Wiem, nienawidzicie mnie. Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Na pocieszenie mogę powiedzieć, że to ostatni rozdział i już więcej was tak nie zawiodę. No chyba, że chcecie, żeby zaczęła publikować sequel, jednak ostrzegam, że tam to dopiero mogą być obsuwy w publikowaniu, serio, mam teraz tak mało czasu, że cudem wyszarpnęłam chwilę na dopisanie kilku rzeczy do tego rozdziału. Więc albo czekacie nawet kilka miesięcy na nowe opowiadanie albo dostajecie niedługo pierwszy rozdział i z mega obsuwami kolejne części. Wybór zostawiam wam ;*
A, no i ten. Kocham was strasznie za całe wsparcie, obserwowanie opowiadania, dodawanie do ulubionych i w ogóle bycie. Dziekuję 3
Wasza Rudzinka ;*


Severus pogłaskał delikatnie po plecach Hermionę. Dziewczyna wciąż oplatała go nogami w pasie, oddychając ciężko. Głowę ułożyła na jego ramieniu i w geście ogromnej ulgi i przywiązania, objęła go w pasie i przytuliła.

Był wściekły. Oh, jak bardzo był wściekły, gdy usłyszał jej wczorajszą rozmowę z Krumem. Gdy musiał obiecać Dumbledorowi, że nadstawi dla niej karku, kiedy tylko znów zrobi coś, co zagrozi jej życiu. Gdy leżał sam w swojej sypialni, wyrzucając sobie swoją głupotę i przywiązanie do tej dziewczyny, tak łatwo wpadającej w cudze ramiona.

Potem jednak do głosu doszedł zdrowy rozsądek. Przez chmarę wyrzutów, złości i zawodu, przebiło się wspomnienie, jak odrzuciła Kruma, mówiąc, że już kogoś ma. Po tylko jednej nocy z nim, nazwała go „kimś".

A teraz, kiedy przyszła do niego zaraz po tym, jak był wrednym dupkiem na zajęciach i zaczęła się tłumaczyć… Pomimo tego, że nie zrobiła nic złego!

-Severusie?

-Tak? – Spytał, czując irytację, że dziewczyna oczywiście musi przerwać moment ciszy. Po chwili jednak spłynęło na niego rozczulenie tym gadulstwem i jedynie zamknął ją w uścisku swoich ramion.

-Dziękuję – szepnęła, unosząc głowę i patrząc mu prosto w oczy. – Nie musiałeś się zgadzać na propozycję dyrektora…

-Albus nie dał mi wyboru.

-Oh, daj spokój – prychnęła. – Oboje wiemy, że zawsze masz wybór.

-Po prostu daj temu spokój i nie doprowadź do wywalenia mnie ze szkoły. – Odparł, całując ją w czoło. – Nie masz przypadkiem zajęć?

-Nie, odwołane. A ty?

-Ja, niestety, mam. I to aż dwie tury, w sumie cztery godziny.

Hermiona odsunęła się i przygryzając dolną wargę, szturchnęła lekko Severusa w ramię.

-Nie możesz pójść na wagary?

Mężczyzna spojrzał na nią, po czym wybuchnął śmiechem.

-Czy ja śnię czy też właśnie sama Hermiona Granger zaproponowała mi odwołanie zajęć?

-Oh, za kilka dni są święta, zrób prezent swoim uczniom – powiedziała, uśmiechając się szerzej. – Nie daj się prosić, pójdziemy na spacer po błoniach, akurat pada śnieg…

-Hermiono – szepnął Snape, poważniejąc. – Ta propozycja jest tak samo urocza, jak i głupia. Nierozsądna – poprawił się, widząc zawód w oczach dziewczyny. – Nie zrozum mnie źle, ale wciąż…

-…jestem Twoją uczennicą, a Ty moim nauczycielem – dokończyła za niego. – Przepraszam. Kobiety głupieją, kiedy… - zamilkła, czerwieniąc się. – Sam widzisz.

Severus pożegnał dziewczynę długim pocałunkiem. Wpuścił uczniów do Sali i przez najbliższe cztery godziny miał wrażenie, że czas stanął w miejscu. Zły na fakt, że lekcje tak niesamowicie się dłużą, urządził swoim uczniom małe piekło w pracowni.

-Na Merlina, na każdych zajęciach teoretycznych siedzicie w pierwszym rzędzie, a teraz nie potraficie wykorzystać tego, o czym mówię do was przez dwie godziny w czwartkowe popołudnia! – Warknął do szóstoklasistek, babrzących kolejny raz jeden z prostszych eliksirów wzmacniających. – Nie wiem co pana tak bawi – syknął w stronę innego ucznia, śmiejącego się pod nosem. – Mniemam, że spojrzał pan w swój kociołek i zorientował się, że nie potrafi zrobić nawet bazy pod cos tak trywialnego! Faktycznie, pozostaje tylko śmiech!

W klasie nastała grobowa cisza. Nikt nawet nie odważył się wziąć głębszego oddechu, byle tylko nie zwrócić na siebie uwagi Mistrza Eliksirów.

-Koniec, sprawdzę wasze twory – warknął w końcu Snape, wyrzucając sobie w duchu, że nie przystał na propozycje Hermiony i został z tymi imbecylami.

Podszedł do pierwszej uczennicy i zajrzał do jej kociołka. Zamrugał gwałtownie od szczypiących oparów unoszących się nad całkowicie przezroczystą substancją. Przez chwilę patrzył tępo na uczennicę, po czym wziął głęboki wdech i przymknął oczy, próbując się uspokoić.

-To jest jakiś żart. W tej chwili wyjdźcie – warknął, cedząc słowa. Nie słysząc ze strony uczniów żadnej reakcji, otworzył oczy, pełne wściekłych ogników. – Nie rozumiecie? – Syknął, zaciskając dłoń w pięść.

Szóstoklasiści dosłownie wybiegli z klasy, potykając się wręcz o siebie. Snape miał ochotę powywracać ich kociołki, ograniczył się jednak do czyszczącego zaklęcia. Westchnął na sama myśl o kolejnych dwóch godzinach użerania się z idiotami.

Te, o dziwo, zleciały mu nad wyraz szybko. Nie wiedział, czy to dlatego, że uczniowie usłyszeli o jego wcześniejszej lekcji i pomagali tym słabszym, aby niczym go nie rozzłościć, czy też po prostu wreszcie się nauczyli. Nie wierzył w tę drugą opcję, jednak wolał jej od razu nie odganiać z głowy, zawsze można było mieć nadzieję.

Snape wyszedł z klasy zaraz po ostatnim uczniu i ruszył w stronę lochów. Korciło go wejście od razu do komnaty Hermiony, wolał jednak zostawić ich spotkanie na wieczór.


Hermiona wracała do swojego pokoju z mocno mieszanymi uczuciami. Z jednej strony pogodziła się z Severusem, przestał się gniewać, nawet pocałował ją na pożegnanie. Z drugiej strony dość brutalnie spławił jej propozycję wspólnego popołudnia. Fakt, była jego uczennicą, jednak czy ich zachowanie na balu nie było już lekkim złamaniem oficjalnych relacji?

Zamyślona weszła do swojego pokoju, po czym stanęła jak wryta, widząc przed sobą trzy głowy wpatrujące się w nią z zaciekawieniem.

-Uuu, pachniesz seksem! – Wykrzyknęła Ginny, śmiejąc się głośno. Draco i Harry jej zawtórowali.

Hermiona momentalnie spłonęła rumieńcem, co wywołało jeszcze większą radość u przyjaciół.

-Ok., czyli wiemy, że jednak się pogodzili, miałem rację – powiedział Malfoy, klepiąc miejsce obok siebie na łóżku, dając tym samym znak, że Hermiona ma usiąść obok niego. – To teraz opowiadaj nam o wszystkim.

-Wszystkim, czyli…?

-Czyli tym, o czym nie powiedziałaś mi – dokończyła Rudowłosa, uśmiechając się szelmowsko. – No co? Siedzimy tu od pół godziny, zmusili mnie!

-Harry, ty też?!

-Zawsze lepiej wiedzieć – odparł chłopak. – Ja też im opowiedziałem co wiem. Malfoy był bardzo zły, że jako jedyny nie posiada ekskluzywnej wiedzy.

-Dokładnie, dlatego proszę w tej chwili opowiedzieć o wszystkim! Ze szczegółami.

Hermiona westchnęła i spojrzała na nich zawstydzona. Streściła im wszystko, co wiedzieć powinni, co pikantniejsze fragmenty zmieniając na rumieniec i przygryzanie wargi. Zakończyła opowieść, po czym odważyła się podnieść wzrok na przyjaciół. Każde z nich siedziało z co większym szokiem wypisanym na twarzy. Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć, więc po prostu siedziała w milczeniu czekając, aż przyjaciele odzyskają głos.

-Więc… jesteście parą? – Spytała Ginny, mrugając gwałtownie oczami. – Bo z tego co mówiłaś, nie wygląda mi to na atrakcję na jedną noc.

-Też to obstawiałem – powiedział Malfoy, pocierając się po brodzie w zamyśleniu. – Cholera, wygląda na to, że mój ojciec chrzestny jednak się ustatkuje.

Granger potrząsnęła głową.

-Nie, nie jesteśmy… To znaczy… - Westchnęła. – Wiecie, wtedy, po balu, powiedział mi, że nie jestem jednorazową przygodą. Miałam nadzieję, że to prawda, potem wyszła ta dziwna zazdrość o Kruma i jeszcze ta dzisiejsza czułoś po zajęciach... Chciałabym wierzyć w jego deklarację, jednak boję się za mocno zaangażować.

-Czego się boisz? Że dla niego to nie jest opcja „na wyłącznośc i jednak prześpi się z którąś z tych idiotek uśmiechających się do niego ckliwie? – Prychnęła z pogardą Ginny.

-Nie, o to się nie boję, ale… No wiecie, to jest wciąż Snape. Co jeśli nagle odsunie się, odepchnie mnie na bok, bo stwierdzi, że nie potrzebne mu nic na kształt jakiegoś upośledzonego związku i woli być sam?

-To raczej mało prawdopodobne… Każda relacja jest obarczona tym ryzykiem – odparł Harry. – Akurat myślę, że o to nie powinnaś się martwić.

Hermiona pozwoliła sobie na szczery uśmiech i pełne radości spojrzenie.

-Więc to oficjalne. Zakochałam się w profesorze Snapie i powiedzmy, że się umawiamy.

Kiedy Hermiona żegnała przyjaciół po kilku godzinach rozmowy, słońce już dawno zaszło za horyzont. Nie zdążyła dobrze zastanowić się co chce zrobić z wolnym wieczorem, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyła je ze śmiechem, była bowiem pewna, że ktoś z jej wcześniejszych gości o czymś zapomniał. Za drzwiami stał jednak sam Severus Snape.

-Oh, to ty – odparła zdziwiona. – Nie sądziłam, że będziesz chciał… no wiesz.

-Widzieć Cię? – Spytał, mrużąc oczy. – Głupie założenie. Ubieraj się. Zabieram Cię na spacer.

-Naprawdę? – Szepnęła zaskoczona. – Taki prawdziwy, na błonie?

-Taki udawany, do Hogsemade. Mogę jednak zapewnić, że będziesz równie zadowolona.

Hermiona posłusznie ubrała płaszcz i wyszła za Severusem. Nie miała pojęcia, że w lochach jest przejście prowadzące na błonia. Przemknęli się niezauważenie na drogę prowadzącą do Hogsemade, gdzie mogli spokojnie zdjąć kaptury i nie chować się przed każdym spotkanym uczniem.

-Nie wiedziałam, że Hogsemade nocą tak ładnie wygląda – mruknęła Hermiona, przyglądając się lampom oświetlającym pogrążone w półmroku uliczki. – Szkoda, że nie pozwalają nam tutaj przychodzić kiedy chcemy.

-Cóż, nie wszyscy w Hogsemade lubią tłumy, a takie na pewno by się tutaj zwalały, jeżeli wyjścia byłyby dozwolone o każdej porze dnia i nocy.

-Może i masz rację… Co nie zmienia faktu, że wciąż uważam to za niesprawiedliwe.

Snape pokręcił z niedowierzaniem głową, po czym chwycił Hermionę w talii i wskazał jej ścieżkę ukrytą pomiędzy drzewami w zagajniku. Dziewczyna po prostu podążyła za mężczyzną, nie chcąc swoimi pytaniami psuć niespodzianki.

Szli przez kilka minut w całkowitym milczeniu, kiedy w końcu dotarli na szczyt pagórka. Hermiona aż westchnęła, gdy spostrzegła, jaki widok rozciąga się z miejsca, w którym właśnie stali. Widziała całe błonia, pieknie oświetlony Hogwart i cudowny księżyc w pełni, górujący nad krajobrazem.

-O cholera… Severusie, skąd znasz to miejsce?

-Przychodziłem tu jak jeszcze uczyłam się w Hogwarcie. Potem jako nauczyciel. Po bitwie tak samo. Za każdym razem gdy chciałem być sam i po prostu się zaszyć.

-A teraz?

-Teraz pokazuję Ci to miejsce. Stwierdziłem, że to zbrodnia zatrzymywać je tylko dla siebie.

-Rzeczywiście, jest tu pięknie – odparła i uśmiechnęła się pod nosem, czując za plecami tors Snape'a i jego ramiona przyciągające ją do siebie. Ucałował ją lekko w czubek głowy i westchnął cicho. – Wiesz, mam wrażenie, jakby to nie trwało kilka dni tylko co najmniej kilka tygodni.

-Fakt, te prywatne lekcje były swego rodzaju grą wstępna – mruknął, po czym oboje zamilkli, ciesząc się swoją bliskością.


David Moore rozglądał się z zaciekawieniem po Wielkiej Sali. Szok, jaki towarzyszył mu po tym, jak Tiara Przydziału umieściła go w Gryffindorze powoli opadał i pozwolił sobie na swobodne błądzenie wzrokiem po stole, przy którym siedzieli nauczyciele.

-Co tam, młody, podoba się Hogwart? - Usłyszał nad sobą głos jakiegoś nieznanego mu chłopaka. - Kevin Rocking, piąty rok.

-Cześć, David Moore. Jasne, że mi się podoba, chociaż trochę się boję.

-Och, to normalka. Nie znasz nikogo z Hogwartu?

-Nie. Rodzice mugole, do niedawna nie miałem nawet pojęcia, że coś takiego istnieje. - Zamilkł, zerkając na czarodziejów siedzących przy głównym stole. - Znasz wszystkich nauczycieli?

-Oh, większość, nie miałem jeszcze wszystkich przedmiotów. – Zaczął ochoczo chłopak. - Po prawej od Dumbledoora siedzi profesor McGonagall, od transmutacji, ona jest opiekunką naszego domu. Surowa, ale można do niej przyjść z każdą sprawą, zawsze pomoże. Potem jest Kayleigh Swan, na razie tylko się szkoli na nauczyciela, ma przejąć po McGonagall zajęcia gdy ta przejdzie na emeryturę. Dalej jest Flitwick, od zaklęć, nic strasznego, potem jest Hagrid, równy gość, gajowy i uczy o magicznych zwierzętach. Tamtych nie znam, ale na końcu siedzi Lupin, od Obrony Przed Czarną Magią. Na jego lekcje bądź po prostu przygotowany i nie masz się czego bać. A po lewej stronie Dumbledora siedzą Severus Snape i Hermiona Granger. To znaczy Granger-Snape, są małżeństwem. Uczą eliksirów.

-Razem?

-Ta, Snape wymyślił niedawno jakiś super eliksir i potrzebuje kogoś do pomocy, więc ona wzięła od niego w zeszłym roku pierwszą klasę, teraz z nimi zostaje i dostaje najmłodszych. Pewnie do któregoś momentu będziesz miał z nią, a potem trafisz do Snape'a. Nie wiem co gorsze.

-Oboje są źli?

-Na swój własny sposób. Ja z Granger nie miałem, ale mój młodszy brat już tak i mówił, że ona ma obsesję na punkcie wiedzy. Prowadzi spoko lekcje, ale kartkówki, sprawdziany i eseje są tak trudne, że musisz sie uczyć tydzień przed. Z kolei Snape... Kiedyś wrzuciłem składniki w złej kolejności do kociołka. Dał mi taką reprymendę, że nie wiedziałem, gdzie oczy podziać. Strasznie wredny drań. Niby zadaje mniej i prostsze rzeczy, ale bardziej się czepia błędów.

David Moore już nie pytał o nic więcej. Wolał wrócić do jedzenia i przygotować się psychicznie do następnego dnia, zaczynającego się od dwóch godzin eliksirów.


Hermiona Granger siedziała przy stole nauczycieli i popijając sok dyniowy, dyskutując zaciekle ze swoim mężem.

-Mówię Ci, że musisz ich wziąć od piątego roku. Trzeba ich przygotować do sumów i owutemów, ja nie wezmę na siebie takiej odpowiedzialności. Nie jestem i wtedy jeszcze nie będę tak dobrym nauczycielem.

-Oh, zlituj się, bo uwierzę, że zastraszanie i surowość to według Ciebie „bycia dobrym nauczycielem"! Od kiedy to tak podziwiasz moje metody nauczania? - Odwarknął Severus, biorąc łyk Ognistej. - Czy nie możemy wrócić do tej sprawy za dwa lata?

-Nie, za dwa lata wymyślisz kolejny genialny eliksir i skończy się na tym, że wciśniesz mi wszystkie roczniki.

-I cóż by takiego strasznego się stało? Boisz sie, że Ci z siódmego roku są wyżsi od Ciebie?

-Severus!

-Dobrze, już dobrze. Jeżeli tak się boisz o sumy i owutemy, robimy w ten sposób, że przejmuję ich na piąty rok, na szósty wracają na wakacje do Ciebie, a na siódmy idą do mnie tylko Ci warci nauki. Zgoda?

-Przestań nazywać zajęcia u mnie wakacjami! - Zamilkła, patrząc na niego spode łba. - Ale dobrze, zgoda.

Podczas, gdy Snape zaczął tłumaczyć Dumbledorowi, że nie powie mu, nad czym teraz pracuje (sama nawet nie wiedziała), Hermiona zaczęła wodzić wzrokiem po Wielkiej Sali. Rok temu sama siedziała na tych ławach i czekała na nadchodzący rok szkolny jako uczennica. Teraz siedziała już jako Mistrzyni Eliksirów i przygotowywała się do spędzenia kolejnego semestru w roli nauczycielki.

Planowała uczyć transmutacji i w Hogwarcie doczekać późnej, najprawdopodobniej samotnej starości. Tymczasem skończyła z eliksirami i na dodatek z mężem! Pobrali się spontanicznie, w obecności najbliższych, zaraz po tym jak pod koniec sierpnia Hermiona zdała egzaminy na Mistrza Eliksirów. I takim sposobem wkroczyli w nowy rok szkolny jako małżeństwo.

Po chwili wylądowała przed nią karteczka. Rozejrzała się wokół, ale nie spostrzegła żadnej sowy, ani innego posłańca. Rozłożyła kawałek pergaminu, po czym, śmiejąc sie pod nosem, spojrzała na stół Gryfonów, szukając rudej głowy. Pogroziła jej palcem, po czym schowała świstek do kieszeni.

Pozwól proszę, że przypomnę Ci naszą rozmowę. "Ginny, to nie będzie kolejna, piękna historia romantyczna, którą tak bardzo chciałabyś zobaczyć. Nie wejdę któregoś dnia, trzymając go pod rękę, do Wielkiej Sali, nie usiądziemy obok siebie i nie spojrzymy sobie głęboko w oczy. To się nie zdarzy."