Śmierć Dumbledoore'a nadeszła nagle. Niestety, okazało się, że nawet Największy z Żyjących Magów nie wymknął się szponom śmierci. Niektórzy spodziewali się tego. Severus dostrzegał wolniejsze ruchy i koślawo wypowiadane słowa. Hermiona z kolei obserwowała osowiałą McGonagall i wyczuwała jej gorszy nastrój. Sam Dumbledoore zresztą coraz częściej wspominał, że pora się pożegnać i zachowywał się tak, jakby miał zaplanowaną datę odejścia i traktował ją jak daleki wyjazd. Instruował swoich bliskich co do obowiązków, jakie mają objąć "w najbliższym czasie", starał się zamykać wszystkie swoje codzienne sprawy, coraz częściej wyjeżdżał na kilkudniowe wizytacje u starych znajomych.

Aż w końcu nadszedł ten dzień.

Severusa obudziło ciche pukanie do drzwi. Szybko wstał i otworzył je, dbając aby nie obudzić przy tym Hermiony. Kiedy ujrzał w drzwiach McGonagall, nie musiał o nic pytać. Jej mina mówiła wszystko.

-W nocy? - Zapytał mężczyzna, po czym wyszedł na korytarz, zamykając za sobą drzwi.

McGonagall skinęła głową.

-Tak - odparła cicho, potrząsając głową. - Wieczorem jeszcze rozmawialiśmy o planach na dzisiaj, a kiedy rano nie pojawił się w swoim gabinecie… - zamilkła, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Wiesz, wydawało mi się, że Albus mnie przeżyje.

Severus zmusił się do niewielkiego grymasu, mającego przypominać uśmiech.

-Oh nie tylko mnie, Tobie też wróżyłam o wiele szybszą śmierć - dodała Minerwa, uśmiechając się smutno.

-Nie wątpię - mruknął, tym razem uśmiechając się sarkastycznie.

Przez chwilę trwali w kompletnej ciszy, po czym Severus westchnął cicho.

-Ja się zajmę Albusem, Ty proszę zadbaj o poinformowanie uczniów i ministerstwa tak, aby obyło się bez sensacji. Nie chciałbym zacząć dnia od wysłuchiwania plotek odnośnie nieobecności dyrektora na śniadaniu w Wielkiej Sali.

-A Hermiona? - Spytała McGonagall, wskazując na zamknięte drzwi.

Severus przez chwilę zamarł, jakby się zastanawiał, zdecydował się jednak ruszyć w stronę gabinetu dyrektora.

-Najpierw Albus - odparł, po czym wraz z McGonagall ruszyli przed siebie.


Albus, w istocie, nie żył. Na jego ustach zdawał się wciąż błąkać lekki uśmiech, dłonie w spokoju spoczywały splecione na jego piersi, a oczy zdecydowanie nie miały zamiaru się już otworzyć. Dla pewności Severus sprawdził puls, lekko odchylił powiekę nieżywego, a na koniec zastosował sprawdzoną metodę Śmierciożerców na definitywne orzeczenie śmierci - rzucił Crucio.

Ciało Dumbledoora jednak ani drgnęło.

-Nawet nie chcę wiedzieć, co dla nas zaplanowałeś na następne dni - mruknął Severus, siadając na łóżku obok ciała. - Dobrze było ci służyć - dodał, kładąc swoją dłoń na zimnej, poczerniałej dłoni Albusa.


Severusowi udało się wrócić do swojej komnaty jeszcze przed pobudką Hermiony. Ostatnio późno chodziła spać. Co prawda mogłoby się wydawać że rok po uzyskaniu tytułu Mistrzyni Eliksirów da sobie chociaż na chwilę spokój ze spędzaniem każdej wolnej chwili na nauce czy doskonaleniu się w jakiejś kolejnej dziedzinie, ona jednak zdawała się jedynie nabierać apetytu na bycie wciąż lepszą, mądrzejszą… I potężniejszą. Co prawda magia nie interesowała jej w kontekście przejmowania władzy nad światem, zachowywała się jednak tak, jakby przygotowywała się do kolejnej Wielkiej Bitwy czy kilkumiesięcznej wyprawy w poszukiwaniu Horkruksów. Nie mógł jej za to winić - mimo, że nie była Cudownym Dzieckiem, nie miała misji ocalenia świata, podczas ostatnich kilku lat przeszła naprawdę ciężkie chwile.

Najbardziej jednak frapował go fakt, że dziewczyna nie chciała mu zdradzić, co też zajmuje jej tyle czasu. Wciąż powtarzała, że tak samo jak on mógł mieć tajemnice odnośnie kolejnych eliksirów, ona również może mieć tajemnice co do swoich godzin spędzanych na czytaniu książek. Ciężko było ją za to winić - miała do tego pełne prawo i bardzo dobre argumenty.

-Severusie? - Spytała zaniepokojona, budząc się i zostając męża stojącego w ich komnacie w pełni ubranego, wpatrzonego tępo w przestrzeń. - Czy…?

-Tak - odparł, przenosząc wzrok na Hermionę. - W nocy.

Dziewczyna nie potrafiła być tak samo opanowana jak on. Ukryła twarz w dłoniach i zaszlochała cicho. Przygotowywała się na ten moment od dłuższego czasu, jednak skonfrontowanie się z faktem i tak było przytłaczające. Oczywiście, spotykała się ze śmiercią niejednokrotnie, widziała jak ciało Rona stawało w płomieniach, jednak miała nadzieję na chociaż chwilę odpoczynku od ciągłego widoku śmierci. Podświadomie chyba wytworzyła w sobie głęboką wiarę w to, że pasmo zgonów wokół niej już się skończyło.

Severus co prawda nie do końca wiedział jak radzić sobie w takich sytuacjach, bycie śmierciożercą pozostawiło dużą skazę na jego "ludzkich" odruchach, postanowił więc posłuchać swojego instynktu i po prostu usiadł obok Hermiony, po czym delikatnie położył dłoń na jej ramieniu. Odpuścił sobie jakiekolwiek pocieszanie - nie ma słów, które ktokolwiek chciałby usłyszeć w chwili śmierci bliskiej osoby, żadne zdanie nie mogło ukoić bólu.

-Minerwa planuje dzisiaj zwolnić uczniów i nauczycieli z zajęć - zaczął Snape. - Ogłosi to na śniadaniu. Chcesz ze mną iść czy wolisz tutaj zostać?

-Z dwojga złego wolę przechodzić żałobę z innymi - odparła cicho, po czym wstała i ruszyła w stronę łazienki. - Zajmie mi to chwilę, poczekasz na mnie?

-Tak.


Do Wielkiej Sali dotarli na chwilę przed rozpoczęciem śniadania. Łatwo można było zauważyć, że plotka o odejściu Dyrektora nie rozniosła się jeszcze po szkole, bo panował normalny, poranny gwar. Tylko i wyłącznie miny nauczycieli zdradzały, że coś się wydarzyło, jednak niewielu uczniów o tej porze zerkało na wielki stół wieńczący Salę.

Rutynę przerwała McGonagall, wchodząc do sali i stając przed krzesłem Dumbledoore'a.

-Uczniowie - powiedziała głosem na tyle donośnym, że natychmiast zwróciła na siebie uwagę wszystkich zgromadzonych. - Dzisiejszej nocy dyre… - zanim zdążyła dokończyć, wrzasnęła ze strachu na skutek kilku nagłych wydarzeń.

W momencie wybicia pełnej godziny, 9:00 rano, na dotychczasowym miejscu dyrektora, przy którym stała McGonagall, pojawiło się coś na kształt wielkiego patronusa. Nie przypominał on jednak żadnego zwierzęcia - był to Dumbledoore. A raczej coś, co miało pośmiertnie imitować jego postać. Kobieta natychmiast odskoczyła, najwyraźniej nie czując się komfortu podczas przenikania się z marą Albusa.

Nie był to na pewno duch - była to nienaturalnie wielka postać, górująca nad stołem nauczycieli. Półprzezroczyste szaty z każdym ruchem Dyrektora zdawały się zostawiać po sobie delikatną poświatę. Nikt z obecnych na Wielkiej Sali nie widział dotychczas czegoś podobnego.

Severus spojrzał niepewnie na Hermionę, starając się wyczytać z jej twarzy chociaż ślad zrozumienia dla tego, co właśnie obserwowali. Zazwyczaj w takich sytuacjach można było liczyć na to, że dziewczyna zmruży oczy i po chwili odnajdzie w odmętach pamięci odpowiedź. Ona jednak kręciła tylko głową w geście szoku i zdezorientowania.

Przez chwilę wszyscy milczeli i jedynie w ostatnich, przytłumionych dźwiękach echo wywołane okrzykiem McGonagall odbijało się od ścian.

-Drodzy uczniowe - przemówiła nagle donośnym głosem dziwna postać. - Jeżeli widzicie ten Powidok, pewnym jest, że już odszedłem z tego świata. Całe moje długie życie było związane z tą szkołą, dlatego też swoją ostatnią wolę chciałbym wygłosić tak, jak wygłaszałem wszystkie poważne informacje. W Wielkiej Sali.

Po uczniach rozszedł się szmer jednak podniosłość sytuacji bardzo skutecznie hamowała chaos, który normalnie by się w takiej sytuacji podniósł.

-W związku z tym, że wypowiadając te słowa wciąż jestem jeszcze wśród żywych i wciąż piastuję stanowisko dyrektora - kontynuował Powidok Dumbledoore'a - pozwolę sobie to wykorzystać i zarządzić kilka ostatnich już decyzji. Na moją następczynię wyznaczam Minerwę McGonagall. Wierzę, że zajmie się Wami nawet lepiej ode mnie. Remusa Lupina mianuję opiekunem domu Gryffindor oraz wyrażam zgodę na jego rezygnację ze stanowiska Nauczyciela Obrony przed Czarną Magią i objęcie pieczy nad biblioteką w Hogwarcie. Obronę Przed Czarną Magią powierzam Severusowi Snape'owi.

Wszystkie oczy momentalnie skierowały się w stronę Severusa, ten jednak zdawał się tego nie zauważać, wciąż próbując otrząsnąć się z szoku, jakiego doświadczał. Konsternacja wszystkich zgromadzonych powiększała się z minuty na minutę, a kolejne słowa dyrektora wcale nie polepszały sytuacji.

-Jednocześnie mianuję Kayleigh Swan i Hermionę Granger oficjalnie Nauczycielkami, przekazując im pełną odpowiedzialność za Transmutację i Eliksiry. Kończę tym samym moją kadencję Dyrektora Hogwartu i teraz zwracam się do Was już jako czarodziej, który niejedno w swoim życiu przeżył i w niejednej Bitwie brał udział - momentalnie spoważniał i powiódł wzrokiem po wszystkich zgromadzonych, nie omijając spojrzeniem stołu nauczycieli. - Pokonaliśmy jedną z najgorszych postaci, jaka spotkała świat czarodziejów. Nie oznacza to jednak, że zło zniknęło i nikt po nie nie sięgnie w celu zdobycia władzy. Dlatego też wszystkich Was uczulam, abyście nie przestawali się szkolić, uczyli się obrony, przetrwania… I ataku. Nie mogę już tego zarządzić, mogę co najwyżej zaapelować do nauczycieli, aby wzięli to pod uwagę przy układaniu swoich programów. Uważajcie na siebie. Wszyscy - jego wzrok znów skierował się na stół kadry. - Żegnajcie.

Powidok zaczął powoli rozpływać się w powietrzu, jednak nie znikał całkowicie. Drobinki, jakie pozostały po postaci zaczęły roznosić się po Wielkiej Sali, opadając na uczniów i pozostawiając po sobie poczucie ciepłej mżawki. Wszyscy w milczeniu przyjęli ostatni powiew dotychczasowej rutyny i zdawali się oczekiwać na to, co zaraz nastąpi. Nikt z uczniów nie zdecydował się na przerwanie ciszy.

-Możecie udać się do swoich dormitoriów - powiedziała McGonagall przytłumionym głosem, jednak usłyszał go każdy w sali. - Macie dzisiaj dzień wolny.

Hermiona zerknęła na Severusa. Była pewna, że informacja o jego nowej profesji będzie dla niego czymś, co chociaż trochę go rozchmurzy, on jednak wydawał się bardziej posępny niż przed śniadaniem. Pusty wzrok skierował w przestrzeń, a usta w gniewnym grymasie na pewno nie zwiastowały dobrych emocji. W końcu jednak spojrzał na nią i jego wzrok delikatnie złagodniał. Nie był to na pewno promienny uśmiech rozświetlający cała twarz, jednak mogła z pewnością stwierdzić, że jak na Severusa Snape'a była to niewątpliwie pozytywna emocja.

-Wieczorem porozmawiamy? - Zapytała go, wstając od stołu.

-Tak - odparł Severus. - Chyba, że potrzebujesz teraz...?

Pokręciła jedynie głową. Nauczona doświadczeniem roku małżeństwa wiedziała, że teraz nie ma najmniejszego sensu praktykować spędzenia czasu razem. Nie winiła go za to. Lata spędzone na naprawdę paskudnym życiu, o którym opowiedział jej i tak tylko w części, odbiły na nim niemałe piętno. Miał pewne zwyczaje i rytuały, które wypracował aby funkcjonować jako śmierciożerca, a ona nie zamierzała ich w żaden sposób korygować.

Zaśmiała się sarkastycznie w duchu na myśl tych wszystkich uczennic wpatrujących się w niego niczym w piękny obrazek. Związek z tym mężczyzną był niewątpliwie wyzwaniem i przede wszystkim wymagał od niej ciągłego dawania mu przestrzeni. Dzięki temu mogła również skupić się na sobie i wciąż zdobywać wiedzę. Miała ciągła potrzebę bycia dla niego równym towarzyszem intelektualnym i mimo tego, że doskonale wiedziała, że dla niego jest i tak najmądrzejszą czarownicą, jaką kiedykolwiek spotkał, chciała być jeszcze lepsza.

To był jednak tylko jeden z powodów jej ciągłego czytania, notowania i zapamiętywania. Hermiona, zgodnie z podejrzeniami Severusa, panicznie bała się w duchu kolejnej Wielkiej Bitwy, kolejnego strachu, głodu, wojny czy kolejnych ś chciała się przyznać do tego głośno, nie miała również pojęcia o przypuszczeniach swojego męża, co wynikało ciągłym duszeniem w sobie traumy i samotnym radzeniem sobie z nią, nie był to jednak ani czas ani miejsce na zmierzenie się z tym.

Trzeba było przyznać, że mężczyzna nie tylko brał w tej relacji, ale również dawał. Nie zmienił się co prawda w czułego, ciepłego, przepełnionego miłością i miłego męża, jednak na pewno był dla niej oparciem i kimś, do kogo chciała codziennie wracać. Niesamowicie zdziwiła ją propozycja ślubu, jednak im więcej z nim rozmawiała tym bardziej zdawała się ona dla niej oczywista. Mężczyzna po śmierci Voldemorta w końcu przestał żyć w ciągłej gotowości, nieustającym strachu i mógł wreszcie pomyśleć chociaż trochę egoistycznie o życiu. Podczas lat jego podwójnej służby był przekonany, że jego dni są policzone i skupiał się jedynie na przeżyciu. Nagle jednak okazało się, że takie życie już się skończyło i pozostało mu zacząć korzystać ze wszystkich przywilejów, jakie dały mu lata słuzby. Sława, szacunek wśród czarodziejów, niespodziewanie pożądliwy wzrok kobiet, które spoglądały na niego… Kiedy więc zorientował się, jakie szczęście daje mu to, co miał z Hermioną, nie zastanawiał się ani przez chwilę i postanowił się z nią pobrać. Nie potrafił okazywać wielkich gestów miłości, nieswojo mu było dobierać słowa, aby brzmiały pięknie i jednocześnie wyrażały to, co czuł, jednak propozycja małżeństwa przyszła mu naturalnie i podświadomie czuł, że jest to największy dowód uczucia, jakim darzył dziewczynę.

Ciężko mu było przestawić się na myśl, że Granger nie jest już dzieckiem i wciąż miewał myśli, że to, co czuł było skrajnie złe ze względu na to, że jak długo i od jak dawna ją uczył, jednak jako śmierciożerca robił gorsze rzeczy niż sypianie z pełnoletnią uczennicą, która odwzajemniała jego uczucie. Na ten jeden zły uczynek dał sobie dyspensę i nie miał zamiaru się nim zadręczać, zwłaszcza po ślubie.


Okej, zatem witam Was z powrotem ^^
Mam co prawda wciąż problemy z przecinkami, wielkością liter i drobnymi literówkami ale mam szczerą nadzieję, że moja bujna wyobraźnia, kreatywność i miłość dla jedynego, słusznego shipu Hogwartu jakoś Wam to wynagrodzi.

Ściskam Was mocno, wracam za tydzień z kolejnym rozdziałem!