuację z Krumem!

Na dobrą sprawę nie wiedziała nawet, na czym stoi. Nie znała go od strony intymnej i nie wiedziała, co oznacza takie zachowanie.

Ale czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Zachował się paskudnie! Przecież powinni sobie wyjaśnić cała sytuację, a nie obrażać się i karać drugą osobę za zwykłe nieporozumienie!

A może to nie to tak go zdenerwowało? Może był wściekły, bo Dumbledore i McGonagall podjęli taką, a nie inną decyzję? Nie ufał jej? W życiu nie zrobiłaby czegoś takiego, jeżeli on miałby ponieść konsekwencje. Powinien to wiedzieć!

-A walić to - mruknęła do siebie i weszła do łazienki z zamiarem wzięcia naprawdę długiego prysznica i szybszego położenia się spać.

Gasząc lampkę w pokoju, przykryła się kołdrą i modliła się o szybki sen. Tak strasznie chciała zasnąć i chociaż na kilka godzin zapomnieć o tym paskudnym dniu. Że też tyle rzeczy musiało sie posypać w jednym momencie!

W końcu usnęła. Bardzo niespokojnym, urywanym snem.

-Cholera, już siódma - jęknęła, wygrzebując się z łóżka. Szybko się ogarnęła i narzucając torbę na ramię, ruszyła na śniadanie do Wielkiej Sali. Z ulgą przyjęła widok przyjaciół machających do niej.

-I jak, zostajesz? - Wyszeptała Ginny.

-Tak, ale... Wczorajszy dzień był chory. Serio. Opowiem Ci po zajęciach. Albo Harry Ci opowie, nie chce mi się dwa razy streszczać tej historii.

-Dobra, to jedz i wracamy do lochów. - Ponaglił ją Harry.

-Do lochów?

-No tak. Mamy przecież pierwsze eliksiry. Ale potem jest spokój bo odwołali Zielarstwo i Opiekę nad Magicznymi Stworzeniami.

-Eliksiry, cholera jasna - mruknęła Hermiona, nie przejmując się reszta informacji. - Cholera, zapomniałam, że dzisiaj zaczynamy eliksirami.

-A co, pokłóciliście się? - Zagadnęła z ciekawością Ginny.

-Można tak powiedzieć... Dobra, idziemy, nie mam zamiaru się spóźnić. Harry, dzisiaj siadamy przy kociołkach na samym końcu sali. Ginny, wybacz, ale naprawde musimy iść, pa! - Po czym chwyciła Harry'ego za rękaw i szybkim krokiem wyszła z Wielkiej Sali. Po drodze zerknęła niepewnie na stół nauczycieli i spostrzegła Snape'a, rozmawiającego z McGonagall. Nie zaszczycił jej spojrzeniem.

-Hermiono, powiesz mi, co się stało?

Dziewczyna szybko streściła mu wydarzenia wczorajszego wieczora, w międzyczasie jeszcze boleśniej uświadamiając sobie, że na miejscu Snape'a byłaby naprawdę wściekła.

-O cholera, jesteś pewna, że chcesz iść na te eliksiry?

-Bez przesady, przecież mnie tam nie zje.

-No nie wiem. Ale na wszelki wypadek usiądźmy na naszym normalnym miejscu, żeby nie wyglądać podejrzanie i nie dawać mu powodów do czepiania się. Dobra, cicho, idzie - mruknął, widząc nadchodzącą sylwetkę Mistrza Eliksirów. Jego szata łopotała za nim, szczupłe ramiona były wyprostowane, a ciemne oczy zdawały się ciskać pioruny. Nic nowego.

Hermiona weszła tuż za nim do klasy i zajęła swoje miejsce. Uparcie patrzyła w ścianę, bojąc się nawet zerknąć na Severusa.

-Dobrze, skoro wszyscy już byli na tyle łaskawi, żeby zająć swoje miejsca, możemy przejść do warzenia eliksiru. Dzisiaj będziecie warzyć... - Snape otworzył swój notes, w którym miał poukładane tematy do omówienia z siódmym rokiem i skrzywił się - ...amortencję.

Machnął w kierunku tablicy, na której pojawił sie przepis i opis poprawnego wyglądu eliksiru. Hermiona zacisnęła wargi i zerknęła niepewnie na Harry'ego. Nigdy nie udało jej się dobrze uwarzyć amortencji. Zawsze musiała coś spaprać i zamiast pięknego, perłowego koloru wychodziła jej zielonkawa maź.

-Cholera jasna - mruknęła, po czym zabrała się do krojenia kwiatu paproci. Musiała przekroić płatki idealnie na pół, w czym przeszkadzały jej trzęsące się ręce.

Zamknęła oczy, wzięła głęboki wdech i spróbowała ponownie. Krzywo. Przygryzła dolną wargę i spróbowała ponownie. Nierówne cięcie. Miała ochotę rzucić wszystko w kąt, jednak zmuszała się do ciągłego próbowania.

Kiedy w końcu miała idealnie pokrojone płatki, stanął nad nią Snape i spojrzał krytycznie na to, co przedstawiał jej stół.

-Obraz nędzy i rozpaczy - mruknął. - Minus piętnaście punktów za zmarnowane składniki.

Hermiona nic nie powiedziała. Wrzuciła odpowiednio pokrojone płatki i zabrała się za resztę składników. Na koniec lekcji miała poprawnie uwarzony eliksir, jednak w międzyczasie gryffindor stracił około stu punktów za, jak to Mistrz pięknie określał, marnowanie składników.

Zerknęła niepewnie na swój kociołek. Kolor był idealny, ale para nie była do końca spiralna, tylko formowała się w lekkie okręgi, jednak patrząc na postępy klasy, była jedną z lepszych. Harry miał wściekle różowy wywar, Padma patrzyła przerażona na czarną, smolistą substancję, a Luna uśmiechała się lekko nad, co prawda ślicznym, ale źle uwarzonym eliksirem, który przybrał miętowy kolor i taki też zapach rozchodził się po sali.

Hermiona pochyliła się nad swoim wywarem i wciągnęła zapach. Uśmiechnęła się szeroko. Czuła to. Pergamin, na którym mogłaby już za chwilę zacząć pisać nowym piórem. Świeżo skoszona trawę, zapach dzieciństwa u dziadków na wsi. No i te perfumy.

-Hej, co czujesz? - Zagadnęła do Harry'ego, korzystając z okazji, że Snape zaczął dawać naganę Lunie za rozkojarzenie i niepoważne podejście do tematu.

-U siebie? Gluty - zachichotali pod nosem. - A u Ciebie? Totalnie perfumy Ginny, te kwiatowe.

-Tylko?

Harry pociągnął mocniej nosem, pochylając się niżej nad kociołkiem.

-Chyba trochę zapach miotły, ale nie jestem pewien. Trzeciego zapachu w ogóle nie czuję.

Uśmiech Hermiony zbladł. Poczuła, jak serce jej bije szybciej, kiedy Snape spojrzał na wywar Harry'ego i pokręcił głową z niedowierzaniem.

-Jak można zrobić błąd już przy drugim składniku?! Potter, na następne zajęcia esej na dwie rolki pergaminu o amortencji. Dokładny opis przygotowania, wyglądu, zastosowania i historia powstania.

Podszedł do kociołka Hermiony. Zmarszczył brwi, widząc to co, dziewczyna stworzyła. Wciągnął zapach. Uniósł brew, po czym nabrał do chochli trochę eliksiru i przystawił do nosa.

-Zakładam, że wypicie całego wiadra tego specyfiku spowodowałby najwyżej chęć pocałowania drugiej osoby. - Powiedział chłodno, po czym wrócił do swojego biurka. - Na przyszłych zajęciach przećwiczymy ostatni temat, czyli veritaserm, a raczej bazę do niego, a później będziecie po prostu ćwiczyli pytania do owutemów. Żegnam.

-Idź sam, spotkamy się na obiedzie - mruknęła do Harry'ego, z ociąganiem pakując swoją torbę. Kiedy zamknęły się za ostatnim uczniem, spojrzała na Snape, przygryzając dolną wargę.

-Czy... czy możemy porozmawiać? - Spytała, podchodząc do niego nieśmiało.

-O czym?

-To, co wczoraj słyszałeś... Odrzuciłam Wiktora. To nie było to, na co wyglądało - zamilkła, niepewnie podnosząc wzrok na Mistrza Eliksirów, który patrzył na nią beznamiętnie.

Zapadło milczenie. Najwyraźniej on nie miał zamiaru odezwać się ani słowem. Hermiona delikatnie położyła dłoń na jego piersi, drżąc ze strachu, że ją odepchnie.

-Przecież wiesz - szepnęła. - Znasz mnie. Nie jestem taka.

Usiadła na jego biurku, cały czas próbując wyczuć, jak daleko może się posunąć. Tak strasznie się bała, że nagle się obruszy i każe jej się wynosić z sali. Nie przeżyłaby tego.

-A jeżeli chodzi o decyzję Albusa i Minerwy... Mogę tylko zapewnić, że nawet nie pomyśle o takim zachowaniu, jeżeli miałoby ono negatywnie wpłynąć na Ciebie. - Wciąż milczenie. Przygryzła dolną wargę, nie wiedząc, co może jeszcze powiedzieć.

Postanowiła więc działać. Ponownie podniosła dłoń w jego stronę, tym razem jednak chwytając za kołnierz koszuli. Przyciągnęła go do siebie rozsuwając nogi, po czym bezceremonialnie pocałowała go w usta. Jęknęła, czując jego wargi na swoich. Zamknęła oczy, chcąc się rozkoszować jeszcze bardziej.

Cóż, mogłam się od razu na to zdecydować, pomyślała, kiedy poczuła silną rękę na plecach.. Wdarł się językiem do jej ust, oddając pocałunek z niesamowitą brutalnością. Machnął różdżką w kierunku drzwi, najprawdopodobniej je zamykając. Dotknął tymi cudownymi palcami jej majtek, które juz po chwili masowania stały się całkiem wilgotne.

-Teraz, proszę - jęknęła, czując, że potrzebuje go już, natychmiast w sobie.

Nie musiała tego dwa razy powtarzać, szybko rozpiął spodnie i zdejmując jej majtki, wszedł w nią gładkim ruchem. Zadrżała. Mogli się całować, pieścić dłońmi, jednak nic nie dorównywało posiadania w sobie członka Mistrza Eliksirów. Jęknęła głośno, zaciskając dłonie na jego pośladkach. Zaczął się poruszać, coraz mocniej wbijając ją w biurko. Hermiona na chwilę przerwała pocałunek, wplatając jedną rękę w jego włosy, zmuszając go do spojrzenia na nią. Chciała, żeby widział, jakie uczucia w niej wyzwala.

-Moja - warknął, chwytając ją za biodra i przyspieszając ruchy. - Jesteś moja.

Palenie w podbrzuszu zwiększyło się dziesięciokrotnie. Po chwili jęknęła, czując jak zaciska się wokół jego członka i, wciąż patrząc w oczy Severusa, wyjęczała jego imię ostatkami sił.

Po chwili otępienia spowodowanego orgazmem, poczuła jak Snape zastyga, trzymając ją w swoim ramionach.